Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

M. Greengrass
AutorWiadomość
M. Greengrass [odnośnik]01.08.21 22:00
Wsiąkiewka

Żywotność
Wartość żywotności postaci: 209
żywotnośćzabronionekarawartość
81-90%brak-5169 - 188
71-80%brak-10148 - 168
61-70%brak-15127 - 147
51-60%potężne ciosy w walce wręcz-20106 - 126
41-50%silne ciosy w walce wręcz-3085 - 105
31-40%kontratak, blokowanie ciosów w walce wręcz-4064 - 84
21-30%uniki, legilimencja, zaklęcia z ST > 90-5043 - 63
≤ 20%teleportacja (nawet po ustaniu zagrożenia), oklumencja, metamorfomagia, animagia, odskoki w walce wręcz-60≤ 42
10 PŻPostać odczuwa skrajne wycieńczenie i musi natychmiast otrzymać pomoc uzdrowiciela, inaczej wkrótce będzie nieprzytomna (3 tury).-701 - 10
0Utrata przytomności

Ekwipunek



Różne


[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mare Greengrass dnia 28.12.21 12:50, w całości zmieniany 3 razy
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: M. Greengrass [odnośnik]01.08.21 22:02
RozgrywkaDawniej
Sierpień 1951 | Cressida | August of another summer
Festiwal lata od zawsze stanowił najważniejszy moment w roku Mare. Uroczysta atmosfera, która opanowywała wtedy Weymouth była nie do opisania. Gorąco przygotowywań czuć było na każdym kroku — ze świecą można było szukać jakiejkolwiek duszy, która nie biegała z miejsca na miejsca, lub przynajmniej (jak przystało na arystokratów dumnie noszących nazwisko Prewett) nie spacerowała sprężystym krokiem, starając się doglądać czynionych w przygotowywaniach postępów. Los ten nie opuszczał także młodszej z rudowłosej sióstr, dla której — według pobożnych życzeń składanych codziennie w cierpliwe dłonie poranków — miał być to ostatni Festiwal Lata spędzony jako panna Prewett.

Styczeń
31 XII / 1 I | Elroy | Komnaty Elroya i Mare
Raz, dwa, trzy... Raz, dwa, trzy...
Odliczanie towarzyszące stawianym rytmicznie, jak na zawołanie kroków nie było konieczne, już nie teraz. Wspólny taniec wszedł im w krew — tamtej pamiętnej nocy sprzed siedmiu lat. Gdy pierwszy raz ciała zaczęły wirować, gdy serca przybrały równy rytm, a skrzące oczy, obie pary zielonej barwy, nie mogły oderwać się od siebie, nie dłużej niż na czas potrzebny do mrugnięcia, pomimo wciąż rosnących rumieńców na bladej twarzy młodej arystokratki.

4 I | Isaiah | Pokój motyli
Felix zasnął.
Cichy głos Mare zbiegł się z lekkim stukotem pantofelków o posadzkę. Dochodziła dwudziesta, zmierzch na dobre oplótł Derby swymi ramionami, lecz tlące się w pokoju motyli światła nadawały pomieszczeniu jeszcze bardziej kameralną i ciepłą atmosferę niż za dnia.
Krótkie westchnienie wydostało się spomiędzy ust kobiety, gdy złota spinka w kształcie motyla z cichym szczęknięciem wypuściła taflę miedzianych loków ze swych upięć. Te opadły swobodnie na plecy damy, która nie zaprzestając swej wędrówki po pomieszczeniu, przeczesała je tymczasowo własnymi palcami.

5/6 I | Isaiah, Keat, Justine | Smocza wieża
Derby nie śpi. Rozpalona jest okolica dworku zajmowanego od wieków przez ród Greengrass, bezpośrednich spadkobierców Ulyssesa Alesgooda. Rozpalona jest mimo zimowego puchu, który nakrył okolicę niby futro z białego lisa przyszywane do kołnierzy płaszczy szlachetnych dam.
Nie śpi również lady Mare Greengrass, stukająca nerwowo zielonym pantofelkiem o posadzkę, gdy kolejny list wychodzi spod jej pióra, tym razem znów adresowany do rodziny, do kuzyna, ostatni, błagalny, najmniej składny pośród wszystkich. Rude loki opadają swobodnie na plecy, gdy blada dłoń unosi się do twarzy, by potrzeć zbolałe, piekące oczy, a następnie unieść się ku pulsującym z nerwów skronią.

8 I | Finley | Gabinet Mare
Nie spodziewała się; właściwie nikt nie spodziewał się, że ród Greengrass stanie w obliczu tak wielkiego wyzwania, że niebo zawali się na głowy mieszkańców Staffordshire oraz Derbyshire bez wcześniejszego ostrzeżenia. Ogrom okrucieństwa, którego doświadczyli, nie mieścił się w nawet w najbardziej pojemnych głowach, podobnego przypadku nie pamiętali nawet najstarsi miejscowi. Lady Greengrass również na długo zatrzyma w pamięci zieloną poświatę Mrocznego Znaku, który jeszcze kilka dni wcześniej rozświetlił nocne niebo.

9 I | Elroy, Prudence | Wioska Lavedale
Wioska Lavedale jeszcze nigdy nie była równie cicha.
Gdy ustały świsty czarnomagicznych zaklęć, gdy powracający z miastowych sprawunków czarodzieje oraz ci, którym udało skryć się w znajdującym się za kilkoma pagórkami lesie mugole, powrócili do swej osady, nic nie było już takie, które zapamiętali. Okrucieństwo Rycerzy Walpurgii na pewno długo pozostanie w pamięci mieszkańców, bowiem sposób, w jaki odeszli ich bliscy, nie był ani sprawiedliwy, ani piękny, ani nawet godny. To chyba wieści napływające z tej wioski zapadły lady Mare najbardziej w pamięć. Nie mogła sobie wyobrazić, jak bardzo okrutnym trzeba być, by pozbawić życia tylu bezbronnych w imię... właściwie czego? Urojeń przekonanego o własnej wielkości czarodzieja? Ci, którzy na sztandarach nieśli slogany o czystości krwi, zwracali się w kierunku persony, której nazwiska próżno było szukać nawet w dziełach pokroju "Skorowidzu". Takiej krótkowzroczności i wręcz ignorancji mogła się oczywiście spodziewać po przedstawicielach szeroko pojętego gminu — nawet rodziny o czystokrwistych tradycjach skłonne były przecież do grawitacji w kierunku niekoniecznie prawdziwych, ale sensacyjnych wieści. Jednakże bardzo oczywiste i jaskrawe zaangażowanie w sprawę lordów Rosier i Malfoy musiało wzbudzać uniesienie brwi. Chciałoby się wierzyć, że dorośli, wykształceni mężczyźni podchodzić będą do rządzenia swymi ziemiami z uzasadnioną roztropnością. Rzeczywistość niestety po raz kolejny rozczarowywała — nie dość, że roztropności nie było na horyzoncie, a wszystko wskazywało, że zdecydowana większość arystokratów szczerze wierzyła w krwawe przesłanie, to jeszcze poczuli się na tyle pewnie, by swoje osądy wyprowadzić poza granice od wieków im podległe, próbując zaprowadzić swój zgniły porządek także w Staffordshire.

11 I | Thalia | Dolina Downs Bank
Sytuacja w Dolinie Downs Bank uspokoiła się, jeżeli wierzyć raportom spływającym bezustannie do Derby, na tyle, by przystąpić do kolejnych działań służących stabilizacji sytuacji w terenie. Według informacji przekazanych przez działających na miejscu po udzieleniu pierwszej, bezpośredniej pomocy czarodziejów, stan zarówno stacji kolejowej jak i okolicznego miasteczka, w szczególności ratusza i okolic był na tyle poważny, że Mare postanowiła zaangażować się osobiście. Wcześniej wysłane patrole oraz grupy uzdrowicielskie odpowiedzialne były za dostarczenie pomocy doraźnej, oraz określenie, czy pojawienie się lady Greengrass w tym miejscu było dla niej bezpieczne. Obiecała Elroyowi, że w przypadku jakiegokolwiek kłopotu nie będzie unosić się dumą; najważniejsze było dostarczenie potrzebnej pomocy, lecz nie mogło być to możliwe, gdyby dostarczającemu stała się krzywda.

16 I | Zakonnicy i Sojusznicy | Pokój dzienny z jadalnią
Początek roku nie był łaskawy dla nikogo. Ani dla lady Mare, ani dla ludzi, za których bezpieczeństwo wzięła odpowiedzialność w momencie wstąpienia w związek małżeński z lordem Greengrass. Mimo to zaproszenie otrzymane od Alexandra napełniło jej serce nową nadzieją. Wiarą, że coś się zmieni oraz możliwością powrotu do normalności. Działalność naukowa, nawet jeżeli nie do końca sprecyzowana w zaproszeniu, stanowiła przecież jej najgorętszą pasję, której oddawać by się mogła bez przerwy. Podobną radością wypełniły ją myśli, że wreszcie dane będzie jej spotkać się z Isabellą, och, przecież tak mało czasu zostało przed jej ślubem! Musiały nadgonić zaległości, choć nastrój Mare nie należał do szczególnie dobrych. Każdy, kto zaznajomiony był z sytuacją Staffordshire, nie mógł dziwić się podobnemu obrotowi spraw. Dzisiejsze pojawienie się w Dolinie Godryka możliwe było tylko dzięki temu, że Elroyowi udało się przekonać żonę, iż ich ziemie pozostaną na ten czas w dobrych rękach. Ziemia się nie zawali, gdy na moment znajdziesz się poza granicami, mówił ciepłym, czułym głosem, którego echo wracało w myślach kobiety zaskakująco często. Ale czyż to nie jedna z oznak prawdziwej miłości?

Gdy Mroczny Znak spowił niebo nad Staffordshire, jego łuna widoczna była także w Derby. Wspomnienia wczesnostyczniowej nocy, serca spętanego pierwszą oznaką niezrozumienia i nieprzygotowania — strachem — nie zdążyły się jeszcze zatrzeć. W tamtej chwili, gdy ziemie jej rodziny poczęły spływać krwią niewinnych, gdy Stoke—on—Trent stanęło w ogniu, nie była sama. Był przy niej szwagier, byli dzielni Keaton i Justine, a potem jeszcze całe zgromadzenie ludzi, dzięki którym jej własna odwaga, pielęgnowana w Prewettach przez długie wieki, nie zdusiła się wśród dymu. Rozkwitła na nowo, z większą mocą niż wcześniej. Musiała być podobna stali, która w ogniu szlachetnieje, nie ulega pokusom skruszenia. Mieczem dobrego słowa przeciąć gordyjski węzeł strachu, który pragnął zdusić poczucie bezpieczeństwa osiadłe w Somerset.

22 I | Thalia | Black Rocks
Wiele elementów życia codziennego musiało zostać przeanalizowane na nowo. Atak na Staffordshire otworzył oczy niedowiarkom oraz tym, którzy jakimś cudem w dalszym ciągu pragnęli łudzić się, że wojna ich nie dotyczy. Greengrassowie co prawda opowiedzieli się za jedną ze stron konfliktu jeszcze we wrześniu, lecz do początku miesiąca pozostawali w położeniu, które umożliwiało im względnie spokojne myślenie o przyszłości. Piątego stycznia wydawało się, jakby cały świat miał runąć, ale tak się nie stało. Nawet pomimo więcej niż rozczarowującej postawy pozostałych lordów sojuszu za wyjątkiem jej własnego brata, udało się zorganizować odpowiedź na działania Rycerzy Walpurgii. Mare co prawda wciąż nie mogła odpocząć od horrorów — zaledwie dwa dni temu stanęła przed zgromadzonymi w największym mieście Somerset przerażonymi ludźmi; ponownie widziała Mroczny Znak rozpostarty swą zielenią na niebie.

25 I | Neala, Herbert | Kuchniosalon
— Wszyscy jesteście, całe szczęście — głos Mare rozległ się w tym naprawdę specyficznym pomieszczeniu, którego przeznaczenie na pierwszy rzut oka ciężko było wskazać. Na całe szczęście te krótkie, bądź co bądź, oględziny, pozwoliły jej na ocenę sytuacji, gdy ściągała z głowy przyprószony śniegiem kaptur zimowej peleryny, a niedługo potem różdżką poprowadziła przywiezione z Derby jedzenie. Trafiła na miejsce ostatnia, bo i najdłuższą drogę musiała przebyć posłana do niej sowa, lecz miała nadzieję, że nie przybyła za późno.
— Urienie, Nealo, panie Grey, miło was widzieć, wybaczcie za opóźnienie — powiedziała, a spojrzenie zielonych oczu zawiesiła na chwilę na postaci Moss. Kimże była ta kobieta? Również posłana przez Uriena do pomocy? Roznosiła herbatę, wszystko dobrze, może zajmie się też przywiezionym przez nią posiłkiem? — Lady Mare Greengrass, miło mi panią poznać. W tym zawiniątku przywiozłam ze sobą potrawkę z wieprzowiny i warzyw, jakby była pani na tyle uprzejma... — nie mieli czasu do stracenia, w szczególności sądząc po tym, jak wyglądał leżący na kanapie człowiek. Na całe szczęście Neala panowała nad sytuacją, pomimo młodego wieku opanowała już podstawy zarządzania ludźmi i czasem.

27 I | Elroy | Komnaty Elroya i Mare
Nagłe wezwanie do pubu Tygrys, zupełnie poprzestawiało wszystkie plany, jakie Mare miała na późne popołudnie. Wyrwana ze spokoju spędzania go w ciepłym i bezpiecznym zaciszu siedziby na Grove Street 12, po udzieleniu stosownej pomocy przyjacielowi męża i samemu mężowi powróciła do małżeńskich komnat, próbując odnaleźć... spokój? Przeanalizować wszystko, co miało miejsce. Elroy mówił o jakichś mężczyznach, którzy zaatakowali ich w podziemnych tunelach pod miastem. Michael Tonks nie mówił z kolei nic, lecz Mare miała wrażenie, że mógł być po prostu onieśmielony jej obecnością po ostatniej wymianie listów. Nie dziwiła mu się, chociaż utrzymywał tę postawę nawet po tym, jak dała mu wyraźny sygnał, że nie nosi do niego urazy. Jakże by mogła? Po tym, jak wykazał się dla obrony Staffordshire? Po tym, jak stanął do walki przy boku jej męża? Wydawało jej się, że coś przed nią ukrywali.

29 I | Elroy | Brzeg
— To tutaj — powroty do Dorset zazwyczaj były wesołą okazją. Do świętowania, nadrobienia zaległości z rodziną, dojrzenia, jak chowają się dzieci starszego brata, przeprowadzenia kilku niegroźnych żartów na tegoż brata z Roratio (który upierał się ciągle, że Archibald był zdecydowanie zbyt spięty i że należała mu się chwila rozluźnienia), przysłuchiwaniu się temu, jak Elroy wciąż próbuje wkupić się w łaski swojej teściowej, która przecież uwielbiała go od pierwszego dnia, gdy tylko oznajmił Prewettom, że zamierza starać się o rękę ich córki.
Dziś jednak było inaczej.

30 I | Volans | Jadeitowy salon
Volans Moore. Najstarszy — o ile się nie myliła — brat Lydii. To zabawne, jak świat potrafił być mały. Teoretycznie czarodziejów było wbród; kiedyś wystarczyła tylko prędka podróż do Londynu, by wpaść w samo serce tętniącego magią miasta, by dojrzeć głowy tych, których nie miało się prawa znać, bo wszystkich jest za dużo, za wiele by ich spamiętać, choć Mare starała się zawsze przypisywać twarz do imienia, a imię do zasług. Nawet przed wojną, gdy wystawiała zielone pantofelki za granice Weymouth nie spodziewała się, że przyjdzie jej gościć we własnej rezydencji jednego z braci jej szkolnej przyjaciółki. Co prawda nie występował on w roli honorowego gościa, jeszcze nie, wezwany został poniekąd na rozkaz, choć w przekazanym mu ustnie przez jednego ze sług komunikacie padły słowa "na skąpane w przyjaznej pamięci życzenie". Sprawa była pilna, nie mogła czekać na zaangażowanie męża.

31 I | Volans, Justine, Kieran, Opsa | Kamienny most
Trudno wyobrazić sobie gorszy początek roku. Jedyne, za co była wdzięczna, to przypomnienie sobie słów matki, które zagubione w dzieciństwie, wracały do niej ze zdwojoną siłą. Ogień hatruje, moja droga. Człowiek wchodzi między płomienie słaby, a wychodzi silny. Martwiła się wtedy mała paprotka, że nigdy nie będzie dane jej wyjść z płomieni. Tak właśnie kończyli słabi, nie mieli wystarczająco czasu, by osiągnąć swe plany. Dziś jednak wiedziała, że niezbadana jest siła determinacji oraz chęci przeżycia, którą wykazują tak czarodzieje, jak i niemagiczni. Każdy z nich miał w sobie iskrę, która odpowiednio potraktowana, zdolna była wytworzyć pożar, z którego wyjdą silniejsi. Tak jak dziś.

Luty
1 II | Cynthia | Gabinet
Nie spodziewała się, że przyjęcie uchodźców z Nottinghamshire będzie aż tak zajmujące. Ludzi było niewielu — po dokładnym przeliczeniu okazało się, że w grupie było trzydzieści siedem niemagicznych. Każda rodzina została zakwaterowana w jednym z domostw w mieście Derby, na miejscu od samego rana roiło się od ludzi. Mare osobiście nadzorowała postępy swych uzdrowicieli, w szczególności martwiąc się stanem zdrowia jednego z chłopców, który według jej opinii wydawał się być chory na anginę. Ropna wydzielina nigdy nie była oznaką zdrowia. Cieszyła się przy tym, że rodzice chłopca, podobnie jak pozostali z ich grupy, zdecydowali się na pozostanie w Derbyshire, przynajmniej na razie. Arystokratka wiedziała jednak, że aby zapewnić im odpowiednie warunki do dalszego bytu, nie mogła pozostawić ich samopas. Potrzebowała pomocy kogoś, kto lepiej od niej posiadł wiedzę o organizowaniu pracy w zespole, o prowadzeniu lokalnej wspólnoty i poczęści także... czegoś na kształt rozrośniętego gospodarstwa domowego. Wydawało się, że pani Cynthia Skamander, osoba, której odwiedzenie jeszcze w zeszłym roku polecił jej sir Havelock Ollivander była idealną osobą do podzielenia się taką wiedzą.

10 II | Neala | Jadeitowy Salon
Wizyta Neali w Derbyshire stanowiła prawdziwie wesołą okoliczność. Mała kuzynka miała niesamowity dar rozpościerania wokół siebie wyjątkowej atmosfery, za którą Mare — już po opadnięciu emocji związanych z pomocą udzielaną w Kreciej Norze — zdążyła poważnie zatęsknić. Wiedziała, że jej własny mąż nie odpuści sobie przyjemności w pierwszej kolejności zabrania Neali do Rezerwatu. I tak, jak mogła kręcić na to nosem, uznając, że nie było to miejsce właściwe do podejmowania w gościnę młodej damy, tak wiedziała też, że Nela zainteresowana była żywo wszelkiej maści stworzeniami, a Elroy wyraźnie nie mógł się doczekać, gdy będzie mógł zdradzić wszystkie tajniki pracy smokologa małej Saoirse. Po odebraniu od męża przysięgi, że będzie strzegł ich kuzynki jak oka w głowie, wreszcie postanowiła przystać na tę propozycję. Wielką krzywdę wyrządziłaby im, nie zgadzając się na podobny zabieg, ale kierowała nią tylko troska o ich bezpieczeństwo.

11 II | Archibald | Gabinet Archibalda
Atmosfera gęsta od wyczekiwania nie zamykała się wyłącznie w bezpiecznych murach Weymouth Palace. Zazwyczaj spokojna i wyważona lady Mare odliczała dni dzielące ją od wizyty w rodzinnym dworku z niecierpliwością godną małej damy, ale czy ktokolwiek, kto wiedział, w jakim położeniu znajdowała się przez ostatni miesiąc, mógł być prawdziwie zaskoczony takim obrotem spraw? Zaproszenie wystosowane przez brata przyjęła z ogromną ulgą, choć wciąż nie mogła zdobyć się na to, by podziękować mu za nie w liście. Wojna rozdarła damę na dwie części, z których jedna pragnęła za wszelką cenę pozostać na swych ziemiach, odwdzięczyć się poddanym za ofiarność, jaką wykazali się przy ich bronieniu. Druga z kolei pragnęła zaszyć się w spokojnym miejscu z rodziną oddać się obowiązkom matki i żony. Obie posiadły własne rozterki, których nie mogła ze sobą pogodzić. Wyrzuty sumienia związane z rozstaniem z córką spędzały jej sen z powiek, zmuszały do przemyśleń, czy mogła się w ogóle nazywać dobrą matką. Myśli nie ustępowały pomimo świadomości, że w Weymouth Saoirse jest bezpieczna, otoczona opieką bliskich i na pewno nie brakuje jej niczego poza... towarzystwem mamy i taty. Rozstanie się z Derby, oznaczało także ustąpienie w obowiązkach, które z dnia na dzień stały się jej rzeczywistością. Wiedziała jednak, że mąż i jego krewni staną na wysokości zadania. A mimo to miała wrażenie, że swym wyjazdem daje sygnał, iż nie zależy jej wystarczająco.

13 II | Elroy | Miasteczko Bakewell
Trzynaście minut przed trzynastą, trzynastego lutego. Dzień przed świętem zakochanych mąż Mare postanowił na moment porwać ją z gościny rodzinnego domu; Mare doceniała starania męża, tęskniła za nim z każdym dniem rozłąki. Mieli powrócić wspólnie do Derby na dwa dni, spędzić kolejne święto w swym towarzystwie. Droga między Dorset a Derbyshire nie należała do najkrótszych — oczywiście, mogli nosić nazwisko Longbottom i mieszkać w jeszcze dalszym Northumberland, stawać przed koniecznością podróży przez całą Anglię, co skutecznie skomplikowałoby im plany podróży przez pogrążoną w wojnie ojczyznę — stąd też, wydawało się, że będąc niemal u celu, Mare poprosiła męża o krótki odpoczynek.

16 II | Prudence | Pokój herbaciany
Wizyta w Puddlemere zaplanowana była już od dłuższego czasu, niestety obowiązki, które spadły na wąskie barki lady Mare zatrzymały ją w różnych częściach Anglii — nie tylko w pozostających pod opieką rodu Greengrass hrabstwach Derbyshire oraz Staffordshire. Nagły napór obowiązków zdawał się wyczuwać Archibald, który z końcem stycznia wystosował do niej list oraz zaproszenie na spędzenie przynajmniej kilku dni w Dorset. Chwilowy odpoczynek od roli lady Greengrass pozwolił jej na nadrobienie towarzyskich zaległości. W pierwszej kolejności pragnęła więc odwiedzić kochaną Kornwalijską Syrenę. Ciekawa była przygód Prudence, bowiem, nawet gdy nie miały ze sobą zbyt wiele kontaktu, mogła być pewna, że lady Macmillan nie potrafiła zbyt długo usiedzieć w jednym miejscu i zajmować się zajęciami typowo żeńskimi, jak na przykład haftowanie. W tym tkwił jej urok, w tej niemalże chorobliwej potrzebie skoczenia w ogień dla dobra innych, słabszych. I choć Mare podchodziła do podobnych problemów z pewnym dystansem, martwiąc się również o stan swej przyjaciółki, gdy podejmowała takie poważne manewry, była pewna, że to właśnie takie impulsy były źródłami najbardziej zapierających dech w piersiach historii.

Marzec
1 III | Laurel | Aleja lewitujących drzew
Dziecięcy słowotok, cóż za piękna rzecz!
Spacerujący obok Mare chłopczyk wyglądał naprawdę uroczo, gdy z zaskakującą jak na swoje rozmiary prędkością wyrzucał z siebie skróconą historię alei lewitujących drzew. Dotychczas Mare nie miała jeszcze okazji wysnuć się tak głęboko w tereny przylegające do dworku Ollivanderów — zazwyczaj była bowiem gościem u rodziny swego męża, dlatego też jej obowiązkiem było towarzyszenie właśnie jemu. Musiała jednakże przyznać, że dzieci sir Havelocka i lady Lynette były szczególnie poruszającą gromadką. Do tego stopnia, że zwykła się zastanawiać, jak w ich wieku zachowywać będzie się jej własna córka. Saoirse powoli zbliżała się ku swym trzecim urodzinom, Laurel miał lat dziewięć. Jeszcze sześć lat.

1 III | Faith | Bawialnia
— Dzięki twojej uprzejmości niedługo poznam wszystkie zakamarki Lancaster Castle, Faith — rozbawiony głos Mare rozbrzmiał na zamkowym korytarzu, gdy rudowłosa dama spacerowała nimi o pół kroku za niezwykle energetyczną dziewięciolatką. Spotkanie z każdym z licznego potomstwa Ollivanderów stanowiło wyzwanie. Dzieci lady Lynette i sir Havelocka były bowiem tak różne, jak tylko mogły. Bliźnięta fascynowały ją chyba najbardziej. Na pierwszy rzut oka Faith wyglądała na aniołka — z jasnymi włosami i szerokim uśmiechem, w sukniach wybieranych przez bony lub nawet samą matkę prezentowała się niezwykle wdzięcznie. Mare udało się zasłyszeć jednak pogłoski o dość... ognistym temperamencie młodej damy. Temperamencie, który kontrastował z dobrze już poznanym charakterem brata bliźniaka dziewczynki, Laurela. Taki dualizm zmuszał ją bowiem do spojrzenia również w swą własną rodzinę. Czyż ona i Julia nie były takie same? Burza i Morze zawsze stanowiły swego rodzaju przeciwieństwa, ale również i dopełnienie. Nie pytała jeszcze, które z tej dwójki bliźniąt było starsze. Jeżeli Faith urodziła się przed Laurelem, powielała schemat nieco porywczej starszej siostry, który Mare widziała w swej własnej siostrze bliźniaczce.

1 III | Elroy | Cieplarnie
Przedpołudniowa wizyta w Lancaster Castle nie miała na celu wyłącznie upewnienia się o trwałości stosunków łączących Greengrassów z Ollivanderami. Owszem, Mare spędziła część czasu przeznaczonego na wizytę na zabawie z pociechami sir Havelocka i lady Lynette, lecz to porady tej ostatniej poszukiwała najgoręcej — wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że początek roku w Derby przeplótł ze sobą destrukcję i stworzenie, w pewnej przewrotnej metafory życia. Już z końcem stycznia Mare poczynała być drażliwa, jadała mniej niż zazwyczaj w obawie przed rozstrojami żołądka, które zaczęły jej dolegać, jakby znikąd. Pierwsze pominięcie dni kobiecych zbyła jednak lekką ręką, kierując się za trzeźwym spostrzeżeniem brata, że przeżywszy miesiąc w ścisłym stresie, nie mogła oczekiwać od swego organizmu normalnej reakcji. Takie rzeczy się zdarzają, powtarzała więc sobie, lecz poprzysięgła sobie słuchać swego ciała, reagować na jego potrzeby i dowiedzieć się, cóż właściwie mogło jej dolegać. Zawsze była przecież okazem zdrowia — to jej brat obłożony był dziedziczną chorobą, jeszcze inna przeszła na jego jedyną córkę, ale póki co zarówno Mare, jak i jej mąż cieszyli się dobrym zdrowiem, podobnie Saoirse.

21 III | Miriam | Salon
Możliwość spędzenia kolejnych dni w Weymouth była dla Mare naprawdę szczególną okolicznością. W nowym roku wszystko działo się tak prędko. Nikt nie spodziewał się tego, co wydarzy się w Staffordshire z początkiem stycznia, ile wysiłku będzie ich kosztowało przywrócenie sytuacji do względnej normy (i oczywiście ile będzie trzeba poświęcić, by przywrócić rządy prawowitej idei wśród zagubionej i przerażonej okrucieństwem społeczności czarodziejsko—mugolskiej), tego, że zarówno lord i lady Greengrass będą musieli osobiście zaangażować się w walkę i obronę swych ziem, o olbrzymie czającym się przy kamiennym moście nie wspominając. Młodsza z sióstr Archibalda odpoczęła przez dwa tygodnie w rodzinnym dworku, spędzając tamten czas na nadrabianie zaległości w kontaktach zarówno z braćmi i siostrą, matką, córką, ale także bratanicą i bratankiem. Mała Molly zupełnie skradła jej serce, obdarowując jednocześnie kolejną niespodzianką — nadzieją, że gdy Saoirse będzie w jej wieku, będzie mogła pochwalić się równie pięknymi manierami, promiennym nastawieniem i osobowością.

[bylobrzydkobedzieladnie]
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: M. Greengrass [odnośnik]15.05.22 12:35
RozgrywkaDawniej
— Jak dobrze, że jesteś! — głos zadrżał w nieudanej próbie opanowania nerwowości, gdy drzwi komnaty Mare uchyliły się lekko, a do środka zajrzała bliźniacza dama. Procella uśmiechała się szeroko i pewnie, po raz kolejny stanowiąc przeciwieństwo swej młodszej siostry. Jedno spojrzenie na najmłodszą córkę lorda i lady Prewett starczyło, by dostrzec, że była niesamowicie przejęta. Stała przed lustrem, wyprostowana nawet bardziej niż zazwyczaj, napięta jak struna stojącej niedaleko harfy. Drżące dłonie przesuwały się powoli po materiale ślubnej sukni. Zgodnie z tradycją była w kolorze jasnej bieli, dość zabudowana jak na porę roku, choć dekolt i długie rękawy stworzone były z misternych koronek przepuszczających powietrze tak, by panna młoda nie ugotowała się w swej specjalnej kreacji. Na szczególną uwagę zasługiwały jednak dwa elementy jej stroju. Ozdobny, wiązany wstążkami gorset zdobny był w srebrne nicie, którymi wyszyto symbole łączących się tego dnia rodów. Paprocie na cześć Prewettów i motyle na cześć Greengrassów. Podobnie rzecz miała się z długim, ciągnącym się za damą welonem. Umocowany został na głowie Mare przy pomocy ozdobnej, srebrnej opaski, wykonanej tak, by miast zwykłej obręczy, przypominała wianek spleciony z paproci, ukoronowany pięcioma jej kwiatami. Jeszcze przez chwilę skrzące w letnim słońcu włosy były barwy bardziej kasztanowej niż płomiennorudej, refleksy mignęły w spiralach loków, gdy Mare odwróciła się na obcasie białych pantofelków ze sprzączką znów w kształcie motyla, aby zwrócić się do siostry raz jeszcze. — Czy już wszystko gotowe? Goście przyjechali? Procello, najdroższa, gdzie Archie i Lorraine? A Roratio? Rodzeństwo Greengrass? — pytania płynęły same, zimne od nerwów palce dotknęły rozgrzanej skóry dłoni siostry, a zielone spojrzenie zawisło w tęczówkach bliźniaczych, choć zawsze płonących bardziej nieokiełznanym ogniem od jej własnych. I gdy śmiech siostry wypełnił głęboką ciszę jej komnaty, odetchnęła z ulgą. Tego właśnie potrzebowała, ostatniego zapewnienia, że wszystko jest w porządku, że nie musi się przecież martwić, ogrody rezydencji czekają, przystrojone podług tradycji i jej własnym wymaganiom, goście zebrali się już tłumnie i wystarczyło przecież podejść do okna, ostrożnie uchylić jedną z jasnych zasłon, by dostrzec, że to nie sen, to rzeczywistość, a ciepłe powietrze przełomu czerwca i lipca łaskocze skórę zbyt pięknie, by była to tylko jej wyobraźnia.

Kwiecień
10 IV | Roratio | Gabinet Mare
Chyba jeszcze nigdy tyle zaproszeń na Grove Street 12 nie wyruszyło w podróż do Weymouth. Mare cieszyła się niezwykle z zacieśniania więzi między rodzinami lordów motylich i paprocich. Sama przecież stanowiła niejako most, który pozwolił połączyć Dorset z Derbyshire i Staffordshire, umacniając przekonanie, że przyjaźń między rodami nie tylko powinna, ale w istocie kwitła. Wydawało się, że im dalej było lady Greengrass w jej ciąży, tym bardziej wykazywała się pewnym sentymentalnym sznytem i mocniej tęskniła za rodzeństwem. Jej mały Roratio miał już przecież całe 22 lata, był silnym, młodym mężczyzną, a we wzroście przegonił nawet Archibalda, który sam należał przecież do wysokich czarodziejów. Och, pamiętała, jak Mżawka biegał po ogrodach Weymouth z zabawkową różdżką, gdy z niecierpliwością przyglądała się jego ceremonii przydziału i dumę, którą czuła, gdy Tiara Przydziału oznajmiła, że zasili szeregi Gryffindoru. Jej mały braciszek był już taki dorosły!

KIEDY? | KTO? | GDZIE?
OPIS

KIEDY? | KTO? | GDZIE?
OPIS

Maj
KIEDY? | KTO? | GDZIE?
OPIS

KIEDY? | KTO? | GDZIE?
OPIS

KIEDY? | KTO? | GDZIE?
OPIS

Czerwiec
KIEDY? | KTO? | GDZIE?
OPIS

KIEDY? | KTO? | GDZIE?
OPIS

KIEDY? | KTO? | GDZIE?
OPIS




But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
M. Greengrass
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach