Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Zamek Lady Marion
AutorWiadomość
Zamek Lady Marion [odnośnik]24.08.21 8:03

Zamek Lady Marion

Mugolom jawi się jako ruiny, lecz również czarodzieje nieszczególnie chętnie odwiedzają to miejsce; przez lata zamczysko pozostawało opustoszałe, a rządziła w nim niepodzielnie lady Marion. Duch, Gwiezdna Dama, niegdyś pomieszkująca w rodowej siedzibie rodu Slughorn w Appleby. By uciec od niechcianego ożenku, wypiła samodzielnie uwarzoną truciznę - rozgoryczona i smętna snuje się po miejscu swej śmierci kolejne stulecie.
To właśnie tu zaczęto magazynować ingrediencje niezbędne do tworzenia eliksirów leczniczych oraz bojowych, którymi ród Slughorn wspomaga Ministerstwo. W lochach przetrzymywani są twórcy eliksirów, którzy nie zgodzili się na wsparcie swymi talentami nowego Ministra Magii. Nie pozostawiono im wyboru. Zamczysko zabezpieczone jest pułapkami, a zarówno więźniów, jak i cenne towary chroni grupa czarodziejów wynajętych przez Slughornów.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zamek Lady Marion Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek Lady Marion [odnośnik]22.05.22 18:31
7 IV 1958

Zagryziona do krwi warga pulsowała irytująco, jednocześnie będąc jedynym punktem wokół, który zapewniał o faktycznym życiu. Słodko-gorzki ból wydobywał się jaskrawo ponad pusty obowiązek, tak samo jak znad szarugi wieczora wydobywała się intensywna czerwień spierzchniętych ust.
Mętny wir mroźnego, wciąż zimowego wiatru przysłaniał widoczność, nawet mimo czarów i zamaszystego kroku; w duchu przeklinała niemożność teleportowania się do samego zamku – któż by pomyślał, że nawet wśród swoich należy ostrożnie stawiać kroki?
Slughornowie nie wiedzieli i tak miało pozostać; bo choć ich różdżki mężnie wsparły działania Ministerstwa, ci, których otulały nieprzyjazne okowy lochów ukrytych pod zamkiem nie mieli tak jasno sprecyzowanych poglądów. Wśród więźniów i rzekomo przymuszonych do pracy nad eliksirotwórstwem łatwo było zniknąć. Zaszyć się, przylgnąć do ciemności wilgotnych ścian lub skryć za kotarą toksycznych oparów.
Pod latarnią bywało najciemniej, zwłaszcza dla nieprzyjaciół.
Dysponowała nie tyle co nazwiskiem, co zasłyszanym przydomkiem; mapą zamkowych komnat i obślizgłym labiryntem ukrytych pod powierzchnią ziemi korytarzy, małymi wskazówkami i jeszcze mniejszym rozumieniem celu. Ale pewnych sytuacji lepiej było nie rozumieć.
Westmorland skąpane było w ciężkim deszczu i jeszcze cięższej mgle; przylegała do ciała, smagając wilgotnymi węgorzami pary jego odkyte partie, włosy, zmuszając organizm do wiecznego niezdecydowania między chłodem a dusznością.
Czerń odzienia wpasowywała się w ponurość krajobrazu; zlewała z wysokimi drzewami, na wpół zawalonymi murami i błotem ścielącym główną ścieżkę; Dolohov wolała trzymać się od niej z daleka, wybierając sobie tylko znany trakt pomiędzy czymś, co niegdyś mogło nosić miano ogrodów, zanim jeszcze zamczysko popadło w ruinę i wieczne jęki Lady Marion.
Różdżka stanowiła przedłużenie dłoni, bo choć okolica wydawała się niemalże martwa, byłaby głupcem pozwalając sobie na beztroskę na nieznanym terenie, dodatkowo nawiedzanym przez cholerną szlachciankę w niematerialnej formie i udekorowanym ogromną ilością zabezpieczeń.
Nie miała na nie jeszcze konkretnego planu, choć w myślach powtarzała zaklęcia, którymi niegdyś ściągała pułapki nałożone przez Zakon Feniksa; ich ręka nie sięgała tych terenów, to było zadanie zgoła odmienne od tych, do których nawykła, ale mimo wszystko – mimo stąpania po ziemi sojuszniczej – stawiała kroki ostrożnie, bezszelestnie, przemykając między szarościami oplatającymi zamek. Anonimowo – wciąż nią była, skryta w mroku i ciszy, nie wyjawiając swojego nazwiska od wielu miesięcy, nie pojawiając się nawet na odznaczeniu z rąk samego ministra.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 15
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Zamek Lady Marion [odnośnik]23.05.22 23:10
Tatiana & Lyall

7 kwietnia 1958

« Even though I walk through the darkest valley, I will fear no evil, for you are with me »
Zbierało się na burzę. Lyall podejrzewał, że nie tylko to wisiało w powietrzu. Ostatnie anomalie pogodowe były czymś więcej niż jedynie nieprzyjemnościami — silne opady, gradobicia, śnieg utrudniały pracę, niejednokrotnie zmywając trop, który w zawodzie brygadzisty był ważniejszy od czegokolwiek innego. Nie było kierowania się śledzeniem rzuconych różdżek, bo większość wilkołaków w ogóle nie rejestrowała się, obawiając się — bardzo słusznie — linczu ze strony społeczeństwa. Łowcy musieli więc opierać się nie tylko na wywiadach wśród ludzi mogących coś wiedzieć, ale głównie pracy w terenie, która nie należała do najprostszych. Wymagała jednakowo instynktu, co predyspozycji do wielu godzin czekania, szukania śladów, przeczesywania kolejnych mil terenów całkowicie niedostępnych dla zwykłego człowieka. Wilkołaki rzadko chowały się w społecznościach — paradoksalnie mogłyby się łatwiej ukryć wśród tłumu, lecz ze względu na swą zwierzęcą naturę trzymały się na uboczu. Wybierały miejsca, gdzie nikt nie był w stanie ich dojrzeć ani rozpoznać ukrytej tożsamości. Nic dziwnego — z powodu wojennej zawieruchy ataki nasiliły się i to poza pełnią. Emocje takie jak strach czy desperacja prowadziły do niekontrolowanych przemian, a patrząc po zwyczajnych czarodziejach, których skrajne wycieńczenie prowadziło ku skrajnym zachowaniom, nic dziwnego, że odbijało się to także na zakażonych klątwą monstrach. Wszyscy zdawali się tracić zmysły, nie umiejąc dostosować się do aktualnie panujących warunków. Lupin jednak ani razu nie odczuł takowej presji i chociaż nie myślał o tym, nie zamierzając tracić czasu na analizę systemu biurokracji, gdyby ktoś był w stanie przejrzeć brygadzistę, zrozumiałby powód. W końcu Lyall od lat znajdował się w stanie wojny, a całkowity brak zainteresowania życiem społecznym, równocześnie sprawiał, iż nie czuł solidarności z cierpiącym narodem. Nie sympatyzował z przegrywającymi ani z wygrywającymi. Wielkie ideologie czy wymyślne hasła nigdy nie były dla niego, szczególnie że system ani ludzie za niego odpowiedzialni nie wywiązywali się ze swoich obietnic. Dla kogoś tak silnie przesiąkniętego własną sprawą, wiarą we własną siłę, dyskusje polityczno-społeczne były niezrozumiałym bełkotem. Opieranie się na sobie samym płynęło w żyłach brygadiera, a lojalność odczuwał jedynie do własnych psów, które nie były tak zdradzieckie jak ludzie. Wierny pies mógł skoczyć za właścicielem nawet w ogień, mimo że instynkty mówiły mu co innego. Człowiek... Człowiek był zmienny na tak wielu płaszczyznach, że był kwintesencją zawodności oraz nieprzewidywalności. A Lyall nie mógł polegać na czymś takim. Nie, gdy robił to, co robił.
Ponad jednak smrodem sierści kudłatych lykanów Lupin szukał kogoś jeszcze. Wydawało się mało prawdopodobne, iż jego cel znajdował się w zamku przebranżowionym na więzienie dla alchemików, ale z tego co wiedział, brat Pinkstone'a był transportowany i miał być wtrącony do jednej z zamkowych cel. W Ministerstwie poinformowali również brygadzistę o nadchodzącym przesłuchaniu, które miało odbyć się właśnie z jego udziałem. Jeśli ci na nim zależy, lepiej się pospiesz. Podobno mało kto wychodzi stamtąd żywy. Lyall nie znał nikogo z ludzi chroniących zamek i chociaż legitymował się jako funkcjonariusz sił porządkowych, nie patrzono na warczącego, postawnego czarodzieja serdecznie. Wręcz przeciwnie — odesłano go z kwitkiem i kazano wrócić dnia następnego, bo podobno więzień jeszcze nie dotarł. Pieprzenie. Obserwował jednak z cierpliwością życie codzienne, jakie toczyło się wokół ruin. Znał godziny zmian warty oraz dostawy prowiantu. Jeżeli nie mieli go wpuścić na mocy ministerialnego dokumentu, zamierzał dostać się tam inaczej, chociaż wolał tego uniknąć. Narażania się dla może.
Wiedział, że tego wieczora nie był tam sam. Dwa psiska wpatrywały się w miejsce, gdzie w oparach mgły widać było czyjąś przycupniętą sylwetkę. Ktokolwiek to był, mógł być przeszkodą w tym, czym zajmował się brygadzista. Przez swoją niekompetencję. W końcu łowca z łatwością zbliżył się, nie wzbudzając żadnych podejrzeń, a gdy był wystarczająco blisko, wyłonił się z cienia za plecami drugiej osoby. Kraniec różdżki skierował ku gardłu zakapturzonej postaci, jednak nie dotykał ani materiału ubrania, ani też skóry. - Sapiesz - rzucił gardłowo, chociaż od wielu lat jego głos przypominał warknięcia psów. Dokładnie tych samych, które oddalone od właściciela, czaiły się w mroku, by w każdym momencie wyskoczyć przed siebie i złapać ofiarę. W tym przypadku skuloną i nieuważną sylwetkę okrytą grubym płaszczem. - Słychać cię z drugiego końca lasu.


i’ll tell you a secret. the really bad monsters never look like monsters.
ALL DARK, ALL BLOODY,
MY HEART.
Lyall Lupin
Zawód : Brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Way deep down
Leaving me in a run around
Wanna care but
I don’t do Whats right
I won’t Wanna be found
Lettin loose the inner animal
OPCM : 15
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470
Zamek Lady Marion
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach