Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Tyły ogrodu i skraj lasu
AutorWiadomość
Tyły ogrodu i skraj lasu [odnośnik]12.09.21 20:54
First topic message reminder :

Tyły ogrodu i skraj lasu



Tyły ogrodu graniczą ze skrajem lasu, a drzewa pięknie ocieniają ten zakątek. Steffen nie zdążył jeszcze zagospodarować tej części działki - na wiosnę chciałby przeznaczyć ten teren na grządki dla Isabelli, zimą znajduje się tutaj odgarnięty śnieg i kilka malowniczych zasp. Ogród jest oddzielony od lasu drewnianym płotem.

Pułapki: Cave Inimicum (cała posesja) Duna (przed domem), Lepkie Ręce (wejście), Zemsta Płomyka (za drzwiami wejściowymi, na ciężkie słowniki run), Abscondens (ściana w salonie i w kuchni), Nigdziebądź (na cały parter)


intellectual, journalist
little spy



Ostatnio zmieniony przez Steffen Cattermole dnia 07.04.22 0:27, w całości zmieniany 1 raz
Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen

Re: Tyły ogrodu i skraj lasu [odnośnik]17.05.22 20:03
Przywykła do nich, blizn, które zdobiły jej ciało. Choć te znajdujące się na rękach, były niczym w porównaniu z tymi, które przeważnie skrywał materiał odzienia. Po tym wszystkim, to jej brzuch prezentował się najgorzej, posiadając na sobie kilka cięć halabardy zadanych przez magicznego rycerza. To spotkanie zdawało się tak odległe, że niemal nieralne, jakby zdarzyło się w jej innym życiu. Nie lubiła ich - szpeciły ją, niektórych, tak jej tej nad łukiem brwiowym nie dało się zakryć. Mogła wykorzystać swój dar, by je usunąć, ale nie była na tyle płytka, by podejmować próby - które, mimo wszystko - niosły za sobą pewne ryzyko. Musiałaby to robić codzinnie. Ostatecznie, choć bez sympatii wszystkie blizny które posiadała niosły w sobie jednocześnie gorczy porażki, ale i potwierdzie niezłomności jej ducha. Nie osiągnęła wszystkiego sama, ale podnosiła się za każdym razem. I wiedziała, że będzie podnosić się dalej, tak długo, jak to będzie potrzebne, niezbędne i konieczne. Przyrzekła i nie zamierzała danej tajemnicy złamać. A on, on brał ją nawet z nimi. Mówił, że przypominały jej runy. Opuściła rękę, drugą dłonią łapiąc się w okolicy nadgarstka. Mimowolnie przesuwając palcem po brzydkich znakach. Runy, tak, nie bardzo sama potrafiła je dostrzec. Spojrzenie powróciło do Marcela - choć jego usta się uniosły, oczy pozostały niewzruszone. Mimowolnie w jakiś sposób ten widok wydawał się… znajomy. Z padającymi słowami nie mogła się nie zgodzić. Westchnęła lekko, spoglądając na chwilę na niebo i splatając ze sobą dłonie.
- Nie da się z tym nie zgodzić. - orzekła mrużąc trochę oczy. W końcu rozmowa się skończy, albo zorientuje się, że nie ma jej obok, choć mówiła mu, gdzie idzie. - Cóż, przynajmniej czasem wracają jeszcze do tego świata. - pokręciła głową, unosząc kącik ust ku górze na krótką chwilę. Uniosła obie ręce żeby w charakterystycznym odruchu założyć za włosy za uszy. Miała pewne obawy, co do własnego stanu, ale jednocześnie podświadomie a może i świadomie je ignorowała choć wiedziała, że przed pewnymi rzeczami nie da się uciec. Opuściła głowę, ruszając po wyznaczonym przez siebie samą szlaku. Z pozoru nic nie znaczący spacer miał też inny cel. Chciała pewności. Potrzebowała jej. Oni wszyscy jej potrzebowali, pewności i chwilowego odpoczynku. Stała czujność, choć była właściwa i odpowiednia, była też w pewien sposób wymagająca. Niezmiennie skupiony na otoczeniu, przewidujący, oczekujący, bez chwili oddechu. Im dłużej szła tą ścieżką, tym bardziej rozumiała, że pewne rzeczy przychodzą same. Gesty, zachowania, nawyki. Jej towarzysz był nad wyraz milczący, jak na młodego człowieka w takim dniu, choć jak podejrzewała, to nie była kwestia natury. Ale ona sama też nie była nikim na tyle ważnym, by stawiać krok w miejscu które należało do niego. Mogła, oczywiście, że mogła spróbować. Ale to nie jej potrzebował teraz. Dlatego milczała, że spokojem przyjmując ciszę między nimi. Nauczyła się w niej przebywać, nie zarzucać ją niepotrzebnymi słowami, byle tylko pozostała jakoś wypełniona. Zwłaszcza, że jej ostatnie słowa nie spotkały się z żadną odpowiedzią. Zerknęła na niego unosząc wzrok - rzadko kiedy spoglądała w dół. Była kiedyś w tym miejscu pewnie, możliwie podobnym. Zareagowała na jego ruch, przystając, przesuwając spojrzenie zwabiona odgłosem i słowem. Ręka znalazła różdżkę, a oczy skierowała we wskazane miejsce. Zmrużyła trochę oczy, unosząc ją, żeby zakręcić w odpowiednim geście. - Homenum Revelio. - magia pomknęła roztaczając się wokół nich. Zmarszczyła odrobinę brwi przesuwając się po tym, co wykryło. Dostrzegła zwierzę, na które zwrócił uwagę.

parzyste - Jednak poza nim, zdawało się, że nikogo więcej nie było. Zmarszczyła jeszcze na chwilę brwi uważniej skupiając się na wszystkim. - Nikogo tam nie ma. - potwierdziła jednak po krótkiej chwili. - Ale reakcja odpowiednia. - dodała jeszcze rozprostowując zmarszczone brwi.

nieparzyste - Niedaleko miejsca z którego wymknęło się spłoszone zwierze zaklęcie wykryło obecność. Zrobiła krok w tamtą stronę. - Uważaj. - powiedziała jedynie do Marcela, nie zerkając ku niemu. Sama swoją miała wyciągnięta przed siebie, by móc zareagować odpowiednio szybko w miarę potrzeby. Przeszła przez krzaki i uniosła brwi w zdumieniu, wypuszczając powietrze z płuc. Ich oczom ukazał się raczej średniej trzeźwości człowiek, którego kojarzyła jako jednego z gości imprezy. - Znasz go? - spytała blondyna, dopiero teraz spoglądając ku niemu.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Tyły ogrodu i skraj lasu - Page 2 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Tyły ogrodu i skraj lasu [odnośnik]17.05.22 20:03
The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k10' : 6
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Tyły ogrodu i skraj lasu - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Tyły ogrodu i skraj lasu [odnośnik]19.05.22 20:00
Wiedziała, że w wielu wypadkach pojawienie się osoby takiej ona zwiastuje raczej kłopoty, a nie dodatkową radość. Znała wiele rodzin, które były ze sobą zżyte, mało więc kiedy niespodziewany dodatek w postaci tej części rodziny, o której nikt wcześniej nie wiedział, ale nagle pojawiała się i mogła stanowić raczej problem. Kiedy ojciec ją odnalazł, czuła się jak wyjęta z rzeczywistości, dawno pogodziła się przecież z tym, że już nigdy nie znajdzie rodziny, bez żadnych informacji, bez większej świadomości, kim nawet mogliby być, bez nawet strzępka informacji, co do pochodzenia. Mogła zgadywać nad kolorem włosów czy tym, że któreś z jej rodziców również niosło ze sobą gen metamorfomagii. Ale teraz wiedziała co i jak, była świadoma kto należał do rodziny…i wiedziała, że to w jej kwestii, aby zadecydować, czy chce poznać swoje kuzynostwo. Nie miała pojęcia, czy tak naprawdę w tym momencie bardziej psuje wszystko, czy jednak zaczyna jakąś nową więź, która może z czasem stać się lepsza. Wszystko było niczym układanie po omacku każdego oddzielnego kawałka układanki, aby dopiero na końcu przekonać się czy całość dorównywała wyobrażeniu.
- Rozumiem. Mój ojciec... – szukała słów, którymi mogła to ująć, ostrożnie przesuwając dłonią po szkle, które trzymała. Ostrożnie sięgnęła po kolejny łyk, spoglądając na okolice. Wydawało się, że prędzej czy później obydwie mogą zmarznąć, ale teraz chyba żadna z nich nie zwracała uwagi na śnieg. Miała dziwną ochotę położyć się i przez chwilę otoczyć się zimnem, dłoń zanurzając w śniegu, aby unieść ją potem by rozsypać śnieg dookoła. Stała jednak „jak człowiek”. -…kocha rodzinę, ale jest w głównej mierze samotnikiem. – Przynajmniej, z tego co mogła powiedzieć, nie byli skłóceni, a to był już jakiś pozytyw w tym wszystkim.
Przyglądała się jeszcze Roselyn, na nowo uśmiechając się smutnie kiedy wspomniała, że rodzic dziecka powinien kochać je niezależnie od wszystkiego. Piękne podejście, ale boleśnie potrafiło rozminąć się z rzeczywistością.
- Powiedziałabym, że zgadzam się absolutnie, niestety zbyt często widziałam dzieci w sierocińcu aby wiedzieć, że w większości to prawda. – Ona jeszcze nie miała tak źle. Nawet jeżeli jej życie dalekie było od ideału, przynajmniej miała znajomych, którzy jej nie odtrącili. Rodzinę gdzieś tam. Pracę, która pracą marzeń nie była, ale jednak która pomogła jej zwiedzić nowe miejsca i poznać nowe osoby. Inni umierali na ulicy, po tym jak przedawkowali albo okradli niewłaściwą osobę. Świat od tej strony nigdy nie był przyjemny. Na szczęście temat zmienił się nieco inny, a to przynajmniej coś.
- Jak się tu odnajdujesz? To na pewno spora zmiana. – Wiedziała, że wszystko tak szybko się zmieniało, że pozostawianie za sobą dawnego życia wydawało się wielkim tragizmem. A potem doceniało się rzeczy większe i drobniejsze, nawet jak to, że po prostu się żyje. – Jeżeli czegoś trzeba tobie albo lecznicy, daj mi znać. – Łatwo było jej wiedzieć, gdzie co i jak znaleźć. Ze złapaniem tego nie zawsze było prosto, ale robiła co mogła.
- Ja? Hm…ogólnie to pływam na statkach. Handel, głównie. – Nie wiedziała jak ładnie ująć całą sytuację, ale jeżeli Roselyn będzie wypytywać bardziej, tak chętna była opowiedzieć jej więcej. W końcu noc była jeszcze długa i nic ich nie poganiało. No, chyba że Roselyn się gdzieś śpieszyła, to też było prawdopodobne. – To tak głównie, ale jak coś potrzeba pomóc to zawsze postaram się znaleźć chwilę. Oczywiście miło by było móc założyć własną firmę albo mieć własny statek, ale wiadomo, zawsze łatwiej powiedzieć niż zrobić. I tak, byłam w Hogwarcie. – Rozpromieniła się na wspomnienie znacznie łatwiejszych, znacznie prostszych czasów. – Grałam w Quidditcha jako pałkarka, może mnie widziałaś wtedy.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Tyły ogrodu i skraj lasu [odnośnik]08.06.22 21:30
Daleko było mu do towarzyskiego nastroju, unikał ludzi, unikał rozmów, unikał wszystkiego, co mogło obnażyć jego rzeczywiste emocje, ten dzień miał należeć do Steffena, a on - jako jego drużba - odpowiedzialny był za to, żeby Steffen bawił się szampańsko. Innych też powinien zabawiać, jak bardzo złym był przyjacielem, kiedy nie potrafił tego robić? Przyglądał się jej profilowi, widocznemu w blasku księżyca, lecz nie zdradzającym zbyt wiele. Wyglądała jak na listach, na tamtych fotografiach, jak wtedy na placu. Jak wojowniczka. Darzył ją głębokim szacunkiem za to, kim była, ale nie potrafił oderwać myśli od swoich ran, nie naciskała, a on nie potrafił. Już nie. Rozpadł się na drobiny, potrzaskane i zniszczone fragmenty, których nie potrafił pozbierać. Nie widział analogii między nią a sobą. Nie widział w niej już nawet inspiracji. Byli przecież skrajnie inni, teraz to rozumiał. Udowadniano mu to na każdym kroku. Oni byli inni. Oni, aurorzy. Zdolniejsi, bardziej doświadczeni, wybitni w tym, co robili. A on, on był tylko chłopcem z cyrku, łachmaniarzem, kaleką, obdartusem i złodziejem. Zawsze nim już zostanie. Lekkomyślnym i głupim, może Sheila miała rację, może to wszystko to była tylko ich wina. Może nie powinien towarzyszyć Justine? Nie potrafił jej odmówić, lecz dalecy byli od odnalezienia dzisiaj wspólnego języka. A może to on - daleki był od otwarcia się. Nie potrafił, niemoc powstrzymywała go przed pokonaniem pierwszego, choć przecież wcale nie takiego skomplikowanego kroku. Nie wydawała się przejmować ciszą, a on, zatopiony w swoich myślach, nie był w stanie oszacować, jak długo trwała. Kiwnął głową, zastanawiając się nad tym, czym był ten świat i co znaczyły jej słowa. Wydawało mu się, że ten świat zagrzebał się już w ruinach. Utracił dech, gdzieś w wojennym kurze zasypany bolesnymi gruzami. Może prościej, może rozsądniej było zamknąć się, jak oni, w innym świecie? Nie chciał przy niej narzekać, użalać się nad sobą, dobrze wiedział, że miała ku temu znacznie więcej powodów. Że znacznie więcej przeszła. Nikogo zresztą nie obchodziły jego żale.
- Homenum revelio - powtórzył za nią, krótko po niej, kątem oka podpatrując gest jej dłoni, ruch różdżki, dopiero uczył się kształtować magię; zamierzał objąć zaklęciem sąsiedni obszar ogrodu, sprawdzić większy teren. Magia delikatnie zadrżała, wprawiając w ruch powietrze i nie wykrywając niczyjej obecności. Wiedział, że zaklęcie nie było silne, wciąż popełniał błędy w wykonywanych gestach, choć wydawało mu się, że im większą zyskiwał wprawę, tym trudniej było mu je samodzielnie wychwycić.
Sarna okazała się tylko sarną, nic nie wskazywało na to, by ktokolwiek lub cokolwiek jej towarzyszyło. Stanął bez przekonania, spoglądając to na spłoszoną zwierzynę, to na aurorkę, z niemym pytaniem, czy powinni już wracać.
- Nie wygląda, jakby szukała pieniędzy - przyznał, odnosząc się do jej wcześniejszych słów, weselni goście mieli pełne prawo czuć się zagrożeni i nawet, jeśli byli ludźmi, o których nie trzeba było się przesadnie martwić, ich obowiązkiem było ich chronić: nieśli wszak wojenne chorągwie w pierwszych rzędach. Musieli przetrwać. Zatrzymał spojrzenie na jej twarzy na dłużej, kiedy pochwaliła jego reakcję, po czym, speszony, uciekł wzrokiem. Nie potrafił znaleźć w sobie dzisiaj ukłucia dumy, nie niósł w sercu wiary, a zwyczajową zapalczywość gdzieś porwał wczorajszy wiatr. Chciałby móc pomóc bardziej. Chciałby potrafić zrobić cokolwiek. Kiwnął głową bez przekonania.

rzut na homenum


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Tyły ogrodu i skraj lasu
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach