Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Warrington
AutorWiadomość
Warrington [odnośnik]09.10.21 13:09

Warrington

Warrington to największe miasto hrabstwa Cheshire o bogatej historii i sporej populacji, które dumnie spoczywa przy rzece Mersey. Jego geneza sięga rzymskich kroków i hucznych podbojów, przejęte zostało później przez Sasów - obecnie przerodziwszy się w ośrodek słynący z handlu stalą, tekstyliami, browarnictwa i garbarstwa. Kwitnie w nim transport rzeczny. Zbudowano port, w którym gęsto gromadzą się kupcy i handlarze sprowadzający do Cheshire dobra z innych części kraju, a mimo industrialnego zapału nie brakuje w Warrington również ośrodków kultury: od niedawna funkcjonuje w mieście opera, starsze natomiast są teatr, galeria sztuki i filharmonia oferująca przede wszystkim koncerty orkiestr muzyki klasycznej. Nieopodal obrzeży znajduje się muzeum poświęcone historii myślistwa. W śródmieściu kwitnie miejskie życie typowe w nowym ustroju pod wodzą Ministra Magii Cronusa Malfoya. Po ulicach kroczą czarodzieje w tradycyjnych szatach, bo próżno tu szukać większych mugolskich skupisk; te zdają się w ostatnim czasie umykać poza granice metropolii, dbając o własne bezpieczeństwo.

Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Warrington Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Warrington [odnośnik]12.10.21 18:57
10 stycznia 1958

Już od doby wiedziała, iż oto wzywały ją obowiązki wyznaczające drogę magicznej bryczce do granic miasta Warrington, a później wzdłuż czystych, brukowanych ulic, które pierzyną bielutkiego śniegu dławiły dźwięki drewna trącego o kamień. Jeszcze nim wzeszło rozbudzone czerwienią słońce dostojnicy w skórach podbitych zimową wełną wyruszyli w objęcia zwodniczego lasu, wołani przez krew, którą wśród gęstwiny mogli tam zastać. Ona natomiast - roztoczyć opiekę miała nad damą bliską sercu jednego z dystyngowanych gości. Lady Fawley znała z salonów wspomnieniem złożonym z obrazów, nigdy zaś ze słowa. Kim była ta niezwykle urodziwa niewiasta? Co kryło się pod puklem rdzawych włosów, rozum, czy może kolejny jedynie powód do rozczarowania i pragnień co by doba skończyła się jak najprędzej? Wszystko to miało się okazać.
Catriona na miejsce dotarła przedwcześnie, dłonią stangreta sprowadzona w dół eleganckich, rozkładanych schodków, kiedy to bryczka zatrzymała się przed gmachem ogromnego teatru. Nie był może i tak wielki jak londyńskie budynki, lecz słynął z dramaturgii zdolnej nawet najzimniejsze serce powalić na kolana, a tego pragnęła dziś Rowle: odpowiedniego wrażenia zapewnionego młodej szlachciance. Samym spojrzeniem nakazała przygotowanej uprzednio służącej zaczekać na gościa przed wrotami, po czym sama ruszyła do środka, do loży przygotowanej dla opłacalnych klientów oczekujących przed rozpoczęciem wydarzenia. Z ramion spadło ostrożnie białe futro, z dłoni zsunęły się rękawiczki wykonane z miękkiej skóry, a kobaltowa suknia zakołysała się lekko, gdy Catrona zajmowała miejsce na wygodnej sofie. Wśród polerowanych wystrojów powoli zaczynali zbierać się obserwatorzy dzisiejszego spektaklu, anonimowi, w oczach damy przedziwnie wręcz tacy sami, szarzy i nieistotni. Liczyła się tego popołudnia wyłącznie jedna osoba, ta, która nadeszła niebawem w jej kierunku, prowadzona przez uniżoną służkę; dziewczę należycie wykonało zatem swój obowiązek, choć na usługach rodu Rowle była niedługo. Słodkim było to zaskoczeniem.
- Lady Fawley - odezwała się Catriona, dygnąwszy miękko przed kobietą, nim wyciągnęła doń ręce, skora sięgnąć po dłonie Cressidy i uścisnąć je obie w powitaniu forsującym naturalną między nieznajomymi barierę. Dotyk wiele cudów mógł zdziałać, wiedziała to nie od dziś. - Niezwykle miło mi gościć cię na ziemiach Cheshire i tu - w Onirismo. Napijesz się czegoś, by odegnać od siebie zimową aurę? Herbaty? Wina? - wskazała później przed niewiastą siedzisko nieopodal siebie, zaprosiwszy, by obie spoczęły po podróży, zaś przy kontuarze nieopodal już kelner chwytał dwa nieduże, obite skórą menu, by wyjść naprzeciw ichnich oczekiwaniom. - Pozwoliłam sobie uprzednio dokonać wyboru i zaprosiłam cię tu na spektakl Makbeta. Nie są to zbyt dojmujące dla ciebie klimaty, mam nadzieję? - z uwagą spojrzała na swą rozmówczynię, uprzejma, acz nieuśmiechnięta, pozbawiona od dawien dawna młodzieńczej piskliwości, teraz zaś ułożona i godna, a nade wszystko spokojna - jako dama i gospodyni hrabstwa, do którego za sprawą łowieckich terenów chętnie zjeżdżali przedstawiciele rodów przeróżnych.


something borrowed
must be returned, flowers in bloom will wither, my dream began with your glance. for whom did i look beautiful then? for whom do i sigh today? i do not wish to waste what you have given me, so i will go all the way, all for fate.
Catriona Rowle
Zawód : jejmość ziem Cheshire
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
her chest filled with diamonds and gold.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 17
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10485-catriona-rowle#317948 https://www.morsmordre.net/t10663-naudhiz#323255 https://www.morsmordre.net/t10666-lady-cheshire#323270 https://www.morsmordre.net/f361-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t10664-skrytka-nr-2320#323256 https://www.morsmordre.net/t10665-catriona-rowle#323257
Re: Warrington [odnośnik]14.10.21 13:46
Cressida, choć wychowała się w rodzie Flint, nigdy nie darzyła polowań sympatią. Zawsze uważała je za tradycję okrutną i cieszyła się niezmiernie, że nikt nie zmuszał jej do uczestniczenia w nich, jak miało to miejsce kiedy była młodsza i pan ojciec zabierał ją i jej rodzeństwo do lasu, by zapoznać je z tą lubianą przez Flintów tradycją, choć ona, jej siostra i inne kobiety z rodu zazwyczaj były po prostu widzami z bezpiecznej odległości, a rozlewem krwi zajmowali się mężczyźni. Cressie zawsze była oporna na wszelkie nauki w tym zakresie, widok martwych zwierząt (a zwłaszcza ptaków) wywoływał w niej płacz, i kilkukrotnie nawet dopuściła się ostrzeżenia zawczasu leśnego ptactwa przed niebezpieczeństwem. Pan ojciec zachwycony nie był, ale na szczęście i tak nie wymagał od niej tyle co od jej brata. Była przecież tylko dziewczynką, więc miała większe przyzwolenie na słabość i niedoskonałość. I tak w dorosłości miała zostać wydana do innego rodu, więc to, że nie nauczyła się polować, nie stanowiło większego problemu, bo to i tak było zadanie przede wszystkim męskie, a i do bycia widzem też już nikt jej nie zmuszał. Mąż do niczego jej nie zmuszał wbrew jej woli i sam rzadko oddawał się tego typu rozrywkom, choć czasem, jak podkreślał, wypadało przyjąć zaproszenia od szlachetnie urodzonych znajomych. Nie tyle dla samego polowania, a przede wszystkim dla podtrzymywania relacji. William był od niej znacznie bieglejszy w sztuce salonowej gry pozorów, więc wierzyła, że wiedział co robił. Kiedy razem wybierali się na ziemie Rowle’ów poprosiła go tylko błagalnie, żeby nie zabijał żadnych ptaków, a mąż obiecał, że tego nie zrobi. Zwierzęcoustość zawsze czyniła Cressidę bardziej wrażliwą na krzywdę ptaków, których mowę rozumiała i jako dziecko i nastolatka wiele razy wypłakiwała sobie oczy nad martwymi ptakami upolowanymi przez pana ojca i innych krewnych oraz przyjaciół rodu.
Była bardzo ciekawa osoby lady Rowle, która zaoferowała jej dzisiejszego dnia towarzystwo. Czy również nie lubiła polowań? Czy może surowy pan mąż nie pozwalał jej na dołączenie do mężczyzn? Tak naprawdę młódka niewiele wiedziała o swojej dzisiejszej towarzyszce. Rowle’owie byli dość tajemniczym rodem, znanym z bardzo konserwatywnego podejścia, choć Flintowie, z których się wywodziła, żyli z nimi w dobrych stosunkach i jej pan ojciec nie raz przyjmował od nich zaproszenia na polowania i odwdzięczał się tym samym. Być może to różnica wieku sprawiła, że Catrionę znała jedynie z widzenia, a nigdy nie miały okazji poznać się bliżej. Ot, niekiedy mijały się na salonach i to wszystko. Lady Rowle miała w sobie jednak coś onieśmielającego, przywodziła na myśl piękną rzeźbę wykutą z lodu, i młodziutka, naiwna Cressie nie do końca była pewna, jakie myśli kryły się pod tą fasadą. Na pewno łączyło je to, że obie były żonami i matkami, i że żadna z nich nie towarzyszyła dziś swoim mężom w ich męskich rozrywkach. Mężczyźni mieli swój świat, a kobiety swój. Cressida zawsze akceptowała swoje miejsce w porządku rzeczy i nie próbowała wchodzić w męską rolę. Odpowiadało jej to, kim była – a więc kobietą, dodatkiem do mężczyzny i matką jego dzieci.
Tego dnia była ubrana w ciemnoniebieską suknię i granatowy płaszcz podszyty futerkiem. Długie do ziemi okrycie było dopasowane w talii, podkreślając jej smukłość; dziewczątko jeszcze nie wiedziało, że znowu nosi w sobie nowe życie i na ten moment nie było po niej niczego widać, choć w niektóre dni doskwierała jej słabość. Swoją smukłość i filigranowość Cressie zawdzięczała niewątpliwie dobrym genom oraz częstym konnym przejażdżkom; gdy tylko pozwalała na to pogoda regularnie dosiadała swojej aetonanki, dbając o to, by jej umiejętności rozwijane w panieńskim domu oraz w szkolnym kółku jeździeckim nie zanikły. Trudno było uwierzyć, że niecałe dwa lata temu powiła bliźnięta.
Gdy doprowadzono ją do lady Rowle zerknęła na nią z ciekawością, choć nie nachalnie. Była onieśmielona, ale bardzo ciekawa kim była ta dama pochodząca z tak surowego rodu. Niewątpliwie była piękna i elegancka, ale Cressie miała wrażenie, że różniła się od większości wiotkich, płytkich damulek spotykanych na salonach, i że w jej przypadku raczej nie czekały jej pogawędki o sukniach i błyskotkach. Może to i lepiej.
- Lady Rowle – odpowiedziała grzecznie na jej powitanie i podała jej swoje drobne dłonie okryte materiałem rękawiczek dopasowanych kolorystycznie do reszty elementów garderoby. – Mi również bardzo miło gościć na waszych ziemiach, tak dawno nie miałam okazji tu być. – Ostatni raz była tu jeszcze jako lady Flint, kiedy towarzyszyła swemu panu ojcu oraz bratu. Było to dość dawno temu. Po ślubie raczej tu nie bywała, Fawleyów nie łączyły z Rowle’ami zażyłe stosunki, ale nie byli też wrogami, dlatego jej obecność tutaj nie była niczym zdrożnym. – Chętnie napiję się herbaty, dziękuję. To miłe, że zechciała mi lady towarzyszyć, kiedy nasi mężczyźni oddają się swoim męskim sprawom. Przyznam szczerze, że nigdy nie przepadałam za widokiem polowań i zdecydowanie wolę wizytę w teatrze, a w tym konkretnym nigdy nie byłam, tak jak i nie byłam w tym mieście. Myślę, że Makbet będzie odpowiedni. – Kiedyś przed laty już miała okazję widzieć spektakl na podstawie tej sztuki, ale chętnie zobaczy inną jej interpretację, w wykonaniu innych artystów. Każdy twórca miał przecież odmienną wizję i mógł wnieść coś świeżego nawet do dzieła, które istniało ładnych parę wieków i doczekało się wielu różnych odsłon na rozmaitych scenach. A Cressida, jako artystyczna dusza, wraz z mężem regularnie gdzieś się wybierali, najczęściej do galerii sztuki, ale teatry i opery również bywały przez nich odwiedzane.
Przysiadła we wskazanym miejscu, przygładzając materiał sukni; płaszcz zdjęła już wcześniej i pozwoliła, by odniesiono go do szatni. Nieśmiałość sprawiała, że na dłuższy moment utkwiła spojrzenie właśnie w swoich splecionych dłoniach, ale mówiąc starała się nie jąkać. Zależało jej na tym, by pokazać się przed bardziej doświadczoną życiowo damą z dobrej strony.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Warrington [odnośnik]15.10.21 12:01
Z zadowoleniem spostrzegła podążającą w swym kierunku sylwetkę znajomą z obrazów tańczących w pamięci; tak smukła i delikatna, z okiem dużym, sarnim, o barwie szmaragdowej niczym mech pokrywający leśną ściółkę. Zmierzała do Catriony krokiem lekkim i pełnym gracji, tego odmówić dziewczęciu nie sposób, lecz zmysły ostrzegały o tym, że gdzieś w owych ruchach kryła się niepewność. Czyżby onieśmielało ją spotkanie z nieznaną dotychczas damą?
- Ostatni raz przybyłaś do Cheshire jako niezamężna panna, czyż nie? Wiele od tamtego czasu na naszych ziemiach uległo zmianie, choć lasy stoją tak chlubnie i trwale jak stały od wieków - odparła spokojnie Catriona, swoją prezencją niezapraszająca do myśli młodszej kobiety strachu, lecz starsza była, a to zaszczepiało weń doświadczenie prowokujące nienaruszalny wręcz stoicyzm. Wieści z przeszłości dotarły doń natomiast od ciotek, które w tamtych dniach miały okazję z lady Flint spędzić czas, wspomniawszy niewinność oraz wrażliwą naturę, jaką łatwo było drasnąć nieuważnie przykrym komentarzem. Do tego spotkania Rowle przygotowana była wzorowo, pragnąc Cressidzie czas w Warrington umilić nie tylko kulturalną rozrywką, ale i rozmową, która w kontaktach była elementem tak ważnym. Tak kluczowym. Za jej pomocą Catriona dotrzeć mogła do serca swej towarzyszki, ale i przede wszystkim do umysłu, gdzie z nadzieją doszukiwała się kobiecej mądrości. Jako żona i matka lady Fawley opinię miała nieposzlakowaną, a to znaczyło, że wiodło ją przez życie rozumienie swej pozycji, tak ostatnio stojące w kontraście do burzliwych lady chcących konwenanse i tradycje powalić na kolana.
W pół kroku zatrzymał się kelner, kiedy to Rowle skinęła na swoją służkę, bez słowa tresowane dziewczątko posyłając w jego kierunku, by zajęła się zamówieniem. Herbata oraz wino, by z tradycji już stała się zadość; mężczyzna skinął głową w zrozumieniu i oddalił się czym prędzej, co by damy czekać nie musiały w zimnie, o suchych ustach i spragnionych gardłach.
- Byłam ciebie ciekawa, lady Fawley - wyjawiła, choć czy było to prawdą, czy jedynie kłamliwą grzecznością - pozostało jej tajemnicą, skrytą za słowem niezdradzającym jednakże ni grama fałszu. Sama Catriona wiedziała, że w rzeczywistości tak właśnie było, że to także, oprócz powierzonego jej obowiązku, przyświecało jej w wystosowaniu zaproszenia do kobiety o rdzawych włosach i piegowatych policzkach - nadzieja, że być może odnajdzie kolejną mądrą kompankę w morzu głupiutkich dzierlatek. - Mierzi cię widok zwierzyny? A jednak zdobycz to z dłoni pana męża, powód do dumy, nawet jeśli oczom jest niemiły - teraz dopiero zaoferowała Cressidzie cień uśmiechu, kiedy to kąciki ust sięgnęły nieco wyżej, lecz myśli wzdrygnęły się naturalnie przed awersją do polowań. Jej samej nie było to obce, ni łowy i ich pokłosie, ni widok juchy rozlanej dokoła. Jej własne dłonie splamione były klątwą. Dotykały ludzkich szczątków, by te ułożyć w kociołku i przerodzić w przekleństwo tak straszne, tak okrutne, że mówić o nim głośno było strach. I pozostawało to tajemnicą, bowiem nie miała cienia wątpliwości, że młoda szlachcianka struchlałaby obok, dowiedziawszy się o plugastwach, jakie Catriona samotnie uprawiała w nocnej ciemności komnat rozganianej wyłącznie blaskiem świec. - Szczęśliwie jednak możemy dziś oddać się sztuce, nie temu, co nas onieśmiela. Słyszałam, że to bliskie ci nastroje: jesteś malarką. Zdradzisz mi czemu poświęcasz swoje dzieła? - spytała, spojrzeniem uważnym obdarzając swą rozmówczynię. Catrionie wszelkie artystyczne talenty były obce, zaś o samym malarstwie wiedziała niewiele, znając ledwie podstawy, których winno nie braknąć jej podczas odwiedzin galerii. Często zaś zaglądała do oper i teatrów właśnie, by sztukę widzieć żywą, nasączoną emocją, nie jedynie przelaną na zimne płótno, któremu w jej mniemaniu brak było intrygującej intencji. Już byle konny wyścig był dla niej bardziej intrygujący.
Rozmowę niebawem urozmaicił aromat napitków zaoferowanych przez eleganckiego kelnera, który na stoliczku przed Cressidą postawił porcelanową filiżankę wypełnioną herbatą, przed Rowle natomiast kieliszek z winem, po który kobieta sięgnęła powoli, kiedy ten oddalił się, zwróciwszy im prywatność. - Jak zima zastała Cumberland, lady? Czy i wy jesteście tak zainspirowani wspólnym zrzuceniem kajdan? - podjęła statecznie, po czym przechyliła lekko kielich, sącząc zeń niewielki łyk szkarłatnego trunku, który przyjemnie otulił zmysły chłodem wędrującym w dół przełyku. W Cheshire mugolskie istnienia rozmywały się w krwi, czy i tym samym poszczycić mógł się ród Fawley?


something borrowed
must be returned, flowers in bloom will wither, my dream began with your glance. for whom did i look beautiful then? for whom do i sigh today? i do not wish to waste what you have given me, so i will go all the way, all for fate.
Catriona Rowle
Zawód : jejmość ziem Cheshire
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
her chest filled with diamonds and gold.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 17
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10485-catriona-rowle#317948 https://www.morsmordre.net/t10663-naudhiz#323255 https://www.morsmordre.net/t10666-lady-cheshire#323270 https://www.morsmordre.net/f361-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t10664-skrytka-nr-2320#323256 https://www.morsmordre.net/t10665-catriona-rowle#323257
Re: Warrington [odnośnik]16.10.21 13:00
Cressida nigdy nie należała do pewnych siebie, na co ogromny wpływ miało jej dorastanie. Przyszła na świat jako najmłodsza z rodzeństwa, od pierwszych chwil życia stojąc w cieniu starszego brata i siostry. Pan ojciec najwięcej czasu i uwagi poświęcał starszej dwójce, zwłaszcza swemu pierworodnemu, zaś Cressida zawsze czuła się mniej ważna i gorsza. Choć starała się udowodnić swą wartość, zawsze odnosiła wrażenie, że rodzeństwo robi wszystko lepiej od niej. W jej młodziutkim serduszku zrodziły się kompleksy, których nie potrafiła się wyzbyć nawet w dorosłości. Od siostry i brata była lepsza tylko w malarstwie, ale to nie obchodziło jej zupełnie niewrażliwego na sztukę ojca. Poza tym zawsze była dziewczątkiem bardzo wrażliwym, delikatnym i nieśmiałym, poznawanie nowych ludzi było dla niej stresujące, choć i tak radziła sobie lepiej niż kiedyś. Przez ponad dwa lata małżeństwa jej mąż poczynił wiele starań, żeby ją ośmielić; wielokrotnie zabierał ją w różne miejsca i przedstawiał ją różnym ludziom, dbał o to, by wyciągać ją z ochronnej skorupki i próbował przydać jej pewności siebie. Za młodu nawykła do bycia deprecjonowaną i umniejszaną, dla pana ojca zawsze była niewystarczająca, więc w małżeństwie dziwnym i początkowo podejrzanym było dla niej to, że ktoś uważa ją za wartościową.
Ale tak czy inaczej, łatwiej było poznawać nowych ludzi na salonach wychylając się nieśmiało zza ramienia męża, ale czasami musiała radzić sobie sama. Dobrze, że miała do czynienia z kobietą, więc powinna jakoś sobie poradzić. Przynajmniej się starała, żeby nie zapomnieć języka w buzi i podtrzymywać konwersację. Początki znajomości zawsze były, są i będą najtrudniejsze.
- To prawda, byłam tu po raz ostatni jeszcze jako panna. Mój pan ojciec starał się pielęgnować dobre stosunki z waszym rodem – odparła już po powitaniu z piękną damą. Starszą, bardziej doświadczoną; Cressida ceniła możliwość rozmowy z takimi osobami, bo od starszych zawsze można było się czegoś nauczyć. Lgnęła do towarzystwa dam, które godnie wypełniały swoje obowiązki, stroniła zaś od buntowniczek, które na siłę próbowały łamać konwenanse. Cressida została wychowana w duchu tradycji, akceptowała swoją rolę w świecie i nigdy nie próbowała się wyłamywać. Nie rozumiała dziewcząt, którym w głowie były niedorzeczne miłostki ponad podziałami czy poszukiwanie wydumanej niezależności. Nigdy nie skalała delikatnych dłoni prawdziwą pracą. Wychowano ją do roli żony i matki, i te role były dla niej najważniejsze. Z tego co wiedziała, lady Rowle także była żoną i matką, oddaną córą swego rodu.
W oczekiwaniu na spektakl mogły uraczyć się napojami i porozmawiać, przełamać pierwsze lody w dopiero rozpoczynającej się znajomości. A Cressie jeszcze nie do końca wiedziała, jak się poruszać po nowym dla niej gruncie, nie była pewna, co powinna mówić, żeby nie zrazić do siebie rozmówczyni na starcie, bo wiedziała o niej zbyt niewiele.
- Po prostu… nigdy nie lubiłam patrzeć na cierpienie zwierząt – odpowiedziała na zadane pytanie, bo i tak nie potrafiła dobrze kłamać. Poza tym to przecież było tak normalne dla większości delikatnych dam, niechęć do krwi i wręcz omdlewanie na jej widok. To co powiedziała nie powinno więc być szokujące ani odosobnione. Nie zdradziła jednak, co dokładnie za tym stało, nie chwaliła się swoją zwierzęcoustością wszem i wobec, więc na salonach niewielu wiedziało o jej odmienności. – Ale rozumiem ważność tej tradycji w świecie mężczyzn i nie neguję tego, że mąż mój postanowił dziś wziąć w niej udział. – William też nie był wielkim fanem polowań, ale pozostawał mężczyzną i wiedział, że jeśli chce być poważany przez innych mężczyzn, zwłaszcza przez rodzinę Cressidy, nie mógł skupiać się wyłącznie na świecie sztuki. Sabaty i wydarzenia artystyczne to nie wszystko, świat mężczyzn się na nich nie kończył. A dzisiejszego dnia na polowanie na ziemiach Rowle’ów miał przybyć również brat dziewczątka, co stanowiło dla niego niewątpliwie dodatkową motywację do uczestnictwa. Mężczyźni z rodu Flint zawsze chętnie kultywowali tradycje przodków, a polowania do nich należały.
Gdyby wiedziała o tym, czym zajmowała się Catriona w zaciszu swych komnat, z pewnością bardzo by się przeraziła. Była w końcu dziewczęciem bardzo delikatnym, stroniącym od wszystkiego co plugawe.
- Rzeczywiście w czasie wolnym od obowiązków żony i matki oddaję się memu malarskiemu hobby – rzekła, nieco bezwiednie bawiąc się brzegiem materiału rękawa. – Najchętniej maluję pejzaże oraz motywy roślinne, ale zdarza się malować i portrety, zwykle na zamówienie krewnych i przyjaciół. – Nie chodziła na wyrobki do przypadkowych ludzi, a już tym bardziej niżej urodzonych, ale dla bliskich osób zawsze tworzyła chętnie. Niegdyś też, nim została matką, kilka razy użyczyła obrazy na wernisaże, ale w ostatnich miesiącach nie miała okazji tego robić, tym bardziej, że kariera nie była dla niej. – A czym lady lubi się zajmować w czasie, kiedy nie oddaje się swoim obowiązkom? – zapytała z ciekawością, zastanawiając się, czy towarzysząca jej dama również interesowała się jakimś rodzajem sztuki lub innym hobby. Nie wyglądała jej na kogoś, kto całymi dniami wylegiwał się na poduszkach lub oddawał ploteczkom towarzyskim. Poza tym taka rozmowa o zainteresowaniach była dobrą okazją do dowiedzenia się o sobie nawzajem czegoś więcej.
Napiła się przyniesionej jej herbaty, która przyjemnie rozgrzewała po podróży. Styczeń nie należał do ciepłych miesięcy, więc zawsze dobrze było się ogrzać, a do spektaklu pozostało jeszcze trochę czasu.
- Zima przyniosła na nasze ziemie dużo śniegu i chłodu, ale krajobraz wygląda pięknie – odezwała się, nie dostrzegając drugiego dna w pytaniu kobiety. Zresztą w swej niewinności Cressie pozostawała nieświadoma wielu spraw, bo mężczyźni dla jej własnego dobra wiele rzeczy przed nią zatajali, i tak naprawdę nie znała faktycznego oblicza wojny, która póki co wydawała jej się czymś odległym, nie dotykającym jej bezpośrednio poza tym, że opuszczając dwór musiała być bardziej ostrożna, a posiłki były mniej wystawne niż kiedyś, bo trudniej było o niektóre produkty. – Przez to jednak, że jest zimno i trudniej o żywność, niektórym czarodziejom na naszych ziemiach zajrzało w oczy widmo głodu, więc końcem grudnia zorganizowaliśmy w Kumbrii akcję zbiórki żywności, do czego zainspirowała mnie działalność mojej kuzynki, lady Aquili Black. – Aquila działała jednak w Londynie i na ziemiach swego rodu, a Cressie postanowiła zaangażować się w pomoc czarodziejom Kumbrii, którzy ucierpieli wskutek działań buntowników. Jako damom nie wypadało im brudzić sobie rąk pracą, ale nadal mogły inspirować i dawać dobry przykład, a przy tym dbać o morale mieszkańców swoich ziem. Czarodzieje Kumbrii musieli przecież wiedzieć o tym, że Fawleyowie o nich pamiętali i o nich dbali, i że nie zostawili ich samych na pastwę strasznych, rozpasanych mugoli.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Warrington [odnośnik]17.10.21 2:53
Odpowiedź Catriona przyjęła ze stoickim kiwnięciem, bo i nad czym nie było się rozwodzić. Biada głupcom, którzy odnajdywali wroga w rodzie Rowle, zaś ojciec Cressidy, lord Flint, mądry był na tyle, by doceniać odpowiednie kontakty, które przynieść mu mogły korzyści. Wzajemny szacunek rzadko kiedy okazywał się nieopłacalny.
- Cierpienie? - powtórzyła po niej powoli. - Zdolny myśliwy jest w stanie ubić zwierzynę jednym celnym strzałem z kuszy, lady. Cierpienie płynie wyłącznie z mierności - ale i tacy panowie nawiedzali czasem Delamere, sowicie wypełnioną sakwę pozostawiając na rękach jej męża po to chyba, by przez moment poczuć się niczym drapieżnicy. Prawdziwi mężczyźni. A umiejętności ich pozostawiały tak wiele do życzenia. Nie raz i nie dwa wsłuchiwała się w tembry niosących takie informacje głosów, lecz brak w niej było współczucia względem jegomościów niedomagających podczas łowów. Ich było to winą, że o własne talenta nie potrafili zadbać. Do polowań należało mieć naturalną smykałkę, to fakt, sporą też rolę odgrywał jednak czas zainwestowany w ćwiczenia, a tym, którzy raz na rok czy i rzadziej zjeżdżali do ich lasów, nie mogło być go aż tak brak. Wypachniony drogą perfumą lord oczekiwał przyklasków, odziany w nowiutką łowną szatę bawidamek spoglądał w kierunku dam okazyjnie towarzyszących podczas myśliwskich wypraw; prawdziwi jedynie wiedzieli, że w szorstkiej skórze i wciąż ciepłej krwi kryło się rzeczywiste piękno tego obrządku. - Sądzisz, że zwierzęta pokrewne są ludziom, że ich krzywda wzbudza w tobie awersję? - pytała dalej, z uwagą wpatrzona w Cressidę. Co do tego miała słuszność - nie stała ona w pozycji do negowania decyzji swego pana męża, tak jak i Catriona nigdy nie poddałaby w wątpliwość wyboru Alberta, a mimo to pobłażanie leśnej faunie okazało się dlań zaskoczeniem. Z czego to wynikało? Z faktu, że istoty te były bezrozumne, pozbawione głosu? Potrafiły wszakże bronić się same, tego dowiódł niedźwiedź, który na lordzie Rowle tamtego dnia dokonał zbezczeszczenia. - Stoi to w pewnej sprzeczności z moją wiedzą odnośnie flintowskiego wychowania - przyznała za moment, dwa palce przykładając do swego podbródka, by i wyżej, aż do sufitu, sięgnąć spojrzeniem. Ogarnęła Catrionę kontemplacja, bowiem nic nie wskazywało na to, by skojarzenia okazały się fałszywe. Skąd więc u Cressidy owa delikatność? Nieuzasadniona dobroć względem dzikiej fauny, szczególnie tej niemagicznej? Była tego szczerze ciekawa.
Pejzaże oraz motywy roślinne, tym z kolei kobieta wpisała się w dewizę rodu, którego schedę niosła teraz w swym łonie, z jakiego ofiarowywała mu synów, toteż Rowle powróciła do niej wzrokiem i kiwnęła raz jeszcze, słowa jej przyjmując z uprzejmością, nawet jeśli od środka ogarniała ją absolutna beznamiętność. Daleko jej było do darzenia miłością takiej tematyki. Czemu kwiat miała oglądać na płótnie, skoro widziała go także przed sobą w majestatycznym ogrodzie? Zamrożony w farbach i wprawionych ruchach nie zyskiwał dla niej nieśmiertelności, a tracił finezyjność istnienia, które w każdym momencie mogło dobiec końca. Danse macabre, igraszki ze śmiercią - to chciała oglądać. Ale profilaktycznie zaklęła ten komentarz w ciszy, swój ogląd na sztukę zatrzymując za prywatną fasadą.  
- Potrafisz, lady, uchwycić ludzką esencję w swoich dziełach? - podjęła za to, zmrużywszy nieznacznie oczy. Dotychczas potretowało ją wyłącznie grono najznamienitszych malarzy, a kto wie - może pewnego dnia zaprzyjaźnią się na tyle, by i jej Cressida zechciała użyczyć swego talentu? - Śmiałe założenie, że bywają takie chwile - skwitowała Catriona z uśmiechem nieco zbyt ostrawym, by uznać go za ledwie kurtuazyjny; wskazywał wyłącznie na rozbawienie, które ukłuło ją od środka. Wszelka chwila jej dnia poświęcona była zadaniom przyświecającym jej jako żonie, damie czy świadomej własnych potrzeb kobiecie, wszystko to bowiem łączyło się w nierozerwalną jedność, tworząc z niej Catrionę. Catrionę, której każdy gest, każde działanie i każde słowo składało się właśnie na obowiązek. - Korzystając z zimowej pory staram się poświęcać przede wszystkim odświeżaniu wiedzy z astronomii i konstelacji, które teraz widać najlepiej, lady Cressido. Zdążyłam zapomnieć jak silny wpływ ma Orion na tworzenie wywarów nasennych, a jak Cassiopeia jest zdolna mącić antidota - widoczny na ustach uśmiech skrył się wówczas za czarą wypełnioną winem, z której Rowle upiła łyk, by zaprezentować się już na powrót spokojnie, niczym posąg wykuty z zimnego marmuru. - Jako córa Flintów zapewne także miałaś do czynienia z obserwacją nieba - stwierdziła bardziej niźli zapytała, pamiętając, że rodowi temu przyjaźnią odpowiadały centaury. Następne słowa młodej kobiety wyraźnie przykuły uwagę; nieobca była szlachciance działalność charytatywna lady Black, co do której żywiła sympatię, ale do Cheshire nie doszedł słuch o zbiórce w Cumberland. Może to i dobrze? Patrząc po tym, jak tragiczne wydarzenia nadszarpnęły organizowanym przez trójkę dam wydarzeniem, brak rozgłosu wydawał się wręcz zbawieniem; Catriona zaś od zawsze wiedziała, że przesadna dobroć wystosowana do pospólstwa dawała jedynie pretekst do agresywnego roszczenia sobie praw o więcej i więcej. - Mam nadzieję, że z mniej turbulentnym skutkiem? - dopytała zatem, ni to złakniona nowej ekscytującej plotki, ni szczerze wierząca w to, że lady tak delikatna jak Cressida o wiele gorzej mogłaby znieść nagły bunt pospólstwa niż londyńskie działaczki.


something borrowed
must be returned, flowers in bloom will wither, my dream began with your glance. for whom did i look beautiful then? for whom do i sigh today? i do not wish to waste what you have given me, so i will go all the way, all for fate.
Catriona Rowle
Zawód : jejmość ziem Cheshire
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
her chest filled with diamonds and gold.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 17
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10485-catriona-rowle#317948 https://www.morsmordre.net/t10663-naudhiz#323255 https://www.morsmordre.net/t10666-lady-cheshire#323270 https://www.morsmordre.net/f361-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t10664-skrytka-nr-2320#323256 https://www.morsmordre.net/t10665-catriona-rowle#323257
Re: Warrington [odnośnik]18.10.21 12:58
Ojciec dziewczątka może i nie był salonowym lwem, ale był mężczyzną rozważnym i doceniającym odpowiednie kontakty, a także bezgranicznie oddanym swemu rodowi i dbającym o jego dobro. Zawsze dobrze żył z sojusznikami Flintów, więc i Cressida okazywała szacunek członkom tych rodów, również po swoim ślubie. Mogła zmienić nazwisko i miejsce zamieszkania, ale z krwi wciąż pozostawała Flintem i nie zapomniała o wyniesionych z domu wartościach. Ale była jedna rzecz, w której odstawała od swego panieńskiego rodu: polowania. Choć jej pan ojciec był w tym fachu bardzo biegły, tak Cressida przez wzgląd na swoją kobiecą wrażliwość zawsze stroniła od tej jednej rodowej tradycji. Bo nawet jeśli zwierzęta zwykle ginęły szybko, to przerażający był dla niej sam fakt, że w ogóle musiały ginąć, i to często po prostu dla sportu. Ale mogła odnieść wrażenie, że lady Rowle była ulepiona z twardszej gliny, i nie podzielała jej poglądów na ten temat, na co pewnie miało wpływ surowe wychowanie Rowle’ów. Cressida speszyła się, a jej jasne policzki zaczęły się lekko czerwienić pod piegami.
- O-oczywiście – przytaknęła nieśmiało, a jej dłonie zaczęły bawić się brzegiem materiału nieco bardziej nerwowo. – Mój pan ojciec oraz inni mężczyźni z rodziny z pewnością dobrze wiedzieli, co robią. Ale ja i tak… nigdy nie lubiłam patrzeć, jak zwierzęta umierają. Nie lubię… widoku krwi – wyjaśniła odrobinę niepewnie, nie zdradzając całej prawdy, bo przecież to nie tylko o krew i umieranie chodziło. Najbardziej przejmowało ją cierpienie ptaków, gdyż rozumiała ich mowę i wiele razy słyszała ich przerażone krzyki, które mroziły jej krew w żyłach. Poza tym wiele leśnych ptaków Charnwood było w czasach dzieciństwa jej przyjaciółmi, podczas wizyt w lesie odnajdowały ją i potrafiła rozmawiać z nimi godzinami. Bardzo często można było ujrzeć Cressidę z jednym z ptasich przyjaciół siedzących na ramieniu, miała wobec nich wiele ciepła, łagodności i dobroci. O jej umiejętnościach wiedzieli głównie krewni i przyjaciele, ale i ludzie, którzy nie mieli pojęcia o jej odmienności, zawsze byli zaskoczeni tym, jak ufnie ptaki podchodziły do Cressidy. Jej pan ojciec tego nie rozumiał; sam nie posiadał takich zdolności ani podobnych słabości i sentymentów. Ale Cressida, obcując z ptakami od tak dawna i znając ich język, widziała w nich coś więcej niż tylko zwierzęta, a i rodowe wychowanie Flintów uczyło szacunku do istot żywych i respektu wobec tego, co żyło w lesie. Ale kiedy Catriona wspomniała o sprzeczności z flintowskim wychowaniem, Cressida zarumieniła się mocniej i wstydliwie spuściła wzrok. Zawsze przecież starała się jak najlepiej wpisać w rodowe ramy, ale nie była doskonała. Była zbyt miękka i wrażliwa nawet jak na kobietę. Wybrakowana. I te niby niewinne słowa świeżo poznanej damy sprawiły, że kompleksy uderzyły w Cressidę z całą mocą, przypominając jej, że mimo swoich starań oraz wielkiego oddania rodowi pochodzenia zawsze w jakiś sposób odstawała. Przynosiła panu ojcu rozczarowanie, a tak bardzo chciała, żeby był z niej dumny. Ale Leander Flint nigdy nie był wylewny i rzadko okazywał emocje, co zasiewało w niej jeszcze większy mętlik i nigdy nie wiedziała, czy zrobiła już dość, by zasłużyć na aprobatę, i starała się robić jeszcze więcej.
- Ród i jego zasady zawsze były dla mnie bardzo ważne – zapewniła starannie, gdyż przerażała ją myśl, że ktoś mógłby uznać, że należała do odstępców. W ich świecie nie brakowało takich, którzy za nic mieli swoje rody i mniej lub bardziej jawnie deptali wszelkie świętości, a Cressie nigdy, przenigdy nie chciałaby być stawiana z nimi w jednym szeregu. Nauczono ją niechęci i pogardy do zdrajców, wierzyła w to, że dla szlachetnie urodzonych istniała tylko jedna droga - ta zgodna z rodowymi zasadami i powinnościami. Może i była miękka, wrażliwa i nie lubiła polowań, ale pielęgnowała wszelkie inne tradycje i obyczaje. W młodym wieku przyjęła też oświadczyny i wyszła za mąż, gotowa podjąć się najważniejszej kobiecej roli. Nawet pan ojciec zrzucał jej słabości właśnie na karb płci, i dlatego koniec końców przebaczał jej pewne niedoskonałości, które nie uszłyby jej, gdyby była chłopcem. Gdyby jej brat przejawiał podobną miękkość i wrażliwość, pewnie nie raz dostałby w skórę, ale Cressidy pan ojciec nigdy nie uderzył. Potrafił wzbudzić respekt bez okazywania otwartego gniewu, wystarczyło jego spojrzenie i rozczarowanie w głosie, by natychmiast zasiać w dziewczątku przekonanie, że zrobiła coś nie tak.
Choć pasja do malarstwa zaczęła się u niej na długo przed tym, nim w ogóle jeden z Fawleyów wsunął jej na palec pierścionek, niewątpliwie swą fascynacją i talentem dobrze wpisywała się w nowy ród. W którym, dla odmiany, miękkość i wrażliwość nie uchodziły za wadę. Po ślubie starała się łączyć w sobie stare i nowe, wciąż dbała o relacje z panieńskim rodem oraz o swoje pasje wyniesione z tamtych czasów, ale próbowała i dostosować się do nowej rodziny. Łączyła to też w swoim malarstwie, chętnie uwieczniając na płótnach krajobrazy i roślinność, tak bliską sercu każdego Flinta. Lady Rowle, która z tego co było jej wiadomo, poślubiła mężczyznę z tego samego rodu i nie zmieniła przynależności, miała pod tym względem łatwiej, że nie spotkało ją tego rodzaju przejście i zmiana, ale Cressida zmuszona była opuścić rodzinny dom i przyjąć inne nazwisko.
- Staram się, a z jakim skutkiem, to już muszą ocenić osoby, które widzą moje obrazy – rzekła; była utalentowaną malarką, doskonalącą się latami w artystycznych murach Beauxbatons, które wyszlifowały jej wrodzony talent, a po ślubie przeszła pod opiekę Fawleyów, którzy dbali o to, by była jeszcze lepsza, nawet jeśli nigdy nie miała stać się sławną artystką, bo jej rola w świecie, jako kobiety, była inna. Niemniej jednak własne prace oceniać było trudno, jak większość twórców zawsze po pewnym czasie dopatrywała się w nich mankamentów.
Wysłuchała z ciekawością odpowiedzi Catriony, ciekawa jej hobby, bo to mogło wiele powiedzieć o jej samej.
- Więc zna się lady na subtelnej sztuce alchemii? – zapytała; astronomia często była wykorzystywana właśnie przy tworzeniu mikstur. – Naturalnie zapoznano mnie z podstawami astronomii w rodzinnym domu, ale sama ostatni raz warzyłam eliksiry jeszcze w murach szkoły. Niemniej jednak patrząc na nocne niebo wciąż potrafię rozpoznać konstelacje. – Nawet jej własne imiona miały związek z astronomią, co może nieco trąciło tradycjami Blacków, ale i innym rodom zdarzało się przecież czasem poszukiwać inspiracji na nocnym niebie. Tym sposobem rudowłose dziewczątko zostało Cressidą Lyrą.
- U nas w Cumberland wszystko przebiegało spokojnie, może dlatego, że sama akcja przeprowadzona była na o wiele mniejszą skalę, w końcu nasze tereny nie są tak gęsto zaludnione jak Londyn. Najpierw nasza służba zebrała informacje na temat potrzebujących magicznych rodzin, a później mogliśmy udać się z pomocą bezpośrednio do nich, nie wystawiając się na zakusy niewdzięcznej promugolskiej tłuszczy – wyjaśniła; mogła być naprawdę wdzięczna swemu mężowi i jego krewnym, że tak to zorganizowali. Bo sama Cressida była jedynie twarzą przedsięwzięcia, mającą wzbudzać w ludności zaufanie swym niewinnym urokiem osobistym, a jako zahukana, niepewna siebie osóbka nie posiadała talentów organizatorskich Aquili. Ale i jej uszu dobiegły wieści, że w Londynie nie wszystko potoczyło się bez komplikacji, choć nie znała szczegółów, gdyż jeszcze nie miała sposobności porozmawiać z kuzynką osobiście. A plotki były plotkami i nie wiadomo, ile było w nich prawdy; tak czy inaczej martwiło ją to i niepokoiło, że ludność Londynu mogła okazać się tak niewdzięczna w obliczu dobroci, którą okazała im Aquila. – Czy w Cheshire również planujecie podobne przedsięwzięcie? – spytała z ciekawością.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Warrington [odnośnik]23.10.21 1:04
Nerwowość Cressidy nie uszła uwadze Catriony, która, choć nie tak spostrzegawcza być może jak skrupulatniejsze od niej kobiety, zarejestrowała ten fakt z pewnym rozczarowaniem. Pod którym to kamieniem uchował się kwiat tak drżący, tak wrażliwy jak jej rdzawowłosa towarzyszka? Czyżby Charnwood, a potem i Ambleside miały w swych murach tolerancję dla podobnych słabostek? Doprawdy ciekawą było to myślą, jednak Rowle ni śniła konfrontować z nią swego dzisiejszego gościa. Jako gospodyni musiała lawirować między cienką granicą ostrości swego charakteru a życzliwością wynikającą z powziętej przez niej roli; wszakże Fawleyówna miała wspominać to spotkanie w miarę możliwości pomyślnie, toteż nie w intencji arystokratki było wrażenie to tworzyć gorzkim.
- A zatem porody musiały być dla ciebie traumatyczne - zauważyła, uprzejmym spojrzeniem obdarzając rozmówczynię, by później gardło zwilżyć smakiem czerwonego wina. Problemy z dostawami żywności dotykały całej Wielkej Brytanii, nie uchroniło się przed nimi również Cheshire, jednak Catriona osobiście dbała o to, by w placówkach podobnych teatrowi nie brakło dobrej jakości produktów - z czysto egoistycznych pobudek. Skoro uczęszczała tu ona sama, decydowała troszczyć się w pierwszej kolejności o własne podniebienie. - Czy to nie kapryśne ze strony losu? Mężczyzn tłumnie sprasza las na łowy, kraj na wojny, lecz to nam przeznaczone jest wypluwać z siebie tak wiele krwi przy próbach ofiarowania im potomków - głos jej stał się jakby odleglejszy, kiedy to myśli ściągnęły Rowle w swe objęcia. Nie każdy połóg miał szczęśliwe zakończenie, wszystko jednak sprowadzało się do gorącej posoki, jaką wydalało ciało, by przesądzić o przeznaczeniu oczekującej w trwodze damy. Żyje, nie żyje? Zdrowe czy słabowite? Dziewczynka to czy chłopiec? Tak wiele zależało od przychylności niewidzialnych mocy, od błogosławieństwa przodków, czasem zaś kobiecie najbardziej ich głosów potrzebującej ofiarowywali jedynie ciszę. - Choć może to i odpowiednie - dodała po chwili, na usta znów przywołując blady uśmiech, który zaproponowała Cressidzie. Było mu brak młodzieńczej energii, lecz posiadał w sobie niewymuszony magnetyzm, który zdolny był skraść niejedno spojrzenie. - Przychodzą na świat we krwi i w niej z niego odchodzą - lekkim ruchem nadgarstka obleczonego mankietem rękawa zakołysała czerwień znajdującą się w kieliszku, by następnie dopić ją w dwóch kolejnych łykach. Niedużych, niespiesznych, zawsze eleganckich i wyważonych, co by nie przyrównywać samej siebie do byle hołoty kręcącej się po londyńskich portach.
Catriona cichymi kiwnięciami skwitowała temat hołdowania rodowym zasadom, jak i kwestię obrazów malowanych przez kobietę. Jej samej wiedzy o malarstwie było żałośnie brak, z kolei ciągnąć towarzyszkę za język - cóż, byłoby zwyczajnym nietaktem. Dopiero alchemia wydawała się rozruszać języki; blondwłosa arystokratka obróciła się nieznacznie na swym miejscu, by lepiej przyjrzeć się Fawleyównie, podczas gdy kącik ust znów uniósł się lekko ku górze.
- Owszem - odparła, odłożywszy szklaną czarę na znajdujący się nieopodal stół. Nie było potrzeby skinąć ponownie na kelnera; spektakl niebawem winien się zacząć, a ona nie chciała być zmuszoną w pośpiechu dopijać kolejnej porcji trunku. - Posiada lady swoją ulubioną? - szczególnie w ostatnim czasie na temat astronomii mogła rozmawiać długimi godzinami, kiedy to umysł powracał do dawnych zagadnień i badał je z o wiele dojrzalszą ciekawością. I o ile zazwyczaj podobne pytanie - o ulubioną konstelację, och, brzmiało to niemal niepoważnie - uznałaby za infantylne, o tyle teraz nabierało ono dla Catriony zupełnie nieprzewidywalnego sensu. W towarzystwie uczonych dobierała najkorzystniejsze wzory nieba na narodziny swego syna, pewna, że nastąpi to niebawem, jeszcze w tym roku, toteż wyborów miała niewiele, a czasu coraz mniej.
Rowle zmrużyła nieco szare oczy na dźwięk wyjaśnień dotyczących akcji charytatywnej organizowanej w Kumbrii; cóż za ryzyko, jeśli zrozumiała słowa Cressidy w odpowiedni sposób. - Mam nadzieję, lady Fawley, że ty jedynie nadzorowałaś przedsięwzięcie z bezpieczeństwa komnat rodowej posiadłości. Biedota bywa nieprzewidywalna. Jedno szkaradne kłamstwo buntowników wypowiedziane do nieodpowiedniego ucha i tragedia byłaby gwarantowana - westchnęła z niesmakiem. Ach, ileż to lat minęło od dnia, kiedy ostatni raz uwierzyła w dobre serce klasy średniej, niższej i tej na granicy cywilizowanego istnienia. - Sytuacja z Londynu jest tego idealnym przykładem - dodała, sugestywnie unosząc ku górze jedną z brwi. Obdarte z naiwności Aquila, Primrose i Evandra niechybnie przyznałyby jej rację, a jeśli wciąż miały w swoich sercach resztki naiwności, w niepamięć odsyłając na moment sympatię - byłyby w mniemaniu Rowle chyba zwyczajnie głupie. - Pomoc w Cheshire to nie jednorazowa inicjatywa. Trwa cały czas, przeznaczona dla godnej magicznej społeczności. Ja jednak nie biorę w tym osobistego udziału - wyjaśniła pokrótce, bo i z obcym nie wypadało rozprawiać na bardziej szczegółowe tematy hrabstwa należącego do jej rodziny, choć maskował to uprzejmy ton i spokój, jakim niezmiennie emanowała szlachcianka.


something borrowed
must be returned, flowers in bloom will wither, my dream began with your glance. for whom did i look beautiful then? for whom do i sigh today? i do not wish to waste what you have given me, so i will go all the way, all for fate.
Catriona Rowle
Zawód : jejmość ziem Cheshire
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
her chest filled with diamonds and gold.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 17
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10485-catriona-rowle#317948 https://www.morsmordre.net/t10663-naudhiz#323255 https://www.morsmordre.net/t10666-lady-cheshire#323270 https://www.morsmordre.net/f361-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t10664-skrytka-nr-2320#323256 https://www.morsmordre.net/t10665-catriona-rowle#323257
Re: Warrington [odnośnik]24.10.21 13:16
Cressida była słaba, miękka i wrażliwa od początku swego młodego żywota. Pan ojciec oczywiście próbował z niej to wyplenić, ale z marnym skutkiem i z czasem po prostu musiał pogodzić się z tym, że jego najmłodsze dziecko trafiło się jakieś wybrakowane. Czasem niewątpliwie żałował zgody na posłanie córek do Beauxbatons, które w jego opinii tylko utrwaliło w Cressidzie jej słabości i artystyczne ciągotki. Ale przynajmniej była bardzo podatna na konserwatywny chów w duchu patriarchalnych wartości, bo nigdy się nie buntowała i była urodzonym materiałem na szlachecką klacz rozpłodową. A Flintówny wszak do tego były stworzone! Nie zmieniało to jednak faktu, że miała bardzo kruchą konstrukcję psychiczną, była jak delikatny szklarniany kwiat, który szybko zginąłby po wyjęciu spod ochronnego klosza.
- Mam za sobą dopiero jeden poród, ale żywię nadzieję, że powiję memu mężowi więcej dzieci – powiedziała, wspominając przelotnie swój poród, mający miejsce prawie dwa lata temu. Za dwa miesiące miną dwa lata. Nie był to dla niej łatwy dzień, dziecko postanowiło pojawić się na świecie parę tygodni przed terminem, a podczas porodu okazało się, że było nie jedno, a dwoje, i oboje musiała wycisnąć ze swojego drobnego ciałka w zaciszu swych komnat pod czujnym okiem uzdrowiciela wezwanego naprędce przez jej męża. A kiedy wzięła je w ramiona cały ten wcześniejszy ból stracił na znaczeniu w obliczu największego szczęścia, jakim było urodzenie dwójki zdrowych dzieci. Przecież tak marzyła o tym, żeby być matką. I choć ciotki zawsze powtarzały Cressidzie, że ma zbyt wąskie biodra do rodzenia synów, udało jej się powić bliźnięta, chłopca i dziewczynkę. Może faktycznie tak było, że mężczyźni rodzili się we krwi i do niej ciągnęli, aczkolwiek każde z nich, bez względu na płeć, rodziło się w ten sam sposób. Dopiero wychowanie uzmysławiało im różnice. Jej dzieci też to niedługo spotka. Im starsze będą, tym więcej pojawi się różnic w ich wychowywaniu. – Dla szczęścia, jakim jest posiadanie dzieci, warto znieść te wszystkie nieprzyjemności, które niesie ze sobą poród. A lady ile ma dzieci? Ile mają teraz lat? – zapytała z życzliwą ciekawością, bo właściwie nie wiedziała, ile dzieci i w jakim wieku miała jej rozmówczyni, bo zakładała, że w tym wieku na pewno musiała już co najmniej jedno mieć. A jako matka była takich rzeczy ciekawa, choć nie miała świadomości trudnej historii swej dzisiejszej towarzyszki. Sama pragnęła mieć więcej dzieci, co najmniej piątkę. I choć porody przyjemne nie były marzyła o tym, żeby mieć gromadkę pociech, które godnie uświetnią sojusz rodów Fawley i Flint, i poniosą dalej ich dziedzictwo. Był to dla niej nie tylko obowiązek do spełnienia, ale i autentyczne pragnienie serca.
Uśmiechnęła się z rozmarzeniem na wyobrażenie sobie gromadki dzieci czepiających się połów jej sukni, po czym znowu napiła się herbaty. Była ciekawa, czy Catriona posiadała jakieś dzieci w wieku podobnym do Juliusa i Portii. Rozmawiając z różnymi damami starała się orientować, w końcu zależało jej na tym, że jak bliźnięta podrosną, to żeby miały towarzystwo rówieśników. Zwłaszcza że będą uczyć się w Beauxbatons, więc należało zawczasu zadbać o to, by poznały inne dzieci z dobrych rodów jeszcze przed wyruszeniem do szkoły i żeby nie były tak oderwane od relacji jak ona kiedyś. Jej wychowanie cechowało się sporą izolacją od zewnętrznego świata, i dzieciństwie nie miała zbyt wielu kontaktów poza rodziną oraz przyjaciółmi rodu i ich dziećmi. Potem uczyła się we Francji i po szkole zadebiutowała na salonach nie mając zbyt wielu przyjaciół, czego swoim dzieciom chciała oszczędzić. Oby pod względem towarzyskości były bardziej podobne do jej męża; William na salonach czuł się jak ryba w wodzie i łatwo nawiązywał kontakty.
- Na ten moment chyba nie – przyznała. – Dawno nie miałam sposobności, by przyjrzeć się niebu, ale zainspirowana naszą rozmową odnajdę swój stary szkolny teleskop i odszukam niegdyś lubiane konstelacje na nowo. – Zdecydowanie musiała to zrobić. Choćby po to, by przypomnieć sobie ojcowskie nauki w tym względzie, bo o ile z wiedzy na temat zielarstwa czy magicznych stworzeń korzystała o wiele częściej, tak astronomię zdecydowanie zaniedbała. – Jeśli chodzi o pasje wyniesione z panieńskiego domu, to mocniej niż astronomię ukochałam sobie zielarstwo. Wiele mi brakuje do wiedzy mego pana ojca, ale wciąż potrafię rozpoznać wiele gatunków, zwłaszcza po tym, jak zilustrowałam tyle ojcowskich zielników. Wciąż mam też ogromny sentyment do jazdy konnej i gdy tylko pozwala na to pogoda, wybieram się na przejażdżki na grzbiecie mojej aetonanki.
Gdy jeszcze mieszkała wśród Flintów, pożytkowała swój ponadprzeciętny talent właśnie do tego, by stworzyć przepiękne i bardzo realistyczne rysunki roślin. I to był jedyny aspekt malarstwa, który jej pragmatyczny i do bólu przyziemny pan ojciec cenił. Zaś jeśli chodzi o jazdę konną, większość Flintów ceniła ją bardziej niż tańce i inne typowo salonowe aktywności, i nie inaczej było z Cressidą, która pewniej czuła się w siodle niż na parkiecie i starała się nie stracić swoich umiejętności, zwłaszcza że kojarzyły jej się one tak bardzo z okresem panieńskim. Mimo całej swojej miłości do męża i dzieci czasem tęskniła za byciem Flintówną.
Słysząc słowa lady Rowle na temat akcji w Kumbrii, Cressie mimowolnie zaczęła doświadczać wątpliwości i zastanawiać się, czy na pewno dobrze zrobiła, uczestnicząc w tym osobiście. Z jednej strony cieszyła się, że to zrobiła i że ludność Kumbrii mogła zobaczyć ją, lady Fawley, a nie tylko przysłaną przez nią służbę, ale co, gdyby rzeczywiście przydarzyło się coś złego? Wiele rzeczy mogło przecież pójść nie tak, a męża nie było obok, zaś ona sama była praktycznie bezbronna. Co by zrobiła w przypadku ataku rozpasanej tłuszczy?
- Wybrałam się tam, ale nie sama, towarzyszyło mi kilka osób z rodziny oraz służba – rzekła, przygładzając niespokojnie materiał sukni. – Lady ma jednak rację, to było z mojej strony ryzyko, następnym razem muszę być bardziej ostrożna i pozwolić, żeby zajmowali się tym inni. Choć z drugiej strony, wierzyłam, że ludność będzie bardziej przychylna rodowi, jeśli rzeczywiście się tam pojawię i wyjdę do nich. Oczywiście nie byłam osobiście u wszystkich rodzin czarodziejskich w Kumbrii, odwiedziłam tylko kilka. – Na więcej nie wystarczyło czasu, dlatego pojawiła się tylko u kilku wybranych zawczasu rodzin. Miało tu miejsce parę dni przed świętami, później sama była pochłonięta spędzaniem czasu w rodzinnym gronie, odwiedziła też swój panieński ród, ale przynajmniej kończyła miniony rok z poczuciem, że zrobiła coś dobrego i że choć część kumbryjskich rodzin nie musiała w święta głodować.
- Rozumiem – przytaknęła na odpowiedź odnośnie Cheshire, nie zadając bardziej szczegółowych pytań na ten temat, w końcu Rowle'owie nie byli znani z wylewności, a ona nie lubiła być wścibska. – Pozostaje mieć nadzieję, że to wszystko niedługo się uspokoi i wróci do normy, i będziemy mogli wszyscy w spokoju żyć i dbać o nasze tradycje.
Bo naiwna, delikatna Cressida wierzyła w ministerialną propagandę, że przyczyną społecznych niepokojów są właśnie mugole i ich zwolennicy pragnący zaprowadzić swoje porządki i zrównać wszystkich do swojego poziomu, i czekała na uspokojenie się sytuacji z utęsknieniem.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Warrington [odnośnik]24.10.21 22:36
Jeden poród, ach, jakże wiele życia miała przed sobą jeszcze młodsza arystokratka; tyle krwi z kolei uleciało z samej Catriony, która szczęściem tłumnie nie zamierzała się otaczać. Pozwoliła na świat przyjść dwóm córkom, resztę pleniąc z siebie jak chwasty, co by szybciej stać się dla męża ponownie dostępną - a syn jeden, którego powiła w pełni, złamał serce swym przedwczesnym odejściem. Wcześniej straciła już jednego męskiego potomka. Ile razy miała jeszcze poczuć w ustach gorycz tak okrutnego rozczarowania? Ile razy fatum byłoby zdolne igrać z pragnieniem, do którego serce lgnęło tak żarliwie? Teraz jednak świat stanął w ogniu, a przepowiednia lata temu wypowiedziana przez ciotkę w profetycznym uniesieniu mogła wreszcie się ziścić; czuła to, czuła w kościach jak nadchodzi w jej kierunku, jak nadciąga niczym burza ciskająca gromem i porywistym deszczem, po to, by obmyć z lat niepowodzeń.
- Życzę ci zatem wielu synów, lady. Niewątpliwie dla twojego męża ważniejsi są oni od córek - uśmiechnęła się uprzejmie - a jednocześnie serce do cna przeżarte zazdrością nie życzyło żadnego. Bo skoro ona tak wiele lat czekać musiała na powodzenie, na łaskawość przeznaczenia, dlaczego innym przychodzić to miało bez cienia problemu? W czym szlachetne dziewczątka rozkładające nogi przed małżonkami były lepsze od niej? Była wszakże piękniejsza, mądrzejsza, sprytniejsza i wielce oddana, dużo bardziej niż znamienita większość z nich - a jednak cierpiała katusze każdego dnia, budząc się i zasypiając do myśli, iż wciąż nie spełniła swojej herbowej powinności. - Powiłam dwie córki: starsza ma lat siedem, młodsza natomiast tylko dwa - a gdyby nie wyrok przeznaczenia, miałabym również czteroletniego syna; fasada jej prezencji wydawała się absolutnie niewzruszona. Trwała na swym miejscu beznamiętna, choć wnętrzności ścisnęły się nieprzyjemnie, jak niezmiennie przez tyle lat od wiadomości, że oto upragniony dziedzic zmarł w swej kołysce niedługo przed pierwszymi urodzinami. - Pod moją opieką jest także najstarsza córka mego męża, moja pasierbica, tegoroczna debiutantka - wyjaśniła bez emocji. O ile niegdyś obecność Ylvy w jej życiu była elementem niepasującym do pięknej układanki, tak nauczyła się z czasem dziewczę to tolerować, ba, być może narodziła się nawet między nimi pewna sympatia. Zachowanie wkraczającej w dorosłość damy rzutowało także i na postrzeganie Catriony; była ona bowiem jej opiekunką, jej matczyną figurą, jej przewodniczką, a więc każde potknięcie szargało dobre imię macochy.
- Szkolny? - powtórzyła z nutą zdziwienia barwiącą głos. Cressida była młoda, jednak przedmioty traciły swą używalność stosunkowo szybko, nawet jeśli nie były często użytkowane; nie wstydziła się także w posiadłości Fawley'ów pokazywać ze sprzętem pochodzącym sprzed lat? - Z pewnością twój pan mąż, lady, będzie w stanie zaopatrzyć cię w nowy model, czyż nie? Doskonalszy niż cokolwiek wykorzystywane w magicznych akademiach - Catriona nawykła do otrzymywania wszystkiego, co tylko w swym materializmie obrała sobie za cel; Albert z kolei nie zadawał pytań, oferował pieniądze, a służba znosiła do zamku Cheshire to, czego zapragnęła dama, niczym do sroczego gniazda wypełnionego drogą błyskotką. Biżuteria, ubrania, kosmetyki, księgi, nie istniało nic, czego na jej życzenie niezdolni byli zdobyć, wiedzący przecież, że jej niezadowolenie okazywało się bolesne w skutkach. - Zielarstwo nigdy nie było mi bliskie - przyznała bez wstydu, bo i grzebanie w ziemi nie przystało arystokratce tak dumnej jak ona. Inni, co bardziej społecznie zdesperowani, czynili to za nią; zdobywali ingrediencje, w szkole prostali zadaniom wyznaczonym przez profesorów, byle tylko wkupić się w łaski wywyższonej urodzeniem młódki. - Ale jeździectwo godne jest pochwały. I to na aetonanie, widać masz więcej w sobie odwagi, lady Fawley, niż pozwoliłaś mi myśleć. Wzbijasz się blisko chmur? - spytała z ciekawością. Być może za obrazem wrażliwego, delikatnego dziewczątka kryła się siła, jakiej Cressida nie pokazywała zbyt prędko światu? Sprytnym byłoby to zagraniem, musiała to przyznać sama Rowle, choć nie chwaliła jeszcze dnia przed zachodem słońca.
Catriona skinęła głową z satysfakcją, kiedy rdzawowłosa dama przyznała jej rację co do publicznego tworzenia z siebie widowiska podczas akcji charytatywnych. Dla jednych było to jedynym sposobem walidacji własnego charakteru, lecz przed próżnością winien stać pragmatyzm: martwa żona była bowiem bezużyteczna, martwa matka była zaś zdradzeniem rodzicielskich zobowiązań powziętych poprzez wydanie dziecka na świat. Dobrze, że Cressida rychło zrozumiała swój błąd, oszczędziło to złotowłosej konieczności dalszego akcentowania głupoty czającej się za wycieczkami pośród pospólstwa.
- Posłuszeństwo ważniejsze jest od przychylności - zdecydowała; Rowle panami byli surowymi, ale sprawiedliwymi, a to w naturalny sposób zaszczepiało w ludności Cheshire przekonanie co do ochrony sprawowanej nad ich istnieniem przez mieszkańców Beeston Castle. - Wśród szczerze życzliwych jednostek często zamieszkują wichrzyciele. Czekają tylko na odpowiedni moment, by uderzyć - a chwilowy uśmiech na brudnych twarzach nie jest wart tego, by samej pośród nich polec - przestrzegła jeszcze, jednocześnie sięgnąwszy dłonią do tych należących do Fawleyówny i jedną z nich ścisnęła lekko, a gdy ponownie otwarła usta, by dodać do tego coś jeszcze, wrota prowadzące do sali teatru również zostały otwarte. Dzierżący zaproszenia goście zwrócili się w tamtym kierunku, podążając do środka - one z kolei miejsce miały zapewnione w prywatnej loży, bo między ludność nie zaprosiłaby swego gościa. - Nadszedł czas, lady - oznajmiła i z gracją podniosła się z sofy. - Chodźmy patrzeć na to, jak las Birman ruszył na króla.

zt :pwease:


something borrowed
must be returned, flowers in bloom will wither, my dream began with your glance. for whom did i look beautiful then? for whom do i sigh today? i do not wish to waste what you have given me, so i will go all the way, all for fate.
Catriona Rowle
Zawód : jejmość ziem Cheshire
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
her chest filled with diamonds and gold.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 17
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10485-catriona-rowle#317948 https://www.morsmordre.net/t10663-naudhiz#323255 https://www.morsmordre.net/t10666-lady-cheshire#323270 https://www.morsmordre.net/f361-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t10664-skrytka-nr-2320#323256 https://www.morsmordre.net/t10665-catriona-rowle#323257
Re: Warrington [odnośnik]28.10.21 13:26
Cressida nie miała pojęcia o historii siedzącej obok kobiety i niewątpliwie byłaby przerażona, gdyby wiedziała. W końcu sama nie wyobrażała sobie, że mogłaby zabić własne dziecko, i to tylko dlatego, że było dziewczynką. Dla niej każde dziecko było skarbem bez względu na płeć, ale miała to szczęście, że udało jej się powić pierworodnego syna i zakończyć komentarze na temat swoich wąskich bioder i niezdatności do rodzenia silnych i zdrowych chłopców. Udowodniła tym samym rodowi męża swoją przydatność i to, że William nie popełnił błędu, wybierając na żonę drobną, zahukaną Flintównę. Cressida pragnęła urodzić mężowi tyle dzieci, ile tylko ten zechce.
- Dziękuję – odrzekła, znów nie dostrzegając drugiego dna i wierząc w szczerość zapewnień towarzyszki. – Oczywiście, każdy mężczyzna pragnie przede wszystkim synów, ale jeśli chodzi o mnie, będę kochać każde moje dziecko bez względu na płeć.
William na pewno chciał synów, ale wiedziała, że córki również go uszczęśliwią, nie był jak jej pan ojciec. Obojgu bliźniętom okazywał tyle samo względów i Cressida nigdy nie czuła, by traktował córkę gorzej niż syna. Ona sama w skrytości serca pragnęła mieć jeszcze jakieś córki, słodkie ptaszyny, z którymi mogłaby nawiązać bliską więź; w końcu chłopcy gdy podrosną będą wychowywani głównie przez ojca, a dziewczynki mogłyby być bliżej niej. W wyobraźni już widziała, jak dodaje im otuchy przed wyjazdem do szkoły, jak pomaga im w wyborze sukni na pierwszy sabat, a także jak uczestniczy w aranżowaniu ich narzeczeństw i płacze ze wzruszenia na ich ślubach. To jednak miała być dopiero daleka przyszłość.
- Więc lady młodsza córka jest w wieku podobnym do moich dzieci, które wczesną wiosną skończą dwa lata – powiedziała, wyraźnie się z tego ciesząc. Nie widziała też nic złego w tym, że jej rozmówczyni posiadała tylko córki, daleka była od oceniania kobiet w tym względzie, bo dla niej każde dziecko było wartością. Surowo patrzyła jedynie na stare panny wymigujące się od obowiązku wobec rodu i poszukujące niezależności zamiast wyjść za mąż i rodzić mężowi dzieci. Kompletnie nie rozumiała dam, którym w głowie były takie idiotyzmy jak niezależność i praca, albo, co gorsza, miłostki ponad podziałami. Jej wpojono w rodzinnym domu bardzo silne poczucie obowiązku i nawet ucząc się w dalekiej Francji nigdy nie pozwoliła sobie na zbłądzenie i złamanie ojcowskich zasad, niżej urodzonych chłopców konsekwentnie trzymała na dystans. Choć była tak słaba, wrażliwa i krucha, pod tym względem tliła się w niej siła, której wiele dziewcząt nie miało.
- Tak, to prawda, mąż na pewno mógłby sprawić mi nowy i lepszy – przyznała; w końcu teleskop, który kupili jej rodzice przed wyruszeniem do szkoły, miał już swoje lata i nawet nie była pewna, czy wciąż sprawnie działał. – Aetonany zawsze były mi bliskie, choć potrafię dosiadać i zwykłych koni. Lubię jednak tę możliwość wzbicia się w powietrze, świat z góry wygląda zupełnie inaczej, a aetonany są dla damy dużo bardziej eleganckie i stosowne niż miotły. – W końcu siedzieć okrakiem na kiju jej nie wypadało odkąd przestała być dzieckiem, więc od wielu lat nie dotykała żadnej miotły, pan ojciec jej tego zabraniał, bo uważał, że miotły są dobre dla pospólstwa. Poza tym kontakt z żywym stworzeniem był lepszy i ciekawszy niż martwe przedmioty, a Cressie zawsze miała dobrą rękę do zwierząt. – Czy lady również lubi konne przejażdżki? – spytała jeszcze.
Rzeczywiście może głupotą było z jej strony to wyjście do ludu, chciała okazać dobroć i współczucie, ale mimo życiowej naiwności zdawała sobie sprawę, że wśród ludzi z gminu znajdowało się wiele jednostek niewdzięcznych i zawistnych, takich jak ci, którzy zakłócili akcję charytatywną Aquili. Należało pomagać poddanym, ale może powinna czynić to z bezpiecznego dystansu, nie ryzykując tym, że znajdzie się ktoś, kto gotów jest ją skrzywdzić z zawiści, że miała w życiu lepiej.
- Ma lady wiele racji w swych słowach. Muszę bardziej uważać, nigdy nie wiadomo, kogo z pospólstwa trawi skryta zawiść wobec takich jak my – przytaknęła zgodnie.
Ale nie miały już szansy kontynuować tematu wspierania magicznej ludności swoich ziem w trudnych czasach, gdyż zostały otwarte podwoje sali teatralnej i mogły zająć swoje miejsca, skąd następnie przyszło im podziwiać rozgrywający się na scenie spektakl. Finalnie Cressida mogła dobrze wspominać ten dzień oraz spędzenie czasu w towarzystwie lady Rowle, z daleka od polujących w lasach mężczyzn i rozlewu zwierzęcej krwi, choć piękna dama miała w sobie coś onieśmielającego.

| zt.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Warrington [odnośnik]09.11.21 21:01
30.01

Ciemne chmury zbierały się nad Worrington. Nad Anglią.
Wroński pojawił się w mieście, otulony grubym płaszczem, z futrzaną czapą naciągniętą na czoło. Rozejrzał się, mając wrażenie, że nie zmieniło się tu nic. Londyn wydawał się od kwietnia dziwnie pusty, ale Cheshire zawsze dbało o przewagę czarodziejów na ulicach miast - miasto zdawało się kwitnąć i nie być wyniszczone wojną. Chociaż ono.
Odkąd Goyle rządził w porcie, Daniel utracił część znanych sobie kontaktów - wierni poprzedniemu zarządcy ludzie wyjechali lub zginęli. Na Nokturnie również było krucho. Zlata wyrobiła sobie pozycję u Burke'ów, a Daniel oddał jej listę swoich zaufanych kontaktów, samemu tracąc serce do pracy. Wolał siedzieć w Surrey, zajmować się żoną.
Musiał ją stąd zabrać. Anglia usychała, Frances też.
Do głowy przychodziła mu tylko jedna osoba, która pomoże bez zadawania pytań. Za pieniądze. Dla lorda Rowle zawsze liczyły się pieniądze, a Daniel nie był drogi do wynajęcia. Napisawszy list, stawił się w umówionym miejscu w Worrington - zabierając ze sobą prawie wszystkie pieniądze i ingrediencje do spieniężenia. Nie prosił o coś prostego, cena musiała być adekwatna.
Odnalazł w ciemnych uliczkach zakapturzoną sylwetkę, na umówionym miejscu. Mężczyzna był postawny, ale siedział na ławeczce - Wroński nie mógł określić, czy utyka. Nie fatygowałby się tu chyba osobiście...? Choć, jeśli chodziło o sporą sumę...
Przełknął ślinę, mając nadzieję, że to nie pułapka i że chęć wyjazdu z kraju nie jest jeszcze przestępstwem. Usiadł na ławce, nie zerkając na twarz zakapturzonego mężczyzny - Rowle'a lub jego zaufanego człowieka - a potem wyjął z kieszeni dwie sakiewki. W jednej brzęczały ciężkie galeony, w drugiej znajdowały się ingrediencje. Położył je na ławce, a potem wstał, udając, że niczego nie zgubił. Oddalił się pośpiesznie, kątem oka widząc, że zakapturzony mężczyzna sięga po przesyłkę, że trzęsie lekko woreczkiem, jakby chciał przeliczyć monety.
Lordowie Rowle dbali o swoje interesy. Daniel wiedział, że jeśli cena będzie odpowiednia, otrzyma pożądaną pomoc. Pozostawało tylko czekać na list i na zaufany kontakt.

/zt
przekazuję Albertowi Rowle 250 PM, - Eliksir niezłomności (1 porcja, stat. 0)
- Maść na oparzenia (1 porcja, stat. 20), ślaz, krew, kryształ i drugi kryształ


Self-made man


Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Warrington
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach