Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Świetlica wiejska
AutorWiadomość
Świetlica wiejska [odnośnik]24.08.21 8:13
First topic message reminder :

Świetlica wiejska

Budynek niewątpliwie czasy swej świetności ma za sobą, lecz uparcie stoi dalej dzięki zwartej strukturze, bo wciśnięty został pomiędzy inne budowle w równym szeregu. Jeszcze dwa wieki temu była tu tawerna, ale od czasu śmierci ostatniego właściciela – który nikomu nie pozostawił dzieła życia w spadku – lokalna społeczność czarodziejów po jakimś czasie przekształciła cały parter na świetlicę wiejską do ogólnego użytku. Urządzane są tutaj małe zebrania zatroskanych mieszkańców, czasem ktoś wykorzystuje przestrzeń do uczczenia rodzinnych uroczystości, gdy jednak nie ma szansy pomieścić wszystkich gości w zaciszu swego domostwa. Po tawernie pozostała tylko lada, ciemnobrązowy blat jest porysowany i podziurawiony, a w umieszczonym w kącie pomieszczenia kominek rzadko cieszy się obecnością płomieni. W środku nie ma zbyt wiele, kilka drewnianych ław, w razie potrzeby znoszone są przez mieszkańców stoły i krzesła. Ściany zdobi drewniana boazeria, zamknięte w starych ramkach pozostają mapy najbliższej okolicy i mniej lub bardziej udane portrety zasłużonych mieszkańców, nad drzwiami wejściowymi wisi złoto-czarny herb rodu Abbott.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Świetlica wiejska - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Świetlica wiejska [odnośnik]13.03.22 21:54
6 lutego



Odkąd sprowadzili tu mieszkańców Redhorn zajęła łóżko na zapleczu lecznicy. Zdecydowała się nie wracać do domu. Nie chciała narażać zdrowia zamieszkującej go czwórki dzieci. Uprzedziła Jaydena o swojej nieobecności, a ojciec Rose miał zająć się Mel przez kilka następnych dni. Dziewczynka powinna się do niego na nowo przyzwyczajać, skoro na wiosnę jej matka planowała powrót w rodzinne strony. Tak było też po prostu łatwiej. Ograniczyła podróże, była na miejscu. Wiedziała, że po relokacji obozowiska do Doliny, wielu z uchodźców będzie potrzebowało pomocy i opieki medycznej - nie mogła również zaniedbać swoich obowiązków w samej lecznicy.
Była zmęczona. Jak każde z nich. Wycieńczenie malowało się szaroburym cieniem, skrywającym się pod linią ciemnych rzęs, spojrzeniem lśniących, przekrwawionych oczu. Wiedziała, że wytrzyma te kilka dni. Że jak tylko wróci do Irlandii, tam będzie mogła odpocząć. Tam będzie spokojna chociaż na chwilę. Próbowała trzymać się myśli o powrocie. O tym, że mimo upływu zaledwie dni tęskniła za córką, chłopcami, za Jaydenem. Nawet jeśli wcześniej zdarzały im się dłuższe przerwy. Teraz zbyt bardzo do nich nawykła, by nie odczuwać braku. Motywowała się tym, że każdy kolejny dzień zbliżał ją do powrotu.
Mieszkańcy czarodziejskiej wioski ponownie wyciągnęli do nich rękę. Zgodnie z zapewnieniami Castora i Louisa udało im się przenieść część obozowiczów do okolicznej świetlicy. Z kolei ci, którzy po przebadaniu nie wykazywali symptomów zapalenia płuc zostali zakwaterowani w innym miejscu. W przeszło kilkanaście godzin w świetlicy zorganizowano miejsca dla chorych. Udało im się zebrać prześcieradła i ciepłe koce. Chociaż mogli liczyć na wsparcie zasobami Castora, pani Giddery również pomogła. Pomogły też okoliczne zielarki, zwykłe gospodynie domowe, przynosząc do świetlicy to co byli w stanie podarować. Nie było tego wiele, być może nawet nie wystarczająco. Jednak połączyli siły - wiedzę zielarzy z uzdrowicielskim doświadczeniem.
Pierwszej nocy zginął pierwszy mugol. We śnie. Wycieńczony. Być może chorobą, być może współwystępującymi dolegliwościami. Czarodzieje, mugole umierali tak samo. Śmierć była śmiercią. jednak ich życie zdawało się być znacznie bardziej kruche. Miał przeszło siedemdziesiąt lat - powiedziała jedna z młodych mugolek, która pomagała im przy opiece nad chorymi. Czymże z kolei było te siedemdziesiąt lat dla czarodzieja? Czekało go jeszcze dzieścia lat życia, starość obchodziła się z nimi łagodniej. Zapalenia i infekcję nie tak zabójcze jak dla zwykłych Brytyjczyków. Przypomniał jej się Tom Genthon, opowiadający o jego ojcu roztaczającym opiekę nad mugolską wioska podczas wojny. Oni również powinni ich chronić prawda? Siebie nawzajem. Ich. Serce podpowiadało, że tak właśnie należało. Rozum zaś pytał - jak?.
Dni wypełniły się pracą. Liczba pacjentów w lecznicy była duża, a czas spędzony w przychodni wymagał od niej pełnego skupienia. Czas wypełniały przeróżne przypadki - najzwyklejsze domowe wypadki - oparzenia, skaleczenia i ci, którzy znosili znój wojennej codzienności - choroby, odmrożenia, wygłodzenie. Niektórzy przynosili wieści z daleka. O atakach, prześladowaniach. Każdego dnia było po prostu źle. Brakowało wszystkiego i chociaż ręce znały sposoby by nieść pomoc, wiedziała że ta jest jedynie doraźna. Jedyne co mogło ich uratować to koniec walk, koniec wojny. Tylko tak mogli ozdrowieć.
Na to jednak się nie zanosiło.
Rose, Castor i Ollie podzielili między sobą dyżury w świetlicy. Niektóre kobiety z Doliny również pomagały im zajmować się chorymi. Przede wszystkim musieli skupić się nad tym, aby choroba przestała się rozpowszechniać jak ustalili na samym początku - ci, którzy chorowali zostali zatrzymani w świetlicy, a ci zdrowi w Ruderze. Swój czas poświęciła przede wszystkim tym pierwszym, chociaż starała się również kontrolować sytuację wśród tych, którzy jeszcze nie wykazywali symptomów choroby.
Castor i pani Giddery zadbali o to, aby leczeniu towarzyszyły wywary i zioła, które wspomagały terapie. Korzystali z tego co udało im się uzbierać - ziele tymianku, zasuszone liście babki, korzenie lukrecji, prawoślaz, zakonserwowane na zimę syropy z czarnego bzu i skruszony porost islandzki pomagały im w leczeniu. Wierzyła że i lepsze warunki sanitarne wpłyną na ich wyniki - dbali o czystość, a kilku mężczyzn przyniosło im drewno by mogli rozgrzać pomieszczenia. Godzinami snuła się wśród ław, stołów, prowizorycznych szpitalnych łóżek. Zbijała gorączkę, oczyszczała płuca, walczyła ze wszelkiego rodzaju przypadłościami.
Drugiego dnia zachorował pastor przez co morale obozowiczów widocznie się pogorszyły. Był ich liderem? Tym, kto zorganizował ich grupę, wspierał ich ducha, pomagał przetrwać razem. Teraz był w świetlicy, wśród nich. Tak samo chory. Tak samo słaby.
Kategorycznie odmówił, by jego leczenie wspierała magia. Dopiero trzeciego dnia, gdy gorączka przezwyciężyła uraz do magii, pozwolił by zbiła temperaturę, zabrała ból i uspokoiła zszargane nerwy.
Dziś było już z nim lepiej. Chociaż miał pozostać w świetlicy na kilka następnych dni, zauważyła polepszenie jego stanu. Jak i zmianę w nim samym. Chociaż był jej nieprzychylny, chociaż wciąż łypał nieufnie na inne czarownice, to z błyszczącego spojrzenia uważnych oczu zniknęła pogarda.
Zastanawiało ją. Co kryło się w ich wierze, że pokładali w niej swój los. Było w tym coś osobliwego. Jak wielkie zaufanie w nich budził, jak wielki respekt wywoływał mężczyzna, który nazywał się sługą. Nie dziwiło jej to, że za nim podążyli. Miał swojego rodzaju charyzmę. Był człowiekiem, który wiedział co powiedzieć. Ostatecznie musiała stwierdzić, że jego obecność wpłynęła pozytywnie na innych pacjentów. Jakby sam fakt, że zdrowiał i on, sprawiał że zdrowieli i oni.
Jeszcze nie wiedziała co z nimi poczną. Ostatnie dni poświęciła przede wszystkim temu, aby opanować zachorowania na zapalenie płuc. Wiedziała, że rozwiązania nie znajdą ani dziś, ani w przeciągu najbliższych tygodni. Musieli doczekać wiosny, znaleźć im domy czy też pomóc założyć nowe obozowisko - tym razem bezpieczniejsze, godniejsze. Teraz musieli przetrwać ten czas.
Sytuacja w Ruderze dużo lepsza. Wielu mugoli cierpiało w skutek niewyleczonych ran, zakażeń, odmrożeni, byli wycieńczeni, osłabieni i wygłodzeni. Jedna z kobiet była ciężarna. Istnym cudem było to, że nie straciła swojego dziecka. Jego serce biło jednak pewnie. Uciekli z Redhorn i założyli obóz nieopodal Taunton, zaraz jednak uderzyła w nich zanim zdążyli wylizać rany, stanąć na nogi. Dziś również nie stali na nich pewnie. Na łasce tych, którym nie ufali. Wierzyła jednak, że uda im się nawiązać dialog. Krok po kroku. Począwszy od tych dni, które poświęcała na leczenie ich. Począwszy od każdego czarodzieja, który przyszedł tu, aby pomóc, chociaż sam nie miał czym się dzielić. Mimo wszystko jako społeczeństwo wciąż działali. Jakoś. Łatwo było przestać w to wierzyć. Że jeszcze było coś przed nimi. Że kompletnie nie sięgnęli dna. Mieli jeszcze siły, aby walczyć. Być może nie otwarcie, nie z różdżkami w dłoniach - twarzą w twarz z przeciwnikiem. Walczyli ze strachem, który był narzędziem ministerstwa. Walczyli z tym, aby wojna nie wytrąciła z nich człowieczeństwa. Ludzkich odruchów. Być może to było niewiele, ale potrzebowała w to wierzyć. Że chociaż każdy kolejny dzień zdawał się być cięższy od poprzedniego, że czasami miała poczucie wykonywania syzyfowej pracy... Że robiła to wszystko, bo istniały ku temu powody i te wcale nie zniknęły. Miała nadzieję, że zachowa ze sobą tą myśl jak najdłużej.
Powracając do lecznicy, wiedziała że i tam czekają na nią obowiązki. Te, z których nie zdążyła rozliczyć się w ciągu dnia. Jeśli chodziło o pracę, tej nigdy nie brakło. Musieli sobie pomagać. Zachować czystość, przygotować zlecenie na eliksiry dla Castora, zliczyć zysk - chociaż tego ostatnio nie było zbyt wiele. Czasami ci, którzy nie byli w stanie płacić galeonami przynosili im jedzenie, zioła, surowce. Czasami nie mieli nic, aby im się odpłacić. Lecznica zaś trwała od tygodnia do tygodnia. Od miesiąca do miesiąca. Musieli przetrwać. Dla swoich rodzin i dlatego czym stało się te miejsce od jej powstania.

|zt



what we have become but a mess of flesh and emotion - naked on all counts

my dearest friend




Ostatnio zmieniony przez Roselyn Wright dnia 23.03.22 19:19, w całości zmieniany 1 raz
Roselyn Wright
Zawód : Uzdrowiciel w leśnej lecznicy
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the healer has the
b l o o d i e s t
hands.
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 35
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f415-szkocja-highlands-knieja https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514
Re: Świetlica wiejska [odnośnik]18.03.22 20:51
Odwiedziny w zlokalizowanym nieopodal Doliny Godryka obozowisku mugoli stanowiły brutalne zderzenie z wojenną rzeczywistością: przysypane śniegiem sterty ciał, wychudzeni i zanoszący się krwawym kaszlem ludzie oraz słodkawa, wywołująca mdłości woń gotowanego mięsa - wszystko to zapadało w pamięć, wykraczało poza granice wyobraźni, przypominało rozgrywający się na jawie koszmar. Koszmar, w którym żyli uchodźcy; dowodzeni przez niechętnego magii pastora, w pierwszej chwili nie obdarzyli czarodziejów zaufaniem - ale życzliwość, determinacja i cierpliwość pozwoliły im przekonać do siebie najpierw duchownego, a później i resztę niemagicznych. Przeniesieni do świetlicy w Dolinie Godryka oraz opuszczonej przez poprzednich mieszkańców Rudery, mogli powoli i mozolnie zacząć dochodzić do siebie - wspierani medyczną pomocą uzdrowicieli z leśnej lecznicy, zdrowieli dzięki ciężkiej pracy i włożonemu w ich leczenie wysiłkowi. Ci, którzy mieli najwięcej sił, wrócili wraz z czarodziejami i pastorem do lasu, żeby pogrzebać zmarłych; uroczystość była podniosła i przygnębiająca jednocześnie, przepełniona żalem i tęsknotą - niosła jednak również nadzieję na to, że mugole i czarodzieje mogli stanąć obok siebie ramię w ramię.

Rozlokowanie ocalałych ludzi w schronieniach solidniejszych niż namioty wciąż pozostawało problemem - jednak już nie tak naglącym.

Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Świetlica wiejska - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Świetlica wiejska [odnośnik]24.04.22 17:22
6 kwietnia 1958

Jedne za drugim, odgłos nożyc powodował, że uspokajała się z każdym kolejnym gestem. Oddychała ostrożnie, mogąc skupić się na szyciu ponownie i to nie dla siebie ani też dla rodzeństwa, a w końcu na czyjeś zamówienie. Cieszyła się, że w świetlicy zorganizowali dla wszystkich przestrzeń, w której osoby nie mające własnego kąta mogły przygotowywać tutaj swój kąt do pracy. Brakowało jej tego, kiedy ostatnie miesiące spędziła wciśnięta pomiędzy psa, kurę i materac który służył jej zamiast łóżka do spania. Przychodziła tutaj z torbami, w których trzymała swoje przybory, siadała na miejscu i wykorzystywała nowe możliwości do szycia szat, poprawiania odpadniętych guzików, skracania nogawek spodni albo..cóż, generalnie wszystkiego, co wiązało się z poprawianiem ubrań. Szykowała teraz zamówioną już wcześniej spódnicę od jednej z klientek, a teraz też zajmowała się materiałem. Spoglądała ostrożnie na materiał, gładząc go dłońmi i wyczuwając delikatnie nowe typy splotów. Albo i te znajome.
Kobieca sylwetka mignęła jej między przejściami świetlicy – z początku nie zwróciła na nią mocnej uwagi, unosząc jedynie głowę, zaraz jednak dostrzegła jak kobieta wraca do salki, spoglądając na kręcącą się kobietę. Chyba szukała czegoś, albo kogoś, ale czy tę osobę widziała? Ktoś bywający w okolicach Doliny albo orientujący się, kogo zapytać, doskonale wiedział, że to tutaj właśnie znajdzie krawcowe albo inne osoby, teraz zaś Sheila spojrzała na blondynkę z uśmiechem, ostrożnie zdejmując przedmioty z ławy obok siebie, na wszelki wypadek gdyby nieznajoma doszukiwała się miejsca na rozłożenie swojego sprzętu, albo gdyby po prostu chciała usiąść i poczekać na kogoś.
- W czymś mogę pomóc? Chce pani coś, co można by pani uszyć, czy może chce pani poszukać jakiegoś innego twórcę? Jeżeli by pani szukała talizmanów albo eliksirów, to mamy w sumie po to zupełnie inne miejsce, też mogę pokierować. – Kojarzyła, gdzie znajduje się sklep Castora, ale nie mówiła od razu o kogo chodzi, tak aby mieć jakąś pewność, że osoba nie byłaby nieprzyjazna. Ale lepiej było się jakkolwiek upewnić co i jak. Albo przekonać się, czego chciała nieznajoma.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Świetlica wiejska [odnośnik]27.04.22 7:37
Jeden Merlin jej świadkiem, że nie przykładała dużej wagi do ubioru. To absurdalne biorąc pod uwagę jej pochodzenie, ale stawiała zawsze na to, że ubrania muszą być wygodne by spełniać swoją funkcje. Nie wyobrażała sobie iść na misję w rozkloszowanej sukni i gorsecie i tak jak dla wielu samo tak otwarte zaangażowanie się w wojnę było niedopuszczalne dla kobiety, tak dla Lucindy niedopuszczalne było noszenie na sobie takiego ciężaru. Już jako poszukiwacz artefaktów musiała dostosowywać swoje szaty do rodzaju zadania. Przecież jej zawód to często chodzenie po szlakach, górach, jaskiniach pełnych szlamu i wody. Każdy kto choć na chwile znalazłby się w sytuacji, w której ona znajdowała się prawie każdego dnia szybko zmieniłby zdanie na temat pięknych sukien. Niepraktyczne, pozbawione całkowicie sensu. To też nie było tak, że jako kobieta nie lubiła ładnie wyglądać, ale na wszystko przychodził czas. Wszystko miało swoje odpowiednie zastosowanie. Tylko, że czarodzieje tego nie rozumieli, przynajmniej jeszcze nie. Zatrzymali się w latach 20 i nikt nie uświadomił im, że czasy się zmieniają i wszystko idzie do przodu. Wbrew myśleniu wielu mężczyzn – kobiety też.
Lucinda nie znała się na szyciu szat. Zawsze był ktoś kto taką szatę dla niej przygotował, a magiczne krawiectwo nie miało w sobie równych. W końcu ubrania były mocne i służyły na lata. No może nie teraz gdy prawie każde jej wyjście z domu to starcie i walka. Dlatego wolała dmuchać na zimne póki miała okazje. Kto wie ile to wszystko potrwa? Kto wie czy za miesiąc, dwa, rok wciąż będą mieli taki dostęp do materiałów i szwaczek. Na Merlina przecież to nie było wcale łatwe zadanie.
Trafiła do świetlicy wiejskiej dość przypadkowo. Jeden z jej bliskich znajomych wspomniał, że można tu znaleźć rzemieślników, którzy za opłatą wybiorą materiał, uszyją szatę, stworzą talizman czy amulet. Dawniej takie miejsca miały swoją sławę. Duże sklepy w środku miasta, wielkie witryny zachęcające do kupna. Teraz wszystko zbiegło się do małych salek na wsi. Jeżeli ktoś jeszcze by jej powiedział, że wojna nic nie zmieniła, to chyba zaśmiałaby się głośno. Wojna zmieniła wszystko.
Blondynka kręciła się po salce w poszukiwaniu krawcowej. Natrafiła na kobietę, która na takową wyglądała, ale Lucinda wolała się jeszcze rozejrzeć i sprawdzić czy aby na pewno miejsce to nie kryje żadnych niespodzianek. Nie chciała naciąć się tu na zwolenników Malfoya lub Śmierciożerców. Akurat dziś jakoś nie miała nastroju na tortury. Kiedy własnym okiem sprawdziła cały budynek wróciła do kobiety, bo nikogo innego kto mógłby wykonać dla niej usługę nie znalazła. Ów kobieta chyba też zauważyła, że Lucinda się jej przygląda, bo od razu podjęła się tematu. – Jest Pani krawcową? – zapytała unosząc brew w pytającym geście. – Szukam kogoś kto wykona dla mnie szatę, albo płaszcz. Chyba wolałabym płaszcz. Niezbyt gruby, taki abym mogła się w nim swobodnie poruszać i żeby miał spore kieszenie. Długi najlepiej aż do łydek – zawsze wybierała prochowce. Mogła się w nich ukryć, a to było dla niej niesamowicie ważne. – Nie znam się niestety na materiałach – dodała unosząc kącik ust w delikatnym uśmiechu. W takich sprawach była kompletnie zielona.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Świetlica wiejska - Page 2 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Świetlica wiejska [odnośnik]08.05.22 1:23
Potrzebowała każdego, kto chciałby jakkolwiek urozmaicić swój strój. Nie tylko przez wzgląd na to, że to oznaczało więcej pracy dla niej, a także i mniej zmartwień na temat rodzinnych problemów. To jednak dawało jej też jakiś zarobek, a jak wiadomo, pieniądze potrafiły naprawdę wiele – w tym przynajmniej odrobinę więcej jedzenia złapać dla siebie i bliskich. Miała ochotę na jakiś dzień, w którym mogłaby poleżeć i cieszyć się wiatrem we włosach, promieniami słońca na jej skórze, chwili, gdzie po prostu mogła rzucić wszystko i nie przejmować się wszystkimi problemami. Ani życie ani pogoda w ogóle na to nie sprzyjały, musiała więc skorzystać z okazji cichego miejsca w którym głównym ruchem było przesuwanie ostrożnie nicią przez tkaniny.
Spoglądała na nieznajomą, prezentując jej delikatny uśmiech. Nawet kiedyś nie była zagrożeniem, a teraz, po miesiącach problemów, bólu i zmartwień, kiedy wychudła jeszcze bardziej, w ogóle nie przypominała kogoś, kto mógłby zrobić krzywdę. Widziała jak kobieta krąży, ale nie zaczepiała jej ani nie zwracała uwagi, wiedząc, że lepiej będzie aż ta upewni się w tym co chciała, albo nabierze śmiałości, a dopiero potem sama podejdzie. Zabawne, że w tym ludzie zupełnie się nie różnili od ptaszków które potrzebowały tej drobnej zachęty do tego, aby zjawić się tuż koło osoby i przekonać się do tego aby się do niej odezwać. Sama miała tak niejednokrotnie.
- Tak, zapraszam. – Wskazała miejsce obok siebie, przekładając jeszcze wszystkie materiały, które mogłyby im przeszkadzać. Nie, aby było tego wiele, ale bardzo starała się zdobywać co mogła. W końcu im więcej materiałów, tym więcej mogła zaoferować wszystkim chętnym. – Rozumiem. W takim razie chyba najlepiej aby mimo długości płaszcz był zapinany jedynie do miednicy? W tym wypadku góra płaszcza będzie dobrze przylegać, a luźny dół płaszcza sprawi, że zachowana będzie swoboda ruchów.
Podniosła się, łapiąc za miarkę i zachęcając Lucindę również do powstania.
- Będę musiała prosić o rozstawienie ramion w pewnym momencie. Pytanie też, czy rękawy mają być krótkie do łokci, czy jednak dłuższe? – Sięgnęła jeszcze po pergamin aby mieć gdzie zapisać wszystkie wymiary z mierzenia. – Cóż…są różne materiały. Skóra tebo jest wytrzymała, ale z niej najlepiej zrobić buty, gdyby pani chciała, bo dają odporność na poślizg, więc sam płaszcz może być z wełny rogatej czarowcy albo zwykłej skóry, ale najlepiej podszyć to wełną kudłonia, bo to pomaga nieco rozciągnąć materiał kieszeni. Czy w ogóle mają być dwie kieszenie czy więcej? – Mogła jedynie sugerować, jak to będzie wyglądać ze strony szycia, ale co konkretnie chciała sama Lucinda to już jej decyzja.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Świetlica wiejska
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach