Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Przytułek dla ubogich w Coventry
AutorWiadomość
Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]08.08.21 3:05
First topic message reminder :

Przytułek dla ubogich

Założony w 1529 roku z inicjatywy Williama Forda, czarodzieja półkrwi, który postanowił wspomóc bezdomnych mieszkańców zapewniając im ciepły kąt oraz miskę gorącej zupy. W murach przytułku schronienie mogli znaleźć wszyscy członkowie magicznej społeczności, którzy z różnych powodów utracili dach nad głową oraz mugole. Obowiązkiem stałych mieszkańców była praca w budynku, aby jego funkcjonowanie nie zostało naruszone i mógł działać przez kolejne lata.
W 1621 roku wraz ze zmianą właściciela wprowadzono nowe reguły, jakie wyraźnie negowały obecność niemagicznych. Wywołało to ogromny bunt, który nie przeszedł bez echa, lecz nie przyniósł żadnych rezultatów. Prawo te nie uległo zmianie do dnia dzisiejszego, aczkolwiek coraz częściej w Coventry mówi się o nagminnym jego łamaniu.    
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Przytułek dla ubogich w Coventry - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]23.01.22 11:40
|Primrose, Oriana i Cornelius

Jeszcze przez chwilę siedziała wraz z dorosłymi zbierając do nich informacje czego w życiu im potrzeba, gdzie leżą ich największe problemy. Zrozumiała jak bardzo ta ziemia potrzebuje opiekuna w osobie rodziny, która by się nimi opiekowała. Zawsze postrzegała obowiązki szlachty jako jedne z bardzo istotnych i ważnych dla społeczności magicznej. Właśnie doświadczyła tego na własnej skórze. W Durham pracował sprawny system opieki nad mieszkańcami. Burmistrzowie miasteczek wiedzieli gdzie i do kogo mają zgłosić się po pomoc i zawsze ją otrzymywali. Rodzina Burke zapewniała miejsca pracy, dbała o takie ośrodki jak ochronki, jadłodajnie i sierocińce. Primrose zaangażowała kobiety do wspólnego działania. Durham dobrze dobrze prosperowało, a tutaj wszystko rozsypywało się w dłoniach. Warwickshire wymagało ogromnego nakładu pracy.
W końcu lady Burke podziękowała za rozmowę i udał się do pokoju zabaw gdzie dzieci urządzały grę w ciuciubabkę. Miała w tyle głowy słowa Oriany oraz pamiętała treść listu od lorda Rosiera odnośnie tego miejsca. Zrozumiała, że dziewczynka wyczuła coś czym powinna się jak najszybciej zająć.
Dostrzegła jak przy Corneliusie znajduje się dwójka dziennikarzy, miała nadzieję, że mężczyzna nie jest przez nich zbytnio niepokojony.
-Pani Tremblay, pani Snow, jakie książki i opowieści dzieci najbardziej lubią? - Zagadnęła uprzejmie kobiety, które zapewne najwięcej wiedziały na temat podopiecznych.
-Oh… opowieści przygodowe. - Odpowiedziała żona zarządcy, a pani Snow uśmiechając się ciepło dodała od siebie:
-I takie gdzie dużo się dzieje i mogą się bać.

Ernest uśmiechnął się z wdzięcznością do Sallowa.
-Dziękuję, proszę pana. To wiele dla nas znaczy. - Zapewnił i zniknął kiedy pani Tremblay odesłała go do jego zadań. Ewidentnie rola mężczyzny tu się właśnie kończyła. Dało się wyczuć, że wizyta powoli dobiega końca. Podarunki już przeniesiono, żywność oraz koce zostały umiejscowione odpowiednio w spiżarni oraz skrzyniach. Dzieci dokazywały radośnie i jedynie z lecznicy dało się słyszeć pokrzykiwania i wołania. Primrose spojrzała z niemym pytaniem na Corneliusa, czy jest w stanie powiedzieć jej o tym coś więcej. Następnie spojrzała na dwójkę dziennikarzy.
-Co państwo sądzą o tym miejscu? Na pewno mają państwo jakąś opinię i własne spostrzeżenia jakie dostrzegliście wprawnym, dziennikarskim okiem. - Zagadnęła przedstawicieli prasy, którzy towarzyszyli im od samego początku. -Wymaga wiele pracy i nakładów, ale jestem przekonana, że będziemy w stanie pomóc temu miejscu i jego mieszkańcom. Z tego co dowiedziałam się od mieszkańców ochronki brakuje pracy, brakuje możliwości uprawiania pól i pozyskiwania pożywienia. Trzeba będzie znaleźć rozwiązanie tego problemu. Wszyscy tutaj chcąc znaleźć rozwiązanie i nie czują się dobrze jako osoby, które nic nie mogą zrobić. Należy im umożliwić rozwój. - Dodała jeszcze od siebie aby szybko podsumować swój pobyt w tym miejscu. -Pani Trembaly, pani Snow proszę przesłać do Durham Castle list z rzeczami, jakie potrzebują dzieci. Książki. zabawki i ubrania. Dostarczymy je dla państwa. Wraz z moimi towarzyszami dokładnie przeanalizujemy wnioski z naszej wizyty i postaramy się pomóc w każdym aspekcie gdzie leżą problemy.
-Lady Burke to będzie wielki zaszczyt i honor dla nas. - Powiedziała żona zarządcy trzęsącym się głosem.
-Nie, zaszczyt i honor jest dla mnie, że tak dobrym ludziom możemy pomóc. - Ponownie zerknęła na Corneliusa mając nadzieję, że poprze jej słowa. -Oriano, nas czas powoli mija. - Dodała jeszcze do bratanicy dając tym samym znać, że musi zacząć się żegnać.



|Belvia i Elvira

Ludzie zebrani w małej lecznicy wyczuwali napięcie jakie narastało. Nie trudno było wyczuć ciężką atmosferę. Przyjaciele Freda mrucząc pod nosami dali się wyprowadzić i nie przeszkadzać uzdrowicielkom, a te gdy opatrzyły już Freda zostały zaczepione przez akuszerkę, która poprosiła je na bok.
-To nie jest pierwszy raz kiedy magia lecznicza nie chce tu działać… - Powiedziała cicho i wskazała na rannego Freda i innych chorych. -Pan Tremblay nie chciał abym o tym mówiła, ale niepokoi to nas od dawna.
Po minie młodej kobiety było widać, że mocno ją ta sprawa niepokoiła i zajmowała już od dłuższego czasu. -Maści i leki działają bez zarzutu, ale to z zaklęciami jest problem. - Przetarła dłonią zmęczoną twarz. -Jakby były panie tak uprzejme i przekazały komu trzeba, że taka sytuacja ma miejsce. Nie możemy przenieść ochronki bo to jedyne takie miejsce, ale dłużej tak nie damy rady…


|Czas na odpis 72h, tj. 25.01 do godz. 12.00



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Przytułek dla ubogich w Coventry - Page 3 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]23.01.22 21:44
Nietrudno byłoby stracić nerwy w sytuacji, w której każda drobna decyzja wydawała się podjęta niewłaściwie, zbyt wcześnie, pochopnie. Wyładować wzbierające we wnętrzu emocje na przypadkowych asystentach, pracownikach ochronki, którzy odważyli się podejść bliżej, choć w wyraźny sposób kazała im trzymać się na dystans.
Elvira była jednak profesjonalistką. Mimo temperamentu, który lubił wymykać się spod kontroli w najgorszych momentach, praca uzdrowiciela na tyle już wryła się w jej jestestwo, że mogłaby wykonywać ją niemal w każdych warunkach - była wtedy zwyczajnie inna, zakładała nową skórę. Po to tylko, by po skończeniu obowiązków zerwać ją razem z kawałkami własnej i poświęcić się błogiej impulsywności.
- Co to znaczy odrobinę, Belvina, mów konkretami - wycedziła na wydechu, utrzymując na tyle neutralny wyraz twarzy i niski głos, by nie zwrócić niczyjej uwagi. Ostatecznie, pomagały sobie i łączyła je jakaś nić solidarności. Porozumienie spekta-kurwa-kularnych porażek. - Może krwawi w środku, skoro magia jest zachwiana zaklęcie mogło nie wykazać tego, czego trzeba. Skóra jest lepka i zimna. Niewiele mu pomożemy bez różdżek. - Odwróciła głowę w kierunku akuszerki, zanim jeszcze ta odważyła się podejść do nich. - Przynieś tę waszą apteczkę, eliksiry, maści, wszystko, co macie. Może coś się przyda - dokończyła, mamrocząc.
Najpierw jednak należało rozwiązać problem nadrzędny i dowiedzieć się, kto sobie z nimi okrutnie pogrywa. Dopiero po dłuższej chwili obserwacji, gdy podążyła śladami wzroku Belviny, zdała sobie sprawę, że zarówno podłoga jak i ściany, parapety, drżą od magii. Nie rozpoznawała tych subtelnych znaków, z najwyższym trudem wiązała je w pamięci z runami. Może wcale nimi nie były? Nie znała się na tym tak dobrze jak Drew. Przede wszystkim była zszokowana i zła na siebie, że nie poczuła wcześniej jak wyraźnie powietrze tu gęstnieje, jak na ramionach osiada gęsia skórka. Czy mogła to wtedy uznać za zwykły zaduch?
- Oczywiście, przekażemy wszystko, nie zostawimy was z tym problemem samych - zapewniła akuszerkę, gdy ta wróciła, niosąc przy okazji szkatułę pełną wszystkiego, co ubogim ludziom udało się zgromadzić. - Jest tam eliksir wzmacniający krew? Te fiolki ktoś sam oznaczał - Przyglądała im się z zaciśniętymi ustami.
A potem skinęła Belvinie głową. Czeka ich dziś niemała ilość pracy w warunkach cięższych niż należało się spodziewać.
[bylobrzydkobedzieladnie]


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]24.01.22 21:02
Coś — może to ten błysk w oczach czarownicy, a może nieprzyjemne wygięcie ust w reakcji na przylgnięcie landrynki do rękawa — kazało Orianie mieć się na jeszcze większej baczności przy kolorowej kobiecie. Niemniej jednak najwięcej satysfakcji przyniosła jej jednak możliwość powiedzenia wszystkiego o swych przeczuciach Primrose. Może nie zrobiła tego w najlepszy sposób — wciąż była dzieckiem i nazywanie pewnych odczuć przychodziło jej z trudem, jednak miała wrażenie, że wykonała swoją część obowiązków.
Oriana dała się poprowadzić dzieciom do pokoju zabaw. Pokoju, który nijak nie trzymał poziomu względem bawialni w Durham, w której bawiła się z rodzeństwem i kuzynostwem. Wyglądał po prostu... biednie. Do tego stopnia, że wcześniejsza zapowiedź rozdania dzieciom własnych zabawek nie wydawała się jej być wcale taka zła. Miała już przecież całe osiem lat, pod opieką dorastającego pieska i ostatnimi czasy okrywała w sobie talent do badania nieba dzięki podarowanemu na święta zestawowi małego astronoma. We własnym mniemaniu wyrosła więc z zabawek typowo dziecięcych, które mogły przydać się w takim miejscu.
— W walczących i mugoli? — dopytała Makowa Panna, w której ciemnoniebieskich oczach rozbłysły iskry zachwytu. Może właśnie taką zabawę powinna pokazać Arianie, Cornelowi, Melody i Mariusowi? Z drugiej strony... czy którekolwiek z nich chciało udawać mugola? Fuj. Ciuciubabka natomiast była czymś zupełnie innym! — Tak, umiem się w to bawić. Zagrajmy, proszę!
— Hej, Micky, ostatnio przegrałeś, teraz twoja kolej być ciuciubabką!
— Ale ostatnio to ja byłem i ciuciubabką i mugolem, teraz twoja kolej!
— Nie marudź, Micky, przyjdzie zaraz pani Snow i powie, że jak nie potrafimy się bawić to mamy wracać do stołówki, a mi się już nudzi siedzenie taaam...
— No dobra... ale to ostatni raz!
Gdy chłopiec z zasłoniętymi oczami próbował dotrzeć do umykających przed nimi dzieci, Oriana również zaangażowała się w grę. Próbowała jednak dostrzec, czy wśród bawiących się znalazły się także te małe dzieci, które wydawały się wcześniej przestraszone. W trakcie jednego z uników cofnęła się nieco nierozmyślnie, wpadając wprost na pana Sallow. Nie odwracając się do niego przodem, zadarła główkę do góry, raz jeszcze krzyżując ze sobą ich spojrzenia.
— Ja czarowałam — odparła szeptem, a jej poważna mina wskazywała wyraźnie, że nie była w nastroju do żartów. Im więcej dorosłych wiedziało o tym, co poczuła, tym prawdopodobnie lepiej. Wciąż była oczywiście obrażona za ignorowanie własnych listów, ale miała nadzieję, że pan Sallow wreszcie przejrzy na oczy i zacznie traktować ją poważnie. Szeptałaby dalej, gdyby nie nadciągający Micky, który również wpadłby na pana Corneliusa, gdyby nie to, że Oriana złapała polityka za rękaw modnej szaty, odciągając go prędko również od Dorothei — W tamtej sali z ławkami. I słyszałam, jak ktoś chodzi pod deskami i że wieje tam wiatr i pachnie... mokro. Jedno dziecko zrobiło tak, że podłoga była miękka, ale inne dzieci, takie małe, chyba się tego bały — kontynuowała cicho, pragnąc, by ten niewielki sekret pozostał między nimi, aż wreszcie dostrzegła grupkę maluchów przyglądającą się zabawie z przygotowanego wcześniej fortu. — O te — po czym puściła rękaw polityka i śmiejąc się głośno, pobiegła bawić się dalej.
Gdy w pomieszczeniu zjawiła się także Primrose, mogła dostrzec, że tym razem to jej bratanica biegała po pomieszczeniu z zasłoniętymi oczami. Dziewczynka starała się skupić na intensywności kroków zupełnie tak samo, jak wtedy, gdy przypadkiem poczuła aż tak wiele. Wreszcie udało jej się pochwycić dłoń jednej z dziewczynek i z dumą ściągnęła przepaskę z oczu, podając ją swojej równolatce.
— Będę chciała jeszcze tu przyjechać. Może uda się z moją siostrą, jesteśmy takie same! I przywieziemy wam dużo zabawek od nas, z Durham i będziemy się bawić aż do kolacji. Co ty na to? — spytała, przechylając głowę w bok. Choroba wciąż sprawiała, że nie była w najlepszej kondycji. Trochę biegania sprawiło, że policzki Makowej Panny zaróżowiły się, ale zmęczone dziecko to szczęśliwe dziecko.


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]25.01.22 2:05
Zmarszczył lekko brwi, czując, że zaklęcie nie zadziałało. Znał wymagane w swojej profesji podstawy obrony przed czarną magią, niezbędne do samoobrony. Wiedział, że nie zawsze rzucał Carpiene perfekcyjnie, ale tym razem magia nie zareagowała tak, jak trzeba. Rozpełzła się w powietrzu i był przekonany, że nigdy nie widział czegoś takiego.
O ile niećwiczone zaklęcia potrafiły go zawieść, o tyle legilimencja - niemalże nigdy. Wyczuwał ludzkie emocje na tyle często, by dojść w tym do wprawy absolutnej, a teraz... teraz nie stało się nic. Zmarszczka na czole pogłębiła się, a Cornelius spojrzał na panią Pinkstone z lekką irytacją.
-Nie, nie. Wszystko w porządku. - odpowiedział, rozluźniając mięśnie twarzy i zmuszając się do wyćwiczonego przez lata pracy w polityce uśmiechu. Poważnie potraktował ostrzeżenia Arthura i nie miał zamiaru nic zdradzać tej kobiecie. Odszukał wzrokiem dziennikarza "Walczącego Maga" i skinął mu lekko głową. Miał pan rację.
-I oczywiście, że lubię. Dzieci to przyszłość czarodziejskiego świata. - powrócił do odpowiedzi na zadane mu pytanie, zarazem szukając pretekstu, by szybko skończyć rozmowę. Ten nadarzył się sam.
-Co dzieje się z mugolami w tej zabawie? - zagaił, słysząc słowa Mickey'a, a potem uśmiechnął się wyczekująco do lady Oriany, jakby oczekując, że będzie żywym dowodem na to, jak lubi dzieci. Jak na złość, jej minka na to nie wskazywała - spojrzenie było przeszywające, niepasujące powagą do małej dziewczynki. Za to jej słowa...
...nachylił się lekko, gdy zniżyła głos do szeptu. Podążył za jej spojrzeniem i zmrużył oczy na widok wspomnianych maluchów. Na jego twarzy odmalowało się coś drapieżnego, ale szybko uśmiechnął się promiennie do dziewczynki. -Wspaniale czarowałaś i wspaniale się spisałaś, lady Burke. - w głosie zabrzmiało szczere ciepło, a Cornelius zanotował w pamięci, by przekazać Primrose wszystko, co zauważyła młoda szlachcianka. Czyżby w sierocińcu kogoś ukrywano?
Primrose Burke szybko znalazła się u ich boku i tym razem to ona wybawiła Sallowa od konieczności żmudnej rozmowy z dziennikarką. Szybko się uczyła. Skinął lekko głową w odpowiedzi na jej pytające spojrzenie - powie jej wszystko, z dala od wścibskich uszu.
-Cała przyjemność po naszej stronie, proszę pana. Pańskie dzieło jest godne podziwu. - uśmiechnął się do Ernesta, choć w duchu myślał, że przytułek będzie godny podziwu dopiero, gdy Ernest zacznie wykonywać swą pracę nieco staranniej.
Wyprostował się i stanął u boku Primrose, gdy tak przemawiała do dziennikarzy i pracowników przytułku. Uśmiechał się skromnie, nie chcąc odciągać od lady uwagi dopóki nie skończyła mówić - pewnie i serdecznie, z naturalną charyzmą. Przemowa mu się podobała, nie miał już wiele do dodania.
-Ministerstwo Magii zapewni pracę wszystkim, którzy jej potrzebują i są chętni wspomóc ojczyznę. Ze swojej strony wesprzemy przytułek, przenosząc tutaj doświadczenia z Durham i Londynu - bezpiecznych i doskonale zorganizowanych. Przekażemy odpowiednie zaopatrzenie podczas kolejnych odwiedzin. - zapewnił ciepło, wlewając nawet w swoje słowa trochę potrzebnego entuzjazmu. Liczymy na waszą współpracę - pragnąłby dodać, ale na stawianie warunków przyjdzie czas, gdy zyskają już zaufanie lokalnej społeczności.
Odczekał, aż Primrose dokończy rozmawiać z pracownikami sierocińca, a następnie skierował się do wyjścia i poczekał na lady Burke w przedpokoju, chcąc zyskać minutę sam na sam.
-Milady, magia w przytułku jest wyraźnie zakłócana. Sprawdzałem dwukrotnie. Z jednej strony utrudnia to pracę czarodziejów w tym miejscu, a nikt mi o tym nie wspomniał... dziwne, nieprawdaż? Z drugiej - zaciera granice pomiędzy magicznymi i niemagicznymi. Lady Oriana Burke zauważyła ukryte pomieszczenie w pokoju z ławami, ktoś może się tam ukrywać. Pracownik, Ernest, przyznał z kolei, że przybywający tutaj ludzie nie są w żaden sposób sprawdzani, a ich tożsamość weryfikowana. - wyszeptał do Primrose. -Arthur, dziennikarz "Maga" pierwszy zauważył zakłócenia magii, ostrzegł mnie też przed panią Pinkstone, żywi wobec niej jakieś... podejrzenia. Doskonale sobie milady z nią poradziła. - uśmiechnął się z aprobatą. -Proszę dać mi znać, jeśli będzie milady potrzebowała mojej pomocy. Przekażę Ministerstwu, by przychylniej podchodziło do kwestii zatrudnienia czarodziejów z Warwickshire. - obiecał, a potem zerknął na zegarek. Nie mógł zostać tu tak długo, jak uzdrowicielki - odczekał, by upewnić się, że lady Primrose i lady Oriana wrócą bezpiecznie do domu, a następnie udał się z powrotem do Londynu aby spisać raport z dzisiejszej wizyty.

/zt


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Przytułek dla ubogich w Coventry - Page 3 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]28.01.22 16:06
Spojrzała na drugą uzdrowicielkę, słysząc jej słowa i żądanie by sprostowała. Zrobiła to, podała dokładną wartość, dławiąc chłód w głosie. Podobnie gryząc się w język przed dodaniem czegoś jeszcze, nie było na to czasu, a ona nie była gówniarą, by skupiać swoją uwagę na czymś tak bardzo nieistotnym. Musiały jeszcze chwilę współpracować, doprowadzić to do końca, aby trudny pacjent wydobrzał bez komplikacji.- Może.- odparła jedynie. Było to bardziej niż możliwe, że magia źle wskazała obrażenia, coś musiało się ukryć. Schowała różdżkę, wiedząc, że nie będzie z niej teraz pożytku, póki coś tutaj zakłócało działania zaklęć. Odprowadziła wzrokiem sanitariuszkę, gdy ta wyszła, aby przynieść im wszystko, co udało się zgromadzić w przytułku z eliksirów i maści. Trzeba było liczyć, że znajdzie się tam cokolwiek pożytecznego, co ustabilizuje nieprzytomnego chłopaka.
Błądząc wzrokiem po otoczeniu, szukała wszystkiego, co odbiegało od normy i zobaczyła to. Ciemne tęczówki przeskakiwały od symbolu do symbolu i na płytki wyraźnie naruszone jakiś czas temu, ale nadal zauważalnie ruchome. Dostrzegła cienkie, ledwo widoczne nici magii, przypominały jej żyłki łączące wszystkie symbole ze sobą. Wiedziała, że teraz przydałaby się znajomość, co oznaczają albo chociaż jakiekolwiek przypuszczenie, ale brakowało jej takiej wiedzy. Nigdy nie sądziła, że coś takiego jej się przyda, że dojdzie do sytuacji, gdy w podobnym zakresie zderzy się z własną niewiedzą. Nie mogła jednak nic więcej wskórać. Dlatego postarała się zapamiętać, każdy symbol, jak najbardziej szczegółowo, aby później móc przerysować na pergamin i przekazać lady Burke z czym tu był dość istotny kłopot. Miała przeczucie, że Primrose to zainteresuje.
Słuchała kobiety, kiedy ta wyjaśniała sytuację i potwierdzała przypuszczenia obu. Pokręciła lekko głową z jawną dezaprobatą, gdy akuszerka przyznała, że Tremblay wolał to przemilczeć i zataić. To nie miało sensu, skoro ktoś musiał interweniować. Skinięciem potwierdziła słowa Elviry, pozostając z nią zgodna.
Dopiero wtedy wyciągnęła dłoń po pojemnik ze środkami leczniczymi.
- Mogę? – spytała, ale wcale nie czekała na odpowiedź. Przejrzała szybko zawartość, znała się na eliksirach i maściach, jako uzdrowiciel oraz alchemik, chociaż w tej kwestii od roku dość mocno kulała. Nie miała na to czasu, a wszelkie obiecywanie sobie, że to zmieni kończyły się na słowach, ale nie czynach.- Fiolka wzmacniającego.- odparła, podając ją Elvirze.- Poza tym jedna fiolka z przeciwbólowym, dwa pojemniczki z maścią na odmrożenia i Auxilik razy trzy. Cztery inne wyglądają strasznie niepewnie.- te, które budziły w niej wątpliwość, wydawały się zanieczyszczone. Można było ryzykować z podaniem takich, ale tylko w takim miejscu jak to, gdy nie miało się innych możliwości, żadnego lepszego wyjścia, a chorych całą masę. Wiedziała, że w szpitalu wylądowałyby już w śmieciach, nikt by się nawet nie zawahał. Mając pod ręką alchemików, nie było po co liczyć, że dany środek zadziała zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Tam potrzeba było całkowitej pewności.
Odstawiła szkatułę, spoglądając raz jeszcze na towarzyszkę. Zdecydowanie czekało je dużo pracy, właśnie dlatego nie zwlekała już i wróciła do swojego małego pacjenta, aby teraz skupić się na jego problemie. Bo takich, jak On miała kilku.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]30.01.22 10:06
Zachęcone zabawą z małą lady - wszystkie dzieci były bardziej chętnie do niej niż z początku. Również te, które wydawały się być znacznie spłoszone pojawieniem się magii przy pierwszym razie - tym razem podczas zabw, gdy dziecięce psoty przejawiały delikatnie swoją naturę, nie reagowały już tak gwałtownie. Dorośli jednak wydawali się nawet zadowoleni, że magia nie przejawiała się w bardziej silny czy destrukcyjny sposób. Zabawa, którą mógł obserwować Cornelius miała znamiona magii, jednak nie tak silnej jak oczekiwałoby się po takiej ilości dzieci czarodziejów, która bawiła się w tym miejscu wspólnie. Rzeczywiście zdawało się, że nawet magia dziecięca, mimo swoich przebłysków, w przytułku była czymś zakłócana.

Oddany pracy dla Walczącego Maga Arthur, śledził wzrokiem Corneliusa, jakby szukając cały czas potwierdzenia własnych słów i własnych podejrzeń, że w tym miejscu było coś nie w porządku. Jego samopiszące pióro notowało zawzięcie, a wzrok, mimo że opuchnięty, krążył po twarzach obecnych czarodziejów i ścianach, utwierdzony w słuszności swoich podejrzeń.
Dorothea z drugiej strony zdawała się nie być przejętą potencjalnym zagrożeniem, uśmiechnając się jedynie na odpowiedź Corneliusa. Nie zbliżała się do niego i Orianny, ani również nie próbowała podsłuchać późniejszych rozmów, skupiając się na swoim zadaniu i zdjęciach, do momentu, w którym to Primrose nie zwróciła się do nich.
- Oh, Lady Burke, na pewno doskonale jest obserwować działania rodu Burke na ziemiach innych niż Durrham, takiego rodzaju solidarność jest słodyczą do obserwowania, naprawdę! Czarodziejska społeczność z pewność potrzebuje teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zacząć pomagać sobie wzajemnie... - przyznała pani Pinkstone z niewinnym uśmiechem na wargach. Po chwili jednak dodała:
- Ale moją pełną konkluzję, pozwoli lady, przeleję na papier gazet...
Arthur za to podczas słów reprezentantki Czarownicy, znów czyścił zakatarzony nos. Gwiazdy stanowczo nie układały się w odpowiednich dla niego konstelacjach.
- Z pewnością Anglia usłyszy o słusznych działaniach w Coventry, lady Burke - powiedział pewnie acz zwięźle. - Jeśli lady pozwoli, zostanę tutaj jeszcze aby móc zebrać wszystkie najważniejsze informacje odnośnie dzisiejszego dnia i starannie przekazać je w artykule.

Zarówno Dorothea i Arthur pozostali na terenie Coventry jeszcze przez półtorej godziny, zajmując się rozmową z podopiecznymi przytułku czy sfotografowaniem stanu budynku i tego, jaka została zapewniona pomoc ze stolicy i hrabstwa Durrham. Wydawało się, że można było się spodziewać artykułów wychwalających działania lady Primrose na ziemiach Warwickshire.

Mistrz Gry dziękuje za sprawną rozgrywkę i opuszcza wątek, przekazując w pełni stery Primrose.
Thomas Doe
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Przytułek dla ubogich w Coventry - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]30.01.22 15:18
Jeszcze przez jakiś czas lady Burke przebywała na terenie ochronki rozmawiając z jej mieszkańcami oraz dzieląc się spostrzeżeniami na temat jego stanu z towarzyszami swojej misji. Dowiedziała się też co wydarzyło się w małym gabinecie na tyłach budynku i wiedziała, że koniecznie na ten temat będzie musiała porozmawiać z Elvrią oraz Belvina, które dzielnie i wytrwale pomagały potrzebującym.
Kolejne oblicze wojny, a dokładniej parę: bieda, głód i upadek gospodarki. Chciała coś z tym zrobić, chciał coś z tym robić lord Black, ale czuła, że to za mało. Nie mieli wystarczających środków i zasobów aby to zmienić. Oznaczało, że musiała myśleć poza schematami i znaleźć inny sposób walki z problemami jakie piętrzyły się przed nimi każdego dnia.
Nie mogła pozwolić aby jej prywatna tragedia przyćmiewała większy cel. Zrozumiała, że czekało ją o wiele więcej pracy niż na początku zakładała czytając list od męża Evandry. Zakładała, być może zbyt śmiało, że sam lord Rosier doskonale wie co się dzieje i szuka sposobów na rozwiązanie problemów jakie narastały z każdą minutą wojny. Strach i lęk kładł się cieniem na jej życiu, budziała się i zasypiała wraz z nim ale nie pozwoli aby ją obezwładnił.
W końcu powóz podjechał po lady Burke i lady Orianę, która żegnała się z dziećmi, a Primrose odjeżdżała z przeczuciem, że praca przy ochronce będzie dla niej nie lada wyzwaniem i nie może zrobić tego sama. Potrzebowała wsparcia. Tak się składało, że znała osobę, która nie odmówi jej pomocy i z wielkim zapałem odda się pracy nad tym projektem. Podziękowała dziennikarzom za przybycie na miejsce, podobnie jak Corneliusowi oraz uzdrowicielką. To co zrobili było ledwie kroplą w morzu potrzeb, ale od czegoś należało zacząć.
Zakłócenia magii wybitnie ją niepokoiły i należało się temu mocniej przyjrzeć. Podobnie temu na co zwróciła jej uwagę bratanica. To również było tym o czym wspomniał Tristan w swoim liście. Nie mogła tego od tak zostawić. Musiała skontaktować się z Rigelem i poprosić o jego pomoc.

|zt x 5

|Dziękuję wszystkim za udział w wątku oraz Mistrzowi Gry za moderowanie dziennikarzami i opiekę nad wątkiem.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Przytułek dla ubogich w Coventry - Page 3 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]14.02.22 18:39
|8.03.1958

Przygotowania powrotu do ochronki trwały do paru dni. Primrose pochylała się nad rysunkami run, o których wspomniały wcześniej Belvina oraz Elvira. Część z nich była jej znana, ale nie wszystkie i nie wiedziała dokładnie co oznaczają oraz ich połączenie jakie może mieć działanie. Musiała dowiedzieć się więcej, była na to przygotowana już w momencie, w którym otrzymała list od Tristana. Odwiedziny ochronki i przyprowadzenie prasy było zasłoną dymną do wybadanie co się dzieje w tym miejscu oraz jakie kroki powinna powziąć. Tym razem nie towarzyszył jej sztab ludzi oraz służby. Tego dnia towarzyszyła jej bardzo zaufana osoba. Taka, z którą wiedziała, że może podzielić się swoimi wątpliwościami oraz omówić każdy przypadek bez obawy o ocenę. Lord Rigel Black już od czasów szkolnych, kiedy przebywali w pokoju wspólnym Krukonów stał się niczym starszy brat. To on spędzał z nią długie wieczory nad książkami, to jemu mogła opowiadać o swoich marzeniach i pomysłach na przyszłość. Mieszkańcy domu Roveny Ravenclaw zwykle zwani byli wizjonerami, osobami, które potrafiły podejmować się najcięższych zadań i uparcie dążyli do zrealizowania najbardziej szalonych pomysłów.
W tym przypadku było podobnie. Ograniczone możliwości magiczne, podziemia, w których ktoś przebywał, zakłócenia działania magii leczniczej, co tłumaczyło dlaczego mieszkańcy ochronki nie byli okazami zdrowia. Do tego dochodziło bardziej prozaiczne rzeczy jak brać drewna na opał, przeciekający dach, ograniczenia w dostawie żywności i niemożność znalezienia pracy. To wszystko składało się na serię nieszczęść jaka dotykała to miejsce. Zgodnie z wytycznymi miała to zbadać ochronkę i znaleźć rozwiązanie problemów a następnie przystosować budynek do przyjęcia większej ilości potrzebujących. Wskazówki Corneliusa również były wielce przydatne. Zaskoczona była tym, że nie wiedzieli jak wiele osób mieli pod swoją opieką, posiadali jedynie kartoteki chorych, ale nie mieszkańców. Należało to zmienić. Istniało spore ryzyko, że wśród czarodziei ukrywają się mugole, a to oznaczało, że musieli być bardzo ostrożni.
Ubrana w szerokie spodnie z grubo tkanej wełny oraz czarny płaszcz z kołnierzem ze srebrnego lisa zjawiła się pod ochronką o umówionej godzinie. Na głowie miała kapelusz naciągnięty na głowę i ozdobiony broszką, która jednocześnie była talizmanem, jednym z wielu jakie ostatnio wykonywała. Na widok przyjaciela uśmiechnęła się delikatnie.
-Rigel! - Powiedziała ucieszona jego widokiem. -Dziękuję, że zechciałeś mi pomóc. - Powitała go gdy już był bliżej i zapukała do drzwi ochronki, które tym razem były zamknięte. W czasie kiedy czekali aż zostaną otworzone zwróciła się do lorda Black. -Jak wspominałam wcześniej, w ochronce zauważono zaburzenia magii. Nie działała jak powinna. Ponadto w podziemiach coś lub ktoś się ukrywa. Musimy dokładnie to zbadać. Możemy natrafić na dziwne kombinacje run oraz zabezpieczenia, o których nie jesteśmy świadomi. - Przypomniała czarodziejowi z czym przyszło im się mierzyć. W tym momencie drzwi zostały uchylone, a w progu stanął mężczyzna w sile wieku.
-Lady Burke! Co za przyjemność! - Zawołał radośnie, aż nazbyt głośno i uśmiechnął się szeroko.
-Panie Erneście, dzień dobry. - Powitała mężczyznę i wskazała na przyjaciela.-Lord Rigel Black będzie mi dzisiaj towarzyszył. Zgodnie z zapowiedzią, chciałabym zbadać podziemia ochronki.
-Lord Black, to dla mnie zaszczyt. - Mężczyzna skłonił się głęboko i przepuścił ich w drzwiach. -Może podać państwu napar z ziół? Nie jest to wiele, ale tyle możemy zrobić.
-Dziękuję. Nie ma takiej potrzeby. - Zapewniła go kobieta zaskoczona trochę nerwowością Ernesta, który jeszcze parę dni temu był przewodnikiem Corneliusa po całym budynku. Zastanawiała się czy może po ich odejściu wydarzyło się coś co wpłynęło na równowagę pomocnika zarządcy.
-Czy poprosić panią Tremblay aby przyszła?
-Nie, pójdziemy od razu do podziemi. - Primrose nie chciała czekać i tracić czasu na zbędne uprzejmości. Nastawiona na wykonanie zadania chciała jak najszybciej się za nie zabrać. Ernest przestąpił z nogi na nogę, ale nie mógł nic więcej zaproponować więc skinął głową i wszedł w głąb budynku. Szli kamiennym korytarzem, zimnym oraz smutnym, gdzie z każdego kąta wyzierała bieda i brak środków. Teraz odczuła to jeszcze bardziej niż ostatnio, kiedy mieszkańcy ochronki jeszcze spali lub dopiero zaczynali się budzić. Było ledwo przed świtem. Primrose wybrała taką  godzinę, ponieważ nie chciała aby zbyt dużo osób ich widziało. Ernest zatrzymał się przed ciężkimi drzwiami do podziemi, przekręcił klucz z pęku trzymanych przy pasku. Pchnął je i poczuli jak uderza w nich zapach wilgoci oraz kocy.
-Czy pójść z państwem?
-Nie ma takiej potrzeby. - Odparła bardzo szybko rozpinając płaszcza i podając go mężczyźnie. Pozostała teraz w miękkim swetrze, pod którym skrywała się jedwabna koszula zawiązywana pod szyją na kokardę. Zdjęła rękawiczki oraz kapelusz, ciemne włosy spięte za pomocą ozdobnej spinki, opadały miękko do połowy pleców kobiety miękkim puklami. Ernest prześlizgnął się, może zbyt długo, po sylwetce i ubiorze szlachcianki. Nie tego się spodziewał, a ta ujęła różdżkę w dłoń i powoli zaczęła schodzić drewnianymi schodami na dół.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Przytułek dla ubogich w Coventry - Page 3 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]09.03.22 1:26
Wiadomość, jaką otrzymał od Primrose, bardzo zainteresowała Rigela, mimo że przyjaciółka podała bardzo mało szczegółów. To już kolejny raz, kiedy młody lord miałby do czynienia z miejscem, w którym magia zdawała się ustalać własne zasady. Pozostało tylko wybadać, czy była to wyłącznie specyfika miejsca, odpowiednio dostosowana do konkretnego zadania, czy też coś innego - stworzone od samego początku sztucznie.
Ciekawe. Bardzo ciekawe.
Lord Black zjawił się na miejscu ze skórzaną torbą, zwyczajowo już wypchana najróżniejszymi rzeczami - od prowiantu po proste urządzenia badawcze. Kto wie, co mogło się przydać na miejscu? Ubrany był w krótki, idealnie skrojony ciemnofioletowy płaszcz z miękkiej wełny i proste szare spodnie w delikatną kratę. Strój z jednej strony był elegancki, ale również wygodny - Rigel zdawał sobie sprawę, że nie idzie na proszoną kolację, tylko na, w pewnym sensie, wyprawę badawczą, podczas której nie może ryzykować utraty zdrowia czy też życia przez źle dopasowane do sytuacji ubranie.
-Witaj, Prim. - uśmiechnął się do przyjaciółki, kiedy tylko razem ze swoim skrzatem domowym, teleportował się tuż obok wejścia do przytułku dla ubogich. - Przecież wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Szczególnie, jeśli chodzi o dziwne miejsca.
Przepuścił lady Burke przodem przez drzwi budynku, po czym sam podążył jej śladem, by stanąć twarzą w twarz z nieznajomym mężczyzną. Skinął mu uprzejmie głową, kiedy Primrose zaznaczyła, że będzie jej towarzyszył w badaniach nad miejscową magiczną anomalią.
-Prawdopodobnie ciepły napar przyda nam się, kiedy już skończymy badać podziemia. - czarodziej odezwał się do Ernesta ciepłym tonem. Nie wiedział, czy osobnik próbował zwyczajnie być miły, czy, jak większość ludzi ostatnimi czasy, zwyczajnie podlizać się osobom z wyższych sfer. Nie był to jednak czas na podobne rozważania, gdyż mieli tu sprawę, a nawet całą tajemnicę do rozwikłania.
Młody lord skierował swoje kroki śladami Primrose i dość nerwowego mężczyzny, uważnie rozglądając się dookoła. Miejsce wyglądało okropnie. Biedne, zimne i obskurne.
Nie, ludzie nie zasługują, żeby w takim miejscu mieszkać. Zdaniem Rigela podobne warunki nawet dla zwierząt były wyraźnym okrucieństwem.
Zauważył, że pomocnik zarządcy dziwnie przygląda się Primrose, kiedy ta pozbyła się płaszcza. Sam w odpowiedzi spiorunował go zimnym spojrzeniem, sugerującym, że chyba pozwala sobie zbyt wiele w stosunku do damy. Kiedy osobnik w końcu się oddalił, Rigel cicho zwrócił się do przyjaciółki.
-To miejsce wygląda okropnie… gdybym tylko wiedział, to wziąłbym ze sobą również jedzenie dla tych ludzi. - westchnął - Ale ten cały… Ernest. Jest w nim coś… Nie wiem, jak to ująć we właściwy sposób. Śliskiego?
Black rozpiął swój płaszcz, spod którego dało się zauważyć granatowy sweter poprzetykany srebrnymi nićmi. Nie zamierzał się jednak jego pozbywać. W piwnicy mogło być chłodno.
Przez cały czas skrzat Marudek nie odstępował swojego pana ani na krok.
-Opowiesz, proszę, co już wiesz o zabezpieczeniach tego miejsca? - zadał pytanie rzeczowym tonem.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]09.03.22 10:29
Zejście do podziemi było obskurne i niezbyt zachęcające aby się zagłębić w jego wnętrze. Nie mieli jednak wyboru zwłaszcza, że było zadanie do wykonania. Ściskając różane drewno w dłoni była gotowa do odparcia ataku chociaż żaden z niej był wojownik. Ot, poczucie bezpieczeństwa i błędne przekonanie, że może zdąży. Nie mniej szła uparcie do przodu stawiając ostrożnie kroki na kamiennych schodkach. I choć spodziewała się, że będzie tutaj nieznośnie zimno tak chłód nie był aż tak odczuwalny, jakby ktoś niedawno starał się ogrzać to miejsce. Obejrzała się przez ramię i upewniwszy się, że Ernesta już nie ma zwróciła się do przyjaciela.
-Otrzymali jakiś czas temu pełne wsparcie spiżarni. Problemem jest jakość tego budynku i jego stan. - Odparła poważnym tonem wskazując na korytarz, którym byli prowadzeni do podziemi. -Rozmawiałam z panem Sallowem to sam zauważył, że Ernest podchodzi do prowadzenia przytułku.. zbyt lekko. Jakby się nie przykładał. Sądzę, że warto mu się przyjrzeć i go prześwietlić nim ucieknie lub zrobi coś równie głupiego jak poczuje, że grunt mu się pali pod nogami. - Zeszła kolejnych parę schodków w dół, aż w końcu znaleźli się w podziemiach. Panował nieprzejednany półmrok zmieszany z zaduchem, który nie powinien panować w takim miejscu. -Trochę za ciepło. Nie sądzisz? - Zapytała przyjaciela stając się bardzo czujna i uważna. Każdy szmer i szelest wzbudzał jej niepokój. Potęgowała go jeszcze atmosfera jaka ich otaczała. Czuła wyraźne wibracje magii, takie, które przeszywają na wskroś i nie pozwalają się zbytnio skupić. -Kiedy byłam tutaj parę dni temu panna Multon i panna Blythe zwróciły uwagę, że magia nie chciała się ich słuchać. Ponoć odczuwały pewne zakłócenia, a to uniemożliwiało im leczenie chorych. Nie było to coś normalnego. Widziały coś takiego. - Wyciągnęła z kieszeni spodni rysunek run na jakie natrafiły kobiety w lecznicy. - Miejsce gdzie to widziały będzie w tamtym kierunku. Zobaczymy czy na coś natrafimy. - Wskazała miejsce gdzie chciała się udać. Skręciła w prawo, nadal ostrożna i uważna. -Lumos maxima. - Proste zaklęcie, a jednak nie zadziałało. Primrose zmarszczyła brwi. -Lumos maxima! - Ponownie nic się nie wydarzyło, a kobieta spojrzała zdumiona na swoją różdżkę, a potem na przyjaciela. -Lumos maxima. - Zmarła w lekkim niepokoju, to przecież było proste zaklęcie. Jedno z podstawowych jakich nauczano ich w szkole, a jednak teraz nie była wstanie wykrzesać z różdżki ani jednej kuli światła. -Lumos. - Teraz na końcu różdżki zaświecił płomyk oświetlający niewiele ale przynajmniej coś więcej widziała. -Dziwne… - Mruknęła pod nosem. Najwidoczniej, rzeczywiście były tutaj nałożone zabezpieczenia magiczne, które miały utrudniać użycie zaklęć. Podniosła głowę aby spojrzeć na sufit, szukała run, szukała jakiegokolwiek śladu ingerencji, która miała szkodzić czarodziejom. -Oriana też mówiła, że widziała kogoś, że ktoś jest w piwnicach.
Podejrzewała, że to nie będzie zwykła misja z wyremontowaniem ochronki i pod ostrzałem prasy zapewnienia, że pomoc zostanie udzielona. Nie skończy się tylko na tej wizycie.

|Trzy nieudane Lumos Maxima - 1, 2, 3
|Runy na kartce




May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Przytułek dla ubogich w Coventry - Page 3 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]11.03.22 23:22
Zgadzając się na towarzyszenie Primrose, Rigel uznał, że zdobędzie również informację dla Departamentu Tajemnic, który to ostatnio wyjątkowo skupiał się na dziwacznych magicznych miejscach i efektach, jakie można było zaobserwować na ich terenie. Dlatego Black obiecał sobie, że będzie zapamiętywać każdy, nawet najdrobniejszy szczegół, żeby później napisać o tym miejscu solidny raport. Oczywiście, jeśli odkryją coś ciekawego.
Mężczyzna zamyślił się w odpowiedzi na słowa przyjaciółki.
-Możliwe, że kwestia stanu budynku jest też efektem aury, która zaburza tutejszą magię? Odbudowanie czegokolwiek w takich warunkach prawdopodobnie graniczy z cudem. - przeczesał palcami włosy, sprawiając, że przestały w końcu łaskotać go w twarz. - Możliwe też, że jest to efekt uboczny blokady magicznej - przyspieszone starzenie się budynku. Jest też jeszcze inna opcja…
Zrobił pauzę, ponieważ mówienie o podobnych rzeczach sprawiało mu wyraźny dyskomfort.
-Są ludzie, którzy zrobią wszystko, byleby to tylko im się dobrze żyło… Są w stanie kraść i przywłaszczać sobie dary dla najuboższych. Liczę jednak, że pan Ernest nie należy do tych przypadków.
Czarodziej również zaczynał czuć, że jest mu stanowczo za ciepło - po jego plecach spłynęły krople potu, które to na pewno nie były spowodowane stresem.
-Tak, coś tu jest wyraźnie nie tak. Nie powinno tu być tak… parno. Nie kojarzę też, żeby w okolicach były jakieś termy.
Zsunął płaszcz z ramion i przewiesił go przez rękę. Wydobył również różdżkę. Dotyk zimnego drewna pomógł mu się skupić, ponieważ uczucie pulsującej, otaczającej ich zewsząd magii okrutnie go rozpraszał. Black nie musiał nawet używać zaklęć, czy przyrządów, które spoczywały w torbie, by ją wyczuć. Mieszała się z ciężkim, stęchłym powietrzem, potęgując niepokojące, klaustrofobiczne uczucie.
W półmroku podziemi czarodziej postarał się obejrzeć kartkę, którą pokazała mu Primrose. Niestety nie był specem od run - zaczął nawet żałować, że po skończeniu szkoły kompletnie zapomniał jak ważna może być ta dziedzina.
-Czy jesteś w stanie powiedzieć na tym etapie, co może znaczyć ta kombinacja run? - lekko przekrzywił głowę, uważnie badając wzrokiem linie. - Tak naprawdę wiem o wielu sposobach zabezpieczenia terenu przed wrogimi zaklęciami… ale najczęściej nie są to zakłócenia, tylko zwyczajna blokada jakiejkolwiek magii…
Rigel zmarszczył czoło.
-Tak że może jest to jakieś nowe, eksperymentalne zaklęcie… - urwał i chwycił Primrose za ramię, kontynuując już bardziej podekscytowanym tonem. - Albo może wręcz przeciwnie. Może to jest magiczny relikt przeszłości! Obudzony do życia na chwile? Albo zwyczajnie udało mu się utrzymać tu przez cały ten czas, żeby w końcu ktoś go odkrył? Obie te możliwości wyjaśniałyby niestabilność magii…
Jakby w potwierdzeniu tych słów, zaklęcie, które próbowała stworzyć jego przyjaciółka, nie powiodło się.
-No cóż, prawdy dowiemy się pewnie dopiero, jak już dotrzemy na miejsce. Marudku, oświetl nam drogę. - Black zwrócił się do skrzata, uważnie przyglądając się temu, jak splata magię. Ten pstryknął palcami, wywołując snop srebrnych iskier, lecz również nie udało mu się stworzyć magicznej kuli światła. Dopiero kiedy spróbował po raz drugi - stworzył światło, które mocą mogło się równać Lumos Maxima.
-Rzeczywiście… bardzo ciekawe. - szepnął cicho i podążył za Primrose, zrównując znia krok. Nie miał zamiaru puszczać ją pierwszą. Kto wie, co kryło się w labiryncie korytarzy?
-Ta część jest wyraźnie starsza… co o tym myślisz? - rzucił do przyjaciółki, przyglądając się ścianom i wskazując końcem różdżki na jedną z nich. Rigel nie był może mistrzem historii magii, ale znał się na tym na tyle dobrze, że zauważał zmiany stylów i kolory cegieł oraz kamieni, jakie zostały wykorzystane do budowy piwnicy.
-Mam nadzieje, że jednak nikt na nas nie wyskoczy... No bo kto by chciał się chować w takim miejscu? Może to coś, co tu się ukrywa, to również element zabezpieczenia? Kamienne golemy? Mało prawdopodobne... Chociaż z drugiej strony, byłoby wtedy zupełnie jak w tych dziwnych książkach podróżniczych. Pamiętasz? - czuł, że chyba potrzebna im była taka prosta rozmowa, by trochę rozładować napięcie, które stawało się już powoli nie do zniesienia.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]12.03.22 12:29
Zaburzenia magiczne wibrowały w powietrzu nie pozwalając zebrać na spokojnie myśli. Parna i ponura atmosfera tego miejsca wręcz przytłaczała jakby chciała zniechęcić czarodziei do zagłębiania się w korytarze tego miejsca. Primrose doskonale rozumiał to o czym mówił jej przyjaciel, a im więcej mówił tym bardziej się z nim zgadzała odnośnie stanu budynku i problemów z jego odbudowaniem.
-Myślę, że to działanie tych… zabezpieczeń? - Sama nie wiedziała jak je nazwać i czemu przypisać. Pierwszy raz z czymś takim się spotkała i coraz bardziej się przekonywała, że to nie było zwykłe zabezpieczenie czy blokada. Czuła jak magia wibruje wokół różdżki kiedy chciała stworzyć kulę światła. Widziała jak skrzat Rigela miał problem ze swoją magią, było w tym coś przerażającego i fascynującego jednocześnie. Niczym szaleństwo, któremu nie sposób się oprzeć.
-Patrząc na zapis jaki tu mamy… myślę, że jestem w stanie wyodrębnić ehwaz w.. pozycji odwróconej. - Zmarszczyła delikatnie brwi. -W klątwach oznacza to osłabienie i wyniszczenie, najczęściej organizmu. Poza tym… hagalaz? On utrudnia rzucanie zaklęć. - Pochyliła się mocniej nad kartką, część zapisu była nie dokończona, bowiem osoby, które ją rysowały też wszystkiego nie widziały. -Możliwe, że Isa, czyli niemożliwość podjęcia decyzji. Jeszcze widzę laguz, to by była ospałość i utrudnione przemieszczanie się. A to wygląda jak połączenie czterech othalii w jedno. - Wskazała tym razem na ramę, która zdawała się spajać wszystkie runy razem.-Ogólna niemoc. - Westchnęła cicho, a potem podniosła wzrok na przyjaciela. -Jedno z dwóch albo ktoś się bardzo namęczył aby stworzyć coś tak skomplikowanego i z całym szacunkiem, ale Ernst na takiego nie wyglada, albo ktoś uruchomił coś… co było tu już od dawna. - Uwagi lorda Blacka były słuszne, możliwe, że mają do czynienia z czymś pradawnym i jeszcze im nie znanym. Błysk w jego oku ucieszył ją, ponieważ ostatnio gdy się widzieli były przygnębiony i przygnieciony ostatnimi wydarzeniami. Nie chciała tego wyciągać teraz na wierzch, ale czuła pod skórą, że ich wyprawa pozwoli mu na chwilę zapomnienia i oderwania się od trosk.
Zagłębili się w podziemia nie wiedzą co ich czeka, ale nie mogła rzucić zaklęcia obawiając się, że w najlepszym wypadku się nie uda, a najgorszym odbije się rykoszetem na nich. Zatrzymała się słysząc o zmianach w budowie, podeszła bliżej aby spojrzeć na ściany.
-Masz rację. Ta część jest znacznie starsza i to właśnie tutaj gdzieś nad nami mieści się część medyczna przytułku… - Mimowolnie ściszyła głos. Był to naturalny odruch i choć Primrose nie należała do osób lękliwych tak poczuła jak przez cały kręgosłup przebiega jej dreszcz niepokoju. -Siedzieliśmy wtedy schowani pod kocem i czytaliśmy na głos. - Uśmiechnęła się pod nosem na wspomnienie starych czasów kiedy byli jeszcze dziećmi, a świat wydawał się jedną wielką przygodą. -Stawały się nieruchome pod wpływem światła słonecznego. - Pomimo swobodnej rozmowy poczuli jak atmosfera gęstnieje coraz bardziej, jak zacieśnia się wokół nich niczym niewidzialna obręcz. Oddychanie stawało się utrudnione. Kątem oka wydawało się jej, że zobaczyła błysk na ścianie i gwałtownie się zatrzymała. -Patrz! - Zawołała i podbiegła do ściany. Nie myliła się, widniała na niej odwrócona runa ehwaz. -Taka sama jak na kartce! - Odwróciła się aby spojrzeć na Rigela, ale jego nie było obok. Ani Marudka. Znikęli, a ją znów otoczył półmrok. Gdzie byli? Rozejrzała się gwałtownie. -Rigel?! Rigel! - Zawołała głośno, ale odpowiedziało jej tylko echo, a może słyszała jego głos jak zza ściany?
Rigel zaś obserwując zmiany w budowie podziemi przytułku dostrzegł jak na fakturze ściany widnieją zamazane, stare zapisy. Bardzo podobne do tych na kartce od Primrose. Usłyszał jej głos mówiący “patrz!”, ale gdy się odwrócił kobiety obok niego nie było. Jakby rozpłynęła się w powietrzu. Usłyszał jej rozpaczliwy krzyk jak przez ścianę, przytłumiony i zagłuszony.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Przytułek dla ubogich w Coventry - Page 3 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]13.03.22 1:21
Rigel pierwszy raz spotykał się z czymś, co jednocześnie chroniło dane miejsce, i również je niszczyło. Nie miało to specjalnie większego sensu… no chyba, że wcześniej mieściło się tu kompletnie co innego - coś, co było odporne na efekty uboczne tego starożytnego zaklęcia. Specjalne miejsce? Jakaś świątynia? Trudno było orzec. Pewnie trzeba by było zakopać się w archiwach na długie tygodnie. Niestety, obecnie nie mieli takiego luksusu.
-Konstrukcja zaklęcia wygląda na bardzo archaiczną. - przekrzywił lekko głowę. - Popraw mnie, proszę, jeśli się mylę, ale chyba już dawno runiczne zabezpieczenia tego typu odeszły do lamusa?
Czytał wielokrotnie o tym oraz sam zauważał, że magia dążyła do upraszczania. Coś, co kiedyś było wielogodzinnym, skomplikowanym rytuałem, stało się z czasem prostym gestem różdżki i krótką inkantacją. Rozwój magii i magicznych nauk przecież nie stały na miejscu.
Z każdym krokiem, wiodącym w głąb korytarzy mężczyzna coraz mocniej zaciskał blade palce na gładkim drewnie różdżki. Była ona w tamtej sekundzie niczym kotwica, pozwalająca skupić się na tym, co dzieje się tu i teraz. Dodawała siły i otuchy. Black nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że prawdopodobnie w obecnej chwili jego wierna towarzyszka - różdżka była kompletnie bezużyteczna. Im bardziej zbliżali się do miejsca, które wskazała Primrose, czyli do epicentrum tej przedziwnej mocy, tym bardziej powietrze stawało się coraz cięższe, a otaczająca ich magia pulsowała w skroniach niczym krew.
-Może nasze magiczne światło również unieruchomi te golemy? - odpowiedział z pewnym sensie wymuszonym uśmiechem. Mimo prób prowadzenia spokojnej rozmowy, niepokój, jaki Rigel próbował zagłuszyć, coraz bardziej dawał mu się we znaki. Był jak te nieprzyjemne podszepty, które słyszał w trakcie tych najmroczniejszych dni, kiedy to wzrok sam mimowolnie odnajdywał w jego najbliższym otoczeniu przedmioty o ostrych jak brzytwy krawędziach.
Kusząco-słodkie. Straszne. Upokarzające.
Zatopiony w swoich myślach, nie zdążył wystarczająco szybko zareagować na słowa swojej przyjaciółki, która niczym wystrzelona z łuku strzała, ruszyła w stronę jednej ze ścian.
-Primrose, poczek… - urwał, bo kobieta na jego oczach rozpłynęła się w powietrzu, pożarta przez otaczającą ich ciemność. I już po chwili przyjaciółki już nie było obok. Nie było jej. Nigdzie.
-Primrose! - Black krzyknął, ale jego głos jedynie odbił się tylko echem po pustym pomieszczeniu. - Prim!
Serce czarodzieja biło tak szybko, że odbierało mu dech.
Byli w pułapce.
Tak, to musiała być pułapka. Od samego początku.
Przyszli tu wiedzeni ciekawością i chęcią pomocy innym, po czym utknęli tu na zawsze, jak owady, które skuszone słodkim zapachem, lecą wprost w paszczę mięsożernych roślin.
A przecież mógł to przewidzieć! Mógł! Ale tego nie zrobił. Był zbyt skupiony na głupotach, zbyt pewny siebie. Debil. Idiota. Pozwolił swojej przyjaciółce umrzeć.
Myśli te - ciężkie, niczym ołów, sprawiły, że mężczyzna usiadł na brudnej podłodze i objął rękami kolana. Piękny, drogi płaszcz upadł obok niczym zapomniana szmata. Wydawało się, że z każdym oddechem czarodziej traci cząstkę sił, staje się pusty, kompletnie wyprany z emocji.
Jaki to wszystko ma sens?
Żaden.
Nic nie ma sensu.
I chyba nawet będzie wdzięczny śmierci, jeśli ta zabierze go tu i teraz. Może w innym życiu będzie inaczej.
Lepiej.
Łatwiej.
Wystarczy po prostu zamknąć oczy i poczekać...
I wtedy usłyszał głos Primrose, który dobiegał jakby zza grubej ściany.
Ona nadal tu była! Żyła.
-Prim! - zdobył się na zduszony krzyk. - Powiedz, że nadal tu jesteś. Powiedz, że to ty! Proszę…
Chyba powoli wracał do siebie, zdając sobie sprawę, że myśli, które nim owładnęły - nie należały do niego. Magia… to musiał być efekt zaklęcia. Ale tak trudno było oddzielić własną niemoc od tej, narzuconej przez podstępne zabezpieczenia. Pewnie, gdyby Rigel był oklumentą, poszłoby mu o wiele lepiej.
-Prim, ja wciąż tu jestem. Jestem tu. Błagam, spróbuj rzucić Carpiene… Albo cokolwiek innego, żeby dało się zobaczyć spleciona tu magię. Sam nie dam rady… - mówił szybko, wciąż walcząc z myślami, twierdzącymi, że wszystko, co planują, nie ma najmniejszego sensu. - Może razem uda nam się to rozmontować… Musi być przecież jakieś wyjście.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]13.03.22 10:15
Poczuła jak strach zaczyna paraliżować całe jej ciało. Nie widziała wokół siebie Rigela, nie słyszała go. Nie było też Marudka. Była całkowicie sama w gęstniejącym półmroku, który zaciskał się wokół niej nie pozwalając złapać oddechu.
Umarł?
Nie mógł umrzeć! Nie mógł wyparować! Nie Rigel!
Zaczęła rozglądać się dookoła, starając się znaleźć punkt odniesienia. Podbiegła do miejsca, w którym przed chwilą był Rigel, ale nic się nie wydarzyło. Dłoń zaciśnięta na drewnie różanym drżała, a oddech przyspieszał w panice. Nie mogła się temu poddać.
Myśl Primrose! - Nakazała samej sobie biorąc parę głębszych oddechów. Nie mogła nazywać się Burke jeżeli tak łatwo poddawała się lękom i strachom. Radziła sobie już całkiem nieźle z klątwami. Okupiła to bliznami i sinicą, nie podda się teraz temu.
Rigel mówił, że to archaiczne zaklęcie, miał rację. Ostatnio spotkała się z zapisami jak rytuały wiązano, a dzisiaj wystarczyły odpowiednie odczynniki i właściwy ruch różdżką aby dane zabezpieczenie nałożyć. Niektóre wymagały dłużej inkantacji, poświęcenia wielu sił, ale nadal trwało to krócej niż kiedyś. Wyciągnęła kartkę i spojrzała na runy. Wszystkie w pozycji odwróconej, każda miała miała sprawić, że człowieka dopadnie zniechęcenie, rezygnacja. Mieli nie podejmować próby dalszego chodzenia i szukania, nie mieli szperać. Ktoś lub coś zostało tu ukryte i miało osłabiać magię w samej ochronce.
Walczyła z chęcią porzucenia swojej misji. Chciała usiąść na ziemi i zwyczajnie czekać na ratunek lub śmierć.
Wtem do zniechęconego umysłu dotarł głos przyjaciela.
-Rigel! - Zawołała głośno, czy ktoś na górze ich usłyszy? -Rigel! Jestem! Nic mi nie jest! Mów cały czas do mnie! - Nadzieja wlała się gorącą falą w serce młodej lady. Jeszcze nic straconego, rozwiążą tę zagadkę, odnajdą się i wrócą bezpiecznie do domu. Rzucić zaklęcie i spleciona magia! Tak, to było genialne samo w sobie! Rozejrzała się znów, gdzieś musi widnieć kolejna runa, na której może skupić całą swoją magię. Wtem dostrzegła wyblakłą, ale wyraźnie wyrytą w kamieniu isę. Wycelowała w nią różdżkę. -Finite Incantatem. - Pomyślała i skupiła całą swoją uwagę na runie. Magia wokół różdżki wyraźnie zawibrowała i wystrzeliła w stronę zapisu na ścianie. Poczuła jak coś zaczyna się dziać, jak nałożone, stare zabezpiecznie zostało naruszone, niczym tafla nieruchomego lustra. Dostrzegła jej wibracje i załamaną sylwetkę przyjaciela, który znajdował się po jej drugiej stronie.
-Rigel! - Zawołała -To działa! To działa! - Musieli tylko znaleźć jakiś sposób. -Szukaj runy! Spróbuj ją zdjąć finite. Gdzieś czytałam w jakieś książce, że te stare zabezpieczenia należy zdejmować będąc w okręgu! - Wiedza i zdobyte informacje same do niej wracały w dobie kryzysu. Jeżeli połączą razem siły to odnajdą rozwiązanie. Rozejrzała się za czymś czym mogła by narysować okrąg wokół siebie. Przecież chodziło też o symbolizm i ruch oraz intencje więc jak zaznaczy zarys koła za pomocą własnej stopy na ziemi to powinno zadziałać. Prawda?

|Udane Finite, st.50



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Przytułek dla ubogich w Coventry - Page 3 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Przytułek dla ubogich w Coventry [odnośnik]14.03.22 0:40
Walka z magią tego miejsca przypominała próby wydostania się z okropnego, cuchnącego bagna. Każdy ruch, każdy przejaw nadziei sprawiały, że okrutna siła - kwintesencja poczucia niemocy i bezsensu z niespotykaną siłą wciągała ofiarę coraz głębiej w swoje sidła. I tylko czekała aż przestanie się rzucać i pozwoli się do reszty pochłonąć.
Rigel czuł to wyraźnie. Każda próba zrobienia czegokolwiek ponad siedzenie w kącie przeklętego pomieszczenia kosztowała go ogromne pokłady energii.
-Ja… spróbuję. - odpowiedział. - Ale nie wiem o czym. Chciałbym już po prostu stąd wyjść…
Mógł jej powiedzieć, co teraz słyszy. Jak słodkie głosy obiecują mu ostateczne ukojenie - wystarczy, że tylko tu zostanie, położy się i poczeka na koniec. Przecież tam, gdzieś tam poza tą ciemną piwnicą, czeka go tylko ból i rozpacz.
Jest taki słaby. Za słaby, by mierzyć się ze światem.
Beznadziejny. Zbędny.
I każda próba, jaką kiedykolwiek podejmie, zakończy się sromotną klęską.
Myśli te ponownie przerwał głos Primrose, która chyba odkryła sposób, jak się tego pozbyć - jak się stąd wydostać.
-Spróbuję poszukać. Tu jest tak straszliwie brudno… - poskarżył się na głos, uważając, że chyba lepiej jest wyrażać swoje niezadowolenie nawet na takie drobne rzeczy, niż się z nimi godzić. To by oznaczało ostateczną przegraną.
-Marudku, jak zauważysz jakikolwiek symbol na którejś ze ścian - daj mi znać. - zwrócił się do skrzata, po czym z pewnym trudem podniósł się na nogi, by rozpocząć poszukiwania. Istota wyglądała na bardzo przejętą stanem zdrowia swojego pana - zupełnie jakby nic sobie nie robiła z efektów, wynikających z zabezpieczenia tego miejsca. Ciekawe.
Ale nie było czasu zastanawiać się nad tym ani chwili dłużej.
Czarodziej zdał sobie sprawę, że może faktycznie nie potrzebuje widzieć całej konstrukcji zaklęcia, żeby je rozpleść. Starożytna magia, mimo iż rządziła się tymi samymi zasadami, była skonstruowana w inny sposób, a to by tylko wszystko skomplikowało i znacząco utrudniło jej szybką i skuteczną dezaktywację. Za dużo bodźców i możliwości, które tylko kosztowałyby ich cenne minuty. A w obecnej sytuacji każda chwila była na wagę złota.
Tak że może trzeba podejść do wszystkiego o wiele prościej. Rigel nie był wielkim fanem podobnych rozwiązań, ale nie mógł przecież wybrzydzać.
W ogromnym skupieniu przyglądał się ścianom, ale nie widział niczego, co mogłoby przypominać runy. Dlaczego był taki głupi?
Ślepe beztalencie.
Miernota.
Ale młody lord tylko mocniej ściskał pięści i uważniej wpatrywał się w kamienne ściany korytarzy, uparcie kontynuując poszukiwania. Poczucie obowiązku nie pozwalało mu się poddać. Życie jego przyjaciółki teraz leżało w jego rękach. Ona już zrobiła, co mogła.
Tylko gdzie jest ta przeklęta runa?!
-Panie lordzie Black… czy tego pan lord szukał? - Marudek ostrożnie zapytał, wskazując kościstym palcem na coś na ścianie. Niewyraźny linie, przykryte solidną warstwą kurzu i pyłu.
Rigel szybko ruszył w stronę skrzata, żeby przyjrzeć się znalezisku.
-Na Merilna, to jest to! - wykrzyknął, czując prawdziwą ulgę. - Prim, mamy runę!
No to teraz pozostawało tylko ją rozbroić.
Myślisz, że ci się uda? Głupcze.
Idioto.
Przecież wiesz, że nie ma to najmniejszego sensu…
Black mocno zacisnął powieki i energicznie pokręcił głową, próbując pozbyć się tych wszystkich szeptów. Było to naprawdę trudne. Przecież tak łatwo się poddawał. Zawsze. Wszędzie.
Ale nie tym razem.
Tym razem wszystko będzie inaczej.
I Rigel z chirurgiczną precyzją wyrysował w pyle różdżką na ziemi okrąg, znajdując się w samym jego środku, po czym z nie zwykłą dla siebie determinacją wykonał już dawno zapomniany gest.
-Finite Incantatem! - ryknął, przelewając w zaklęcie wszystkie skumulowane emocje. Potężne zaklęcie pomknęło w stronę runy i z impetem uderzyło w nią oraz w całą związaną z nią magiczną konstrukcję. Coś zaczęło pękać, trzeszczeć, jakby zostały zrywane kolejne misternie i trwale splecione połączenia. Zostały zwyczajnie wypalone przez magię Rigela.

|Finite - krytyczny sukces


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647

Strona 3 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Przytułek dla ubogich w Coventry
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach