Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kuchnia
AutorWiadomość
Kuchnia [odnośnik]03.10.21 19:05

Kuchnia

Tu będzie dokładny opis
Revna Bagman
Zawód : alchemik, łowca ingrediencji
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let it hurt
until it can't hurt anymore
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10569-revna-bagman#320253 https://www.morsmordre.net/t10660-rangvaldr#323147 https://www.morsmordre.net/t10658-written-in-the-stars#323141 https://www.morsmordre.net/f401-cheshire-delamere-forest-lesniczowka https://www.morsmordre.net/t10659-skrytka-bankowa-nr-2333#323142 https://www.morsmordre.net/t10661-revna-bagman#323148
Re: Kuchnia [odnośnik]05.10.21 20:58
11 luty 1958

W życiu Sigrun nie widziała chyba tyle śniegu, co w tym roku, nawet na najwyższym szczycie Gór Pennińskich (chociaż nie należały one do najwyższych, więc mogło nie być to adekwatne porównanie). W tak głębokim lesie, gdzie mieszkała Revna, gdzie pewnie poza nią drzewa i mchy nie widziały od dawna innej ludzkiej duszy, brodziła w śniegu właściwie po kolana, a zmaterializowała się nieopodal Leśniczówki. Drogę z Harrogate do Cheshire pokonała pod postacią mgły; szalejąca śnieżyca uniemożliwiała lot na miotle, choć Rookwood radziła sobie na niej więcej niż dobrze. Może to dobrze by jej zrobiło, pomogło nabrać jeszcze większej formy, ale wiedźmie zależało na czasie. Bal w Kentwell Hall zbliżał się wielkimi krokami, ona zaś potrzebowała trucizny - właściwie to miała ja przekazać w ręce lorda Malfoya i Tatiany, by zrobili zeń użytek, zobowiązała się jednak, że zdobędzie ja ona. Zamierzała i tak rozmówić się z kuzynka, o której opowiedziała na minionym zebraniu Rycerzy Walpurgii w Białej Wywernie. Wypadało Revnę przestrzec, że na parapecie Leśniczówki może przysiąść niebawem o wiele więcej obcych sów, niż zazwyczaj.
Zamaszystym gestem różdżki rozgarnęła śnieg i odkryta ścieżka ruszyła w stronę głównych drzwi, poprawiajac zaczarowana torbę na ramieniu. Miała pewność, że zastanie alchemiczkę w domu - uprzedzała ja listownie o swojej wizycie, w oknach zaś dostrzegała ciepłe światło świec. Niebo zasnuwały tak ciemne chmury, że świat wokoło wydawał się ponury i bliski zmierzchu, a nie wybiła nawet dwunasta.
Stanąwszy na ganku zapukała do drzwi donośnie, w nadziei, że Revna nie każe jej długo na siebie czekać. Kolejny, silny podmuch mroźnego wiatru szczypał wiedźmę w policzki i wprawił w drżenie. Z ulga przekroczyła próg Leśniczówki i szybko zamknęła za sobą drzwi, wcześniej otrzepując ze śniegu buty z wysoka cholewą.
- Dobrze cię widzieć - wyrzekła, zsuwając z ramion futro i zostawiając go na najbliższym wieszaku; pod spodem miała ciepła szatę złożona ze skórzanych spodni i długiej, ciemnozielonej tuniki z zabudowanym dekoltem i długimi rękawami z grubego materiału, która można by uznać za suknię, gdyby nie rozcięcia od łydek do ud. - Powiedz, że masz coś na rozgrzanie. Najlepiej z procentami - jęknęła, przechodząc za Revna do kuchni, gdzie było już przyjemnie ciepło. Sigrun od razu podeszła do kominka, gdzie palił się ogień, przy ogrzać skostniałe dłonie. - Ja powiem ci za to, że nie przychodzę z pustymi rękami. Mam coś, co ci się spodoba. Mam też do ciebie sprawę jak już ci pisałam. Potrzebuję twojego alchemicznego talentu - wyrzekła prosto z mostu. Revna ją znała, wiedziała, że Rookwood nie ma zwyczaju owijać w bawełnę.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Kuchnia [odnośnik]05.10.21 22:56
Zimowe dni toczyły się w swoim tempie, zdawać by się mogło, że leniwszym od reszty roku - wegetacja roślin była wszak wstrzymana, a spowity gęstą warstwą śnieżnobiałego puchu las Delamere spał w oczekiwaniu na pierwsze roztopy. Pomiędzy grubymi pniami wiekowych drzew przemykały po zmarzniętym podłożu zwierzęta, lecz robiły to tylko z konieczności i najszybciej jak się dało, a po zdobyciu minimum pożywienia znikały ponownie w bezpiecznych kryjówkach, pozostawiając po sobie tylko wydreptane ślady. Ascetyczna surowość lutego przypadała jej do gustu, napawała się możliwością intensyfikacji prac alchemicznych, na które w sezonie letnich zbiorów nie zawsze znajdowała tyle czasu, ile by pragnęła, lecz jednocześnie tęskniła za zapachem soczyście zielonego mchu po deszczu, za widokiem kwiatów belladonny czy ciemiernika, które teraz miała dostępne jedynie w suszonej formie. Dobrej, lecz nie tak dobrej jak świeżo pozyskane, tuż przed dorzuceniem do bulgoczącej w kociołku mikstury przyjmującej ochoczo wszystkie właściwości nasyconej życiem ingrediencji.
Spodziewała się wizyty kuzynki, Astrid zasiadła wcześniej na jej parapecie, strosząc piórka przykryte wielkimi płatkami i doręczając wiadomość do jej rąk. W oczekiwaniu na jej przybycie wyjątkowo opuściła pracownię, by w kuchni oprawić świeżego pstrąga i przygotować go do pieczenia w towarzystwie ziół. Chłód przez krótką chwilę wdzierał się do środka chatki, lecz gdy Sigrun znalazła się we wnętrzu Leśniczówki, w powietrzu unosił się już tylko zapach przyrządzanego posiłku. Pomimo dość wczesnej godziny, nie miała wątpliwości co do tego, że blondynka chętnie zje obiad, pogoda za oknem wszak nie rozpieszczała.
- Zawsze wyglądam twych odwiedzin - oznajmiła w ramach przywitania, siłą nawyku mimowolnie przesuwając spojrzeniem po futrze, które zdejmowała z barków; było dobre jakościowo, gęste i lśniące, a w głowie Bagman zaświtały teorie odnośnie jego pochodzenia, zwierzęta, które oddały za nie życie, musiały być w świetnej kondycji. To jednak nie był temat, jakiego zamierzała się teraz podejmować, wiedząc doskonale, że cel wizyty jest inny. - Gustujesz w zielonej wróżce? - zapytała, szybko znajdując w drewnianej szafce jeden z całych dwóch dostępnych w jej zapasach trunków. Za szybko. - Chodź, ogrzejesz się przy ogniu, jedzenie zaraz będzie gotowe - dodała, chwytając w dłoń dwie szklanki, po czym odziana w prostą, grafitową szatę, ocieplaną dodatkowo od wnętrza, zaprowadziła kuzynkę do kuchni i wskazała miejsce na ławie przykrytej miękką skórą srebrnego wilka. - Och doprawdy? - zainteresowała się tematem rzeczonego prezentu, rozlewając jednocześnie mocnego alkoholu do szklanek, z których jedną podała następnie Rookwood. - Czego potrzebujesz? - podchwyciła wątek z nieskrywaną ciekawością. Nie potrzebowała rozwlekłych wstępów okraszonych zbędnymi uprzejmościami, pracy podejmowała się chętnie, wykorzystując każdą sposobność jako nowe wyzwanie.

bierzemy z zaopatrzenia pstrąga i ćwierć butelki zielonej wróżki
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Revna Bagman dnia 15.10.21 15:01, w całości zmieniany 1 raz
Revna Bagman
Zawód : alchemik, łowca ingrediencji
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let it hurt
until it can't hurt anymore
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10569-revna-bagman#320253 https://www.morsmordre.net/t10660-rangvaldr#323147 https://www.morsmordre.net/t10658-written-in-the-stars#323141 https://www.morsmordre.net/f401-cheshire-delamere-forest-lesniczowka https://www.morsmordre.net/t10659-skrytka-bankowa-nr-2333#323142 https://www.morsmordre.net/t10661-revna-bagman#323148
Re: Kuchnia [odnośnik]05.10.21 23:24
Wyspiarski klimat Wielkiej Brytanii w pełni odpowiadał Sigrun. Lato bywało raczej chłodne, zimy zaś łagodne, deszczu padało zawsze sporo, co równało się jednako bujnej florze - to zaś oznaczało, że i fauna miała pole do rozkwitu. Na tym Rookwood zależało najbardziej, uwielbiała polować, nie potrafiłaby bez tego żyć. Bez tych emocji, dreszczyku emocji, trofeów. Teraz zaś, w tej oślepiającej bieli za dnia, trudno było cokolwiek dostrzec. W taka zimę zwierzęta chowały się swoich norach, gdzie miały zapasy pożywienia, choć pewnie nie tak duże jak należało zgromadzić. One również nie podejrzewały, że Wielka Brytania zamarznie pod wpływem zimy stulecia. Po rozwiązaniu problemu anomalii zawirowania pogodowe miały się skończyć... Sigrun to martwiło, bo jeśli wegetacja roślin ulegnie zaburzeniu, to i fauna na tym ucierpi.
Choć martwiło to wiele powiedziane. Głowę zaprzątały jej głównie myśli o wszystkim tym, czym Rycerze Walpurgii musieli się zająć w najbliższych dniach - teraz było to przede wszystkim Kentwell Hall i dlatego pojawiła się w progach domu kuzynki, choć rzecz jasna lubiła i ceniła towarzystwo Revny. Choćby dlatego, że od razu zaproponowała jej Zieloną Wróżkę.
- Jak ty mnie dobrze znasz. Oczywiście, chociaż to za chwilkę - wymruczała z zadowoleniem. Zielona Wróżka była Sigrun dobrze znana... i bardzo lubiana. Była jednak świadoma, że to alkohol na tyle mocno halucynogenny, że prędko zaburzy percepcję ich obu - a musiała z Revną porozmawiać na tematy poważne. Idąc za nią w stronę kuchni, do ognia, spytała jeszcze. - Podoba ci się to futro? Sporo jest u mnie lisów, to nie problem, by je dla ciebie wyłapać - zaproponowała. Potrzebowała jej umiejętności, czasu i zapasów, nie chciała więc i nie powinna jedynie odeń brać - mogła zaproponować wiele w zamian. Polowała wciąż regularnie, zdobycie tych futer nie byłoby żadnym problemem.
Gdy ogrzała dłonie nad ogniem, a palce przestały być tak skostniałe, zasiadła na ławie przykrytej futrem, która wskazała jej krewna.
- Pachnie bardzo dobrze - wyrzekła, jednocześnie ściągając z ramienia zaczarowana torbę, w której zaczęła grzebać. Miała tam tyle rzeczy, że trochę zajęło Sigrun odnalezienie właściwych pakunków. Najpierw położyła na stole niewielki odłamek białego kryształu o nierównych, ostrych krawędziach, owinięty w cienki materiał. - Jeśli dotkniesz go gołymi palcami i ściśniesz, to ponoć ma sprzyjać alchemikom podczas warzenia eliksirów. Upewniałam się u numerologa. Wypróbuj go, tobie bardziej się przyda - powiedziała z szelmowskim uśmiechem, zadowolona z siebie, po czym przesunęła kryształ w stronę Revny. - Przyniosłam też... kilka rzeczy z których mogłabyś zrobić użytek - dodała, wyciągając kolejne fiolki i niewielkie, drewniane pudełeczka. - Krew jednorożca, róg garboroga, róg buchorożca... Tylko ostrożnie z nim, naprawdę, jeśli nie chcesz stracić tego dachu nad głowa... Ogniste nasiona, no i coś, co mnie zdenerwowało. Zapłaciłam za los na loterii i dostałam odłamek spadającej gwiazdy. - W ostatnich słowach Sigrun wyraźnie zabrzmiało niezadowolenie. - Jesteś w stanie z tego wszystkiego uwarzyć coś, co wytruje kilkadziesiąt osób? Nie musi ich od razu zabijać. Wystarczy, że osłabi - powiedziała prosto z mostu. Revna warzyła trucizny, Sigrun wiedziała to nie od dziś, nie widziała więc powodu, by oblekać to w eufemizmy. - Chciałabym cię też uprzedzić, że możesz spodziewać się większej ilości listów i sów ze zleceniami. Poleciłam cię kilku... naprawdę ważnym osobom, więc nie powinnaś odmawiać. To byłaby dla ciebie duża szansa - wyrzekła enigmatycznym tonem, nie mówiąc jeszcze wprost o co chodzi; sięgnęła po szklankę z zielona wróżką, póki co jednak obracała ja jedynie w palcach.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Kuchnia [odnośnik]07.10.21 19:37
- Niestety nie dysponuję herbatą - mruknęła wyjaśniająco, nie kryjąc swego niezadowolenia. Co to za dom, w którym brakowało herbaty? Czy miała w ogóle prawo uważać się za czystej krwi Angielkę? Skinęła głową, potwierdzając, że faktycznie odłożenie w czasie degustacji trunku jest dobrym pomysłem, miały w końcu odbyć poważną rozmowę, w której nie było miejsca na chichoty i majaki. Zielona wróżka kusiła obietnicą błogostanu, lecz była jednocześnie namacalnym dowodem na to jak dotkliwe stały się problemy z zaopatrzeniem; niewielka szafka w kuchni być może nigdy nie była wypchana alkoholem po brzegi, bo i sama Bagman nie gustowała zanadto w spożywaniu napojów wyskokowych w większych ilościach, jednak zawsze miała pod ręką butelkę wina lub czarnego Ale, by odpowiednio podejmować swoich sporadycznie pojawiających się w progach Leśniczówki gości. Ostatnie zapasy zostały jednak zużyte, a w świecącej pustkami drewnianej szafce znajdowały się już tylko dwie alternatywy - i czarnowłosej coś mówiło, że Rookwood nie doceni jednak mało subtelnego smaku czystego spirytusu, który postanowiła przeznaczyć na nalewkę z młodych pędów sosnowych, gdy te zazielenią się wyraziście w ciepłych dniach wiosennych.
- Futer i skór mam pod dostatkiem - to wcale nie tak, że zajmowały dosłownie niemalże każdą możliwą powierzchnię w domku skrytym w lesie; zaściełały łóżko, mościły wygodnie twarde z natury krzesła i ławy, stanowiły zastępstwo pledów i koców, a i na chłodnej posadzce w sypialni ich nie brakowało w roli dywanu umilającego chodzenie boso. - ale chętnie wybiorę się z tobą przy okazji na polowanie w Yorkshire, skoro obfituje w tak dorodne lisy - oznajmiła w odpowiedzi, z uśmiechem podejmując propozycję kuzynki. - Przyda mi się drobna odmiana od Delamere - dodała po chwili namysłu, rozważając i tę dodatkową kwestię; tu znała już niemalże każdy zakamarek lasu, a znajomość ta wypierała miejsce dreszczyku emocji wywołanych wejściem w nowe i nieodkryte.
Obróciła dorodnego pstrąga na drugą stronę, by całość była jednakowo soczysta, po czym przysiadła na stołku pomiędzy paleniskiem a kuchennym stołem, by z ciekawością przyglądać się kolejnym rzeczom wydobywanym z dna zaczarowanej torby. Niewielki kryształ wzbudził jej zainteresowanie szczególnie, wysłuchała słów jasnowłosej uważnie, ciemnymi tęczówkami omiatając zawiniątko. - Miałaś rację, już mi się podoba - uśmiechnęła się szelmowsko, w myślach już wyszukując odpowiednio wymagającej mikstury, by przetestować przedmiot. - Czy ów numerolog był w stanie stwierdzić jak długo będzie działał kryształ? Jest jednorazowy czy się regeneruje? - zapytała po chwili, poruszając kwestię dość istotnie wpływającą na jego wykorzystanie. - Krew jednorożca... czy pozyskałaś ją własnoręcznie? - odnalazła spojrzenie czarownicy, choć w jej głosie brakowało przygany dla tego czynu czy wzruszenia nad losem zwierzęcia; było jak każde inne, warte tyle co pozyskane z niego komponenty. Srebrzysta krew natomiast była warta krocie. - Sig, jestem alchemiczką, naprawdę wiem jak obchodzić się z rogiem buchorożca, chociaż doceniam troskę - zaśmiała się dźwięcznie, słysząc ostrzeżenie godne kompletnego żółtodzioba. Kolejne ingrediencje lądowały na stole, rozbłyskując w jej myślach możliwościami ich spożytkowania. - Odłamek jest zdecydowanie bardziej przydatny od listu Ministra - wtrąciła, wciąż nie do końca dowierzając, że loteria okazała się być dla niej aż tak pechowa. - Kilkadziesiąt... bliżej pięćdziesięciu czy stu? - zapytała, pochylając się w końcu nad tematem, który przywiódł Sigrun do Cheshire. - Trucizna ma działać natychmiastowo czy z opóźnieniem? - i od tego zależał wszak dobór odpowiedniej kompozycji. - Zima to dobra pora na większą ilość zleceń, nie będę odmawiać - bo dlaczego by miała? Stosownie ułożona rutyna ograniczonych mroźnym sezonem prac w roli opiekunki flory pozwalała jej wygospodarować odpowiednio dużo czasu na podjęcie się dodatkowych zajęć. Lubiła złoty błysk zarabianych przez nią monet - lecz jeszcze bardziej lubiła uczucie satysfakcji, gdy jej małe dzieła się sprawdzały, a zamawiający wracali po więcej. - Nie rozczarujesz się ty ani twoi tajemniczy znajomi - to akurat obiecać mogła z pełnym przekonaniem.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Revna Bagman dnia 08.10.21 11:08, w całości zmieniany 1 raz
Revna Bagman
Zawód : alchemik, łowca ingrediencji
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let it hurt
until it can't hurt anymore
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10569-revna-bagman#320253 https://www.morsmordre.net/t10660-rangvaldr#323147 https://www.morsmordre.net/t10658-written-in-the-stars#323141 https://www.morsmordre.net/f401-cheshire-delamere-forest-lesniczowka https://www.morsmordre.net/t10659-skrytka-bankowa-nr-2333#323142 https://www.morsmordre.net/t10661-revna-bagman#323148
Re: Kuchnia [odnośnik]08.10.21 8:41
- Może uda się coś z tym zrobić - odparła z enigmatycznym uśmiechem Sigrun. Brak herbaty, cukru, soli i innych podstawowych produktów wcale jej nie dziwił. Nie chodziło o finanse, z dnia na dzień było po prostu coraz ciężej je dostać, nawet w hrabstwach, które opowiedziały się za Czarnym Panem tak jak Cheshire, ziemie rodu Rowle. - Dobrze, że nie przyszłam o siedemnastej - zażartowała, nawiązując do angielskiej tradycji podwieczorku, do jakiej obie były przyzwyczajane od najmłodszych lat. Zielona Wróżka nie była jednak zastępstwem jakim Rookwood śmiałaby wzgardzić, ależ skąd.
- Widzę - mruknęła rozbawiona. Miała oczy i dostrzegała, że Leśniczówka jest przykryta futrami tak jak lasy Delamere teraz grubą pierzyną śniegu. - Pomyślałam, że może jak każda kobieta potrzebujesz nowego, futer nigdy dość. - Im więcej, tym lepiej. W Skale właściwie było podobnie. Ławy, kanapy, stoły, posadzki zaścielały futra i skóry, ściany i kominki zaś zdobiły trofea łowieckie Sigrun. - Z przyjemnością przygarnę twoje towarzystwo. Lisów nie zabraknie - zapewniła alchemiczkę; miała Revnie dać jeszcze kilka innych powodów do częstszego opuszczania Delamere, o tym zamierzała jednak wspomnieć później.
- Tak czułam. Szkoda byłoby, gdyby się na mnie zmarnował, skoro szczytem moich alchemicznych umiejętności jest wywar wspomagający kiełkowanie roślin. Opowiadałam ci jak niegdyś prawie wysadziłam loch w Hogwarcie na trzecim roku? - zaśmiała się znów; nie zamierzała ukrywać, że jeśli chodziło o kociołki to miała dwie lewe ręce. Obawiałaby się wypić eliksir uwarzony przez samą siebie. - Obawiam się, że nie ma tyle mocy, by się zregenerować i działać dłużej niż kilka godzin, tak wspominał - wyjaśniła, wykrzywiając przy tym lekko usta w grymasie niezadowolenia. Gdyby miał sprzyjać alchemikom permanentnie, niczym magiczny talizman, pewnie kosztowałby o wiele więcej.
Przed udzieleniem odpowiedzi na pytanie o zamordowanie jednorożca Sigrun zamilkła, zawieszając na twarzy Revny badawcze spojrzenie, jakby chciała wejrzeć do jej głowy i poznać dokładniej myśli kuzynki, choć nie była legilimentką. Obie były czarownicami czystej krwi, od dziecka powtarzano im najróżniejsze legendy i przesądy, także o skrzywdzeniu jednorożca - ponoć zamordowanie istoty tak niewinnej miało przekląć ludzką duszę na zawsze. Rookwood była pewna, że tak było, ale czy i Revna dawała w to wiarę?
Wyciągnęła z kieszeni szaty srebrną papierośnicę, z niej dwa własnoręcznie skręcone papierosy i jeden z nich przesunęła w stronę kuzynki. Swój odpaliła od świecy i zaciągnęła się nim mocno.
- Owszem. Własnoręcznie. Jak możesz się domyślić... Nie było mi łatwo go dorwać - wyrzekła w końcu, z szelmowskim uśmiechem, jakby bawiło ją to, że jednorożce czmychały przed nieczystymi kobietami bez cnoty. - To nie był pierwszy raz - dodała bez cienia wstydu, strachu, czy lęku. Blondynka wydawała się całkiem dumna z siebie. - Dobrze, dobrze, niekiedy zapominam, że nie jesteś tak w gorącej wodzie kąpana - burknęła Sigrun, przewracając oczyma; przestrogę przed rogiem buchorożca wypowiedziała właściwie bezwiednie, przyzwyczajona do tego, że większość czarodziejów z którymi miała do czynienia nie miało świadomości jak niebezpieczny może być ten róg.
- Jaki list od ministra? - zdziwiła się jeszcze. Wypuściwszy dym papierosowy z ust Sigrun znów uśmiechnęła się szerzej. Ceniła Revnę za to jak konkretną potrafiła być kobietą; nie wydawała się przejęta wizją splamionej, przeklętej duszy kuzynki i jej planami, by wytruć nawet i sto osób zarazem. - Bliżej pięćdziesięciu. Im szybciej zadziała, tym lepiej - wyjaśniła. Sama nie miała pojęcia o jaką trutkę zwrócić się do alchemika, liczyła więc, że to Bagman wybierze coś odpowiedniego. Na pewno receptur jej nie brakowało. - Jeśli będziesz do niej potrzebować dodatkowych składników, droższych, niedostępnych, to postaram się to załatwić - dodała, by Revna nie ograniczała się przy wyborze. Sama handlowała ingrediencjami, Sigrun miała tego świadomość, że pewnie miała lepsze kontakty wśród innych handlarzy, lecz zima i sytuacja w kraju wszystko mogła popsuć. Jasnowłosa wiedźma miała zaś inne znajomości - wyjątkowo cenne. Nie tylko herbatę mogła dla Revny załatwić.
Wetknąwszy sobie papierosa do ust, a raczej między wyraźną szparę między jedynkami (doskonale sprawdzała się w tej roli), podwinęła rękaw lewej szaty, odsłaniając przed Bagman przedramię, na którym Czarny Pan wypalił Mroczny Znak.
- Moi... znajomi... na pewno odpowiednio cię wynagrodzą, a ja jestem pewna, że się nie rozczarują. To chyba wiele wyjaśnia, prawda? - mówiła enigmatycznie, śledząc reakcje Revny; na pewno widziała już ten symbol. Od wielu miesięcy regularnie pojawiał się na niebie tam, gdzie Czarny Pan odnosił zwycięstwo. Bsgman może i ukrywała się w tych lasach przed całym światem, lecz musiałaby być naprawdę uwięziona w jakichś piwnicach, by nie znać tak podstawowych wiadomości o sytuacji w kraju. - Może damy ci więcej powodów do częstszego opuszczania lasów Delamere? Galeony to nie wszystko, co możemy zaoferować - powiedziała, nagle przestawiając się na liczbę mnogą.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Kuchnia [odnośnik]13.10.21 16:29
- Zdecydowanie, miałybyśmy do czynienia z prawdziwym skandalem obyczajowym - zawtórowała kuzynce w rozbawieniu, chociaż ogólnie rzecz biorąc, kwestia problemów z zaopatrzeniem nie śmieszyła jej ani trochę. Może nigdy nie opływała w bogactwa, ani w domu rodzinnym, ani w trakcie czasu spędzonego w Norwegii czy w trakcie późniejszych podróży, przyzwyczajona jednak była do tego, że za zarobione przez nią galeony jest w stanie kupić to, na co ma ochotę. Teraz jednak braki w dostawach widoczne były gołym okiem, a to, co było dostępne, osiągało astronomiczne ceny. Tym bardziej cieszyło ją to, że tuż za oknem ma las, który wzbogacał doraźnie jej zapasy, chociaż w sezonie zimowym brak świeżych owoców doskwierał jej dotkliwie.
- Futer nigdy dość, racji ci nie odmówię - zaśmiała się lekko, chociaż ona sama, w przeciwieństwie do większości kobiet, nie pragnęła otrzymywać ich od mężczyzn i otulać nimi ciało odziane w elegancką suknię w trakcie wyjścia do opery; najbardziej cieszyły ją te pozyskane własnoręcznie, skinęła więc Sigrun z zadowoleniem, przyjmując jej zaproszenie na polowanie w Yorkshire.
- Chociaż pamiętam tę historię, jestem pewna, że howgarckie lochy były świadkami o wiele bardziej widowiskowych porażek - oznajmiła niezbyt poważnym głosem, chociaż z pewnością tak właśnie było; w toku nauczania o drobne błędy było łatwo, a w alchemii drobny błąd najczęściej równy był katastrofalnym skutkom. - Cóż, w takim razie muszę go mądrze spożytkować - skinęła głową, przyjmując do wiadomości jej słowa odnośnie kryształu, po czym trwała dłuższą chwilę w milczeniu, czując, że jej pytanie o krew jednorożca nie było już równie lekkie. Od dziecka słyszała przeróżne historie, mniej i bardziej wiarygodne; nie zwykła wierzyć w to, by zabicie jakiegokolwiek zwierzęcia było w stanie ściągnąć na człowieka przekleństwo, lecz tak samo wątpiła w przepowiednię szeptuchy, która mimo wszystko z biegiem lat okazała się być prawdziwa. Czyżby więc i podniesienie ręki na niewinne stworzenie mogło nieść tak niewymierne szkody?
W oczekiwaniu na odpowiedź Rookwood, chwyciła zaoferowanego papierosa i podziękowawszy cicho, również odpaliła go od świecy i wetknęła do ust, pozwalając, by jej płuca wypełnił przyjemny dym. Nie paliła często, w ostatnich miesiącach jeszcze rzadziej niż wcześniej.
- Czy poczułaś się po tym inaczej? - zapytała z ciekawością pobłyskującą w czekoladowych oczach. Dorwanie jednorożca nie mogło być łatwe, szczególnie dla osoby, która lata niewinności miała już dawno za sobą, pokiwała więc z głową uznaniem. - Zapędziłaś go w pułapkę czy podchodziłaś z ukrycia? - drążyła temat dalej, budząc w sobie pasję myśliwską i rozmijając się o lata świetlne z tonem przygany czy oburzenia. Nie potrafiła jej potępić, nie widziała też powodu, by to czynić.
- Ten kompletnie bezwartościowy list - odparła niezadowolona, wydmuchując chmurę dymu. - Z życzeniami noworocznymi oraz podziękowaniami za wsparcie Ministerstwa. Mój los nie przyniósł mi niczego innego. Wciąż nie wierzę, że wydałam pieniądze na taki szmelc - wywróciła oczami, chociaż być może nie powinna się dziwić. Pech prześladował ją już od wielu lat, dlaczego na loterii miałby nagle odpuścić? Zaraz jednak skupiła swe myśli na kwestii, która sprowadziła Sigrun w jej progi. - Kilka fiolek silnej trucizny bez problemu poradzi sobie z pięćdziesięcioma osobami - zaciągnęła się papierosem, rozważając możliwe opcje. - Najskuteczniejszy do działań na taką skalę byłby Eliksir Garota... ale to gaz duszący, podobnie jak eliksir senności... Czy w pobliżu będą osoby, których trucizna nie powinna dotknąć? - zwerbalizowała swą pierwszą wątpliwość zależną od dokładnych okoliczności, w jakich miało się odbyć trucie. - Będziesz mieć swobodny dostęp na przykład do picia potencjalnych ofiar? - kontynuowała gdybania, bo jeśli nie najłatwiejszy i najskuteczniejszy sposób używania gazu bojowego, by otruć taką ilość osób, trzeba by uzyskać dostęp do jedzenia lub picia, które będzie spożywane przez wszystkich mniej więcej w tym samym czasie. Strzepnęła popiół do glinianej miseczki ustawionej na stole. - Zależy ci na jak największych obrażeniach i natychmiastowej śmierci, czy na utracie przytomności? - zapytała jeszcze, zawężając swoją listę do kilku faworytów, którymi planowała się podzielić po uzyskaniu odpowiedzi od Sigrun. - Sprawdzę czy mam niezbędne składniki, gdy tylko dobierzemy odpowiednią recepturę - dodała, prawdziwie jednak doceniając propozycję zdobycia trudniej dostępnych ingrediencji, której mogło jej brakować. Chwilę później spojrzała zdziwiona na blondynkę podwijającą rękaw, by jeszcze szerzej otworzyć oczy na sam widok wzoru widniejącego na jej skórze. Żywo zafascynowana, chwyciła papierosa w zęby, by pochylić się nad przedramieniem i przesunąć po nim chłodnymi palcami, jakby chciała upewnić się czy ten się nie rozmyje pod wpływem dotyku, czy zakorzeniony jest głębiej.
- Od jak dawna...? - dociekała, ponownie ujmując papierosa w palce i zaciągając się nim mocno. Tak, to faktycznie wiele wyjaśniało, a w szczególności wzrastającą częstotliwość, z jaką Rookwood zamawiała coraz to ciekawsze eliksiry. Mogła żyć w odosobnieniu, lecz nie była ignorantką, wiedziała co działo się w kraju i co znaczył ten symbol - i właściwie nie potrafiła się dziwić, że skrajne emocje kłębiące się w ciele Sigrun znalazły swe ujście w takiej postaci. Słysząc kolejną propozycję, odnalazła spojrzenie kuzynki ciemnymi tęczówkami, w których pobłyskiwała ciekawość. - Jak dokładnie miałoby to działać? - zapytała, nie do końca wiedząc, co powinna o tym wszystkim sądzić. Jej praca w Delamere była czasochłonna, chociaż szalenie satysfakcjonująca - co takiego mogli jej zaoferować Rycerze Walpurgii, czego nie mógł zaoferować sir Albert Rowle?
Revna Bagman
Zawód : alchemik, łowca ingrediencji
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let it hurt
until it can't hurt anymore
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10569-revna-bagman#320253 https://www.morsmordre.net/t10660-rangvaldr#323147 https://www.morsmordre.net/t10658-written-in-the-stars#323141 https://www.morsmordre.net/f401-cheshire-delamere-forest-lesniczowka https://www.morsmordre.net/t10659-skrytka-bankowa-nr-2333#323142 https://www.morsmordre.net/t10661-revna-bagman#323148
Re: Kuchnia [odnośnik]14.10.21 8:54
Kącik pełnych ust Sigrun uniósł się w kpiącym uśmiechu. Wywoływanie skandali obyczajowych nie wzbudzało w niej zgorszenia. Zwłaszcza coś tak błahego jak brak herbaty podczas tradycyjnego podwieczorku, choć jako rodowita Angielka nie lekceważyła tego zwyczaju. Mało co wzbudzało w Rookwood zgorszenie - poza mugolami, szlamami i zdrajcami krwi, to oczywiste - musiało to zakrawać o najprawdziwsze, najobrzydliwsze dewiacje. Właściwie jednak to czy sama nie zasługiwała na miano dewiantki? Sypiała z własnym, bliźniaczym bratem, żonatym, upajała się zapachem krwi i strachem w cudzych oczach, potrafiła zabić bez zastanowienia - obojętnie, czy człowieka, czy zwierzę.
- Otóż to, dziewczyno - zawtórowała Revnie śmiechem, bo podobnie jak i ona nie potrzebowała otrzymywać futer w podarunku. Sama potrafiła je zdobyć. Śmiała zresztą twierdzić, że polowała zdecydowanie lepiej od większości tych popierdółek, Revna również, miała to we krwi po matce, przez którą były spokrewnione.
Znów uśmiechnęła się krzywo, nie ciągnąc tematu wybuchu podczas lekcji eliksirów; bardziej widowiskowe porażki bynajmniej Sigrun nie pocieszały (chociaż wtedy bardzo bawiły), bo wtedy przeżywała własną - nie lubiła przyznawać się do słabości, alchemia zaś była od zawsze jej piętą achillesową. - Ufam twoim umiejętnościom, Revno, dlatego ten kryształ trafia właśnie w twoje ręce. Wiem, że dobrze go wykorzystasz - wyrzekła Sigrun. Znała kilkoro alchemików, wszyscy jednak prędzej, czy później zawodzili, znikali. Kuzynka, choć młodziutka, miała duży talent. Otrzymała podarek nie tylko z dobroci serca jasnowłosej wiedźmy, od tego była daleka; Sigrun liczyła, że sama także na tym skorzysta. Musiała wykorzystać Revnę do swoich celów, lecz ta nie powinna mieć nic przeciwko - miała wszak otrzymać za to wynagrodzenie nie tylko w postaci magicznego kryształu.
- Zapędziłam w pułapkę. Nie było łatwo. Prawie mi się wymknął. Jak możesz się domyślać, raczej nie przypadło mu do gustu towarzystwo wesołej wdówki - opowiadała z satysfakcją Sigrun, ostatnie słowa zaś wyrzekła z ironicznym rozbawieniem. Miała na myśli własną nieczystość, oczywiście, której nie musiała ukrywać publicznie, dawniej była wszak zamężna. To, że prześcieradło jej dziewiczą krwią splamiło się o wiele wcześniej i przy kimś zupełnie innym niż małżonek, to była już inna inszość. - Zdecydowanie inaczej - przyznała z powagą. Ile to miało jednak wspólnego z przeklęciem jej duszy na wieczność, ile zaś z tym jak zmienił się jej umysł i organizm po wypiciu eliksiru rozpaczy i wypaleniu na przedramieniu Mrocznego Znaku - nie wiedziała. Dusza Sigrun, przeklęta czy też nie, należała teraz w pełni do Czarnego Pana.
Sięgnęła po list, o którym mówiła Revna, przeczytawszy go wybuchła kpiącym śmiechem.
- Może go zabiorę i wsadzę Cronusowi w tyłek. Ten facet niekiedy działa mi na nerwy - powiedziała, ściszając głos do konspiracyjnego szeptu i pochylając się nad stołem w kierunku Bagman z szelmowskim uśmiechem; miała przyjemność spędzić trochę czasu w towarzystwie Ministra Magii, choć mogło wydawać się to nieprawdopodobne. - Najpierw wydają mnóstwo galeonów na organizację jarmarku, a później człowiek dostaje coś takiego - żachnęła się z oburzeniem. Liczyła na coś więcej. - Albo Goylowi, w końcu to on zarządza portem, mógł zarządzić nagrody pocieszenia - dodała z dziwnie kwaśną miną, a jasne brwi zmarszczyły się jakby w gniewnym wyrazie.
- Owszem, będą. Eliksir Garota nawet mam, wolałabym jednak, aby pozostał ostatecznością tak jak każde opary - odpowiedziała na pytania Revny, kiedy ta rozważała dobór trucizny. Nie mogli jedynie rozbić fiolki w sali balowej Kentwell Hall i uciec, nie upewniwszy się, że wszyscy nie żyją, a jednocześnie nie mogli sami się zatruć. - Tak sądzę. A raczej na pewno tak będzie. - To w końcu bal. Na każdym z nich podawano chociażby marny kieliszek taniego szampana. - Wystarczy, że na jakiś czas stracą przytomność, bądź prawie ją stracą. Nie musi ich zabić od razu - uściśliła. Gdyby ktoś przysłuchiwał im się z boku, mógłby poczuć przerażenie. Żadna z czarownic nie wydawała się ani trochę przejęta widmem śmierci kilkudziesięciu osób. Planowały to tak, jakby rozmawiały o rodzinnym obiedzie w niedzielę i co na nim podać. - Będę ci wdzięczna. Chciałabym też, byś potraktowała to... priorytetowo. Wiem, że przychodzę późno, lecz potrzebuję tego pilnie.
Stawiała Bagman pod ścianą, ale nie czuła z tego powodu wyrzutów sumienia. Potrzebowała tej trucizny i to jak najszybciej. Odbicie twierdzy Gauntów ze szlamowatych rąk było teraz priorytetem Rookwood. Musiała to zrobić dla Czarnego Pana, odebrać jego własność.
Świadectwem tego na jak wiele była dla niego gotowa był Mroczny Znak, który zaprezentowała z dumą Revnie.
- To - wskazała na czaszkę, wokół której przemykał leniwie wąż - października 1956 roku. Służę jednak Czarnemu Panu już niemal dwa lata - wyrzeka z prawdziwą dumą i satysfakcją. Revna nie pojmowała tego jak ważny był to symbol, nie mogła jeszcze. Sigrun miała jednak co do tego plany. Wstępne. Rycerze Walpurgii potrzebowali kogoś takiego jak ona. - Bądź nam alchemicznym wsparciem, póki co, wiem, że się sprawdzisz, więc pójście krok dalej byłoby jedynie kwestią czasu. Trucizny, eliksiry lecznicze, bojowe, wszystkiego tego potrzebujemy. Będziemy cię zaopatrywać w ingrediencje lub galeony na nie, o to nie musisz się martwić, wystarczy, że podarujesz swój czas przy kociołku i trochę pracy - wyjaśniła z uśmiechem, rozpierając się na ławie wygodniej i zaciągając papierosem. - Co możesz dostać w zamian poza zapłatą? To, czego chyba pragniesz najbardziej. Wiedzę, moc, bezpieczeństwo. Opowiadając się za dobrą stroną znajdziesz się pod protekcją, ale przede wszystkim... od nikogo nie nauczysz się tyle, co od Czarnego Pana. Gromadzi wokół siebie najzdolniejszych czarodziejów i czarownice w tym kraju. Pomyśl o wszystkich sekretach alchemii, które dotychczas pozostawały poza twoim zasięgiem - mogłabyś je poznać.



She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Kuchnia [odnośnik]14.10.21 15:42
Normalność i dewiacja zdawały się być pojęciami niezwykle względnymi, iluzorycznymi wręcz - to, co było normą dla pająka, było horrorem dla muchy. Wzbraniała się przed wydawaniem osądów, nie mając żadnych podstaw ku temu, by to czynić i skupiała się całkowicie na tym, co dotyczyło jej samej. A daleko jej przecież było do świętej.
- Brzydzę się fałszywą skromnością, nie będę więc bezsensownie zaprzeczać - stwierdziła krótko w kontekście kryształu i swoich umiejętności, których rozwój stał się nadrzędną wartością w jej życiu. Półuśmiech wygiął jej usta; do pychy było jej jeszcze daleko, ale lata praktyki, dodatkowo często w warunkach dalekich od komfortowych wnętrz profesjonalnych pracowni, nauczyły ją polegania na samej sobie i chyba właśnie to było jedną z najcenniejszych nauk, jakie wyniosła z podróży w pojedynkę. Teraz, żyjąc bezpiecznie w zaciszu Delamere, mając w końcu swoje własne zaplecze do pracy, czuła się po prostu dobrze, a ciężki do zwalczenia instynkt ucieczki do miejsca, gdzie nikt jej nie zna, wciąż nie dochodził do głosu. Nie miała nic przeciwko wsparciu Rookwood swoimi zdolnościami, chętnie wykorzystując każdą sposobność do samodoskonalenia i spisywania kolejnych obserwacji w opasłym, czarnym notesie.
Zaśmiała się dźwięcznie, słysząc jak kuzynka nazywa samą siebie wesołą wdówką, chociaż gdyby wiedziała jak nieciekawie wyglądało krótkie i burzliwe małżeństwo blondynki, do śmiechu by jej zapewne nie było i ciszyć by się mogła tylko z tego, że sama o włos uniknęła podobnego losu i nie doczekawszy stanięcia na ślubnym kobiercu, pozbyła się problemu razem z narzeczonym, który aktualnie tkwił gdzieś głęboko pod powierzchnią bagien w zaawansowanym stadium rozkładu. Zdecydowanie inaczej. Ale czy koniecznie gorzej? Czu Sigrun czuła ciążące na sobie przekleństwo? Czy było ono realne, czy wyłącznie efektem placebo mającym podłoże w silnie zakorzenionych przekonaniach o prawdziwości podań? Przytaknęła głową, zaciągając się ponownie papierosem, nie kontynuowała już jednak dalszych deliberacji na temat, który miał być zaledwie dygresją.
- Śmiało, mnie posłużyć już może wyłącznie za podpałkę - oznajmiła w odpowiedzi, nawet nie próbując udawać, że polityka tego szczebla jakkolwiek ją interesuje. Ministrowie zmieniali się jeden za drugim, wszyscy byli w jej oczach tacy sami - i żaden nie poprawił znacząco jakości jej życia. - Lepiej wydaliby te pieniądze na nieprzerwany łańcuch dostaw - burknęła w niezadowoleniu, które pewnie byłoby o wiele mniejsze, gdyby loteria przyniosła jej prezent o jakiejś realnej wartości. Tak jednak niestety nie było. Lekkie zdziwienie odmalowało się w ciemnych oczach śledzących kwaśną minę blondynki na wspomnienie Goyle'a, nie zdążyła jednak spytać o jej przyczynę, nim rozmowa w szybkim tempie potoczyła się dalej.
Skinęła dwukrotnie, przyswajając sobie kolejne zmienne, które należało wziąć pod uwagę przy doborze odpowiedniego środka, a malowany do spółki z Rookwood obraz zaczynał się coraz bardziej klarować. - To zawęża nam wybór do eliksiru z czerńca i smoczego eliksiru. Oba są wyjątkowo silne i szybko działające - zawyrokowała tonem wciąż równie lekkim, jakby rozmawiały o pójściu na spacer w Kensington, a nie o masowym ludobójstwie. Revna nie pytała o powody ani tożsamości, nauczyła się tego, pracując u norweskiego alchemika słynącego z trucizn, co sprawiło, że te śmiercionośne substancje po prostu spowszedniały w jej oczach i były zaledwie kolejnym, wyjątkowo intratnym źródłem zarobku. - Pierwszy wywołuje skurcz mięśni, utrudniając tym samym oddychanie, drugi z kolei powoduje utratę przytomności aż do czasu podania antidotum i z wolna prowadzi do wycieńczenia organizmu - rozwinęła myśl, wstając z miejsca, by podejść do regału z ingrediencjami i ponownie chwytając papierosa w zęby, szybko sprawdzić stan swoich zapasów. - Mam trochę jadu Żmijozęba Peruwiańskiego, wystarczy na cztery fiolki. Do powalenia jednego rosłego mężczyzny wystarczy kilka kropel - oznajmiła, wyjaśniając jednocześnie, że cztery fiolki specyfiku były wszystkim, czego Rookwood potrzebowała. - Pozyskanie kłów smoka zajęłoby co najmniej dwa dni, jeśli więc zależy ci na czasie, przygotuję smoczy eliksir, a czerńca dostaniesz na inną okazję - stwierdziła ostatecznie, powracając do przykrytej wilczym futrem ławy i krzyżując spojrzenie z kuzynką. - Zajmę się tym z samego rana, to nie będzie problem - uspokoiła ją jeszcze, nadając sprawie odpowiedni priorytet. - Truciznę przekazać mam tobie czy kogoś po nią przyślesz? - zapytała, pragnąc ustalić już ostatnią techniczną kwestię. Tak cennej i wrażliwej substancji wolała nie wysyłać swoją, wezwanie posłańca nie stanowiłoby jednak dla niej problemu.
Dwa lata. Dłużej niż trwał jej ponowny pobyt na Wyspach Brytyjskich, to jednak łączyło się w logiczną całość z wydarzeniami z ostatnich tygodni, jakie Revna spędziła w domu rodziców oraz zamówieniami, jakie składała u niej w tamtym okresie Sigrun. Zacisnęła usta w wąską linię, ponownie strzepując popiół i zastanawiając się dlaczego nie wiedziała wcześniej. Miała powody, by to podejrzewać, odpowiednie fragmenty układanki leżały tuż pod jej nosem, jednak ona odmawiała sobie ich złożenia, by teraz ze zdziwieniem stwierdzić, że zaangażowanie jasnowłosej przerastało jej najśmielsze oczekiwania - i teraz w dodatku agitowała na korzyść Rycerzy Walpurgii, prawiąc niczym kaznodzieja i kusząc ją możliwościami, których pragnęła. Znała ją, wiedziała dokładnie jak operować słowami, by te trafiały na podatny grunt.
- Wiesz, że nie lubię się deklarować, Sigrun - odpowiedziała z lekkim westchnieniem, nie do końca wiedząc co o tym wszystkim sądzić. Mieszkała w głuchym lesie, swoją codzienność poświęcając roślinności i zwierzynie Delamere, własnym ambicjom i niezapowiedzianym wizytom swojego kapryśnego dobroczyńcy, daleko jej było do aktywności politycznej czy wojennej. - Czy nie mogę być wsparciem bez oficjalnego zobowiązywania się do czegokolwiek, tak jak dotychczas? - zapytała po chwili tonem świadczącym o tym, że zobowiązania były czymś, z czym było jej nie po drodze. - Muszę to przemyśleć na spokojnie - westchnęła ponownie, zaskoczona tym, dokąd zaprowadziła je dzisiejsza rozmowa.
Revna Bagman
Zawód : alchemik, łowca ingrediencji
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let it hurt
until it can't hurt anymore
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10569-revna-bagman#320253 https://www.morsmordre.net/t10660-rangvaldr#323147 https://www.morsmordre.net/t10658-written-in-the-stars#323141 https://www.morsmordre.net/f401-cheshire-delamere-forest-lesniczowka https://www.morsmordre.net/t10659-skrytka-bankowa-nr-2333#323142 https://www.morsmordre.net/t10661-revna-bagman#323148
Re: Kuchnia [odnośnik]14.10.21 16:50
Z Sigrun zaś wypełzała hipokryzja, kiedy osądzała co jest normalne, a co nie. Wiedziała, że to co łączyło ją z bliźniaczym bratem było niemoralne, lecz i tak nie czuła się z tym źle. Walkę ze szlamem i zdrajcami krwi uważała zaś za słuszne i normalne. Wściekała się, gdy ktoś temu przeczył, kiedy uważał inaczej - wtedy uznawała go za wariata. Bo jak można było bronić szlamu?
- Bardzo dobrze, należy znać swoją wartość - mruknęła z zadowoleniem.
Skromność była dobra dla kur domowych i miałkich gąsek, nie czarownic takich jak one, uzdolnionych i ambitnych. Nie musiały się tego wstydzić, nie powinny udawać, że jest inaczej. Powinny były nosić brodę wysoko uniesioną, z dumą mówić o swoich umiejętnościach i talentach. Nie po to wszak spędzały tak wiele czasu na nauce teorii i praktyki, Revna przy kociołku, patrząc w nocne niebo, pielęgnując roślinność każdego rodzaju, Sigrun polując na stworzenia niemagiczne i magiczne, trenując czarną magię tak wytrwale jak wytrwała mogła być ćma lgnąca do ognia mimo bólu.
Gdyby tylko miała tyle pewności siebie (teraz tak wiele, że była to już właściwie arogancja) przed laty, kiedy ojciec, Normund Rookwood, zmusił ją do zamążpójścia, mogłaby uniknąć tego koszmary. Mówiła o sobie wesoła wdówka, lecz w czasie krótkiego małżeństwa z Alphardem Montague nie było Sigrun wcale do śmiechu. Ten człowiek był koszmarem każdej kobiety - mizogin, szowinista, sadysta i gwałciciel. Znienawidziła go całym swym przegniłym sercem. Wciąż sobie wyrzucała, że zbyt długo pozwoliła mu się tak traktować. To już była jednak przeszłość. Przeszłość jaka nigdy nie powróci. Teraz nikt już nie miał prawa jej tak traktować.
- Albo uzbrojenie - odparła Sigrun, podzielając niezadowolenie Revny z niewłaściwego, w ich mniemaniu, korzystania ze środków pieniężnych. Może gdyby Malfoy zainwestował w prawdziwą armię dla Czarnego Pana, zamiast wyprawiać kolorowe jarmarki, to problem Zakonu Feniksa dawno już zostałby rozwiązany. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej sądziła, że i Goyle, odpowiedzialny poniekąd za ten festyn, uważa tak samo, lecz najwyraźniej pomyliła się w ocenie tego człowieka. Mimo upływu kilku miesięcy wciąż ciężko było to wiedźmie przełknąć.
Propozycji kuzynki słuchała uważnie, gdy wymieniała kolejne trucizny, jakich Rookwood mogłaby użyć w Kentwell Hall; nie podważała jej słów, nie wychodziła z własnymi propozycjami, bo na truciznach po prostu się nie znała i wolała powierzyć wybór w ręce specjalisty - a Revnę darzyła zaufaniem. Wiedziała, że jej nie zawiedzie.
- Drugi brzmi jak coś, czego naprawdę bym potrzebowała - wyrzekła po chwili głębokiego zastanowienia, z zadowoleniem. - To wystarczy. Cztery fiolki to sporo, jeśli kilka kropel wystarczy, by pozbawić dorosłego mężczyzny przytomności. - We własnej wyobraźni snuła już wizję obrzydliwych mugoli, gości nadchodzącego przyjęcia, sączących wino i padających na posadzkę jak muchy - a nad nimi oni, z różdżkami, dokonujący zemsty i kary za położenie swych paskudnych łapsk na twierdzy Gauntów. - Zależy mi na czasie. Pozostańmy więc przy smoczym eliksirze - zdecydowała się ostatecznie. Skinęła głową na zapewnienie, że Revna zajmie się tym z samego rana; dziś było już dość późno, może proces warzenia zajmował wiele godzin. - Raczej kogoś przyślę, jeśli to nie problem. Zaufaną protegowaną, jeśli mogę tak powiedzieć. Tatiana Dolohov. Kręci się po Nokturnie, może ją kojarzysz, może nie, jest z Rosji. - Siostra Ramseya miała być gościem balu, miała podstępem dolać trucizny, dobrze byłoby więc, gdyby fiolki cennego eliksiru od razu trafiły w jej ręce i oszczędziły im czasu. Dobiły targu, więc Rookwood wyciągnęła ze swojej torby sakiewkę z monetami i przesunęła ją po stole w stronę kuzynki; mogła jej zapłacić z góry bez obaw, ze eliksir będzie trefny, bądź nie zdąży.
- Czy każę ci składać od razu przysięgę wieczystą, Revno? - spytała przewracając oczyma. Dawno już minął czas, kiedy naprawdę można było trzymać się z daleka od wojny. Revna i tak wytrwała bardzo długo, kryjąc się teraz w tej chatce, w głębokim lesie. - Mówię przecież, że na sam początek to wystarczy. Twoje wsparcie. Zastanów się nad tym, nie mówię, że decyzję masz podjąć już dzisiaj - mówiła dalej, rzeczywiście brzmiąc jak kaznodzieja próbujący przekonać tłumy do swoich racji; minione dwa lata przeobraziły Sigrun właściwie w fanatyczkę ślepo oddaną Czarnemu Panu. - Po prostu wiem, że my potrzebujemy zdolnych czarodziejów i czarownic. A ty pragniesz tego, co możemy ci dać. Pomyśl o tym. Pomyśl też o tym, że to właściwie nie jest żadna deklaracja, bo czy nie uważasz sama, że szlam należy wytępić? Pozbyć się go? Czy zbyt długo nie żyliśmy w ich cieniu, pozwalając pętać się kodeksowi tajności, podczas gdy ten świat powinien należeć do nas? O to walczymy. O czarodziejów. Wiem, że dla ciebie czysta krew też jest ważna. - Nie mogłoby być inaczej, jeśli wywodziły się z takich rodzin. Bagmanowie, Rookwoodowie, Borginowie - stare, dobre i czarodziejskie rodziny, jako nieliczne wciąż dbały o tradycję czystej krwi, nie pozwalały jej mieszać z brudem.


She tastes like every

dark thought I've ever had


Ostatnio zmieniony przez Sigrun Rookwood dnia 15.10.21 15:11, w całości zmieniany 1 raz
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Kuchnia [odnośnik]15.10.21 14:59
Kwestia bezsensownego jarmarku, jak widać, drażniła je obie niemożebnie, chociaż na ile to była faktyczna troska o wydawanie pieniędzy publicznych, a na ile ulewająca się gorycz wywołana brakiem odpowiednich fantów wylosowanych przez nie na loterii - tego zapewne miały się już nie dowiedzieć nigdy. Same na poczekaniu wynalazły co najmniej dwa sposoby na lepsze inwestowanie funduszy ministerialnych, chociaż żadna nie miała doświadczenia w polityce ani zarządzaniu na większą skalę, a samej Bagman żyło się wygodnie w swoim szczelnym kokonie ignorancji.
Sigrun wysłuchała jej propozycji odnoście trucizn ze spokojem i bez protestów, chociaż tych czarnowłosa się po niej nie spodziewała w tej kwestii. Sama mówiła głosem pewnym i zdecydowanym, jasno nakreślając sytuację i kolejne fakty, bazując na swojej wiedzy i doświadczeniu. Daleko jej wszak było do miana żółtodzioba czy amatorki, wraz z upływem lat i kolejnymi udanymi eksperymentami z wolna obrastała w piórka, wytrwale i sumiennie dążąc do osiągnięcia miana eksperta w swej dziedzinie. Czarny notes wciąż jednak pozostawał tajemnicą, o której nikomu nie mówiła, uparcie nie werbalizując swoich górnolotnych planów o napisaniu własnej książki, która stałaby się ostatecznym dowodem na to, jak zdolną alchemiczką była. Nie zamierzała mimo wszystko popędzać biegu zdarzeń; chociaż pragnienia miała nad wyraz rozbuchane, częściowo z racji rezygnacji z szeroko pojętego życia rodzinnego i wicia małżeńskiego gniazdka na rzecz kariery, nie była w gorącej wodzie kąpana i wiedziała doskonale, że pewne rzeczy po prostu wymagają czasu, a jej młody wiek mógł stanąć na przeszkodzie ku temu, by została powszechnie uznana za autorytet.
- Zatem smoczy eliksir - potwierdziła ostateczny wybór, od razu przesuwając buteleczkę z jadem na przód ustawionych w szeregu pudełek z ingrediencjami. - Myślę, że cztery fiolki mogą wystarczyć nawet i na ponad pięćdziesiąt osób. Nie wlewajcie za dużo, na kobietę potrzeba trzech kropli, na mężczyznę maksymalnie pięciu. Mniejsza ilość nie znaczy, że trucizna nie zadziała, po prostu nastąpi to z lekkim opóźnieniem - zastrzegła jeszcze, dopowiadając szczegóły używania eliksiru, by Sigrun i jej towarzysze nie marnowali go bez sensu. - Dodam do niego kalie i pestki granatu, zapach i smak nie będzie alarmujący - dodała po chwili namysłu, momentalnie planując dalszą pracę. - Żaden problem, znam Tatianę. Wyślę jej list, gdy trucizna będzie gotowa do odbioru - potwierdziła, akceptując kolejny krok tkanego przez nie planu, który stał się właśnie kompletny i w pełni klarowny.
Wysłuchała pełnych pasji słów kuzynki w skupieniu, z niemałym zaskoczeniem dostrzegając przy tym malujące się wyraźnie w jej zachowaniu znamiona fanatyzmu. Zaciągnęła się papierosem po raz ostatni i zgasiła niedopałek. - Wiesz, że tak jest - oznajmiła, potwierdzając tylko to, co mówiła Rookwood. Czysta krew była dla niej ważna, tak ją wychowywano i to jej wpajano, w to wierzyła i tego pragnęła. Ale kolejne zobowiązania równały się z kolejnymi pożeraczami czasu, którego i teraz miała już mało, jeśli zamierzała jednocześnie realizować zamówienia alchemiczne i doglądać z należytą uwagą flory lasu Delamere, do którego przywiązywała się z każdym dniem coraz bardziej. - Zastanowię się - obiecała, nim chwyciła dwa talerze i komplety sztućców. Węch mówił jej, że pstrąg, którego dla nich szykowała, był gotowy. - Jedzmy, nim Wróżka wywietrzeje - zarządziła z szelmowskim uśmieszkiem na ustach; szklanki ich wciąż przecież stały bezczynnie. Aż do teraz.

zt x 2
Revna Bagman
Zawód : alchemik, łowca ingrediencji
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let it hurt
until it can't hurt anymore
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10569-revna-bagman#320253 https://www.morsmordre.net/t10660-rangvaldr#323147 https://www.morsmordre.net/t10658-written-in-the-stars#323141 https://www.morsmordre.net/f401-cheshire-delamere-forest-lesniczowka https://www.morsmordre.net/t10659-skrytka-bankowa-nr-2333#323142 https://www.morsmordre.net/t10661-revna-bagman#323148
Re: Kuchnia [odnośnik]24.10.21 17:14
12 lutego, późny wieczór
Późnym wieczorem, po całodziennej sesji warzenia eliksirów, by zrealizować niecierpiące zwłoki prywatne zamówienia na dość interesujące trucizny i podstawowe środki przeznaczenia leczniczego, długo relaksowała zesztywniałe wielogodzinnym napięciem mięśnie w gorącej kąpieli, do której dodała mieszankę aromatycznych ziół i pozyskanych własnoręcznie z roślin otaczającego Leśniczówkę Delamere olejków eterycznych, które wnikając przez skórę nie tylko nadawały jej przyjemnego, charakterystycznego dla Bagman zapachu lasu, ale i odprężały ciało. Zaczytywała się bez końca w najnowszym traktacie naukowym z dziedziny alchemii, jaki udało jej się nabyć przed miesiącem w trakcie wyjątkowo krótkiej, lecz owocnej wizyty w Londynie. Myślami krążyła wokół rozpisanych dokładnie technik miareczkowania, pozwalających na jeszcze precyzyjniejsze odmierzanie składników i, co za tym idzie, oszczędniejsze dysponowanie komponentami, które szczególnie ostatnio, w czasach wojennej zawieruchy niejednokrotnie były dosłownie na wagę złota - nie spostrzegła nawet, gdy buchająca parą wodą zaczęła stygnąć i gwałtownie wytracać temperaturę, dopóki jej ciało nie pokryło się gęsią skórką. Wyszła z kąpieli, osuszyła się ręcznikiem i przywdziawszy lnianą koszulę nocną, owinęła się futrem wilka, by zasiąść przy palenisku w kuchni i tam, w świetle płomieni doczytać publikację na spokojnie.
Z pewnym zdziwieniem przyjęła pojawienie się na parapecie płomykówki, stukającej w szybę okna ponaglająco. Wpuściła ją do środka, odwiązała od nóżki list, a sowa, nie czekając na odpowiedź, zniknęła w zimowych ciemnościach. Revna rozwinęła pergamin, odczytując prośbę od Wren i z zadowoleniem stwierdziła, że specyfik, o który prosiła panna Chang, był szczęśliwie tym, którego dodatkową porcję schowała tego samego dnia do szafki ze swoimi zapasami. Wyciągnęła więc metalowe pudełeczko opisane jako maść z wodnej gwiazdy, umieściła je w niewielkiej, skórzanej sakiewce, na skrawku pergaminu skreśliła krótki list i ponownie otworzyła kuchenne okno, by przywołać z lasu polującego nocą Rangvaldra. Gdy po kilkukrotnym przyzywaniu uparte ptaszysko ostatecznie zaszczyciło ją swoją obecnością, przytroczyła przesyłkę do jego nóżki i wypuściła w drogę.

zt
Revna Bagman
Zawód : alchemik, łowca ingrediencji
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let it hurt
until it can't hurt anymore
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10569-revna-bagman#320253 https://www.morsmordre.net/t10660-rangvaldr#323147 https://www.morsmordre.net/t10658-written-in-the-stars#323141 https://www.morsmordre.net/f401-cheshire-delamere-forest-lesniczowka https://www.morsmordre.net/t10659-skrytka-bankowa-nr-2333#323142 https://www.morsmordre.net/t10661-revna-bagman#323148
Kuchnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach