Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Hogwart, 1939
AutorWiadomość
Hogwart, 1939 [odnośnik]17.08.15 16:14
Kurczoczarne włosy wysmarowane czymś tłustym obijają światło niegasnących świec zawieszonych ponad głowami dwóch chłopców . Jeden z nich, właściciel czarnej i błyszczącej fryzury, stoi i śmieje się w głos, podczas kiedy drugi podnieść się nie może z ziemi. Co nie spróbuje, to zaraz bęc! i znów pada na kolana. Nieporadna ciamajda ma na sobie stój z herbem Krukonów, zaś stojący nonszalancko oparty o kamienną ścianę chłopak dumnie prezentuje barwy Slytherinu. Jest w pół do trzeciej i cała szkoła pognała oglądać mecz. Cała? Właśnie nie cała, bo taki Deimos, lat piętnaście - nie poszedł. I taki bezimienny Krukon, lat: dwanaście albo trzynaście, ciężko stwierdzić bo jest okrąglutki, też. Zajęty zabawą z dzieciakiem Carrow, nie zorientował się, że ktoś idzie w jego kierunku. Nie musiał zaraz się bać, gdyż nie były to kroki profesorskie, ale faktem było, że nie był czujny. Kiedy machał różdżką i mówił "No szlamo, powtórz, bo nie słyszałem?", a przy każdym kolejnym machnięciem chłopak na kolanach mamrotał pod nosem i stękał, że go boli i że przeprasza, że nie zszedł mu z drogi, Deimos czuł siłę. Kroki usłyszał w ostatniej chwili, zaraz chowa różdżkę do rękawa i podciąga za kołnierz grubasa z Ravelnclaw. A z ciemności korytarzy kto się wyłania?
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Hogwart, 1939 [odnośnik]17.08.15 16:58
Niedawno miał okazję rozpocząć się rok szósty mojej hogwartowej edukacji, ja zaś, nienauczona faktami z własnej przeszłości, nadal biegałam z głową w chmurach. Dosłownie, biegałam, gdyż zaczytana w jakimś starym tomie o roślinach, nie zauważyłam zbyt szybko upływającego czasu, zaś ten krzyczał: CYNTHIA, MECZ! CYNTHIA, MECZ!
Wyskoczyłam z niej niczym strzała, by w swoim pokoju ubrać się w dumny strój drużyny Ravenclawu. Uwielbiałam to uczucie, choć przed nikim nie przyznałabym się, że skłonna jestem do samouwielbienia. Ewentualnie w tonie żartobliwym, gdy nie wzięte by to zostało na poważnie.
Wszystko byłoby super, gdybym nie zapomniała też swojej pałki, po którą zmuszona byłam wrócić, a z którą w dłoni wracałam, gdy pewien paskudnik torturował jedną z mych owiec. Jakby nie było, czułam się odpowiedzialna za młodego Krukona, mimo że prefektem nie byłam.
Deimosie... – mruknęłam zadziornie,  przystając i naumyślnie bawiąc się trzymaną pałką. Nie wiem, co ten chłopak w sobie takiego miał, że burza motyli znów łaskotała mnie od środka. Uśmiechnęłam się szerzej i zamrugałam kilkakrotnie. – Co tu robisz? Chyba mi nie powiesz, że nie masz ochoty popatrzeć, jak daję w kość Gryfonom? – zapytałam, lustrując swym wzrokiem mojego człowieka. W jakiś zawiły sposób, czułam się odpowiedzialna za młodszego Krukona, choć nie byłam prefektem ani też obrońcą słabych.
Cynthia Vanity
Zawód : uzdrowicielka na oddziale wypadków przedmiotowych, cukierniczka, właścicielka Słodkiej Próżności
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Dziś rano cały świat kupiłeś,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłeś,
nad czas i morskie głębie lat.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hogwart, 1939 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t984-cynthia-vanity#5464 https://www.morsmordre.net/t1056-gabrys#6288 https://www.morsmordre.net/t1055-arcydobra-uzdrowicielka-wita#6280 https://www.morsmordre.net/f221-moonflower-avenue-24-7 https://www.morsmordre.net/t3459-skrytka-bankowa-nr-269#60055 https://www.morsmordre.net/t1057-cynthia-vanity
Re: Hogwart, 1939 [odnośnik]17.08.15 17:39
Deimos szarpie kołnierz grubasa, ale nie chce go jeszcze puścić. Mały szlameks ma pochlapaną łzami twarz i nie wygląda ani dobrze, ani jakby spędzał miło czas. Źle wygląda, ale Deimos nie ma czasu usunąc dowodów. Dopiero podciągnął dzieciaka i syknął mu "nie marz się", kiedy już musi patrzeć, kto wyłania się z ciemności. Cynthia.
- Właśnie szedłem ci kibicować, nie myśl że nie - odpowiada ze złośliwością, patrząc nachmurzony na Cyntię, która z ta pałką wygląda cokolwiek niebezpiecznie. Oczywiście, że się jej nie boi! Ma w rękawie asa, czyli swoją różdżkę. Z drugiej strony ona wydawala się być już w gotowości do ataku.
- Pomagałem tylko koledze, coś stało mu się w kolano. Mieliśmy iść do Skrzydła Szpitalnego, ale - tu puścił kołnierz młodszego ucznia, puścił z takim impetem odpychając go od siebie, że tamten prawie się potknął i znów wywrócił. - najwyraźniej wszysko już okej z jego nogą.
Carrow pociąga nosem i patrzy, czy grubas stąd ucieknie. No, jasne, że już idzie schować się za swoją Krukonką. A Deimos? Deimos wpatruje się w Cynthię i rzecze: - Nigdy nie lubiłem tych sportów, może lepiej będzie jak wrócę do Pokoju Wspólnego
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Hogwart, 1939 [odnośnik]17.08.15 23:02
Barwne uczucia niczym magiczne motyle trzepotały swymi skrzydełkami w moim brzuszku. Nie czułam się źle z powodu zaistniałej sytuacji, ani z powodu uczuć kłębiących się w moim serduszku, ani tej obsesji, która zmuszała mnie do widzenia w Deimosie kogoś wyjątkowego, gdy tak naprawdę pozostawał nadal tym typowym Ślizgonem. Ani troszkę! Nie przeszkadzał mi nawet fakt, iż moje marzenia z nim związane mogą się nigdy nie spełnić. Ba!, w tej chwili byłam przekonana, że życie przynosi nam różne dziwy, nad którymi niekoniecznie mamy władzę, więc... kto wie? Nadzieja była ponoć matką głupich... Może mądrych również? Czemu niby miała nas tak dyskryminować?
Stałam tak naprzeciwko niego, w przeciwieństwie do jego niezadowolonej, ponurej miny, szeroko uśmiechnięta, nieco roztrzepana, gdyż się spieszyłam i nawet nie zdążyłam jeszcze związać swoich jasnych włosów, pełna energii, doładowana dodatkową jej porcją na widok Ślizgona. On nie wydawał się zwracać na to uwagi. Strzelałam, że skupiał się na tym, że przerwałam mu zabawę z młodym Krukonem. Bywa. Życie. Z tego też powodu promieniałam jeszcze bardziej, zdobywając się na mrugnięcie do Carrowa oczkiem.
Faktycznie chyba już wszystko w porządku z tą nogą – zauważyłam, patrząc z cierpliwością godną doświadczonej latami praktyk staruszki jak Krukon idzie biednie w moim kierunku. Właściwie to było coś w rodzaju szybkiego czmychnięcia za moje plecy w celu schronienia się przed drapieżnikiem. Wywróciłam swe oczy i spojrzałam przelotnie na Krukona. – Ogarnij się w toalecie. Liczę, że zaraz zobaczę cię wśród swoich kibiców – powiedziałam do niego miłym głosem, przywdziewając na wargi lekki uśmiech i roześmiane oczka. Nie mówiłam poważnie, nie mówiłam też do końca żartem. Miało być mi miło, jeśli się pojawi, jeśli zaś miało go nie być, gdyż postanowi nie wychodzić z dormitorium, świetnie to zrozumiem.
Oj, jestem pewna, że dzisiejszy mecz ci się spodoba, Deimosie – stwierdziłam, robiąc tych kilka kroków w kierunku Ślizgona. Pałkę ściskałam w prawej dłoni, więc Carrowa postanowiłam scholować na stadion lewą. Kto go tam wiedział? Jeszcze pofatygowałby się na tyle, by dogonić tamtego biedaka i jeszcze go pomęczyć. Na to akurat nie zamierzałam pozwolić. – W Pokoju Wspólnym będziesz musiał pisać wypracowanie... a raczej męczyć ludzi, by ci je napisali, a tak, z dobrego serca, posiedzę trochę dłużej i ci je napiszę... Na piąteczkę! – rzuciłam lekkim tonem, jak gdybym była wiatrem poruszającym zielone ździebełka bezkresnej trawy. Orzeźwiające? Albo proste do zlekceważenia.
Cynthia Vanity
Zawód : uzdrowicielka na oddziale wypadków przedmiotowych, cukierniczka, właścicielka Słodkiej Próżności
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Dziś rano cały świat kupiłeś,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłeś,
nad czas i morskie głębie lat.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hogwart, 1939 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t984-cynthia-vanity#5464 https://www.morsmordre.net/t1056-gabrys#6288 https://www.morsmordre.net/t1055-arcydobra-uzdrowicielka-wita#6280 https://www.morsmordre.net/f221-moonflower-avenue-24-7 https://www.morsmordre.net/t3459-skrytka-bankowa-nr-269#60055 https://www.morsmordre.net/t1057-cynthia-vanity
Re: Hogwart, 1939 [odnośnik]18.08.15 1:53
Cynthia dała się nabrać, a mi nagle wrócił humor. Na moment tylko, bo wciąż byłem przez nią obserwowany, mogła nawet pójść na skargę na mnie. Mógłbym dostać przez nią szlaban, albo gorzej. Czy byłoby łatwiej zrozumieć mi to, że nie donosi na mnie, gdybym był chociaż w połowie tak zaangażowany w nią uczuciowo, co ona do mnie?
Słyszę rozkaz Cynthii skierowany w stronę małolata i bawi mnie moja wybujała wyobraźnia, która podsuneła mi w tej chwili wizję cynki-dominanty rozkazującej oporządzić się facetowi, którego właśnie miała w ramionach. Rzecz zabawna, gdyż Cynthia kojarzy mi się z wieloma rzeczami, ale nigdy nie myślałem o niej w taki sposób, jak myślę czasami o czarownicach z wyłuzdanych pisemek. Tych pisemek mam aż dwa, udało mi się je dostać podczas ostatniej przerwy świątecznej. Były tam zdjęcia kształtnych niewiast zaskoczonych przez oko widza, niby to zasłaniających swe wdzieki, niby się uśmiechających. Te obrazki wciąż miałem w głowie, wydawało mi się wtedy, że te kobiety muszą czasami mówić to, co teraz powiedziała Cynthia.
- Nie widzę takiego powodu, bardzo dobrze było mi w murach szkoły - odpowiadam do tej całej Krukoneczki, która chce mnie zaciągnąć na trybuny pod groźbami najstraszliwszymi. Szczerze zaczynam wątpić w bystrość jej umysłu: nie dojrzała złości wymalowanej na moim obliczu, za to dojrzała, że zostałbym najchętniej, a jednak decyduje się uwiesić się na mym ramieniu i prowadzić do wyjścia. Zawahałem sie, ale puściłem różdżkę i poddałem się kierunkowi w którym mnie prowadzi. Przygryzam lekko policzek od środka, niezwykle denerwuje mnie to szczebiotanie panny Cynki. Czy jej panieńskie to Vanity? Muszę się cofnąć do karty.
Humor nieco mi się poprawia, kiedy słyszę oświadczenie Cynthii. Napisze mi wypracowanie? Bez namawiania? Jeszcze trzy miesiące temu musiałem zapewniać ją, że zdobędę kakao w nocy, byleby mi napisała wypracowanie. A dziś zostawiłem jej grubasa w porządku i już praca domowa załatwona. Mam ten sposób na Cynthię. Będę bił jej kolegów, a w zamian otrzymam wszstko czego będę chciał. Uspokajam się odrobinę i idę posłuszniej u jej boku.
- Dlaczego tak ci zależy, żebym tam był? I tak byś się nie zorientowała, czy jestem na trybunach czy nie. Pomieszany z tym plebsem będę zupełnie niewidoczny- sięgam ręką do włosów i przygładzam tłuste od kosmetyków świecące czarne włosy. Niezwykle elegancki ze mnie mężczyzna.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Hogwart, 1939 [odnośnik]18.08.15 21:43
Stawiałam aż nazbyt pewne kroki, na które zdawałam się nie zwracać uwagi. Deimos mógł wyrazić dezaprobatę w związku z moim gestem, mógł nie chcieć iść na boisko, mógł stać twardo i odrzucić mą natrętną rękę. Miał do tego pełne prawo. Wiedziałam to, a mimo to byłam niewzruszona na wszelkie ewentualne negatywy, jak gdyby świat tu i teraz, zawsze i wszędzie, w każdej chwili i o każdej porze był do mojej dyspozycji, jak gdyby trwał, by mi się kłaniać, by rozwiewać mi włosy, gdy tylko tego sobie zażyczę, i nasyłać na mnie tak wyborowe towarzystwo, gdy czeka mnie jeden z ważnych meczów. Och, to specjalnie dla mnie? To spotkanie? Nie, aż tak Narcyzią nie byłam! Wypraszam ja sobie.
W murach szkoły jest ciemno i chłodno, na zewnątrz zaś jest piękna pogoda – odpowiedziałam aż nazbyt rozradowana, choć wiedziałam, że mój Ślizgon nie lubi takich zbiorowisk, nie przepada za szlamami, których miało być tam pełno, ani za Gryfindorem, ani za Ravenclawem. Mogłam nawet zgadywać, że słońce również jest mu wrogiem. Cera blada, włosy czarne... niczym nocne niebo. Jak wtedy, gdy przekradłam się na miotle do jednej z hogwartowych wież, na której zasnęłam, spędzając na niej całą noc. Rano zbudził mnie deszcz, więc nawet poranny prysznic nie ominął mnie przez śpiochowanie.
Hohoho! Pomieszany z tym plebsem będę zupełnie niewidoczny... Czy to przebłysk skromności, Deimosie? – zapytałam, powtarzając jego słowa i nieco go papugując, co nie wyszło mi zbyt dobrze. Nie zniesmaczyłam się jednak z tego powodu, gdyż żadne zniesmaczenie nie nastąpiło. Jedynie lekkie zaskoczenie, że zdobywałam się na takie dziwactwa przy nim, zaś na te dwa słowa, na krótkie wyrażenie... ma odwaga gdzieś znikała. – Powiedzmy, że przynosisz mi szczęście... I mam ochotę na nocne kakao – stwierdziłam, wyszczerzając się niczym mały łobuz. Lubiłam wyobrażać sobie, ile trudu go kosztuje taki kubeczek wyśmienitego gorącego napoju. Dla mnie. Cóż za poświęcenie, panie Carrow. – Dasz dziś radę? – zapytałam. Miałam przeogromną nadzieję, że tak.

:pwease:
Vanity nazywa się po mężu ;)
Cynthia Vanity
Zawód : uzdrowicielka na oddziale wypadków przedmiotowych, cukierniczka, właścicielka Słodkiej Próżności
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Dziś rano cały świat kupiłeś,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłeś,
nad czas i morskie głębie lat.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hogwart, 1939 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t984-cynthia-vanity#5464 https://www.morsmordre.net/t1056-gabrys#6288 https://www.morsmordre.net/t1055-arcydobra-uzdrowicielka-wita#6280 https://www.morsmordre.net/f221-moonflower-avenue-24-7 https://www.morsmordre.net/t3459-skrytka-bankowa-nr-269#60055 https://www.morsmordre.net/t1057-cynthia-vanity
Re: Hogwart, 1939 [odnośnik]19.08.15 0:03
( w takim razie jak nazywała się szkole? bo Dippet to nazwisko matki :O )


To spotkanie jeszcze nie było zaplanowane, ale rzeczywiście to dobry pomysł zwabiania Cynki w swoją okolicę. Kiedyś należało to wypróbować. Unoszę dłoń i macham nią, jakbym sie chciał odpędzić od radosnej jasnej energii, którą zarażać chce panienka NAZWISKO. Najchętniej bym wrócił do Pokoju Wspólnego, ale ona ciągnie mnie nieznośnie, nie moge się cofnąć ani oswobodzić. Więc daję za wygraną.
- Pogoda taka sobie - wzdycham nieporuszony pięknem przyrody, gdyby zaciągnęła mnie na wieżę wieczór nie byłby romantyczny, narzekałbym od samego początku.
- Pff - prycham na te jej nieudolne próby przedrzeźniania mnie, co to miało być, że mi się ta kretynka-krukonka tak panoszy pod nosem. Powinna się mnie słuchać, bać, wykonywać me rozkazy i wszystko robić jak jej zagram. A nie się tak czepiać słówek, wścibska baba. Wszystkie Krukonki są jakieś nienormalne pod tym względem. - No nie oszukujmy się, raczej nie wiesz co się dzieje na trybunach, kiedy sobie popierdzielasz na moitełce. Jakbym sobie powiększył głowę osiem razy, to może trochę byś ogarniała. Ale tego nie zrobię, także nie wiem w czym mam ci tam pomagać - i zaraz dowiedziałem sie, że jestem jej jakimś talizmanem. To też teraz mi powiedziała, strach się bać. Jeżeli przegrają, to będzie wina tego, że nie kibicowałem jej specjalnie chętnie? Bo przecież nie będę się darł na tych trybunach i przeżywał szalonej Cynthii na miotle. Już prędzej się wycofam zaraz po tym, jak ona wbiegnie na boisko. Nie zalezy mi na oglądaniu jej meczy, ale jeżeli to jest warunek za wypracowanie z Historii Magii (tragiczny przedmiot, chociaż ogarniam całą historię całkiem dobrze, nie widzę sensu pisania wypracowań o historii - toż to się już zdarzyło i i tak nie mam na to wpływu), to powinienem się przynajmniej pokręcić pod trybunami do jego zakończenia. A zresztą, jak pójdę, to itak nie bedzie wiedziała gdzie i czy widzałem wszytko. Wywracam oczami na prośbę. - Nie przesadzasz trochę? O co ci chodzi, nie masz z kim iśc na wiosenną potańcówkę, czy co
Tak mnie poruszyły te jej nieudolne próby zainteresowania mnie balem o którym huczało w calej szkole, że aż gotów byłem przynieść jej osiem kakao, żeby mi nie kazała w zamianę za ten cały rok pięknych wypracowań, kazać iść ze sobą. I tak już pokazywałem się z nią w Klubie Slimaka. O co jej chodziło!
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Hogwart, 1939 [odnośnik]19.08.15 22:07
//Ustaliłam, że nazywała się Mulciber :P

Pogoda taka sobie? Jak mógł tego nie widzieć? Tego rozprzestrzeniającego się wszędzie życia? Nawet tu, w murach szkoły... Wszystko zostało natchnione nową magią, wszystko zaczynało budzić się z zimowego snu, z letargu, brało pierwsze oddechy świeżości, nowego życia czy też nowego etapu w nim, otwierało swe oczka lub pędy na te niesamowite słońce. Czegóż trzeba było więcej? Nic! Nic więcej! Jedynie należało wyjść na zewnątrz i poczuć to, co czułam ja, nawet tu, gdzie słońce nie docierało. Powietrze było inne, lekkie, świeże, przepełnione tlenem. Pogoda wcale nie była taka sobie.
To dla samego zdrowia, Deimosie – nalegałam niewzruszona. Czasem miałam wrażenie, że jestem niczym Rowena Ravenclaw odziana w średniowieczną zbroję i walcząca z trzygłowym smokiem. Giń paskudo! Giń! Choć mniemałam, że sama Rowena podeszłaby do sprawy z nieco innym nastawieniem, spokojnym jak szelest kartek, poukładanym niczym książki w bibliotece i mądrym jak na rasowego Krukona przystało. Więc nie giń, smoku! Dogadamy się. Właśnie, przecież byłam pewna, że gdzieś tam, pod tą swoją łuską, smoki mają serca, uczucia i mądrość, że wcale nie chcą być takie agresywne i niebezpieczne. Kiedyś czytałam książkę...
Zresztą... – zaczęłam, patrząc na ścianę, na której wisiała flaga Gryffindoru. Machnęłabym różdżką, by zmienić jej barwy na Ravenclawu, ale nie miałam wolnych rąk. – Nie chcesz, to nie nalegam. Nie ukrywam jednak, że to szczęście w twojej osobie by mi się przydało – powtórzyłam jakby z nadzieją w głosie, choć wiedziałam, że Deimos za każdym razem pozostaje niewzruszony na takie gierki. Nie dość, że dumne urodzenie mu w tym przeszkadzało, to również wychowanie i te uparcie... Bo po cóż ma się trudzić, męczyć, nadwyrężać? Zwłaszcza, że miałby to robić bezinteresownie dla kogoś?!
Szliśmy więc chwilkę w ciszy, póki nie padły słowa nawiązujące do nadchodzącego dużymi krokami balu.
Mam... Znaczy miałam iść z przyjacielem od biedy, ale skoro już poruszasz ten temat... Chciałbyś mnie zabrać, poobracać na parkiecie i porzucić przed północą? – spytałam ze zbyt wielką nadzieją w głosie, zbyt szybko, zbyt radośnie. Moje serduszko niespodziewanie przyspieszyło. Czyżby chciał ze mną iść? Tak z siebie? Czy to właśnie jego sposób na zaproszenie mnie gdziekolwiek? Tak, by wyglądało, że znów coś na nim przebiegle wymusiłam? Uśmiechnęłam się szeroko i stuknęłam niecierpliwie pałką w swoją nogę. Chyba powinnam nieco przyspieszyć... Choć miałam jeszcze trochę czasu. Zdążę.
Cynthia Vanity
Zawód : uzdrowicielka na oddziale wypadków przedmiotowych, cukierniczka, właścicielka Słodkiej Próżności
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Dziś rano cały świat kupiłeś,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłeś,
nad czas i morskie głębie lat.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hogwart, 1939 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t984-cynthia-vanity#5464 https://www.morsmordre.net/t1056-gabrys#6288 https://www.morsmordre.net/t1055-arcydobra-uzdrowicielka-wita#6280 https://www.morsmordre.net/f221-moonflower-avenue-24-7 https://www.morsmordre.net/t3459-skrytka-bankowa-nr-269#60055 https://www.morsmordre.net/t1057-cynthia-vanity
Re: Hogwart, 1939 [odnośnik]22.08.15 11:34
Idę obok niej, noga za nogą, ale staram się dotrzymać tempa. Jest coś w wiośnie takiego, co i mnie ożywia. Nie przepadam wcale za siedzeniem w czterech ścianach, ale jeszcze bardziej nie znoszę Quiddicha. Z wielką chęcią spędziłbym nawet cały dzień na dworze, ale ze swoimi Aetonami. A nie gapiąc sie na przygłupią grę, no błagam. Wątpię jednak w to, czy się z Cynthią dzieliłem moimi tajemnicami, a chociaż niby hodowla mych ojców tajemnicą nie była nigdy, to nie wiem czy rozmawialem kiedyś o tym, że chciałbym sobie polatać na koniach. Nasza relacja była oparta na rzeczywiście innych podstawach. - Nie mam pojęcia co jest zdrowego w siedzeniu na trybunach, wcinaniu tłustych przekąsek i nastawianiu swoich uszu na prawdopodobną utratę słuchu - stwierdzam, znów gnany niemożliwą niemiłością do sportów. Jestem bardzo upartym chłopcem, skoro potrafię od minut piętnastu, spierać się z nią o taką drobnostkę. Z drugiej strony, nieźle połechtało me ego, kiedy znów (a skoro coś powtarza, to znaczy, że to prawda!) uznała, że jestem jej talizmanem. To okropnie niespotykane, by ktoś mnie tak traktował, a jednak nie powinniśmy doszukiwać się tu romantyzmu, a jedynie umowę. Powiedziała, że przysiądzie nad wypracowaniem na piątkę, więc zamierzałem spełnić jej zachciankę. - Przecież idę - wybąkałem i szliśmy w ciszy, chociaż ja tupałem a ona też nie szła bezszelestnie, mógłby ktoś się zdziwić, ale mimo, że jest niewiastą, nie unosi się pięć centymetrów nad ziemią. Chociaż jej głos brzmiał tak, jakby właśnie się zbliżała do odlotu. Nie wyczytałem w nim co prawda wielkiej potrzeby serca, bym to ja jej towarzyszył. Miałem wrażenie, że to normalny ton jej głosu, przecież zawsze tak do mnie mówi. Dlatego nie zgodziłem się odrazu, a jedynie postanowiłem wybadać, czy moje wybieganie przed szereg to rzecz istotna, czy obejdzie się i bez tego.
- A ten twój przyjaciel od biedy, to jakiś... mugolak? - zainteresowałem się, a trzeba wiedzieć, że bardzo mocno ugryzłem się w policzek, żeby nie powiedzieć szlama. Zacząłem podejrzewać w pewnym czasie, że moja kretynka-krukonka od wypracowań, to wielka przyjaciółka zwierząt i szlam. Dlatego wręcz czułem się w potrzebie, żeby iść już na ten bal z nią. Wszyscy widzieli nas na ostatnim spotkaniu u Slughrona, nie chciałbym żeby teraz poszła z jakąś szlamą i ktoś powiedział, że Mulciber wybrała szlamę zamiast mnie.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Hogwart, 1939 [odnośnik]23.08.15 18:52
Spędzanie czasu z Deimosem, niezależenie od tego, jaki w tej chwili miał stosunek do otaczającego go świata, a który zazwyczaj i tak był negatywny, a przynajmniej nie tak pozytywny jak mój, było dla mnie jak dodatkowa para skrzydeł. Leciałam znacznie szybciej w towarzystwie większego poczucia wolności i radości. Odrywałam się od ziemi i dotykałam chmur, tuliłam się do nich i je roztrzepywałam otwartymi szalonymi dłońmi! Niczym mała nieodpowiedzialna dziewczynka... Może nadal nią byłam, może nie chciałam i nie zamierzałam dorosnąć?
Słuch zawsze mogą ci przywrócić w skrzydle szpitalnym – zauważyłam niezwykle błyskotliwie, śmiejąc się z własnej głupiej, a jednak prawdziwej, uwagi. Chyba faktycznie nie starzałam się umysłowo, pozostając tą małą stałą bywalczynią szpitala. Sama nie miałabym nic przeciwko temu, gdybym przez dzisiejszy mecz wylądowała u uzdrowicielki... Tylko niech Ravenclaw wygra! Niech wygra!
I cudowny jesteś! Zapamiętam to sobie – obiecałam, cmokając go w policzek. Wyrwałam się jego dżentelmeńskiemu ramieniu, gdyż obiecał, więc nieco naiwnie wierzyłam, że jednak dojdzie ze mną na stadion i dołączy do grona mych kibiców, by trochę poczarować i przyozdobić w napadzie szaleństwa korytarz w barwach moich dumnych krukońskich! Wcześniej musiał tu szaleć jakiś Gryfon... Wepchnęłam pałkę w ręce Carrowa, sama zaś zabrałam się do dzieła. Różdżka w mych szaleńczych łapkach musiała wyglądać niebezpiecznie... Powiedzmy, że niezbyt ufnie. – Teraz to z pewnością wygramy! I półkrwi... Mój przyjaciel jest półkrwi, panie szlachetny. –Nadal cieszyłam się jego obietnicą, więc odpowiedziałam rozradowana, nie przejmując się nawet faktem, że Deimos jak zwykle zwracał uwagę na takie błahostki jak czystość krwi. Taki już był, ja zaś to w pełni zaakceptowałam, tę jego apatię do mugolaków, która czasami bywała uciążliwa, jednakże nie do pokonania... przynajmniej patrząc mymi oczami niepoprawnej optymistki.
Pospiesz się, bo się spóźnię! – rzuciłam, patrząc na swe dzieło. Barwy powiewały na wywołanym przeze mnie lekkim wietrze, Deimos zaś dumnie kroczył na ich tle...
Cynthia Vanity
Zawód : uzdrowicielka na oddziale wypadków przedmiotowych, cukierniczka, właścicielka Słodkiej Próżności
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Dziś rano cały świat kupiłeś,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłeś,
nad czas i morskie głębie lat.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hogwart, 1939 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t984-cynthia-vanity#5464 https://www.morsmordre.net/t1056-gabrys#6288 https://www.morsmordre.net/t1055-arcydobra-uzdrowicielka-wita#6280 https://www.morsmordre.net/f221-moonflower-avenue-24-7 https://www.morsmordre.net/t3459-skrytka-bankowa-nr-269#60055 https://www.morsmordre.net/t1057-cynthia-vanity
Re: Hogwart, 1939 [odnośnik]23.08.15 23:50
Nie pojmowałem do końca momentu, w którym zacząłem pozwalać Mulciber odzywać się do mnie w ten sposób, żartować z moich przekonań, a nawet śmiać się i mieć mnie za najlepszego kompana. To musiało wydarzyć się w czasie nieobecności mojej świadomości, bo gdybym wiedział, nie pozwoliłbym, żeby to potoczyło się tak prędko. Przecież znamy się niezbyt długo, a ona ma do mnie taki stosunek, jakiego nie ma nikt i wiem, że jeżeli zaczęłaby się tak do mnie odnosić w towarzystwie, gorzko by tego pożałowała. Po pierwsze, musiałbym ją ustawić, kiedy znajomi patrzą. Po drugie, nie chciałem jej też pozwalać na zbyt wiele, z innych powodów. Jednym z nich było to, że z uśmiechem szła na zabawę z jakimiś pół-krwi szlamami. Plotki o mnie i o niej nie mogły stawiać mnie w dobrym świetle. Na szczęście, mam tu niewiele ponad czternaście lat i na razie się tak mocno nie przejmuję reputacją. Lubię mieć ją złą, ale nie aż tak jak w przyszłości.
- Lepiej, żeby było warto - mówię ze złością i wycieram policzek, ale ona już tego nie widzi, bo zaczyna machać różdżką i przemieniać kolory ozdób. Ja zaś trzymam w rękach jej pałkę i ważę ją, chociaż słów nie ważę. - Na pewno ten cały chłopak z litości, bardzo się ucieszył - zastanawiam się i idę w stronę zadowolonej Krukonki. Gdzieś przy wyjściu na błonia oddaję jej pałkę. - Idź już, nie musisz mnie odprowadzać - marszczę czoło, bo wyobraziłem sobie, że jestem pod wielkim pantoflem Cynthi. To była przerażająca wizja, brr.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Hogwart, 1939 [odnośnik]24.08.15 1:05
Będzie warto! Będzie, będzie – powtórzyłam ożywiona zajęta dekoracjami. Barwy Gryffindoru grzecznie ustępowały barwom Ravenclawu, zaś dumny lew znikał, robiąc miejsce poważnemu krukowi, który łypał swym okiem na przechodniów niezwykle wyniośle. Miał piękne pióra, które u prawdziwych kruków przypominały mi włosy pewnej osoby.
Niezwykle czarne, niezwykle gęste, niezwykle zadbane. Byłam pod wrażeniem specyfików, których Deimos używał do swej nieco nadmiernej pielęgnacji włosów. Niewzruszone na niewielkie powiewy wiatru, który magicznie wywołałam, nadal perfekcyjnie prezentowały się na jego głowie i lśniły za każdym razem, gdy przechodził obok pochodni oświetlających korytarz. Mogłabym nawet pokusić się o stwierdzenie, iż jest samym krukiem w ludzkim wcieleniu, który nawiedził przesiąknięte magią mury Hogwartu, by towarzyszyć mi w edukacji i sprawiać me życie piękniejszym.
Nie ucieszył się, bo jeszcze mu tego nie zaproponowałam – odpowiedziałam niewzruszona na wszelkie nieprzyjemne słówka lecące ze strony Deimosa. Mogłyby być ostrymi sztyletami, gdybym nie łapała ich niczym pięknych, delikatnych i wyjątkowych ptasich piórek. Lubiłam słuchać głosu Carrowa, mimo że nie zawsze mówił rzeczy warte słuchania. Chłopaka z litości postanowiłam mu odpuścić, uznając, iż przemawia przez niego zazdrość. Oczywiście, że to zazdrość! – Dopiero zamierzam – dodałam, zabierając od mojego Ślizgona swoją pałkę z wyzywającym uśmiechem na wargach. Ciekawa byłam, czy na jego niezadowolonych ujrzę choćby jego cień. Pewnie nie, co mi kompletnie nie przeszkadzało, gdyż miałam przed sobą właśnie te spowite w powadze usta, które również w nim kochałam.
Ale przyjdziesz? Na pewno? – spytałam, choć, mimo jego odpowiedzi, i tak mógł mnie okłamać i nie przyjść, ja zaś wciągnięta w grę, nie miałam mieć okazji zauważenia braku jego osoby. O ile skryłby się gdzieś w cieniu...
Cynthia Vanity
Zawód : uzdrowicielka na oddziale wypadków przedmiotowych, cukierniczka, właścicielka Słodkiej Próżności
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Dziś rano cały świat kupiłeś,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłeś,
nad czas i morskie głębie lat.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hogwart, 1939 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t984-cynthia-vanity#5464 https://www.morsmordre.net/t1056-gabrys#6288 https://www.morsmordre.net/t1055-arcydobra-uzdrowicielka-wita#6280 https://www.morsmordre.net/f221-moonflower-avenue-24-7 https://www.morsmordre.net/t3459-skrytka-bankowa-nr-269#60055 https://www.morsmordre.net/t1057-cynthia-vanity
Re: Hogwart, 1939 [odnośnik]25.08.15 20:39
(jeju, Cynthia jest tak cudowna, kocham ją najmocniej!!)

Deimos kruk nie wiedział, że nie dość, że jest domniemanym talizmanem szczęścia, to jeszcze swoim bytowaniem czyni życie Mulciber piękniejszym. Może i lepiej, żeby sie o tym nie dowiedział nigdy, mógłby niechący w jakiś zły sposób spróbować jej wyperswadować podobne myśli z głowy. Najpewniej po wielu latach uśmiechnie się na taką wieść, ale muszą oboje dużo jeszcze przeżyć, a Carrow musi przestać być niedojrzałym poważnym chłopcem.
- Zamierzasz sama zaprosić chłopca na bal? - Deimos unosi nagle brwi, bo nie umie tego pojąć, nie tak go wychowywano. Wypowiada się o tamtej ofierze losu z niesmakiem, jakby był conajmniej zazdrosny - Przecież tak nie wypada, Cynthio - postanowił jej przypomnieć, skoro zapadła na umysłową chorobę zapominania i zapomniała o tak istotnym elemencie, jak etykieta. Niezwykle poruszało go to, że Cynthia jest tak bezgranicznie dobra, on by tak nie umiał. Oczywiście, że to dojrzał, nie dało się przeoczyć. Na początku ich znajomości nie interesował się jej osobą ani trochę - była mu potrzebna do pisania za niego wypracowań i korepetycji od czasu do czasu. Jednak w pewnej chwili złapał się na tym, że obserwuje ją w momencie, kiedy pomaga wstać nieporadnym szlamom, czy rozmawia z odludkami. On na pewno też był dla niej takim odludkiem, ale nie w tym tkwił sęk. Chodziło o to, że Deimos nie rozumiał tej dziewczyny. Była mądra, po co marnowała energię na niesienie pomocy? Nie popadajmy także w skrajności, Carrow nie myślał o niej zbyt często. Głównie w chwilach, kiedy była mu potrzebna. Nie mógł wywnioskować nic bardzo mądrego, skoro starał się poświęcać jej najmniejszą ilość czasu. - To dlatego chcesz z nim iść? Bo sam nie umie nikogo poprosić i robisz to z litości - zawyrokował Deimos, pewien że już jego bystry umysł rozgryzł zagadkę Cynthi. Na ponowne pytanie, czy przyjdzie, wzrok mu się zmienił na zdenerwowany. - Jeszcze raz się spytasz i nigdzie nie idę !
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Hogwart, 1939 [odnośnik]27.08.15 0:16
(ohh, miło mi! bardzo, bardzo! świadomość, że ją tak lubicie przepełnia mnie cynkową weną! dziękuję <3; btw, z Deimosa zaś jest pełen uroku młodzieniec, nieco trudny, ale Cynii to nie przeszkadza:3)

Westchnęłam, wyszczerzając się szeroko i kręcąc głową, jak gdyby jakaś myśl w mojej głowie pozostawała dla mnie niezrozumiała. Rzeczywistość mogła jednakże zaskoczyć, gdyż ja do kręcenia główką miałam kompletnie inne powody i wcale nie był nim trudny rozmówca. Zapewne każdy na moim miejscu miałby Carrowa powyżej uszu już parę dobrych minut temu, ja zaś... Ja w tej chwili cieszyłam się rześkim powietrzem, które niemal mnie wyciągało z Hogwartu na oblane w zieleni błonia. Nie zdziwiłabym się, gdyby nagle wpadło na korytarz tornado i mnie porwało na zewnątrz, może na stadion.
Deimosie, owszem! Zamierzam to zrobić! – stwierdziłam, uśmiechając się tym razem cwaniacko. Ciekawa byłam, jakim to teraz wzrokiem obdarzy mnie ten Pan Zazdrośnik, który jakoś nadal nie raczył mnie zaprosić na wspominany bal. – Wypada, nie wypada... Przyjaźnimy się, a ja nie jestem jakąś tam sztywniaczką czekającą aż pan Deimos Carrow postanowi mnie zaprosić – kontynuowałam, lekko dygając w miejscu, w którym stałam. Musiał przyznać jedno, że na wszelkich spotkaniach, na których bywaliśmy razem, nie przyniosłam mu wstydu. Chyba. Przynajmniej taką miałam nadzieję.
Teraz zaś pewnie miał to odebrać jako obrazę, gdy ja uważałam to za zabawę i formę droczenia się z jego dostojną osobą. Tego również nie wypadało damie... Niebywałe, jakież to cuda można wpoić małemu dziecku, które dorasta i zachowuje się, jakby świat miałby się zawalić z powodu nie tak wytartego nosa jak należy. Niezwykle intrygowała mnie postawa i racje wyznawane przez mojego Ślizgona. Zdecydowanie znacznie różniły się od tych, które sama wyniosłam z domu.
I dzielnie powtarzam, że to żadna litość. Jedynie pytanko, które zamierzam zadać... Kto wie, może ma już parę? Może właśnie umawia się z jakąś panną i pyta jej, o której ma po nią przyjść? – przyznałam, bezradnie machnąwszy rękoma. – I już milczę odnośnie meczu... Tylko przyjdź! Pamiętaj, szczęście moje w tobie i wszelkie plagi Slytherinu! – rzuciłam udawanie mrocznym tonem, by potem zachichotać z powodu własnych słów. Podrzuciłam pałkę w górę i złapałam ją.
Dobra, Carrow, ja lecę, bo się zaraz zacznie. Czuję to w kościach... Życz mi powodzenia, proszę. – Grzeczność i wszelkie pokłady dobroci, można powiedzieć, wylatywały ze mnie, gdy tak patrzyłam na Deimosa. Ten ostatni raz przed meczem, który nie miałam pojęcia, jak się zakończy. Zapewne wygramy. Musimy wygrać. Nie istniała żadna inna opcja.


» Ratujmy Ziemię! «
To jedyna planeta, na której występuje czekolada.
Cynthia Vanity
Zawód : uzdrowicielka na oddziale wypadków przedmiotowych, cukierniczka, właścicielka Słodkiej Próżności
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Dziś rano cały świat kupiłeś,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłeś,
nad czas i morskie głębie lat.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hogwart, 1939 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t984-cynthia-vanity#5464 https://www.morsmordre.net/t1056-gabrys#6288 https://www.morsmordre.net/t1055-arcydobra-uzdrowicielka-wita#6280 https://www.morsmordre.net/f221-moonflower-avenue-24-7 https://www.morsmordre.net/t3459-skrytka-bankowa-nr-269#60055 https://www.morsmordre.net/t1057-cynthia-vanity
Re: Hogwart, 1939 [odnośnik]30.08.15 12:25
(czasami marzę o tym, żeby zachowywał się milej podkówka )

-Nie mogę Cię zaprosić, idę już z kimś innym - oświadczam, mając nadzieję, że Cynthia nie odbierze tego jako powód dla którego nie będzie musiała mi tworzyć wypracowania. Ostatnio układało mi się nawet dobrze z Milburgą. Cynthia nie musiała wiedzieć o mojej relacji z Dolohow, chociaż Milburga chciała wiedzieć wszystko o Mulciber. Co doprowadzało mnie do wściekłości, bo Milburga była mi potrzebna tylko do spełniania moich nastoletnich potrzeb. Nie mieliśmy żadnych innych wspólnych tematów, więc jej pytania o Cynthię były bardzo nie na miejscu. Dziewczyny nie umiały pojąć, że są potrzebne do pewnych elementów mojego życia. Nie mogłem się skupić na jednej, nie zgadzało mi się to z prostą kalkulacją. Wychodziłem z założenia, że jeżeli znudzi mi się całowanie Milburgii, to powiem jej, żeby się odczepiła i nie stracę w tym samym momencie kogoś od wypracowań. Gdyby zaś z Cynthią rzecz obejmowałaby obie opcje, dziękując jej za całowanie, musiałbym pożegnać się również z piątkami w szkole. A na to nie mogłem sobie pozwolić! Zaproszenie Dolohov na bal było chyba moją najgorszą decyzją w ostatnim czasie, a chociaż mógłbym ją wystawić (pokrzyczałaby trochę i mi wybaczyła), teraz miałem ogromną nadzieję zobaczyć jak Cynthia przychodzi ze swoim partnerem z łaski. Musi być rudy i z piegami, na pewno jest okropnym pasztetem. Obawiam się, co będzie w momencie, kiedy ten ktoś odmówi partnerstwa Muclbier, ale szybko odganiam od siebie tę myśl - najwyżej Cynthia mnie zaszantażuje, że jak z nią nie pójdę, to nie zdam na egzaminach.
Jej zaraźliwa radość docierała do mnie bardzo intensywnie, nie skłamię jeżeli powiem, że zaraz po tym, jak już pobiegnie na boisku, będe mógł odczuć, ze coś się zmieniło. Nie umiem docenić Cynthii i nie docenię jej pewnie jeszcze bardzo długo. W moim przekonaniu jest kretynką-krukonką, która patrzy na świat w beztroski sposób. Bawią ją moje zasady i bawi ją moja niechęć do szlam. Jak mam taktować poważnie kogoś, kto wydaje się żyć w innej rzeczywistości? Bądź co bądź, nie doceniałem lekkiej natury Cynthi, nawet obwiniałem ją o wszelkie niepowodznie, gdy byliśmy razem na jakiejś uroczystości, a ona nie pozwalała mi prowadzić wrogich dyskusji zakrawających o kłótnię, tylko sprowadzała rozmowę na tory nikomu nieszkodzące. Gdybym miał więcej rozumu, wiedziałbym, że chroniła mnie przed ośmieszaniem się na wszelkie możliwe sposoby. Nie byłem jednak mądry, byłem w gorącej wodzie kąpany. A jej zachowanie traktowałem jako przygłupie.
Nie była moim wrogiem, ale nie była też moim sługą, nie umiałem sobie z tym poradzić. - Powodzenia  Cynko - mówię dość miło, bo rozbawiła mnie tym, że jestem jej plagą. Zamierzam iść w jej ślady ale pięć razy wolniej. A kiedy wejdę w końcu na trybuny, zamierzam siedzieć z ponurą miną i oglądać to plebejskie widowisko.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Hogwart, 1939
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach