Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Obojętnie dokąd uciekniesz...
AutorWiadomość
Obojętnie dokąd uciekniesz... [odnośnik]18.08.21 20:41

lipiec 1944; okolice Sheffield


Zaciskała kurczowo, drobne dłonie na uwiązie srokatej klaczy, która spokojnie szła obok, pochylając łeb dość nisko, aby nie musiała zadzierać rąk do góry. Uwielbiała te zwierzęta, zwłaszcza należące do taboru. Były mądre, nauczone współpracować z człowiekiem do stopnia, który codziennie zaskakiwał. Srokata, jednak wybrała dziś trochę wolność, oddalając się na tyle, by przez dłuższy czas trzeba było jej szukać. W końcu odnalazła się na łące parę kilometrów dalej, sycąc się nienaruszoną przez inne konie trawą. Znalazła ją z bratem, który teraz szedł nieco z tyłu, dyskretnie przepychając zwierzę do przodu za każdym razem, gdy stawało. Oglądała się na niego, co pewien moment prosząc, aby nie pomagał jej. Chciała sama, potrafiła. Nie ważne, że miała tylko sześć lat. Mogła poradzić sobie z klaczą, była dość duża!
- Luke, przestań.- rzuciła w końcu, lecz w kontrze usłyszała tylko śmiech brata i obietnicę, że więcej nie będzie. Kłamał. Oddała trzymany uwiąz, dopiero kiedy znaleźli się wśród rozstawionych wozów.
Spojrzała na niebo, pogoda była świetna na zabawę. Nie zamierzała tego zmarnować, dlatego zaciskając palce na materiale sukienki, podbiegła do jednego z wozów, uważając, aby nie przydepnąć materiału.
- Dzień dobry, pani Doe! – przywitała się ze starszą kobietą, wesoły głosik rozbrzmiał w powietrzu.- Znalazłam srokatą, była na łące! Brakowało jej trawy, tylko dla siebie. Chyba nie jest zbyt chętna dzielić się z innymi końmi.- uśmiech rozpromieniał drobną twarzyczkę, lecz zaraz osłabł.- Może ich nie lubi? – zastanowiła się, ale zaraz skupiła bardziej na wyraźnie zmartwionej kobiecie.- Coś się stało, pani Doe? – spytała z grzeczności, której nauczyła ją matka. Zawsze powtarzała, że dla swoich powinna być miła i pomocna. Kiwała delikatnie głową, kiedy babcia rodzeństwa Doe, poskarżyła się, że nie może znaleźć najstarszego z trójki po jakiejś kłótni z obcymi. Sama nie widziała go cały dzień, ale była zajęta. Miała przecież ważne rzeczy na głowie.
- Poszukam go.- zaproponowała.- Będę mogła później pobawić się z Sheilą?- spytała z nadzieją, że usłyszy zgodę. Z drugiej strony, czemu miałaby nie? Lubiły się przecież, a dzień był zbyt ładny. Dostając podpowiedź, gdzie powinna sprawdzić, nie zwlekała, zaczynając właśnie od tych paru miejsc. Czuła się zawiedziona, gdy w kolejnych nie znalazła Thomasa. Wypuściła powietrze z płuc, zła, że tyle to trwa. Była jednak zbyt uparta, aby dać za wygraną. Obiecała, że znajdzie przyjaciela i zamierzała to zrobić.
- Tommy? – odezwała się niepewnie, podchodząc od tyłu do jednego z wozów. Tylko tędy można było dostać się pod spód, bo jedynie tutaj nie był zastawiony przez skrzynie. - Tu jesteś! – krzyknęła cicho, zaskoczona, że dał radę schować się w takim miejscu.- Twoja babcia cię szuka, martwi się o ciebie.- uśmiechnęła się lekko, siadając na ziemi, gdy Thomas nie wydawał się chętny, aby wyjść.- Co tu robisz? – spytała ciekawsko, ale chwilę później zmarszczyła delikatnie brwi.- Tommy, co się stało? – chciała wiedzieć, jak zawsze.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
Obojętnie dokąd uciekniesz... W05eVlm
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Obojętnie dokąd uciekniesz... [odnośnik]18.08.21 22:59
Obudził się rano, przechodząc nad Jamesem i Sheilą tak by ich nie obudzić. Babcia zawsze mu powtarzała, żeby zaraz po przebudzeniu nie siedział w wozie, a zaczął wykonywać swoje obowiązki i będzie mógł wcześniej mieć czas dla siebie na zabawę - i prawdopodobnie była to jedna z niewielu spraw, w kwestii której słuchał się babki.
Rzeczywiście postanowił wyjść. Już świtało, ale wyraźnie większość taboru spała. Nie przeszkadzało mu to, mniej lub bardziej pamiętając za co musiał się zabrać - chociaż karmienie koni stanowczo nie należało do jego ulubionych zajęć. Miał z tym najwięcej problemów zawsze, z tym całym zajmowaniem się zwierzętami.
Podać, przynieść, coś zamieść czy zanieść do gadziów - jego dzień nie różnił się wiele więcej od każdego poprzedniego. Nawet w momencie, w którym miał w końcu czas na zabawy z dzieciakami z pobliskiej wioski w zbliżonym do jego wieku. Nie rozumiał tak do końca, dlaczego miał to dziwne przyzwolenie na zadawanie się z obcymi, ale starsi go zazwyczaj za to nie ganili - więc mógł wiedzieć, że tak można, prawda?
Może była to kwestia, że pochodzili z ich świata wciąż? Że jednak mieszkali w Birmingham… Chociaż zauważył, że inne dzieci, nie wszystko ale jednak, również miały to ciche przyzwolenie i to właśnie na nich w większości spoczywały kontakty z gadziami, jak i na starszych.
Początkowo zwyczajnie się bawili w oblężenie, wspinając na jedno z bardziej rozłożystych drzew. Krzyczeli, czasem się popchnęli i śmiali w głos, do momentu w którym Thomas przyzwyczajony z zabawa z rodzeństwem, zaczął mówić do innych dzieci po romsku. Nie zorientował się i nie rozumiał konsternacji obcych w związku z obcym dla nich językiem - bo w końcu James i Sheila zawsze rozumieli.
Miła zabawa dość szybko przerodziła w kłótnię i wyzwiska. Zawsze tak się kończyło, nieważne czy razem z taborem czy w Birmingham - dlaczego zawsze wszyscy ich wyzywali w ten sposób?! Nie wyglądał tak bardzo inaczej! I wcale się tak nie zachowywał!
Miarka się przebrała, kiedy dzieciaki zaczęły opowiadać o jakichś klątwach i że matka Thomasa na pewno jest wiedźmą. Był zły, może nieco bardziej zagubiony i coraz bardziej smutny - wciąż, za każdym razem, kiedy myślał o Birmingham, nie potrafił zrozumieć dlaczego mama ich zostawiła. A szklane oczy Tomka sprowokowały kolejne wyzwiska - że niby był mazgaj i beksa!
Prawdopodobnie to by potrwało jeszcze moment, gdyby jeden z dzieciaków nie spróbował w młodego czarodzieja rzucić kamieniem, a ten nagle wypadł mu z ręki. Gadzie nie wiedzieli co właśnie miało miejsce, a młodemu Doe serce na moment stanęło, bo wiedział że to miało miejsce częściej - i że jeśli stąd nie ucieknie, zaraz zaczną się kolejne wyzwiska i próby ataków.
Zebrał się zaraz, w panice biegnąc w stronę taboru i już nie słuchając rzucanych za sobą wyzwisk. Biegł ile miał sił w nogach, ale wydawało mu się, że biegnie nawet szybciej. Pierwsza teleportacja. Wiedział, że był dalej od tej drogi, od tego kamienia przy którym przejeżdżali z wozami - a po chwili już kolejna. Aż w końcu znalazł się w błocie pod wozem, blisko kół, zatykając uszy i chowając twarz w rękawie, kuląc się. Nie chciał tego słyszeć! Ich mama nie była wiedźmą, nie mieli racji - nikogo nie przeklinała! Przecież mówił Jamesowi i Sheili, że była dobra i o nich dbała. Nikomu nie zrobiłaby krzywdy, na pewno! Chyba…
Nie wiedział, ile czasu spędził pod wozem wciąż szlochając cicho, ale aż podskoczył na znajomy głos córki Vause.
Zaraz odwrócił zapłakaną twarz tak, żeby dziewczyna niczego nie widziała. Zaczął wycierać smarki w rękaw. Jeszcze go wyśmieje! Albo co gorsza powie Jamesowi, że płakał! Jego brat przecież nie mógł myśleć, że był mazgajem!
- Nic… nic się nie stało! - odpowiedział, początkowo jeszcze się zapowietrzając, bo wciąż miał problem, żeby się uspokoić. - Szukam robaków - dodał po chwili, wiedząc że dziewczyny były wścibskie pod takimi kwestiami jeśli nie dostaną jasnej odpowiedzi na zadane pytania. Nie musiała wiedzieć, po co mu te robaki i czy rzeczywiście ich tutaj szukał!
- To są męskie te sprawy. Te robaki w sensie, nie wchodź tutaj, bo się ubrudzisz i będziesz płakać - dodał znów, starając się brzmieć pewniej i opanować swój oddech. Nie płakał, oczywiście że nie. To po prostu… przewrócił się? Uderzył? Coś go ugryzło? To nie był płacz, nie było mu smutno!



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Obojętnie dokąd uciekniesz... AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Obojętnie dokąd uciekniesz... [odnośnik]21.08.21 20:52
Chłopcy byli śmieszni w swojej potrzebie zgrywania silniejszych niż byli. Mając trójkę starszych braci, nie raz już patrzyła, jak przegrywają z emocjami i słabościami, a mimo to udawali, że wszystko było świetnie. Dlatego szybko nauczyła się udawać, że nic nie widzi, uciekać z zasięgu ich wzroku, aby nie musieli walczyć z tym, co ich gnębiło. Nie chciała, aby czuli się źle i przez nią musieli to ukrywać. Mimo to nie rozumiała takiego zachowania, ale wiedziała, że nie warto pytać. Za każdym razem słyszała, że wymyśla, że ma zbyt bujną wyobraźnię i sobie dopowiada. Chłopcy byli dziwni i głupi w swoim uporze. Patrząc na braci Doe wątpiła, aby byli inni, mimo że byli o wiele fajniejsi niż jej durni bracia. Szukając dziś Thomasa, nie sądziła, że przyjdzie jej zderzyć się z podobnym bezsensownym zachowaniem i chęcią udawania. Wiedziała, że Thomas zadaje się z gadziami, wszyscy Doe mieli na to dziwne przyzwolenie, chociaż jak pamiętała, Sheila nie wykorzystywała tego faktu. Nie wnikała w powody, nie było to dość interesujące, aby skupić uwagę sześcioletniej dziewczynki. I nie myślała, że to właśnie obcy stali dziś za zniknięciem najstarszego Doe.
Przysiadając w luce między skrzyniami i tym samym wejściu pod wóz, wpatrywała się w chłopięcą sylwetkę skrytą w półmroku, tymi swoimi wielkimi, ciemnymi oczami. Zmarszczyła delikatnie brwi, gdy odpowiedział od razu, zbyt szybko na swoje nieszczęście. Zaprzeczeniem wzbudził ciekawość, która była największą wadą małej Vause. Teraz musiał liczyć się z dalszą rozmową i dociekaniem.
- Robaków? – odchyliła się lekko, jakby chciała odsunąć, a cień obrzydzenia pojawił na drobnej twarzyczce.- Fuu.- mruknęła pod nosem, ale tym samym zniechęcił ją, aby dołączyła do niego. Nie, żeby chciała, tu gdzie siedziała, było jej najlepiej.- To głupi pomysł Luke? Znów powiedział Ci coś, a ty uwierzyłeś? – najstarszy z braci był pod tym względem okropny, wykorzystując naiwność innych dzieciaków.
- Męskie sprawy? – zaśmiała się, nie do końca świadoma, że wyśmiewa go. To było po prostu zabawne i nie mogła się opanować.- Nie jesteś mężczyzną, Tommy.- był na to za mały, był ledwie chłopcem, dwa lata starszym od niej. Teraz dodatkowo zapłakanym, chociaż tego nie była nadal świadoma. Może zachowywałaby się inaczej, gdyby wiedziała, gdyby cokolwiek podejrzewała.
Wydęła delikatnie usta, wyraźnie urażona tym, co usłyszała chwilę później.
- Ja nie płaczę! Jestem dość duża, by nie mazać się z powodu ubrudzonej sukienki.- zmrużyła oczy, obrażona i rozgniewana. Nigdy nie była płaczką, częściej śmiała się lub milczała, obserwując świat z zainteresowaniem, bądź niepokojem. Jak on mógł zarzucić jej, że będzie płakać.
Przesunęła się nieco, aby plecami oprzeć się o jedną ze skrzyń, dalej tarasując sobą drogę ewentualnej ucieczki. Odwróciła głowę, by spojrzeć na linię drzew i w głąb lasu, koło którego tabor znalazł miejsce dla siebie.- Na pewno nic się nie stało? – spytała, nie patrząc nawet w jego stronę.- Nie chcę, żebyś był smutny. To nie jest miłe.- dodała ciszej.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
Obojętnie dokąd uciekniesz... W05eVlm
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Obojętnie dokąd uciekniesz... [odnośnik]16.09.21 13:14
- To nie jego pomysł, nie jestem tak naiwny jak inni - oburzył się, chociaż w rzeczywistości często padał ofiarą takich niewinnych żartów. Był zbyt ufny, zbyt mocno lgnął do innych, żeby zauważać takie rzeczy. Możliwe, że i dzisiaj to właśnie to było jego zgubą, a nie cokolwiek innego. Za bardzo chwytał się obcych ludzi, za bardzo chciał się z nimi integrować, przez co odrzucenie bolało jeszcze bardziej. Ale nigdy wcześniej nie miał okazji do tego, żeby rzeczywiście móc się z innymi zakolegować!
- Oczywiście, że jestem! Po prostu się nie znasz. Jedyne co masz w głowie to wstążki, to skąd byś mogła wiedzieć o takich męskich sprawach? - odburknął zaraz z głęboko urażoną dumą ośmioletniego mężczyzny. Jak ona w ogóle mogła zarzucać mu takie rzeczy, że on niby nie jest mężczyzną?! Jak śmiała!? Przecież brał czasem odpowiedzialność za rodzeństwo. Co prawda czasem pakował się w kłopoty, ale zazwyczaj nie brał odpowiedzialności za swoje czyny. A przynajmniej zdarzało się czasem, ze brał tę odpowiedzialność, bo w większości wypadków starał się uciekać lub skłamać na dany temat.
Bo się bał kary, bał się reakcji kiedy ktoś zacznie mu mówić, że zachował się nieodpowiednio. Nie chciał tego słuchać, po prostu. Nie można było tego ominąć? Jakoś… uciąć to jak się wypominało jakiś błąd.
Nie widział w sumie Eve płaczącej, bo się przewróciła w błoto - lub dlatego, że ktoś ją ubrudził. Ale to było coś, co robiły inne dziewczynki, więc założył, że panna Vause niewiele różni się w tych kwestiach.
- Oczywiście, że nic się nie stało! Co by się miało stać? Nie jestem smutny - zaraz się żachnął, wycierając oczy brudnymi rękawami i starając się jeszcze mocniej powstrzymać drżenie oddechu. Nie mógł powiedzieć prawdy, ze płakał, bo Eve zaczęłaby jeszcze mniej myśleć na jego temat! Skoro już teraz odmawiała mu bycia mężczyzną.
Milczał przez moment, chcąc się nieco uspokoić. Musiał się uspokoić, żeby nie zdradzić, że płakał. Wiedział, że brzmiał mniej pewnie… dlatego nie lubił być pod presją, bo wtedy zawsze miał problem z powstrzymaniem łez!
- Wiesz, czego babcia ode mnie chciała? - zapytał, przesuwając się nieco bliżej zagrodzonego wyjścia, ale jeszcze pozostając w cieniu wozu. Nie chciał jeszcze wychodzić. Wiedział jak wyglądał tuż po tym jak płakał, potrzebował minuty lub dwóch, żeby się uspokoić… Był na pewno teraz cały czerwony na twarzy. Nie mógł się tak pokazać Eve, bo jeszcze by się z niego śmiała!



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Obojętnie dokąd uciekniesz... AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Obojętnie dokąd uciekniesz... [odnośnik]27.12.21 17:02
Patrzyła w jego stronę zmartwiona, próbując zawiesić spojrzenie na twarzy chłopaka, ale przez półmrok, jaki panował pod wozem, było to trudne. Ledwie dostrzegała zarys jego sylwetki, kiedy siedział tak skulony. Nie chciała wyprowadzać go z błędu ani tym bardziej kłócić z nim. Wiedziała, że Thomas był ufny, może aż przesadnie, ale lubiła go takiego, jaki był. Mimo pakowania się w kłopoty i tego, jak potrafili narzekać na niego dorośli, był fajny. Ile razy przecież, gdy wszystko było już zrobione i doskwierała nuda, wystarczyło zakręcić się koło chłopaka, aby zaraz robiło się ciekawie.
Zmrużyła nieco oczy, wykrzywiając usta w grymasie.
- Skoro ja mam wstążki to ty... ty najwyraźniej robaki.- fuknęła, nie mniej urażona. Poza tym, czy to było coś złego? Wstążki były ładne, a wplecione we włosy wyglądały ślicznie.- I mężczyźni są dorośli i odpowiedzialni... ty nie jesteś.- dodała, nie mogą powstrzymać się, by wyprowadzić go z błędu.- Jesteś dzieciakiem, takim jak twoje rodzeństwo, ja i inni.- może w innej sytuacji wyśmiałaby go, ale teraz czuła się po prostu zła na niego. Czasami był tak nieznośny, jak wszyscy chłopcy, a nawet gorszy.
Dopiero po chwili uspokoiła się, przestając denerwować na przyjaciela.
- Kiedy coś się dzieje, zawsze jesteś niemiły dla mnie...- odparła, jakby odrobinę przygnębiona, podkuliła nieco nogi, przyciągając kolana do klatki piersiowej i obejmując je ramionami.- Nie chcę żebyś był smutny, bo to nie jest fajne.- zerknęła w jego kierunku, kiedy nieco się przesunął. Ignorowała całkowicie fakt, że zaprzeczał temu... bo nie umiał kłamać, przynajmniej nie w takich momentach.
Słysząc znów ruch, odwróciła głowę.
- Nie wiem, ale martwiła się, że zniknąłeś gdzieś. Musiała zająć się Sheilą i Jamesem, więc nie mogła cię szukać, a twój dziadek zajmował się jedną z klaczy... tą, która ostatnio się podbiła i kuleje. Może potrzebuje twojej pomocy? – wzruszyła lekko ramionami, nie dociekała przecież. Obiecała poszukać Thomasa, więc nie traciła czasu na szczegóły, które nie miały znaczenia. Milczała dłuższa chwilę.- To wrócisz do wozu? Chciałam iść pobawić się z Sheilą, a nie pozwolą mi, jeśli będą zamartwiać się o ciebie.- dodała, odsuwając się trochę na bok, aby mógł wyjść.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
Obojętnie dokąd uciekniesz... W05eVlm
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Obojętnie dokąd uciekniesz... [odnośnik]21.02.22 20:31
- Ja mam bardzo poważne sprawy, których nie rozumiesz, bo myślisz tylko o wstążkach - powtórzył z uporem, na jaki tylko kilkulatek mógł sobie pozwolić w tym momencie. Jak osioł, nie chciał zmienić zdania - i wcale nie było to czymś nowym.
- Jestem odpowiedzialny. Staram się - zaraz się żachnął. Chociaż nie zawsze był. Starał się jak mógł na ośmiolatka, żeby jego brat czy siostra nie byli smutni. Rozweselał ich, poprawiał im humor, starał się pokazywać całym sobą, że przecież nic go nie rusza. Nawet kiedy się bał, nie mógł przecież po sobie pokazywać podobnych rzeczy! Musiał być silny. Nie tak jak wtedy, kiedy się chował i uciekał. Tak jak robił to teraz...
Zmarszczył brwi, kiedy uderzyła go świadomość, że znów uciekał. Znów! Nie potrafił nie... bał się, zawsze tak chował się, kiedy się bał. Irytowało go to, bo dlaczego nie mógł być odważny?! Co go powstrzymywało przed tym, żeby zachowywać się inaczej?
- Nie jestem smutny przecież - odpowiedział zaraz stanowczo, zaraz zastanawiając się przez moment, kiedy wytarł dłonie w twarz tak, żeby mieć ubłoconą buzię. Tak, to była dobra wymówka... przewrócił się w błoto, kiedy szukał robaków. No i może Eve się nieco rozweseli, kiedy go takiego zobaczy?
Zaraz skierował się w stronę skrzyń, żeby wydostać się spod wozu. Babcia na pewno będzie krzyczała o to całe błoto, ale to zniesie. Nie raz krzyczała i kazała mu się przebierać i go szorować, raz więcej nie stanowił przecież kłopotu.
- Już idę, już. Nie wiem czy mnie wołałby do tego, ale pójdę zobaczyć - powiedział, wychodząc na światło. Zaraz się wyszczerzył szeroko, pokazując dziurę po jednym z zębów mlecznych, który niedawno mu wypadł i nowy dopiero co wyrastał. Ubrudzony rzeczywiście ciężko było powiedzieć czy płakał, czy może nieco błota mu nie wpadło do oka. Chociaż kiedy tylko wstał, zaraz wyciągnął ręce do Eve jakby chcąc ją przytulić.
- No chodź, no już. Nie chciałem być niemiły, przytulę cię i będzie dobrze! - zawołał, chcąc odwrócić uwagę od absurdalnej myśli, że mógłby płakać i zmienić to wszystko w śmiech. Jeśli zacznie się wygłupiać, nie będzie nikogo martwił - bo to robił, kiedy wszystko było w porządku, robił za błazna, jak to babcia określała. Wygłupiał się, powodował kłopoty, czasem robił na złość.
- No chodź, zaplotę ci wstążki we włosy, Sheili ostatnio plotłem! - dodał, sięgając do loków Eve brudnymi dłońmi chociaż na tyle wolno, żeby dać jej pole do ucieczki. W końcu zależało mu tylko na tym, aby ją nastraszyć!



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Obojętnie dokąd uciekniesz... AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Obojętnie dokąd uciekniesz...
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach