Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Łąki pod Elkstone
AutorWiadomość
Łąki pod Elkstone [odnośnik]15.08.21 19:19
First topic message reminder :

Łąki pod Elkstone

Odkąd z wioski w Gloucestershire odeszli przerażeni anomaliami mugole, tereny otaczające miejscowość powróciły w pełni pod władanie natury. Niekoszone trawy porosły chwastami, wydeptane niegdyś ścieżki zanikły pod pierzyną budzącej się do kwitnięcia roślinności, a zbudowane siłą rąk społeczności malutkie place zabaw pokryły się rdzą, drewniane konstrukcje ubogich altan podgniły i opadły bezwładnie na ziemię. Na próżno szukać tutaj ludzkiego kompana. Majaczący nieopodal las rozrósł się natomiast swobodnie: drzewa wciąż noszące ślady wspomnień anomalii hulających nad Brytanią wyglądają na powyginane w przeróżnych, wręcz nienaturalnych kierunkach, spoglądając na przylegające do ich ścian otwarte tereny w dość posępny sposób. Podobno nic tu nie jest już takie, jak być powinno.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Łąki pod Elkstone - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Łąki pod Elkstone [odnośnik]23.01.22 13:45
|Wracamy z szafki

Gdy ostatni przeciwnik padł poczuł jak opuszczają go siły, jak energia magiczna wręcz powoduje zmęczenie i chęć snu. Przeciwnicy leżeli spętani na ziemi albo oszołomieni. Potoczył spojrzeniem po kobietach, które wraz z nim walczyły.
-Jak się czujecie? - Zapytał sam nie opuszczając jeszcze różdżki, cały czas w stanie gotowości do walki. Chciał już zakończyć misję, ale wiedział, że mieli jeszcze jedno zadanie do wykonania. Dotrzeć do obozowiska mugoli i pomóc im bezpiecznie dostać się do ziem sojuszu.  Wyprostował się kiedy oddech już się wyrównał i stres zaczynał powoli z niego schodzić. Dał odpowiedni znak Kieranowi oraz Steviemu, tym samym wiedząc, że ci zaraz się zjawią i zajmą się odpowiednio jeńcami.  -Obóz mugoli znajduje się tam, tak? - Wskazał kierunek, w którym rzeczony obóz miał się znajdować. Po czym skierował tam swoje kroki. Trasa na szczęście nie była bardzo długa, ale i tak go zmęczyła. Zapadając się w śniegu musiał walczyć z oporem zasp, zmuszać ciało do jeszcze większego wysiłku; mróz zaś niczego nie ułatwiał. Usłyszał głosy przed sobą i dostrzegł wartowników, którzy mierzyli do niego z broni. Doskonale ją znał, jego ojciec też taką posiadał. Natychmiast uniósł ręce do góry w geście poddania się.
-Nie strzelajcie! - Zawołał -Oczyściliśmy wam drogę. Szmalcownicy zostali obezwładnieni. Chcemy wam pomóc przejść dalej.
Dźwięk odkładanej broni bardzo go ucieszył, nie chciał jeszcze mierzyć się z kulami. Widział jakie spustoszenie potrafią siać w ludzkim organizmie.
-Wyglądasz koszmarnie człowieku. Myślałem, że to jeden  nich. - Oznajmił jeden z wartowników podchodząc do Greya bliżej.
-Czyli dobrze się kamufluję. - Starał się obrócić wszystko w żart, w lekką rozmowę, ale nie było to proste gdy ciało domagało się odpoczynku a on je forsował dalej. -Zbierzcie swoje rzeczy jak najszybciej. To, że pokonaliśmy jednych nie znaczy, że zaraz nie wrócą nowi. - Wskazał na rozłożone na ziemi koce, ślady po ogniskach i puszki z resztkami jedzenia. Wartownicy kiwnęli głowami i zaczęli poganiać ludzi. To będzie długa noc…


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Łąki pod Elkstone [odnośnik]29.01.22 17:59
Nie była pewna, ile trwały walki na barykadzie – kwadrans? A może znacznie dłużej? Zmęczenie, które objawiało się pod postacią dojmującego zimna, ciążących kończyn, sugerowało, że pojedynek trwał niemalże za długo. Potrzebowała odpoczynku, warunków odpowiednich do odzyskania nadwątlonych sił, lecz jeszcze nie mogła sobie na to pozwolić – żadne z nich nie mogło. Musieli upewnić się, że żaden z przeciwników nie powinien im już zagrozić, a między drzewami nie czai się żaden kolejny szmalcownik. Westchnęła z namiastką ulgi dopiero wtedy, gdy sprowadzili do siebie pilnujących jeńców towarzyszy. Z pomocą Kierana i Steviego udało im się rozbroić i spętać łańcuchami pozostałych agresorów; jeden z nich – ten, który stawiał tak zaciekły opór i sprawił im trochę problemów – wyglądał, jak gdyby potrzebował pilnej pomocy uzdrowiciela. Żołądek związał się jej w supeł; nieopodal znajdowali się tacy, którzy potrzebowali jeszcze pilniejszej opieki.
Było blisko... – mruknęła to do Greya, to do pozostałych. I choć bezpośrednie zagrożenie zostało zażegnane, nie mogli opuszczać gardy. – Czy myśli pan, że w tej sytuacji możemy już poinformować lorda Abbotta, że udało nam się oczyścić teren? – dodała do Rinehearta w formie podsumowania ich dotychczasowych wysiłków, podejrzewając, że najpewniej wszyscy podzielają to samo zdanie. Nie było na co czekać, oczekujący ich powrotu sojusznicy powinni być gotowi na przybycie potrzebujących natychmiastowej pomocy mugoli. A także pojmanych wrogów. Kto wie, ile cennych informacji uda im się wyciągnąć od tej grupy? Oczywiście, kiedy już przeprowadzą serię wnikliwych przesłuchań. Potrzebowali kilku minut, by ustalić dalszy plan działania; zabezpieczający tyły mężczyźni mieli posłać do Dunster Castle patronusa z krótkim raportem, zaś ich grupa ruszyć w kierunku, gdzie powinni odnaleźć grupę pod przewodnictwem Cyrusa Feathera. Tylko jak głodujący, wyziębieni uciekinierzy mieli zareagować na ich widok...?
Miała szczerą nadzieję, że to już koniec przygód na dziś; wciąż jednak nie mogła się rozluźnić, dopóki nie nawiążą kontaktu z czarodziejem, który napisał swój rozpaczliwy list do sir Romulusa. Każda minuta była na wagę złota, śpieszyli się jak tylko mogli, lecz czy nie było za późno...? Stawianie kolejnych kroków w wysokich, grubych zaspach śniegu stanowiło dodatkowe wyzwanie. Starała się jednak stąpać po śladach towarzysza, który zaoferował się, że pójdzie przodem. Coś – zapewne zmęczenie – sprawiło, że zauważyła wartowników dopiero wtedy, gdy zaczęli mierzyć do nich z broni. Cholera. Zanim zdążyłaby się odezwać, powołać na nazwisko Abbottów, stery przejął Herbert. Wwierciła wzrok w jego plecy, gdy podnosił ręce może i chcąc okazać dobrą wolę, ale przy okazji stając się zupełnie bezbronnym. – Otrzymaliśmy list od Cyrusa Feathera, to dzięki niemu dowiedzieliśmy się o waszej sytuacji. I o barykadzie – postanowiła dodać na tyle spokojnie, na ile była w stanie, gdyby wartownicy z dziwnymi, przerażającymi przedmiotami w dłoniach wciąż mieli jakieś wątpliwości. Nigdy wcześniej nie napotkała mugoli, którzy posługiwaliby się takimi... rurkami. Słyszała jednak, że potrafiły pluć ogniem i nie chciałaby się o tym przekonywać na własnej skórze. Wyglądało jednak na to, że Grey skutecznie rozluźnił atmosferę, a wspomnienie Cyrusa – który niewiele później dołączył do nich i pomógł zmobilizować wymęczonych, zziębniętych ludzi do zebrania obozowiska – przekonało ich, że nie mają do czynienia z wrogiem.
Z ukłuciem smutku obserwowała krzątających się dookoła uciekinierów; niektórzy z nich nie dożyli tego momentu, tak przynajmniej usłyszeli od Feathera. Wciąż jednak wielu mogło mieć nadzieję na lepsze jutro. Byle tylko doprowadzić ich do pana Becketta, a później podzielić na grupy i skorzystać z jego świstoklików. Wtedy los potrzebujących miał zależeć już tylko od zebranych w Dolinie Godryka magomedyków i wolontariuszy.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Łąki pod Elkstone [odnośnik]31.01.22 14:04
Zwykle dzięki adrenalinie trzymała się na nogach. Niejednokrotnie widziała jak jej ciało choć kompletnie wycieńczone stawia kolejny krok. W takich chwilach człowiek nie myśli o odpoczynku, nie skupia się na tym by znaleźć bezpieczne miejsce do regeneracji. Podczas starcia liczy się jedynie wynik i możliwości. Dopiero gdy kurz opadnie, a w głowie pojawi się myśl, że to już koniec, człowiek zaczyna odczuwać zmęczenie każdą komórką ciała. Ten ostatni z przeciwników dał popis jakiego już dawno nie widziała. Nie wiedziała czy to szczęście mężczyzny czy może doświadczenie w boju, ale w starciu z trójką naprawdę zdolnych Zakonników szmalcownik nie oddał walki. Nie był to podziw, a jedynie zaskoczenie. Już dawno nie brała udziału w tak trudnym do zwyciężenia pojedynku. Na szczęście się udało, a ona zaczęła odczuwać nie tylko zmęczenie, ale też ból. Bolały ją mięśnie, bolała ją głowa, czuła, że czeka ją regeneracja, bo w takim stanie niewiele by mogła już zdziałać. – Jest lepiej niżeli wygląda – dodała chociaż pewnie trochę mijała się z prawdą. Wszyscy wyglądali na zmęczonych, ale przez to zmęczenie przebijała się też ulga. Porażka na ostatniej prostej bolała najbardziej.
Kiedy na horyzoncie pojawili się ich towarzysze Lucinda wiedziała, że to sygnał by doprowadzić do końca to starcie. Musieli zakomunikować mugolom, że są bezpieczni i już nie muszą się obawiać szmalcowników. Dla niej to wciąż było dzikie. Czasami miała wrażenie, że to wszystko nie może się dziać naprawdę, że ludzie nie mogą tak cierpieć tylko dlatego, że ktoś wyraził na głos swoją niechęć. Za każdym razem gdy docierała do takich miejsc miała wrażenie, że się budzi ze snu. Widząc rozpacz ludzi koczujących w prowizorycznych obozach czuła jakby ktoś kopnął ją w brzuch. Niby robili dużo, niby pomagali jak mogli, ale to wciąż było zbyt mało. To wciąż nie wystarczało. Blondynka podeszła bliżej kiedy mężczyzna celujący z broni do Greya opuścił pistolet. Nie chcąc kusić losu podeszła do jednej z kobiet, która starała się jak najszybciej zebrać swoje rzeczy. To samo zrobili inni mieszkańcy obozu. Powstał chaos, który musieli szybko ogarnąć aby wszystko poszło po ich myśli. – Niech pani weźmie dziecko, ja zbiorę te rzeczy. Wszyscy, którzy są już gotowi powinni zebrać się w jednym miejscu. Jak ktoś potrzebuje pomocy to śmiało krzyczcie, musimy to zrobić szybko i tak by nie zwrócić na siebie większej uwagi. – nie oszukujmy się… przy tak licznej grupie było to naprawdę trudne.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Łąki pod Elkstone - Page 3 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Łąki pod Elkstone [odnośnik]01.02.22 11:51
Działania wojenne jakich się podejmowani nie należały do najłatwiejszych, ale moment, w którym mogli komuś pomóc wynagradzał wszystko. Ulga na twarzy jaka malowała się u ocalałych była warta tego zmęczenia. Wraz z kobietami rzucił się do pomocy. Zbierał koce, podawał rzeczy do schowania w plecakach, składał namioty, gasił ogień. Wszystko co mogło przyspieszyć ich ewakuację, bo nie mieli za wiele czasu. Każda minuta była na wagę złota. Mugole byli zziębnięci i zmęczeni, ale nie mogli pozwolić sobie teraz na przestój. Droga była czysta i musieli z tego skorzystać.
-Czekają już na was uzdrowiciele. - Powtarzał za każdym razem kiedy był zaczepiany, że są wśród uchodźców chorzy i wymagający opieki medycznej. On nie był wstanie już im pomóc, był na skraju wytrzymałości i musiał teraz dbać o samego siebie. Jeżeli padnie na nic się im zda, a tylko przysporzy kłopotu. Musiał ich ponaglać, zachęcać aby zbierali szybciej cały swój dobytek. Za każdym razem gdy patrzył na uciekinierów zastanawiał się czy byłby w stanie opuścić Greengrove Farm, porzucić dom i udać się w nieznane, nie mając pojęcia jaka przyszłość go czeka. -Pierwsza grupa za mną, proszę! - Zawołał widząc, że ludzie zbierają się już w skupiska zgodnie z poleceniami jakie wydawały im czarownice. Uniósł do góry dłoń aby uwaga jednej z grup skupiła się właśnie na nim. Po czym machnął i wskazał, w którym kierunku będą iść. Czekał już tam Stevie ze świstoklikami. Krótka instrukcja obsługi, informacja jak działa ten środek transportu i zapewnienie, że nic im się nie stanie. Bali się, nie ufali, ale w sumie nie mieli innego wyjścia jak uwierzyć na słowo, że nic im się nie stanie. Zebrali się wokół starego widelca i po chwili już ich nie było. Zawrócił aby zebrać kolejną grupę i następnie odprowadzić ją do wytwórcy świstoklików. Musieli być dla uchodźców łagodni, a jednocześnie stanowczy, nie pozwolić aby panika i strach przejęły nad nimi panowanie, co wcale nie było takie łatwe kiedy byli wygłodniali i zmęczeni.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Łąki pod Elkstone [odnośnik]07.02.22 14:16
Nie mogła pozbyć się podskórnej obawy, która pojawiła się wraz z widokiem mugolskich wartowników, a raczej trzymanych przez nich przedmiotów. Nigdy wcześniej nie znalazła się tak blisko obcych, niezrozumianych, a przez to budzących lęk broni. Napięcie objawiało się w ściągniętych ramionach i palcach raz po raz wsuwających do kieszeni płaszcza, by w próbie dodania sobie otuchy muskać znajome drewienko różdżki; tylko dzięki niej nie była całkowicie bezbronna. W głowie uparcie powtarzała, że to już prawie koniec, że najtrudniejsze za nimi. Prawda? Pokonali i obezwładnili wszystkich przebywających w okolicy szmalcowników, a skoro żaden nie zdołał uciec, pozostali nie powinni dowiedzieć się o tej zasadzce. Przynajmniej – jeszcze nie teraz. Kwestią czasu było, aż dotrą tutaj nowi strażnicy lub obiecany przez Ministerstwo transport żywności.
Choć mięśnie paliły bólem, a w myśli zakradało zwątpienie, śladem towarzyszy ruszyła do rozemocjonowanych, próbujących naprędce zebrać cały swój dobytek ludzi. Było ich zbyt wielu, by działaniami całej grupy mógł koordynować sam Feather. Wymęczeni, zmarznięci, zapewne również głodni, balansowali między w pełni zrozumiałą ulgą a dyktowaną pośpiechem paniką. Musieli czuć, że goni ich czas, a jednocześnie nikt nie chciał zostać w tyle, przegapić swojej jedynej szansy na ratunek. Nad ich głowami nie wisiało obecnie widmo ataku łowców głów, lecz jak wielu spośród uciekinierów było chorych? Nie każdy uzdrowiciel znał się na anatomii niemagicznych, próbowała jednak wierzyć, że wystarczy im rąk do pomocy, by zaopiekować się wszystkimi, którzy tego potrzebowali.
Zachrypniętym głosem informowała kolejne napotykane osoby o planie działania – o czekających niewiele dalej środkach transportu i medykach, których mieli spotkać w Somerset. Nie zamierzali przecież pozwolić, by ktokolwiek został pominięty, zagubił się w tłumie, dlatego też zwróciła się do Cyrusa z prośbą o wsparcie przy ustalaniu priorytetów. On znał swoich ludzi najlepiej, ich problemy, dolegliwości. I wiedział, ilu spośród uciekinierów prowadziło ze sobą dzieci – maleńkie, znacznie podatniejsze na trudne warunki, z którymi przyszło im się mierzyć.
Herbert przywołał do siebie pierwszą grupę drżących, rozgorączkowanych ludzi, ona ruszyła jego śladem niewiele później, prowadząc ze sobą kilka rodzin, a także kulejącą kobietę, dla której przebycie tego dystansu było niemałym wyzwaniem; choć sama była już niezwykle zmęczona, starała się wesprzeć chwiejącą się, trawioną gorączką staruszkę własnym ramieniem. W końcu dotarli do polany, gdzie wciąż czekali na nich Rineheart z Beckettem, choć kwadrans ten ciągnął się niemalże w nieskończoność. Poinformowała towarzyszy o tym, co zastali w obozie i ilu osób powinni się jeszcze spodziewać. Czy świstoklików miało wystarczyć...? Ktoś również powinien zająć się zniszczeniem barykady, kiedy już zabiorą stąd wszystkich potrzebujących.
Chwyciła za prostą, zieloną chusteczkę, która powinna zabrać ich ku bezpieczeństwu i skupiła wokół siebie wyraźnie przestraszonych mugoli; musieli jej zaufać, uwierzyć na słowo, nawet jeśli przerażała ich wizja przeczącej prawom logiki, ich logiki, podróży. Nie mogła puścić ich samych, potrzebowali towarzysza, który był w stanie zrobić użytek z czarodziejskiego wynalazku. Wpierw poinstruowała pozostałych, jak działa ten środek transportu, że muszą się mocno trzymać oraz że ciągnięcie od żołądka jest czymś całkowicie normalnym, po czym uruchomiła świstoklik, by wraz z nimi zniknąć z zaśnieżonego, skąpanego w półmroku lasu.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Łąki pod Elkstone [odnośnik]08.02.22 10:45
Wszyscy byli dla siebie obcy. Spotkanie dwóch światów, które istniały obok siebie, ale rzadko kiedy się przeplatały. Współczuła tym ludziom, bo przecież to nie była ich wojna, nie powinni poczuć na sobie jarzma kolejnej bitwy, bo przecież własną niedawno zakończyli. Lucinda nie znała się zbytnio na historii mugoli, nie wiedziała jakie są ich przyzwyczajenia, nie potrafiła prawdopodobnie zrozumieć ich w taki sposób w jaki by oczekiwali, ale znała strach. Potrafiła go rozpoznać, wyczuć i bez względu na to czy w danej osobie tkwiła magia czy też nie, to strach był ten sam. Właśnie strach mogli razem dzielić i idąca za nim wizja ucieczki. Każdy finalnie marzył jedynie o tym by się uratować. Znaleźć się w bezpiecznym miejscu daleko od reżimu, daleko od ludzi, którzy chcą zrobić im krzywdę.
Poruszenie było wskazane. Cieszyła się, że uniknęli niepewności, która przecież mogła się pojawić wraz z ich przybyciem. Mugole mogli odmówić, mogli ich obecność zrozumieć opatrznie, widzieć w tym pułapkę, ale na szczęście uniknęli namawiania ludzi do podjęcia jednej z najważniejszych decyzji w ich życiu. Blondynka cieszyła się też w duchu, że zdążyli. Chociaż mieli przesłanki co do tego by myśleć, że zdążą uchronić mugoli przed ich okropnym losem, to jednak bała się, że każda minuta, którą poświęcili na walkę ze szmalcownikami mogły przesądzić o ich losie.
Lucinda pomogła kolejnym obozowiczom zebrać swoje rzeczy. Nie było tego zbyt wiele, właściwie pojedyncze rzeczy, które mieli przy sobie zanim trafili do obozu, ale blondynka nie miała serca, żeby im to odebrać. W końcu nagle znaleźli się w obcym dla siebie miejscu, w obcym świecie, który był brutalny, pełen przemocy, cierpienia i krwi. Widząc jak Herbert prowadzi pierwszą grupę w stronę świstoklików zaczęła się organizować z kolejną. W ostatnim czasie wiele takich grup już trafiło w jej ręce. Zdawała sobie sprawę z tego, że ich uzdrowiciele mają ręce pełne roboty. Czasem zastanawiała się skąd biorą na to siłę. Odkrywali kolejne obozowiska i kolejni ludzie trafiali w ręce Zakonu. Potrzebowali jedzenia, wody, leków i miejsca do spania. Niby nie tak dużo, ale Oaza też miała swoje ograniczenia. Coraz częściej zdawała sobie z tego sprawę i coraz częściej zastanawiała się co jeszcze mogą zrobić by pomóc ich małej ojczyźnie się rozwijać. Magia też miała swoje limity, swoje granice.
Nagle do Lucindy podszedł mężczyzna będący podporą dla utykającej kobiety. – Jestem lekarzem – zaczęła spoglądając na blondynkę tak jakby ta miała wiedzieć co to właściwie oznacza. – Leczę ludzi, uzdrawiam – wyjaśnił widząc widocznie jej dezorientację. – Będę mógł pomóc waszym… uzdrowicielom. – dodał, a blondynka w końcu zrozumiała. Skinęła głową. – Proszę iść przodem, najlepiej jak znajdziesz się w kolejnej grupie, będziesz mógł podać uzdrowicielom najważniejsze informacje. – dodała i przejęła od mężczyzny pieczę nad utykającą kobietą. – Już niedaleko. – obiecała. – Już naprawdę niedaleko.


z.t x3


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Łąki pod Elkstone - Page 3 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Łąki pod Elkstone [odnośnik]17.03.22 20:36
Wieści o trudnej sytuacji zmierzających w stronę Półwyspu Kornwalijskiego uchodźców nie zostały zignorowane - a szybkie i zorganizowane działania pozwoliły członkom Zakonu Feniksa na skuteczne udzielenie pomocy mugolom. Wykonany przez czarodziejów rekonesans zdradził przed nimi liczebność i położenie wrogów, dzięki czemu rozbrojenie stworzonej przez szmalcowników barykady obyło się bez niepotrzebnych ofiar. Odnalezione obozowisko składało się z ludzi wycieńczonych, zmęczonych długim przebywaniem na mrozie, ale sprawna ewakuacja i udzielona w leśnej lecznicy pomoc sprawiła, że podróż przetrwali wszyscy - nawet jeśli niektórzy potrzebowali kilku tygodni na dojście do siebie. Odzyskawszy siły, odnaleźli schronienie w Somerset. Część z nich, wdzięczna czarodziejom za ratunek, zdecydowała się wesprzeć wysiłki Zakonu Feniksa i ich sojuszników - swoje usługi zaoferowali medycy, krawcowe i doświadczeni w pracach budowlanych mężczyźni, przyczyniając się do poprawy sytuacji w hrabstwie.

Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Łąki pod Elkstone - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Łąki pod Elkstone
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach