Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Revna Bagman
AutorWiadomość
Revna Bagman [odnośnik]06.09.21 11:43

Revna Hespera Bagman

Data urodzenia: 2 kwietnia 1933 roku
Nazwisko matki: Rookwood
Miejsce zamieszkania: Delamere Forest, Cheshire
Czystość krwi: czysta ze skazą
Status majątkowy: średniozamożny
Zawód: alchemik, łowca ingrediencji, opiekunka flory na terenach łownych Delamere Forest w Cheshire
Wzrost: 170 centymetrów
Waga: 56 kilogramów
Kolor włosów: kruczoczarne
Kolor oczu: gorzka czekolada
Znaki szczególne: ciężkie powieki, wysokie kości policzkowe, drobny pieprzyk na środku prawego policzka, otaczający ją zapach ziół i lasu przełamany przyjemną nutą frezji


Wiosenna burza rozdzierająca kwietniowe niebo mnogością wyładowań atmosferycznych zagłuszyła kompletnie kwilenie dziecka, drobnego, sinoczerwonego od krzyku, pomarszczonego i rozczarowującego; Cuthbert Bagman oczekiwał narodzin drugiego syna, lecz gdy akuszerka przekazała mu radosną nowinę, nie zaszczycił Malodory trzymającej w ramionach niespokojne zawiniątko nawet jednym spojrzeniem - chwyciwszy w dłoń zdobioną srebrzonymi okuciami kuszę, zniknął w ciemnościach lasu, by przelać swą gorycz w kolejne wyczerpujące polowanie i nie wracał, dopóki pierwszy brzask jutrzenki nie rozmył resztek świetlistej koniunkcji Księżyca i Antaresa, najjaśniejszej, migoczącej rubinową barwą gwiazdy przynależącej do konstelacji Kwintopeda.
Revna, dziecię o włosach czarnych jak skrzydło kruka. Malodora wpatrywała się w córkę jak w obrazek, snując w głowie wybiegające w daleką przyszłość plany z najmłodszą latoroślą w roli głównej, lecz wraz z nadejściem nowiu początkowy zachwyt ustąpił miejsca chłodnej obojętności, a do głosu doszły wyniesione z jej rodzinnego domu w Yorku zwyczaje wychowywania twardą ręką.
Od maleńkości uwielbiała przysłuchiwać się opowieściom snutym przez Lowella, który w trakcie przerw świątecznych i wakacyjnych roztaczał przed nią wizje szerokiego świata i emocjonujących przygód. Nikt tak pięknie nie potrafił malować w jej wyobraźni wieczornego nieba, nikt nie potrafił równie skutecznie zaabsorbować jej uwagi. Pamiętała wyraźnie upalny dzień, w którym kazał jej zadrzeć głowę w bezchmurny bezkres i czekać cierpliwie z sobie tylko znanego powodu - a gdy czarny talerz zaćmienia zakrył na kilka krótkich chwil Słońce, wstrzymała oddech gwałtownie. Soczysta zieleń liści otaczających ich drzew poczęła migotać feerią barw, lecz ona sama nie dostrzegała tej drobnostki, wpatrując się w tajemnicze zjawisko z przejęciem żywo odmalowanym na twarzy.
Obserwacje astronomiczne pochłaniały ją bez reszty, chociaż Cuthbert nie widział w nich większego sensu. Był człowiekiem pragmatycznym, lubiącym złocisty błysk galeonów, a tych nie przynosiło wielogodzinne wpatrywanie się w niebo w oczekiwaniu na kolejną koniunkcję ciał astralnych, lecz całodniowe wyprawy do pobliskiego lasu Charnwood, skąd zawsze wracał zwycięsko, obładowany truchłami zwierząt, których każdą część potrafił spieniężyć. Futra i skóry skupował wprawny krawiec, nadwyżkę mięs chętnie nabywał kucharz wykwintnej londyńskiej restauracji, a wszystko inne za odpowiednią opłatą przejmował okoliczny alchemik. Revna coraz częściej towarzyszyła ojcu w ekspedycjach, początkowo jako czujny obserwator, by z czasem wziąć na swe wątłe barki rolę pojętego pomocnika i wytrwałego ucznia. Gdy na jej parapecie zawitała płomykówka z Hogwartu, oczywistym nieomal było to, że żaden z rówieśników nie dorówna jej w wiedzy o stworzeniach zamieszkujących gęste lasy środkowej Anglii.


Neptun przesuwał się leniwie w geometrii gwiazdozbioru Testrala, gdy ruszała w najdłuższą podróż swojego dotychczasowego życia. W hogwarckich murach swe miejsce znalazła w domu Roweny Ravenclaw, a ciekawość nastoletniego umysłu rozkwitła w pełni. Chociaż, ku rozczarowaniu ojca, nie podążyła śladami Lowella, dumnego wychowanka Slytherinu, a beztroska szerząca się wśród kolegów ze szkolnych ławek kusiła niesamowicie, ani na chwilę nie pozwoliła sobie na giętkość kręgosłupa moralnego, który od dziecka usztywniany był wpajanymi jej ideami zachowania czystości czarodziejskiej krwi. Nie przejawiała zbyt dużego zainteresowania do obracania się w szkolnej śmietance towarzyskiej; znajomości utrzymywała na godnym poziomie, lecz jej ambicją nigdy nie było wdarcie się szturmem w serca szlachetnie urodzonych, których traktowała z należytym szacunkiem, lecz bez sztucznego uniżenia i służalczości. Coraz więcej godzin spędzała w szklarniach, studiując chętnie tajniki ziół i roślin, jednak największym jej odkryciem i ulubionym punktem na mapie Hogwartu stała się pracownia alchemiczna. Bulgoczące dźwięcznie w kociołkach ciecze absorbowały kompletnie jej umysł, który chłonął jak gąbka kolejne tajniki warzenia eliksirów. Nie miała w zwyczaju trzymać się sztywno receptur; testowała z chorobliwą wręcz ciekawością efekty zmiany kierunku mieszania mikstury, zastępowania jednej ingrediencji drugą, łączenia składników szlachetnych z plugawymi i chociaż nie wszystkie jej eksperymenty były udane i nie wszystkie próby wychodzenia poza schematy spotykały się z aprobatą nauczycieli, prywatne sukcesy w dziedzinie alchemii otworzyły jej drzwi do Klubu Ślimaka i pomogły zyskać pewność co do tego, że odnalazła właściwą dla siebie drogę w dorosłe życie.


Wakacje po ukończeniu szkoły wzbudzały podskórną ekscytację wywołaną bezlikiem możliwości. W gwiazdozbiorze Trytona tkwił nieporuszony Jowisz wraz z gromadką galileuszowych księżyców, obserwując z nieboskłonu festiwal lata i rozgrywające się na jego tle młodzieńcze zrywy serca. Tylko on jeden patrzył na nią tak, jakby potrafił przejrzeć wszystkie jej kaprysy na wskroś, sięgając samej istoty jej jestestwa, tylko on jeden rozumiał ją bez słów, tylko on jeden potrafił zmiękczyć wydobywające się z jej ust zgłoski i ocieplić spojrzenie czarnych niemalże oczu. Śmiała się, pijana szczęściem, patrząc jak wyławiał z przybrzeżnych fal utkany z polnych kwiatów wianek i wiedziała, że to właśnie z nim spędzi resztę swych dni w niewielkiej chatce na brzegu jednego z jezior w Kumbrii. Śmiała się wciąż, gdy przy jednym ze stoisk pomarszczona szeptucha błysnęła białkami niewidzących oczu i z przejęciem wypowiadała słowa przepowiedni, ściskając ją kurczowo za rękę. Zabijesz wszystko, co kochasz, wybrzmiało złowieszczo w zamęcie upalnego wieczoru, lecz Revna za nic miała podobne bajdurzenia. Stara naciągaczka, rzuciła kpiąco w eter nim niemalże tanecznym krokiem oddaliła się na pokaz sztucznych ogni, szybko spychając zasłyszane czarnowidzctwo w najdalsze zakamarki świadomości. Wypełnione promieniami słonecznymi tygodnie mijały szybko, a ona zbierała dojrzałe mandragory i kwitnące latem zioła, by przemienić je w niewielki kapitał, mający o krok przybliżyć ją do realizacji długofalowego planu.
Przystrojony w pierścienie Saturn przesuwał się systematycznie w konstelacji Nundu, gdy ruszyli w dwójkę na bagniste wybrzeże rzeki Severn w poszukiwaniu kelpii, by spieniężyć najcenniejsze jak dotąd zlecenie. Adrenalina krążyła w jej żyłach i dudniła w uszach, gdy skakała na głęboką wodę w pogoni za porośniętym sitowiem demonem, pewna tego, że i tym razem wszystko powiedzie się po jej myśli. Przeliczyła się. Buta wzięła górę, nie zmierzyła sił na zamiary, a najwyższą cenę zapłacił on - na wzburzoną powierzchnię wody wynurzyła się w pojedynkę. Krzyczała wniebogłosy, walczyła z nurtem i nurkowała tak głęboko, na ile tylko pozwalały jej palące z bólu płuca, lecz wiry zdradzieckiej rzeki porwały go na dno, którego nie była w stanie sięgnąć. Słowa szeptuchy odbijały się nieznośnym echem w jej dziwnie pustej czaszce, gdy zziębnięta i przerażona wracała do domu niczym pies z podkulonym ogonem, by tłumacząc się ścinającą ją z nóg chorobą, zaszyć się w niewielkiej sypialni na długie dni. Nikomu nie powiedziała o zajściu w Shropshire, zatrzymała dla siebie wybuchy skrajnych emocji, które na przemian wprawiały ją w otępienie i bliżej nieukierunkowaną furię. Dopiero całe morze eliksiru słodkiego snu przepędziło nawiedzające ją wizje topielca, wyrzuconego gdzieś na brzeg przez prądy rzeczne.


Gwiazdozbiór Buchorożca obejmował świetlistymi dłońmi odległy Uran, gry ruszyła pewnym krokiem w progi Ministerstwa Magii, które oferowało kurs alchemiczny dwukrotnie szybszy w stosunku do tego organizowanego w szpitalu Świętego Munga. Kosztowne szkolenie potraktowała jak inwestycję w przyszłość, pewna tego, że po jego zakończeniu szybko odbije się od finansowego dna. Uniosła się dumą, nie prosząc ojca ani o knuta - wraz z zaprzyjaźnionym łowczym polowała w znanych od dziecka lasach w Leicestershire do upadłego, noc w noc, dnie w zamian za to poświęcając na zbiory niezbędnych do eliksirów ingrediencji roślinnych, by przehandlować wszystko za półtora roku spędzone w Londynie i uzyskać oficjalne potwierdzenie swych kwalifikacji oraz członkostwo w Brytyjskim Stowarzyszeniu Alchemików. Rodzinny dom odpychał ją coraz mocniej, a dręczona tragicznymi wspomnieniami wiedziała już, że potrzebuje odmiany, drastycznej i nagłej. Utrzymując swe zamiary w tajemnicy, odrzuciła posadę w prywatnej praktyce alchemicznej w stolicy, spakowała niewielką walizkę i gdy Księżyc wędrował nisko na nieboskłonie, od Aldebarana do Regulusa, bez słowa pożegnania opuściła Wyspy Brytyjskie, by ruszyć na daleką północ.
Chłód Półwyspu Skandynawskiego powitał ją oschle, gwarantując dokładnie to, czego potrzebowała - anonimowość. Mieszanką ziół wywabiła ciemny pigment z włosów, upodobniła się do wysmukłych potomków Wikingów i nawiązawszy parę kontaktów w miasteczku, korzystała z przepastnych zasobów odmiennej fauny i flory, towarzysząc grupie myśliwych, którzy za drobną opłatą pozwalali jej pozyskiwać z trucheł ingrediencje zwierzęce, a spieniężone zdobycze i uwarzone własnoręcznie eliksiry wystarczały w zupełności na utrzymanie się na własną rękę. Främlingen, nazywali ją obcą, bo nie znała ich języka i nie próbowała się go uczyć. Gdy zima stała się zbyt ostra, by kontynuować polowania, a warstwa zalegającego śniegu uniemożliwiała poszukiwania ziół, wraz z łowcami wróciła do osady położonej na skraju fiordu i podjęła pracę u okolicznego alchemika.


Nie bez zaskoczenia odkryła, że mężczyzna proponujący jej zatrudnienie, najszczodrzej płacił za eliksiry, z którymi w trakcie edukacji styczność miała tylko i wyłącznie w Dziale Ksiąg Zakazanych, za trucizny brutalne w swym działaniu, wywołujące dotkliwe obrażenia skrycie i niepostrzeżenie. Patrzyła uważnie jak śmiercionośne mikstury zamykane są w niewielkich komorach specjalnie przygotowanych pierścieni, oceniała spojrzeniem wagę przekazywanych w zamian sakiewek i chociaż nie zadawała zbędnych pytań, snuła w głowie scenariusze odnośnie tego, kim byli ludzie, dla których przeznaczony był podobny los i czym sobie na niego zasłużyli. Dla własnego bezpieczeństwa i na wypadek, gdyby mikstury te wpadły w niepowołane ręce, w wolnym czasie pobierała u uzdrowicielki nauki podstaw magii leczniczej. Nigdy nie czuła powołania do niesienia pomocy medycznej i ulgi w chorobach - za to w niesieniu szkody realizowała swe wybujałe ambicje, pragnąc rozwijać się w nieznanej jej wcześniej dziedzinie i obrastać w piórka, gdy kolejni klienci kiwali głowami z uznaniem nad nieskazitelnością i skutecznością warzonych przez nią eliksirów.
Nim Merkury opuścił konstelację Gryfa, przestała być już obca. Lazurowe oczy Halfdana coraz częściej śledziły jej poczynania, jego opowieści rodem ze staronordyckich sag coraz częściej stawały się tłem dla płomieni tańczących radośnie pod jej kociołkiem, a ona sama - nie miała nic przeciwko temu. Wyginała pełne usta w uśmiechu, słuchając o zamorskich wyprawach jego protoplastów i o znakach runicznych pokrywających jego przedramiona i chociaż pielęgnowała w sobie wytrwale niechęć do przywiązywania się, musiała przyznać sama przed sobą, że wyglądała jego powrotu z polowań i wywołanego odwiedzinami przyspieszonego bicia serca z narastającą niecierpliwością. Älsklingen, szeptał melodyjnie niskim tembrem, odgarniając pasmo lśniących włosów za jej ucho, gdy wysoko na północnym niebie Wenus migotała niespokojnie w kwadraturze Marsa, a gdy zorza polarna rozdarła ciemnogranatowy firmament na pół, przyjęła jego oświadczyny i skromny, srebrny pierścionek w kształcie młota Thora.
Sielanka nie zdążyła rozgościć się w ich życiu na dobre. Wybuch kociołka wstrząsnął pracownią alchemiczną niespodziewanie, odrzucając ich potężną siłą na przeciwległe ściany. Ogłuszona i zdezorientowana, wygrzebała się ze sterty suszonych ziół, które w dużej mierze zamortyzowały uderzenie, ograniczając jej obrażenia do niegroźnych zadrapań i stłuczeń, lecz Halfdanowi nie dopisało podobne szczęście. Nie słyszał jej gorączkowych przeprosin, gdy przytykając lodowate dłonie do jego przebitego na wylot boku, starała się zatamować wypływ krwi gromadzącej się w szkarłatnej kałuży na drewnianej podłodze, nie słyszał jej rozpaczliwego wołania o pomoc. Ale wciąż oddychał, jego klatka piersiowa drgała spazmatycznie, gdy do osmalonego i zrujnowanego wnętrza chatki wpadały kolejne, wykrzykujące niezrozumiałe słowa osoby, które w przeciwieństwie do niej wiedziały dokładnie co uczynić. Wycofała się na zewnątrz, lecz chłodny powiew bryzy zamiast ulgi przyniósł tylko wspomnienie przepowiedni z tamtego lata, a ona zatrzęsła się jak liść na wietrze, wiedząc, że to jej wina - i że bez niej będzie mu po prostu lepiej. Bezpieczniej. Wychyliła zachowaną na czarną godzinę fiolkę eliksiru wielosokowego i przybrała nową twarz przed wejściem do portu, by nikt później nie wiedział gdzie jej szukać i zniknęła ponownie, zostawiając mały skrawek serca w nieprzystępnej Skandynawii, którą przez krótki czas nazywała swym domem.


Burzliwe czasy, gdy zamęt szerzyli poplecznicy Grindelwalda i gdy brutalne anomalie rozrywały Brytanię całą rozpiętością tragedii, spędziła tropiąc w towarzystwie doświadczonych łowców rzadkie gatunki zwierząt pomiędzy szczytami Uralu i Pirenejów, zbierając endemiczne rośliny u wybrzeży rzeki Jukon i nad jeziorem Huron, pracując dorywczo w okolicznych pracowniach alchemicznych, testując efekty używania nowych składników przy warzeniu znanych jej mikstur, gnając za własnymi ambicjami i uciekając przed marami przeszłości niczym błędny rycerz. Wypadek, jaki spotkał za jej sprawą Halfdana, uświadomił jej własne braki - szlifowała stosowanie podstaw magii leczniczej, by z obrażeniami, które w trakcie polowań ponosiła ona lub jej towarzysze, potrafić poradzić sobie samodzielnie, bez niczyjej pomocy. Nigdzie nie zostawała na tyle długo, by zapuścić korzenie, nigdzie nie pozwalała sobie na zadzierzgnięcie znajomości wykraczających poza minimum wymaganych do przetrwania kontaktów, a gdy tylko w którymś z odwiedzanych przejazdem miejsc poczuła się za dobrze, sprzedawała zapas uwarzonych eliksirów, uciekała niczym złodziej pod osłoną nocy, przybierając kolejną twarz i wyszukując na mapie kolejny cel podróży.
Wozak majaczył na jesiennym niebie u boku Pegaza i Andromedy, gdy wróciła ostatecznie do kraju z pokaźnym bagażem doświadczeń i maskującą rozgoryczenie dumą ze swych osiągnięć, które stały się nadrzędną wartością w jej przeżywanej w pojedynkę rzeczywistości. Powrót do cywilizacji otworzył przed nią swe możliwości; zachłysnęła się szeroką dostępnością nowych traktatów najtęższych umysłów z dziedziny alchemii, z odłożonych oszczędności kupiła najświeższe na rynku książki, wymieniła swój wiekowy lunaskop na nowszy model i całkowicie skupiła się na tym, by solidnie usystematyzować zdobytą w trakcie podróży wiedzę i zaktualizować ją o nowinki ze świata naukowego. Nawiązała współpracę z kilkoma prywatnymi zleceniodawcami, by spędzając ponownie całe dnie nad kociołkiem i zapisując każdy szczegół prowadzonych eksperymentów alchemicznych i prac zielarskich, odcinać się coraz bardziej od rodziny i od poczucia, że dom skryty w głębinach Charnwood jest jej domem. Dawno już zbrzydło jej to określenie, niosące ładunek emocjonalny, którego nie potrafiła i nie chciała zrozumieć.


Hospes, hostis. Znów była obca, nieświadoma konsekwencji, jakie może nieść wejście bez zezwolenia na tereny łowne podlegające pod protekcję rodu Rowle. Przepastny las Beeston kusił opowieściami o magicznych stworzeniach zamieszkujących największe, spowite mgłą gęstwiny i o dorodnych okazach roślin, do których nie zdołali wcześniej dotrzeć zbieracze ingrediencji, lecz jej wtargnięcie pomiędzy porośnięte mchem pnie wiekowych drzew nie przemknęło niezauważone. Poszukując dojrzałej tentakuli, której jadu potrzebowała do uwarzenia eliksiru Dziesięć Agonii, nawet nie dostrzegła tego, że sama była tropiona - dopóki bełt wystrzelony z kuszy, wartej więcej niż cały jej dotychczasowy dobytek, nie przeleciał z wibrującym świstem tuż koło jej ucha. Mierzył ją kpiącym spojrzeniem z grzbietu wysokiego, czarnego jak noc konia, niewiele sobie robiąc z jej tłumaczeń i chociaż resztki zdrowego rozsądku podpowiadały, że powinna znać swoje miejsce i jak najszybciej się wycofać, póki wciąż wspaniałomyślnie pozostawiał jej taką możliwość, zadarła hardo podbródek ku górze, by śmiało odnaleźć kasztanowe tęczówki i podjąć rzucone jej wyzwanie, które odmieniło jej fortunę niespodziewanie. Był szorstki jak skóra bystroducha, uprzejmy niczym najzrzędliwszy goblin z Gringotta, pachniał mchem i świeżą krwią - i choć całą swoją postawą dawał jej odczuć, że jest i zawsze będzie nikim, pozwolił jej ostatecznie okazjonalnie korzystać z zasobów okolicznych terenów w zamian za zapewnienie mu prywatnego zaplecza alchemicznego, doglądanie lasu i dbanie o roślinność, która często cierpiała w trakcie opłacanych ciężkimi sakiewkami złota polowań szlachetnie urodzonych. Wplątywała się w pokrętną relację niczym ćma w pajęczą sieć, czując absurdalne bezpieczeństwo płynące ze skrajnie negatywnych i jasno ukierunkowanych emocji trawiących jej trzewia.
Obracała nerwowym gestem wciąż znajdujący się na jej serdecznym palcu pierścionek w kształcie młota, gdy Cuthbert po raz kolejny wspominał o intratnym wydaniu jej za mąż za zamożnego marszanda nazwiskiem Sauveterre, któremu do szczęścia brakowało już tylko westalki ogniska domowego, młodej żony, której jedyną ambicją stanie się rodzenie dzieci. Smakując rozlewającą się na języku gorycz, mierzyła się z myślą, że stłamszona pod nowym nazwiskiem zmuszona będzie porzucić swe pasje i pragnienia, że w imię realizacji marzeń ponad dwukrotnie od niej starszego człowieka raz na zawsze zobligowana będzie pozostawić kociołek i sierp w przeszłości, która miała stanowić zamknięty rozdział. Północne niebo roniło rzewnie łzy Perseidów, gdy wiedziona rozpaczą w najczystszej formie, złożyła swój los w nieczułych ramionach kochanka, a gdy Chernwood dotarły wieści o nagłym powrocie pana Sauveterre do Paryża w celach biznesowych - wieści maskujące tragiczny wypadek w trakcie łowów marszanda w odległych lasach znajdujących się pod kuratelą rodu Rowle, opuściła raz na zawsze rodzinne gniazdo, odcinając bez żalu ostatnią z nici łączących ją z Malodorą i Cuthbertem.


Wojenna zawierucha rozchodząca się falami z samego Londynu nie zjawiła się w skromnych progach domku myśliwskiego skrytego w Delamere Forest w Cheshire, chociaż Revna nie pozostawała głucha na sensacyjne doniesienia - domyślała się, czemu mają służyć zapasy alchemiczne, jakie zapragnęła zgromadzić jej kuzynka. Ochoczo odnalazła w sobie ponownie żyłkę destrukcyjną, dbającą o porażającą moc eliksirów bojowych i trucizn, które wirowały wdzięcznie w jej kociołku w przerwach pomiędzy warzeniem mało ekscytujących, lecz równie potrzebnych medykamentów. Odłożyła na bliżej nieokreśloną przyszłość plany wyćwiczenia się w tropieniu i polowaniu w pojedynkę, ograniczyła do minimum handlowanie ingrediencjami, by wypełnić ściany niewielkiej pracowni w leśnej chatce bulgotem coraz to kolejnych mikstur i echem pobrzdąkujących fiolek nimi wypełnianych. Chętnie wdawała się w żarliwe konwersacje z odwiedzającymi ją na odludziu gośćmi, przybywającymi z polecenia z długimi listami zamówień i będących w gruncie rzeczy źródłem jedynych jej kontaktów ze światem zewnętrznym, jedynym źródłem rozrywki.
Wciąż rozciąga usta w enigmatycznym uśmiechu, gdy przetestowawszy jej specyfiki, wracają po więcej. Wciąż notuje obserwacje ze wszystkich swych eksperymentów, marząc skrycie o tym, że gdy rebelianckie siły Harolda Longbottoma zostaną starte w pył, wyda swoją własną książkę. Wciąż wpatruje się w usiany odległymi konstelacjami firmament, nie wytracając ani odrobiny z towarzyszącej jej od zawsze fascynacji ciałami niebieskimi.
Wciąż wierzy, że nie zasługuje na szczęście.


Patronus: nigdy nie nauczyła się go wyczarowywać.

Statystyki
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 00
Uroki:00
Czarna magia:00
Uzdrawianie:53 (rożdżka)
Transmutacja:00
Alchemia:252 (rożdżka)
Sprawność:10Brak
Zwinność:8Brak
Reszta: 2
Biegłości
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielskiII0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
AstronomiaIII25
KłamstwoI2
KokieteriaI2
ONMSII10
SpostrzegawczośćI2
SkradanieI2
ZielarstwoII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Brak-0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Rycerze Walpurgii-1
RozpoznawalnośćI-
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
GotowanieI0.5
Literatura (tworzenie prozy)I0.5
Literatura (wiedza)I0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI0.5
PływanieI0.5
JeździectwoI0.5
WspinaczkaII7
GimnastykaI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak-0 (+0)
Reszta: 4.5

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Revna Bagman dnia 29.09.21 10:55, w całości zmieniany 32 razy
Revna Bagman
Zawód : alchemik, łowca ingrediencji
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let it hurt
until it can't hurt anymore
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 25
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10569-revna-bagman#320253 https://www.morsmordre.net/t10660-rangvaldr#323147 https://www.morsmordre.net/t10658-written-in-the-stars#323141 https://www.morsmordre.net/f401-cheshire-delamere-forest-lesniczowka https://www.morsmordre.net/t10659-skrytka-bankowa-nr-2333#323142 https://www.morsmordre.net/t10661-revna-bagman#323148
Re: Revna Bagman [odnośnik]30.09.21 19:18

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam PW lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: William Moore
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Revna Bagman Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Revna Bagman [odnośnik]30.09.21 19:19


KOMPONENTYpiołun, ślaz, bezoar, pnącze diabelskiego sidła, srebro, strączki wnykopieńki, ropa czyrakobulwy, krew jednorożca x2, róg garboroga, ogniste nasiona, róg buchorożca, odłamek spadającej gwiazdy,

[02.10.21] Komponenty (styczeń/marzec)

BIEGŁOŚCIbiegłości

HISTORIA ROZWOJU[30.09.21] Karta postaci; -50 PD
[01.10.21] Rejestracja różdżki
[28.02.22] Wydarzenie: Pan na włościach +50PD +1PB
[20.03.22] Spokojnie jak na wojnie: +25PD
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Revna Bagman Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Revna Bagman
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach