Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Wycinki z pamięci panny Lovegood
AutorWiadomość
Wycinki z pamięci panny Lovegood [odnośnik]15.08.15 16:34

Rok 1953, czerwiec



Był środek sezonu. Treningi były tak intensywne, a lato tak ciepłe, że wszyscy schodziliśmy mokrzy jak szczury z boiska. Pamiętam, że brałam prysznic w damskiej szatni, gdy usłyszałam charakterystyczny skrzek swojej sowy. Miał zwyczaj, by nigdy się nie zamykać dopóki odbiorca nie zwróci na niego uwagi. W tym momencie chodziło o mnie. Rzuciłam mydłem w szybę, by się przymknął, a ten, obrażony, wzleciał w górę, ale po chwili wrócił na parapet. Niemalże czułem jego pełen pretensji wzrok na swoich plecach, gdy owijałam się w ręcznik. Wraz z nim, wpuściłam do pomieszczenia to ciepłe, wilgotne powietrze i bez większego podekscytowania przechwyciłam od ptaka numer Proroka Codziennego. Rok 1953 nie obfitował w żadne skandale, informacje o wojnie, ani nic innego wartego publikacji. Było nudno. Zastój. A może... w końcu był spokój? Z czystej ciekawości, jak sobie tłumaczyłam, postanowiłam jednak zajrzeć do gazety, licząc na to, że może w końcu zakończył się jeden z meczy. Jako członek drużyny musiałam wiedzieć na czym stoimy, tak? Nie spodziewałam się jednak, że zamiast zdjęcia zwycięskiej drużyny, na pierwszej stronie zobaczę... Rudolfa Branda klękającego przed jakąś tam Harpią! Och, oczywiście doskonale znałam Gwendolyn Morgan, uosobienie wszelakich cnót i obiekt części matrymonialnej w większości publikacji. Nie byłam jednak gotowa na to, by przekonać się o tym, że jeden z jej romansów faktycznie miał miejsce. A zwłaszcza... a zwłaszcza z Nim.


Byłam w stanie tylko przeczytać nagłówek, zanim oczy zaszły mi łzami. Z zaskoczeniem zaczęłam je wycierać, kompletnie nie rozumiejąc swojej reakcji. Ale nie mogłam przestać płakać. Zgniotłam trzymane w ręce zwitki papieru i rzuciłam je w kąt z dzikim wrzaskiem, by potem osunąć się na ziemię i skryć głowę w kolanach... szlochając głośno. Nie potrafiłam nad tym zapanować. Chciałam się skryć, wbić w ciasny kąt, by nikt mnie takiej nie zobaczył. W tym momencie tak mocno się wstydziłam, ale... coś tak mocno ściskało mi serce, rozdzierało je na strzępy, że nie byłam w stanie poruszyć się choćby na milimetr.


Nigdy tak naprawdę nie czułam się zraniona w ten sposób. I wydawało mi się to kompletnie absurdalne. Dlaczego miałabym łkać z jego powodu? Pewnie, znaliśmy się długo. I... czasem wydawało mi się, że on jako jedyny zadał sobie trud poznania mnie. Nigdy się do tego nie przyznawałam, ale ufałam mu bezgranicznie. W jego towarzystwie czułam się bezpiecznie. Może nawet lubiłam patrzeć, gdy wolno rozciągał usta w uśmiechu. Może nie przeszkadzało mi tak bardzo to, jak się ze mną droczył. Może czasem, mimo własnej przegranej, jakaś część mnie była szczęśliwa, że to on mógł tym razem zasmakować tryumfu. Byłam w stanie wyłonić jego ton głosu spośród chóru innych i czułam wtedy jakieś dziwne ściśnięcie w żołądku. Gdy wysyłałam do niego sowy, nagle traciłam pewność siebie, która była mi praktycznie nieodłączna - czy użyłam odpowiedniego słowa? Jak zareaguje? Czy odpisze? Czy powinnam się odezwać? Wiele listów wrzucałam na powrót do szuflady. Zdarzało się, że gdy nasze kariery pochłonęły nas w pełni, wyczekiwałam meczu z Sokołami. Czułam podekscytowanie. A gdy okazywało się, że nie byliśmy w tej samej grupie... moje uczucia zakrawały o zawód. Nieraz udawało mi się wyskrobać odrobinę czasu, by zjawić się na jednej z rozgrywek jego drużyny. Przynosiło mi to pewien spokój, gdy mogłam go obserwować jak porusza się na miotle. Bo wracałam wtedy do czasu, te kilka lat wcześniej, gdy oboje byliśmy jeszcze podekscytowani tym światkiem i w sumie po cichu wypowiadaliśmy swoje życzenia.


A teraz oboje staliśmy niemalże na podium. Chyba... chyba budziło się we mnie coś na rodzaj dumy. Widziałam jak stawiał pierwsze kroki w sporcie miotlarskim, a teraz? Byliśmy na równi. Od kilku lat byliśmy na równi. I nie mogłam ujść wrażeniu, że to nas w pewien sposób podzieliło. Nasze spotkania były coraz rzadsze, choć każde z nich tak naprawdę miało ten sam charakter. Tak samo intymny. Zupełnie tak, jakby się nic między nami nie zmieniło. Mieliśmy bardzo czysty układ. Ja potrzebowałam jego, a on potrzebował mnie. Nigdy tego nie nazywaliśmy co było między nami. Nie było potrzeby, zbyt dobrze się rozumieliśmy. Choć dzisiaj... Dzisiaj wydaje mi się, że oszukiwałam nie tylko go, a samą siebie. Łudziłam siebie i jego, że to nic nie znaczy. Że nic na tym nie stoi. Że po prostu poddajemy się namiętności, a nie uczuciom, których żadne z nas nie potrzebowało. Dzisiejsze wydarzenia udowodniły jednak, że i On mnie okłamywał. Szukał po cichu miłości. I ją znalazł. A ja sama, zbyt przerażona, by się do własnej przyznać... straciłam szansę.


Czułam się zdradzona. I dopiero po nazwaniu tego uczucia dałam upust wszelakim emocjom, rycząc na głos, opleciona ciasno ramionami, gdzieś, jakby zza szkła, rejestrując przyjemny chłód kafelek i odgłos lecącej wody. Nie byłam zdolna do żadnego innego ruchu poza drżeniem i lekkim kołysaniem się w przód i tył, zupełnie, jakbym odnajdywała w tym jakąś pociechę. Nie potrafiłam jednak zrobić nic, co sprawiłoby, że ta rozpacz by mnie opuściła. Nie dbałam o to, czy ktoś z Os jeszcze był na terenie kompleksu klubowego. Byłam przygnieciona. Kompletnie przytłoczona. I naprawdę nie miałam pojęcia jak mogłam być tak głupia, by wpaść w sidła Amora. Dobrze przeczuwałam z czym to się wiąże. A byłam jak ćma, która ślepo, bez rozumu, podąża w stronę światła. Bo światło imitowało ciepło. Jednak ono momentalnie gasło, gdy się do niego zbliżyło. Jak żarówka, której wypalił się żarnik.

Selina Lovegood
Zawód : ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wycinki z pamięci panny Lovegood ANUtJXt
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 https://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 https://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 https://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 https://www.morsmordre.net/t3514-skrytka-bankowa-nr-290#61348 https://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
Wycinki z pamięci panny Lovegood
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach