Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Kuchnia
AutorWiadomość
Kuchnia [odnośnik]04.08.21 0:42

Kuchnia


Kuchnia, prawdopodobnie ze względu na to, że użytkowały ją już trzy pokolenia Skamanderów, jest najbardziej żywym pomieszczeniem w domu: oprócz wyszorowanych starannie garnków i naczyń, znaleźć tu można kredensy wypełnione rodzinnymi pamiątkami (które właściwie głównie zagracają przestrzeń, ale nikt nie ma serca ich wyrzucić ani przenieść w inne miejsce), a na ścianach wiszą ruchome fotografie bliższych i dalszych członków rodziny. Niewielkie, ukryte w kącie drzwi prowadzą do spiżarni, z kuchni można też przejść do przedpokoju. Przy jednej ze ścian, tej z dużym wychodzącym na wybiegi oknem, stoi drewniany, nakryty obrusem stół.



she's still here fighting
better know there's life in her yet
{...........................}
Tessa Skamander
Tessa Skamander
Zawód : opiekuję się aetonanami i tworzę magiczne szaty
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

wild hearts
don't break;
they burn

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9273-tessa-skamander-buduje https://www.morsmordre.net/t9348-chaos#284283 https://www.morsmordre.net/t9341-tessa https://www.morsmordre.net/f321-somerset-okolice-exford https://www.morsmordre.net/t9350-skrytka-bankowa-nr-2158 https://www.morsmordre.net/t9349-tessa-skamander

Powrót do góry Go down

10 października 1957
Dziwnie czuła się powracając do miejsc, w których kroczyła tak dawno, że ledwie pamiętała ich zarys. Obrazy miejsc, które odwiedzała, przykrywały wszystko, co nie było tak wyraźne, że wryło się w jej pamięć z bolesnymi bądź radosnymi emocjami. Takie jak sierociniec – czasem nawet leżąc na koi odruchowo sięgała dłonią, szukając dziury w ścianie – dormitorium, stary pokój Reggiego w którym zrobiła swoją własną skrytkę i zastanawiała się do dziś, czy tak w zasadzie ją odkrył. Teraz wracała w miejsce, w którym nie bywała tak często poza jakimiś regularnymi dostawami, ale które wciąż przypominało jej, jak bardzo nienawidziła powrotów.
Czuła się, jakby miała dać komuś złudną nadzieję tym, że wraca. Że jest na miejscu, że wspiera, że pojawiła się…problem w tym, że nie umiała radzić sobie z uczuciami, zwłaszcza kiedy ciągnęła się za nią chmara ciemnych upiorów, marząca tylko o tym aby w jakiś sposób przywłaszczyć sobie jej zdrowy rozsądek. Nie, żeby tego ostatniego miała zbyt wiele, ale…czasem sama ciągnęła siebie w dół, uważając się za ciężar. W końcu łatwo było uwierzyć we wszystko, kiedy od lat nie myślało się jasno, z różnych powodów. Nawet teraz, kiedy w końcu była na lądzie, kiedy było tyle dni rozłąki do nadrobienia…biegła pytać o szatę.
Mogła tylko wzdychać nad swoim zachowaniem, bo przecież jak miałaby je zmienić? Puchu marny…
Dla bezpieczeństwa własnego i Skamanderów na wizytę postanowiła wybrać się pod metamorfomagią. Nie było to dla niej trudne, bo chodzenie w cudzej skórze opanowywała w zasadzie od dziecka, teraz równie płynnie zmieniając się w uroczą blondynkę, nieco niższą niż jej postura na co dzień, aby jednak nie odstawać, znikając blizny, a nawet zmieniając kolor tęczówek na zielony. Uprzedziła uprzejmie, że pojawi się pod inną postacią, gotowa wymienić każde hasło albo jakiś tajny szyfr aby tylko mogła wejść do środka.
Ostrożnie stanęła przed domem, nie wiedząc, co w zasadzie powinna zrobić. Zastukać? Krzyczeć? Uwagę jej przyciągnął hałas, dobiegający gdzieś od boku – ostrożnie przeszła przy ścianie, zaglądając w okna aż w końcu zobaczyła postać majaczącą w kuchni. Delikatnie zastukała w okno, niezbyt budząc w sobie refleksję, że to wcale nie był najlepszy pomysł.

Rzut na metamorfomagię: 116
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Cichy gwizd czajnika dosyć niespodziewanie przywrócił mnie do rzeczywistości, wyrywając z plątaniny niedających się uporządkować myśli. W ostatnim czasie często mi się to zdarzało; odkąd dowiedziałam się o powrocie Samuela, i odkąd po tylu długich miesiącach zobaczyłam go znowu, całego i zdrowego na prowadzącej do domu ścieżce, czułam się roztargniona, nieobecna. Chociaż zapewnił mnie, że wszystko miał pod kontrolą i że nie powinnam się o niego martwić, w naturalny sposób właśnie to robiłam – zastanawiając się, co najmniej kilkanaście razy dziennie, nad tym, gdzie był i co robił; czy miał gdzie się zatrzymać, odpocząć – czy było miejsce, w którym mógł bezpiecznie położyć głowę na poduszce. Czasami ogarniała mnie też irracjonalna niepewność, zmuszająca do poddawania naszego ostatniego spotkania w wątpliwość; w końcu – ile razy wcześniej o nim śniłam, tylko po to, żeby obudzić się w świecie, w którym wciąż był martwy? Wyciągałam wtedy z kieszeni złożony na czworo list, rozkładany i składany już tyle razy, że krawędzie zgięć zdążyły się poprzecierać, i przebiegałam spojrzeniem po skreślonych przez brata literach. Czułam go też teraz – choć nie pamiętałam momentu, w którym moje palce sięgnęły do kieszeni, opuszkami palców przejechałam po brzegu pergaminu, uspokajając się. Oddychając spokojniej.
Czajnik ucichł powoli, ściągnięty z ognia; przytrzymałam go przez szmatkę, żeby zalać wrzątkiem ziołową herbatę, którą chwilę wcześniej zasypałam niewielki, fajansowy imbryk; para otuliła lekko moją twarz, odsunęłam się więc nieznacznie, wciąż ostrożnie nalewając wody – i być może dlatego nie zauważyłam w pierwszej chwili, że tuż za kuchennym oknem pojawiła się drobna postać. Nie dostrzegłam jej nadejścia, nie spodziewałam się też stukania, które rozległo się nagle gdzieś obok mnie, stanowczo za blisko – sprawiając, że odruchowo uniosłam spojrzenie, a gdy po drugiej stronie szyby zauważyłam nieznajomą twarz, serce szarpnęło się w mojej klatce piersiowej, a ja wyprostowałam się instynktownie – zapominając, że wciąż trzymałam w dłoniach przechylony czajnik.
Strumień gorącej wody chlusnął na blat, a później też na mnie i na posadzkę, parząc dłonie i mocząc przód prostej, długiej do kostek spódnicy. Syknęłam głośno, mnąc w ustach przekleństwo, za które mama zgromiłaby mnie wzrokiem, i najszybciej, jak tylko byłam w stanie, odstawiłam naczynie, drugą ręką zgarniając z drewnianego wieszaka lnianą ścierkę. Przycisnęłam ją najpierw do dłoni, które zdążyły zaczerwienić się od ciepła, a później do blatu – ścierając z niego cienką warstwę płynu. Odetchnęłam, dopiero po długiej sekundzie ponownie spoglądając w okno.
Jasnowłosa kobieta, która tam stała, nie wyglądała ani w połowie tak groźnie, jak wydawało mi się na pierwszy rzut oka i zrobiło mi się okropnie głupio – ale nie rozpoznawszy jej rysów, nie ruszyłam od razu do drzwi, żeby je otworzyć. Wiedziałam co prawda, że tego dnia miała odwiedzić nas Thalia, i gdzieś w tyle pamięci majaczył mi jej list, ale w tamtej konkretnej chwili nie skojarzyłam dopisanego na końcu ostrzeżenia z twarzą nieznajomej – dlatego kiedy podeszłam do okna, sięgając klamki, żeby lekko go uchylić, w moim głosie pobrzmiewała głównie dezorientacja. – Tak?.. – zapytałam; teraz, z bliższej odległości mogłam dokładniej zlustrować dziewczynę, sprawdzając, czy przypadkiem nie potrzebowała pomocy – ale nie wyglądała na ranną ani przestraszoną. Czego więc chciała? Posłałam jej pytające spojrzenie, czekając, aż sama mi to wyjaśni.



she's still here fighting
better know there's life in her yet
{...........................}
Tessa Skamander
Tessa Skamander
Zawód : opiekuję się aetonanami i tworzę magiczne szaty
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

wild hearts
don't break;
they burn

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9273-tessa-skamander-buduje https://www.morsmordre.net/t9348-chaos#284283 https://www.morsmordre.net/t9341-tessa https://www.morsmordre.net/f321-somerset-okolice-exford https://www.morsmordre.net/t9350-skrytka-bankowa-nr-2158 https://www.morsmordre.net/t9349-tessa-skamander

Powrót do góry Go down

Nie miała na celu przestrasznie Tessy, ale oczywiście, w takim rozkojarzeniu, w obcym środowisku, powinna być bardziej ostrożna. Nic jednak dziwnego, że kiedy upiorne wizje odbiły się w szybie, jej usta zacisnęły się w wąską kreskę, ale sama też czym prędzej wróciła myślami do chwili obecnej. Do momentu, kiedy mającząca za oknem postać nie drgnęła nagle, a Thalia nie poczuła się jak podglądacz. W końcu nikogo nie chciała straszyć, a jedynie przywitać się, osobliwość sposobu zrzucając bardziej na wpływ chwili. Metamorfomagia na pewno nie pomagała, ale ona...była nieco niczym ta swoja dawna osoba, która rzucała się bezmyślnie do przodu, martwiąc się falami dopiero wtedy, kiedy tonęła. W tym miejscu obiecała sobie, że jeżeli znów będzie odwiedzać kogoś, to przynajmniej zachowa się jak człowiek i po prostu poczeka przy drzwiach.
Okno jednak uchyliło się, a spojrzenie panny Skamander wbiło się w młodziutką już teraz dziewczynkę. Przez moment Thalia zastygła, zastanawiając się, co w zasadzie zobaczy na twarzy osoby, której tak dawno nie spotkała - jak zmieniały się ludzkie oblicza w ciągu dekady? Jak wojna odciskała swoje piętno na ludziach. Widziała to już, ale każdy wyglądał inaczej, a ból rozdzierający wewnętrznie barwił emocjami nieco inaczej, niż by się mogło wydawać. Widziała już tak wiele twarzy, w tym własnych pod innymi wersjami, że czerpała odruchowo inspiracje, teraz jednak bardziej szukała zmian. Nowości. Tego, czy widać oznaki jakiegoś bólu, w którym mogłaby pomóc.
Znalazł się, pocieszyciel i zbawca wszystkich.
- Ah, khem, to ja. - Przedstawienie się w ten sposób niewiele wniosło i dość szybko doszło to do Thalii, która w odruchu zamyślenia i irytacji pogładziła się po bliźnie w kąciku ust...nie istniejącej w tym momencie, wyglądała więc bardziej jakby wycierała brud. - Znaczy, Thalia, tak. Przepraszam, nie chciałam cię w żaden sposób wystraszyć. Wszystko w porządku? Jeżeli się oparzyłaś to szybko przemyj to wodą, taką nie za zimną, ale żeby nie pozostał żaden ślad. Nie powinien, ale z taką wodą z czajnika to nigdy nie wiadomo. - Jak zwykle nakręcała się, jedno zdanie tłumacząc w pięciu kolejnych. Spojrzeniem jeszcze przebiegła dookoła, ale zaraz też wróciła znów do postaci stojącej po drugiej stronie czterech ścian.
- Wybacz, że w tej postaci, zawsze wolę się przygotować, nie chcę sprawiać problemów na wypadek, gdyby ktoś mnie zobaczył. Mój list przyniosła orlica, Kymopoleia, nieco taka spasiona bo zawsze wyrywa makrele jak je zobaczy. I jak oddaje list to przechyla głowę i rozkłada skrzydła o tak. - Sama odsunęła od siebie ręce aby właśnie zaprezentować wybitnie, jaką to pozę orlica przyjmuje. - Mogę wejść?
W razie czego mogła tak toczyć rozmowę, jej to było obojętne...sięgnęła jeszcze do kieszeni, wyciągając z niej chusteczkę i podając ją przez okno.
- Przyniosłam w prezencie. - Wyciągnęła w jej stronę gładką, perłową muszlę, zmieniająca kolor w zależności od tego, jakie światło na nią padało, odkładając ją na parapecie.
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Serce biło mi zdecydowanie zbyt mocno – słyszałam jego głuche uderzenia w uszach, byłam też pewna, że na mojej szyi i policzkach rozlały się już szerokie rumieńce – choć wydawało mi się, że miało to więcej wspólnego z niespodziewanym zetknięciem się z gorącą wodą niż z autentycznym strachem przed stojącą w oknie postacią. Ta bowiem – co uświadomiłam sobie ze sporym opóźnieniem, przez cały czas poruszając bezwiednie drętwiejącymi nieco palcami – wcale nie wyglądała, jakby planowała mnie zaatakować; wprost przeciwnie, miałam wrażenie, że była w podobnym stopniu zmieszana, co ja – i to nieco mnie uspokoiło, nawet jeśli jej pierwsze słowa nie wyjaśniły mi kompletnie niczego.
Poszczególne kropki łączyły się ze sobą powoli, stopniowo układając się w moim umyśle w całokształt sytuacji – teraz jakby wyraźniejszej. – Och – wyrwało mi się, gdy wreszcie dotarło do mnie imię Thalii, a zaraz po tym uświadomiłam sobie, jaki dar posiadała. – Och – powtórzyłam, już z mniejszym zaskoczeniem. – No tak – dodałam, wciąż wzbijając się na wyżyny elokwencji; klepnęłam się dłonią w czoło, z każdą chwilą czując coraz większe zażenowanie. I swoją reakcją, i czerwonymi plamami, które właśnie wykwitały na poparzonej skórze. I tym, że już od dobrych kilku minut zmuszałam mojego gościa do stania na zewnątrz. – Przepraszam cię, kompletnie wyleciało mi z głowy. Tak, oczywiście, dostałam list – przytaknęłam, gdzieś po drodze chyba niechcący wchodząc jej w słowo. Widząc, jak cofa się, udając przynoszącego list orła, zaśmiałam się. – Coś kojarzę – potwierdziłam, kiwając głową. – I – tak, wejdź, oczywiście, już idę ci otworzyć. Drzwi są – no, na pewno je widziałaś, musisz obejść dom – wyjaśniłam, wskazując dłonią za siebie, choć Thalia rzecz jasna nie była w stanie dostrzec tego, co ja: zarówno drzwi prowadzące do przedpokoju, jak i te wejściowe, były z okna niewidoczne.
Nie zdążyłam jeszcze odejść od okna, gdy na parapecie wylądowała zawinięta w chusteczkę muszla. Uniosłam brwi, nie spodziewając się podarku – po czym wzięłam ją ostrożnie do ręki, nie potrafiąc się powstrzymać przed obróceniem jej dookoła; pozwalając światłu padać na gładką powierzchnię pod różnymi kątami. – Jest przepiękna – przyznałam szczerze. – Skądpochodzi?, chciałam zapytać, ale przypomniałam sobie, że moja rozmówczyni wciąż znajduje się na zewnątrz. – Albo wejdź najpierw – powiedziałam, odkładając ostrożnie muszę na stół. Zanim ruszyłam do drzwi, sięgnęłam jeszcze po różdżkę, żeby lekko przytknąć jej koniec do poparzonej skóry na dłoni i nadgarstku. – Cauma sanavi – mruknęłam cicho, mając nadzieję, że lekka, chłodna mgiełka szybko poradzi sobie z poparzeniem. Później schowałam ją do kieszeni, żeby szybkim krokiem pokonać korytarz; gdy przekręciłam klucz w zamku i pociągnęłam za klamkę, Thalia stała już po drugiej stronie – a ja nagle przypomniałam sobie, dlaczego od zawsze budziła we mnie swego rodzaju onieśmielenie. – Jeszcze raz przepraszam cię za to zamieszanie, zamyśliłam się – powiedziałam w ramach usprawiedliwienia, cofając się o krok, żeby wpuścić ją do środka. – Napijesz się czegoś? Obiecuję, że tym razem wyląduje w kubku, a nie na podłodze – dodałam, pozwalając sobie na żart; kącik ust drgnął mi lekko do góry, gdy posyłałam Thalii pytające spojrzenie, przyglądając się jej z zainteresowaniem i powstrzymując przed zadaniem kolejnych dwóch pytań, które cisnęły mi się na usta – a których z całą pewnością nie wypadało zadawać tak na dzień dobry.



she's still here fighting
better know there's life in her yet
{...........................}
Tessa Skamander
Tessa Skamander
Zawód : opiekuję się aetonanami i tworzę magiczne szaty
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

wild hearts
don't break;
they burn

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9273-tessa-skamander-buduje https://www.morsmordre.net/t9348-chaos#284283 https://www.morsmordre.net/t9341-tessa https://www.morsmordre.net/f321-somerset-okolice-exford https://www.morsmordre.net/t9350-skrytka-bankowa-nr-2158 https://www.morsmordre.net/t9349-tessa-skamander

Powrót do góry Go down

The member 'Tessa Skamander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 92
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Spoglądała na stojącą po drugiej stronie okna Tessę, nie mogą powstrzymać lekkiego rozważania, że gdyby przyszła tutaj w męskiej formie, tak scena, poza tym nagłym oparzeniem, mogłaby być dziwacznie romantyczna - mężczyzna stukający w damskie okno. Może lepiej jednak, aby tego nie zrobiła, bo kto by wiedział, jak mężczyźni z rodziny panny Skamander zareagowaliby na obecność jakiegoś obcego chłopaka biegającego po ogródku tej posiadłości. Thalia zaś wolała nie implikować nic dziwnego, zwłaszcza, że za bardzo ceniła sobie Cilliana i wolała nie wnikać w jego relacje z Tessą ani ich bardziej nie komplikować. W końcu miała już całkiem sporą listę "dziewczyn moich przyjaciół, które mogły być zazdrosne, chociaż nigdy w życiu nie startowałam do zajętego mężczyzny", nie musiała jej poszerzać.
Powinna jednak skupić się na tym, co tu i teraz, a nie biec w przyszłość która prawdopodobnie - chociaż nie na pewno - nigdy się nie wydarzy. Posłała kolejny przepraszający uśmiech, mając nadzieję, że oparzenie rzeczywiście nie było poważniejsze, bo w końcu do końca dnia czułaby wyrzuty sumienia. Może nawet trochę dłużej, ale wolała nie zgadywać w tym momencie. Obeszła jednak dom do drzwi, wycierając jeszcze buty na wejściu, tak aby przejawiać sobą jakieś minimum kultury. Wchodząc do środka, rzuciła jej lekki uśmiech, odmieniając się do swojej postaci kiedy zamknęły się drzwi - włosy przybrały barwę płomienia, zaś srebrne nici blizn, w tym jedna którą zyskała dopiero po czasach szkoły, znów wracając do tej swojej zabawnej, nieco zbyt rozbrykanej osobowości która wydawała się przebijać na jej wygląd.
- Dziękuję, mam nadzieję, że to oparzenie to nic poważnego? Mogę to zdezynfekować jeżeli chcesz? - Nie mogła zrobić niestety nic więcej, ale mogła postarać się, aby się to nie pogorszyło. Nie sięgała jednak po różdżkę, nie będąc tak hop do przodu z tym wszystkim, ale w razie czego oferta była dalej aktualna. Wytarła jeszcze dłonie, czując, że nie są do końca czyste. Jakby znów przejmowała się wszystkim, nawet jeżeli nie musiała. Spojrzała jeszcze na nia, wspominając słowa przed chwilą, aby ostatecznie uśmiechnąć się na wspomnienie o muszli.
- Przywiozłam ją z tureckiej Antalyii. Sprzedawali je na targach, zazwyczaj dzieci się na to łapią. Ale znasz mnie, coś się świeci, więc przyciąga to moją uwagę. - Uśmiechnęła się łagodnie zaraz też otwierając usta w zastanowieniu, co do picia. - Woda wystarczy, naprawdę, nie musisz się kłopotać. - Nie chciała w czasach wojny rozsiadać się jak księżniczka i kazać sobie podawać rzeczy. Wystarczyło jej tylko to, co najprostsze.
- Przepraszam, że tak przejdę do sedna, ale...wiem, że poświęciłaś się szyciu i zastanawiałam się...gdybyś miała chwilę, czy mogłabyś wykonać coś dla mnie? Przydałaby mi się szata, a przyznam...chciałabym też poprosić o to zaufanej osobie, która będzie mogła mieć z tego zysk. - Wiedziała, że ludzie byli zajęci, ale miała nadzieję, że znajdzie dla niej Tessa chwilę.
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Bardzo starałam się nie zagapić – zdawałam sobie sprawę z tego, że przyglądanie się ludziom było niegrzeczne – ale gdy tylko rysy Thalii zaczęły się wyostrzać, włosy nabierać zupełnie innego koloru, a kości, na których rozciągnięta była skóra, zmieniać swoje położenie, przez dłuższą chwilę nie potrafiłam oderwać od niej wzroku. To było fascynujące, cała ta przemiana – zwłaszcza, że sama zainteresowana wyglądała, jakby dokonała tego bez żadnego wysiłku; zastanawiałam się, czy to były tylko pozory, czy rzeczywiście dla metamorfomagów przekształcanie swojego wyglądu było tak oczywiste, jak oddychanie. Gdzieś za mostkiem poczułam ukłucie zazdrości – ale tylko przez moment; zaraz potem zamrugałam szybko powiekami, odwracając spojrzenie i mając nadzieję, że nie zostałam na tej mało dyskretnej obserwacji przyłapana.
Pytanie o poparzenie mnie zaskoczyło, wyrywając z chwilowego zamyślenia – na tyle, że w pierwszej chwili nie zrozumiałam słów Thalii. – Zdezynfekować? – powtórzyłam; dopiero kiedy podążyłam wzrokiem za jej spojrzeniem, elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce. – Ach, tak. To znaczy, nie, nie ma takiej potrzeby, myślę, że sobie poradzę – odpowiedziałam szybko; przez długie tygodnie dochodzenia do siebie po wypadku musiałam poznać podstawy leczniczych zaklęć, czy może: chciałam to zrobić, starając się nie czuć jak ciężar. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością. – Ale dziękuję – dodałam, kiwając krótko głową i prowadząc kobietę w stronę kuchni, w której na parapecie wciąż leżała przyniesiona przez nią muszla – wyłapując słoneczne promienie z zewnątrz i odbijając je w postaci niezwykłych, barwnych smug.
Kiedy Thalia wspomniała o pochodzeniu przedmiotu, spojrzałam na nią z zaciekawieniem, a oczy mi zalśniły; w przeszłości, nie tak dalekiej, uwielbiałam czytać o podróżach – był też czas, kiedy marzyłam o własnej – ale później rzeczywistość zweryfikowała te plany; mogłam więc jedynie sobie wyobrażać – odległe krainy, wypełnione kolorami i zapachami, o jakich mi się nie śniło; egzotyczne magiczne stworzenia; budowle, zupełnie inne od naszych, ludzi, magię. – Jak tam jest? – zapytałam, nie mogłam się powstrzymać. – W Turcji – doprecyzowałam, wyciągając rękę, żeby wyciągnąć z szafki szklankę; w myślach starając się umiejscowić wspomniany kraj na mapie, ale nie byłam pewna, czy jestem w stanie to zrobić, błądząc gdzieś w nieokreślonym miejscu na południu. Nalałam czystej wody do szklanki, po czym wróciłam do stołu, żeby podać napój Thalii. – Rozgość się, proszę – powiedziałam, wskazując na krzesła, samej przysiadając na jednym z nich; brodę opierając na dłoni, ciekawa odpowiedzi.
Słysząc przeprosiny, machnęłam tylko dłonią, dając jej znać, żeby się nie przejmowała – ale jej nie przerywając, pozwalając jej kontynuować; kiedy do mnie napisała, spodziewałam się, że mogło chodzić o szatę – ostatnimi czasy robiłam ich na zamówienie sporo – więc kiedy kobieta wyjaśniła, czego potrzebowała, kiwnęłam głową. – Oczywiście, to żaden problem. – Ufałam jej; była przyjaciółką Cilliana – a w razie gdyby sam ten fakt nie wystarczył, to w przeszłości nie dała mi nigdy żadnego powodu, bym czuła potrzebę zachowywania się w jej obecności ostrożnie. – Myślałaś już o tym, czego dokładnie potrzebujesz? – zapytałam; w pracowni trzymałam materiały o różnych właściwościach, jedne bardziej przydatne na morzu, inne mniej; trudno było mi jednak zgadnąć, z jakim zamówieniem przychodziła Thalia.



she's still here fighting
better know there's life in her yet
{...........................}
Tessa Skamander
Tessa Skamander
Zawód : opiekuję się aetonanami i tworzę magiczne szaty
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

wild hearts
don't break;
they burn

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9273-tessa-skamander-buduje https://www.morsmordre.net/t9348-chaos#284283 https://www.morsmordre.net/t9341-tessa https://www.morsmordre.net/f321-somerset-okolice-exford https://www.morsmordre.net/t9350-skrytka-bankowa-nr-2158 https://www.morsmordre.net/t9349-tessa-skamander

Powrót do góry Go down

Przyzwyczajona była do zerkania w jej stronę, z wielu różnych powodów. Bo miała blizny, bo była kobietą, bo potrafiła przechodzić płynnie z jednej formy drugą. Czy też nie dostrzegała tego, czy też po prostu nie zwracała na to uwagi, ciężko było powiedzieć - wątpliwym by było jednak, że jakkolwiek zwróciłaby uwagę Tessie. To był jej dom, jej miejsce, mogła tu robić co chciała i Thalia nie wnikała to w najmniejszy sposób, póki to nie wiązało się z ryzykiem pozbawienia jej życia, a w to raczej by nie wierzyła. Kiedy więc panna Skamander skomentowała, iż nie trzeba pomocy przy zajęciu się oparzeniem, skinęła jedynie głową, gotowa jednak podjąć swojej oferty gdyby tylko zaszła na to potrzeba.
Błękitne oczy powędrowały w stronę Tessy kiedy padło pytanie, kąciki ust zaś uniosły się lekko, sprawiając, że delikatna, cienka blizna uniosła się również. Nie miała jej jeszcze za czasów szkolnych – późniejsze życie obdarzyło ją dodatkowymi nacięciami, siniakami czy właśnie bliznami. Miewała czasem kompleksy na ich punkcie, kiedy to najczęściej całkowicie je skrywała, starała się jednak nosić je wśród ludzi aby przyzwyczajali się do tego widoku i je akceptowali.
- Turcja…- Uśmiechnęła się lekko, wspominając miejsce odległe tak daleko, że wydawało się, że mogła wspominać je z perspektywy wielu dekad, nie zaś lat. Tyle się zmieniło… - Powietrze jest ciepłe, ale i suche, nie tak wilgotne i parne. Słońce odbija się od jasnych ulic i budynków, więc miasto wydaje się całe błyszczeć. Drogi są tłoczne, a w prowadzeniu powozów lepiej tam się nie szkolić, bo bardzo łatwo wpaść pod jeden. Kiedy idziesz przez targ, wszyscy zachęcają cię do spróbowania owoców, których nazwy nigdy w życiu nie słyszałaś i które smakują tak, jak nic innego do tej pory. Jedzenie jest niesamowite, a budynki wydają się niczym utkane z magicznych tkanin. – Przedstawiła ten opis dość romantycznie, miała jednak nadzieję, że Tessa nie będzie miała jej tego za złe ani nie uzna to za chęć przesadnego chwalenia się podróżami. Po prostu zawsze czuła, że łatwo jej było zachłysnąć się czymś nowym, czymś innym. Czymś dotąd nieznanym.
Zajęła miejsce, przez chwilę dość nieporadnie wiercąc się aby w końcu usiąść w pozycji którą uznawała za „przyzwoitą”, ostrożnie odbierając szklankę z wodą i upijając od razu niemal połowę, gasząc pragnienie którego zdołała nabawić się po drodze. Nie wiedziała, czy to kwestia zmęczenia, rozproszenia czy czegoś innego zupełnie, ale ostatnimi czasy jej organizm płatał najrozmaitsze figle. Odsunęła jednak te rozważania, skupiając się na tym, na czym powinna – opowiadaniu o swoich oczekiwaniach.
- Jeżeli mam być szczera, obecnie przydałoby mi się cokolwiek, bo mam mocno niepewną sytuację. Myślałam przede wszystkim o skórze reema, zwłaszcza że mam dość dużo…sytuacji w których staję naprzeciw narzędziom kłutym. – Uznała to za o wiele elegantszą formę powiedzenia „no kopię się z ludźmi na noże”, bo wolała nie martwić zbytnio Tessy. I tak miała sporo na głowie. – Myślałam też o skórze wsiąkiewki, dostanę ją zaraz na początku roku, mogłabym ci ją podesłać. Najlepiej w formie butów, ale tak naprawdę i na płaszcz nie będę narzekać. Gdyby dało się to podszyć wełną kudłonia, byłoby to wyjątkowe. Przy okazji, najlepiej gdyby było to neutralnie w kolorystyce bym nie zwracała na siebie zbytnio uwagi. Jeżeli potrzebujesz materiałów albo innych zakupów, powiedz mi od razu. – Gotowa była zapłacić odpowiednio, bo nikogo nie chciała puszczać z torbami.
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Uwielbiałam słuchać – historii opowiadanych przez innych albo czytanych na kartach książek, opowieści o tym, jak wyglądało życie setki kilometrów od Anglii, albo po drugiej stronie globu; tych drobniejszych i pozornie zwyczajnych, oraz tych niezwykłych; oczarowywały mnie wszystkie, w przeszłości niejednokrotnie stanowiąc ratunek – dla złamanego serca albo ducha, gdy tragiczny upadek z grzbietu aetonana na kilka tygodni przykuł mnie do łóżka. Teraz też dałam się porwać snutej przez Thalię wizji niemal od razu, przysiadając na krawędzi kuchennego krzesła i opierając podbródek na dłoni; starając się wyobrazić sobie wszystko, co kreśliła własnymi słowami, od mieniących się w słońcu budynków po wypełnione osobliwościami stragany. W mojej głowie wyglądały jak nieco jaśniejsza wersja dawnego, przedwojennego Camden Market, choć podejrzewałam, że w rzeczywistości były znacznie inne, całkowicie oderwane od tego, co znałam. – Nie ma tam zim? – zapytałam, zastanawiając się też, czy to było możliwe, że słońce świeciło tam jaśniej – i czy kiedykolwiek padał deszcz. – I dlaczego z tkanin? – Chciałam wiedzieć; z różnorakimi materiałami pracowałam na co dzień, przechodziły przez moje ręce razem z kolorowymi barwnikami, choć o te ostatnie było dziś trudno; próbowałam sobie wyobrazić domy obwieszone pstrokatymi płótnami, mozaikami barw; żałowałam, że Thalia nie miała ze sobą żadnej fotografii, ale przez moment jeszcze i tak podążałam za jej głosem.
Wspomnienie o szacie ściągnęło moje myśli na ziemię, choć przez chwilę wciąż jeszcze przyglądałam się migotliwej muszli, marząc o tym, by kiedyś zobaczyć miejsce, z którego pochodziła. – Wszystko w porządku? – zapytałam odruchowo, wyłapując ze słów kobiety informację o niepewnej sytuacji; wpadła w jakieś tarapaty? Posłałam jej pytające spojrzenie, jednocześnie starając się nie brzmieć zbyt dociekliwie – koniec końców, to nie była moja sprawa, ale jeśli potrzebowała jakiejś pomocy, mogła na mnie liczyć. – Powinno mi wystarczyć i skóry, i wełny – powiedziałam, w myślach robiąc szybki przegląd materiałów, które trzymałam bezpiecznie schowane w pracowni. Większość z nich odkładałam dla tych, którym zobowiązałam się pomóc, aurorów i członków walczących po stronie ministra Longbottoma bojówek, ale Thalii odmówić nie miałam zamiaru. – Nie udało mi się dostać materiałów z wsiąkiewki, ale jeśli byłabyś w stanie je dostarczyć, to mogę podszyć nimi płaszcz albo buty. – W zależności od preferencji. – Z wełny kudłonia zazwyczaj wykonuję wierzchnią warstwę, jest ciepła i ma brązowe, stonowane kolory – choć jeśli wolałabyś coś ciemniejszego, to tkaninę oczywiście można też zabarwić. – Zdarzało mi się robić to już wcześniej. – Miałabyś coś przeciwko, jakbym zdjęła z ciebie wymiary? Możemy też pójść na górę, w pracowni mam kilka zaczętych projektów – jeśli któryś okazałby się pasować, rozmiarem czy fasonem, to mogłabym pracować na jego podstawie – zaproponowałam, prostując się nieco i odruchowo zerkając w stronę prowadzących na piętro schodów; w głowie notując już wszystko, co do tej pory przekazała mi Thalia. – Zależałoby ci na długim płaszczu, czy czymś, krótszym, lżejszym? – zapytałam jeszcze; dłuższe okrycia stanowiły lepszą ochronę, ale te sięgające do połowy ud miały tę zaletę, że nie krępowały ruchów.
[bylobrzydkobedzieladnie]



she's still here fighting
better know there's life in her yet
{...........................}


Ostatnio zmieniony przez Tessa Skamander dnia 22.08.21 15:14, w całości zmieniany 1 raz
Tessa Skamander
Tessa Skamander
Zawód : opiekuję się aetonanami i tworzę magiczne szaty
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

wild hearts
don't break;
they burn

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9273-tessa-skamander-buduje https://www.morsmordre.net/t9348-chaos#284283 https://www.morsmordre.net/t9341-tessa https://www.morsmordre.net/f321-somerset-okolice-exford https://www.morsmordre.net/t9350-skrytka-bankowa-nr-2158 https://www.morsmordre.net/t9349-tessa-skamander

Powrót do góry Go down

Uciekła z Wielkiej Brytanii zaraz po zakończeniu szkoły – nie odczuwała jakiejkolwiek sympatii do tego miejsca, a brak rodziny i mniejsza ilość bliskich przyjaciół nie pomagały jej nawiązać trwałych relacji z krajem. Sierot nie przyjmowali na stałe do sierocińca a i tak „nadużyła uprzejmości”, pozostając tam do samej dorosłości. Na statku musiała pracować ale była wolna, nawet jeżeli była mężczyzną. Potem jednak ta wolność też zbrzydła, a teraz…teraz to już sama nie wiedziała, co miałaby o sobie myśleć. Może zbytnio to rozdrapywała? Miała przecież więcej rzeczy do roboty…
- Są, ale nieco inne niż u nas…A budynki mają dużo ślicznych dekoracji, więc są trochę jak sukienki. Dużo delikatnych elementów które podkreślają urodziwość. – Miała wrażenie, że nie do końca umiała opisać tak, jak by chciała, ale się starała. Na pytanie o kłopotach uśmiechnęła się jedynie, zbywając je wzruszeniem ramion. Nie mogła ich składać na barki Tessy, bo ta miała już dużo własnych zmartwień. Nie poruszała więc tego tematu, skupiając się raczej na wodzie w szklance, placem delikatnie wodząc po jej krawędzi.
- Cudownie! – Uśmiechnęła się lekko na wspomnienie odnośnie wystarczających materiałów. Sama może i nie pchała się na front, ale jeżeli miała zadbać o to, by mieszkańcy Półwyspu Kornwalijskiego i pozostałych hrabstw prozakonnych byli odpowiednio nakarmieni, musiała również zainwestować w ochronę osobistą, bo nie tylko Rycerze chcieliby obedrzeć ją ze skóry w najłagodniejszym scenariuszu. Była więc wdzięczna, że Tessa udostępniała jej nieco ze swoich zapasów, bo dla niej mogła być to dosłownie kwestia życia i śmierci. Dramatycznie to brzmiało, ale taka też była prawda. – Czekamy na dostawę i z tego, co wiem, to nie powinnam mieć problemu aby uszczknąć coś dla ciebie. Skóra z wsiąkiewki najlepsza byłaby na buty, jeżeli zaś mówisz o wełnie kudłonia, może być brąz. Zależy mi najbardziej na tym, aby nie było to nic krzykliwego. – Co prawda czasem przydawały się takie, które się wyróżniają, ale służyło to konkretnym celom i niekoniecznie w tym wypadku były one zbieżnie.
Dość szybko dokończyła szklankę wody, podnosząc się z miejsca i przepłukując ją wodą zanim nie skierowała się w stronę Tessy, gotowa pójść gdzie ją prowadzi.
- Nie mam żadnego problemu, możesz mnie zmierzyć. Tylko co do wymiarów, byłabym wdzięczna gdybyś nie robiła rzeczy na styk, tak aby przylegały ciasno – kiedy czasem zmieniam się w mężczyznę, zmienia to budowę ciała, a nie mogę mieć też skrępowanych ruchów. Dlatego też chciałabym krótszy płaszcz, muszę móc w każdej chwili sięgnąć po różdżkę albo nóż. – Zależało jej na szybkich możliwościach reakcji i nie potrzebowała się szarpać pod płaszczami. Gotowa więc była skierować się tuż zaraz za Tessą, z ciekawością rozglądając się po samym domu. Brakowało jej trochę własnego miejsca, domu, w którym mogła się zatrzymać. Pytanie jednak, czy byłoby jej wygodnie w jednym miejscu, samej…potrząsnęła głową, teraz nie był czas na dramatyczne rozważania.
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Chętnie porozmawiałabym z Thalią o podróżach dłużej – zwłaszcza, że każda kolejna informacja sprawiała, że w mojej głowie pojawiało się co najmniej kilka nowych pytań, od których zadania z trudem się powstrzymywałam – ale podejrzewałam, że mogła nie mieć na to czasu; chociaż nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, jak wyglądała praca na statku, to domyślałam się, że nie należała do prostych ani lekkich – zwłaszcza, odkąd w Anglii zaczęło brakować dosłownie wszystkiego, a transporty i dostawy stały się celem ataków ludzi, którzy na całym tym chaosie starali się dodatkowo zarobić, nie dbając o to, ile ofiar pociągną za sobą. Podziwiałam ją za odwagę, na pewien sposób robiłam to zresztą już wcześniej – bo odnalezienie się w środowisku na ogół zarezerwowanym dla mężczyzn nie mogło być proste.
Kiedy na pytanie o ewentualne kłopoty odpowiedziało mi milczenie, odwzajemniłam jedynie uśmiech, nie naciskając; nie miałam zamiaru wyciągać z niej informacji, którymi nie chciała się dzielić, skupiłam się więc w całości na kwestii płaszcza. – Materiały z tej dostawy mają już kupców? – zagadnęłam, gdy Thalia wspomniała o oczekiwaniu na transport; mówiła co prawda tylko o skórze wsiąkiewki, ale jeśli na sprzedaż przeznaczone były też inne skóry czy tkaniny, byłam gotowa za nie zapłacić. Zdobywanie ich z miesiąca na miesiąc było coraz bardziej skomplikowane – już ostatnim razem złożone przeze mnie zamówienie dotarło jedynie częściowo, bo część zagranicznych towarów utknęła w porcie – szukałam więc zaufanych kontaktów wszędzie tam, gdzie mogłabym je znaleźć. – Zostaniemy więc przy naturalnym brązie, nie będzie rzucał się w oczy. Podszewka też będzie stonowana – na wszelki wypadek – potwierdziłam; żadnych krzykliwości.
Uwaga na temat dopasowania szaty nieco mnie zaskoczyła i przez moment nie potrafiłam się powstrzymać przed próbą wyobrażenia sobie jej przemiany w mężczyznę; zmarszczyłam brwi, podczas gdy na ustach zatańczyło mi podyktowane wyłącznie ciekawością pytanie o techniczne kwestie takiej przemiany, ale zanim zdążyłabym je zadać, uświadomiłam sobie, ze mogłoby zabrzmieć niedyskretnie – kiwnęłam więc po prostu głową. – Postawimy w takim razie na luźniejszy krój. Rozumiem, że i fason nie powinien być typowo damski? – upewniłam się; skoro zamierzała nosić płaszcz pod zmienioną postacią, to kobiece ubranie wyglądałoby co najmniej osobliwie – nawet jeśli pasowałoby wymiarami. – W porządku – przytaknęłam w odpowiedzi na wybór długości płaszcza, w międzyczasie wstając od stołu, żeby poprowadzić Thalię na górę; wskazując jej najpierw schody, a później zatrzymując się w korytarzu, żeby różdżką wskazać na ukrytą w suficie klapę. – Wejście jest trochę niewygodne – uprzedziłam przepraszająco, gdy w dół wysunęła się drewniana drabinka. – I przepraszam cię za bałagan, pracuję nad kilkoma projektami, a lubię mieć wszystko pod ręką – dodałam; w mojej pracowni nieporządek panował zawsze, ale czarownica raczej tego nie wiedziała.
Kiedy znalazłyśmy się na górze, wyciągnęłam z jednej z szuflad kawałek pergaminu, przytępiony ołówek i magiczną taśmę krawiecką, żeby zapisać potrzebne do wykonania płaszcza wymiary. – Dobra, stań najpierw prosto. O tak – poprosiłam, na chwilę wkładając ołówek między zęby, żeby mi nie przeszkadzał, a samej rozkładając ręce na boki – prezentując Thalii właściwą pozycję. Niewygodną, starałam się więc pracować względnie szybko, żeby nie narażać jej na dyskomfort, skrupulatnie zapisując wszystkie długości i szerokości. – Będę potrzebować tygodnia, może dwóch – a później jeszcze paru dni na poprawki. Dobrze by było, gdybyś w międzyczasie wpadła do pracowni, żebyśmy mogły zrobić ewentualne korekty – powiedziałam. Spojrzałam na pergamin, a później szpilką przypięłam go do zawieszonej nad krawieckim stolikiem tablicy, gdzie zajął miejsce obok innych szkiców i notatek. – Spieszysz się, czy masz ochotę zostać na obiedzie? – zapytałam jeszcze, zanim sprowadziłam ją na dół, uśmiechając się zachęcająco i myśląc o tym, że gdyby została, może udałoby mi się wyciągnąć z niej jeszcze kilka podróżniczych historii.

| zt <3



she's still here fighting
better know there's life in her yet
{...........................}
Tessa Skamander
Tessa Skamander
Zawód : opiekuję się aetonanami i tworzę magiczne szaty
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

wild hearts
don't break;
they burn

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9273-tessa-skamander-buduje https://www.morsmordre.net/t9348-chaos#284283 https://www.morsmordre.net/t9341-tessa https://www.morsmordre.net/f321-somerset-okolice-exford https://www.morsmordre.net/t9350-skrytka-bankowa-nr-2158 https://www.morsmordre.net/t9349-tessa-skamander

Powrót do góry Go down

Kuchnia

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach