Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Wioska Hassop
AutorWiadomość
Wioska Hassop [odnośnik]11.09.21 11:31

Wioska Hassop

Wraz ze wzrostem wydobycia w okolicznych kopalniach ołowiu, wzrosła liczba domów, których skupisko przerodziło się w znaną dziś wioskę Hassop. Większość mieszkańców to mugole lub czarodzieje mugolskiego pochodzenia. Główną atrakcją wioski jest Hassop Hall, była siedziba rodziny Eyre, rzekomych założycieli i pierwszych osadników wioski. Podobno włazy znajdujące się w piwnicy posiadłości nie służą jedynie do ozdoby. Odpowiednio silny mugol lub sprytny czarodziej nie powinien mieć problemu z podniesieniem włazu i zajrzeniem do starych szybów kopalni.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wioska Hassop Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wioska Hassop [odnośnik]15.11.21 1:47
19.01

Derbyshire stało się polem walki. Niedawna napaść na Staffordshire pokazała, że przeciwnicy są zdolni do wszystkiego, że Ministerstwo Magii i zwolennicy Czarnego Pana obrali te ziemie - położone centralnie i chronione gorzej niż promugolskie hrabstwa na północy i Półwyspie Kornwalijskim - na cel. Autorzy nie byli na tyle liczni, by mogli stale patrolować wszystkie granice - choć zintensyfikowali wysiłki i Tonks patrolował Derbyshire o wiele częściej niż w jesieni, to i tak trzeba było zaangażować nowych ludzi do pomocy i wzmożyć kwestie bezpieczeństwa. Niegdyś aurorzy przeważnie poruszali się parami, teraz rąk brakowało. Tonks często działał sam, co zresztą mu odpowiadało - od powrotu odsieczy Justine w Azkabanie zmagał się z problemami z psychiką, a choć spotkania z Ronją bardzo mu pomagały, to wolał nie być dla nikogo zagrożeniem. Za radą kolegów zaczął więc angażować do niektórych akcji zaufanych sojuszników Zakonu - w myśl zasady, że każda różdżka się przyda.
Ostatnie kilka dni było wyjątkowo zabiegane. Wraz z Samuelem Skamandrem, niezależnie, natknęli się na zaszyfrowane listy, które - dzięki pomocy wtajemniczonej kobiety z Oazy - zapewniły im listę mogolskich kryjówek. Punktów było sporo, a czas naglił. Michael natknął się już na miejsce zbiorowej masakry, na kilkanaście trupów zabitych czarną magią - to w ręce dogorywającego mężczyzny znalazł zaszyfrowany list i nie mógł zrobić dla niego nic, poza obietnicą pomocy innym mugolom i wykopaniem masowego grobu.
W pierwszej kolejności udali się z Samuelem do Staffordshire - tam wojna była jeszcze bardziej zażarta, a ewakuacja mugoli najpilniejsza.
Wioska Hassop w Derbyshire również znalazła się na liście priorytetów. Wrogowie z łatwością mogli się dowiedzieć, że przed wojną mieszkali tu mugolach i mugole. Podobno niedawno wioska opustoszała, tak jakby większość mieszkańców przezornie się z niej wyniosła. Na ich miejscu Tonks zrobiłby to samo - czarnoksiężnicy mogli nadejść nocą, spalić domy, zostawić za sobą śmierć.
Wedle listu, kryjówka mugoli z Hassop znajdowała się w szybie opuszczonej kopalni. Auror miał dwa wyjścia - pomóc im ewakuować się dalej, do Derby, albo odpowiednio zabezpieczyć istniejące schronienie i włączyć je w siatkę kryjówek oficjalnie współpracujących z Zakonem Feniksa. Podejmie decyzję już na miejscu.
Szmalcownicy mogli wiedzieć o tym miejscu, a Tonks - pomimo wiary we własne umiejętności - wiedział, że lepiej nie pchać się w paszczę ryzyka samemu. Zaprosił do współpracy Josephine Bell, siostrę swojego dobrego kolegi. Jej brat często chwalił siostrę i jej zdolności z zakresu uroków, podobno nawet w walce bez magii potrafiła sobie poradzić. Doskonale. Zakładał też - być może naiwnie, bo z interakcji z Josephine (rzadszych niż z jej bratem) wywnioskował, że nie była zbyt ciepłą osobą - że obecność kobiety pomoże zyskać zaufanie przerażonych mugoli.
-Bell. - powitał ją krótkim skinieniem głowy, gdy teleportowali się pod opuszczone chaty. W ręce trzymał różdżkę, na plecy miał zarzucony pas z miotłą. -Podobno w szybie kopalni, kilka minut marszu na północ, ukrywają się mugole. Musimy to sprawdzić i przekonać ich do współpracy, ale miej oczy szeroko otwarte. To wioska niemagicznych, wrogowie mogą ją mieć na celowniku. - uzupełnił informacje z listu, w którym nie chciał zdradzać zbyt wiele. Ruszył do przodu, uważnie się rozglądając.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him



Ostatnio zmieniony przez Michael Tonks dnia 16.11.21 21:35, w całości zmieniany 1 raz
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Wioska Hassop 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Wioska Hassop [odnośnik]15.11.21 9:46
Dostała list od Tonksa z informacją, że potrzebuje pomocy. Stawiła się więc następnego dnia w miejscu, o którym wspomniał w liście. List wcześniej spaliła, żeby nie trafił w niepowołane ręce. Musieli dbać o bezpieczeństwo, w końcu wróg czaił się za rogiem. Doszły do niej słuchy o tym, co wydarzyło się w Derbyshire. Powinni bardziej pilnować terenów, które były im przyjazne, wystarczyła chwila nieuwagi, aby wróg rozpoczął tutaj swoje działania. Miejsce to było łatwym celem dla nieprzyjaciół, w końcu było praktycznie otoczone wrogimi hrabstwami.
Josephine od momentu śmierci brata większość czasu spędzała na angażowaniu się w działanie Zakonu Feniksa. Czuła, że w ten sposób będzie mogła go pomścić, nie widziała specjalnie aktualnie innych możliwości, a może na tyle jej się poszczęści, że podczas jednej z misji dane jej będzie spotkać jego zabójcę? Jeśli tylko wpadnie w jej ręce... cóż, nie będzie ręczyć za siebie. Nie będzie usprawiedliwień, ten jeden jedyny raz pozwoli sobie na emocjonalne zachowanie, w końcu każdy ma jakieś granice.
Przyleciała do wioski Hassop na miotle, był to jej ulubiony sposób transportu. Uwielbiała czuć wiatr we włosach, do tego dzięki temu środkowi transportu mogła wcześniej pozwolić sobie na obserwację terenu, w którym mięli się spotkać. Godzina była wczesna, wioska jeszcze spała, nie ma się co dziwić, kto bowiem chciałby o takiej godzinie pojawiać się na zewnątrz. Ta cisza, która roznosiła się po miasteczku była nieco niepokojąca.
Michael w liście wspomniał o negocjacjach, ciekawiło ją, czy to faktycznie wystarczy. Mimo wszystko, zawsze była gotowa na użycie siły, ewentualnie magii. Miała wrażenie, że czasem to najprostsze wyjście w formie prawego sierpowego działało najskuteczniej, ale to oczywiście po próbach negocjacji, żeby nie było, że zaczynamy od siły.
Była zadowolona, że Tonks poprosił ją o pomoc. Współpracował z jej bratem, on często opowiadał o tym, że jest bardzo kompetentny i zna się na swojej robocie. Współpraca z taką osobą, to powinna być czysta przyjemność, może będzie jej dane bardziej go poznać, bo jak do tej pory nie mięli okazji zbyt często działać wspólnie.
- Tonks.- siknęła na przywitanie, udało jej się nawet przy tym uśmiechnąć, po czym się wyprostowała. Jose była dosyć wysoka jak na kobietę, do tego dbała o swoją sylwetkę, nawyk z dzieciństwa, gdy matka jej truła o tym, że nie powinna się garbić. - Chodźmy więc, szkoda czasu. Oczywiście, ostrożności nigdy zbyt wiele, szczególnie po tym, co się tutaj ostatnio wydarzyło. Myślisz, że wielu ich jest? W sensie mugoli, czy będziemy w stanie ich wszystkich przekonać, tak właściwie to do czego?- Bell również dzierżyła różdżkę w dłoni, gotowa do ewentualnego ataku, jakoś od zawsze wolała działać ofensywnie. Szła równym krokiem z mężczyzną, rozglądała się uważnie po okolicy wypatrując ewentualnego niebezpieczeństwa.


Wioska Hassop D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb


Ostatnio zmieniony przez Josephine Bell dnia 11.01.22 9:00, w całości zmieniany 1 raz
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell
Re: Wioska Hassop [odnośnik]15.11.21 15:34
The member 'Josephine Bell' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Wioska Hassop 9twXsJw
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wioska Hassop Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wioska Hassop [odnośnik]15.11.21 18:27
-Spróbujemy ocenić właśnie ich stan i liczebność. Najsłabszych można ewakuować do Derby, ewentualnie na Półwysep. Jeśli ta kryjówka jest jednak dobrze ukryta, to liczę, że część w niej zostanie - i pomoże innej grupie ludzi. Szkoda spalać dobre miejsca, można z nich stworzyć siatkę przerzutową i nałożyć lepsze zabezpieczenia. To, oczywiście zależy od ich chęci, nikogo do współpracy nie zmusimy. Myślę, że słyszeli już o Zakonie - mam też list od ich przyjaciółki, co powinno pomóc w negocjacjach. - hipotetyzował zniżonym tonem, wyjaśniając Jose swoje plany i nadzieje. Nie mogli traktować mugoli jak bezbronnych ofiar, nie mogli ukryć i wyżywić każdego - ale mogli odpowiednio ich ochronić, skoordynować działania, wykorzystać wiedzę okolicznych mieszkańców. To oni - lepiej niż Tonks czy Bell - znali teren, potencjalne kryjówki, potrzebujących. Mike miał zresztą jeszcze jedną motywację do tego, by porozmawiać z uciekinierami o okolicznych terenach. Gdzieś w Derbyshire ukrywali się szmalcownicy - nawet jeśli nie na stałe, to musieli używać konkretnych miejsc do teleportacji i przegrupowywania się. Tonks chciał ich wytropić i sprawić, by odechciało im się zapuszczać na ziemie Greengrassów raz na zawsze.
Czy mógłby liczyć na Bell w podobnym zadaniu? Jej brat miał mocny żołądek, ale Tonks wiedział, że nie każdy potrafi mordować wrogów z zimną krwią. Zwłaszcza, że część z nich mogła kojarzyć z dawnej pracy w Ministerstwie. Na razie wziął ją na łatwiejszą akcję, chcąc lepiej poznać nową sojuszniczkę.
Rozglądał się czujnie i odruchowo powiódł wzrokiem za sową, która wydawała się lecieć jakoś... dziwnie i ostatecznie uderzyła w ścianę.
-Sprawdźmy to. - szepnął, gdy spadła na ziemię. Leciała do kogoś w wiosce? Nachylił się, przebiegł wzrokiem list i oddał go Jose ze zmarszczonymi brwiami.
-Ktokolwiek to jest, mamy przewagę liczebną - wziąłem też fałszoskop. Chodźmy na to miejsce, skoro sowa nie dotrze już do adresata. - zaproponował. List wspominał o polanie na obrzeżach wioski. Odczekał na ewentualne uwagi Jose, a potem ruszył przodem. Gdy zaczęli zbliżać się do wyznaczonego miejsca, zacisnął palce na różdżce i wyszeptał dwie inkantacje, by sprawdzić teren. Nie chciał pchać się w pułapkę.
-Homenum Revelio. Festivo. - obydwa zaklęcia wypowiedział z determinacją, a moc białej magii rozlała się po okolicy. Najpierw wszystkie sylwetki żywych stworzeń rozbłysły jasnym, widocznym tylko dla Tonksa światłem. -Jest tam jedna osoba, nikt więcej. - mruknął do Jose, śledząc wzrokiem świetlistą sylwetkę za drzwiami. -Brak śladów czarnej magii, fałszoskop milczy. Czysto. - zadecydował i ruszył dalej.
-Stać! Kim jesteście? - blady mężczyzna siedział na zwalonym pniaku, ale poderwał się z miejsca, gdy tylko ich zobaczył. Wyglądał na przemarzniętego i zmęczonego.
-Michael Tonks, Biuro Autorów, pewnie widział mnie pan w "Walczącym Magu." To moja sojuszniczka. - przedstawił się Tonks krótko, opuszczając różdżkę, ale jej nie chowając. Zlęknieni ludzie byli zdolni do wszystkiego, wolał spodziewać się ataku dopóki nie zyskają zaufania nieznajomego. Zostawił też Jose kwestię tego, jak się przedstawić - jego nazwisko było już rozpoznawalne w Anglii, ale ona zasługiwała na spokój, względne bezpieczeństwo i anonimowość.
-Znaleźliśmy martwą sowę i pański list. Czekał pan na czyjąś pomoc? - zagaił, możliwie łagodnym tonem.
-Co...? Czyli... śledzą mnie, przechwycili go? Nie na was czekałem. - mężczyzna cofnął się o krok.
-Działamy dla Zakonu Feniksa, jeśli ktoś panu groził, jeśli mamy wspólnych wrogów - chcemy pomóc. Organizujemy w Derbyshire siatkę bezpiecznych miejsc, mógłby pan do nas dołączyć. Potrzebujemy czarodziejów do pomocy, a sojusznikom zapewnimy bezpieczeństwo. - dodał, stanowczym, acz spokojnym tonem.
-Bezpieczeństwo? Jenna wciągnęła mnie już w to, a teraz mnie szukają i... - mężczyzna pokręcił głową, nadal wystraszony - choć zdawał się rozpoznawać Tonksa i spoglądał na parę z mniejszą nieufnością niż kilka minut wcześniej.

fantastyczne rzuty
perswazja I, zastraszanie II, kokieteria I (używam perswazji, podpieram się rozpoznawalnością II i listem gończym który mówi o moim zaangażowaniu w Zakonie Feniksa)
[/color]


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Wioska Hassop 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Wioska Hassop [odnośnik]15.11.21 19:30
- Myślę, że jesteśmy już na tym etapie, że chyba każdy słyszał o działaniach Zakonu. Wydaje mi się, że jest to dobry pomysł. Bez sensu byłoby pogrzebać takie miejsce, zresztą nie jesteśmy w stanie wszystkich potrzebujących przerzucić na Półwysep w końcu i tam zabraknie dla nich miejsca. Warto jest utrzymywać kolejne kryjówki w innych lokalizacjach. Wydaje mi się, że to, że posiadasz list od ich przyjaciółki to dobry argument do negocjacji.- rzekła jeszcze do Michaela. Był dobrze przygotowany do misji, teraz również i jej nieco rozjaśnił, co właściwie będą robić. Może faktycznie obędzie się bez walki, choć nigdy nie można być pewnym kogo spotka się na drodze. Nie miałaby nic przeciwko temu, żeby wpadli na jakichś szmalcowników, ogromną przyjemność sprawiłoby jej pokazanie im gdzie ich miejsce.
Odpowiednie wydawało się jej odnalezienie mugoli i przegrupowanie ich. Tych bardziej potrzebujących mogliby zabrać do bezpiecznego miejsca, a z resztą porozmawiać o tym, w jaki sposób mogliby im pomóc, żeby tutaj żyło im się lepiej. Bell wiedziała, że jest dzisiaj w pewnym towarzystwie. Brat wspominał jej nieraz o Tonksie i o jego umiejętnościach, czuła się bezpiecznie, wiedziała, że z takim sojusznikiem przy boku wróg nie będzie miał z nimi łatwo.
Ona również zwróciła uwagę na sowę, która leciała dosyć nietypowo, nie musieli długo czekać, aby spadła na ziemię. Przeniosła wzrok na swojego towarzysza i tylko kiwnęła głową, żeby mu przytaknąć. Może dowiedzą się czegoś ciekawego. - Brzmi to jak rozpaczliwe wołanie o pomoc, powinniśmy to sprawdzić.- najwyraźniej mieli to samo zdanie na temat adresata listu.
Podążała za Michaelem w milczeniu, uważnie obserwowała teren, nawet przez moment nie pozwoliła sobie stracić uwagi, w końcu nie byli pewni, czego powinni się spodziewać. Praca w policji wiele ją nauczyła, potrafiła się poruszać niemalże bezszelestnie i nie zwracać na siebie najmniejszej uwagi. Obserwowała jak Tonks rzuca zaklęcia, nie wchodziła mu w paradę, była tylko tłem, to on tutaj grał główne skrzypce, on poprosił ją o pomoc, pozwoliła więc mu dowodzić. Nie miała nawet nic przeciwko temu, potrafiła grać zespołowo. - Musi to być nasz adresat, może faktycznie ma jakieś kłopoty, został zaatakowany, czy jeszcze coś innego, trzeba to sprawdzić.- szczególnie, że znaleźli się już tak blisko niego.
Mężczyzna ich zauważył, dostrzegła, że się wystraszył, zacisnęła odruchowo mocniej dłoń na różdżce, gdyby przypadkiem zamierzał się bronić, nigdy nie wiadomo jak nieznajomy zareaguje na ich obecność. - Josephine Bell.- skłoniła się dokańczając słowa Tonksa. - Brygadzistka, w zasadzie to była.- dodała. Nie chciała mieć nic wspólnego z miejscem, w którym pracowała, nie w czasie, w którym przyszło im egzystować na tym świecie. Nie bała się również mówić głośno kim jest, niech wszyscy wiedzą, że jej rodzina nie zgadza się z ministerstwem i po której stronie stoją. Była gotowa ponieść konsekwencje, nie wstydziła się tego, którą stronę wybrała, wręcz przeciwnie powodowało to jej zdaniem dumę.
Wyprostowała się niczym struna, a swoje bursztynowe ślepia wbiła w mężczyznę, który to znajdował się przed nimi. - Nie wygląda pan najlepiej, dobrze się pan czuje?- postanowiła nieco się zbliżyć do mężczyzny, aby móc się mu lepiej przyjrzeć, ciężko było ocenić jego stan fizyczny na odległość. - Pomożemy panu, nie zostawimy w potrzebie. Od tego jesteśmy, aby pomagać potrzebującym. Musi nam pan tylko nam zaufać, obiecuję, że nie zrobimy panu krzywdy.- rzekła spokojnie, jej głos był pewny, nawet przez moment nie zadrżał. Różdżkę opuściła, aby nie komplikować sprawy, w ostateczności mu odwinie z łokcia, czy coś.
- W co pana wciągnęła? Może nam pan wszystko powiedzieć, nie zostawimy tutaj pana samego.- cały czas zapewniała mężczyznę o tym, że są gotowi do pomocy, miała nadzieję, że to pomoże mu się przed nimi otworzyć.


| perswazja II


Wioska Hassop D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell
Re: Wioska Hassop [odnośnik]15.11.21 19:58
Uśmiechnął się w duchu, gdy Jose przedstawiła się pełnym imieniem i nazwiskiem. Podbuduje to ich pozycję w oczach mężczyzny - zdradzili mi wszak własne personalia, okazali zaufanie - ale w perspektywie mogłoby się okazać dla niej niebezpieczne. Gdyby został ujęty, torturowany, postanowił donieść. Miał nadzieję, że do tego nie dojdzie, że przekonają go do współpracy - ale zanotował w pamięci, że Jose była odważna, jak jej brat. Zacisnął mocniej szczękę na wspomnienie o Brygadzie, ale starał się nie reagować. Był ciekaw, czy widziała już jego nazwisko w Rejestrze Wilkołaków - wzmianka o likantropii nie pojawiła się na liście gończym, ale w dawnej pracy Josephine miała dostęp do informacji o jego przypadłości. Nie mówił z nią o tym, choć przeczuwał, że kiedyś pewnie poruszą ten temat.
Z wdzięcznością zerknął na Bell - podczas gdy on sam skupił się na konkretach i jasnym celu, to kobieta podeszła do mężczyzny z jeszcze większą wrażliwością. Zatroszczyła się o jego stan, mówiła ciepło i spokojnie, zapewniła o bezpieczeństwie.
Mężczyzna z wahaniem uniósł na nich spojrzenie.
-Jenna, ona... współpracowała z grupą w Derbyshire, ukrywali mugoli. Pomagałem im, warzyłem eliksiry, ale potem przestała odpisywać na listy, może mnie porzuciła, a pod moim domem pojawili się ludzie z Ministerstwa. Uciekłem, ale... znam tylko podstawy magii defensywnej, nie dam rady ukrywać się w nieskończoność. - westchnął, z rezygnacją. -Jak moglibyście mi pomóc?
Michael zmarszczył lekko brwi, powoli łącząc fakty.
-Przykro mi, ale... kilka dni temu natknąłem się na zbiorową masakrę w okolicach jeziora Carsington, przy Hopton. Szmalcownicy wyśledzili mugoli i mugolaków, którzy się tam ukrywali. - odezwał się ostrożnie. Mężczyzna drgnął nerwowo.
-Hopton... tam mieszkała...
-Tak mi przykro, ale... - odezwał się łagodnie, gdy mężczyzna ukrył twarz w dłoniach.
-N..nie, ja... rozumiem. - Jenna mogła nie przeżyć, to było jasne.
-Mam... mam list od pewnej kobiety, która zajmuje się organizacją mugolskich kryjówek. Też się ukrywa, na razie nie mogę zdradzić jej nazwiska, ale wręczył mi go jej ojciec z Hopton. Wspomina też o kryjówce tutaj...
-Co? Ja... Jenna korespondowała z kimś jeszcze, nie zdradziła mi wszystkiego, ale słyszałem, że organizowała coś niedaleko Hassop. Próbowałem ich znaleźć, ale... bez powodzenia. Wszystkie informacje miała Jenna, my tylko te niezbędne. - westchnął mężczyzna.
-Teraz te informacje ma Zakon Feniksa. W tej kryjówce są sami mugole, wieczorem będziemy organizować ewakuację, a teraz planowałem zabezpieczyć porządnie schron, aby nie dotarł tam nikt niepowołany. Czy chciałby przeczekać pan tam, z nimi? To da panu czas do namysłu - mógłby pan ewakuować się z grupą słabszych na Półwysep albo zostać i pomagać dalej.
Mężczyzna zagryzł wargę.
-Nie wiem, czasem tak bardzo się boję... ale powinienem pomagać dalej, dla Jenny. Albo chociaż spróbować ją znaleźć, może żyje. Pójdę z wami, zobaczę jak zabezpieczacie tą kryjówkę. Nazywam się Henry, Henry Howell. - westchnął wreszcie, wyraźnie bijąc się z myślami.
Mike skinął głową.
-Chodźmy. - fałszoskop milczał, a desperacja mężczyzny była prawdziwa. Mógł być cennym sojusznikiem.
Ruszyli w stronę szybu kopalni, aż znaleźli się przed włazem.
-To powinno być tu, do otwarcia może być potrzebne trochę siły... - mruknął Mike. Nachylił się i spróbował otworzyć właz.

rzucam na sprawność, poniżej ST 60 będę potrzebować pomocy Jose


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Wioska Hassop 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Wioska Hassop [odnośnik]15.11.21 19:58
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 82
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wioska Hassop Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wioska Hassop [odnośnik]15.11.21 20:41
Panna Bell nie miała problemu z braniem odpowiedzialności za swoje czyny. Co mogli zrobić, gdyby się dowiedzieli, że jest sojusznikiem Zakonu? Zabić ją? Jak jej brata, nie było to jej największym lękiem. Miała świadomość, że może nieść to ze sobą inne niebezpieczeństwa, była jednak gotowa stawić im czoła. Zdawała sobie sprawę z przypadłości Tonksa, nie uważała jednak, że jest to istotne. Była to jej praca, którą dostała dlatego, że sprawdziła się jako policjantka, a że chciała się rozwijać, nie odrzuciła awansu. Miała świadomość, że każdy z wilkołaków jest pojedynczą jednostką i nie należy ich wrzucać do jednego worka. Od brata wiedziała, że Michael jest godny zaufania, to wystarczyło, aby i w to w pełni uwierzyła. Bowiem żadne słowa nie były dla niej tak ważne, jak te, które mówił jej brat. Wiedziała, że nie dałby jej zrobić krzywdy. Nigdy.
Josephine może nie była specjalnie wylewna, jednak przez lata pracy nauczyła się, w jaki sposób rozmawiać z ludźmi, aby jej zaufali, otworzyli się przed nią. Robiła, co tylko mogła, żeby wzbudzić w tym tutaj zaufanie. Miała wrażenie, że jej czyny i słowa dają pozytywny efekt, zamierzała więc kontynuować. - - Na pewno Cię nie porzuciła. Może musiała uciekać. Czasy są niepewne, wydaje się, że może warto o nią popytać, ktoś musiał coś słyszeć, nie mogła tak przepaść jak kamień w wodę.- zbliżyła się do mężczyzny, tak, że dosłownie stała już tuż obok niego. Wtedy usłyszała słowa padające z ust jej towarzysza, westchnęła głośno. Czyli właściwie nie mieli już kogo szukać, chociaż może warto mieć nadzieję, może udało jej się uciec? Nie zwlekała ani chwili dłużej, zbliżyła się do obcego mężczyzny i bez słowa go przytuliła. Potrzebny był taki ludzki gest, przynajmniej jej zdaniem, pamiętała jak doszły do niej wieści o bracie.
- Miej nadzieję, zawsze, może będzie Ci dane ją jeszcze spotkać.- przestała używać zwrotów grzecznościowych, jej zdaniem to w pewien sposób pomagało zburzyć dystans między nowo poznanymi osobami. Może i w tym wypadku pomoże. Odsunęła się już od mężczyzny, wystarczy tej bliskości.
Michael opowiedział mu dokąd się wybierają, zdaniem Jose mogli mu zaufać, wyglądał na zdesperowanego. Pomysł, aby zabrać go ze sobą wydawał się być odpowiedni. Przynajmniej nie będzie sam, znajdzie jakieś wsparcie, a później ewentualnie zabiorą go na półwysep, gdzie jest spokojniej. - Henry, wydaje mi się, że to najlepsza opcja. Pójdziesz z nami, może akurat odnajdziemy tam Jenny, warto byś udał się z nami.- rzekła spokojnie, aby przekonać go do podjęcia decyzji, przecież nie zostanie tutaj sam.
Udało im się go przekonać, Josephine nieco się rozluźniła, zaufał im - to najważniejsze. Będą mieli pewność, że nie wrócą tu po niego, aby dokończyć swoje dzieło. W towarzystwie mugoli powinien być bezpieczny, na pewno bardziej niż sam w tym miejscu. Michael prowadził ich do kryjówki, o której słyszał, puściła Howella przed sobą, aby ewentualnie chronić tyły. Nie wiadomo, czy nie spotkają tutaj żadnych nieprzyjaciół. Jak widać okolica była nie do końca bezpieczna.
Dotarli do miejsca o którym opowiadał Tonks. Josephine obserwowała go uważnie, gdy próbował otworzyć właz, udało mu się to, nie wątpiła nawet przez chwilę, że mogło być inaczej. Wyglądał na takiego, który jest w stanie sobie z nim poradzić bez najmniejszego problemu. - Szybko poszło- pozwoliła sobie jeszcze skomentować z aprobatą.
Kiedy właz się otworzył pozwoliła sobie zajrzeć do środka. Była ostrożna, wiedziała, że osoby, które są tam zgromadzone różnie mogą zareagować na ich obecność. -Czego chcecie! Stójcie, bo zrobię Wam krzywdę, ani kroku dalej!- odezwał się męski głos. Bell próbowała zlokalizować z której strony dochodzi.


Wioska Hassop D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell
Re: Wioska Hassop [odnośnik]15.11.21 23:46
Michael przekazywał trudne wieść i prawdy, Josephine przekonująco je łagodziła. Dawała nadzieję, niosła ciepło. Jeśli w prywatnym życiu nie była zbyt wylewna, to doskonale maskowała to teraz, w pracy. Czarodziej spojrzał na nią z nadzieją i bez słowa dał się przytulić. Przez moment uwierzył, że utracił swoją wspólniczkę - Jenna była zresztą dla niego kimś więcej - na zawsze, ale Josephine skutecznie go pocieszyła. Miał jeszcze szansę znaleźć Jennę, albo przynajmniej pomóc innym, tak jakby tego chciała.
Michael obserwował to z bladym uśmiechem, a następnie ruszył przodem. Instynktownie ustawili się w szyku - Jose chroniła tyłu, a najsłabszy Howell szedł w środku. To doskonale - potrzebowali tego czarodzieja, jego pomocy, informacji jakie mógł poznać. Nie mogli też pozwolić, by wpadł w ręce wrogów. Michael zamierzał z nim jeszcze porozmawiać, ale na spokojniej - gdy mężczyzna poczuje się bezpieczniej.
-Nie wpadłbym na to, że można się tu schować... - przyznał Henry, który pomagał mugolom, ale niewiele o nich wiedział. Szyby kopalni były dla niego abstrakcją.
Choć właz był ciężki, Tonks zebrał w sobie niezbędne siły. Z satysfakcją otworzył przed towarzyszami wejście, z satysfakcją myśląc sobie, że prawie odbudował już kondycję sprzed wilkołaczego ugryzienia. Likantropia osłabiała ciało, a Tonks - odkąd, po przejściowej depresji, wróciły mu chęci do życia - rok pracował nad powrotem do formy. Nadal był mniej wytrzymały od przeciętnego czarodzieja, ale ochronna szata od Trixie bardzo pomagała w unikaniu kontuzji. Przynajmniej aurorski styl życia sprzyjał utrzymywaniu kondycji - codziennie latał na miotle, biegał, czarował w pośpiechu.
Słysząc aprobatę Jose, uśmiechnął się do niej przez ramię.
-Ostrożnie, nie wiemy jaka jest sytuacja w środku. - szepnął, wchodząc do środka. Zgodnie z jego przewidywaniami, mugole okazali się nieufni. Mike posłusznie się zatrzymał i uniósł ręce do góry - oczy szybko oswoiły się z ciemnością, a w dłoniach mugola nie widział broni. Wiedział, że sięgnie po różdżkę zanim niemagiczny atak zdoła go skrzywdzić.
-Spokojnie. Jesteśmy z Zakonu Feniksa. Nazywam się Michael Tonks, jestem autorem - to rodzaj magicznego policjanta; a to moja koleżanka Josephine. Przychodzimy od Lily, z Oazy. Jesteście przyjaciółmi? Odszyfrowała list swojego ojca, prosiła żebyśmy sprawdzili wasze kryjówki i upewnili się, że jesteście bezpieczni. Pomagają wam jacyś czarodzieje, macie tu nałożone pułapki?
Mężczyzna zawahał się i postąpił krok bliżej, w stronę światła.
-Wysłała was Lydia, naprawdę? Od tygodnia czekaliśmy na pomoc czarodziejów, rebelianci mieli do nas przybyć... ale nikt nie nadchodził, a kończą się nam zapasy. - westchnął łagodniej, ale w głosie wciąż było słychać niedowierzanie.
Michael powolnym ruchem, by nie prowokować strachu, wyciągnął z kieszeni list i pokazał mugolowi.
-Tak, to jej charakter pisma!
-Doskonale. Czy są wśród was chorzy lub tacy, którzy nie mogą tu zostać? Przedstawcie ich proszę Josephine, powiedzcie ile dokładnie was jest. Ten czarodziej, Henry Howell, pomagał już w innych kryjówkach - zostanie tu z wami, a w międzyczasie ja i Jose ściągniemy pomoc, pożywienie i środki transportu. Ile siedzicie już w tej kryjówce? Jeśli jest bezpieczna, możecie nadal z niej korzystać - nałożyłbym tylko kilka zabezpieczeń, które oficjalnie wciągną ją pod protekcję Zakonu. - zaproponował Mike, rozglądając się po szybie - tunele ciągnęły się dalej, mogły pomieścić sporo ludzi.
Gdy mężczyzna przystał na jego plan, Tonks postanowił zacząć od podstawowego zabezpieczenia.
-Proszę pokazać mi tunele. Spędzę kilkanaście minut na nakładaniu czaru, który zaalarmuje bezpośrednio mnie, gdyby do środka dostał się jakikolwiek intruz. - zaproponował mężczyźnie. Gdy ten zaczął pokazywać mu tunele, do Josephine podeszła kobieta w średnim wieku.
-Jest nas piętnaścioro, z czego trójka dzieci. Nie wiem, czy powinny tu zostać... proszę, tam się zgromadziliśmy. - szepnęła, prowadząc ją do pomieszczenia, gdzie koczowali ludzie.
W międzyczasie Michael wyjął różdżkę i zaczął rozprowadzać po tunelach aurę białej magii, uważnie nakładając Cave Inimicum. Myślał o mugolach, którzy się tu ukrywali i o sojusznikach Zakonu Feniksa - oni mieli tu prawo wstępu, ale magia powinna  zareagować na kogkolwiek obego i go wtedy zaalarmować. Znał to miejsce, mógł się tutaj teleportować bezpośrednio. Biała mgiełka osiadała przy wejściu do szybu, a Michael rociągnął ją wzdłuż tuneli - tak, by pułapka objęła swoim zakresem początek kopalni i salę, w której koczowali uciekinierzy.

nakładam Cave Inimicum na mugolską kryjówkę (upoważnieni: mugole, Zakon)


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Wioska Hassop 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Wioska Hassop [odnośnik]16.11.21 0:31
Jose potrafiła znaleźć w sobie takie ludzkie odruchy. Zdawała sobie sprawę, że ludzie tego potrzebowali, każdy w pewien sposób domagał się bliskości drugiej osoby. Nawet ona miewała takie momenty, także jak najbardziej to rozumiała. Zazwyczaj raczej była mniej wylewna, potrafiła odnaleźć w sobie jednak jakąś empatię, mimo tego, co ją spotkało. Zauważyła również to, że Michael w ich parze był tym, który sprowadzał mężczyznę na ziemię, ona powinna pozwolić mu marzyć, mieć nadzieję. Byli niczym zły i dobry policjant, który przesłuchuje oskarżonego. Wiedziała, jaka jest jej rola w tej sytuacji, nie zamierzała z tym walczyć, ani się sprzeciwiać, w sumie to nawet była zadowolona z tego, że może jeszcze dać jakąś nadzieję na znalezienie Jenny.
Bell była ponadprzeciętnie sprawna fizycznie, miała świadomość, jak ugryzienie wilkołaka działa na ciało, jak widać, Michael poradzi sobie z tym problemem, ciekawiło ją nieco, czy gdyby mogli się zmierzyć byłaby go w stanie pokonać fizycznie. Zdawała sobie sprawę z tego, że niewielu było w stanie jej dorównać, nie ma się co dziwić, od małego bowiem przywiązywała wagę do sprawności fizycznej, musiała dogonić swoich braci, chciała być jak oni, więc mocno nad tym pracowała.
- Jak widać nasi znajomi potrafią być bardzo pomysłowi.- powiedziała z uśmiechem do Howella. Niewiele jeszcze wiedział o mugolach, nie ma się, co dziwić, oni nadal często zadziwiali Jose.
- Oczywiście, ostrożność przede wszystkim.- zgodziła się z Michaelem. Nie mogli sobie pozwolić na żaden błąd, mógł ich bowiem wiele kosztować.
Słuchała uważnie negocjacji Tonka z mugolami, którzy wydawali się być bardzo nieufni. Zresztą nie ma się, co dziwić, chyba każdy na ich miejscu zachowałby się podobnie. Nie zamierzała wchodzić mu w słowo, chyba, że wyczuje, że potrzebuje jej pomocy. Przystanęła gdzieś tuż obok niego, żeby wiedział, że jest blisko, że gdy tylko będzie potrzebował pomocy, to będzie mógł na nią liczyć.
Mugole zaczęli się przed nimi otwierać, to dobrze, jak się okazało dzisiejszego dnia miały wystarczyć jedynie umiejętności negocjacji, czy ją to cieszyło? Nie potrafiła jeszcze tego stwierdzić. Odprowadziła Tonksa wzrokiem, kiedy udał się w kierunku jednego z tuneli. Sama zaś została tutaj, aby porozmawiać z mugolami. Kobieta zaprowadziła ją do pomieszczenia, w którym znajdowali się ludzie. Serce się krajało na samą myśl, że przyszło im żyć w takich warunkach.
- Chętnie zabierzemy ze sobą dzieci i tych najbardziej potrzebujących na Półwysep, tam jest bezpieczniej. Może moglibyście ustalić między sobą, kto się z nami tam uda. Nie chciałabym rozdzielać matek i dzieci, może więc dobrze, by udali się razem?- dotknęła ręki kobiety, aby dodać jej otuchy. - Jeśli chodzi o pozostałych, wraz z moim towarzyszem pomożemy Wam zabezpieczyć to miejsce, będziemy mieć informacje, gdyby tylko ktoś nieproszony pojawił się w tunelu. Możemy również zorganizować żywność, wspominaliście wszak o tym, że Wam się kończy, czy czegoś jeszcze potrzebujecie? Nie bójcie się prosić.- Głos Josephine był spokojny, mówiła powoli, aby wszyscy mogli ją dokładnie usłyszeć.
Przydałyby się jeszcze leki- rzekł głos gdzieś przy ścianie. Jose przeniosła wzrok w tamtym kierunku. Pokiwała głową twierdząco, że do niej dotarło. - Postaramy się Wam zorganizować medykamenty, jak najszybciej.- będą musieli poprosić Zakon o wsparcie. - Boimy się, że nas powybijają, niewielu nas tu zostało!- odezwał się kolejny przerażony głos. - Nie zostawimy Was tutaj samych, założymy pułapki, będziecie bezpieczniejsi, do tego postaramy się, aby okolica była regularnie patrolowana, jeśli coś tylko wzbudzi Wasz niepokój to nie bójcie się nas informować, przybędziemy z odsieczą, nawet jeśli nie będziecie pewni.- starała się ich zapewnić o wsparciu Zakonu.
Kiedy skończyła udzielać odpowiedzi na wszelkie pytania, które nasuwały im się na myśl udała się w kierunku wejścia do schronienia, wyszła przed nie. Wyciągnęła różdżkę. Skupiła się, bo chciała pomóc obecnym tutaj mugolom w sposób, jaki potrafiła. Tak się składało, że uroki były tym, co wychodziło jej najlepiej. Zaczęła myśleć o boginie, który miałby się tutaj pojawić. Kumulowała magiczną energię, aby ściągnąć go tutaj w miejsce obok szybu, aby chroni tych niewinnych ludzi. Trwało to chwilę, udało jej się ściągnąć bogina i uwięzić go przy wejściu, tuż obok szybu. Będzie ich strzegł przed nieproszonymi gośćmi. Nastroiła go, aby reagował na intruzów, nie miał zwracać uwagi na mugoli i sojuszników. Cała ta czynność trwała około piętnastu minut. Kiedy skończyła udała się do środka, przystanęła w tunelu, w którym Michael nakładał jakieś bardziej skomplikowane pułapki, o których nie miała raczej pojęcia. Obserwowała go uważnie, w milczeniu, nie chciała bowiem przeszkadzać.

Nakładam Strach na gremliny ( upoważnieni Mugole/ Zakon)


Wioska Hassop D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell
Re: Wioska Hassop [odnośnik]16.11.21 18:27
-Pomysłowi, zorganizowani i zdający się na różne wynalazki w obliczu braku magii. - odpowiedział z bladym uśmiechem. Choć uwielbiał czarodziejski świat, to brakowało mu wśród magicznych tego kreatywnego pędu, który zaowocował rewolucją industrialną - i kopalniami, takimi jak ta. Czarodziejom wszystko przychodziło tak prosto, że niektóre ich rozwiązania wydawały się Tonksowi, wychowanemu wśród mugoli, wręcz zacofane. Z lekkim rozbawieniem spojrzał na Howella, który ewidentnie nigdy nie widział żadnej kopalni - ale w jasnych tęczówkach rozbłysło też coś na kształt uznania. Skoro Henry nie miał nic wspólnego z mugolami, to ryzykował własnym życiem z dobrego serca. Dobrze, że na niego trafili, ze zapewnią mu ochronę. Może Howell odzyska jeszcze odwagę i determinację, a jego zaangażowanie pomoże rebelii - wydawał się zdolnym i zaradnym czarodziejem.

Josephine zdołała uspokoić mugoli - kilka osób wyszło do przodu, matki z dziećmi i jakaś staruszka. Poprosili o to, by znaleźć się w pierwszym transporcie na Półwysep Kornwalijski lub do Derby - choć ta wioska była ich domem, to zdrowie nie pozwoli im ukrywać się dłużej w ciemnej kopalni. Inni kiwali z wdzięcznością głową 
-Damy radę zdobywać trochę żywności sami, ale wyjście z kopalni zawsze jest problematyczne. Nie chcemy, żeby ktoś znalazł to miejsce. Może dałoby się to skoordynować z tymi... patrolami? - zaproponował jeden mugol.
-Znam transmutację, mogę pomóc was zakamuflować. To coś jak... niewidzialność. - wtrącił się Henry Howell, w połowie zdania reflektując się, że rozmawia z niemagicznymi. Nie znali słowa "transmutacja", ale zrozumieli, co miał na myśli. Wyglądało na to, że czarodziej i mugole dojdą w jednej kryjówce do porozumienia.

Michael skończył nakładać Cave Inimicum i kątem oka dostrzegł, że Josephine wyszła nałożyć kolejną pułapkę. Doskonale - im więcej, tym lepiej.
-Żeby dobrze zabezpieczyć to miejsce, muszę tu spędzić kolejne sześć godzin. - westchnął, uśmiechając się blado do Bell. -Nie musisz na mnie czekać - zbierz informacje od tych ludzi, jakich zapasów potrzebują, na ile osób przygotować śwwstoklika. Jeśli ktoś potrzebuje uzdrowiciela, możesz spytać w Leśnej Lecznicy w Dolinie - przyjmują takich pacjentów. Daj mi znać, przekażę to wszystko Biuru Aurorów, zorganizujemy dla tych ludzi wsparcie. Zobaczymy się z powrotem w Somerset. - zaproponował sojuszniczce. Musieli podzielić się zadaniami, efektywnie wykorzystać czas - a Jose miała talent do rozmów z ludźmi i pozyskiwania informacji.
W skupieniu przeszedł do nakładania kolejnych pułapek, wyjaśniając mugolowi, co robi. Najpierw skupił się na magii podobnej do Salvio Hexia, aby nałożyć na kopalnię aluzję niewidzialności - wzmacniając efekt białą magią i zaklęciem iluzji. Nigdziebądź objęło część szybu, w której gromadzili się mugole - usuwając ślady ludzkiej obecności i skrywając samych uciekinierów za kurtyną niewidzialności. Pułapka utrzyma się tylko przez chwilę, ale kupi im czas do ewakuacji - mugol zapewnił Tonksa, że mogą uciec wgłąb kopalni.
Następnie przeszedł do nakładania Zawieruchy, znów korzystając z magii iluzji. Wyobraził sobie bitwę między Merlinem a Morganą - standardową przy tej pułapce - tym razem dostrajając magię do wąskiego terenu szybu i umiejscawiając sylwetki czarodziejów w ciemności kopalni. Promienie fałszywych zaklęć dodatkowo zmylą przeciwników, utrudniając im orientację w terenie. Postarał się, by teren Zawieruchy nie pokrywał się z pierwszą pułapką, a zaczynał odrobinę dalej - nie ma co wzbudzać dodatkowych podejrzeń, jeśli ktoś na pierwszy rzut oka uzna kopalnię za opuszczoną.
Po kilku godzinach zakończył wreszcie pracę. Porozmawiał jeszcze chwilę z mugolami, upewnił się, że pułapki uspokoiły Howella - ten zapewniał, że pomoże w kryjówce i samemu Tonksowi i Bell w razie wezwania - i wyszedł wreszcie na światło dzienne, by spotkać się z Josephine i zaplanować kolejne działania.

/zt nakładam Zawieruchę i Nigdziebądź (nie działa na sojuszników Zakonu, mugoli z kryjówki)


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Wioska Hassop 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Wioska Hassop [odnośnik]16.11.21 18:49
- Muszą sobie radzić przy pomocy tego, co jest pod ręką. Nie mają takich ułatwień jak my. Trochę im zazdroszczę tej kreatywności. Wszystko tworzą własnymi rękoma.- Bell zapewne nie potrafiłaby żyć bez magii, a oni na co dzień ze wszystkim radzili sobie bez niej. Może wyglądało to zupełnie inaczej, kiedy od dziecka byli wychowywani w świecie, w którym nie było magii, jednak ona nie potrafiła sobie wyobrazić siebie w tym miejscu, w którym oni się znajdowali. Widziała podziw, który rysował się na twarzy niedawno poznanego mężczyzny, uśmiechnęła się nawet sama do siebie, widząc tą reakcję. Dobrze wiedzieć, że wśród czarodziejów były osoby, które potrafiły docenić mugolską pomysowość.

- Wyruszycie pierwsi, tam znajdą się osoby, które udzielą Wam schronienia, zaopiekują się Wami.- rzekła do tych osób, które zgłosiły się, aby jako pierwszych ich przetransportować. Ciągle zapewniała mugoli o tym, że będą bezpieczni, chciała, żeby nie wątpili w ich zapewnienia choćby przez chwilę. Przeniosła spojrzenie na Howella, który również zaproponował swoją pomoc. Była zadowolona z takiego obrotu sprawy. Mężczyzna również chciał się zaangażować, bardzo dobrze, że go tutaj ze sobą sprowadzili.

- Sześć godzin to sporo. Masz rację, powinnam zająć się czymś innym w tym czasie, bez sensu tak stać bezczynnie, chociaż nie powiem przyglądanie się Twojej pracy to sama przyjemność. Niestety nie jestem w stanie Ci z tym pomóc, ale widzę, że mogę przydać się wśród ludzi. Powodzenia.- rzekła jeszcze z uśmiechem, po czym skłoniła się i wyszła do pomieszczenia, w którym znajdowali się mugole. Wypytywała ich jeszcze przez dłuższą chwilę, o wszystko, o czym wspomniał Michael. - Powiedzcie proszę, jakich zapasów najbardziej potrzebujecie. Czy poza żywnością przydałyby się Wam również jakieś ciepłe ubrania, koce?- przyglądała się uważnie osobom, które się tutaj znajdowały. - Nie spodziewaliśmy się takiej surowej zimy, przydałyby się ciepłe ubrania, koce, w nocy temperatura jest naprawdę niska, coraz trudniej się ogrzać- rzekł jeden z mężczyzn. Josephine zapamiętała to, aby zorganizować pomoc również w tym zakresie. - Czy wszyscy są zdrowi? Potrzebujecie pomocy medycznej?- tutaj jednak nikt się nie odezwał, najwyraźniej jakoś sobie radzili. - Jeśli by się coś zmieniło w Dolinie jest Leśna Lecznica, gdzie powinni Wam pomóc bez zawahania, zapamiętajcie to.- wolała poinformować mugoli o dostępnych opcjach.
Pozwoliła sobie jeszcze porozmawiać z każdym z obecnych tu mugoli, choć przez krótką chwilę, aby lepiej poznać potrzeby jednostek. Słuchała tego, co mieli do powiedzenia bardzo dokładnie i zapamiętywała każdy szczegół, postara się zrobić wszystko, co w jej mocy, aby zaspokoić ich potrzeby, przynajmniej te najważniejsze. Następnie pożegnała się z nimi i ruszyła w stronę Somerset. Była zadowolona z obrotu sytuacji, wszystko właściwie poszło gładko, może nie obyło się bez komplikacji, jednak świetnie sobie z nimi poradzili. Współpraca z Tonksem okazała się być przyjemnością.

// zt


Wioska Hassop D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell
Re: Wioska Hassop [odnośnik]16.11.21 20:44
19-25.01

Odkąd Michael Tonks i Samuel Skamander pozyskali informacje o mugolskich kryjówkach w Derbyshire, Biuro Aurorów miało ręce pełne roboty. W hrabstwie działała nie jedna, a aż dwie siatki mugoli i czarodziejów, którzy wspólnymi siłami próbowali zapewnić sobie choć namiastkę bezpieczeństwa. Dwie kobiety z Oazy, odpowiedzialne za szyfrowanie informacji o kryjówkach, próbowały skoordynować działania z Zakonem Feniksa, ale dopiero dwie niedawne masakry mugoli w Derbyshire sprawiły, że zadbanie o bezpieczeństwo kryjówek stało się absolutnym priorytetem. Michael żałował, że nie dowiedzieli się o sprawie wcześniej, że siatka działała jedynie w wąskim gronie czarodziejów, ale rozumiał opory organizatorek przed zwróceniem się bezpośrednio do Szefa Biura Aurorów o dodatkową protekcję. Same uciekły do Oazy dopiero niedawno, rozpoczęły działalność z założenia dla przyjaciół (kryjówki jednak znacznie się rozrosły), jedna straciła ojca, a druga bliskiego krewnego. W dodatku wszyscy mieli ręce pełne roboty - aurorzy i cywile, Zakonnicy i mugole.
Wojenny chaos sprawiał, że wszystko i nic wydawało się jadnakowo ważne, że natychmiastowe działania potrzebne były wszędzie. Wystarczyła noc, by Ministerstwo i Rycerze Walpurgii weszli do Staffordshire. Wystarczył nieuważny transport mugoli między jedną kryjówką, a drugą, by wszyscy zostali zamordowani przez szmalcowników. Wystarczyło wyjście jednego mężczyzny po zapasy, by - torturowany - zdradził siedzibę pobratymców, by wydarzyła się kolejna masakra. Brutalna, czarnomagiczna - czarami tak plugawymi, że nawet w aurorze budziły obrzydzenie. Groźba inferiusów i czarnej magii - to ich jurysdykcja, Biura Aurorów. Nie mogli do tego dopuścić, więc Tonks podjął się organizacji lepszych zabezpieczeń. W ten sposób mogli zarówno uratować ludzkie życia, jak zrealizować bezpośrednio militarne cele.
Szmalcownicy panoszyli się w Derbyshire zbyt śmiało, zbyt bezczelnie - brutalne wyrżnięcie dwóch grup kilkunastu osób było niedopuszczalne, podburzało morale ludzi, kolejna taka sytuacja nie może umknąć aurorom. Tonks liczył, że sprawców uda się pojmać - zarówno dzięki częstszym patrolom w miejscach dawnych mogolskich siedzib, jak i dzięki współpracy z uratowanymi mugolami. To oni najlepiej znali teren własnego hrabstwa, to oni zorganizowali sobie kryjówki w kopalniach, schronach i podziemiach, to oni mogli pomyśleć o miejscach, które wybraliby wrogowie na ukrycie i przegrupowanie się.
Aurorzy zaczęli działać już w połowie stycznia, gdy otrzymali informacje od Tonksa i Skamandra. Dwuosobowe grupy dawnych funkcjonariuszy Ministerstwa ruszyły sprawdzić każde z miejsc i zabezpieczyć je lepiej lub ewakuować ocalałych. Michael i Samuel udali się do Staffordshire, skąd musieli przetransportować mugoli do Derbyshire - pogrążone w chaosie hrabstwo było w obecnej chwili zbyt niebezpieczne, by organizować tam jakiekolwiek stałe punkty przerzutowe. Było to za to możliwe w odpowiednich miejscach w Derbyshire. W Hassop Tonks i Josephine zabezpieczyli stary szyb kopalni, magią wiążąc go bezpośrednio z osobą Tonksa - pułapki miały spowolnić kogokolwiek, kto natknąłby się na schron i poinformować aurora o obecności intruzów, dając Zakonowi czas na ratunek. Pracowali tak dzień po dniu, po kilkanaście godzin - docierając do każdego punktu, oceniając jego przydatność i bezpieczeństwo, nakładając pułapki, dbając o komunikację lidera każdej z kryjówek z reprezentantem Biura Aurorów bądź Zakonu Feniksa i oficjalnie włączając te miejsca w siatkę działań organizacji. Praca nie była typowa dla aurorów, ale niezbędna - już w Staffordshire Tonks i Skamander natknęli się na szmalcowników, w każde miejsce musieli się udać czarodzieje zaprawieni w boju i gotowi do usunięcia pamięci lub wyeliminowania intruzów.
Poznał sporo miejsc, do których nie dotarłby samodzielnie. Grotę Poole'a, w której duch odkrywcy sprzyjał uciekinierom z czarodziejskich rodzin o mogolskich korzeniach. Tunele pod Derby, gdzie zaczęto organizować awaryjne korytarze ewakuacyjne. Las, w którym można było się zgubić bez precyzyjnie przygotowanej mapy i w którego środku znajdowała się niedostępna dla obcych wioska, gdzie obecnie czarodzieje koegzystowali z mugolami.
Po pierwszych, prewencyjnych działaniach, które miały na celu wstępne zabezpieczenie każdej kryjówki i ewakuację najbardziej potrzebujących (komponenty do świstoklików i zdolność Półwyspu do pomieszczenia uchodźców były ograniczone - Tonks w pierwszej kolejności proponował ewakuację chorym, których mogła przyjąć Leśna Lecznica, potem starszym i dzieciom. Starał się, by czarodzieje i mugole w pełni sił pozostali w Derbyshire, zdolni do samoobrony - a przy okazji notował w pamięci ich twarze i nazwiska, proponując najsprawniejszym pozostanie w kontakcie i zapisanie się na treningi walki, których organizację zaczął planować Dearborn) Michael  spędził tydzień, odwiedzając każdą z wymienionych w zaszyfrowanym liście kryjówek i rozmawiając z uciekinierami. Mugole, mugolach, czarodzieje - każdy wiedział coś nowego o hrabstwie i mugolskim życiu w Derbyshire (a szmalcownicy jako pierwsze obierali na cel większe mugolskie ośrodki - wioski bez czarodziejów, muzea, fabryki), większość z nich straciła już kogoś na wojnie albo miała bezpośrednią styczność z przemocą. Twarze, nazwiska, miejsca, tragiczne sytuacje - niektóre wspomnienia były bolesne, ale korzystając z wieloletniego doświadczenia przy przesłuchaniach, Michael nakłaniał mugoli do podzielenia się nimi. Role się odwróciły - tym razem nie przesłuchiwał przestępców, a ofiary. Przenikliwość i spostrzegawczość wyćwiczona w trakcie długoletniej pracy w zawodzie ułatwiały mu dotarcie do rozmówców, wychwycenie ich emocji i delikatnych punktów. Starał się być łagodniejszym aurorem niż zwykle, świadom, że nie może zastraszać tych ludzi - a musi ich przekonać do współpracy.
Rozrysował własną mapę, łączył punkty, zaznaczał potencjalne miejsca, w które mogli teleportować się ludzie z Ministerstwa. Aurorzy, reagując na sytuację w Derbyshire i Staffordshire, wzmożyli patrole w hrabstwach - Tonks spędził więc długie godziny patrolując przygraniczne lasy, świadom, że granica między Staffordshire i Derbyshire stała się teraz niebezpieczna i że wrogowie mogą przedostawać się tędy do bezpieczniejszego hrabstwa. Raz natrafił na podejrzaną parę czarodziejów - spetryfikował ich prewencyjnie, ale przesłuchanie w obecności fałszoskopu wykazało, że są jedynie uciekinierami ze Staffordshire, próbującymi pod osłoną nocy przedostać się do krewnych w Derby. Auror przeprosił i samemu pomógł im w podróży, zabierając słabszą kobietę na własną miotłę.
Szukał dalej. Krąg zawężał się, byli już blisko zemsty i ostatecznego uderzenia - na własną rękę patrolował polany, które podejrzewał o bycie punktami uderzeniowymi szmalcowników. Już niedługo.
W międzyczasie dowiedział się od mugoli czegoś jeszcze.
Robert Dawlish, czarodziej krwi półkrwi, zwykł żyć w jednym z mogolskich miasteczek. Znał Jennę, jedną z organizatorek mugolskich kryjówek - ta jednak nie zdradzała nigdy wszystkim pełni informacji o wszystkich punktach, dzieląc się jedynie pojedynczymi informacjami. Znał jedną z kryjówek, nie więcej.
Szmalcownicy puścili tą kryjówkę z dymem, a Dawlish zapadł się pod ziemię.
Nie było świadków, znajomi myśleli, ze nie przeżył - ale potem pewna mugola zobaczyła go na placu targowym w Derby.
W głowie Tonksa zaczęły kiełkować podejrzenia.
Rozpytywał dalej - tym razem wśród czarodziejów i nie samodzielnie. Nie chciał pokazywać się w miastach, nie z twarzą znaną z listów gończych, ale jeden z jego kolegów z Biura Aurorów nie był jeszcze poszukiwany. Carter zasięgnął języka i od słowa do słowa, dowiedzieli się o nowym adresie Dawlisha.
Nie mogli tego lekceważyć - Felix Everton w Staffordshire skazał na śmierć niezliczone ilości osób. Dawlish wydał jedynie jedną kryjówkę - do drugiej szmalcownicy doszli sami - i może dlatego nie miał jeszcze ministerialnej ochrony, jedynie nowe mieszkanie. Trudno zresztą było chronić go w podległym Greengrassom i sprzyjającym Zakonowi Derbyshire - zdaniem Tonksa powinien uciekać. Dobrze, że nie uciekł.
Złożyli mu wizytę w nocy, Tonks i Carter. Mieszkał - o ironio - niedaleko Hassop, choć nie był powiązany z mugolską wioską. Miał dziadków mugoli, z samego Derby i najwyraźniej zapomniał o swoim pochodzeniu, gdy zdecydował się na współpracę ze szmalcownikami.
Carpiene. Hexa Revelio. Carter o zwinnych dłoniach zdjął Nigdziebądź, innych pułapek nie było.
Dawlish wcale nie ułatwił sobie wstępu do rozmowy  -  widząc dwójkę aurorów, spróbował zadziałać "strategicznie" i krzyknął Accessio, celując w Tonksa. Ten obronił się, a czarna magia przypieczętowała w jego oczach łatkę z d r a j c y. Jeśli znał czarną magię, to nie zdecydował się na zdradę z dnia na dzień - musiał uczyć się jej wcześniej lub współpracować z wrogami dłużej.
Szybki Petryficus Totalus, kwadrans na założenie Muffiliato w salonie, fałszoskop na stole, Esposas. Przesłuchiwali Dawlisha długo i starannie - uciekając się do gróźb, Baleno i wyłamania dwóch palców. W końcu upewnili się w tym, że nie wiedział nic więcej, że nie wydał nikogo innego. Pod koniec płakał, wydając miejsce, w którym spotykał się ze szmalcownikami.
-Twój długi język zabił kilkunastu ludzi, Dawlish. - Mike pokręcił głową, spoglądając na Cartera znacząco. -Silencio.
Nie mogli zostawić go w mieszkaniu - jeśli są tutaj szpiedzy z Ministerstwa, jeszcze ściągną na siebie odsiecz.
Wzięli go do lasu, nad jezioro. Tonks wrzucił tam jego różdżkę.
-W imieniu Biura Aurorów, skazujemy cię na śmierć za zdradę. - wyrecytował beznamiętnie, nie przejmując się prawem ani innymi formalnościami. Dawlish wydał kilkunastu ludzi, niektórzy nadal mu ufali, inni opłakiwali jego śmierć.
Myślał o umierającym mężczyźnie, któremu Thomas Doe grał na harmonijce, gdy wzniósł różdżkę do precyzyjnego zaklęcia.
-Proszę... ja tylko chciałem przetrwać, obiecali mi bezpieczeństwo, bałem się że zginę za współpracę z rebelią... - wydukał Dawlish, gdy zdjęli z niego Silencio. Twarz Cartera była beznamiętna, Mike pokręcił tylko głową.
-Nie torturowali cię, nie aresztowali, znaleźliśmy w twoim mieszkaniu ich galeony. Zrobiłeś to z własnej woli, Dawlish, a zdrada nie będzie tolerowana. Lamino. - zwłoki osunęły się w śnieg, a Michaela czekała wizyta w Oazie, u kobiety która odszyfrowała list od swojego ojca, i w kilku mogolskich kryjówkach. Musiał i chciał przekazać tym ludziom bezpośrednio, że aurorzy ujęli, przesłuchali i ukarali człowieka odpowiedzialnego za śmierć kilkunastu ich przyjaciół.


/zt


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Wioska Hassop 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Wioska Hassop [odnośnik]29.01.22 17:49
1 marzec - wczesne rano

List do Skamander miał odnaleźć go już niedługo. Skinęła krótko Maeve głową, kiedy ta postanowiła poinformować Carringtona. Dobrze, niech się z nim skontaktuje. Kiedy wszystko co najważniejsze została ustalone podniosła się wołająca za sobą dwójkę mężczyzn. Jednym z nich był Underhill, który przywitał ją w wejściu do starej wytwórni pergaminu. Nie sądziła, by ich potrzebowali, pomimo chaosu i dziecinnych odcinek Doe zdawał się współpracować. Lepiej jednak, by wiedział, że mają przewagę i nie żartują. Odebrała różdżkę Thomasa. By później wejść do środka. Tłumaczyła ze spokojem kolejne kroki, polecenie Longbottoma było jasne. I należało je wykonać. Kolejną pyskówkę ponownie zignorowała. Jeśli wiedział, to nawet lepiej. Szybciej pójdzie. Stara różdżką Edgara Burke’a miało mu pozwolić na wykonanie tego zadania. Przekazała mu różdżkę, a uważne spojrzenie obserwowało każdy najmniejszy gest. Była pewna, że nie tylko to jej, ale i to należące do Maeve jak i mężczyzn, którzy przystanęli trochę za nimi. W wiodącej ręce trzymała własną różdżkę, by móc zareagować w razie potrzeby. Nie odetchnęła, kiedy zaklęcie padło z jego ust, to jeszcze nie był koniec i to jeszcze nie był moment na rozluźnienie się. Choć nie było tego po niej widać, wewnętrzne i prywatnie była zła. Kiedy wykonywała swoje obowiązki odsuwała własne odczucia, choć nauczenie się tego zajęło trochę czasu. Fiolka wróciła do Maeve już ze wspomnienie. U niej było bezpieczne. Wiedziała, że może jej je powierzyć. W przeciwieństwie do Thomasa - jej ufała. Samo wspomnienie, jak wspomniał Longbottom, bardziej niż do samego potwierdzenia jego słów, było potrzebne, do rozpracowania podziemnych korytarzy znajdujących się pod domem. A samo odnalezienie Thomasa, nie powinno stanowić większego problemu. Nie z jej umiejętnościami. Wiedziała, że gdy zajdzie potrzeba wykona pracę. Z ust Maeve padły inkantacje. Były gotowe do podróży. Dobyły mioteł, by ostatecznie postanowiła, że chłopak poleci razem z nią. Odpowiednie ustawienie się zajęło chwilę. Ale gdy były gotowi wzbili się w górę, pozostawiając Clearwater na prowadzeniu ku wybranemu miejscu. Chowając się między chmurami poza widokiem innych ludzi. Prowadzenie miotły z drugą nie należało do najprostszych. Pogoda też nie ułatwiała zadania. To jeszcze nie był koniec. Nie dla niej. Bo kiedy sprawy niejako służbowe dobiegły końca, przyszedł czas na to, by zająć się sprawami prywatnymi.
W końcu wylądowali w lesie, niedaleko wioski Hassop. Niezbyt dużej, ale też nie najmniejszej. Wylądowała, choć pozbawione to było finezji i gracji. Ale w końcu stanęła na dwóch nogach. Spojrzała na Maeve, mogła ściągnąć zaklęcia które na nim były. Zgodnie z ustaleniami, tylko pozornie miała zostać z nim sama. Jeszcze jedna część polecenia pozostawała do wykonania.
- Jesteśmy pod wioską Hassop w Derbyshire. - powiedziała do niego, wkładając ręce do kieszeni. - Zanim pójdziesz, chciałabym jeszcze porozmawiać. - zwróciła się bezpośrednio do niego wyciągając rękę w której miała jego różdżkę - jego własność. Postawi się jak dzieciak, czy podejmie rozmowy? Nie miała pojęcia. Ale to co miała do powiedzenia i tak musiało paść.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.


Ostatnio zmieniony przez Justine Tonks dnia 11.02.22 1:29, w całości zmieniany 1 raz
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wioska Hassop Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Wioska Hassop
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach