Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

1958 | Rodzina Doe
AutorWiadomość
1958 | Rodzina Doe [odnośnik]21.08.21 14:09
First topic message reminder :

Rodzinne ognisko Doe
Cyganie1958
Eve Doe, James Doe, Sheila Doe, Thomas Doe i ewentualni goście.
Szafka na potrzeby odgrywania komunikacji oraz krótkich i szybkich dramatów rodzinnych wynikających z fabuły.



I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
1958 | Rodzina Doe - Page 19 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]09.03.22 3:01
Ogień zapłonął w kominku w momencie gdy przyjmowała filiżankę od Thomasa, wciąż niepewna, płochliwa, jakby w każdej chwili zza kanapy miał wyłonić się strażnik z różdżką skierowaną w jej stronę, z zaklęciem formującym się na ustach wykrzywionych w podłym uśmiechu. - Dziękuję - odpowiedziała młodzieńcowi przytłumioną melodią, ujmując w palce kolorowe naczynie, od którego biło tak wdzięczne ciepło. Herbata nie była gorąca, nie parzyła, kiedy ostatnim razem piła coś podobnego? Pewnie jeszcze u Blacków, rodziny, której służyła z oddaniem podobnym uzależnieniu, a która nie odpowiedziała na błagalny list dostarczany przez więzienną sowę; zostawili ją na pastwę losu, wierząc w kłamstwa okrutnego Corneliusa Sallowa, który nie dość, że doprowadził jej ojca do stracenia, to zagroził również niewinnym przyjaciołom. Samo wspomnienie sprawiło, że zadrżała w strachu. - Ale nie m-mogę tego wypić, to szkodzi... - wyznała szeptem, jakby w konspiracji, zdradzając Thomasowi sekret. Przecież w pociągu poczuła się tak sennie po zmodyfikowanym, obrzydliwym specyfiku, tak źle, świat kołysał się wokół niej w tańcu pozbawionym harmonii, robił to nawet teraz, na szczęście już tylko odrobinę, kiedy wykonywała jakiekolwiek ruchy. A mimo zdrowego - niezdrowego - rozsądku: uwierzyła mu. Że tu jest bezpiecznie. W Dolinie żyli dobrzy ludzie, tyle pamiętała półwila, przyciągająca ku sobie kubek, który oparła o tors, jednocześnie podciągając nieco kolana na siedzeniu kanapy. Chciała się skulić jak mysz, na wszelki wypadek wtopić się w tło, jeśli słowa Thomasa i Marcela okazałyby się nieprawdą - ale przypłaciła to kolejną falą niemocy, oczy cały czas mając zamknięte. Skinęła tylko głową na pytanie Marcela, nie tyle apatyczna, co bujająca się na granicy snu i wymuszonej przez traumę czujności. - Wrócisz? Prawdziwy? - zapytała cicho, mimo zapowiedzi, że zjawi się tu następnego dnia. Wróć, proszę. Namacalny, z krwi i kości, nie będący jedynie wytworem delirium, by tańczyć z nią w chorobie. Ledwie zdążyła znów mieć go przy sobie, gdy on deklarował, że zniknie, odleci na miotle w kierunku gwieździstego nieba nie wiadomo dokąd, żeby odnaleźć nie wiadomo kogo. Dobry, waleczny chłopiec. Ciepło, które czuła - dochodziło z buchającego w kominku ognia, herbaty czy może z obezwładniającego wzruszenia? - Nie mów im prawdy, oni i t-ak nie słuchają - dodała, kto nie słuchał, jakiej prawdy? Majaczące słowa lawirowały wokół wciąż świeżych wspomnień wyrytych na delikatnej psychice pasmem blizn; nieważne ile razy powtarzała płacząc, że nie należała do grona rebeliantów mających za zadanie narazić Corneliusa Sallowa na cierpienie, nikt jej nie wierzył. - James? - nie było go, ruszył na piętro, została sama z Marcelem, Leonie i Thomasem, a kubek niebezpiecznie przechylił się w zmęczonych dłoniach; nie wiedziała nawet dlaczego wymówiła jego imię, ba, nie wiedziała, że to w ogóle zrobiła.


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 5
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]09.03.22 9:27
Nie do końca rozumiał słowa Celiny i co oznaczały, ale miał zamiar traktować je jak pewnego rodzaju grę.
- Jedna szkodzi, druga pomaga, a trzecia pokazuje jak tańczyć z motylami - odpowiedział dość cicho z wyuczonym uśmiechem, jakby rozmawiał teraz z jakimś dzieckiem czy opowiadał znów bajkę w tłumie.
Sam nie był pewny dlaczego zainteresowało go to w tak żywy sposób. Po prostu był zły na samą myśl, że to znowu miało miejsce - że nigdy się nie skończyło, nie przerwało. A może był zły na to czego doświadczył? Był mordercą przez to wszystko? Przez nich... Jeśli mówił wtedy prawdę. Wydawało mu się to absurdalne, bo przecież nie był mordercą.
- Może, a może nie. Pieprzone całe... - zawahał się przede słowem Tower, zerkając w stronę Celiny. Nie był pewny czy powinien o tym wspominać, widząc to w jakim była stanie. - Strażnicy cel to robią. Sprzedają dzieci - rzucił po romsku, powoli tak jak praktycznie nie mówił do Marcela. Ale teraz przecież zależało mu na tym, aby zrozumiał, a jednocześnie żeby te które się tutaj znajdywały, nie przeraziły się za bardzo.
Co miałby zrobić z tą wiadomością, kim byli tamci ludzie? Nie był w stanie, nie tak do końca. Już raz stanął z nimi twarzą w twarz, i jeśli to o czym mówił było prawdą, zawiódł po całej linii.
Chociaż z drugiej strony, co miałby do stracenia teraz? Gdyby spróbował ich znaleźć, nawet jeśli teraz bez konkretnego celu; gdyby spróbował w jakiś sposób im uprzykrzyć życie...
- Bierz miotłę, zajmiemy się nimi. Nie potrzebujesz pomocy z tą raną na pewno..? James pewnie poszedł po Eve lub Sheilę... - powiedział, w tym samym czasie sięgając dłonią do kubka Celine. Nie zabrał go z jej dłoń, ale jedynie podtrzymał tak, aby nie oblała się jego zawartością. Zaraz po tym, delikatnym ruchem poprawił na niej koc.
- Jimmy zaraz przyjdzie. Teraz jestem tutaj ja, Tom, dobrze? Czegoś potrzebujesz Celine? - zapytał cicho, nie będąc pewnym dlaczego wolała jego brata, ale widząc jak powoli usypia. Cóż, śpiącymi było łatwiej się zająć.
Przeniósł też spojrzenie na Leonie. - Zaraz ci zorganizujemy miejsce do spania też, na pewno jesteś zmęczona, a kes późno. Jakbyś czegoś potrzebowała to też wołaj od razu... Na górze mamy jeszcze jakiś wolny pokój, ale możesz też spać tutaj jeśli wolisz - powiedział spokojnie, wciąż cicho, tak aby nie zbudzić za bardzo zasypiającej Celine.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
1958 | Rodzina Doe - Page 19 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]09.03.22 11:12
Nie obudził jej hałas za oknem sprzed kilkunastu minut. Nie obudził brak obecności drugiej osoby w łóżku, chociaż to zwykle sprawiało, że spała gorzej i tym razem wcale nie było inaczej. Zmęczenie ostatnich dni sprawiało, że stała się obojętna na to, co miało miejsce w otoczeniu. Ciężko było jednak zignorować, kiedy ktoś bezpośrednio cię budzi. Mruknęła marudnie, próbując odsunąć się od Jamesa.- Odczep się, Jimmy.- burknęła niewyraźnie, dając wydźwięk drażliwości, która od paru dni dominowała w jej humorze.- Jest środek nocy? – spytała, kiedy zerknęła krótko w jego stronę, a wszystko spowijała ciemność. Ukryła na moment twarz w poduszce, nadal niechętna, aby podnieść się.- Wyślij go do jakiegoś uzdrowiciela.- rzuciła na wzmiankę o Marcelu, ale mimo to usiadła. Przyswajała resztę informacji, niekoniecznie uważając je za interesujące, nadal tkwiąc w półśnie. Wzdrygnęła się, kiedy odrzuciła koc, a rozgrzana skóra skonfrontowała się z zimnym powietrzem. Nałożyła porzuconą na krześle sukienkę, zaraz zabierając od Jamesa również sweter. Lpiej, aby Marcelowi odcięło pół nogi albo ręki znów, bo jeśli wstawała do jakiejś drobnej ranki z którą mógł sobie radzić... to pierwsza ofiara jej złości była już oczywista. Zeszła na dół, otulając się mocniej ciepłym materiałem. Słyszała dobiegające z salonu głosy; Thomas i Marcel oraz jeszcze jeden damski. Przystanęła w wejściu, prześlizgując spojrzeniem po zebranych.- Cześć, Marcel.- podeszła bliżej bez pośpiechu.- W co się wpakowałeś tym razem... i kim są One? – spytała. Miała na końcu języka bardziej cięte pytanie, ale powstrzymała się jeszcze.- Pokaż, co sobie zrobiłeś.- dodała.- W łazience powinno być jeszcze coś, co nada się na opatrunek. Jakaś resztka bandaża, może gaza.- obejrzała się na Thomasa i Jamesa, nawet nie prosząc któregoś, aby się po to pofatygował, a wręcz wymagając reakcji. Przy tych dwóch nauczyła się, że prośby nie skutkowały. W międzyczasie przetarła lekko oczy i skupiła na moment swoją uwagę na Celine, później na drugiej dziewczynie oraz na tym, co chłopaki przynieśli nieznajomym panną.- Cześć.- rzuciła w końcu do obu z wyczuwalną nieufnością. Nie mogła pozbyć się również niechęci, której źródła nie do końca rozumiała.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Im bardziej chcesz,
tym mniej dostajesz
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
1958 | Rodzina Doe - Page 19 VwFYDiA
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]09.03.22 13:03
— Dobra, poradzę sobie s a m — mruknął, mimo to jednak nie ruszył się, dopóki nie zwlokła się z wąskiego łóżka, na którym oboje bez trudu się mieścili Przygryzł wargę od środka, spoglądając w kierunku okna, ale na dworze było wciąż ciemno, księżyc nie dawał żadnego światła, a dom spowijały grobowe ciemności. Przynajmniej na górze. Podał jej sweter i zszedł za nią, intuicyjnie zachowując pewien dystans, na wypadek, jakby chciała obrócić się w jego kierunku zbyt energicznie. Rozbolał go brzuch; coś musiał zjeść niedobrego. Na dole wszystko minęło. Stanął przy sofie, spoglądając na Thomasa, który pochylał się nad Celiną z kubkiem gorącej herbaty. Jego nagłe zainteresowanie dziewczyną wywołało w nim mdłości. Nawet jej nie znał.
– Idź do łazienki — zwrócił się do brata, chociaż to on stał bezczynnie. Zerknął po wszystkich, zatrzymując na dłużej wzrok na Leonie. Powinni być gościnni. Powinni zrobić dobre, jak najlepsze wrażenie na gościach. — Pieprzyć to — mruknął po chwili do siebie cicho i ruszył z powrotem na górę. Nie miał pojęcia, co było potrzebne do opatrzenia ran, ale chyba coś tu rzeczywiście się znajdowało. Thomas wspominał, że Castor właśnie tu doprowadzał się do porządku w trakcie sylwestra. Otworzył szafkę pod umywalką, szukając czegoś interesującego. Bandaż nie był trudny do rozpoznania, ale to drugie? Jak to miało wyglądać? Przewracał bibeloty z jedną, na drugą stronę, aż w końcu znalazł bandaż. Tego przynajmniej był pewien. Wziął jeszcze jakieś bawełniane chustki z wyszytym haftem BB, które znajdowały się w wiklinowym koszyczku. Wyprostował się i zerknął na swoje odbicie.
Stanął przy Eve, podając jej znaleziony bandaż. Dopiero przez jej ramię dostrzegł jak paskudnie wyglądała jego rana. Wyciągnął też rękę z jedną z chusteczek, choć nie miał pojęcia, czy były konieczne do tego procesu, skoro już zdążył oblać to alkoholem. A alkohol został nietknięty, Thomas dalej wolał wisieć nad Celiną. Wziął więc butelkę i podał przyjacielowi.
— Możecie iść na górę, zmieścicie się w łóżku bez problemu. My zostaniemy tutaj — zaproponował, zerkając na dziewczyny.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]09.03.22 21:48
- Prawdziwy - przytaknal na jej słowa, z zawahaniem, nigdy wcześniej nie widział jej w takim strasznym stanie. Bal się o nią. Martwił. Nie była z nimi, była gdzieś obok nich, ledwie w pół przytomna. Thomas ciągnął jej słowa, był mu za to wdzieczny. Sam nie miał już na to sił, ale czuł, że Celine było to potrzebne. Cokolwiek to wszystko mogło znaczyć. Kiedyś zapyta. Za jakiś czas. Parę tygodni, może miesięcy. Spojrzał na niego z powagą, kiedy zaczął mówić o dzieciach. - Skurwysyny - odpowiedział łamanym głosem, bezsilnie i rozpaczliwie. Czy można było zrobić coś bardziej obrzydliwego? - Potem - dodał, po romsku. Trudno było mu odpowiedzieć pełnym zdaniem, nie znal romskiego tak dobrze. Ale to nie był czas ani miejsce. Rozmawiając między sobą w obcym języku mogli wzbudzić większy niepokój u dziewczyn. Obejrzal się przez ramię. Na niego. Na nią. Przyglądał się temu w ciszy.
- Eve - przywitał się, kiedy usłyszał jej głos. - Eve - powtórzył jeszcze raz, tym razem spoglądając na Celine, a potem na Leonie. - Przyjaciółka - przestawił ją. - To Leonie i Celine. Przeszły piekło, muszą tu zostać na trochę - dodał, nie zadając pytania, stan Celine mówił sam za siebie. Leonie też była przerażona i słaba. - To nic - zaprzeczył, kiedy zapytała o rane. Nie chciał jej zawracać glowy. - Mam coś do załatwienia, Thomas obiecal pożyczyć mi miotlę, będę się zwijac - dodał, choć jeszcze nie wstał. Chwycił butelkę, która podał mu James i wypił większy łyk - znieczulal ból. - Dzięki, Jimmy - odpowiedział, z jakiegoś powodu poczuwając się przyjść te propozycje zamiast dziewcząt. - Powinnyście się położyć jak najszybciej. Celine nie dojdzie tam o własnych silach - dodał, spoglądając na Jamesa. Musiał jej pomóc. Podal mu alkohol, omijając dziewczyny.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]09.03.22 22:41
Pokręciła lekko głową, nie starczyło jej sił na werbalną odpowiedź. Nie, motyle już nie pamiętały jak tańczyć, nie pamiętały nawet jak być motylami, ktoś przekonał je o tym, że pasowały wyłącznie do nocy, więc w kokonach przeobraziły się w ćmy, szare, nijakie, naiwne i głupiutkie. Mogły tylko płonąć. Palić się, a potem płakać, że przecież nic nie zapowiadało tragedii. Parująca z kubka herbata była takim płomieniem, Celine chciała trzymać ją blisko siebie, jak najbliżej, nawet pomimo prawie już bezwładnych palców; gdyby nie pomoc jednego z braci Doe, od razu wylałaby na siebie ten napar. - Tom - zgodziła się niemal bezgłośnie, a potem przytaknęła, kiedy Marcel obiecał, że wróci do niej na jawie, nie we śnie; nie będzie tu sama, rozpoznała Jamesa, u boku miała także Leonie, której pokrewna niedola zachęcała do zaufania, nie spętaliby jej w tamtym pociągu, gdyby było inaczej. Razem miały trafić do piekła, tymczasem razem je z niego uratowano. - Nie... Dziękuję. Tom - szepnęła na pytanie Thomasa. Tower wypleniło z niej pojęcie potrzeby. Nauczyło, by przyjmować to, co akurat było jej dane i nie liczyć na więcej, bo więcej zazwyczaj nigdy nie nadchodziło. Dobroć strażników była umiarkowana, podtrzymywali ją przy życiu z konieczności, karmili lepiej tylko kiedy w chorobie trwała na granicy ze śmiercią, tylko po to, by z powrotem zdrowia znów forsować na niej meandry niekończących się przesłuchań wyglądających tak samo. Drgnęła teraz na nagłe pojawienie się kolejnej obcej osoby. Kobiety. Jej głos był miły dla ucha, ale Celine odruchowo tylko mocniej zacisnęła powieki i skuliła się w sobie, przestraszona, ale i zbyt senna, by poprawnie się przywitać, jakkolwiek przedstawić się samej, wytłumaczyć dlaczego tak nagle zjawiła się w domu, który musiał należeć do Doe. - Eve, bardzo ł... ładnie - tym razem to jej imię powtórzyła, sprawdzała jak smakowało na języku, było ostrzejsze niż Tom, ale nie nieprzyjemne. Nie tak okropne jak Cornelius. Przyjaciółka. Marcel jej ufał, to najważniejsze. Na wspomnienie o łóżku, być może przez zdziwienie, jej powieki uniosły się lekko, śpiąco; pierwszym co zobaczyła były niewyraźne, rozmyte twarze, w tarczach tęczówek zamigotała lękliwa niepewność. - Nie, ja, ja mogę tutaj - jedna z dłoni ześlizgnęła się z powierzchni naczynia i w półśnie opadła na bok, tak naprawdę wskazując na podłogę; w Tower powtarzano, że nie była dość dobra, by spać jak ludzie, nie była nawet człowiekiem jako takim, genetycznie rozcieńczona krwią magicznych istot.


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 5
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]09.03.22 23:36
Podniósł zaskoczone spojrzenie na brata, unosząc brew. Nie odpowiedział mu, nawet nie spróbował się podnieść na słowa Eve, a tym bardziej na słowa Jamesa, który w końcu stał nie robiąc niczego. Co prawda on również nie robił wiele w tym momencie, poza trzymaniem kubka z herbatą, tak aby Celine nie wylała na siebie wrzątku.
Przeniósł jednak spojrzenie na Marcela, kiwając lekko głową. DOmyślała się, wiedział, że to nie było miejsce na wchodzenie w takie szczegóły... Nawet nie był pewny co miałby z nimi zrobić. Co mieliby zrobić tym ludziom? Nie byli w stanie zdziałać wiele...
Chociaż wtedy na placu również było ich mniej, a zdziałali coś.
Po kolejnych słowach brata, kiedy wrócił z tym co potrzebowała Eve, wyraźnie zmarszczył brwi, nie rozumiejąc do końca jego... zachowania? Nie widział stanu Celine? Może Leonie mogłaby wstać i wejść po schodach, ale mimo to...
- Możesz tutaj, gdzie leżysz, chociaż na górze jest łóżko, w którym byłoby ci wygodniej. Musimy teraz zadbać, żeby ci było wygodnie - powiedział spokojnie, przytrzymując kubek, który po chwili już odstawił na bok, widząc jak przyprowadzona już odpływa powoli do snu.
Wyprostował się, zerkając i na Leonie. Cóż, mogły zostać i spać tutaj, ale mogły również pójść na górę...
- Mars śpi na górze z Sheilą? Może lepiej, żeby zostały tutaj? - zaproponował zaraz, zerkając w stronę Eve, a później Jamesa. - Chcesz pójść do łóżka czy spać tutaj..? - dopytał zaraz znów i samej zainteresowanej, bo o ile Celine wyraźnie nie była w stanie do odpowiadania tak Leonie zdawała sie być bardziej przytomna. Chociaż nie był pewny czy powinni przenosić Celinę. Może powinni jej zasnąć i odpocząć tutaj, gdzie się znajdywała?
- Jimmy, pokażesz Leonie pokój na górze?



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
1958 | Rodzina Doe - Page 19 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]10.03.22 1:07
Złapała na moment spojrzenie Marcela, a kącik jej ust drgnął lekko w wymuszonym uśmiechu. Słuchała go i współczuła im w jakimś stopniu, ta noc musiała być dla dziewczyn okropna.- Niech zostają, ale nie ma tu żadnego sensownego miejsca dla kolejnych dwóch osób.- nie wiedział o tym? Nie wierzyła w to, przecież wpadał tu nie raz i był tu na sylwestrze. Nawet dla ich czwórki nie było dość łóżek. Przysiadła obok przyjaciela na samej krawędzi sofy.- Nie pytałam, czy to coś poważnego, tylko żebyś pokazał, co sobie zrobiłeś.- odparła z pozornym tylko spokojem. Słysząc swoje imię z ust jednej z blondynek, zawiesiła na niej spojrzenie ciemnych oczu. Przez moment chciała coś powiedzieć, ale zaraz zwątpiła.
Zerknęła na Jamesa, kiedy przyniósł to, o co poprosiła, a przynajmniej częściowo. Nie wnikała czy bawełniana chusteczka była jedyną alternatywą dla gazy, czy Jimmy zwyczajnie nie wiedział, jak takowa wygląda i sięgnął, po co popadnie.- Może trochę zaboleć.- szepnęła. Złożyła chusteczkę na pół, ostrożnie przykładając do rany, by zaraz owinąć całość bandażem. Nie robiła tego na co dzień, wiedzę miała znikomą, ale przy tak banalnych obrażeniach wystarczyła.- Idź rano do kogoś, niech na to spojrzy i zrobi coś więcej.- poradziła. Obejrzała się przez ramię na Jamesa, kiedy zaproponował, aby dziewczyny poszły na górę. Milczała, chociaż jej spojrzenie nie zdradzało aprobaty dla tego pomysłu. Rozumiała pomoc w obecnej sytuacji, akceptowała, że miały zostać, skoro nie było innego wyjścia, ale nie spodobał jej się ciąg dalszy.
- My... Masz tu trzy osoby i jedną kanapę.- odezwała się po romsku, przypominając mu o szczególe, mając wrażenie, że zapomniał o tym w parę sekund. Przeniosła spojrzenie na Thomasa.- Tak, Mars śpi z Nią. Trzeba przypilnować, żeby został rano w pokoju na górze albo wypchnąć go do ogrodu na parę godzin.- uwielbiała tego psiaka, ale wolała nie sprawdzać jego konfrontacji z obcymi dziewczynami. Słuchała, jak planowali dalej, chyba już bez ładu ustalając, gdzie będą dwie blondynki. Westchnęła cicho, nigdy nie łudziła się, że ustalanie dobrych planów to mocna strona tych dwóch... a nawet trzech, ale dziś wydawało jej się, że robią to jeszcze gorzej.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Im bardziej chcesz,
tym mniej dostajesz
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
1958 | Rodzina Doe - Page 19 VwFYDiA
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]10.03.22 10:31
Nie mogli postąpić inaczej. Był mu coś winien, to właśnie on powiedział, że Celina była martwa. Nie wiedział, że to paskudne kłamstwo, zawierzył złemu człowiekowi. Przede wszystkim jednak wszyscy byli przyjaciółmi, a przyjaciołom nie odmawiało się w potrzebie. Niezależnie od wszystkiego. Własnego dyskomfortu, niedogodności, fanaberii. Jeśli Marcel właśnie tej pomocy dziś potrzebował to musieli mu ją ofiarować. To w końcu oni mieszkali w dużym domu. Nie ich, ale to nieważne. Mieli przestrzeń, która mogła pomieścić dwie dodatkowe osoby niezależnie od tego, czy było miejsce na łóżku, czy nie. Spojrzał na Eve na moment, nie okazując zbyt wiele. Dopóki nie włamał się do mieszkania w dokach, opuszczonego przez rodzinę po bezksiężycowej nocy — a może wymordowaną, nie chciał o tym myśleć — sypiał byle gdzie. Dach nad głową bywał luksusem, każde miejsce, z którego go nie wyrzucili było okazaniem mu zaskakującej życzliwości. Zwykle w końcu był przepędzany, traktowany jak człowiek marginesu. Nawet podłoga w miejscu, gdzie nie kapał mu na głowę deszcz i nie odmarzały palce był zbawienny.
Na urodzinach Marcela było tu dwadzieścia pijanych osób, nie obyło się bez awantur, krzyków i szarpania, Mars nie wydawał się być przejęty tym faktem — mruknął po romsku, przenosząc zdezelowane spojrzenie z żony na brata. Cały czas podejrzewał, że Sheila musiała mu podawać jakieś środki, dzięki którym taki był. Niemożliwe, że bydlę jego rozmiarów godziło się na głód i takie sytuacje samo z siebie.Nie sądzę, żeby dwie słabe dziewczyny uznał za zagrożenie. A jeśli choćby warknie to wyleci stąd na zbity pysk — mówił poważnie. Wystarczyło, że musieli odmawiać sobie jedzenia, by go wykarmić, a i tak nie jadł tyle ile powinien. Nie mieli dostępu ani do karmy ani do mięsa, zjadał resztki. Unikał go, nie zamierzając stać się obiadem, ale martwił się o dziewczyny w jego obecności. — Mam tu sześć osób, jedną kanapę i jedno łóżko.— zwrócił się do Eve. Dopiero co zaproponował je dziewczynom. — Nam wystarczy kanapa, zmieścimy się. Dziewczyny prześpią się na łóżku, Marcel na razie wychodzi, jak wróci to zobaczymy, a Thomas może spać nawet na wycieraczce— problem rozwiązany. Warknął z irytacją niewiadomego pochodzenia i ruszył w kierunku Celiny. — To ja, nie bój się — zwrócił się do blondynki, przystając przy sofie. Pochylił się i wsunął delikatnie pod nie dłonie; była drobna, ale on nie był tak silny jak Marcel. Wziął ją na ręce i poprawił chwyt już po tym jak ją podniósł. — Przynieście świece. Jak najwięcej. Chodź, Leonie, pokaże wam sypialnię — zwrócił się do dziewczyny, spoglądając na moment na Celinę. Przemknął ślinę i ruszył przed siebie, po schodach, nie odwracając się już na nikogo. I tam, na górze, ułożył dziewczynę w ciepłym wciąż łóżku. Łóżku, z którego prawie co sam się zerwał. — Jesteście tu bezpieczne. Zaraz będzie jaśniej — Spojrzał na Leonie i odsunął się od łóżka, pozwalając jej chociażby usiąść. Czekał na brata, aż przyniesie to, o co prosił.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]10.03.22 11:11
Spojrzał na Eve, kiedy wspomniała, że nie było miejsca, potem na Jamesa, kiedy wspomniał Sylwestra. Wtedy wszyscy się tutaj zmieścili. Dom był duży, nie należał zresztą do nich tylko do Bathildy Bagshot, która zawsze gotowa była nieść pomoc: musiała być gotowa, skoro stanęła na czele Zakonu Feniksa. A Marcel nie znał nikogo innego, kogo mógłby o to poprosić - bo kogo? Gdyby tylko mógł, w pierwszej kolejności oddałby im własny wóz, ale nie mógł wziąć ich do Londynu. Celine uciekła z więzienia, Leonie nie miała dokumentów. To potrwa, nim się tym zajmie. Nie chciał jednak o tym mówić, dziewczyny mogłyby się poczuć źle. Wiedział, że jego przyjaciele mu nie odmówią i pojmą powagę sytuacji. Naprawdę rzadko ich o coś prosił. - Nie wygłupiajcie się, Celia musi odpocząć. Nie zostaniesz na kanapie - odpowiedział jej, ze zdecydowaniem. Ile nocy przespała w ciasnej i zimnej celi Tower? Eve nie znała jej zapachu, ale on tak. Ale James i Thomas tak. I każdy z nich mógł sobie uzmysłowić, ile tam przeszła. Im było prościej niż pięknej dziewczynie, musiała tam przejść horror.
Nie opierał się, kiedy nachyliła się nad jego nogą, ale mocno zacisnął zęby na ostrzeżenie; mimo wcześniejszego przetarcia rany przeszedł go bolesny spazm, który wywołał powstrzymywane drżenie nogi. Kiedy skończyła opuścił nogawkę spodni, opatrunek chronił ranę, a materiał ubrania już jej nie podrażniał. Znacznie łatwiej będzie mu wrócić do domu i dokończyć ten dzień tak, jak obiecał.
- Dziękuję, Eve - szepnął, unosząc ku niej spojrzenie, wsluchując się w dalszą rozmowę po romsku. Mars nie pierwszy raz budził emocje. Dorastał, przestał być szczeniakiem. Zaczynał robić się agresywny? Wychwytywał co drugie, może co trzecie słowo, ale tyle wystarczało. - Jak zacznie się robić niebezpiecznie, możecie go podrzucić do nas - odpowiedział po angielsku. - U nas sobie z nim poradzą, a zawsze będziecie mogli go odwiedzić - dodał, spoglądając na Jamesa. Musiał martwić się o młodszą siostrę, niezależnie od tego, ile kosztowało ich utrzymanie tego psa. Wskazał Leonie drogę na schody, ruszając jeszcze za nimi, po drodze zabrał świecie z przedpokoju, zgodnie z życzeniem przyjaciela. Położył je na szafce przy wejściu do sypialni, spoglądając wpierw na zmęczoną Celine, potem na niepewną Leonie. Nie potrafił na nie nie patrzeć. - Przyjdę jutro. Wyśpijcie się - obiecał, zwracając się do nich obu. - Znajdę twojego ojca, Leonie - obiecał jeszcze z determinacją w głosie.
- Jimmy, poczekaj - zwrócił się do niego, odciągając go za ramię od dziewczyn, pół kroku. - Zanim pójdę - wsunął rękę do kieszeni, odnajdując dokumenty Sheili. Wcisnął je do kieszeni Jamesa. - Zniszczcie stare, żeby się nie pomyliła. Wszystkie informacje w Ministerstwie są zmienione, jej rodzice i dziadkowie figurują jako czarodzieje półkrwi. Łatwo wybrnie, jeśli się zapomni albo pomyli. - Doen było popularnym nazwiskiem, Doe mogło brzmieć podobnie, niewyraźnie. Sheila nie lubiła kłamać. Grunt, że nie była już powiązana z mugolami. Ani z Thomasem. - Trzymajcie się - Ścisnął ramię Jamesa na pożegnanie - I dzięki - dodał, zamierzając zejść po schodach w dół, obok Eve, zgarnąć miotłę Thomasa i zwinąć się do Londynu.

jeśli nikt nic ode mnie nie chce, to wychodzę już

1958 | Rodzina Doe - Page 19 SlgWtAC


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502

Strona 19 z 19 Previous  1 ... 11 ... 17, 18, 19

1958 | Rodzina Doe
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach