Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Plaża
AutorWiadomość
Plaża [odnośnik]17.08.15 18:39
First topic message reminder :

Plaża

Linia brzegowa wyspy Wight obfituje w piękne plaże o złocistym piasku oraz wysokie kamieniste wybrzeża. Według wielu słynie z pięknych, malowniczych krajobrazów - i trudno odmówić im racji. Woda jest krystalicznie czysta, zaś piasek delikatny, przyjemny w dotyku; nie ma powodów, by obawiać się chodzić po nim na bosaka. Wśród majestatycznych, leniwie podmywających brzegi fal czasami da się nawet dostrzec ogony mieszkających przy wyspie syren.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Plaża - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Plaża [odnośnik]05.12.18 5:32
W istocie nie doświadczyła jeszcze przykrości zetknięcia się z anomaliami magicznymi. Ostrzeżona przez Cressidę może powinna mieć je na uwadze, ale Blaithin, jak każdy, znacznie lepiej uczyła się na własnym doświadczeniu niż cudzym. Eteryczna postać jej patronusa przywodziła jej na myśl brata i jego dalekie wspomnienie. Trzymając się go, stała na skraju wybrzeża, z przymkniętymi powiekami chłonąc chłód i wilgotne powietrze, przypominając sobie wspólne wakacje spędzone w Ambleside. Tak tracąc poczucie czasu, nie spodziewała się lady Lestrange już za chwilę za sobą.
Odwróciła się na dźwięk jej słów, z przykrością pozostawiając za sobą morskie fale i własne myśli. Zderzając się z rzeczywistościa, w której powinna się uprzejmie przywitać, pamiętając jeszcze zatargi, jakie Fawleyowie nosili do Lestrange’ów przez lata konkurencji na scenie artystycznej, kiwa jej tylko głową, siląc się na miły uśmiech. Sztuczny, jak zainteresowanie Alix jej zdrowiem. Blaithin mogła mieć pewność, że najchętniej lady Lestrange posłałaby ja w odmęty oceanu i patrzyła jak tonie. Bez konkretnej przyczyny, bo przecież w przypadku tych dwóch rodzin nikt jej nie potrzebował.
Miałam pewne problemy — niebezpieczny, wewnętrznie zapisany w podświadomości opór przed spotkaniem się z lady Alix Lestrange, ale stawiła mu czoła — ale nie mogły mnie one zatrzymać.
Uśmiechnęła się przymilnie przez co treść słów wydawała się prawie szczera. Wyprostowała się przy tym i otoczyła jedwabnym płaszczem ramiona, wzrokiem szukając daremnie uprzejmości w spojrzeniu Alix.
Trzy lata — odpowiedziała jej, niezdziwiona faktem, że ona pamiętała, a lady Lestrange… nie. — Mniemam, że tęskniłaś? — spytała z przekąsem, pokonując ostatnie dzielące ich metry dystansu, żeby podejść do niej i objąć ją przyjaźnie. Według zaleceń nestora rodu. Prawie westchnęła zawiedziona tym przymusem.
Niespełna tydzień temu miałam umówione spotkanie z twoim bratem. Musiało go zatrzymać coś bardzo ważnego skoro się nie zjawił?
Wyraziła tym jednym pytaniem zarówno swoje niezadowolenie, jak i dowód lekceważenia Flaviena Lestrange’a. Pomimo, że słowa brzmiały całkiem uprzejmie. Podobnie, jak następne, jakie wypowiedziała z nieznaczną nutką prowokacji.
Lysander wspominał mi o twojej niezaprzeczalnej urodzie, ale nie sądziłam, że naprawdę upływające lata będą tobie w takim stopniu sprzyjać.
W tym komplemencie krył się podszyty komunikat spotkania z jej narzeczonym. Nie była pewna, czy wywoła tym jej zainteresowanie, ale nie odmówiła sobie spróbować. Obie przecież wiedziały, że dzisiejszy narzeczony Alix, kiedyś narzeczony był innej – Blaithin.



Rodzimy się w jeden dzień. Umieramy w jeden dzień. W jeden dzień możemy się zmienić. I w jeden dzień możemy się zakochać. Wszystko może się zdarzyć w ciągu zaledwie jednego dnia.


Blaithin Fawley
Zawód : kuratorka i krytyk muzyczny
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Cofnęłabym się tysiąc razy i straciła go tysiąc razy, żeby tylko usłyszeć jego snute opowieści albo tylko głos. Albo nawet bez tego. Jedynie wiedzieć, że gdzieś tutaj jest. Żywy.
OPCM : 12
UROKI : 22
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6537-blaithin-fawley#166787 https://www.morsmordre.net/t6543-galahad#166862 https://www.morsmordre.net/t6542-b-e-fawley#166859 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t6545-skrytka-bankowa-nr-1654#166865 https://www.morsmordre.net/t6544-blaithin-e-fawley#166863
Re: Plaża [odnośnik]30.03.20 19:02
11 maja

Zrywam z brzydkim nawykiem wylegiwania się w łożu do południa i wstaję razem z kurami. Tak bym rzekł, gdyby chowano mnie na wsi, a że dorastam na wyspie otoczonej lazurową wodą i szczególnie upodobaną sobie przez słońce, budzę się wraz z jego pierwszymi promieniami. Padają na moją twarz przez koronki białych zasłon początkowo nieznośnie, chcę je przegonić, jak uporczywą muchę, lecz w końcu poddaję się i niemożliwie zaspany zwlekam się z łóżka. Z okna mogę podziwiać wschód słońca: grę świateł i wody, jakby zarumienionej od komplementów prawionych jej na uszko przez obyty w tym flircie blask. Niebo porządnie zaróżowione też się wstydzi - ono chyba ma coś za uszami. Monet nierówno miał pod sufitem, że malował jakiś Hawr, skoro najpiękniejsze impresje dzieją się teraz, właśnie na mych oczach. Kolejny urodzony za wcześnie. To ten wschód słońca mogliby - i powinni - podziwiać ludzie, a tak, sycę się nim tylko ja w przeświadczeniu ogromnej krzywdy i niesprawiedliwości wyrządzonej światu. Odsłaniam zasłony i otwieram okno, wpuszczając do komnaty świeże powietrze i majowy wiatr, mój ulubiony. Ciepły, łaskoczący, podwijający kosmyki włosów i stawiający dęba szczecinę na mych rękach. Ziewając zabieram się za prędką toaletę, po czym pośpiesznie wkładam powyciągane ubrania, luźniejsze spodnie i koszulę, która lata świetności ma już zdecydowanie za sobą. Wychodzę z domu, już za progiem oddychając pełną piersią i myśląc, że jednak naprawdę wiele mi nie potrzeba i umiem cieszyć się małymi rzeczami. Drewnianymi schodami zbiegam na plażę i zaczynam trucht wzdłuż brzegu. Na boso, buty mi niepotrzebne. Wybijam równomierny rytm, stopy raz za razem uderzają w zbity piasek, który odkształca się pod wpływem nacisku. Ziarenka pryskają, czasami zderzam się z zimnym strumieniem wody poniesionej za daleko przez nadgorliwą falę, ale to tylko potęguję moją przyjemność. Nie forsuję się zbytnio, choć moje płuca już wkrótce zaczynają wołać o pomstę do nieba, a przynajmniej, bym choć na chwilę się zatrzymał. Nie ulegam, niech krzyczą, niech wrzeszczą. Biegnę dalej, moja klatka piersiowa płonie, a ja wyrzucam ramiona w bok, żeby przez chwilę poczuć się jak ptak. Słodka, słodka beztroska... Dyszę ciężko, ale skupiam się wyłącznie na zmęczeniu, na równomiernym przebieraniu nogami w niezakłóconym tempie, na kontrolowaniu oddechu. Zadzieram głowę wysoko, by popatrzeć w niebo, powoli wracającego do swej zwykłej, pastelowej barwy. Z wysoka znikają te rumieńce wstydu, co znaczy, że niedługo podadzą śniadanie, a moje miejsce pozostanie puste. Zlany potem zatrzymuję się na chwilę i wykonuję kilka prostych ćwiczeń rozciągających. Po krótkim namyśle ściągam koszulę z wielką plamą na plecach - nie będzie mi już potrzebna. Przed posiłkiem pójdę jeszcze wziąć prysznic i przebiorę się w coś stosownego. Muszę wracać, wybieram tą samą drogą, wydeptany trakt jaki pokonuję niezobowiązującym truchtem. Nie spodziewam się ujrzeć tu żywej duszy, więc moje zaskoczenie sięga zenitu, gdy dostrzegam kobiecą sylwetkę kręcącą się przy brzegu. Biegnę jednak nadal w tym samym rytmie, zwalniając dopiero tuż przy niej. Nie tak młoda, jak zdawała się z daleka, nie tak intrygująca, jak mogłaby być. Zwyczajna.
-Przepraszam, że przeszkadzam w spacerze, ale to prywatna plaża - uprzejmie zwracam jej uwagę, tylko praktycznie mijając się z sednem. Bo w teorii, ziemie te należą do mnie. Do nas, do Lestrange'ów, z których dziedzictwa korzystam, jeśli tylko mi z tym do twarzy.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Duch
Plaża - Page 6 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Plaża [odnośnik]01.04.20 21:23
Skrzydła pracowały w równym rytmie. A szum piór, które niosły ją w górze miały kształt cichej melodii. Tej słyszalnej tylko w locie. Zrozumiałej przez wiatr. I drażniącej ptasie zmysły, niedostępne ludzkiej naturze. Lekkość otulająca jej serce, nie miała związku z drobną postacią, której widok chował niebo. Nawet ciepłe łaskotanie promieni ślizgało się na skrzydłach, umykając gdzieś dalej.
Odpowiedzią była odległość, ale nie ta mierzona czasem, czy wartością numerologiczną. Była daleko od szaleństwa, które na co dzień przyjmowała bez sprzeciwu, jak woda mieszająca się z kroplami atramentu. Targała decyzje ze sobą, odbierając rzucane karty bez wahania. I rozkładała zasady gry na nowo. Taką rolę wybrała. Marionetka ze sznurkami, która lubiła trącać drgające struny teatralnych lalek. Podobnych do niej.
Wszystko zmieniało się na niebie. Chaos i szaleństwo skupiające ziemię, nie sięgały wyżej. A ptasie zmysły przejmowały władzę nad odbieranymi bodźcami. Myśli nie ginęły, ale tonęły w zupełnie innej przestrzeni. Poddane instynktom. Oddane dla wiatru. Wolne. Nawet jeśli malowane pozorami. I magią, która zmieniała jej ludzkie ciało, nadając nowego oblicza. Czy lepszego?
Błysk poszarzałego błękitu który dostrzegła w oddali, zakotwiczył się w myśli irytująco głęboko. Pochyliła się minimalnie, ale to wystarczyło, by lot zmienił swój kierunek. Łagodnym łukiem zmierzała w dół, pozwalając, by skrzydła łagodnie niosły ją nad upatrzony cel. Plaża była pusta. Jednak nim wylądowała, zatoczyła kilka kółek, powoli opadając niżej, by w końcu wylądować na piasku. Bystrym, ptasim wzrokiem zlustrowała otoczenie ostatni raz, nim zmieniła postać na ludzką.
Piasek nie był ciepły, wilgotny wsypywał się do botków, które bez wahania najpierw rozwiązała, potem zsunęła. Stanęła bosymi stopami na piasku, czując, jak drobiny wciskają się między palce i łaskoczą. Mimo chłodu, uśmiechnęła się krótko do siebie. Nikt w aktualnych okolicznościach, albo niewielu było takich, którzy mogli sobie pozwolić na odpoczynek. I oderwanie od wojennej zawieruchy. Być może dlatego, będąc samotną na prywatnej (jak się później miało okazać w więcej niż jednym znaczeniu) plaży miała wrażenie oderwania. Zupełnie, jakby została zamknięta w mydlanej bańce. Pytanie brzmiało, w którym momencie miała prysnąć, wracając na kanwę rzeczywistości? Nie potrzebowała odpowiedzi. Tak, jak nie był jej potrzebny do tego żal.
Wsunęła różdżkę już z nawyku, do kieszeni w spódnicy, której brzegi podwinęła aż do kolan. Podobny zabieg zrobiła z rękawami białej koszuli, wcześniej ściągając materiał płaszcza. Odłożyła torbę, by skorzystać z zasobów magii i transmutować ułożony stosik w przyprószony piaskiem kamień. Różdżka na powrót znalazła ukrycia, a Veronica przymknęła powieki, by ze znajomą sobie powagą, przekroczyć granicę wody. Zmarszczyła brwi, gdy w piasku obok, rysują się niewyraźne ślady. Obecność, rozmazywana przez linię wody. Obecność, o której powinna pamiętać.
Zadrżała od chłodu, który powędrował impulsem aż do kręgosłupa. A potem z zamachem uderzyła stopą o płynną powierzchnię, rozchlapując krople wokół siebie. Nigdy nie czaiła się, wchodząc do wody. Ale chociaż pomysł zrzucenia pozostałej odzieży wirował pomysłem, odrzucała podszept. Nie była naiwna, by oddawać się tak daleko idącej beztrosce. nie w obcym sobie miejscu. Bez wcześniejszego, bardziej skrupulatnego zwiadu. I jak się okazywało - słusznie. Na horyzoncie, dostrzegła poruszającą się całkiem zwinnie - obecność. I jeśli na tak otwartej przestrzeni, dostrzegła ją ona, to owa, z coraz wyraźniej rysującą się, męską posturą, musiała zarejestrować jej.
Pospieszne znikanie z pola widzenia, byłoby nienaturalne. Zdecydowała się na stonowaną ignorancję, tylko kątem oka upatrując zbliżającego się cienia. Samej, nieco głębiej przekraczając granicę wody, która sięgała już kolan, mocząc tym samym brzegi czarnej spódnicy. I chociaż wyraźnie słyszała zbliżające się kroki, pozornie zajmowała uwagę iskrzącą taflą i chłodem wilgoci. Odwróciła się dopiero, gdy cień zatrzymał się gdzieś za jej plecami, rozbijając powietrze przyjemnym w tonacji głosem. Znajomym. Na usta włożyła zaciekawiony uśmiech i z jedną dłonią, wciąż przytrzymującą wiązany koniec spódnicy, zlustrowała - młodszego od niej - Nic nie szkodzi, nie gniewam się - odpowiedziała na pierwszą część zdania, jeszcze, nim zakończył całość - rozumiem - dodała też, wkładając w ton możliwą beztroskę. Tym większą, że właściciel odsłoniętej piersi był jej znajomy. Chociaż - bez wzajemności. A po minie, która malowała przystojne oblicze wnioskowała, że miała rację.
Maskę powagi włożyła po chwili, zupełnie, jakby dopiero teraz zrozumiała sens słów - Nie zauważyłam - zakończyła, przekręcając głowę na bok, trochę jak ptak, który chciał lepiej dostrzec upatrzony szczegół. A tym, w przypadku Findlay, była oczekiwana reakcja.


As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play



Ostatnio zmieniony przez Veronica Findlay dnia 04.04.20 14:47, w całości zmieniany 1 raz
Veronica Findlay
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11/65
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930
Re: Plaża [odnośnik]02.04.20 14:29
Rzadko bywam sam. Zapieram się przed tym rękami i nogami, bo wtedy nawiedzają mnie najgorsze potwory, straszniejsze i bardziej nachalne niż te wyłażące spod łóżka. Potwory to myśli - gdy jest ich za dużo, czuję się oblegany i stracony jeszcze zanim ktoś ogłosi egzekucję. Jedyne co mogę zrobić, to wypić swoje zdrowie, na wszelki wypadek, na szczęście, na dobry sen i miły poranek. Rutyna, rutynka, która nie jest szczególnie miła mej wątrobie, czuwającym lekarzom i tak dalej. Dlatego oszukuję ją i siebie, prowadząc ten quasi świadomy tryb życia i wypluwając płuca na plaży, kilka kilometrów od domu. Jeśli ktoś pójdzie po śladach to trafi na te kawałeczki i będzie mieć materiał na moją esencję eliksiru wielosokowego.
Oto co się dzieje, gdy za długo jestem sam. Daleko idące skojarzenia, a od biologicznych to się dopiero zaczyna. Mogę swobodnie przerobić w ten sposób właściwie każdą dziedzinę wiedzy, bez konieczności posiadania z niej wykształcenia choćby i minimalnego. Produkowanie bzdur w ilości dowolnej jakoś koduje się w mojej głowie i przychodzi mi z łatwością. Niektórzy są wirtuozami mandoliny, a ja plecenia, nawet nie wianków, a trzy po trzy. Mierny talent, ale wymierne korzyści, tyle z tego dobrego. Złotousty może nie jestem, ale już brązową rangę bym sobie przyznał, gdyby to oczywiście były jakieś zawody.
A nie są. Nie są, prawda? Uprzywilejowana pozycja startowa i tak na nic się zdaje, skoro przegapiam wystrzał, sygnalizujący początek rywalizacji. Ale to dobrze, ktoś (ja) przecież musi uplasować się - no, może nie ostatni, ale gdzieś w sympatycznym środeczku.
Biegnę więc, nie po wygraną - po co? Podziwiam widoki, stopami smakuję dzisiejszego morza, które codziennie wygląda, brzmi i pachnie inaczej. Na przykład teraz ma konsystencję żelu, jaki wcieram sobie czasem we włosy, jest chłodniejsze niż tydzień temu o tej porze (dlaczego? majowe słońce spisuje się przecież dobrze) i chyba ciut bardziej słone. Między palcami zbieram piasek, ten nieco wilgotny, zebrany stopą tuż z namokniętego brzegu i suchy, niedotknięty palcem żadnego z uosobień Posejdona. Moja ziemia, zamykam oczy, by poczuć ją pełniej. Zazdroszczę tym, złączonym w szalony sposób z naturą, rozumiejącym wołanie roślin i wszystko, co dzieje się tam dookoła nas. My - ja i ona - nie koegzystujemy w taki sposób. Silna eksploatacja i równie silna admiracja, lecz pozostaje ona właściwie nieważna, cóż to niemy podziw, skoro brak mi pojęcia, tego pełnego i należnego? Wiatr smaga moją twarz, wystawiam ją ku niemu, o tak, pieść mnie tutaj, tak dobrze. To jeden z Zefirów, łagodny, obmywający mnie świeżością i porankiem, skondensowanym w prostym podmuchu. Uśmiecham się naprawdę szeroko, jakby ten wiatr zdmuchnął z moich ramion ciążące tam belki wszelkich zobowiązań. Jedne ciosane topornie, inne rzeźbione z dbałością o detale, ale ważące właściwie tyle samo - żadnej różnicy. Drewniane ciało, drewniane maniery, żegnam was, zostawiam na pastwę losu i skazuję na spacer po desce. Wprost do morza.
Mnie ono nie krzywdzi, jestem swój, dziecko wykąpane w słonej wodzie z jedną tylko wadliwą piętą. Wzrok mam dobry, może nie sokoli, lecz dość, by kobieca sylwetka nie wymknęła się z mych objęć. Przyzwoitych, bo wcale nie wyciągam po nią rąk, pozwalam jej swobodnie kluczyć przy brzegu, korzystać z błogosławieństw lekkich fal i pierzyny piany, zalewającej jej nogi. To ładne.
Nieznajoma łechcze mnie i zaspokaja w miły sposób; estetyczny obrazek już z samego rana i to inny od gry słońca na białej pościeli. Widzę zagłębienia ciała, te które zwykle się chowa i pokazuje jedynie w sypialni; oblizuję się z tej beztroski, którą kobieta z siebie strząsa, tym niecierpliwym, władczym ruchem. Pokazuje, kto tu rządzi, chwytając za mokrą płachtę spódnicy, pewnie za moment ją opuści, a jej kolano puści mi oczko i tylko ja będę błyszczeć nagimi sutkami.
-Jeśli pójdziesz tamtędy, trafisz prosto na zatoczkę syren. O tej porze zwykle się nie pokazują, ale woda jest tam czystsza, a ludzi zdecydowanie mniej. Pół godziny marszu przez las, zejście jest zakamuflowane, ale powinnaś zauważyć kamienne schodki. Tam nikt nie będzie ci przeszkadzać - instruuję kobietę, szukając zaczepki w jej zapadłych policzkach. Możemy się przyjaźnić, mówić sobie po imieniu i zatańczyć. Mam wyjątkowo dobry humor.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Duch
Plaża - Page 6 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Plaża [odnośnik]05.04.20 19:00
Myśli miała swoje. Ich słuchała. Im podsuwała nowe wrażenia i zamykała szczelnie w głowie. Nie lubiła ulegać tym cudzym. Nie uginała się przed prośbą, jeśli tego rzeczywiście nie chciała. A groźba stanowiła osobistą, czerwoną płachtę, której zerwanie jawiło się jako punkt zwrotny. Nie zawsze bezpośrednio. Nie zawsze jej dłonią. Ona trącała struny niczym harfiarz, ale nie bała się zanurzyć palców w błocie. Nawet jeśli miała całą tę harfę w nim utopić. Ale nie przekraczała pewnych granic. Nie wszystkie były tego warte. A płaciło się słono. I gorzko.
Słabości potrafiły wyciągnąć myśli na powierzchnię. Rozbierały z otuleń zbroi, rozrywały postawione mury. Odsłaniały nagość, której rezerwację przeznaczała dla wybranych. Stroniła od alkoholów, nie częstowała się u obcych, ograniczając możliwość wtargnięcia w zakazane (dla innych) sfery jej życia. Dla otoczenia - bywała nudna. Nieszkodliwa. Może nawet ładna, ale nie pociągająca przy pierwszym spotkaniu jak magnes. Nie odwrócisz się za nią na ulicy. Niknęła w tłumie. I o to chodziło. Codzienne kłamstwo, którym mydliła oczy pospolicie patrzącym. Głęboko do serca wzięła sobie powtarzane jej przez mentorkę słowa. Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności. A lata, które mijały, utwierdzały w przekonaniu, jak bardzo prawdziwe były. Nawet teraz. W ciszy, jaka otaczała niemal pusta plażę. I napięciu powietrza, które zwiastowało obecność. I jej własną i tę nie-obcą, prawie młodą, eksplodującą energią, która musiała nie znajdować ujścia gdzieś indziej. Trochę jak zabłocony strumień, który nagle znalazł drogę do wielkiego morza. Albo wiarę, że do niego prowadzi.
Ale porównanie zniknęło, tak jak znikały zdradzające jej myśli, gesty. Nie szukała już wskazówek, które miały określić zbliżająca się sylwetkę. Nie oceniała odległości, która mogła zapewnić jej pospieszną ewakuację. Zmieniała się w beztroskę, w bańkę mydlaną, która przecież miała pęknąć. Kobieta. Tak ulotna, nieświadoma, słaba. Przeciągnięta przez gorset stereotypów. A jednak, dla nielicznych, posiadające broń, którą mogły stracić zbyt szybko, jeśli tylko odsłoniły zbyt szybko. Broń, na której widok męska natura reagowała zwiększoną uwagą. Tajemnica. Nawet ta niepozorna i nieświadoma. Albo na taka kreowana.
Świadomość o tym, co stanowiło o jej zaletach i wadach było jedną z pierwszych lekcji, jakie wpajano jej podczas kursu. Jedne i drugie miała umieć wykorzystać. Czasem nawet wywrócić do góry nogami. Wszystko niemal, by zdobyć upragniony cel. W końcu, mieli być cieniami, które krążyły wśród czarodziejskiej społeczności, które zapobiegają rzeczom. Prewencja, która we współczesnym rozrachunku wydarzeń, przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Ministerstwo jakie znała - nie istniało, a praca wiedźmiego strażnika stała się kolejnym narzędziem wojennej opresji.
Dziś - teraz. Nie była nikim szczególnym. Może zagubioną kobietą. Może duchem, który szukał ukojenia. Pozwalała wybrać patrzącym na nią oczom. A obrazem miało być jej ciało i kilka gestów, które sprawdzały zasięg męskiego spojrzenia, któremu wcale nie była dłużna. Ani trochę. Była przecież dobra w myślnym rysunku męskiej natury. Tej fizycznej i wcale nie, bo w naturze rysować nie potrafiła. Nie mogła być wścibska. Pozbawiała się jednak zwyczajowej pewności, tylko przelotnie ślizgając się po odsłoniętej piersi i lokując uwagę na twarzy, i oczach, w których czaiła się przyjemność. Lubiła ten widok. Jej osobista słabość. I wcale nie była nią nagość.
Wyprostowała palce, które trzymały związany koniec spódnicy. Czerń opadła na falujący błękit, a kroki wracały ścieżką do brzegu - Nigdy nie widziałam syren - uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową. Przecież rozumiała - Czyli mogę tam pływać? - pytanie oplatało język, niby test. Wiedziała przecież kim był i tylko pokusa wiedzy trzymała ją na uwięzi. Los bywał zabawny w łączeniu spotkań i była pewna, że kiedyś obie strony poznają swoją tożsamość. Tylko czy miało to być jeszcze dzisiaj, czy mogła pozwolić sobie na słodycz niewiedzy? - Nikt. Nawet Ty? - bo przecież przeszkadzał, prawda? Przepraszał za najście. Nawet jeśli kontekst całości był zupełnie inny. A mimo to nie ma żadnego "pana", nie ma "lorda". Jest po prostu mężczyzna i skrócony dystans, którego kobieta nie powinna była ciosać. Zazwyczaj.


As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play

Veronica Findlay
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11/65
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930
Re: Plaża [odnośnik]05.04.20 23:36
Tu jest moje miejsce, to, do którego zawsze wracam. Ponad dziesięć lat temu na banicję ruszam dobrowolnie, lecz kraj i rodzina upominają się o mnie jednakowo, a kiedy znowu ląduję na Wyspie Wight, przestaję się szarpać. Uciekłem raz - drugiego nigdy nie będzie. Wiem, że mam smycz na szyi, długą i puszczoną luźno, lecz ktoś prędzej czy później może za nią szarpnąć. Ojciec. Nestor. A wtedy pa pa, słodkie kawalerskie życie, żegnajcie wypady żebracze, hasta la vista baby.
Nie ma.
Koniec.
Myślę o tym, co dobre. O moich komnatach na poddaszu z widokiem, za jaki dałbym się poćwiartować. O karłowatej roślinności walczącej z piaszczystą ziemią, by obrodzić zielenią. O słonym posmaku, który zostaje mi w ustach, gdy tylko otwieram okno. O tym, że nigdy nie jest tu cicho.
Tak dosłownie, nigdy. Wystarczy, że uśpię gramofon, szczelnie zamknę drzwi i odrobinę uchylę okno, a wedrze się do mnie cała gama głosów i zaśpiewów natury. Jeśli słuchasz szumu drzew i właśnie teraz się nim zachwycasz, loudness war przegrywasz z kretesem. Morze brzmi pełniej, dosadniej, nieustannie. Inny dźwięk mają fale poruszające się samoistnie, inny te huśtane przez wiatr. Zupełnie różnie brzmią, gdy rozbijają się o skalną półkę, a wtedy, gdy tylko obmywają piaszczyste wybrzeże. Wiatr przez nie gwiżdże, mewy krzyczą, wierzgają o uwagę, tu i ówdzie w tym rozgardiaszu posłyszy się plaśnięcie syreniego ogona i skrawek ich melodii. Przypływy i odpływy też - słyszę. Audiofilski raj, prawdziwe spełnienie marzeń zakochanych w muzyce i dźwiękach. Wielki błękit, wielka przestrzeń zamknięta i wystawiona na serię pocisków, raz za razem wyzwalających w krajobrazie większe dźwiękowe echo. Wyspa Wight jest niczym gong. Jedno uderzenie wyzwala serię drgań, emanujących w nieskończoność. Mama nigdy nie kołysała mnie do snu - robiło to morze.
Dlatego, mimo wszystko, tu właśnie czuję się jak w domu. Bo to jest mój dom, bose stopy zagłębiają się w ziemi, której skrzynie trzymam w piwnicy na wypadek przemiany w wampira, a nagą klatkę piersiową chłosta powietrze, którym oddycham z największą przyjemnością. Nie biegam z gracją maratończyka, wyrzucam ramiona w bok zbyt prędko, macham rękami raczej nierozważnie: tylko nogi same trzymają rytm biegacza, osadzają się odciskami w wilgotnym piasku, a mnie w tej sytuacji. Ja i ona, ja pan, ona intruz, ja nagi - spodnie zatrzymują się na mych biodrach, ale to nic, nie mam przecież nic do ukrycia - ona okryta mokrym materiałem, przez który nie prześwitują intencję. Może się zabłąkała, może nie jest stąd, może...
Nie zastanawiam się, nie obchodzi mnie to może, które czyni jej postać albo mniej rzeczywistą albo efektem mych wyobrażeń. Zadowalam się tym, co dostaję, figurą drobną i sporo niższą ode mnie z pierwszymi zmarszczkami mimicznymi przy ustach i nosie. Chyba dużo się śmieje. Jest ładna, chociaż nie piękna. Ciężkie pukle włosów ma poskręcane i lekko wilgotne, a nos zadarty. Jednak piękna, myślę, wciąż z daleka nabierając perspektyw.
Milczy mądrze - chyba coś planuje. Daje mi czas, bym się na niej rozgościł, zapuścił żurawia na blade kolano, ocenił miękkość spódnicy jednym spojrzeniem, poszukał jej butów na piasku: co one mi powiedzą? Wędruję po zgięciach jej ubrań, tonę w tej zwyczajnej twarzy, ot tak po prostu, przepadam. Nieznajoma mówi, rusza wargami, wydobywa z siebie głos czysty, wyższy, niż się po niej spodziewam, obdarzając mnie zainteresowaniem podobnym, jak wyjątkowo przeciętnej historycznej zagwozdce. Nie obrażam się jednak wcale, rozrywki dostarczają mi jej zetknięte palce i opadająca spódnica. Koniec przedstawienia.
-Możesz. Zaprowadziłbym cię, ale mnie oczekują - odpowiadam. Dziś nie zobaczmy syren, ale mogą wciąż ukazać się tobie, błysnąć piersią, zarzucić włosami, mrugnąć kolorową łuską. Tylko nie próbuj ich gonić, bo wypłyną z tobą na otwarte morze i zjedzą. Nie wiem, czy tak robią, kiedy pytałem, nie chciały odpowiedzieć.
-Ja byłem tu pierwszy - uświadamiam jej, dziecinny argument, który działa - nie nadążyłabyś za mną - dodaję przekornie, przekonany o swym potencjale wyrobionym towarzyszeniem syrenkom w podwodnych harcach. Rodzę się pod znakiem trytona - czym ona się pochwali?


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Duch
Plaża - Page 6 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Plaża [odnośnik]10.04.20 23:00
Zaśmiałaby się, gdyby ktoś zapytał, czy wierzy w stare porzekadła. Ale te starsze, szeptane przez pomarszczone czarownice i przekazywane przez rosłych czarodziei. Zaśmiałaby się - nad własnym kłamstwem. Tym codziennym, którym raczyła obcych, gdy była nikim szczególnym. Ale wracając do porzekadeł, chodziło o miejsca. I osoby.
Nie przywiązywała się do rzeczy. Nie miała szczególnych pamiątek i nawet drobna, pleciona obrączka nie tkwiła już na jej placu. Nie, nie wyrzuciła. Wciąż przypominała o nim. Wciąż miewała sny, w których przypominał jej smak pocałunków, tylko po to, by nie poznała ich w rzeczywistości. U nikogo innego. Ale to było proste. nawet jeśli wspomnienie bladło w niektórych miejscach.
Nie przywiązywała się do miejsc. Nawet dom tak pełen skojarzeń i drgających pomiędzy półkami wspomnień, nie był w stanie jej zatrzymać. A może nawet odpychał, tym bardziej pusty, że pozbawiony obecności jej syna. I dziś, to on stanowił centrum jej serca. I przypomnienia, że wierzy w to stare porzekadło - Tam skarb twój, gdzie serce twoje. I prawdzie, że przywiązywała się do ludzi. Z murem postawionych kłamstw, że jest inaczej. Ostrzeżeniem, które utrzymywało ją przy życiu tyle lat. Nieufności wpisanej w naturę pracy, którą wykonywała kiedyś i kontynuowała nadal - chociaż bez ministerialnego podpisu, potwierdzającego pełnioną profesję.
Nadal lubiła być cieniem. Naturalne umiejętności nie zawsze ją satysfakcjonowały, ale wspomagana magią, potrafiła być niezauważalna. Przynajmniej dla niewystarczająco spostrzegawczych i uważnych. Mogła oszukać, okłamać. I robiła to bez wahania, jeśli tylko miała w tym jakiś cel. Słowa płynęły jak woda. Gładko. Łatwe do przełknięcia i trudne do usunięcia. Taka ich natura, nawet - jeśli czasem ktoś się zadławił. Nie znała ich jednak wielu. Spotykała wśród aurorów. Spotykała u męża, który potrafił przeniknąć jej wyrazy, niby magia legilimenty. Ale jedyny ból jaki czuła, to zagryzany szept własnego sumienia. A ten nie odzywał się często. Nie, kiedy uznawała słuszność swych decyzji.
Plaża opowiadała o sobie. Opowiadała jeszcze jej skrzydłom, gdy ścigała się z wiatrem. Wołała, a Veronica odpowiedziała - jeszcze niepewna konsekwencji, ani decyzji, jakie miała zmienić. Nie z konieczności. Dla nietuzinkowej przyjemności, nieoczywistej w swej postaci, bardziej ulotnej i chwytanej pospiesznie, by nie umknęła zmysłom. Całkiem przypadkowo, jak przypadkowo los zechciał zetknąć dwie znajomo-nieznajome postaci. Czy była przez to winna? Czy mogła twierdzić, że znała mężczyznę, który ubrany w beztroskę, na kilka chwil pozbawiony nitek odpowiedzialności, jak koszuli, która musiała wiercić się gdzieś niecierpliwie w piasku. Jak bose stopy wolne od sztywnych kroków. I czy to ta młodość tak oblekła ciało i spojrzenie, które ku niej skierował? Może mogła zostać tym zagubionym duchem, którego spotyka się czasem w rozstaju dróg? Nie była pewna tylko - jego, czy jej własnych.
A jednak, mogła zostać duchem. Bez butów, bez torby, bosa, w mokrej spódnicy i wilgocią, która sięgała koszuli. Morze wcale nie lubiło granic, które wyznaczała ona. Mówiły o tym klejące się do skóry, rękawy koszuli. Jeszcze - nie sięgając piersi. Jeszcze - bo im dłużej pozostawała w objęciach morskiej fali, tym szybciej odsłonić miała kilka, skrywanych tajemnic. Dlatego oddała wilgoci brzegi spódnicy w całości i powitała brzegowy piasek. Tym samym wchodząc w męski cień i bez sprzeciwu (a może skruchy?) unosząc wzrok do góry - Pozwolenie, ale nie zaproszenie - zawiesiła głos, wciąż nie odrywając zieleni źrenic, tak różnych od niewidocznej postaci, którą chciała prezentować - żadnego nie oczekiwałam - niemal sparafrazowała usłyszane słowa, bezwiednie odrywając spojrzenie. Obróciła się na pięcie, oferując widok chowającej się pod puklami włosów, bieli koszuli. Głębiej zanurzyła stopy w piasku, który tańczył już obficie na czerni spódnicy. Wcale jej to nie przeszkadzało. A kiedy znowu się odezwała, odwróciła profil oblicza, chwytając kątem oka ten szlachetny, należący do arystokraty. Zrobiła niespieszny krok, potem kolejny, zwiększając odległość, ale niewystarczająco by jej głos zmieszał się z szumem fal - Ale to ja będę pierwsza - tu nie było już beztroski, brakowało mdłego posmaku nijakości. Była za to cicha prowokacja, której wielu potrafiła poskąpić, pozostawiając w pewności, że nie spotkało ich nic interesującego. Jednocześnie samej narażając się na poznanie dwóch stron odpowiedzi.


As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play

Veronica Findlay
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11/65
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930
Re: Plaża [odnośnik]11.04.20 12:25
Huśtam się pośród kłamstw i kłamstewek, które łypią na mnie znad lichych traw porastających wybrzeże. Słabe miejsce do zabawy w chowanego, wyspa nie sprzyja takim igraszkom. Jedyna opcja na schronienie to skryć się za hałdami piasku, ewentualnie na dnie morza (na chwilę) lub w szafie gdzieś w domu. Z tymi dużymi łgarstwami się nie lubię i przepędzam je - mam takie prawo, jako Lestrange, dziedzic i tak dalej - a te mniejsze chowam do kieszeni. Przez nieuwagę jeszcze kurczą się w praniu i krystalizują do rozmiarów paprochów na ubraniach, których nawet strzepywać z siebie nie próbuję, takie są uparte. Dlatego biegam z obnażoną klatką piersiową, nagie ciało jest szczere - niczego nie ukrywam. Nie muszę, tak długo, jak jestem sam, tak długo, jak mi się podoba. Życie wiecznego letnika kusi, bose stopy, słomkowe kapelusze i koszule rozpięte na piersi, oto sielanka, która potrafi przysłonić mi słońce. Moje okna wychodzą na lagunę, więc do tych wakacyjnych widoków nawet nie zdążę zatęsknić. Moja Nibylandia, wieczne lato i ja, wieczny chłopiec, który nosi nieco za długie włosy i popala papierosy tak, żeby mama tego nie widziała. Omijanie posiłków, picie wyłącznie schłodzonej wody z ogórkiem i kilkoma listkami mięty, gimnastyka przed świtem na plaży, gonienie fal i syrenich ogonów. Relaks.
Albo ucieczka, bo biegnę tak, jakby goniło mnie stado największych koszmarów. Ale te lęki na szczęście mają nadwagę, są opieszałe; wyprzedzam je z łatwością, wysuwając się na przód peletonu. Mogę jednocześnie biec i zachwycać się falami, które chciwie pochłaniają plażę kawałek po kawałku, czasami unieść oko wraz z gęstą brwią ku górze, zerknąć, czy nieba nie przecina lot ptaka. Zdarza się, że dostrzegam te mugolskie, metalowe i rzężące, pozostawiające po sobie smugę dymu, intrygujące, choć chyba brakłoby mi tego pędu we włosach, gdyby przyszło mi siedzieć zamkniętym w takiej kapsule.
Wolę pozostać na ziemi, zakotwiczony, z ciężkim balastem poupychanym w kieszeniach i zobowiązaniem względem żywej de(kon)strukcji szczupłego pasma piasku. To nie kolejna ryba wyrzucona na brzeg, żadna tam płotka. Ma głos, więc należy potraktować ją jak człowieka, mimo że nie mam pojęcia, skąd tu się wzięła, a pytać nie wypada. Dla mojej własnej uciechy wyobrażam sobie, jak wychodzi wprost z morza, zupełnie jak Wenus, ale bardziej dynamicznie. Fale jej nie otulają, tylko wypluwają, za długo pozostawała sama - teraz ma towarzysza. Mnie. Tego, przed kim matki ostrzegają, a ojcowie gniewnie marszczą czoła, dlaczego, do tej pory się zastanawiam. Mój sutek puszcza jej oczko, ale to tyle, żadna zbrodnia przeciwko moralności.
Jej ubranie także, ot, mokra Angielka - bo przecież nie Włoszka - wynurza się z wody. Drugie implikuje pierwsze, po co naginać żywioły do naszej woli, skoro dzięki nim mamy to: kobietę wilgotną i wcale nie strutą tym, że nagle otacza ją publiczność. Uśmiecham się, bo jej naturalność przypada mi do gustu i mogę już swobodnie opowiadać (przestrzegać) o wymyślnych i wymyślonych konsekwencjach znaczenia śladów po naszej stronie plaży. Głupota, kolejna fala zmyje odcisk niewielkiej stopy, a słony wiatr zakryje jej zapach. Parę minut i znowu będzie tu pachnieć tylko zwilgotniałym drewnem i dzikością natury, nikt się nie zorientuję, że tu byłem, że ona tu była. Idealne miejsce na romantyczną schadzkę, gdyby tylko nie ta sztampowość. Koc, plaża, szampan albo schłodzone wino, słońce drżące między ziarenkami piasku, puklami włosów i półkulami piersi. To dobre dla piętnastolatków - dla ich wyobraźni. Moja nie krępuje się zupełnie, więc podaję rękę obcej kobiecie.
-Przepadnie mi śniadanie - mruczę jak kot, trochę tym faktem rozdrażniony, spadnie na mnie pewnie nagana, jeśli wrócę mokry albo spocony, bo te niedzielne tradycje mam przykazane respektować. Ale wyścig kusi, bardziej niż świeżo wypieczone maślane rogaliki, dżem malinowy i trzynaście osób przy jednym stole, jakby to nie był niedzielny posiłek, a ostatnia wieczerza.
-Jeśli wygram, spełnisz jedno moje życzenie. Jeśli ty wygrasz, ja spełnię twoje - proponuję, zabawmy się dżinnią mocą, poudawajmy, że możemy więcej. Liczę głośno do trzech i puszczam jej rękę, rzucając się do wody. Głową wprost w fale, niestraszne mi są głębiny, rozgarniam je rękami, nie oglądając się za siebie. Łapię tempo, czuję fizyczność, opór, jakie ciało stawia wodzie i... czuję też lepkie, długie macki, które zaciskają się na mej nodze mocno, uniemożliwiając wierzgnięcie.
-Relahsio - warczę, celując różdżką w druzgotka, który upodobał sobie moją kończynę do swych złośliwości. Bliźniaczy stwór zaczepia moją konkurentkę, ale to wyścig, niech radzi sobie sama.

|żeby poradzić sobie z druzgotkiem należy rzucić zaklęcie relashio (st=60, do rzutu dodaje się bonus przysługujący ze statystki uroków), wykonać rzut na ONMS (ujarzmienie wodnego demona st=50) lub spróbować pozbyć się go fizycznie (st=50, do rzutu dodawana statystyka sprawności). W przypadku niepowodzenia, druzgotek atakuje dalej i do rzutu na biegłość pływanie otrzymujemy -10 do kości


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Duch
Plaża - Page 6 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Plaża [odnośnik]11.04.20 12:25
The member 'Francis Lestrange' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 92
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Plaża - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plaża [odnośnik]13.04.20 18:08
Znała wiele sekretów. Tych cudzych, błahych i wielkich, które wstydziły właścicieli. Sama miała ich kilka, wciśniętych po płaszczem serca. Znała ich cenę. Cenę tajemnic - przelewanych przez słodkie usta, ścieranych ze łzami, zakopywanych z przeszłością. Trochę, jak niechciane skarby. Kto by przypuszczał, że są takie? Grzechy, które miały być wybawieniem. A okazywały się przekleństwem, które przypominało, gdzie właściwie znajdowało się w teraźniejszości.
Skrawek pustej plaży, to jedna z takich tajemnic. A dokładniej, ich skarbnica. Wyrzucane na brzeg, albo zatrzymane na piasku i utopione w fali. Ile byłaby w stanie odkryć sekretów z lotu ptaka? Ile deptała bosą stopą, rozsypując drobiny wspomnień? Ile z nich zmyła fala? I może, ale tylko może, arystokrata biegnący przez wydeptaną - tylko sobie znaną - ścieżką, byłby w stanie o nich opowiedzieć więcej. Dla niej, plaża była prawie pusta. Z jedną, rysowaną własnie historią, albo jej ułamkiem, który rozmyje się zaraz po tym, jak dwójka - prawie-nieznajomych, rozejdzie się w różne strony. Już nie tak przypadkowo.
Kroki, które stawiała nie musiały mieć znaczenia. Nie nadawała im takiego znamienia. Powagę, z którą bratała się na co dzień, przyprószyła nową rolą nieznajomej. Nikt więcej nie musiał jej znać. Z dedykacją dla arystokraty, któremu czasem zdradzała cudze sekrety. Nawet jeśli nie wiedział, że te same szepczące usta, rzucały mu dziś wyzwanie. Jej siłą - była wiedza. I cudza niewiedza. Dwie strony medalu, które obracała obracała do własnych celów. Nawet, jeśli tym miały być jej własne słabości. Tych miała - zbyt wiele. Ale - i tym razem, pozostawiać je chciała we własnym cieniu. Nieodkryte przez przypadkowego i nieprzypadkowego rozmówcę.
Stąpała po ziemi twardo, chociaż kroki często odrywały się do lotu - zawsze wracała. Zadzierała głowę, patrzyła w górę, rozkładała skrzydła i przecinała błękit najdrobniejszą - z ptasich wędrowców - postacią. Tak jak dziś, pociągnięta wołaniem, opadła na prywatna plażę. Z nadzieją na spotkanie z falą i niespodziewaną konfrontacją z męskim spojrzeniem ściganej beztroski, które wcale jej nie peszyło. Wstydliwość uciszyła mijającymi latami i pracą, która wymagała zmian na zawołanie. Potrafiła ją przywołać prostym kłamstwem. Czasem odrobiną kobiecej magii, albo wizualizacją. Innych miejsc, innych osób, innych oczu. Dziś żadnego z nich nie potrzebowała. Weszła przecież do mydlanej bańki, która pęknie, gdy tylko odwróci wzrok, a palce sięgną jej iskrzących granic. Zanim to jednak miało nastąpić, mierzyła się z pozwoleniem. Z obecnością, która nie boi się chwycić jej ręki, a ona bez obawy oplata palcami tę należącą do niego. Ciepło chwilowego dotyku implikowało dreszcz, ale nie przywiązała do niego wagi. Skóra zareagowała na ciepło, ale bez pragnienia, które mogłoby chcieć ów dotyk przedłużyć. To nie ten moment. I nie ta obecność. A mimo to sprawiała przyjemność. Ulotną, jak oddech, który mierzwił opadający na policzek, wilgotny pukiel - Przepadnie ci tylko jego czas - nie przejmowała się tonem, który znała. Mężczyzna głodny, zawsze jeżył się, dopóki nie zaspokoił pragnienia. Albo, nie otrzymał zastępstwa, które Findlay właśnie sprowokowała.
Życzenie. To niebezpieczna gra. Pozornie tylko przesiąknięta niewinnością. On jednak podjął wyzwanie. Ona przyjąć miała jego konsekwencje - Zajmujesz się biznesem? - niewinne pytanie, które rzuciła, to jedyna zgoda, jaką arystokrata otrzymał. A mimo to, jeszcze nim liczenie dobiega końca, a woda pochłania jej drobną sylwetkę, spódnica magicznie traci swą nieporęczność. A toń przyjęła ją niby stęskniony kochanek. Znali się przecież, tańcem wielu wyścigów i przyjemności. Nie mieli przed sobą wielu tajemnic, dlatego płynie lekko, najpierw zanurzając się głębiej, jakby powitaniem. Gdzieś obok, szum, ale nie traciła uwagi na odnajdywanie jego źródła. I to był błąd, który powinna była przewidzieć, by oto jeden z sekretów zrywa się do ujawnienia - oplotło jej kostkę i wciągnęło szarpnięciem pod wodę. Tym razem, nie obejmuje jej łagodnie, a ból sinym śladem naznaczył łydkę. Szybka kalkulacja kazała jej zdecydować - albo marna próba uniknięcia głębszej rany, albo przyjęcie konsekwencji i skupienie na pierwotnym celu - Squamacrus- myśl nagła, niewerbalna, bo usta zajmowały się wodą, którą wypluła, gdy tylko przekroczyła kryjącą ją taflę fal. Towarzysz, już widziała, miał drogę wolną. A bliźniacze stworzenie, które udręczyło ją złośliwością, milcząco kwiliło pod wodą.

Radzę sobie inaczej i wykorzystuję niewerbalne zaklęcie Squamacrus.
Przy powodzeniu: +30 do pływania za zaklęcie, ale -10 za ranę na nodze.
Przy niepowodzeniu: -10 za ranę na nodze do pływania


As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play

Veronica Findlay
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11/65
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930
Re: Plaża [odnośnik]13.04.20 18:08
The member 'Veronica Findlay' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 59
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Plaża - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plaża [odnośnik]13.04.20 21:18
Chcę rozpruć jej sylwetkę. Jest jak nitka, która umyka z rękawa, plączę się wokół palców, a ja o niej zapominam, dopóki ktoś, zazwyczaj mama, nie krzyknie i nie przypomni, bym nożyczkami - lub różdżką - uporał się z problemem. Ponoć psuje estetykę. Ponoć nie pasuje.
A ona?
Też tu nie pasuje. Tutejsze plaże są dzikie, nieskalane przez zagubionych letników i lokalsów, którzy doskonale wyczuwają, że nie należy się tu zapuszczać. To nasze czary, którymi chronimy wyspę i piasek. Oni rzucają je, by mugole mieli wrażenie bycia nieproszonymi gośćmi, a ja, żeby plaże pozostały takie, jakimi je pamiętam.
To głupie, że sentyment lokuję w przestrzeni raczej banalnej, ale nic na to nie poradzę. Woda ma być taka - zależnie od pory roku, turkusowa i przejrzysta lub stalowoszara, pokryta czupryną siwej piany - a piasek wciąż drobny i skrzypiący pod stopami. Nie chcę tu widzieć szeregu plecionych mat, czerwieni koców, latających wolno papierków po musach-świstusach. Ona, mimo wszystko, wpada w mój krajobraz. Ramy się kurczą, by zmieścić ją idealnie po środku sielankowej widokówki, a ja się nie złoszczę. Najpierw chcę ją wyciąć, ale parę chwil później, kobieta podejmuje moją grę, jej mokre ubranie naigrawa się ze mnie, a dziwnie zamyślone oczy zaczepiają mnie. Muszę się nią zająć, po swojemu. Pokazać to i owo, upewnić się, że wróci.
Chwytam jej dłoń i zaciskam swoją dokoła niej. To moja drobna przyjemność, jakbym ściskał szkolny puchar. Lubię smakować nowych doznań, a każdy dotyk działa na moją wyobraźnię. Jej skóra jest jednocześnie miękka i twarda, chłodna, ale to jeszcze od wody. Zanim przybiegłem, musiała zanurzyć palce w morzu, pozwolić, by obmyły je fale, a drobinki soli utknęły między palcami. Czuję je, wyimaginowanie i turlam spomiędzy połączeń między palcem serdecznym a środkowym, aż dotrę do krawędzi i pozwolę im opaść na nadgarstek i dalej. Muszę zmrużyć oczy, słońce właśnie ustawia się twarzą do nas i opromienia ten ceremoniał, strojąc się w nowe szaty.
Przypomina mi się opowieść o cesarzu i poważnie zastanawiam się nad zrzuceniem spodni. Może zyskałbym przewagę, lecz, mój kciuk sunie po jej dłoni raz jeszcze i wtedy nabieram pewności, że kobieta widywała już nagich mężczyzn. Tak nie zrobię na niej wrażenia.
Muszę wygrać.
Wtedy ją rozpruję, rozerwę i wydobędę na wierzch: włóczkę i tajemnice. Tych skrywa sporo za tonem aksamitnym jak płaszcz, za ciepły na wczesny maj, dlatego jej nie ufam. Jest źle ubrana, zbyt spokojna, chętna, by rywalizować, wie, że ulegnę tej pokusie.
-I już go nie odzyskam - odpowiadam twierdząco, brzuch napełnię, może zaraz po powrocie, może po godzinach kilku, gdyż w zaaferowaniu o jedzeniu zapomnę. Bliscy zaś będą ziać jadem, dopytywać i suszyć mi głowę. Rzucam jednak na piasek przepoconą koszulę, unoszę nasze splecione dłonie w górę. Liczę i naśladuję wystrzał. Po chwili kołysze mnie woda, bawiąc się moim ciałem, jak kołyska huśta niemowlę. Błękit mnie zna, wielokrotnie mnie tutaj gościł. Nie sprawiam problemów.
-Tak. A ty? Ustawiasz zakłady? - pytam, przekrzykując szum fal. Damn, rozgarnianie wody ramionami i rozmowa, tak nie dam rady. Krztuszę się nieco i porzucam dumną konwersację.
Płynę z prądem. Płynę, żeby wygrać.
Rozprawiam się z druzgotkiem bez większego kłopotu i za siebie wcale nie spoglądam. Pracuję spokojnie, moje ciało się słucha, a ja raz po raz zanurzam się wraz z głową pod wodę. Słodkie orzeźwienie przychodzi, podczas gdy zmuszam się do większego wysiłku, moje ruchy robią się mniej chaotyczne, a bardziej skupione. Tępi się za to świadomość, co tam wyścig, co tam obca kobieta w namoczonym ubraniu, gdy mogę po prostu płynąć. A jednak, gdy słyszę, że nieznajoma mnie dogania, - przyśpieszam, prężąc mięśnie i krzesząc z siebie całą swoją energię. Zaraz wypadniemy na plażę, to tylko sekundy.

|kto pierwszy ten lepszy, rzut na pływanie, Veronica +20
1 kostka - Veronica
2 kosta - Francis


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Duch
Plaża - Page 6 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Plaża [odnośnik]13.04.20 21:18
The member 'Francis Lestrange' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 29

--------------------------------

#2 'k100' : 94
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Plaża - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Plaża [odnośnik]19.04.20 0:44
Perspektywa dawała przewagę. Niezależnie od wyników, które w praktyce - powinny być jednoznaczne. Przegrana była zwycięstwem - i odwrotnie. Dla Findlay było to oczywiste, ale trudno było dzielić się podobna tajemnicą. Nie każdy chciał i mógł zrozumieć zależności, na których opierała swoją egzystencję. Ale sama, sztuki balansu uczyła się długo. Właściwie, uczyła się nadal. Nawet teraz, stojąc boso na cudzej plaży, depcząc piaskowe podpisy, których z góry nie uznawała. I o tym nie musiała mówić. Nie mówiła. A nawet jeśli - skłamałaby, znajdując tysiąc nowych odpowiedzi.
Mężczyzna nie był obcy. Nie dla niej. Znała tożsamość, zajęcie i nawyki. Ale właśnie miała okazję aktualizować swój osobisty informator. Tej strony lorda Lestrange nie znała dobrze. Mogła zbierać cudze myśli, które kształtowały obraz czarodzieja, ale - to osobista interwencja pełniła główny wyznacznik jej postrzegania. I musiała przyznać sama przed sobą, że sprawiało to swoistą przyjemność. Cudze tajemnice same w sobie miały pierwiastek czegoś pociągającego, ale czyż sam człowiek nie był chodzącą zagadką? Cóż przyjemniejszego nad jej rozwiązanie?
Niewiele obchodziła ją opinia innych. Nie przejmowała się oceną. Przynajmniej tych, którzy nie stanowili znaczenia dla niej. Pozostałe kategoryzacje wrzucała w poczet kłamstw, które prawdopodobnie akurat sprzedała rozmówcy. Miała wiele słabości, ale szastała nimi, niby kartami w magicznego pokera. A porażki i błędy wpisywały się w jego poczet, niby dumnie wypięte piersi wojowników.  Imponowała jej bezpośredniość. także - w działaniu. Być może dlatego, to aurorzy, jako pierwsi przyciągali jej uwagę, jeszcze, jak była dużo młodsza. I to ten jeden porwał ją całkowicie. Ale nie, dziś nie skorzystała  z przywileju sentymentów. Nie, kiedy miała przed sobą kwintesencję beztroski. Zupełnie, jakby widziała bohatera bajki, która opowiadała synowi, gdy był młodszy. Zagubieni Chłopcy. A Francis, jawił jej się niby wyrwany z ram opowieści Piotruś. I to zapewne ta myśl wyrwała z jej ust śmiech. Pełny perlistych kropel naturalnego głosu. A dłoń, której posmak dotyku otrzymała, odrywała od początkowego skupienia. To jednocześnie przyjemne i smutne. Nieczęsto, nawet w pracy, pozwalała sobie na podobną intymność. Arystokratka, wiedział jak używać tej broni. A Findlay musiała mu przyznać osobisty punkt. Znał kobiety. Być może, korzystając tylko z najbardziej oczywistej natury, ale nie pominął żadnych fizycznych wrażeń.
- Tak, zawodowo - dodała krótko, nim zniknęła pod wodą. I nawet - mocno nie kłamała. Codziennie ustawiała osobiste zakłady. Robiła to nawet teraz, sunąc powierzchnią morskiej bryzy. Ścigała się nie tylko z mężczyzna, ale i kroplami, które rozgarniała ramionami. Była drobniejsza, zwinniejsza niż przeciwnik, szybciej przecinała taflę wody, ale nie dorównywała sile, która popychała męską sylwetkę do przodu. Wciąż - nie przeszkadzało jej to.
Tylko spotkanie z podwodnym stworzeniem przeciskało się niepokojem przez umysł. Zbyt często ostatnimi czasy napotykała istoty magiczne, które - wcześniej - z daleka kpiły z jej niewiedzy. Rana na jej łydce, miała bardziej wyraźnie przypomnieć jej, że powinna była przypomnieć sobie wiedzę, którą puściła w niepamięć. Magia, której użyła - zadziałała, ale nie wystarczyła, by przegonić młodzieńczą werwę. Wypada na plażę chwilę po Francisie, wcześniej, uwalniając się z zaklęcia. Piersi unosiły się przy każdym, głębokim wdechu. Nie próbowała ukrywać nic. Mokry materiał okleja ciało, biała koszula odkrywa kształty, a włosy skręcają się w czarnych, wilgotnych puklach. Ściągnęła dłonią pasmo, które zatrzymało się na policzku. Podciągnęła rozwijający się, materiał spódnicy, odsłaniając ranę - Jedno życzenie - podniosła spojrzenie do mokrej sylwetki mężczyzny i mimo ewidentnej przegranej, uśmiechnęła się - które spełnię przy następnym spotkaniu - zawiesiła głos, przechylając głowę, po czym potrząsając nią, trochę jak ptak, pozbywając się nadmiaru wilgoci. Wysunęła różdżkę - Do zobaczenie, Francisie - a po tych słowach, napięcie magii wokół wzmogło się, porywając w teleportacyjnym trzasku. Najpierw, pojawiając się po drugiej stronie plaży, zbierając rzeczy i ostatecznie znikając całkowicie z zasięgu wzroku.

| zt x2


As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play

Veronica Findlay
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11/65
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930
Re: Plaża [odnośnik]21.02.21 1:11
Para nr 5

Po ugryzieniu zaklętego ciastka padliście ofiarą niechcianej teleportacji – a po krótkiej chwili wylądowaliście tutaj: postać A po pas w lodowatej wodzie, postać B – bezpiecznie na brzegu morza.

Gdy tylko wasze spojrzenia się spotkają, ogarną was silne emocje, do złudzenia przypominające miłość: będziecie mieć wrażenie, że dla drugiej osoby zrobicie absolutnie wszystko, poczujecie oddanie, szczęście i tęsknotę do czegoś, czego nie będziecie potrafili określić; wyda wam się najpiękniejsza na świecie; będziecie gotowi poświęcić wiele, by spędzić z nią resztę życia.

Postać B, dostrzegając cierpienia ukochanej osoby, poczuje nieodpartą potrzebę rzucenia się jej na pomoc, i chociaż postać A będzie w stanie samodzielnie wyjść z wody, to zapewnienie sobie nawzajem ciepła stanie się waszym absolutnym priorytetem. Nawet nie zauważycie, kiedy tuż obok was zapłonie ognisko, wokół którego ktoś pozostawił nie tylko miękkie poduszki i ciepłe koce, lecz również grzane wino oraz kilka waszych ulubionych dań. Stary gramofon wybrzękuje najbardziej romantyczne nuty znane światu, a unoszące się niedaleko trio duchów nuci do nich rozmiękczające serce piosenki, zapraszając was do znalezienia bezpiecznego miejsca w swoich ramionach.


Rzut kością
W dowolnym momencie trwania wątku możecie wykonać rzut na dodatkowe zdarzenie kością podpisaną jako Kupidynek.

Konsekwencje
Efekty zjedzenia zaklętego ciastka ustąpią następnego dnia, wraz ze wschodem słońca; po romantycznej schadzce pozostaną wam wspomnienia i potężny ból głowy, który ustąpi dopiero po 24 godzinach.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Plaża - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Plaża
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach