Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Altana na tyłach
AutorWiadomość
Altana na tyłach [odnośnik]28.07.21 23:11

Altana na tyłach

Altana nie wyglądała jak zazwyczaj, gdy była jedynie jednym z wielu pomieszczeń na terenie Wrzosowiska. Na specjalną okoliczność, jaką było powitanie nowego roku, wszyscy — zarówno gospodarze, jak i goście, włożyli trud, by nadać temu miejscu specjalny, ale i bezpieczny charakter. Z altany powstał namiot, specjalnie przystosowany zarówno dla tych, którzy planowali zostać przy stolikach, jak i wziąć udział w tańcach, czy zabawach. Delikatne przyciemnione światła, rozproszone i drobne podkreślały kameralny nastrój wydarzenia. Proste meble, zastawa trochę z różnych parafii, ale najpewniej nikt nie będzie zwracał uwagi na takie szczegóły. Tej nocy mieli się bowiem spotkać w swojskim gronie, żeby razem świętować wejście w nowym rok.


Cave Inimicum,
Mała Twierdza,
Zawierucha,
Nierusz,
Muffliato


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly


Ostatnio zmieniony przez Aurora Sprout dnia 19.04.22 22:32, w całości zmieniany 2 razy
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Altana na tyłach D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Altana na tyłach [odnośnik]29.07.21 19:46
- 30 XII 1957 -
przygotowania do sylwestra, poranek

Gdy Cillian zaproponował wspólną organizację obchodów Nowego Roku, potrzebowała więcej czasu do namysłu. W końcu wiedziała, że chińską tradycję świętowania będzie obchodziła już w styczniu, ale troska o rodziców wzbudziła w kobiecie niepewność. Nie znała Aurory bardzo dobrze, jednak wystarczająco by ufać jej zaproszeniu i zaoferowaniu własnego domu jako miejsca zabawy. Chociaż Fancourt sama miała do dyspozycji rodzinny dom, to Londyn już od dawna nie stanowił bezpiecznego miejsca pobytu dla wielu z bliskich znajomych czarownicy.
O poranku wybrała się z przygotowanymi pakunkami, gotowa do drogi prowadzącej do Doliny Godryka. Zapasy topniały z każdy dniem, ale udało się jej wygospodarować wystarczająco na prosty makaron z mięsem oraz sałatkę. W swojej kuchni odmierzyła odpowiednią ilość składników, trzymając się przepisu z typową dla siebie, w przypadku gotowania, beztroską i ugotowała makaron wraz z ziemniakami i kością wołową, którą uprzednio obmyła i pokroiła. Podobnie uczyniła z pomidorami oraz ogórkami, po czym z zadowoleniem spakowała wszystko do toreb. Na Wrzosowisko podróżowała kilka razy, odkładając kolejne rzeczy do namiotu, przy tym na bieżąco sprawdzając stan jego wnętrza. Dzięki uprzejmości rodziców pożyczyła również ozdoby świąteczne w postaci zaczarowanych girland, świecących niczym świetliki ciepłym blaskiem, oraz kilka materiałowych obrusów. Daleko było im do wysokiej jakości ozdób, ale całość po odpowiednim rozłożeniu tworzyła przyjemną, domową atmosferę.
Z szopy wyjęła składane drewniane krzesła i rozstawiła je dookoła szerokiego stołu. Kilka prostych ruchów różdżką wyczyściło wszystko z kurzu, a kolejne machnięcie rozłożyło na drewnianym parkiecie stary dywan.
Wedle ich ustaleń, wczoraj na miejscu mieli się pojawić profesor Villan z Cillianem, by odpowiednio zabezpieczyć całe miejsce, ale jedzenie nie mogło czekać do następnego dnia, dlatego Fancourt przybyła już w dzień zabawy. Napitkami miała się zająć Prudence, ale Ronja postanowiła ze spiżarni wyjąć również jedną butelkę skrzaciego wina i przynieść odrobinę czarnej herbaty. Nie znała dokładnej ilości gości, ale na pewno musiała jeszcze zajrzeć do kuchni Sproutów i zająć się zapasami zostawionymi przez pozostałych zaproszonych. Kto wie, może jej umiejętności kulinarne rozwiną się szybciej, niż mogła kiedykolwiek przypuszczać.
| gotowanie I, wykorzystuję: makaron, czosnek, ziemniaki, grzyby leśne, ogórek, pomidor, sałata masłowa + przynoszę skrzacie wino i czarną herbatę

[bylobrzydkobedzieladnie]


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn


Ostatnio zmieniony przez Ronja Fancourt dnia 01.08.21 18:47, w całości zmieniany 1 raz
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Altana na tyłach [odnośnik]31.07.21 1:02
Cillian niesamowicie wręcz za takimi przyjęciami tęsknił. Marzył o urządzeniu czegoś huczniejszego, albo o nocy spędzonej na chodzeniu od baru do baru, o spiciu się nieco bardziej niż powinien, o wspólnym dniu z kobietą, którą kochał i za którą tęsknił. Niewiele z tego miało być mu dane. Trwała wojna, brakowało im jedzenia, bezpieczeństwo każdej schadzki stało pod znakiem zapytania. Mieli spotkać się w małej, kameralnej grupie, rozgrzać się szklanką wina, odpocząć i porozmawiać. W tym roku nie będą strzelali. To byłoby pozbawione szacunku.
Jak zawsze chciał zająć się gotowaniem, ale Aurora i Ronja szybko go od tego pomysłu odwiodły — nie był im kompletnie potrzebny w kuchni… no, może poza zdobyciem bananów na ciasto, bo miał talent do targowania się o niższe ceny nawet w dobie kryzysu. Zamiast tego miał zająć się ich bezpieczeństwem. Nie chodziło tu jedynie o nałożenie pułapek na miejsce przyjęcia, ale o ogólne zabezpieczenie posesji Sproutów, która była pozbawiona jakichkolwiek zabezpieczeń. Uzdolniony w tej materii Villan miał zająć się tymi najcięższymi, ale nie był cudotwórcą i nie mógł przeskoczyć wymaganego do takich działań czasu. Cillian bez wahania zgodził się więc mu pomóc, aby odciążyć go przynajmniej z tych najlżejszych — Cave Inimicum i Małą Twierdzę nałożonych na posesję, Szklanych Domów na drzwiach frontowych i Muffliato na altanie, w której mieli się jutro spotkać. Zajęło mu to ponad godzinę, po której westchnąwszy ciężko strzelił karkiem i spojrzał na pracującą nieopodal Ronję.
Została tylko Zawierucha — poinformował, kiedy tylko ich spojrzenia się spotkały — ale ona zajmie mi ze trzy godziny. — Poczęstował ją też serdecznym uśmiechem, który towarzyszył mu nawet podczas pracy w skupieniu. Zdążył już wypocząć mentalnie po incydencie z Warwickshire, więc czuł się dobrze i radość wróciła na jego oblicze, by utkwić mu na twarzy w sposób permanentny. Wyszczerzony, z niemożliwie roztrzepanym włosami, rozejrzał się wreszcie po przestrzeni, którą Fancourt dekorowała.
Masz naprawdę spory talent do dekoracji.
Nie potrafił go nie docenić, bo zdawał sobie sprawę, że sam z tych samych elementów stworzyłby coś zgoła odmiennego… i zdecydowanie gorszego. Mała wystawność nie obchodziła go niemal wcale. Zresztą, naprawdę niewiele miał w życiu okazji do zachwycania się przepychem jakiegoś miejsca, a nawet jeżeli miał, to skromne, wiejskie chatki zdominowały jego serce już dawno temu. Stworzyła coś w jego guście. Świadomie lub nie.
Jesteście pewne, że nie potrzebujecie mojej pomocy…? — Dopytał jeszcze, tak na wszelki wypadek, kiedy przechodził przez kuchnię.
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Altana na tyłach C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Altana na tyłach [odnośnik]31.07.21 3:17
W sylwestrową zabawę Vance angażował się niechętnie. Zaproszenie do uczestnictwa spadło na niego z zaskoczenia, stawiając go przed kłopotliwym wyborem. Dość nieśmiało i kulturalnie starał się odmówić, lecz głos młodych zagłuszył jego chwiejną decyzję. Jedno go radowało - uczestnicy wydarzenia zachowali odpowiedzialność i świadomi potencjalnych zagrożeń, stawiali na dyskrecję w przedsięwzięciu. Perspektywa spędzenia wieczoru w kameralnym gronie, pozwoliłaby mu zapewnić bezpieczeństwo osobom, na których mu zależało. Noworoczne świętowanie miało się odbyć nazajutrz, lecz uzasadnione obawy w kwestii ministerialnego zagrożenia sprowadziły go do domostwa rodziny Sprout w przeddzień świętowania. Zadaniem profesora było nałożenie zabezpieczeń na familijną posesję z pomocą Cilliana Moore, który zgodził się towarzyszyć mu przy pracy. Gdy zbliżał się pod drzwi, posiadał przy sobie dwa bukiety kwiatów i torbę z zaopatrzeniem na jutrzejszą imprezę.
Najpewniej otworzyła mu Aurora, zatem życzliwe i znajome dziewczę, z którym niegdyś współpracowała jego żona w Szpitalu Świętego Munga. Powitał ją szczerym uśmiechem i wręczył bukiet tulipanów w geście sympatii. Kiedy wprowadziła go do domu, zwrócił się najpierw do jej rodziców, przekazując matce drugi bukiet - tym razem złożony z dopasowanych kolorystycznie gerber i frezji, wyrażających szacunek i dziękczynność za gościnę. Starego Sprouta obdarował butelką whisky, zamieniając kilka powitalnych słów i przechodząc do kuchni, w której towarzystwo pichciło smakołyki.
- Przyniosłem trochę alkoholu, apeluję o przyzwoitość. - posłał zebranym czarujący uśmiech, odkładając torbę w wolnym miejscu na blacie. Z owej torby począł wyciągać zniesione produkty, na które się listownie umawiali, a także kilka niespodzianek. - Nie wątpię, że będziecie potrafiły coś z tego przygotować. To wielki rarytas, u mnie poszedłby na zmarnowanie. - owym frykasem był filetowany rekin, którego spokojnie starczyłoby do podziału dla wszystkich gości.
Następnie przeszedł do przeglądu zabezpieczeń nałożonych przez Silliego. To były proste w wykonaniu, ale jakże skuteczne pułapki! Postanowił skonsultować swoje dalsze plany z mężczyzną, aby skoordynować działania na miejscu.
- Rad jestem, że wyręczyłeś mnie w części obowiązków. Do jutra mógłbym się nie wyrobić z całą pracą. Na dobry początek zajmę się klamką od frontowych drzwi - Nierusz i Lepkie Ręce to idealne połączenie, Cillianie. Nigdzieniebądź załatwi przedsionek, gdyby ktoś wdarł się do środka. - złapał go za ramię i pokiwał głową z uznaniem, w reakcji na wykonaną pracę i zabrał się za własną.
Nałożenie pierwszej pułapki nie stanowiło żadnego wyzwania, a spętana magicznymi supełkami klamka, zgodnie z intencją zabezpieczającego, od tej pory winna wywoływać poparzenie u intruzów, którzy jej dotkną. Z pomocą prostych obliczeń numerologicznych, Vance tworzył plątaninę magicznych nitek współgrających z poprzednimi wiązaniami, nakładając z precyzją niewerbalne zaklęcia pieczętujące zabezpieczenia.
- Jeśli ktoś nieupoważniony spróbuje otworzyć drzwi, jego dłoń przyklei się do klamki. Ta prędko rozgrzeje się do czerwoności i dotkliwie poparzy intruza. W takim połączeniu może całkowicie wykluczyć rękę wiodącą z walki; większość czarodziejów nie potrafi czarować obiema. Pozwolę sobie na chwilę odpoczynku przed dalszą pracą.

Na rzecz imprezy sylwestrowej, wykorzystuję z zaopatrzenia: ognistą whisky (dla ojca npc), zieloną wróżkę, 2 butelki czarodziejskiego miodu pitnego, kilogram rekina, landrynki 200g, skrzacie wino 1 butelka, czarne ale 3 butelki 0,5l, kasztany jadalne 0,4kg, 200g słoniny, 1kg fasoli, sok malinowy 0,5l
Wyżej wymienione przekazane w ręce domowych kucharek
Vance Villan
Zawód : łamacz klątw, prywatny instruktor OPCM
Wiek : 49
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
Błękit był zaproszeniem wtedy, dzisiaj czerń jest rozkazem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10062-vance-villan#304330 https://www.morsmordre.net/t10069-widlogon https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f375-warwickshire-warwick-106-rochester-rd https://www.morsmordre.net/t10071-skrytka-bankowa-nr-10062#304781 https://www.morsmordre.net/t10070-v-villan
Re: Altana na tyłach [odnośnik]31.07.21 23:33
Dla Aurory okres świąteczny zawsze był zawsze najpiękniejszym okresem w roku. Z niecierpliwością dziecka czekała zawsze na pierwszy śnieg, potem na ubieranie choinki i zapach świątecznych potraw. Uwielbiała to zamieszanie i zawsze czuła pewien smutek, gdy ten dzień wreszcie nadchodził, bo musiała czekać kolejny rok, na uniesienia tego typu. W tym roku jednak miała w sobie pewne pocieszenie — miała ten czas noworoczny spędzić z niemal wszystkimi najbliższymi osobami, jak nie miała okazji od 2 lat. Związek z Aresem sprawił, że w okresie świątecznym bywała w domu, ale Nowy Rok witała zawsze w Irlandii.
Powrót miał słodko-gorzki smak, ale nie wątpiła, że w takim towarzystwie, jakie się zapowiedziało, nie mogło być inaczej, jak tylko dobrze.
Aurora już od dłuższego czasu przygotowywała się do zimy, marynuję i kisząc, co się dało, m.in. rzepę, ogórki, buraki, kapustę, czy nawet fasolkę szparagową. Część suszonych ryb również znajdzie swoje zastosowanie w czasie tego wieczoru. Na razie jednak Aurora kręciła się pomiędzy drzwiami a kuchnią, a samą altaną.
Na swoją kolej smażenia, czekały już marynujące się świeże pstrągi. Ten wędzony zostanie podany z chrzanem i wymieszany z cebulką i rzodkiewką. Fasola moczyła się, żeby rano móc na niej i na cielęcinie zrobić potrawkę. Kasza już przechodziła zapachem skwarek i wytopionego tłuszczyku, a śledzik z cebulką chłodził się w najchłodniejszej części spiżarki.
Aurora posłała Ronji przepraszający uśmiech, gdy kolejne pukanie do drzwi oderwało ją od pracy. Goście w dom, bogowie w dom. W pewnym sensie była tutaj zupełna prawda, bo zwany przez wszystkich wujem, Pan Villan, był w oczach Aurory swoistym dobrym duchem bezpieczeństwa domu.
Z zachwytem przyjęła bukiet tulipanów i zaprosiła gościa do środka, raz po raz wsuwając twarz między kwiaty i zaciągając się ich zapachem.
Tulipany zimą… Magia bywała jednak cudowna.
Włożyła kwiaty do wazonu, nalewając przy okazji wody, do wysokiego garnka, gdzie czekały już kości wołowe na treściwą zupę. Tam też wylądowała marchew i seler. Może jeszcze zagniotłaby ciasto na jutro, ale w tym momencie pojawił się Wuja i przyniósł… rekina. Aurora pobladła nieco, a potem spojrzała na Ronję.
- Nigdy nie próbowałam robić czegoś takiego, ale… ale może go upiec? - Zaproponowała, gdy też pojawił się Silly. - Nie wiesz może, czy rekina się skrobie? - Była znana z tego, że zadawała mnóstwo dziwnych pytań właśnie jemu, bo zawsze sądziła, że jako pisarz najpewniej czyta na potrzeby książki różne przedziwne rzeczy.

Na rzecz imprezy sylwestrowej, wykorzystuję z zaopatrzenia: przetwory z rzepy, ogórków, buraków, kapusty, fasolki szparagowej, bakalie 300g, 1kg kości, 2 pstrągi świeze, 1 pstrąga wędzonego, 1kg fasoli, 1 kg kaszy i śledzia w słoju, 0,5kg rzodkiewki, 1 kg marchwi, Słonina, 0,25kg cielęciny, 1 szt. selera, czosnek (1 główka)


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Altana na tyłach D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Altana na tyłach [odnośnik]01.08.21 19:29
Przygotowania trwały w najlepsze, a Ronja pochłonięta była ustawianiem drążka i przygotowaniami parkietu do tańca do tego stopnia, że ledwo zauważyła nadejście Cilliana i profesora Vance’a. Stoły i krzesła zostały rozstawione, a w pojedyncze dzbany po bokach włożyła bukiety ususzonych ziół polnych, które przywiozła z Derbyshire.
W domu co roku ozdabiamy wszystkie pomieszczenia na chiński nowy rok, pomyślałam, że coś z tamtych dekoracji może tu podpasować. — Odpowiedziała na komplement, samemu również będąc dumną z osiągniętego efektu końcowego. Nie był to okaz największej wykwintności, niektóre ze światełek zawieszone były krzywo i za wysoko, inne odrobinę za nisko, ale razem tworzyły na niewytłumaczalny sposób zgraną całość.
Następnie udała się do kuchni, wspomóc Aurorę i przy okazji zobaczyć co z reszty zaopatrzenia przynieśli pozostali goście. Gwiazdą kulinarnego programu Ronji miała być prosta babka z bananami, który zaoferował się przynieść Silly. Resztę zapewniała z domowej spiżarni, przynosząc mąkę, jaja, mleko i pigwy, które miała nadzieję użyć jako wypełnienie obok bananów. Skończywszy swoją część gotowania, pozwoliła działać Aurorze. Nie znała Sprout dokładnie, ale kojarząc ją jeszcze z końca swojego kursu uzdrowicielskiego, wiedziała, iż ma do czynienia z godną zaufania osobą.
Pomogła w oporządzeniu warzyw i do tego stopnia zaaferowała się stanem pieczenia swego ciasta, że z chwilą opóźnienia zauważyła rekina.
Nie jestem wybitną kucharką. — Przyznała, wahając się jakie słowa dobrać do swoich dość podstawowych umiejętności. — Moglibyśmy spróbować przyrządzić go na jakimś tłuszczu? Olej? — Wtrąciła do konwersacji, poszukując w oczach blondynki potwierdzenia dla swoich niepewnych słów. Nie będzie to z pewnością najpyszniej przyrządzona ryba, ale jeśli odpowiednio zadbają o jej przyrządzenie, może być zwyczajnie zjadliwa i to powinno wystarczyć. Zresztą, Ronja nie wątpiła, że dla wielu poświęcenie swojego zaopatrzenia w jakiekolwiek formie było już wyrzeczeniem. Doceniała nawet najdrobniejszy wkład w stworzenie atmosfery bezpieczeństwa, nawet jeśli przyszło im działać w tak niepewnych czasach. Przygotowawszy resztę posiłków, zebrała swoje rzeczy, a następnie ruszyła w drogę do rezerwatu, tak by móc załatwić jeszcze ostatnie sprawy przed powrotem do Londynu i kolejnym dniem.
| zt. z zaopatrzenia biorę: mąka żytnia, pigwa, banan cilliana, jaja, mleko krowie


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Altana na tyłach [odnośnik]02.08.21 20:40
Nie ma o czym mówić, panie Vance — odpowiedział od razu — to też dla mnie spora szansa na przyjrzenie się pana pracy, a przynajmniej zerkanie ukradkiem... Wciąż mam wiele do nadrobienia w kwestii magicznych zabezpieczeń. — Te, które nałożył na swoje mieszkanie rok temu były ewidentnie niewystarczające. Nie dały mu tyle czasu na ucieczkę, ile potrzebował. Miało to skutek tragiczny, więc teraz podchodził do sprawy o wiele poważniej. Nie chodziło tu tylko zabezpieczenie przyjęcia noworocznego — chodziło o codzienność Sproutów w ich domu. O choćby minimalną pomoc w poradzeniu sobie z lękiem przed obcymi, o poczucie bezpieczeństwa we własnym domu. Czasy były zbyt niespokojne na odkładanie takich rzeczy — Aurora pomagała dobrym ludziom, a dobrzy ludzie... ściągali kłopoty.
Mam nadzieję, że spędzimy jutrzejszy wieczór spokojnie i wesoło. Wszystkim od tak dawna brakuje choćby jednego dnia odpoczynku od tych natrętnych myśli, więc jestem pewien, że decyzja była dobra, nawet jeżeli życie lubi robić mi pod górkę. — Wiele rodzin spędziło święta w żałobie, Nowy Rok nie zapowiadał nic dobrego. Rozumiał, że niektórzy nie czuli potrzeby uczczenia go nawet skromnym przyjęciem i woleli zaszyć się we własnych czterech ścianach, ale przecież wyjaśnił już sam sobie wiele razy, że to właśnie chowanie głowy w piasek było najgorsze. — Cieszę się, że zdecydował się pan przyjść.Żeby nie był pan w domu sam. Nie mógł powiedzieć tego na głos, bo by mu to przez gardło nie przeszło, ale Villan na pewno się tego domyślił. Moore nie lubił pozostawiać nikogo w samotności, szczególnie w dni kojarzące się z towarzystwem innych, uśmiechami rodziny i znajomych. To w nie właśnie najbardziej się cierpiało. Zalewały człowieka wspomnieniami tak pięknymi, że nie potrafił pogodzić się z rzeczywistością.
Znalazłszy się w kuchni, gdzie sam zapytał, czy by im się w czymś nie przydał... zamarł nagle.
Rekina? — Nie uwierzył wpierw. — Żartujecie sobie, że kupiłyście rekina? Mogłyście mi powiedzieć, żeby przynieść coś więcej, przecież ja wam przyniosłem... banana... — podrapał się po głowie, spoglądając na leżące na blacie filety. — Nie mam pojęcia, te części ze skórą wyglądają, jakby nie miały łusek. Ja bym go usmażył jak każdą inną rybę, a jutro damy Volansowi do spróbowania. — Zaczął się naprawdę gęsto zastanawiać nad tym, czy nie powinien przynieść jutro coś jeszcze, coby na gbura nie wyjść, ale jednocześnie... zdawał sobie sprawę z tego, że wszyscy obecni dobrze wiedzieli, jak katastrofalnie wyglądała jego sytuacja finansowa. Ponownie wygoniony z kuchni, bo do niczego im się ostatecznie nie przydał, dokończył swoje zadanie i założył w wyznaczonym przez Aurorę miejscu kolejną, ostatnią ze swojej strony pułapkę. Odwiedził również pomieszczenie, w którym znajdował się jego brat wraz z przyjaciółmi, ale nie towarzyszył im długo. Podobnie jak Ronja wkrótce po tym ulotnił się z Wrzosowiska, ale zapewnił przyjaciółkę, że jutro pojawi się tutaj wcześniej, aby pomóc jej z przenoszeniem rzeczy. Miał jej również przedstawić niektórych gości.

| Z tematu


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Altana na tyłach C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Altana na tyłach [odnośnik]08.08.21 4:09
Nieznacznie uniósł kąciki ust, wyrażając niemą aprobatę. Dla nauczyciela nie było większego komplementu, niż okazanie zainteresowania wykładaną dziedziną. Co prawda Vance nigdy nie był profesjonałem od zakładania zabezpieczeń, wszakże specjalizował się w ich demontażu - był w posiadaniu kilku skromnych sztuczek, którymi chętnie dzielił się z zaufanymi. Gestem dłoni zaprosił Cilliana, aby podążał z nim w stronę przedsionka, obierając omylną drogę ku wyjściu; wyprowadzony z błędu przez domowników dotarł wreszcie do celu, gdzie rozpoczął demonstrację swoich planów.
- Zabezpieczenie, które teraz założę, nosi nazwę Nigdziebądź. Dla niepożądanych gości stanowi iluzoryczną wizualizację miejsca opuszczonego, jak gdyby dotkniętego zębem czasu i, bo ja wiem, klęską żywiołową? Istna ruina, w której obrębie mieszkańcy są niewidoczni dla potencjalnych przeciwników. Wrogów wprowadza w skonfundowanie, domownikom pozwala uciec z miejsca, tudzież przygotować obronę. - streścił po krótce działanie pułapki, uważając za trafny wybór umieszczenie jej na wejściu. Chwilę później począł tłumaczyć, w jaki sposób zamierza uporać się z nałożeniem pułapki. Nim zabrał się do pracy, mężczyźni zamienili jeszcze kilka słów.
- Choć nie przepadam za uczestnictwem w imprezach, nie odmówię Ci racji, Cillianie. Takie okazje stanowią idealny pretekst do zjednoczenia najbliższych, a właśnie tego potrzebujemy w dzisiejszych czasach. Zrobię, co w mojej mocy, abyśmy wszyscy mogli się na chwilę zapomnieć i poczuć jak dawniej. No i może nawet porzępolę na gitarze. - zakończył pogodną obietnicą. Bezpieczeństwo to główny powód, dla którego wyraził zgodę na przybycie do domu Sproutów w sylwestrową noc. Nie miał już rodziny, jego najbliżsi spoczywali w grobach lub tułali się po świecie, a jedynymi przyjaciółmi byli ci uczniowie, nie wspominając o kilku osobach spoza grona zaproszonych. Jeżeli jego życie miało nabrać sensu, musiał dedykować je ludziom. Jeśli więc ktoś zakłóci ich spokój, będzie tarczą, która przyjmie na siebie wszelkie pociski, pokona każdego wroga, a jeśli skona - kupi im dostatecznie wiele czasu, by mogli czmychnąć w siną dal.
To jednak nie miało prawa się wydarzyć. Byli na Wrzosowisku, na końcu Doliny Godryka. W Wielkiej Brytanii próżno szukać bezpieczniejszego miejsca, poza murami pilnie strzeżonych dworków szlacheckich. Nadto, zamontowane zabezpieczenia miały pomóc im uchronić się przed gniewem wrogów; kilka godzin prac nad domostwem wystarczyło, by nadać temu miejscu poczucie bezpieczeństwa.
Chwilę później profesor rozpoczął pracę nad montażem zabezpieczenia Nigdziebądź. Obliczył wymiary pomieszczenia, jego obwód i wysokość, kąt padania zaklęcia i potencjalne komplikacje w plątaninie wiązek magii. Niezbędna okazała się więc numerologia, a całą resztę załatwiła znajomość OPCM. Tkając magiczne niteczki, tworzył z nich wiązania, które po upływie czasu były gotowe; stosowne zaklęcie pozwoliło przeobrazić je w pułapkę.
- Auroro. Zakończyłem swoją pracę. - przedstawił jej pokrótce działanie wszystkich zaklęć defensywnych nałożonych na dom. - Będę wracać do siebie, do zobaczenia jutro. - po ponad siedmiu godzinach deportował się do Warwick, przygotowując na nadejście szampańskiego wieczoru.

|zt
Vance Villan
Zawód : łamacz klątw, prywatny instruktor OPCM
Wiek : 49
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
Błękit był zaproszeniem wtedy, dzisiaj czerń jest rozkazem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10062-vance-villan#304330 https://www.morsmordre.net/t10069-widlogon https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f375-warwickshire-warwick-106-rochester-rd https://www.morsmordre.net/t10071-skrytka-bankowa-nr-10062#304781 https://www.morsmordre.net/t10070-v-villan
Re: Altana na tyłach [odnośnik]09.08.21 14:18
Aurora nie miała bladego pojęcia o zabezpieczeniach. Stanowiła w tej kwestii niebezpieczną wręcz ignorantkę, nie raz i nie dwa razy sprowadzając tutaj potencjalnych wrogów, których ona jednak uważała za przyjaciół. Czy któryś z nich byłby tak naprawdę w stanie zrobić krzywdę mieszkańcom Wrzosowiska? Czy mógłby to być Ares, który nawet po ich rozstaniu posłał dla jej ojca butelkę alkoholu? A może Perseus, który pomimo kłótni spełnił jej prośbę o rozmowę z Lordem Carrow? A może zbyt lekkomyślnie wierzyła wszystkim i powinna skupić się na tych ludziach, którzy naprawdę chcieli spędzać z nią czas?
Spojrzała na wszystkich, którymi dzisiejszego dnia mogła się otoczyć, a także pomyślała o tych, których imiona i nazwisko zostały jej przedstawione jako gości imprezy. Nie wszystkich kojarzyła bardzo dobrze, ale wierzyła, kolejny raz zdając się na innych, że nikt świadomie nie naraziłby jej Wrzosowiska na niebezpieczeństwo.
Dekoracje wyglądały pięknie — światełka przy próbie okazały się strzałem w 10. Miała nadzieję, że uda im się zorganizować gramofon, bo co to za sylwester bez muzyki.
Wszyscy sobie pomagali, jakby byli jedną wielką rodziną. Niedługo potem, nawet nieszczęsny rekin smażył się już na patelni i Aurora przyznała sobie w duchu, że pachniał bardzo apetycznie.
Pani Sprout pozwoliła sobie poczęstować wszystkich ciasteczkami, które piekła zawsze w okresie świątecznym, a Aurora do tego dorobiła herbatę, nie wypuszczając nikogo, nim przynajmniej nieco się nie rozgrzał.
Im bliżej wieczora, tym bardziej całość zaczynała przypominać niewielkie wesele. Aurora musiała przyznać, że pomimo swojej nieśmiałości i całego ogólnego strachu przed byciem kiepskim gospodarzem, poczuła ekscytację na myśl o przyjęciu.
Razem z Ronją skończyły gotowanie, razem z wujem i Sillym sprawdziła zabezpieczenia, nim pożegnała ich wszystkich.
Tego wieczoru kładła się do łóżka z myślą, że może wreszcie spędzi nowy rok z ludźmi, którzy naprawdę chcieli być obecni w ich życiu.

/zt


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Altana na tyłach D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Altana na tyłach [odnośnik]09.08.21 21:19
Sylwester 1957
Dzisiejszy wieczór był wytchnieniem. W obliczu wojny, utraty bliskich i cierpienia, jakie widzieli każdego dnia w większych lub mniejszych tragediach, każde z nich zasługiwało na jedną noc, nie zapomnienia, ale odpoczynku. Ogromny pies właścicieli przebiegał między grządkami, a państwo Sprout przygotowywali się do dyskretnego świętowania w zaciszu swojej sypialni, z dala od miejsca rozrywki dla młodszy gości ich córki. Chociaż za oknami domów wciąż szalał burzliwy konflikt, to Wrzosowisko gotowało się do cichego świętowania pośród grona zaufanych ludzi, dzielących te same zmartwienia i radości.
Ogród częściowo przysypany cienką warstwą śniegu szykował się do snu, a lśniący wewnętrznym blaskiem namiot, miał odtąd roztaczać pieczę i straż nad całym domostwem. Wchodziło się do niego tylko z jednego miejsca, przez boczną klapę rozchylającą się na obie strony. W środku panowała ciepła, ale nie dusząca temperatura, tak by bawiący się nie byli zbytnio zmęczeni gorącem podczas tańca i zabaw. Nałożone zabezpieczenia zapewniały dodatkowy komfort psychiczny, a całość magicznie powiększona od środka pozostawiała idealną ilość miejsca dla wszystkich zgromadzonych. Po lewej stronie od wejścia rozciągał się długi drewniany stół opatrzony taboretami po każdym jego boku. Blat ozdobiono prostym, materiałowym obrusem w kwiatowy wzór, a pomiędzy półmiskami stanęły gliniane wazony z ususzonymi wiązankami ozdobnych ziół.
Do dyspozycji gości pozostawiono oprócz drobnych przekąsek gotowanego rekina, pstrągi, sałatkę makaronową, różnorakie trunki, ciasto bananowe i wiele innych prostych, aczkolwiek pożywnie i domowo wyglądających potraw, których przygotowaniem zajęli się organizatorzy. Środek podłużnego przejścia między miejscem do odpoczynku a stolikiem kawowym, na którym znajdowały się czyste naczynia i szklanki, oraz szampan, a także drewniana miska ze zwiniętymi wróżbami noworocznymi do wylosowania, wyłożono starymi dywanami, które nie tylko miały za zadanie tłumić kroki bawiących się, ale też dodawać całości wystroju dodatkowego klimatu.
W pobliżu ścian namiotu poukładano dodatkowe siedziska wyłożone kocami, tak by ci spragnieni wygodniejszego niż drewniane krzesła odpoczynku również mieli dla siebie zakątek, było to również doskonałe miejsce na poufne i dyskretne rozmowy doprawiane skoczną muzyką płynącą ze starego gramofonu. Przy miejscu przeznaczonym na taneczne pokazy umieszczono również prowizorycznie zbudowaną tyczkę do przechodzenia pod nią, która miała służyć za dodatkową zabawę. Na przeciwległym krańcu, nieopodal wyjścia ustawiono gitarę akustyczną, oraz dla wielu obco wyglądający instrument, który okazał się guqinem. Ciepły odcień światła zapewniały rozłożone i mocno zamocowane w stojakach świece, a także ozdobne świeciorki zawieszone na rusztowaniu namiotu, nadające całemu pomieszczeniu wrażenie świątecznej luminescencji.
Powoli na miejscu gromadzili się zaproszeni, witając z radością pośród mniej lub bardziej znajomych twarzy, dzisiejszego wieczoru bowiem każda miała być starym albo nowym, ale przyjacielem.
Na zewnątrz zapanowała już nieprzejednana cisza i ciemność, ale dla osób zaproszonych na Wrzosowisko, noc dopiero rozpoczynała swoje władanie, w nadziei wszystkich spokojne i nieprzerwane zagrożeniami, na których przybycie zawczasu i dla swojej spokojnej głowy, przygotowali się solidnie.

|Pierwsza kolejka odpisów jest rozpoczynające, można zająć w niej miejsce przy stole (podać wybrany numerek na górze swojego posta) i przywitać się z resztą/zjeść/potańczyć itp.
Dodatkowo można skorzystać z prostej mechaniki przechodzenia pod liną w trakcie tańca, oraz wylosować noworoczną wróżbę (losowań dokonujemy w temacie na to przeznaczonym tutaj). Poniżej znajduje się orientacyjna mapka pomieszczenia z opisanymi miejscami przy stole.

MAPKA:

Wróżby noworoczne (rzut k6)

wróżby:

Przechodzenie pod liną/patykiem (4 rzuty k100 na raz)

W temacie z rzutem kości wykonujemy 4 rzuty k100. Zwycięzcą, czyli osobą, która z sukcesem przeszła pod najniżej ustawioną liną jest osoba, która wylosowała konsekwentnie od najmniejszej do największej cyfry np. 20 40 60 90.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Altana na tyłach 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Altana na tyłach [odnośnik]10.08.21 16:40
Śnieg cicho skrzypiał pod jej stopami, gdy okryta ciemnym płaszczem, którego kaptur przysłaniał jej twarz, przemierzała Dolinę Godryka. Przyglądała się kolejnym budynkom, w których sporej części okna rozświetlał ciepły blask świec. Wiedziała, że tegoroczny Sylwester zapowiadał się spokojnie, a większość postanowiła spędzić go w rodzinnym gronie. W przypadku jednak jej bliskich spędzanie przełomu starego i nowego roku we wspólnym gronie mogło skończyć się co najmniej niezręcznie. Dlatego wolała świętować tę noc wśród swoich przyjaciół. W końcu spędzenie Sylwestra samemu, wśród swoich czterech ścian nad kanapkami i herbatnikami było zdecydowanie zbyt żałosne i smutne, by pogodzić się z takim losem. Nawet list gończy nie zmusił Jackie do siedzenia u siebie na czterech literach. Zresztą, z tego co wiedziała, nie ona jedno podjęła podobne ryzyko w imię dobrej zabawy. Niezbyt zapewne mądry ruch, byli jednak tylko ludźmi. A ludzie nie lubili w dni wyjątkowe być sami.
Dotarła w końcu na Wrzosowisko, na którym znajdował się dom jej koleżanki, która dane jej było poznać jeszcze za czasów nauki w Hogwarcie. Aurora była kochana, godząc się przyjąć w swoje progi zgraję tych, którzy jawnie prowadzili wojnę z obecnymi władzami w Londynie. Kochana i odważna. Jackie była tak naprawdę wdzięczna, że kobieta pozwoliła im spotkać się wszystkim razem, by choć na chwilę zapomnieli o ciągłym widmie zagrożenia. No może nie aż tak do końca. Inaczej Jackie teleportowałaby się wprost do domu Sproutów, a nie na obrzeża Doliny. Zrobiła to ot, tak na wszelki wypadek, gdyby coś miało być nie tak.
Weszła na podwórze, witając się najpierw z psem biegającym między roślinami, fundując mu odpowiednią dawkę pieszczoch, potem dopiero skierowała się w stronę pięknie ozdobionej altany. Ściągnęła kaptur z głowy, odsłaniając swoją twarz i spięte w luźny, niski kok, z którego wystawało kilka kosmyków, włosy. Dopiero wtedy weszła pod wielki namiot.
- Dobry wieczór! - uśmiechnęła się do gości, którzy już zdążyli się zgromadzić. - Dobrze was widzieć - dorzuciła, a słowa te nie były jedynie wypowiedziane z grzeczności. Naprawdę cieszyła się, że jej znajomi i przyjaciele byli tutaj obecni i to w miarę w jednym kawałku.
Zdjęła płaszcz, z którego strzepała ewentualny śnieg, który się na nim pojawił, ukazując swój strój. Miała na sobie granatową sukienkę zapinaną z przodu torsu na rząd guziczków, z długim rękawem i z kołnierzem, który lekko zachodził na szyję. Posiadała ona dość prosty krój, dół, odcięty od całości czarnym paskiem układał się w literę a, kończąc się na wysokości jej kostek. Sukienka miała jednak z przodu dość długie rozcięcie, przez które można było dostrzec, że Jackie miała na sobie do tego założone czarne spodnie, oraz sięgające za kostkę, zabudowane buty na delikatnym obcasie. Cóż. Starała się, nie potrafiła się jednak wepchnąć w typową suknię. Liczyła, że te próby i tak zostaną docenione.
- Przyniosłam coś, dużo to nie jest, ale głupio przychodzić z pustymi rękami - rzuciła do gospodyni ich dzisiejszego przyjęcia, podając jej małą, lnianą torbę, w której schowała cztery dorodne gruszki i bochenek chleba. Co prawda zdobywanie jedzenia nie było dla niej łatwe, ale nie bardzo potrafiła się pogodzić z myślą, że musiała czasem stołować się u innych, by jako tako funkcjonować. Trochę godziło to w jej godność. Nie lubiła jednak burczenia w żołądku. Cóż, godność była mniej potrzebna w obecnych czasach.
Widząc, że jest tak naprawdę jednym z pierwszych gości, zajęła jedno z miejsc przy stole, kładąc na nim odzyskaną od Aurory torbę.
- Pomóc w czymś? - zapytała przy okazji Sprout, nie chcąc siedzieć bezczynnie, w oczekiwaniu na resztę.

|zajmuję miejsce 10
Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart
Re: Altana na tyłach [odnośnik]10.08.21 21:45
Prudence zareagowała z entuzjazmem na zaproszenie Ronji. Odliczała dni do wspomnianego spotkania, każdy bowiem potrzebował w tych ciężkich czasach odskoczni. Wiedziała, że towarzystwo będzie pewne, że nie powinna im się stać krzywda, nie rozważała nawet, że mogłaby się nie pojawić na tym przyjęciu. Wszystko się jednak zmieniło, gdy zaledwie dwa dni przed końcem roku jej kuzyn pojawił się ranny w Puddlemere. Powinna zostać w domu, dotrzymać mu towarzystwa.. z drugiej jednak strony miał żonę, to ona będzie się nim opiekować. Nie powinna robić za wieczną męczennicę i płacić za błędy innych. Szczególnie po tym wszystkim, co ostatnio spotkało ją z jego strony. Podjęła dosyć spontaniczną decyzję, której była pewna. Przynajmniej na samym początku, bo gdy wyszła z domu miała do siebie wyrzuty sumienia, przez dłuższą chwilę. Nie zamierzała jednak wracać się do dworu, miała świadomość, że żałowałaby tej decyzji, szczególnie, że czasy były niepewne. Skąd bowiem mogła wiedzieć, że ten Sylwester nie będzie jej ostatnim?
Przygotowania nie zajęły jej specjalnie długo. Pozwoliła sobie nakręcić włosy, przyodziała różową sukienkę, która mogła się wydawać nieco zbyt odważna, jak na pannę Macmillan, która raczej stawiała na skromne stylizacje, taka impreza jednak była raz w roku, także i ona mogła sobie pozwolić na nieco szaleństwa. Nałożyła na siebie gruby, czarny wełniany płaszcz z kapturem i opuściła Puddlemere. Aportowała się gdzieś w okolicach wrzosowiska. Nie do końca znała gospodarzy tego przyjęcia, tak samo nie miała pojęcia kto dokładnie się na nim pojawi. Nie przeszkadzało jej to jednak zbytnio.
Szła przed siebie, a wzrok wbiła w niebie, które powoli zaczynało się rozświetlać gwiazdami. Śnieg skrzypiał jej pod stopami. Pięknie się zapowiadał ten wieczór. Miała nadzieję, że nie pojawią się żadne niespodzianki. Rumieńce spowodowane wiatrem i zimnem pojawiły się na jej policzkach, miała tendencję do reagowania w ten sposób na zimno.
Udało jej się dotrzeć do miejsca docelowego całkiem sprawnie. Tuż przed wejściem do namiotu pozwoliła sobie na kilka czułości z psem właścicieli po czym weszła do namiotu. Zdjęła kaptur z głowy, odruchowo roztrzepała włosy i rozejrzała się po pomieszczeniu. - Dzień dobry!- rzekła z entuzjazmem i zaczęła szukać znajomych twarzy. Zdjęła z siebie płaszcz, który powiesiła na wieszaku. Przekazała gospodyni dwie butelki szampana oraz upieczoną gęś, którą udało jej się wynieść z rodzinnego dworu, poza tym przyniosła również gramofon, wydawało jej się, że przyda im się tej nocy.
Dostrzegła Jackie i kamień spadł jej z serca, znajoma twarz! - Jackie, miło Cię widzieć.- może nieco zbyt entuzjastycznie podbiegła do przyjaciółki i ją przytuliła. Dawno jednak nie było im się dane widzieć. - Cieszę się, że jesteś cała i zdrowa.- odparła jeszcze nieco ciszej. Nie dało się nie zauważyć, że ta była poszukiwana listem gończym.
Postanowiła zająć miejsce obok niej, póki co nie widziała bowiem nikogo znajomego.

| miejsce 11


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Altana na tyłach D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Altana na tyłach [odnośnik]10.08.21 23:55
Wyszedł z domu i odetchnął świeżym powietrzem i uśmiechnął się szeroko sam do siebie. To był dobry wieczór na taką uroczystość. Cieszył się na dzisiaj, wiedział, że zabawa z pewnością będzie przednia. W dzisiejszych czasach taka uroczystość była rzadkością, ale tak naprawdę każdy tego potrzebował, nawet jeśli nie chciał się do tego głośno przyznać. Ostatni rok był ciężki i Gabriel miał zamiar wejść w nowy nie tylko z dobrym humorem, ale przede wszystkim z nowymi nadziejami na lepsze jutro. Dlatego też kiedy otrzymał zaproszenie oczywiście nie było opcji by odmówił. Zwłaszcza, że miało być na ten imprezie kilka znajomych osób, z którymi wiedział, że będzie się dobrze bawił. Miał tylko nadzieję, że Ronja nie będzie starała mu się postawić nowej diagnozy, po ich ostatnim spotkaniu.
Deportował się na obrzeża Wrzosowiska, by nie pojawiać się od razu na miejscu. Noworoczna impreza, noworoczną imprezą, ale nadal należało zachować ostrożność. Co prawda w Dolinie Godryka zagrożenie nie było jakieś wielkie, a nawet można by powiedzieć, że nikłe, ale jak to mówią, przezorny zawsze ubezpieczony.
Odpalił papierosa, po czym spokojnym krokiem ruszył w kierunku domu, w którym raptem kilka dni temu gościł na Wigilijnej kolacji, która notabene była bardzo sympatyczna. Spotkał starych znajomych, poznał nowe, ciekawe osoby, spędzili razem miło wieczór. Oby więcej takich dni w nowym roku. Tym razem jednak obszedł dom by po chwili jego oczom ukazał się namiot, w którym miała się dzisiaj odbyć potańcówka. Spokojnym krokiem do niego podszedł, niedopałek wyrzucił w śnieg, po czym ukucnął przy zwierzaku.
- Cześć kolego. - podrapał psiaka za uchem, po czym podniósł się i na spokojnie wszedł w końcu do namiotu.
Najpierw poczuł ciepło, potem oczy musiały się przyzwyczaić do światła, bo jednak na dworze już było ciemno. Zdjął z siebie ciepłą kurtkę i powiesił ją na wieszaku, jednocześnie z kieszeni wyjmując butelkę Gin'u, którą ze sobą tutaj zabrał coby postawić na stole. Nie było to dużo, ale jak mógł się czymś z kimś podzielić to nie żydził. Na dzisiejszy wieczór ubrał się elegancko, ale nie sztywno, mimo wszystko miały być tańce i powinno mu być wygodnie. Miał więc na sobie ciemne spodnie oraz białą koszulę, której rękawy podwinął od razu po ściągnięciu z siebie kurtki. Odpuścił sobie dzisiaj krawat, pewnie ubrałby marynarkę, ale niestety nie posiadał takowej w swojej szafie.
W końcu rozejrzał się po sali. Wszystko wyglądało fenomenalnie. Stół prawie uginał się od jedzenia, przyjemne zapachy rozchodziły się po wnętrzu. Ponownie utwierdził się w przekonaniu, że będzie to bardzo przyjemny wieczór.
W końcu jego spojrzenie padło na osoby siedzące przy stole.
- A kogóż to moje piękne oczy widzą, Jackie, a brat wie, że tu jesteś? - powiedział głośno rozbawiony, po czym ruszył w kierunku siostry swojego najlepszego przyjaciela - Dobrze cię widzieć - dodał po chwili uśmiechając się szeroko i przytulił mocno starą znajomą tak, że aż ją uniósł, bo jednak coby nie patrzeć był od niej sporo wyższy.
I w tym momencie jego spojrzenie padło na doskonale znajomą twarz. Twarz za którą tęsknił mimo tego, że widzieli się raptem tydzień temu. Odstawił pannę Rineheart na ziemię, po czym nie odrywając wzroku od blondwłosej podszedł do niej.
- Jestem niezmiernie szczęśliwy, że cię tu widzę. - powiedział łapiąc jej delikatną dłoń w swoją i całując jej wierzch.
Nie spodziewał się jej tutaj dzisiaj spotkać, ale było to naprawdę pozytywne zaskoczenie. Ich ostatnie spotkanie było dość intensywne w wyznania i nie tylko. Serce mu się radowało, że w nowy rok wejdą razem, spędzą ten wieczór razem. Wyglądała pięknie, aż nie chciał odrywać od niej wzroku. Wiedział jednak, że jak na razie raczej nie powinni chwalić się swoją relacją, chociaż najchętniej to by ją porwał w ramiona.
- Zdecydowanie zapowiada się cudowny wieczór. - dodał po chwili uśmiechając się szeroko, po czym nie pytając nikogo zasiadł obok Prudence przy stole, cały czas trzymając jej dłoń w swojej, tym razem już pod stołem tak by nikt nie widział.

Miejsce 12


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10857-skrytka-nr-2261#330979 https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946
Re: Altana na tyłach [odnośnik]11.08.21 1:43
Aurora nigdy nie była duszą towarzystwa — już w szkole bliżej jej było do dziwaczki niż do popularnej Gryfonki. Owszem miała małe grono wiernych przyjaciół, a nawet i kilkoro dalszych znajomych, jednak będąc sobą, zdecydowanie pozostawała w cieniu znacznie bardziej przebojowego brata, który, chociaż był bardzo do niej podobny, to jednak w ich charakterach było całkiem sporo różnic.
To on głównie zarządzał wigilią, doskonale wiedząc, że Aurora peszy się i lęka przy większej ilości osób. Że chociaż w przygotowania włoży całą swoją siłę, to najpewniej czmychnie ostatecznie do swojej sypialni. Tak mogło być zazwyczaj, gdy miała wsparcie Castora. Jednak młodszy brat wybył gdzieś na swoje przyjęcie, a Aurora miała przyjąć swoich gości.
Listę ułożyła, słuchając podszeptów swoich przyjaciół, a potem rzuciła się w wir przygotowań. Dom został zabezpieczony, tak na wszelki wypadek, jedzenia też było nieco więcej, niż trzeba było potrzeba. Ale zawsze można dać komuś, żeby zabrał ze sobą. Jedzenie było tak cenne w obecnych czasach, że nic nie powinno się marnować. Gdy jednak padało pytanie, co należy ze sobą zabrać, Aurora gryzła się w język, że nic nie trzeba. Widziała to w oczach tych ludzi, że chcieli się na coś przydać. Poczuć się odrobinę normalnie. Dlatego właśnie odpowiadała, że najlepiej siebie, a jak będziesz mieć coś pod ręką, to również możesz zabrać. Nic nie narzucała, bo wiedziała, że nie wypuści stąd nikogo głodnego.
Krzątała się od kilku godzin, niemal zupełnie zapominając o tym, że powinna się wyszykować. Dopiero nawoływanie mamy, która, na razie czuła się lepiej, sprowadziły ją do domu. W Kuchni słyszała głosy, jakby znajome, ale jednak nie tylko, założyła więc, że jej młodszy brat również szykuje się na przyjęcie. Nie chciała im przeszkadzać, ostatecznie była tylko starszą siostrą.
Wzięła kąpiel, nasmarowała się swoim ulubionym pachnidełkiem, które znalazła pod choinką, a które wykonane było z naturalnych kwiatów suszonych już od lata. Tradycja głosiła, że w Nowy Rok powinno się ubrać coś nowego.
Stojąc więc przed swoją niezbyt zasobną szafą, Aurora nie miała wielkiego wyboru. Kilka codziennych sukienek, para ogrodniczek i sukienka, której nigdy nie miała okazji jeszcze założyć. Zawahała się, gdy dotknęła materiału. Delikatny, jak wtedy gdy Ares jej ją podarował. Miała jej nigdy nie włożyć, ale jednak nie umiała się zdobyć na to, żeby ją wyrzucić. Nawet nie o sentyment chodziło. Niemniej jednak Aurora właśnie wsuwała się w delikatną białą sukienkę, uprzednio upewniając się, że pas do pończoch nie jest widoczny spod materiału. Na nogi wsunęła najwygodniejsze trzewiki i dopiero wtedy przejrzała się w lustrze. W tym stroju widać było, że w ostatnim czasie nieco straciła na wadze, co trudno było zazwyczaj dostrzec poprzez warstwy swetrów, które zazwyczaj nosiła. Poprawiła złocony pasek, próbując to jakoś zamaskować, a potem zeszła na dół, udając się do namiotu. Niedługo potem zaczęli schodzić się goście. Aurora z uśmiechem witała się i prosiła, by się rozgościli. Nie było wcale źle, tak jak się bała, że będzie. Obecność ludzi, zwłaszcza tych, którzy przynajmniej w jakimś stopniu podzielali jej poglądy, była przyjemną odmianą. Rzecz jasna nie sądziła, żeby zgadzali się ze wszystkimi jej poglądami, ale przynajmniej patrzyli w jednym kierunku.
Jackie wyglądała olśniewająco, chociaż pewnie jej samej ciężko było w to uwierzyć. Spróbowała nawet włożyć sukienkę, co nawet w połączeniu ze spodniami robiło wrażenie. Lady Prudence Aurora pamiętała ze szkoły. Ucieszyła się, że nie mogła spotkać ją akurat tutaj. Znaczyło to, że wbrew paskudnym plotkom szlachta nie porzuciła tej strony mocy, tak zupełnie. Wkrótce dołączył też Gabriel, którego Aurora poznała raptem kilka dni temu, ale zaręczała za niego Ronja, wiec wierzyła, że szybko się tu odnajdzie. Wyglądało jednak na to, że odnalazł się łatwiej, niż sama gospodyni. Cudownie pachnąca pieczona gęś od Prudence, alkohol od Gabriela i jedzenie od Jackie — to wszystko ładnie rozdysponowała pomiędzy stolikami, żeby każdy mógł sobie sięgnąć. Jedynie szampana od Lady odstawiła nieco bardziej na uboczu. Najlepiej rzecz jasna by było, żeby doczekał północy.
- Moi drodzy wciąż czekamy na kilka osób, ale nie krępujcie się z napojami i jedzeniem. - To nie były święta, że należało rozpocząć wspólnymi tradycjami.
Aurora zerknęła w stronę klapy namiotu. Ciekawe, czy Halbert otrzymał jej sowę z zaproszeniem... ?
Wyrwana z zamyślenia jakimś dźwiękiem, zajęła się ponownie ostatnimi poprawkami, zanim wreszcie usiadła przy stoliku, żeby napić się kilka łyków wody z sokiem.

zajmuje miejsce 7 i zaklepuje miejsce 8, dla Halberta


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Altana na tyłach D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Altana na tyłach [odnośnik]11.08.21 22:19
Przed otrzymaniem listu od Aurory nie miał żadnego konkretnego planu na spędzenie tej nocy, tym bardziej ucieszył się, zyskał nową okazję na wyrwanie się z domu, do czego dodatkowo popychali go matka oraz brat. Spędziwszy dłuższą chwilę na przekopywaniu garderoby wystroił się finalnie w eleganckie spodnie i białą koszulę, po czym teleportował się do Doliny Godryka, skąd piechotą dotarł na Wrzosowisko.
Wszedł do namiotu i rozejrzał się z zachwytem po zastanym wnętrzu. Organizatorzy wieczoru wykonali kawał dobrej roboty, zamieniając namiot w świetne miejsce do wejścia w Nowy Rok. Pierwszą osobą, jaka rzuciła mu się w oczy, była panna Rineheart, którą kojarzył głównie z porozwieszanych po kraju listów gończych. Z czasów Hogwartu pamiętał dziewczynkę, siostrę Vincenta, drobną, acz butną chłopczycę, z którą mimo wszystko nie miał zbyt wielu okazji do rozmów. Przywykł już do tego, że coraz więcej ze znanych mu osób dorobiło się własnych plakatów i choć sytuacja w kraju nie należała do najprzyjemniejszych, tak nie było sensu, by dziś skupiać się na troskach.
- Halbert Grey - przywitał się z młodą czarownicą, wyciągając ku niej dłoń. Strój Jackie wydawał się czarodziejowi mało imprezowy, ale skoro było jej w nim wygodnie, on nie mógł mieć nic przeciwko.
- Prudence, dobrze cię widzieć - zwrócił się do lady Macmillan. - Zdążyłem zatęsknić za naszymi wspólnymi popołudniami przy badaniu flory kornwalijskich jezior. - W istocie od ich ostatniego spotkania minęło trochę czasu, szczęśliwie przebiegło ono w pozytywnym nastroju i nie musiał obawiać się, że coś zawalił.
- Gabriel, kopę lat! - przywitał się z siedzącym obok Tonksem w niedźwiedzim uścisku, mając nadzieję, że brat jego byłej niedoszłej narzeczonej nie ma mu za złe tego, w jaki sposób potraktował jego siostrę. Z samym Gabrielem znali się lata wcześniej, Halbert miał z nim nawet lepszy kontakt, niż z Michaelem, lecz kiedy ich drogi się rozeszły, przyjaźń nie przetrwała próby czasu. Tym bardziej cieszył się widząc go w jednym kawałku, bo pamiętał o jego tendencji do popadania w tarapaty.
- Aurora, dobry wieczór. - Dotarł do panny Sprout, zbliżając się do niej zdjął z ramion kurtkę i przewiesił ją przez oparcie krzesła, po czym zajął miejsce obok. - Wyglądasz zjawiskowo. Czyżbyś spodziewała się na dzisiejszym przyjęciu jakichś przystojnych kawalerów? - spytał, uśmiechając się łobuzersko i podwijając do łokci rękawy koszuli. Nie widział się z nią od spędzonych na Wrzosowisku świąt. Po spotkaniu w szklarni rozmawiali jeszcze przez chwilę, ale ani na moment nie wrócili do tamtego poranka. Był bardzo ciekaw jak bardzo ich przyjaźń się teraz zmieni, ale skoro zdecydowała się zaprosić go na imprezę, nie mogła mieć mu tamtego pocałunku za złe.

| siadam na zajętym przez Aurorę miejscu nr 8


may the flowers remind us
why the rain was necessary

Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Altana na tyłach
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach