Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Gabinet Mare
AutorWiadomość
Gabinet Mare [odnośnik]13.10.21 7:15

Gabinet Mare

We wschodnim skrzydle dworku rodu Greengrass znajduje się pomieszczenie, do którego dostępu bronią ciemnozielone drzwi z dębowego drewna. Jasne ściany stanowią idealne tło do kilkunastu niewielkich obrazków, które wypełniają w szczególności ścianę zachodnią oraz północną. Ich tematyka jest niejednolita — począwszy od typowo rodowych motywów motyli oraz paproci, przechodząc przez miniaturowe pejzaże oraz scenki rodzajowe, na rycinach anatomicznych kończąc. Pod zachodnią ścianą ustawiono drewniane biurko, służące Mare do spisywania myśli oraz listów, na którym to biurku zawsze piętrzą się książki, których lekturą lady Greengrass rozkoszuje się w wolnych chwilach. Największą uwagę skupia jednak szeroki stół oraz dwa fotele obite ciemnozieloną tkaniną. To właśnie w przestrzeni przez nie wyznaczonej Mare Greengrass przyjmuje swych gości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Mare Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gabinet Mare [odnośnik]28.10.21 17:21
8 I 1957


I'll sing for you

Czuła się niedorzecznie mała oraz śmiesznie nie na miejscu, z wyprostowanymi jak struna plecami, a przecież fotel obity ciemnozieloną tkaniną zdawał się pochłaniać drobną sylwetkę swoją miękkością. Zawieszone na ścianie ryciny wydawały się patrzeć na nią z kpiną zaległą w błysku światła opadającym na ramki, niedowierzaniem wobec śmiałości, jaką wykazała się dziewczynka z nizin społecznych, pospolita tancerka z cyrku. Jak ośmieliła się bowiem skazić swoją osobą domostwo panów tych ziem? Jak wielka pycha w niej tkwiła, jeśli sądziła, że mogła beztrosko odpoczywać, jakby było jej to należne? Nie było, Finnie wiedziała o tym. Wiedziała, rozpaczliwie stykając ze sobą kolana, mnąc w pobladłych dłoniach materiał brązowej spódnicy, przygryzając dolną wargę. Przecież to nie tak, że się tu wprosiła, miała chęć pociągnąć nosem, zmusić drżące ciało do pozostania w bezruchu. Chciano jej tutaj, tyle zrozumiała z wiadomości, wszak jemu mogła ufać, nawet jeśli posłał ją bez zastanowienia prosto w paszczę Londyńskiej bestii, na jej własne życzenie. Była więc posłuszna, pojawiła się po treningu jednak przed występami, niewielki odstęp czasu uznając za niekoniecznie przykuwający czyjąkolwiek uwagę. Służąca powitała ją uniesieniem brwi, na widok przekrzywionego beretu, spoconych jasnych pasm przylegających do gładkiego czoła, nie tłumaczyła jednak nic, kazała czekać. Tak też panna Jones czekała, umierając kawałek po kawałku we własnej głowie, bo było jej dziwnie, być tak tutaj. Bogactwo wnętrz było równe Hampton Court, jednak zimna aura nie otulała wnętrz, nie straszyła potencjalnym jadem, jednym nierozważnym krokiem, jaki może popełnić, jeśli zawaha się przy kolejnym ruchu. Powinno ją to pocieszyć, ale nie pocieszało wcale. Może faktycznie jesteś głuptasem, krzywi się wewnętrznie Finnie, czując, jak obcasik zimowego buta uderza niespokojnie o posadzkę, po czym zamiera, bo zimowa plucha wciąż osiadała na podeszwach i zwyczajnie robiła bałagan, jak obdartus którym była. Ale zastanawiała się nawet, czy gdyby kosmyki włosów pokrywał brąz, a imię inne zdobiło jej postać, to czy czułaby się równie niekomfortowo? Nawet w życiu, którego nie było, nie miała styczności z żadnymi lady Macmillan, sądziła, że pewnie takowe emocje i tak by ją nawiedzały. Chyba podobna nerwowość była czymś naturalnym? Była, prawda? Drzwi uchylają się, a ona wstaje jakby rażona piorunem, ręce wciąż trzymając na spódniczce, powieki zaciskając, jakby spodziewała się nie eleganckiego powitania, a reprymendy, że jak to pojawia się tak teraz tutaj, na pewno by jakiegoś łącznika doń przysłano.
- Dobry dzień znaczy wita...znaczy dzień dobry...jakby...umm...proszono mnie...tak - słowa wypadają spomiędzy ust zdenerwowanym potokiem i Finnie chce się schować, zapaść w czeluście miękkiego fotelu, bo brawo, ponownie zrobiła z siebie idiotkę.
Dobra robota Fins.


Jak ja Cię obronię i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś, gdy oczu wrogich sto?
Finley Jones
Zawód : Tancerka Ognia
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

Płonie las, płonie nasz dom,
O nadziejo w sercu mym płoń...

OPCM : 3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Mare Tumblr_nvrbn58hjJ1qg8dzlo4_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Re: Gabinet Mare [odnośnik]29.10.21 16:31
Nie spodziewała się; właściwie nikt nie spodziewał się, że ród Greengrass stanie w obliczu tak wielkiego wyzwania, że niebo zawali się na głowy mieszkańców Staffordshire oraz Derbyshire bez wcześniejszego ostrzeżenia. Ogrom okrucieństwa, którego doświadczyli, nie mieścił się w nawet w najbardziej pojemnych głowach, podobnego przypadku nie pamiętali nawet najstarsi miejscowi. Lady Greengrass również na długo zatrzyma w pamięci zieloną poświatę Mrocznego Znaku, który jeszcze kilka dni wcześniej rozświetlił nocne niebo.
Nie mogła być podobna swym odpowiedniczkom po drugiej stronie konfliktu. Siedzenie z założonymi rękami oraz okazjonalne ruszenie do miasta, by pokazać się okolicznej ludności, raz z prezentem w postaci lichej zupy oraz prawie niedziurawego koca nie leżało w jej naturze. Z pewnością nie traktowała takich wypraw jak coś, czym należało się chwalić. Działalność dobroczynna, mówiła kiedyś jej własna matka, o temperamencie równie ognistym, co barwa włosów jej piątki dzieci, źródło powinna mieć w czystych intencjach, nie chęci brylowania. Taki sam pogląd podzielała młodsza z jej córek, choć po ostatnim otrzymanym raporcie (i prawdopodobieństwie kolejnych, mężczyźni trudniący się zawodem aurora nie byli skłonni do zmiany swych zachowań nawet po reprymendzie od wyżej urodzonej damy), wciąż gdzieś z tyłu głowy krążyła jej myśl o konieczności wdrożenia szerszego planu pomocy wymęczonym mieszkańcom.
Niestety, sytuacja nie była ani prosta, ani jednoznaczna. Pomoc potrzebna była wszędzie — również w Grove Street 12. Nierozsądne było ruszenie w teren bez odpowiedniego przygotowania, ale zwiad nie należał do forté lady Greengrass. To słowo było jej ulubioną bronią, perswazję szkoliła od lat najmłodszych i zdawało się, że sekrety tej sztuki poznała całkiem dobrze, choć jeszcze wiele jej aspektów oczekiwało na odkrycie. Potrzebowała kogoś, kto mógłby sprawdzić się w tej roli odpowiednio, kto swymi umiejętnościami dowiedział się tego, czego żadna lady i żaden lord pojąć nie mogli. Prostaczkowie mieli to do siebie, że bardzo często onieśmielał ich szlachecki majestat. Rozsądnym było skorzystać więc ze swego rodzaju mostu.
Zaproszenie panny Jones było wynikiem wielu — planowanych i nie — kontaktów, które nieznane były w większych detalach nikomu, poza bezpośrednio zainteresowanymi oraz lordem nestorem Greengrass. Ostatecznie jednak Mare poprosiła Claudię, by ta w momencie pojawienia się gościa poprowadziła ją bezpośrednio do jej gabinetu, umilając okres oczekiwania drobnym poczęstunkiem. Woń kwiatowej herbaty roznosiła się po gabinecie, niedługo później obok misternie zdobionej herbacianej zastawy pojawiła się także paterka z czekoladowymi ciasteczkami.
— Panno Jones — ciepły, kobiecy głos rozbrzmiał w pomieszczeniu równolegle do dźwięku otwieranych drzwi. Drobny stukot pantofelków, które przy kolejnych krokach nie wystawały spod modnej, bogato zdobionej szaty w kolorze szmaragdowym, zebranej w talii pasem szerokim, w szafirowoniebieskim odcieniu motyli z herbu rodu. Rude włosy kobiety upięte zostały tuż nad karkiem, a pomimo widocznej na pierwszy rzut oka dbałości lady o odpowiednią prezencję, nie udało się zupełnie zatuszować odkładających się na jej twarzy efektu kolejnej nieprzespanej nocy. Pomimo oczywistych oznak zmęczenia wszystko, począwszy od postawy, sposobu chodzenia, przez gesty i mimikę, na tonie głosu i spojrzeniu kończąc, wskazywało, że nawet fizyczna niedyspozycja nie była w stanie wygonić jej z odpowiedniego dla arystokratki prowadzenia się.
— Niezwykle się cieszę, że jest nam dane dziś się zobaczyć. Jak minęła pannie podróż? Nie zechciałaby panna może chwilę odpocząć? Będę niepocieszona, jeżeli nie zazna panna przynajmniej odrobiny odpoczynku w Derby. To bezpieczne miejsce, proszę się nie krępować — po obejściu swego gościa, Mare znalazła się wreszcie przy drugim z fotelów, na którym niedługo później zasiadła.
Claudia w tym czasie przystąpiła do rozlewania herbaty do dwóch filiżanek.
— Zakładam, że jest panna zaznajomiona, przynajmniej częściowo, z okolicznościami, które doprowadziły do naszego dzisiejszego spotkania?

| herbata kwiatowa (20 g) oraz czekolada mleczna (50 g) z zaopatrzenia
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Gabinet Mare [odnośnik]08.04.22 13:44
7 stycznia
Z samego rana sowa przyniosła do jego rąk paczkę, z której nie mógł powstrzymać się z otworzeniem oraz przekazaniem małżonce. Wiedział, że już długi czas myśleli o podobnym urządzeniu, które mogło ukoić nieco ich nerwy, kiedy nie mogli wspólnie przebywać - miało ukoić ich nerwy tu i teraz, w czasach, które rządziły się swoimi prawami i pokazywały jak niebezpieczne mogły być. Potrzebowali móc ze sobą się kontaktować, gdyby sytuacja sprzed dwóch dni miała się powtórzyć. Musieli wiedzieć, kiedy coś złego się działo i właśnie dlatego, postanowił zakupić odpowiednie urządzenie, pozwalające im na komunikację, gdziekolwiek by się nie znaleźli.
Kończąc śniadanie, nie wspomniał o swoim podarku dla Mare. Pozostawił kobiety oraz dzieci przy stole, samemu chcąc również przygotować się do pracy i wykonywania swoich obowiązków. Wraz z bratem musieli porozmawiać o wydatkach rezerwatu, choć z pewnością nie należało to do jego ulubionych tematów. Czasem wciąż zachowywał się jak uparty dwudziestokilkulatek, który nie chciał słuchać o biurowej pracy wykonywanej przez zarządców w rezerwacie - chociaż sam miał wiele rzeczy w biurze, których musiał dopilnować, związanych ze smokologami i organizacją ich pracy, jak i zasobów, którymi dysponowali.
Zanim jednak wyszedł z rezydencji, aby udać się do Peak District, skierował swoje kroki do gabinetu żony, w którym wiedział że ukochana spędza dużą część swoich dni. W dłoni trzymał zielone pudełko przeplecione złotą wstęgą, w którym znajdywało się jedno z dwóch lusterek - drugie spoczywało w jego kieszeni.
Nikt nie powstrzymywał go przed wejściem do środka, a on skierował się zaraz do biurka, układając podarek na blacie. Zaraz sięgnął po pergamin, jak i tusz i pióro, skreślając na papierze kilka prostych słów.
"Niezależnie jak daleko od siebie będziemy, chciałbym, abyśmy zawsze mieli możliwość rozmowy z drugim. Zawsze Twój.
Złożył pergamin na pół, układając na pudełku. Po tym już skierował swoje kroki do wyjścia z gabinetu, zamierzając rzeczywiście udać się do pracy. Miał obowiązki, które nie mogły czekać.

| Przekazuję Mare jedno z pary lusterek dwukierunkowych.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : 15
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Gabinet Mare [odnośnik]11.04.22 16:27
10/04


Od kiedy nadszedł list z Derby, przynoszący wieści o ciąży Mare, Roratio niczym dziecko w oczekiwaniu na gwiazdkę przebierał nogami, niecierpliwie wyczekując swojej kolejnej wizyty w posiadłości Greengrassów. Chciał cieszyć się szczęściem starszej siostry wraz z nią, chociaż nigdy nie będzie mógł w pełni zrozumieć specjalnego uczucia jakim matka obdarza swoje dziecko i jeszcze nie do końca dorósł, aby pojąć co tak naprawdę działo się w sercach i głowach Mare oraz Elroya, to jego radość, jako przyszłego wuja, była czysta i ogromna. Zatem już w pierwszej połowie kwietnia organizował swoją wizytę.
W murach posiadłości rodu Greengrass czuł się swobodnie, trochę tak jakby wracał do dobrze znanego sobie miejsca, które znalazło sobie swoją własną przestrzeń w sercu młodego lorda. Zapewne jeszcze nie określiłby tego mianem drugiego domu, niemniej jednak ciepło wspominał zarówno samą posiadłość, jak i zacnych gospodarzy, mając również nadzieję, że takie samo wrażenie po sobie pozostawiał. Nie zwlekał zbyt długo - wszelkie rzeczy zostały już odłożone do komnaty gościnnej, bo spodziewał się, że jego wizyta również nie będzie należała do najkrótszych, a sam poprosił, aby zaprowadzono go własnie do lady Mare. Niecierpliwił się, w końcu żadne słowa przelane na papier nie mogły oddać jego faktycznego stanu, a teraz zdawało mi się, że lokaj specjalnie ociągał swoje kroki, hamując długie nogi lorda Prewetta, byleby opóźnić spotkanie z najdroższą siostrą. W irracjonalnym rozdrażnieniu z trudem powstrzymywał ochotę podążenia przodem - cały szkopuł w tym, że nie powiedziano mu gdzie miałby poszukiwać swojej siostry.
W końcu jednak - ku własnej uciesze - stanął przed drzwiami prowadzącymi do gabinetu i nim nacisnął na klamkę, zapukał dwukrotnie. A gdy tylko dobrze znany mu, melodyjny głos zaprosił go do środka, być może nieco wtrącając się w obowiązki lokaja, pchnął ciężkie drewniane drzwi i wślizgnął się do środka. Przecież, na brodę Merlina i miecz Gryffindora, nie stawał przed obliczem nestora rodu, a składał braterską wizytę swojej kochanej siostrze. Wierzył, że okres jego gwałtownego wzrostu i zaskakujących zmian w aparycji już minął, a sama Mare nie zapomniała jak wygląda najmłodszy z jej rodzeństwa. - Mare, siostrzyczko! - zawołał w radosnym przywitaniu, kilkoma długimi krokami, pokonując dzielącą ich przestrzeń. - Cudownie wyglądasz - dodał zaraz, gdy zamykał ją w delikatnym uścisku, który byłby na pewno mocniejszy, gdyby nie ostatni przebłysk zdrowego rozsądku, który przypomniał Roratio o głównym - jak sądził - powodzie ich spotkania oraz swojej jedynie bardzo podstawowej wiedzy z anatomii. Nie chciał przecież zrobić krzywdy dziecku. Od razu w głowie słyszał surowy, zdenerwowany i nieco zabawny głos Archibalda, głoszący słowa reprymendy. - Powiedz jak się czujesz? - zagadnął wypuścił ją z ramion.
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : 17
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Gabinet Mare [odnośnik]12.04.22 19:32
Chyba jeszcze nigdy tyle zaproszeń na Grove Street 12 nie wyruszyło w podróż do Weymouth. Mare cieszyła się niezwykle z zacieśniania więzi między rodzinami lordów motylich i paprocich. Sama przecież stanowiła niejako most, który pozwolił połączyć Dorset z Derbyshire i Staffordshire, umacniając przekonanie, że przyjaźń między rodami nie tylko powinna, ale w istocie kwitła. Wydawało się, że im dalej było lady Greengrass w jej ciąży, tym bardziej wykazywała się pewnym sentymentalnym sznytem i mocniej tęskniła za rodzeństwem. Jej mały Roratio miał już przecież całe 22 lata, był silnym, młodym mężczyzną, a we wzroście przegonił nawet Archibalda, który sam należał przecież do wysokich czarodziejów. Och, pamiętała, jak Mżawka biegał po ogrodach Weymouth z zabawkową różdżką, gdy z niecierpliwością przyglądała się jego ceremonii przydziału i dumę, którą czuła, gdy Tiara Przydziału oznajmiła, że zasili szeregi Gryffindoru. Jej mały braciszek był już taki dorosły!
Ale wciąż miał w oczach ten chłopięcy błysk, błysk niewymuszonego uroku, przez który nie mogła się na niego gniewać, a nawet jeżeli miała powód, starała się nie przeciągać tego i nie męczyć — siebie i jego — zbyt długo. Świat był wystarczająco ponury, by trwonić chwile radości na niesnaski. Dlatego też w niepamięć puściła nawet to, że najmłodszy z rodzeństwa Prewett wpaść musiał akurat na dziadka Brena, który wieść o jej stanie poniósł dalej w dworek, zaznajamiając wszystkich o jej stanie, oczywiście przez płynącą ab imo pectore radość.
Oczekiwała brata w swym gabinecie, spoczywając na jednym z foteli, zaczytana w jednej z ksiąg rachunkowych, którą otrzymała od budowniczych z Doliny Downs Bank. Na stoliku obok leżały jej notatki — podsumowania zysków i kosztów, uwagi dotyczące oszczędności i wypróbowania nowego, bardziej użytecznego i tańszego łańcucha dostaw. Choć miała na sobie dość luźną, zebraną pod piersiami suknię w kolorze wiosennego nieba ze złotymi obszyciami na krańcach materiału, gdy się poruszała, a ktoś przyglądał jej się uważnie, mógł dostrzec wyraźny zarys ciążowego brzucha. Wkraczała bowiem w okres, w którym coraz mniej powinna udzielać się publicznie, zgodnie z przyjętymi normami zaszyć się w bezpieczeństwie rodowej siedziby i w takim stanie oczekiwać szczęśliwego rozwiązania. Już raz miała okazję przeżywać ciążę, choć wtedy udało jej się przekonać Elroya, że powinna mieć jakieś zajęcie, zwłaszcza na początku. Tym razem rozumiała jednak, że stanowiła łatwy cel. I przez to też musiała podejmować wszelkie dostępne środki ostrożności. Wystarczy już, że przeszła tyle stresów w pierwszym miesiącu.
Słysząc otwierające się drzwi do gabinetu, odłożyła ostrożnie pióro na bok, a księgę na stolik. Gdy wzniosła spojrzenie zielonych oczu w górę, nie mogła powstrzymać się od szerokiego uśmiechu. Jeszcze trochę, a jej młodszy braciszek ledwo przeciśnie się przez futrynę drzwi!
— Roratio, najsłodszy — powiedziała nieco ciszej od brata, lecz z równym entuzjazmem. Ostrożnie wstała z zajmowanego przez siebie do tej pory miejsca, ale Roratio był od niej szybszy — znalazł się obok w mgnieniu oka, a w następnej chwili obejmował ją już długo i ciepło, choć delikatnie, naprawdę musiał tęsknić. Tęskniła też i jego siostra, wsuwając ręce pod te jego, a dłonie układając ostrożnie na szerokich plecach brata. Wtuliła się w niego ufnie, opierając nawet na moment policzek o krawędź szaty brata. Nie zwykli okazywać sobie uczuć równie wylewnie przy innych, lecz Mare chciała, by jej młodszy braciszek wiedział, że zawsze może na niego liczyć. — To szczerość, czy próbujesz mnie przekonać do kolejnego podstępu przeciwko Archiemu? — uśmiechnęła się przekornie, odsuwając się na chwilę od niego i przekrzywiając lekko głowę w bok. — Och, teraz czuję się znakomicie! — dodała po chwili, wskazując mu jeden z foteli ustawionych przy stole. — Jak minęła ci podróż? Nie jesteś może głodny lub zmęczony? Zaraz poproszę Claudię by przygotowała nam coś dobrego. Jakieś specjalne życzenia?


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Gabinet Mare [odnośnik]12.04.22 20:41
Jej mały Roratio obecnie był tak wysoki, że jak mówił to Edwin, zahaczał czubkiem głowy o chmury na niebie. W środku jednak pozostała właśnie ta chłopięca radość i pewnego rodzaju lekkość. Za to Mare - odkąd ją pamiętał - zawsze kojarzyła mu się ze spokojnym morzem. Podczas gdy Archibald swoimi licznymi odmowami względem wspólnej zabawy wywoływał purpurowe wypieki na piegowatych policzkach, o tyle Mare zawsze umiała go uspokoić, niemalże tak samo jak szanowna pani matka.
Teraz? Każde z nich było już dorosłe chociaż znajdowali się w zupełnie innych miejscach. Mare już po raz kolejny mogła cieszyć się z rodzicielstwa, obdarowując całą rodzinę szczęściem - chociaż technicznie zrobił to dziadek Bren, przebiegły dziadyga, który kuśtykał jakoś tak szybciej, gdy gnał przez korytarz, aby nawet przodkom uwiecznionym na obrazach oznajmić, że kolejne dziecię z krwią Prewettów przyjdzie na świat. Roratio miał jedynie nadzieje, że jego ukochana siostra nie będzie miała mu tego za złe. Na swoją obronę miał jedynie to, że dziadek naprawdę podszedł go niczym zawodowy szpieg, jakby samym spojrzeniem podał mu eliksir prawdy, którego nazwa wypadła mu głowę.
Odwzajemniony gest ze strony Mare wywołał na twarzy Roratio jeszcze szerszy uśmiech i było powodem przyjemnego ciepła rozlewającego się po całym ciele. Czasem zastanawiał się, jak Mare poradziła sobie z tym, że wraz z małżeństwem musiała porzucić swoją rodzinę, swoich najbliższych i udać się w nieznane. Pamiętał, że jako chłopiec w wieku poświęcał temu dużo myśli - bo właśnie wtedy nieobecność Mare była najdotkliwsza. Patrzył nawet spod zmarszczonych gniewnie brwi na pana młodego, uznając go za winowajcę całego zamieszania i co za tym idzie odebrania mu jego ukochanej siostrzyczki. Naturalnie teraz rozumiał już znacznie więcej i nie obarczał Elroya winą za wyrwanie Mare z Weymouth, chociaż nadal łypał na niego podejrzliwie - bądź co bądź Roratio zależało wielce na dobru siostry. Nawet jeżeli był tym młodszym, najmłodszym z całej czwórki, (piątki?) rodzeństwa. Mógł jednak być wdzięczny za stworzenie jej bezpiecznego i ciepłego domu. Sam często wizytował w Derby i nie śmiałby powiedzieć złego słowa o gościnności gospodarzy.
- Ależ naturalnie, że szczerość, gdzieżbym śmiał - żachnął się niby oburzony insynuacjami siostry, ale ton głosu kompletnie nie zgrywał się z szerokim uśmiechem zdobiącym piegowatą twarz. Skierował się w stronę wskazanego fotela i zasiadł na nim wygodnie. Wzrokiem przebiegł po stronicach księgi rachunkowej oraz notatki nakreślone ręką Mare. - Widzę, że nie możesz narzekać na nudę - zagaił. On sam zajmował się podobnymi sprawunkami, przeglądając księgi, negocjując nowe umowy, które pozwoliłyby zaoszczędzić złoto z rodowego skarbca, które można było przeznaczyć chociażby na pomoc potrzebującym z Dorset. - Podróż była spokojna mimo niezbyt sprzyjającej pogody, dziękuję bardzo. I muszę przyznać, że chętnie bym coś zjadł. Żadnych życzeń nie mam siostrzyczko, przynajmniej odnośnie jedzenia, przecież wiesz, że zjem wszystko co mi podsuniesz pod nos i bardzo przepadam za kuchnią Claudii - odparł, poprawiając się na fotelu. Zastanawiał się czy powinien zagaić ją o decyzję Archibalda odnośnie jego treningu z drugiej połowy marca, ale może lepiej jej w tym stanie nie denerwować?
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : 17
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Gabinet Mare [odnośnik]17.04.22 11:49
Czas pędził nieubłaganie, a Mare z niepokojem zauważała, że prawdę mówili ci, którzy głosili, że najszybciej upływ czasu wpływa na dzieci. Jej malutka Saoirse za miesiąc kończyć będzie całe trzy lata, a ujawnienie magii przed tym dniem uradowało wszystkich mieszkańców Grove Street 12. Malutka niegdyś Molly rosła teraz jak na drożdżach, a bratanek nie ustępował jej nawet na chwilę. Wydawało jej się, że od jakichś trzech lat ona i Archibald zastygli w tym samym miejscu — starała się nie zauważać wyraźnych znaków upływu czasu, który odkładał się zmęczeniem na ich twarzach i barkach, lecz z całą radością zauważała, że ten sam czas był bardzo łagodny dla młodszego brata. Elroy zwracał jej czasem uwagę, że nigdy nie przestała troszczyć się o swe rodzeństwo, nawet wobec posiadania nowej rodziny. Nie mogła przecież robić inaczej.
A uśmiech, szeroki uśmiech brata był najlepszym potwierdzeniem, że robiła dobrze. Nie chciała, by żaden z Prewettów zapomniał o łączącej ich więzi. Pomimo zmiany nazwiska, wciąż pozostawała nieodrodną córą Dorset, a odwlekające się z czasem wizyty zawsze napełniały jej serce tęsknotą. Teraz już łatwiej było jej odnaleźć proporcje — gdy tylko wyszła za Elroya, tęskniła za domem znacznie bardziej niż teraz. Wraz ze wsunięciem na palec ozdobnej obrączki jej przeznaczenie musiało się jednak dopełnić. Była Greengrassem, dumną motylą damą, ale w jej sercu wciąż kwitły kwiaty paproci. Nie wiedziała, jak ciężko rozstanie znosił szesnastoletni wtedy Roratio. Gdyby wiedziała, pewnie naciskałaby na więcej wizyt w Weymouth. Chłopięce zacięcie nie pozwalało na wymsknięcie się nawet jednego słowa krzywdy, wszyscy jej bracia byli niewymownie odważni i stawiali czoła wszystkim wyzwaniom, nawet tym nieoczywistym. Była z nich niezwykle dumna.
— Nie ze mną te numery, Rory — uśmiechnęła się zadziornie, odprowadzając go do fotela zielonym, skrzącym z radości spojrzeniem. Udawał obrażonego niemal równie dobrze, co ona sama, gdy Archibald starał się ją strofować. Ale takie było prawo starszego rodzeństwa! Mare niestety miała ten przywilej wyłącznie względem Roratio, czasami chciała się z nim dobrodusznie podroczyć. — Jakbyś jednak potrzebował wspierającego ramienia, możesz na mnie liczyć — och, jak pięknie byłoby zagrać partyjkę w gargulki albo w czarodziejskie oczko! Archie ostatnimi czasy bywał tak napięty, że ciężko było zrzucać to wyłącznie na nestorskie obowiązki. Słyszała, że Roratio starał się jak mógł, by odciążyć ich brata i była mu za to niezwykle wdzięczna.
Wzrok zsunął się na notatki, podążając zaraz za bratem.
— Akurat są tacy, którzy zadbali o to, bym zawsze miała coś do roboty — tym razem uśmiechnęła się z delikatnym przekąsem, palce zastukały kilkukrotnie o papier. Nie dane jej było jednak zanurzyć się w zgorzknieniu — promienna obecność Roratio prędko przeganiała chmury znad jej głowy. — Słyszałam, że pomagasz Archiemu z finansami. Jeżeli starczy nam czasu, przejrzysz ze mną też te księgi? — spytała, przekrzywiając nieco głowę w kierunku lewego ramienia. Miała nadzieję, że jej nie odmówi. Ale najpierw poczęstunek!
— Och, Rory, akurat Claudia nam nie gotuje, mamy od tego kucharza i skrzata — zaśmiała się krótko, przechylając się jednak do przodu, by sięgnąć dłonią do tej brata. Przykryła ją pod ciepłymi palcami lewej ręki, gdy prawe zacisnęły się na eukaliptusowym drewnie różdżki. Jeden gest wystarczył, by przez drzwi wychyliła się głowa znanej Roratio służącej Mare, Claudii. Porozumiewawcze spojrzenie starczyło. Po kilku chwilach do pokoju wleciały dwa półmiski z sandaczem w towarzystwie kaszy jęczmiennej z dynią. — Ale cieszę się, że wszystko przeszło zgodnie z planem. Niby wysyłamy patrole, ale... Sam wiesz, jak to jest — chwyciła ostrożnie sztućce do ryby, odkrajając sobie kawałek, który zaraz wsunęła w usta. — Ale dość o mnie. Opowiedz mi, co się działo od naszego ostatniego spotkania! Wszystko, ze szczegółami!

| 300 gram sandacza z zaopatrzenia, kasza i dynia z kategorii I


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Gabinet Mare [odnośnik]20.04.22 0:20
Faktycznie - dzieciaki były najlepszym wskaźnikiem upływającego czasu. Szczególnie widział to podczas kolejnych wizyt w Derby. W czasie gdy zmiany zachodzące w wyglądzie Molly oraz Edwina były dla niego mniej oczywiste, chociaż działy się na jego oczach, to właśnie rosnąca jak na drożdżach Saoirse zadziwiała go za każdym razem, gdy odwiedzał posiadłość Greengrassów. Dużo mniej to piętno czasu widoczne było na twarzach Mare czy Archibalda - jakby ich czas omijał, skupiając się na najmłodszych pokoleniach. Już nawet rysy twarzy Roratio zmieniały się coraz mniej.
Och, to byłaby ujma na młodzieńczym honorze, gdyby przyznał się do czegoś takiego, jak tęsknota za siostrą! Bo przecież już powinien rozumieć, a nie tkwić w irracjonalnej złości i zazdrości. Teraz po części czuł się winny, na samą myśl, że kiedyś - w przyszłości zapewne bardziej bliższej niż dalszej - to on będzie musiał wyrwać z dobrze znanej rzeczywistości jakąś damę, wskazaną najpewniej przez nestora. Tak skonstruowane było ich społeczeństwo, tak działano od lat, a jednak jakieś dziwne uczucie związywało się na jego żołądku. Dlatego szybko uciekał myślami od tego tematu, skupiając je na rachunkach i sposobach pomocy jaką lordowie Dorset mogli przynieść mieszkańcom hrabstwa.
Wyszczerzył do niej zęby w szerokim uśmiechu. Cóż, musiał wyciągać z rękawa wszystkie asy, jakie miał! On nie miał młodszego rodzeństwa, które mógłby próbować sobie podporządkować, ale całkiem dobrze odnajdywał się w roli tego najmłodszego, oczka w głowie. Zresztą, zawsze pozostawało młodsze kuzynostwo, czyż nie? - Wiem, wiem, siostrzyczko, że ty nie potrafiłabyś mnie zostawić w potrzebie - rzucił być może z nieco bezczelną pewnością swoich słów, ale obydwoje wiedzieli, że była to prawda i jakiekolwiek sprzeciwy byłyby doprawdy uznane za nieszczere.
Znowu rzucił wzrokiem na rozłożone przed nimi księgi oraz wszelkiego rodzaju notatki i rozpisane rachunki. Pochylił się nad nimi z ciekawością. A na słowa Mare jedynie westchnął ciężko, jakby doskonale wiedział, o czym mówiła. Po części tak było. Z zaskakującą nawet dla samego siebie pilnością siadł do nauki rachunków i studiowania ksiąg pozostawionych przez poprzedniego nestora. - Ach, no ktoś musiał się za to wziąć, a nasz kochany Fluvius na bakier jest z wszelkiego rodzaju rachunkami - odparł teatralnie zbolałym głosem, ale znowu wyraz twarzy przeczył tonowi wypowiedzi. - Z chęcią zerknę na księgi, ostatnio mam pewną zagwozdkę przy naszych księgach, może wpadnę na rozwiązanie - powiedział już z nieco bardziej poważną miną. A na swoją niefrasobliwość jedynie machnął ręką. Cóż, każdemu mogło się zdarzyć. - Tak czy owak, kuchnia obłędna! - no cóż mógł powiedzieć. Pewnie czasem złośliwie mówił, że odwiedza ich w Derby jedynie dla tego przepysznego sandacza! Po chwili już mogli się właśnie nad sandaczem pochylić. - Wiem, wiem. Mam nadzieję, że nieco spokojniej... Proszę, Mare, jeżeli czegoś wam w Derbyshire brakuje, czy tu czy waszym ludziom, szepnij słowo - Roratio coraz prężniej myślał nad stworzeniem sieci pomocowej między hrabstwami podlegającymi rodom promugolskim. - A u mnie? Cóż, w Dorset powoli należy myśleć o przygotowaniach do Festiwalu Lata, myślę, że w takich czasach potrzebujemy go bardziej niż w latach ubiegłych. A Archibald się pewnie tego wyprze, ale pod koniec marca prawił mi komplementy. Oczywiście bez świadków, jak to Archibald - wywrócił oczami, a w przerwie wpakował kawałek ryby do ust. - O, ostatnio odezwał się też do mnie znajomy z dormitorium - dodał jeszcze. - No i oczywiście znowu przegrałem z dziadkiem Brenem w karty. A co słychać w Derby? Jak mój szanowny szwagier?- chociaż chyba bardziej od losów samego Derby czy nawet lorda Elroya interesowało go samopoczucie lady Delilah, która przy jego wizycie w lutym wydawała się zmartwiona.
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : 17
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Gabinet Mare
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach