Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Catriona Rowle
AutorWiadomość
Catriona Rowle [odnośnik]23.08.21 14:16

lady Catriona Rowle (née Rowle)

Data urodzenia: 06.04.1929
Nazwisko matki: Bulstrode
Miejsce zamieszkania: Zamek Beeston, Cheshire
Czystość krwi: Czysta szlachetna
Status majątkowy: Bogaty
Zawód: Zaklinaczka, okazjonalnie twórczyni talizmanów, gospodyni dam i jejmość ziem Cheshire
Wzrost: 169 centymetrów
Waga: 54 kilogramy
Kolor włosów: Blond
Kolor oczu: Szare
Znaki szczególne: Powabny chód, niewymuszona miękkość ruchów, wyraźnie zarysowane kości policzkowe, często przywdziewane perły, owiewająca ją nuta jaśminowych perfum


Nie było chwały w narodzinach Catriony. Nie było satysfakcji w ojcowskich oczach, co najwyżej pomruk niosący się echem wzdłuż opustoszałego korytarza. Harald Rowle nie odwiedził żony w połogu. Nie położył dłoni na jej czole, nie otarł potu ze skroni po godzinach zmęczenia, nie pochwalił - nie musiał tego robić, nie spełniła bowiem swojego obowiązku kolejny już raz. Choć posiadał dziedzica, najstarszego z rodzeństwa, wciąż był głodny godnego potomstwa, w zamian otrzymując jednak starszą córkę i finalnie także tę młodszą. Smutny był to dzień dla Cheshire, ale wróciwszy doń wspomnieniami, próżno się dziwić. Pani matka pochodziła z rodu Bulstrode, nie była stworzona do wielkich czynów, do niesienia korony najważniejszego z honorów; bezpardonowo odebrano niemowlę od jej piersi nim zdążyło posmakować kropli mleka, oddając je pod opiekę mamki i opiekunek. Twarda ojcowska ręka objawiła się od pierwszych minut dziecięcego życia. Tak winno zresztą być - dziewczynka uniknęła ckliwości i delikatności, jakie mogły weń zaszczepić pierwsze miesiące u boku szczęśliwej rodzicielki. Nie potrzebowała tego żadna z nich. Ach, gdyby tylko urodziła się chłopcem...
Bona pozwalała jej płakać długo, aż do wyczerpania, stojąca nad kołyską z niewzruszoną powieką. Nie drgnął jej ni jeden mięsień gdy hartowała Catrionę ledwie zrodzoną na świecie, karmiąc, przebierając i niańcząc dopiero kiedy do zapłakanych oczu spoglądał kres niewinnej wytrzymałości. Najmłodsza lady Rowle szybko nauczyła się mówić, chodzić, spełniać surowe wymagania; każdą inną dziewczynkę mogłyby one przytłoczyć, wyciskać łzy gnijącej beznadziei - i z początku to działo się również w jej sercu, lecz brat powtarzał uparcie, nawet jeśli nie do końca pojmowała wagę tych słów, jak ważne było przetrwanie. Jak cenną i bliską powinna być wola walki. W maskaradzie stawiania pierwszych kroków pan ojciec również nie brał udziału, był wszak człowiekiem zajętym, przedsiębiorcą, któremu nie w głowie było doglądanie bezużytecznych jeszcze córek. Towarzyszyły jej guwernantki, bony, starsze kobiety o szarych twarzach, srogich spojrzeniach i cierpkich dłoniach, ciosające dłutem kamień, z którego prawdziwie się narodziła. Znały wymagania swojego lorda, wiedziały jak im sprostać, miały doświadczenie ze starszą z sióstr - a raczej wiedziały już, jakich błędów nie należało popełniać... Janine, leciwsza od Catriony o kilka wiosen, była miałka, nijaka, cicha i potulna, stroniąc od trudnych decyzji i poważniejszej myśli. Gdyby przyjrzeć się jej uważniej, dostrzec można było wyłącznie bieg zmarnowanego potencjału.
Nie ukończyła lat trzech, nim odezwała się w niej pierwsza magiczna domena. Trudno stwierdzić czy sprowokowała to zbytecznie przeciągająca się opieszałość piastunki, czy może umysł puścił lejce nad skumulowaną dziecięcą agresją: salwa płaczu przerodziła się nagle w siłę odpychającą odeń wszystko i wszystkich. Każdy mebel, każdą obojętną kobietę. Posłał otoczenie na zimne, kamienne ściany. Miała w sobie gniew, gniew ojca, dziki, ujarzmiony jedynie przez pasmo skóry, pod którą buzował, bulgotał wraz z krwią. Zupełnie inaczej objawiły się talenty rodzeństwa Catriony: Janine tworzyła w rzeczywistości swych wyimaginowanych kompanów, Remin natomiast sprawiał, że wszystkie przedmioty znajdujące się w jadalni jęły wygrywać wojenną balladę, zupełnie jakby był rycerzem kroczącym przez pole walki. Ona natomiast - była gorączką obezwładniającą damy sprawujące nad nią pieczę. Gasła jedynie przy panu ojcu i starej cioteczce, ekscentrycznej lady Alzinie, siostrze swej babki, która zwykła przemawiać do niej meandrami metafor jak do zaklętej magicznej kuli, cedząc przepowiednie, wizje i obietnice nadchodzących dni. Uciechę sprawiał leciwej damie widok ostrości zahartowanego dziecięcego wzroku, toteż wzięła ją nieformalnie pod swoje krucze skrzydło, pozwoliwszy odwiedzać się w prywatnych komnatach częściej niż innym młodym Rowle'om; dostrzegła coś w Catrionie, radziła także, by w kolejnych latach dopuścić ją do matki. Ponoć miało to być dla dziewczątka korzystne.

Rozwój najmłodszej córki, choć magicznie burzliwy, przynosił opiekunkom satysfakcję; okazywała się sprytna, rozumna, stawała pojętą uczennicą, a gdy wreszcie pozwolono jej dołączyć do rodzicielki, od maleńkości mogła z szacunkiem obserwować jej subtelną grę. Dawna lady Bulstrode była przędzarką oplatającą mężczyzn niewidzialną nicią, najmniejszym gestem przyciągała przychylne spojrzenia, odpowiadając tym, którzy spełnić mogli jej zaplanowaną potrzebę. Wieczorową porą, gdy nie służyła Haraldowi, wpuszczała Catrionę do swoich pokoi, gdzie tłumaczyła krok po kroku jak winna się nosić, jak zachowywać, by zjednywać dusze nie tylko siłą charakteru, ale także przekazaną jej aparycją, a urody ponoć trudno było dziewczynce odmówić. Zrozumiała to prędko: była pokryta lodem surowego, rygorystycznego wychowania - ale okazało się, że tkwił weń też płomień rozbudzony przez panią matkę właśnie, coś zrodzone z archetypu Bulstrode'ów - zgodnie z oczekiwaniem jasnowidzącej manipulantki.
Zanim nadeszły jedenaste urodziny potrafiła trzymać w ręku szablę i poruszać się w siodle na grzbiecie sporego rumaka. Na straży stanęło grono wybitnych, wymagających nauczycieli polerujących niewprawne jeszcze ruchy, niedoskonałe kroki, niepoprawną postawę; musiała być silniejsza, jak Remin. Musiała. Odwagę w sercu pielęgnowała okazyjnie wraz z kuzynem od strony pani matki, który czasem zjeżdżał do zamku Beeston. Chłopiec był kilka lat starszy i choć krwią bliżej było mu do maskarad i logicznych zabaw, widziała w nim partnera do gier sprawdzających nerwową wytrzymałość. W piwnicznych komnatach posiadłości, wśród zimnego kamienia i ciężkiego powietrza, lord Harald, zawodowo zajmujący się handlem magicznymi stworzeniami, chwilowo trzymał zamknięte w magicznych klatkach gryfy przeznaczone do kolejnej transakcji. Potężne stworzenia o pazurach wielkości całej dziecięcej dłoni, gniewne, niechętne do istnienia w zamknięciu. Korzystali z tego podchodząc do krat, sprawdzając które podejdzie najbliżej. Które okaże się najśmielsze.
Tuż przed wyprawą do magicznej szkoły Durmstrang czarownica akceptowana już w pełni przez magiczną socjetę otrzymała swoją różdżkę. Wybrała Catrionę w sklepie Gregorovitcha, stworzona z wężowego drewna złączonego z włosem trolla; słodki smak dumy wypełnił wciąż młodą pierś, gdy pierwszy raz odpowiedziała na wezwanie dziewczynki i napełniła mocą, jakiej dotychczas nie znała.


By posiąść koronę zrozumiesz, co musisz uczynić,
gdy sercu twojemu zagrozi inny. Wtedy dziewczę przerodzi się w kobietę,
krew przelana stanie się zapłatą dla przewoźnika, a czerń odzienia - bielą.

lady Alzina Rowle, rok 1947

Durmstrang otworzył przed Catrioną wiele drzwi, lecz najważniejszymi z nich okazała się czarna magia tańcząca z wiedzą o starożytnych runach i warzeniu mikstur. Jeszcze przed wyruszeniem w podróż słuchała instruktażów lady Alziny i zaufanych jej krewniaczek, starawych, doświadczonych, powtarzających, że w tym właśnie kryła się prawdziwa potęga. Zaszczepiły w niej tę miłość. Zasiały ziarno, które kiełkowało wraz z każdą lekcją przeprowadzaną przez magiczny instytut. Wiedziała już czego chce, czego chcieć powinna, czego szuka i tam właśnie odnalazła odpowiedzi. W szkole tolerowano, a wręcz zachwalano potencjał ciemnych arkan; profesorowie chętnie wpajali do głowy teorię już od pierwszego roku, do praktyki przechodząc płynnie, z wymaganiem, które przywodziło na myśl domową surowość. Tępiono tam kruchość. Z kamienia spoglądały surowe, nieistniejące oczy, napawające ją abstrakcyjnym przeświadczeniem ciągłej inwigilacji umiejętności, wytrzymałości, determinacji - choć wszystko to tkwiło jedynie w przesyconej ekscytacją głowie młodego dziewczątka. Nic dziwnego, że czuła się tam dobrze. Postawiona w okowach wiecznego wyzwania.
Jako przedstawicielka szlachetnego rodu traktowana była należycie, z wianuszkiem wiernej świty często u dziewczęcego boku; wybierała towarzyszki mądre i odważne, słabeuszy czy zbrukanych brudną krwią obok siebie przecież nie potrzebowała, przynieśliby jedynie wstyd. Tak też lata mijały Catrionie na skrupulatnej edukacji; w murach akademii, wypleniwszy pierwotne niepewności i skrupuły, poznawała czym jest ekstaza władania nad czyimś cierpieniem. Czym decyzyjność w kwestiach, w jakich człowiek decyzyjności posiadać podobno nie powinien. Dowiadywała się jak czarna magia góruje nad wątłymi urokami, poznawała tajemnice jej pochodzenia i narodzenia wśród pierwotnych mocy, spijała teorię splątaną nieodłącznie z praktyką, finalnie zaprzedając jej swe serce. Nawet nocami w ciepłym blasku świec przyrządzała świeżo poznane eliksiry czy studiowała księgi wypełnione runicznym pismem i jego enigmą. Satysfakcję odnajdywała w coraz to bardziej skomplikowanych recepturach pochodzących z podręcznikowych stronic; dopatrywała się w nich eleganckiego elementu kobiecej magii, z ochotą przypatrywała temu, jak w kociołku zmieniały się barwy, jak ogień wszystko mógł zniweczyć lub wszystko wznieść na wyżyny. Nie mogła przestać, to było... Jak trans, jak kochanek, który uwiódł ją nieprzystojną obietnicą. Jak droga prowadząca do wymarzonego celu, świetlista, trudna, ale obiecująca.
Wyniki w nauce nie przysporzyły problemów podczas wakacyjnych przerw, kiedy należało zjechać do zamku i stanąć przed panem Haraldem ledwie patrzącym na córkę kątem oka. Była tylko dziewczynką, młodą kobietą, córką, tkwiącą w pokornym dygnięciu; koronę uwagi otrzymywał Remin, jego prawowity dziedzic i następca, a ona, pomimo całej swojej próżności, nie była tym zszokowana. Taka była jej pozycja i o ile pokusa obalenia tradycyjnego porządku odzywała się czasem w głowie, była mądrzejsza by jej posłuchać, trzecia na świecie, trzecia w ojcowskim sercu. Istniały przecież inne sposoby - matka nieustannie uczyła jak otrzymywać spełnienie życzeń, a to wystarczało, by cieszyć się codziennością. Catriona naśladowała jej zwinny, pełen gracji chód, zrozumiała w którym momencie należy odsłonić nadgarstek, kiedy się uśmiechnąć, kiedy zaszczycić płomienniejszym spojrzeniem. Jak kusić. Jak zaszczepiać w wyobraźni zmysłowe wizje. Budzącą się kobiecością - i z zaimplementowaną weń przez matkę premedytacją - korzystała z tego talentu, by postawić na swoim. Z czasem stało się to zupełnie przyjemną grą: sprawdzała jak daleko może przesunąć granice męskiej wytrzymałości, zanim pokusa nakazałaby im sięgnąć po nią choćby siłą, urzeczona widokiem desperacji płonącej w oczach tych, którzy rzekomo byli silniejsi i ważniejsi od niej. A przecież tak często bywało inaczej.
Żądze nastolatki pełne były wiecznej ciekawości. Chciała więcej i więcej - nawet w trakcie miesięcy, jakie winny być odpoczynkiem, praktykując naukę pod okiem jeszcze bardziej wymagających nauczycieli sprowadzonych do Beeston na polecenie cieszącej się ogromnym szacunkiem wieszczki. Tęgie umysły otwierały wrota prowadzące do świata mikstur i run, nie tylko znanych z podręczników, a także egzotycznych, związanych ściśle z kulturami dalekich krajów, lecz informacje te poznawała powoli, stopniowo, by nie zachłysnąć się dobrodziejstwem tu i teraz. Alzina wiedziała z dymu swych wizji, że Catriona pewnego dnia stanie się matką klątw. Będą wypełzać z jej łona jak potwory powite z zawiści i ambicji, zmiesza je z krwią i ludzkim reliktem; szeptała młodziutkiej lady o tym czasem w jasnowidzącym delirium, zaszczepiwszy kolejną już potrzebę. Fascynację. A młoda lady pod jej enigmatyczną, manipulacyjną opieką - pragnęła tego, choćby od środka miał rozerwać ją ból zapłaty. Lady Rowle krok po kroku wprowadzała wtedy także swoją wychowankę w świat wróżbiarstwa. Zachęcała ją, by otwarła swoje wewnętrzne oko i sięgnęła w głąb splątanych nici losu, dojrzała to, co Alzina widziała na co dzień i choć z początku Catrionie ów zadanie szło opornie, po kilkunastu próbach była już w stanie odczytać pierwszą wróżbę.

Adolescencja okazała się ciekawym, owocnym czasem życia, podczas którego pani matka powtarzała, że największym honorem dla kobiety szlacheckiego pochodzenia jest ofiarowanie potomstwa jej mężowi. Najlepiej syna, by prędko ugruntować swoją pozycję, zaś Catriona potrzebowała u swego boku człowieka silnego, by spełniać swoje marzenia. By nie stać się nużącym bytem pochłoniętym zaledwie plotką i podwieczorną herbatką. Nadszedł czas, by zacząć wodzić spojrzeniem, szukać, poznawać - krytycznym okiem oceniała swoich krewnych, pewna, że wśród nich znajdzie najpotężniejszego maga. Byli przecież Rowle'ami, a rodu tego nie mógł dosięgnąć świetnością żaden inny; wiedziała już wtedy, że jej mężem stanie się starszy odeń arystokrata, doświadczony, silny, pozbawiony lęku i skrupułów znanych jedynie tchórzom - ale nie Remin, nawet jeśli młody mężczyzna pragnąć mógł inaczej. Wielu z nich odwzajemniało jej spojrzenia, przecież mimo wczesnego wieku miała w sobie wypraktykowany powab kokietki, który kusił - lecz decyzję podjęła szybciej, niż mogłaby zakładać w śmiałych snach.
Oto i on wrócił z polowania na łownych terenach, pachnący skórą, wigorem i krwią; do dziś pamięta jak ten zapach wdarł się przemocą do jej nozdrzy, gdy patrzyła jak przechodzi korytarzem wprost do swoich komnat. Sir Adalbert Rowle. Był doskonały.
Na wiele miesięcy wracała do szkoły, rozstając się ze słodką toksyną zaplanowanej przyszłości przy ognisku domowym. Z roku na rok jej talenty szlifowały się wyraźniej. Runy stały się kochankiem, czarna magia najdroższą przyjaciółką, eliksiry zaś świtą, a gdy nadszedł czas na to, by poznać podstawy klątw - ekscytacja sięgnęła zenitu. Ehwaz tańczący z potworną migreną, Othala sprowadzająca ogień o poranku, Thurisaz zdzierający skórę, to był jej świat, jej tango, jej przeznaczenie. Ciekawość wiodła natomiast na dno piekieł. Wyobraźnia żądała zrozumienia w jaki sposób przekleństwo działa na ludzki organizm od wewnątrz, wobec czego - oprócz astronomii, historii magii i numerologii - uważnie studiowała także anatomiczne księgi z nadzieją, że pewnego dnia i to ujawni przedeń bestialski Durmstrang.
W tym samym czasie zakwitła weń fascynacja duchami przemierzającymi korytarze rodzinnego zamczyska. Ciekawiła ją prostolinijna natura śmierci, uwodziła cienka granica między fizycznym istnieniem a przemianą w byt tkwiący ni tu, ni tam; późnymi wieczorami zaczęła zatem wędrować tymi samymi ścieżkami, pieszo czy na grzbiecie wiernego wierzchowca, napotykając na drodze półprzezroczyste istnienia. Swych przodków. Zrodzonych w czasach zamierzchłych, znanych jedynie z pożółkłych stron opasłych lektur. Często brutalnych i zimnych, gdy krew w ich żyłach wciąż była gorąca. Prosiła ich - o rozmowy, o towarzystwo, a później także o wyznanie prawd znanych jedynie umarłym. Jakie to uczucie, umrzeć? Jakie to uczucie, obudzić się na nowo jako duch? Jakie to uczucie, władać mocami obcymi żywym? Po wielokrotnych próbach zjednała sobie także owianego złą sławą kota z Cheshire; poltergeista czasem można było spotkać wylegującego się na łożu Catriony, gdy ta oddawała się klątwom. Obserwował ją uważnie, z diabelnym uśmiechem wykrzywiającym pokryte futrem poliki. Przychylność zmarłych była jej słodką tajemnicą; nie obnosiła się z tym pośród rodziny i tym bardziej nie wspominała oń w obcym szlachetnym towarzystwie, ceniąc sobie dobrą opinię. Nie chciała tego tracić, w pewien kuriozalny sposób odnajdując się w socjecie mimo rowle'owskiego wychowania.
Podjąwszy decyzję, nie traciła już czasu na czcze miłostki: wiedziała czego chce, jednak że raz na jakiś czas sprawiało jej radość wodzenie kawalerów za nos. Potrafiła to robić coraz sprawniej dzięki naukom rozpalanym w zimnych komnatach zamku Cheshire; wabiła jak syrena, a marynarze chętnie skoczyliby w zwodnicze fale, byle tylko usłyszeć słodką pieśń jej prośby, wymagania. Bawiło ją to. Ale widok tamtej przeklętej kobiety w rodzinnych komnatach, gdy wracała po kolejnym semestrze - obrzydzał.
Genevieve Rowle była jego żoną, jej Alberta, nudną wywłoką o nieciekawych zainteresowaniach i coraz bardziej bezużytecznym ciele. Nie potrafiła ofiarować mu syna. To Catriona wiernie czekała, patrzyła z okna swojej sypialni gdy wracał przez wrota z kolejnych polowań, to ona chciała go witać i ścierać krew z jego dłoni, dziękować za futra, to ona powinna być u jego boku. I oto pewnego dnia nadeszły prorocze słowa lady Alziny, które całą machinę wprawiły w ruch.

Tuż po pierwszym debiutanckim sabacie wspominanym z zadowoleniem, z tęsknotą, jak klejnoty pani matki zdobiące smukłe ciało oprócz pięknej sukni - ojciec zdecydował, że czas najwyższy Catrionę i nieco starszą Janine wydać za mąż. Z pierwotną niechęcią wybrał kawalera spoza rodziny, kogoś, na kogo młodsza córka spoglądała z ukrytą wyższością i rozczarowaniem; wydawał się słaby, chuderlawy, chorowity i nijaki, więc z oczywistych względów nie był w stanie podołać oczekiwaniom, jakie stawiała w swoich marzeniach. Czy ktoś mógłby się dziwić? Ukończyła edukację, stała się panną na wydaniu, a u boku tamtego mężczyzny, och, wiedziała, że kontynuacja pasji będzie niemożliwa. Nie pozwoliłby jej na to, redukując do marazmu. Musiała wziąć wówczas sprawy w swoje ręce - lecz nie było to jej własną ideą. Wdarły się w nią szpony wieszczej machinacji, obdzierając z resztek skrupułów, jakie kiedykolwiek mogła mieć w sercu.
Ogień rozpustnej namiętności zalewał ją od środka gdy kreśliła runy i poruszała różdżką, sprowadzając na swoją rywalkę, żonę sir Alberta, ponuraka mącącego myśli. To zachwiało poczuciem nadchodzącej przyszłości biednej Genevieve. Catriona z premedytacją wpuściła w jej przewidywania katastrofę, kłamstwo, widok jej własnych dłoni na szyi ledwie powitej córeczki, a lady Rowle, przykładna, zapłakana matka, zdecydowała się temu zapobiec jedynym sobie znanym sposobem. Ponoć ta niefortunnie zamężna kobieta powiesiła się na gałęzi w przyzamkowym lesie. Nie wytrzymała długo tortur fałszywej przepowiedni. Potem trzasnęła gałąź zerwana pod ciężarem jej ciała, a ona runęła na ziemię, jeszcze ciepła, z twarzą wykrzywioną w grymasie bólu i desperacji. Udziału Catriony nie odkryto: lady Alzina, jedyna świadoma grzechu uczennicy, nigdy by na to nie pozwoliła. To ona wywróżyła pierwszą krew na dłoniach dziewczyny, to ona uśmiechała się krzywo, gdy w komnatach zostawały same, pogrążone w dyskusji na temat przyszłości, zadowolona z tego jak plastycznym materiałem protegowana była w jej dłoniach. Tamtej nocy Catrionę pierwszy raz w życiu zdręczyły koszmary. Drżała, zabłąkana w zimnych korytarzach, zalana zimnym potem, dopóki ciotka nie otoczyła jej ramieniem, powtarzając, że nie uczyniła nic złego. Tak należało. I słabość rozmyła się wraz z nadejściem poranka. Poranka, podczas którego w pomarańczowej łunie wschodzącego słońca ujrzała ducha, który dotychczas obcować z nią nie chciał, przekonany, że była zaledwie kruchym kaczątkiem - lecz udowodniła inaczej. Odezwał się do niej po raz pierwszy. Posępny, beznamiętny, do cna wypełniony historią, którą przyjęła od niego z wdzięcznością. Jego życie dobiegło kresu w szesnastym wieku; od ów pamiętnego dnia osiadł w samotni lasów Cheshire jako jeden z jego mieszkańców; tamtego ranka opowiadał Catrionie o ostatnim tchu, o przeistoczeniu w nieśmiertelną mgłę, o tym, jak spoglądał na przebieg dziejów, darząc jej dekady nieprzychylnym spojrzeniem - a także dumą z rozwoju krwiobiegu, jakim była rodzina. To właśnie jego ledwie dorosła lady Rowle w głębi serca pragnęła zmusić do posłuszeństwa swojej woli. Stał się dla niej uosobieniem odległych er, miał tyle do ujawnienia; musiała pewnego dnia mieć go u swego boku, złamanego, zależnego wyłącznie od jej kaprysu.
Każda inna dama byłaby gotowa ją potępić, gdyby jawnym stał się fakt, że podczas pogrzebu Genevieve Catriona uwodziła sir Alberta z premedytacją. Była niczym nimfa odziana w czerń za kotarą woalki, wiecznie w zasięgu jego wzroku, młoda, płodna, zaznajomiona z techniką wznieconego magnetyzmu. Zimna, surowa jak rzeźba utkana z marmuru, a jednocześnie tętniąca lawą skrywaną pod wypolerowaną powierzchnią; wdzięczyła się dyskretnie, ale płomiennie. Rozpalała, bo mogła i potrafiła to robić. Posiadł ją tej samej nocy na krwawym prześcieradle jej łoża, w koszuli nocnej zakrwawionej odebraną niewinnością. Bez ślubu. Z dzierlatki przeistoczył w kobietę.


Urodzisz dzieci. Ale będą nieistotne - i wiele rozmyje się w krwi.
A gdy świat wreszcie stanie w ogniu, gdy z chaosu wzejdzie wojna nowego poranka...
Tedy urodzisz pierwszego zdrowego syna i synów rodzić będziesz dalej.

lady Alzina Rowle, rok 1949

Dysputy na temat zamążpójścia jednej z dwóch cór trwały długo. Wyznaczony przez ojca kawaler stawiał warunki, pertraktując z lordem Haraldem niczym o magiczne stworzenie, jakim sir Rowle handlował na co dzień. Lady Alzina powtarzała jednak, że nie ma się czym martwić, że to nie jej przypadnie rola małżonki ów czarodzieja mimo żywionej przez pana ojca nadziei - więc Catriona wierzyła jej jak zawsze, czekała. Zaczytana w starych woluminach, kreśląca runiczne symbole, tańcząca z klątwami, warząca mikstury, poznająca sekrety magicznej historii. Jej ciało należało do Alberta, ale umysł trawiła ciemna potęga. Myśli spisywała pismem runicznym - a mimo to odnajdywała też czas na obracanie się w eleganckim świecie dam. Wbrew pozorom nie nudziło jej ich towarzystwo, nie ujawniała także swoich bardziej ekscentrycznych zapędów, zachowując je wyłącznie dla bliskich przyjaciółek; lubiła rozmawiać ze świadomymi swoich potrzeb arystokratkami pochodzącymi z rodów o odpowiednich poglądach, ciekawa ich spojrzenia na wszechrzecz. Na to, jak kontrolowały swoje otoczeniem - i czy w ogóle to czyniły. Srogo, językiem ciętym i słowem obtoczonym woalką ironii odnosiła się z kolei do dziewcząt, które w głowie miały pustkę. Malareczki, tancereczki, śliczne panienki, o których słuch ginął gdy tylko opuszczały balową salę, jakże wiele miała w sobie dla nich pogardy. Trzpiotki nudziły, głodne zgniecenia nie tylko przez pięść katującego męża, ale także przez otaczający je świat: czuła to, bawiła się nimi, skąpana w konieczności zapewniania sobie rozrywki podczas inaczej nużących dni. A on, Albert - odwiedzał ją czasem nocami. Schodził do komnat młodej lady gdy wszystko milkło, uczył czym był ogień, czym pożądanie, karmił ambicję, sącząc do ucha kłamstwa, które pewnego dnia miały stać się prawdą. Szybciej niż się spodziewała, a jednocześnie tak boleśnie dłużej.
Piękne plany unii łączącej dwa rody poprzez Catrionę legły w gruzach. Jej przesiąknięty namiętnością i głodem kochanek podstępnie zasugerował lordowi Haraldowi, by przed oficjalnym ogłoszeniem zaręczyn magomedycy sprawdzili stan czystości młodszej córy, w ten sposób ujawniając grzechy ledwie dojrzałej dziewczyny. Nie zdradziła go jednak, nie wydała nawet przed lordem Haraldem, gniewnym i rozczarowanym, zimniejszym niż kiedykolwiek wcześniej. Sprawę utajniono - owiano taktownym milczeniem, kawalerowi natomiast za żonę wydano pokorną Janine. Niedługo później sir Albert zaproponował, że to on zostanie mężem najmłodszej lady Rowle, weźmie ją pod swe łaskawe skrzydła, za fasadą kalkulacji skrywając spełnioną żądzę. A ona, mimo cierpkiego poczucia córki niosącej ojcu rozczarowanie, czuła w sobie przede wszystkim satysfakcję; oto spełniała się bowiem kolejna przepowiednia lady Alziny prowadząca ją ku przeznaczeniu migoczącemu dostatnim blaskiem.
Została zatem żoną Alberta - drugą, o wiele młodszą, uleglejszą, sprytniejszą i przy tym dzielącą jego podłe zabiegi. Przyjemność sprawiał jej ból, który zadawał wszystkiemu wokoło - by następnie wrócić do niej krwawym i płonącym pragnieniem fizycznego spełnienia. Nęciła go nie tylko ciałem, jakim władała umiejętnie, ale też szeptem o klątwach rzucanych na jego oponentów. Nie bez powodu w Beeston znów pojawili się sprowadzeni z dalekich zakątków świata runiści i czarnoksiężnicy karmiący nieustannie wzrastającą wiedzę Catriony; ich dobrze opłacanym zadaniem było otwieranie przed lady drzwi do coraz niższych stopni piekieł, aż ów podła dziedzina przestała mieć przed nią wiele tajemnic. Tłumaczyli zawiłości meandrów genezy czarnej magii, eliksirów i klątw, które tak fascynowały młodą lady - przeprowadzili ją także przez wrota tworzenia talizmanów, odkrywali przed nią sekrety, uczyli delikatnego sposobu łączenia magii, run i kruszcu, by efekt stał się możliwie przesiąknięty największym potencjałem. Służki budziły ją przed godziną trzecią nad ranem, gdy czuła największe zjednoczenie z mrocznymi arkanami wypełniającymi ducha i ciało, toteż właśnie wtedy oddawała się perwersyjnym przyjemnościom wydawania na świat okrutnych klątw, czasem odziana w pelerynę z czarnych ptasich piór, innym razem zupełnie naga, niczym w transie. Samodzielnie tworzyła bazy, spisywała znaki, a potem słuchała wieści o tym, jak zbierają upragnione rezultaty.
Pierwsze dziecko na świat wydała niemal równe dziewięć miesięcy po zimowej ceremonii zaślubin, własne, nie to, którego stała się macochą. Euphemia. Rozczarowanie osiadło w piersi na dźwięk notyfikacji uzdrowiciela: dziewczynka, przeklęty, niepotrzebny byt, który winien być synem - ale w pamięci wciąż miała wieszcze słowa dostojnej ciotki. Jej przekleństwo było jasne: Catriona miała powić dziedzica dopiero gdy Anglią zawładnie wojna, a tą, wbrew pierwotnemu przekonaniu, nie okazała się idea szerzona przez Gellerta Grindelwalda. Znów pozostało jej jedynie czekać, jednocześnie figlarną grą i brudem własnej duszy utrzymując przy sobie zainteresowanie męża, którego może i nie darzyła miłością, lecz z pewnością - szacunkiem.

Oburzenie procesem, na którego sir Alberta powołano w roli świadka sprawiło, że następne dziecko straciła przedwcześnie. Przemawiający przed obliczem Wizengamotu oskarżyciel śmiał tamtego dnia postawić lorda Rowle w roli złoczyńcy, bezprawnie rozszalałej bestii, i gdyby nie zaufany sługa przyjmujący winę na swoje barki, zgraja elegancko odzianych tchórzy posłać jeszcze byłaby skora jej najdroższego arystokratę za kraty niesłusznego więzienia. Tamta dziewczyna, rzekoma ofiara - była przecież nikim. Jak miała na imię, kogo to obchodziło? Od tamtego dnia Catrionę jęła prześladować twarz głównego mówcy, w którego zimne, puste oczy na sali sądowej patrzyła pogardliwie. Nękał ją w snach, jego bzdurne słowa lejące krew w dół drżących ud, gdy traciła dziecko w sferze katowskiego koszmaru; przemawiał niewzruszony, wygłaszał swe kazanie, głuchy na krzyki matki tracącej potomka. To przez niego zginął ich nienarodzony syn, przez niego to, co mogła mieć prędzej - wbrew przepowiedni ciotki - legło w gruzach. Znowu. Bądź przeklęty, słabeuszu. Przysięgła wtedy, gdy w rzeczywistości nie na sali sądowej, a w zakrwawionym łożu trawiła ją gorączka, że pewnego dnia zgłębi tajniki klątwy tak strasznej, tak potwornej, że z jego piersi wydrze serce tak, jak on z jej łona wyrwał syna. Musiał ponieść konsekwencje tego, co im - jej - uczynił.

Mimo to odnalazła w sobie siłę, by przeżyć bolesne komplikacje, podnieść się z popiołów i przekierować złość na to, co znajdowało się w osiągalnym pobliżu. Krew w żyłach zamieniła się w ogień, pierścienie na palcach przecinały wargi - należące do służek, nad którymi Catriona znęcała się czasem dla własnego egoistycznego ukojenia. Czyjś ból pozwalał jej funkcjonować spokojnie. Dalej świecić chłodnym, pociągającym blaskiem na salonach, wśród kobiet interesujących, inteligentnych. Nie zajmowała się balowym tańcem, prowadziła natomiast rozmowy, zapewniała rozrywkę, zdobywała serca. Smak wytrawnego wina mieszał się z melodią przeróżnych dysput, a czerwone krople czasem opadały na dekolt sukni droższych niż życie tysiąca szlam. I świat niedługo potem stał się idealny. Ledwie dwa lata po fatalnym poronieniu lady Rowle wydała z siebie oddychającego syna - pewna, że oto zawróciła kołem przeznaczenia i zdobyła permanentną przychylność swojego męża, mimo ostrzeżeń Alziny, że chłopiec umrze młodo, zbyt młodo, i by do jego istnienia absolutnie się nie przywiązywać. Nic dla dumnej matki nie miało jednak wówczas znaczenia - tylko to, że dała mu następcę. Dała noworodka, Einarra, którego bez słowa powierzyła bonie, nakazując, by wychowano go na silnego mężczyznę. Ale on - nigdy nie dosięgnął dorosłości. Zmarł zaledwie kilka miesięcy później, sekretnie obciążony trefnym genem Rowle'ów, ich rodową niedoskonałością objawiającą się tak często, zbyt często. Odebrano jej go. Chłopca, który pewnego dnia miał dumnie prowadzić swoją własną rodzinę ku świetności. Gniew znów zapłonął: Catriona zaczęła własne ciało pokrywać runami, zatracona w coraz bardziej zdesperowanym rytuale mającym dać jej zdrowego syna, w zamian za to otrzymując jedynie następne rozczarowanie. Urodziła kolejną córkę, Vigdis: pozwoliła jej przeżyć, ten jeden, ostatni raz, by potem wierzyć już tylko przesądom głoszonym przez zaufaną wieszczkę. Proroctwa Alziny były dokładne, sugerowały kiedy sięgnąć po specjalny eliksir i pozwolić sobie krwawić do porcelanowej wanny, by jak najszybciej spróbować zajść w ciążę ponownie, licząc na męskiego potomka - ale Catriona zaczynała tracić cierpliwość, od starej wróżbitki, od wszystkiego domagając się spełnienia obietnicy. Niech Anglia zapłonie. Niech miliony stracą życie, by ona powiła w końcu zdrowego chłopca.
Coraz częściej zaszywała się w ciemnej komnacie pełnej ksiąg, czasem wraz z towarzyszami bliskimi sercu zdolnymi wesprzeć ją w naukowych rozumowaniach, czasem zaś samą dostojną ciotką, zgłębiając tajniki mrocznej magii mogącej spotęgować płodność. Choć Alzina uważała, że wszystko prędzej niż później rozwiąże przeznaczenie, znosiła rosnącą w siłę desperację Catriony - chyba rozbawiona jej widokiem. Patrzyła jak wikła się w coraz krwawsze rytuały, jak włada coraz potężniejszymi klątwami i kąpie się w czarnej magii, samej wróżbą zapewniwszy także samego Alberta o nadchodzącym potomku. Winien był wiedzieć, że jego żona nie była bezużyteczna, a deklaracja padająca z ust ciotki niosła w sobie siłę. Winien był wiedzieć, że wszystko posiadało pewną nienaruszalną kolej istnienia. A ona była stworzona do rzeczy wielkich.


Widzę sznur czarnego jedwabiu wokół twojej szyi,
czujesz go też ty, wiesz, że wisisz, stopą nie mogąc dosięgnąć podłoża.
Niech płonie. Niech wszystko wokół ciebie płonie. Niech trwa już wojna.
To czas na dziedzica.

lady Alzina Rowle, rok 1958

Patronus: Catriona nie potrafi go wyczarować.

Statystyki
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 00
Uroki:00
Czarna magia:103 (rożdżka)
Magia lecznicza:00
Transmutacja:00
Eliksiry:172 (rożdżka)
Sprawność:5Brak
Zwinność:18Brak
Reszta: 0
Biegłości
JęzykWartośćWydane punkty
AngielskiII0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
AstronomiaI2
Historia MagiiII10
KłamstwoI2
KokieteriaII10
NumerologiaI2
PerswazjaI2
Starożytne RunyIII25
SpostrzegawczośćI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Savoir-vivreII0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Neutralny--
RozpoznawalnośćII-
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I0.5
Malarstwo (wiedza)I0.5
Muzyka (wiedza)I0.5
WróżbiarstwoI0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
PływanieI0.5
Taniec balowyI0.5
SzermierkaI0.5
JeździectwoII7
GimnastykaI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 2

[bylobrzydkobedzieladnie]


something borrowed
must be returned, flowers in bloom will wither, my dream began with your glance. for whom did i look beautiful then? for whom do i sigh today? i do not wish to waste what you have given me, so i will go all the way, all for fate.


Ostatnio zmieniony przez Catriona Rowle dnia 26.09.21 2:34, w całości zmieniany 11 razy
Catriona Rowle
Zawód : jejmość ziem Cheshire
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
her chest filled with diamonds and gold.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10485-catriona-rowle#317948 https://www.morsmordre.net/t10663-naudhiz#323255 https://www.morsmordre.net/t10666-lady-cheshire#323270 https://www.morsmordre.net/f361-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t10664-skrytka-nr-2320#323256 https://www.morsmordre.net/t10665-catriona-rowle#323257
Re: Catriona Rowle [odnośnik]02.10.21 9:27

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam PW lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: Tristan
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Catriona Rowle Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Catriona Rowle [odnośnik]02.10.21 9:33


KOMPONENTYjagoda jemioły, krew x3, gałka oczna x3, szpik kostny x2, lawa wulkaniczna

[02.10.21] Styczeń/marzec

BIEGŁOŚCI-

HISTORIA ROZWOJU[18.09.21] Rozwój początkowy: -100PD
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Catriona Rowle Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Catriona Rowle
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach