Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Tortuga, 14.01.1958
AutorWiadomość
Tortuga, 14.01.1958 [odnośnik]16.10.21 15:35
Tortuga
Morze Karaibskie, Port Tortuga, 7 dzień żeglugi14.01.1958
Mathieu Rosier i Kenneth Fernsby na pokładzie statku "Brzask" przybijają do portu po towary.

opłacone za 2 os


I show not your face but your heart's desire


Ostatnio zmieniony przez Ain Eingarp dnia 02.01.22 3:09, w całości zmieniany 1 raz
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Tortuga, 14.01.1958 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Tortuga, 14.01.1958 [odnośnik]16.10.21 23:07
Jeszcze nie świtało kiedy marynarz na wachcie oznajmił, że widzi światła portu na Tortudze. Był to też czas kiedy Kenneth, a w raz z nim Rosier, mieli swój przydział wachtowy i stali u steru. Był to też ich siódmy dzień żeglugi, w trakcie której Pierwszy pokazywał Paniczykowi jak się żegluje. Miewali bezwietrzne dni oraz taki kiedy wiało mocno aż łapali ósemke, aż szarpało wantami, a morskie fale wpadały na pokład nie zostawiając na nikim suchej nitki. W jeden pogodny dzień pchał ich leciutki, zachodni podmuch i ledwie zdążyli się przesunąć ku podwietrznej stronie łodzi i już ustał zupełnie. Statek, ledwie się kołysząc na wygładzonym morzu, nie był wstanie ruszyć za łodziami, które były przed nimi, a płynęły sprawdzi czy na samotnych wyspach czegoś nie ma. Kenneth był zaniepokojony, tak samo jak Kapitan. Barometr spadł i niebo na wschodzie nie podobało im się wcale.
-Jeżeli burza przyjdzie stamtąd ostro i od razu - Zwrócił się wtedy Pierwszy do Rosiera. -I ustawi nas na nawietrznej stronie łodzi, to więcej niż prawdopodobne, że koje w międzypokładzie i kubryku zostaną puste. - Oznaczało, że łodzie z ludźmi wrócą z niczym albo bez ludzi. O jedenastej morze stało gładkie jak lustro. W południe chociaż była zima i pogoda nie rozpieszczała zapanowała dość wysoka temperatura. Nastąpiła martwota, tamująca wręcz oddech. Było w tym coś złowróżbnego. W nieuchwytny sposób przyroda przestrzegała, że można spodziewać się po niej najgorszych rzeczy. Powoli całą wschodnią połać nieba wypełniły chmury, spiętrzającą się w niby olbrzymie, czarne stoki pod wulkanem.
-To jeszcze nie szkwał. - Odezwał się kapitan -Ale Mateczka Przyroda ma wielką ochotę pokazać gdzie raki zimują… Panie Fernsby, Panie Rosier skoczcie do ożaglowania i rozwińcie nasze topsle..
A potem się zaczęło…

Teraz jednak “Brzask” zmęczony napadem przyrody sunął bezpiecznie w stronę portu wręcz prosząc o postój w każdym jęku olinowania.
-Panie Rosier, proszę zapalić nasze lampy i dać rozkaz zwinięcia żagli. - Zwrócił się do Mathieu wiedząc, że po tych siedmiu dniach Paniczyk pokazał jaja oraz zawziętość, która charakteryzowała każdego żeglarza oraz potrafił wydawać polecenia, musiał mieć to we krwi. -Panie Brick! Daj znać Kapitanowi, że przybijamy! - Kenneth chwycił za ster i zaczął ustawiać odpowiednio statek do wpłynięcia do portu, a jego widok żeglarze przyjęli z ulgą. Wiedzieli, że czeka ich załadunek towarów, a Kenneth miał się upewnić, że pewien szczególny towar na pewno znajdzie się w lukach i pozostanie tam ukryty aż do powrotu do Anglii. Kiedy przybijali ster przejął inny marynarz, a Fernsby udał się do swojej kajuty aby wyciągnąć z niej papiery załadunkowe. -Panie Rosier zapraszam za mną! - Przywołał do siebie czarodzieja, chowając swoją różdżkę w odpowiednio przygotowanym do tego pokrowcu przy pasie, jakby chował sztylet. Podał Rosierowi plik papierów.-Ruszamy w głąb portu aby upewnić się, że towar jest zgody z zamówieniem. Ta rubryka wskazuje towar, ta jego ilość, a ta jego wartość. Tutaj masz odliczone pieniądze. Jeżeli choć jedna skrzynia, jeden worek wyda się podejrzany od razu to zaznaczaj w tej rubryce. Jak przyjdę ocenimy czy taki towar możemy zabrać. - Szybka instrukcja obsługi, ale nie powinna być dla niego zbyt trudna. Zarządzał Rezerwatem Smoków, tak? Zatem powinien poczuć się prawie jak w domu, tylko towarzyszyły temu inne zapachy. Pierwszy zagwizdał i ruszyła przed siebie w głąb portu, a dokładniej tam gdzie stały magazyny. -Jak uwiniemy się szybciej z robotą, to reszta dnia wolna. Odbijamy jutro z rana. Polecam skorzystać z uroków Tortugi. - Mówiąc to wskazał na przybytek, przed którym wdzięczyły się dwie panny w skąpym odzieniu posyłając marynarzom zalotne spojrzenia. Skręcił w prawo wchodząc bezpośrednio między budynki magazynów i wskazał ten dalej. -To twój. Powinni mieć gotowy wóz załadunkiem jak nie to… - Zerknął bacznie na Rosiera. -Dasz radę. Wiesz jak opierdalać ludzi.
Nie oglądając się na czarodzieja poszedł do swojego magazynu nadal lekko pogwizdując pod nosem. Przed magazynem, o którym wspominał Kenneth rzeczywiście stał wóz wypełniony skrzyniami lepiej lub gorzej zbitymi oraz workami ciasno związanymi. Przy wozie stał młody chłopak, który dokarmiał właśnie muła, a gdy dostrzegł Rosiera odstawił wiadro z paszą.
-Wszystko gotowe. - Oznajmił. Nim jednak Rosier zdołał wykonać całą papierkową robotę za plecami usłyszał inny głos.
-Fernsby! Aleś się odstawił! Dobrze ci płacą na tej łajbie! - Ciężka łapa spoczęła na barku Rosiera, a przed oczami zobaczył ogorzałą, pooraną bliznami twarz, należącą do rosłego i żylastego mężczyzny, który żuł właśnie tytoń. -Fryzura też nowa? Jak ona ma na imię i jak długo już cię na smyczy trzyma, co chłopie? - Zarechotał mężczyzna, który jak się okazało miał jeszcze bielmo na oku, pod którym wykwitła świeża rana. -Chodź, zamówienie już czeka. Cholernie trudno było je zdobyć. Będzie cię to kosztować extra tym razem.
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Tortuga, 14.01.1958 [odnośnik]06.11.21 9:14
Czas na morzu płynął zupełnie inaczej. Dni i noce były długie, a obowiązków przybywało z każdym dniem. Każdy miał swoje zadania do wykonania, ale też każdy z członków załogi wiedział co należy do jego obowiązków. Maszyna z trybami, które funkcjonowały bez zarzutów, które zgrane w jedną całość prowadziły statek przez burzliwe morskie fale i prądy, które niejednokrotnie znosiły i utrudniały działania na morzu. Podczas tych kilku dni był obserwatorem, głównie milczącym, skupionym na zadaniu, które wykonywał. To nie ucieczka od brytyjskiej rzeczywistości, a próba odnalezienia własnej drogi. Widział jak współpraca jest istotna, jak każdy z nich wspierał się wzajemnie – zauważył, że odpowiednie prowadzenie statku miało sens jedynie, kiedy każda z osób pracujących na nim będzie jak trybik w maszynie. Mieli tylko siebie. Nie wiedział czy mają rodziny, żony, matki czy dzieci. Jego kuzyn wziął za żonę Melisande, a dostrzegając długość wyprawy i niejednokrotne niebezpieczeństwa, które stawały na ich drodze… Miał nadzieję, że jego droga siostra nie będzie samotna w Corbenic Castle podczas jego nieobecności.
Wyprawa otwierała oczy, ale kiedy jego wachta u boku Fernsby’ego nabierała rozpędu marynarz oznajmij zbliżanie się do portu. Nadejście burzy było gwałtowne. Kapitan mówił co mają robić, a Mathieu coraz lepiej radził sobie z powierzanymi mu zadaniami. Kenneth zawzięcie patrzył mu na ręce, ale przecież to właśnie do tego został zmuszony nijako przez jego wuja Traversa. Miał nauczyć Mathieu jak najwięcej podstaw. Każde warunki pogodowe, każda przekraczana odległość to kolejne nauki, które mógł przyjąć. Pogoda na sam koniec spłatała im figiel, dała popalić, ale w końcu Brzask bezpiecznie docierał do portu. Tortuga. Miejsce docelowe tej podróży.
Tym, którym wydawało się, że bycie Lordem to wymuskane zadanie prezentowania się publicznie i nic więcej – utarł nosa. Pokazał jak potraf działać ktoś, w kogo żyłach płynie szlachetna krew, jak zawzięcie i bezustannie dąży do realizacji zadań. Jak razem z nimi dba o grot, o takielunek, o sztagi. Niejednokrotnie wymagało to od niego ogrom wysiłku, czasem zmęczenie było okrutnym dodatkiem, ale i te przeszkody musiał pokonać.
Reda rozpościerała się przed nimi, a Rosier zapalał lampy, aby Brzask był widocznie. Jednocześnie wydał rozkaz dla żeglarzy. – Fok, Grot, Bezan, żagle zwinąć! – rzucił głośno, a marynarze na jego rozkaz od razu zabrali się do wykonania zadania. Fok – był przednim żaglem przymasztowym, grot – żaglem głównym, Bezan – tylnym żaglem. Musieli powoli wytracać prędkość na redzie, aby finalnie dobić do portu w bezpieczny sposób. W końcu zatrzymał się, a oni musieli kontynuować swoje obowiązki.
Plik papierów i pieniądze. Przybyli do Tortugi po towary, wszystko było opisane – nazwa, ilość i kwota. Zaczął przywiązywać większą uwagę do wszystkiego, co wiązało się w kwestiami zaopatrzenia. Podobnie działał w Smoczych Ogrodach. Tam też stawał z listą i określonymi danymi, przyjmował towar, sprawdzał go, przeliczał. Typowe zadanie, którego w zasadzie mógł się spodziewać i nawet jeśli nie było to związane bezpośrednio z żeglugą i tak czuł się w obowiązku, aby to zrobić. Kenneth pokierował go, powiedział co miał zrobić, choć miał wrażenie, że spieszyło mu się aż nadmiernie.
- Wszystko będzie gotowe. – mruknął, uciekając z wolna spojrzeniem do wdzięczących się kobiet. Najstarszy zawód świata, zapewne w każdym kraju i w każdym miejscu na ziemi istniały mniej lub bardziej lubieżne kobiety, których życiowym i zarobkowym celem było zadowalanie mężczyzn. Najpierw jednak obowiązki, później rozważenie skorzystania z przyjemności. Skierował swoje kroki w stronę wozu, o którym Fernsby mówił chwilę wcześniej. Wszystko było gotowe, ale nieufna natura nie pozwalała mu tak po prostu zaufać jakiemuś chłopakowi. Wszystko sprawdzał skrzętnie, dokładnie, notując ewentualne uwagi. Z pozoru wszystko zdawało się być w porządku, poza jedną skrzynią, którą powinien jednak sprawdzić sam Pierwszy na Brzasku. Właśnie chciał coś powiedzieć, ale został… zaatakowany. W pierwszym odruchu gotów był sięgnąć różdżki, ale słysząc nazwisko „Fernsby” od się poddał. Kącik ust lekko drgnął, nie wiedział dlaczego ktoś miałby pomylić go z Kennethem, bo poza posturą niewiele im było do siebie. Miał właśnie wyprowadzić ów mężczyznę z błędu, jednak zaintrygowało go to, co powiedział na końcu. Zamówienie trudne do zdobycia w połączeniu z ekstra kosztami. Nie widział na listach nic, co nawiązywałoby ekstra zamówień – i nie mówił tu o tych, które miał w dłoni. Czyżby Kenneth załatwiał tu inne sprawy i stąd ten pośpiech?
- Aj, wyjątkowa i skuteczna! – zażartował z lekkim śmiechem. Cholera, choćby nie wiadomo jak się starał nie będzie miał jak Fernsby, różnił ich choćby sposób wysławiania się. Rosier był… owszem, wymuskany w tej kwestii. Teraz jednak wyraźnie zaintrygowany tym, co takiego miał dla Fernsby’ego mężczyzna, postanowił wykorzystać odrobinę swoje zdolności kłamstwa. – A jaka gorąca! – dodał, uznając, że Kenneth mógłby powiedzieć coś w tym stylu. – Cena nie gra roli, a wiem, że jest tego warte. – mruknął z cwanym uśmieszkiem i skierował swoje kroki za mężczyzną, który od razu niemal zaczął go prowadzić pomiędzy budynkami, aż do miejsca docelowego. Podejrzanego swoją drogą. – Jest tyle ile zamawiałem? Coraz gorzej z tym towarem… – machnął ręką stając u progu i patrząc jak mężczyzna zaczyna czegoś szukać w zagraconym pomieszczeniu.




Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Tortuga, 14.01.1958 [odnośnik]06.11.21 22:17
Idąc pomiędzy magazynami pogwizdywał cicho, w całkiem niezłym humorze. Pomimo sztormu, który dał im się mocno we znaki, to rejs przebiegał zgodnie z planem. Rosier zaś okazał się dobrze zmobilizowanym, rzetelnym pomocnikiem. Nie marudził, nawet najgorsze niedogodności znosił bez zająknięcia się i choć robił to niechętnie to Fernsby był pod wrażeniem. Patrzył Rosierowi na ręce, musiał takie było jego zadanie ale też uczył, przekazywał wiedzę, nie chciał potem od Traversów usłyszeć, że źle wykonał swoją robotę więc wypad ze statku i szukaj szczęścia gdzie indziej.
Kenneth kochał Brzask, wiele kropel jego krwi wsiąkło w deski pokładu, przeżył na łajbie wiele przygód i znał ją jak własną kieszeń, rozumiał ją, jej język i funkcjonowanie. Podobnie było z załogą, znał ich wszystkich, wiedział czego się po nich spodziewać, a oni mogli polegać na Pierwszym gdy zaszła taka potrzeba.
W końcu dotarli na Tortugę, a Kenneth musiał dopilnować aby towar został załadowany, zwłaszcza ten jeden szczególny.
Dostrzegł z daleka wóz oraz mężczyznę przy nim, który jeszcze ładował towar, więc Pierwszy wyciągnął swoją listę załadunku i nagle zamarł. Szybko przejrzał dokumenty szukając tych, które powinien mieć w dłoni, a serce zabiło mu szybciej i to nie z zachwytu. Poczuł jak plecy oblewa mu zimny pot, a kark sztywnieje. Podbiegł do wozu, a mężczyzna spojrzał na niego beznamiętnie.
-Prawie wszystko załadowane. Jeden worek z mąką został. - Oznajmił niskim głosem wrzucając na wóz jeden z takich worów zawiązanych grubym sznurkiem.
-O żesz… - Wyszeptał zduszonym głosem Pierwszy i potarł twarz. Oddał Rosierowi nie ten załadunek, jak przyjdzie McKennzie to miał nadzieję, że nie wygada się przed Paniczykiem. Nie mógł teraz opuścić stanowiska, musiał przyjąć towar i go sprawdzić. Z ciężkim sercem i dość dużym niepokojem w tyle głowy skupił się na swojej pracy. Posprawdzał towar, jakość skrzyń ich zawartość, tak samo worki i wszystko odhaczał w odpowiednich rubrykach. Kiedy upewnił się, że wszystko jest w należytym porządku odesłał wóz do statku podając numer stanowiska i nazwisko marynarza, który będzie przyjmował towar na pokład. Rzucił się od razu biegiem między budynkami do miejsca gdzie odesłał Rosiera. Wymijał zaskoczonych ludzi, ale nie zwolnił nawet wtedy kiedy zderzył się ze starszym mężczyznom, który zaczął mu wygrażać swoją laską. Gnał jakby za nim sama Śmierć podążała, ale wiedział, że jeden mały błąd i Rosier się dowie o wszystkim.
-Kurwa… - Wydyszał kiedy dotarł na miejsce, a Paniczyka nie było.

Ogorzały mężczyzna nie trzymał specjalnego towaru daleko, przecież doskonale wiedział gdzie Fernsby będzie odbierał prawilne zamówienie. On sam wcześniej opłacił łapówką właściciela magazynu by przechować sadzonki Wierzby Bijącej oraz całkiem sporą ilość używek. McKennzie grzebał w swoich skrytkach i w końcu wyprostował się trzymając cztery sadzonki wierzby bijącej.
-Małe skurwysyny… uważaj na palce. - Powiedział mężczyzna i na dowód jego słów małe witki uderzyły o jego palce, powodując syk i skrzywienie oraz na skórze wykwitły czerwone pręgi. Wierzba Bijąca była towarem deficytowym i kosztowała krocie, a jej hodowla uchodziła za niezwykle ciężką i trudną. -No i oczywiście, główny towar. - Powiedział z dumą wyciągając małe woreczki z narkotykami. - Co tam się u was…
-McKennzie stary druhu! - Zawołał Kenneth stając w progu z bezczelnym uśmiechem na ustach, ale jego oczy sypały gromy w jego stronę. -Coś ci się nie pomyliło?
Ogorzały mężczyzna stanął jak wryty z woreczkami w ręku i patrzył to na Rosiera to na Kennetha z iście głupim wyrazem twarzy.
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Tortuga, 14.01.1958 [odnośnik]14.11.21 22:23
Fernsby od samego początku wydawał mu się wyjątkowo podejrzanym typem. Z jednej strony nie sądził, aby Pierwszy na statku floty Traversów robił cokolwiek co narażałoby jego panów na straty, a z drugiej… nie ufał nikomu na tyle, aby na pierwszym miejscu nie stawiać swoich podejrzeń. Kiedy tylko na miejscu załadunku towaru zjawił się podejrzany mężczyzna, którego zapach przyprawiał o mdłości od razu nabrał podejrzeń. Wykorzystał okazję, którą dawał mu los. Traversowie byli mu bliscy, od kiedy pamiętał łączyła go z nimi wyjątkowa zażyłość, a wuj Nestor ufał Mathieu – czego dowodem chociażby miała być zaoferowana część floty, która miała wspomóc Rosierów i Kent. Żyli w trudnych czasach, należało nieufnie podchodzić do każdego, bo każdy mógł okazać się zdrajcą. W tej kwestii akurat posiadał niemałe doświadczenie. Zdrada Persivala, później zdrada ze strony Isabelle wystosowana bezpośrednio w jego stronę, zdrada Callisty, w której pokładał ogromne nadzieję. Otaczali się obłudą, śmiał więc sądzić, że Fernsby również był jednym z tych, którzy potrafili robić doskonałą minę do złej gry.
Sadzonki wierzby bijącej. Na roślinach nie znał się niemal wcale, ale czym był bijąca wierzba wiedział doskonale. Cholernie trudne zdobycie musiało być kłopotliwe. Mathieu jednak nie wychodził ze swojej roli, przywdziewając na twarz uśmiech cwaniaka. Podobny do tego, który pojawiał się na twarzy Kennetha. A może to geny Rosierów, o których Mathieu rzecz jasna pojęcia nie miał. Śmietanką na torcie były rzecz jasna narkotyki, które ów mężczyzna wyjął z tak niepohamowaną dumą, jakby właśnie zdobył najrzadsze jajo smoka. Rosier chrząknął, mniej więcej w momencie kiedy do tej dziury wpadł Fernsby. Gra skończona. Mógł zdjąć z twarzy ten fałszywy uśmiech, a przywdziać swoją standardową maskę chłodu. Zmierzył go wzrokiem, z góry na dół, zupełnie tak jakby właśnie go oceniał w najsurowszy sposób. Jak śmiał robić coś takiego, kiedy pływał na deskach statku Traversów.
- Najwyraźniej Tobie się coś pomyliło,, Fernsby. – powiedział chłodno, krzyżując ręce z tyłu. Tym razem jednak stał się wyniosły, poważny i chłodny, jak na Lorda przystało. Był Lordem, pielęgnował wartości przekazywane z pokolenia na pokolenie, a to traktował jako zdradę Pierwszego na Brzasku skierowaną w stronę Traversów. Oczy Mathieu błyszczały, wyrażając coś więcej niż wściekłość i irytację tym nieodpowiedzialnym, pozbawionym szacunku do Traversów zachowaniem. W jego żyłach płynęła ich krew. Koronos był bratem jego matki, a Fernsby swoją głupotą zdradził ten ród. – Obyś był w stanie to wyjaśnić, zanim postawię Cię przed Lordem Nestorem. – dodał, przechodząc bliżej w jego stronę. Stanął obok niego. Byli podobnego wzrostu, podobnej postury, mieli podobne rysy twarzy. Niemal jak dwie krople wody. – A zrobię to, z przyjemnością. – szepnął złowrogo i odwrócił się w stronę ów mężczyzny, aby i jego zmierzyć wzrokiem.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Tortuga, 14.01.1958 [odnośnik]15.11.21 17:00
Był w czarnej dupie i nie chodziło o to, że został przyłapany, ale przez kogo. Z każdym innym by się dogadał, bo każdy inny rozumiał i wiedział jak wygląda wojna wśród maluczkich, jak mało zarabia marynarz i jak inni dobrze płacą za towar deficytowy. Jednak Paniczyk taki jak Rosier, który urodził się wśród jedwabi i żył w pałacach nigdy tego nie pojmie. Praca w rezerwacie to nie to samo co przymieranie głodem w dokach.
-Zjeżdżaj. - Mruknął do McKennziego, który nadal stał nadal osłupiały. Patrzył to na jednego, to na drugiego mężczyznę, których podobieństwo było nie do niezauważenia. Były różnice, ale kto by na ich nie spojrzał rzekłby z pełnym przekonaniem, że ci dwaj są rodziną. A przecież Fernsby nie miał rodzeństwa, poza matką i starym wujem nie miał nikogo. Tak przynajmniej mówił. Ogorzały mężczyzna szybko schował towar, a Kenneth pokręcił głową, zaś z jego twarzy zniknął cwany uśmieszek. Podobnie jak Rosier stał się śmiertelnie poważny, zaś McKennzie położył towar na starej skrzyni i czmychnął w głąb swojej ciupy. -To zrób to. - Odpowiedział hardo mierząc Paniczyka wzrokiem od góry do dołu. Wrócił do jego ciemnych oczu, takich samych jak jego. -Z tego co mówisz, niezależnie co powiem i tak mnie postawisz. Zatem nic tym nie wygram. - Kenneth nie był głupcem. Właśnie mógł stracić posadę i szukać jej gdzie indziej, ale jak rozniesie się fama to nie każdy będzie chciał mieć na swoim pokładzie oficjalnie człowieka, który wie jak przewozić więcej zamówionego towaru i innych rzeczy. Podszedł powoli do towaru leżącego na skrzyni.- Jest zamówienie, jest dostawa, panie Rosier. Proste. - Oparł się o skrzynkę krzyżując ramiona na piersi, a w jego oczach zatańczyły prowokacyjne iskierki. -Jak myślisz, co to jest? - Wskazał na spakowany środek odurzający. -Brał pan kiedyś, panie Rosier? Zapewne nie. Bo nie zna pan uczucia głodu i beznadziei kiedy nie ma pracy, nie ma pieniędzy, nie ma się środków do życia. Więc to jest ucieczka, a to… - Wskazał na sadzonki wierzby bijącej. -A to jest inwestycja. Wpadnie parę galeonów do sakiewki. Za parę miesięcy pozwolą mi kupić chleb i jedną rybę na targu, bo ceny i tak idą już w górę jak sukrwysyn. Wiedział pan o tym, panie Rosier?
Nie ukrywał co to jest, nie kręcił, że został wrobiony, że zamawiał coś innego, że nigdy tego nie widział. Został złapany na gorącym uczynku, mógł już pakować manatki i zawijać się daleko stąd bo najpewniej dalsza praca na “Brzasku” właśnie się kończyła. Choć gorzej z Brownem, który przecież wiedział co robi Pierwszy, sam miał z tego trochę zysku oraz reszta załogi, otrzymując lepsze wynagrodzenie. Na razie jednak nie chciał kapitana wsypać.
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Tortuga, 14.01.1958 [odnośnik]15.11.21 18:57
Mylne podejście i uprzedzenia były zgubą Kenneth. Nie chodziło to, że Mathieu był Lordem, wychowywał się w pałacu, bo to nie miało jakiegokolwiek znaczenia. Nie dzielił i nie klasyfikował ludzi pod kątem statusu majętnego, a tego co sobą reprezentowali – jeśli podzielali jego zdanie, patrzyli w tym samym kierunku i widzieli przyszłość w jednakowych barwach – czystości i panowania nad mugolami, którzy zgotowali im setki lat życia w ukryciu… Sprawa była jasna, klarowna i oczywista. Wart więcej galeonów był ten biedny, który chciał walczyć w imię Czarnego Pana od bogatego arystokraty, który opowiadał się po stronie Zakonu Feniksa.
Miał rację, niezależnie od tego co powie i zrobi, Mathieu i tak postawi go przed wujem Nestorem. Zdrada była najgorszą z możliwych opcji, a Kenneth właśnie do niej się uciekał. Dał mu szansę, możliwość dobrania odpowiednich słów, które choć odrobinę odwiodłyby go od pomysłu. Dlatego pozwolił mu mówić. Wiedział czym były narkotyki, ale nie gustował w tego typu rozrywkach. Nie sądził, aby w jakikolwiek sposób miały pomagać – wręcz przeciwnie – mogły doprowadzić do ruiny i zniszczyć, a najwyraźniej Kenneth uważał to za doskonały lek na walkę z głodem i biedotą. Uniósł lekko brew ku górze, wybrał najgorszą z możliwych argumentacji, jaką kiedykolwiek mógł obrać. Mógł skłamać i w spokoju dobrnąć do końca rejsu, a prawda i tak wyszłaby na jaw w późniejszym terminie, ale to dałoby mu czas na zorganizowanie sobie możliwości, szansy. Wolał jednak zgrywać bohaterka, sprzedającego narkotyki, żeby mieć więcej pieniędzy. Brzydzące podejście.
- Więc jesteś bohaterem, tak? – spytał ironicznie, a przez jego chłodną maskę przebiegł kpiący uśmiech. – Bohaterem, który zamiast podjąć walkę, aby wojna skończyła się jak najszybciej, woli niszczyć innym życiu tym świństwem dla własnego wzbogacenia się. W rzeczy samej, powinni takim stawiać posągi. – dodał. Urodził się bogatym domu, w Chateau Rose nie mogli narzekać na brak jedzenia, jednakże ich zapasy również zostały uszczuplone. Jeśli Kenneth zainteresowałby się odrobinę bardziej, z pewnością wiedziałby, że widmo wojny dosięgnęło również ich. Nie to, żeby palenie wątpliwej jakości tytoniu było największym problemem doczesnego świata. Raczej chodziło o coś zupełnie innego.
- Gdybyś wykazał krztę zainteresowania, wiedziałbyś, że wojna nie dotyka tylko biednych. Niemniej jednak, wybrałeś najłatwiejszą i najbardziej plugawą drogę do swojego własnego sukcesu. Wygodne. – mógł go umoralniać. Mathieu robił wiele, na wojnie działał czynnie i dążył do tego, aby zniszczyć wszystkich tych, którzy występowali przeciw nim. Ryzykował zdrowiem i życiem, podejmował się trudnych zadań, czasem wykraczających poza jego możliwości, a przynajmniej tak mu się wydawało. Blizna na dłoni w momencie stała się bardziej wyczuwalna, musiał zachować spokój, nie mógł dać się ponieść, bo rozniesie Fernsby’ego i całą tą przeklętą budę. – Radzę się dwukrotnie zastanowić, nim z Twoich ust padnie coś równie głupiego. Oceniłeś mnie już dawno, teraz bierzesz na litość mydląc oczy głodem i biedą. Skłamałbym, gdybym powiedział, że mnie to rusza. – rozłożył w końcu ręce, spod podwiniętych rękawów widać było blizny, a szczególnie ta jedną na ręce, pozostałość po kamieniu, który dzierżył w Locus Nihil. – Wróćmy na statek. – powiedział z powagą. Nie zamierzał odstawiać szopki, w końcu nie wiedział na kogo może natknąć się na Tortudze.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Tortuga, 14.01.1958 [odnośnik]16.11.21 10:19
Zaśmiał się kręcąc głową ze szczerym rozbawieniem.
-Uważasz, że świat jest taki prosty? - Zapytał z kpiną w głosie. -Jestem bohaterem? Nie. Nigdy nie aspirowałem do bycia, jak to nazwać. O tak, dobrym człowiekiem.
Odsunął się od skrzyni i zebrał towar, który na nim leżał. Spojrzał w ciemne oczy Rosiera szczerze rozbawiony mową na temat tego jak to wojna odbija się na bogatych, to jak mógłby zacząć walczyć aby zakończyć wojnę. -Och tak, jesteś taki biedny.
Niech się przestanie ośmiesza i przestanie udawać, że rozumie co czują ludzie w dokach. Co czują szarzy mieszkańcy Londynu i innych miast.
-Chcecie wygrać wojnę? Skierujcie swoje kroki do półświatka, do kręgu przestępczego. - Wskazał na narkotyki, których nie było wiele, bo sam Pierwszy nie dysponował takimi zasobami aby w nie inwestować. -Tam leży siła, której żadna ze stron nie ma odwagi dotknąć. Ciekaw jestem dlaczego. Znasz na to odpowiedź?
Wyminął Rosiera wychodząc z ciupy, w której się znajdowali. -Na litość? - Uniósł brwi porządnie poirytowany zachowaniem czarodzieja, który śmiał mu prawić kazania i mówić co jest dobre a co jest złe. Oceniał go, podobnie jak Kenneth ocenił go sam wcześniej. Jak na razie nie mylił się. Miał przed sobą nadętego lorda, który uważa, że skoro walczy na froncie to jest lepszy od innych i ma prawo mówić innym jak powinni postępować. -Uwielbiam was ludzi. Widzisz rzeczy godne podziwu tam gdzie ich nie ma. Widzisz pogardę tam gdzie jest zwykłe życie. - Skierował swoje kroki w stronę wozu, który miał sprawdzić Rosier. Kiedy upewnił się, że wszystko jest w porządku i zgodne z listą odesłał towar na statek. Patrząc jak odjeżdża zwrócił się do czarodzieja. -Tak, to był mój towar. Miałem go dostarczyć do Londynu. Tym się zajmuję po godzinach. Najwięcej zarobisz na rumie i tytoniu. - Nie miał zamiaru ukrywać jak wygląda rzeczywistość ani czym się handluje dodatkowo kiedy nikt nie patrzył. -Gdybyśmy wszyscy byli zadowoleni z tego co mamy, jakże pięknym były świat. - Zwrócił się ponownie do Rosiera. -Wszyscy powoli zdychalibyśmy z głodu leżąc w gównie, ale przynajmniej bylibyśmy szczęśliwi.
Wcisnął dłonie w kieszenie spodni i ruszył w stronę portu gdzie dokował Brzask.
-Twój ojciec też taki był? To rodzinne? - Zapytał w końcu bo zbyt duże podobieństwo zaczynało go drażnić, a prawda o której Mathieu nie wiedział, wyrywała się na zewnątrz.
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Tortuga, 14.01.1958 [odnośnik]25.11.21 22:43
Młody i butny Kenneth zapatrzony był we własny punkt widzenia. Klapki na oczach nie pozwalały mu szerzej spojrzeć na świat i gdyby Mathieu posiadał coś takiego jak współczucie, zapewne właśnie w ten sposób myślałby o nim. Wojna dla wielkiego marynarzyka była jedną wielką niewiadomą, nie miał pojęcia o rzeczywistości, która go otaczała. Myślał, że nie wpadli na to, aby do własnych szeregów wcielić tych, którzy zwali się częścią półświatka? Wydawało mu się, że bieda dotykała tylko jego? No tak, miał w interesie tylko swój własny kawałek podnosi i czubek własnego nosa. Przecież taki Lord pokroju Mathieu kąpał się w złotej wannie w swoim pałacu i nie musiał przejmować zupełnie niczym, bo dostatek był mu zapisany w genach. Gdzieżby Lordowie mieli zobowiązania wobec ludzi mieszkających na ich terenach! Całe hrabstwo Kent zostało oczyszczone i nie śmieli pozwolić sobie na to, aby ktokolwiek na ich terenach był prześladowany czy buntowany. Ale to tylko zabawa, zwykły bogaty świat możnych Lordów, o których Fernsby nie miał żadnego pojęcia.
- Znam na to odpowiedź. Ty najwyraźniej nawet się nie domyślasz. – odparł chłodno. Kenneth był dokładnie taki jak oni. Za sakwę galeonów sprzedałby własną duszę. Flagi na wietrze nie były im potrzebne, o wiele istotniejszym było znajdywanie sojuszy, tam gdzie zdrada nie była drugim imieniem. Fernsby nie dostrzegał tego i zapewne nigdy nie dostrzeże. Nie rozumiał ani pokrętności świata, ani zasad panujących w nim, ograniczony jedynie do własnego ja. Egoistycznie, ale przy okazji bardzo wygodnie.
Wdawanie się z nim w dyskusje było bezsensowne. Dostrzegł to już po krótkiej chwili. W zamian za to skierował swoje kroki za nim, aby pilnować swojego małego przemytnika i dostarczyć go bezpiecznie na miejsce, gdzie w Norfolk zajmą się nim w odpowiedni sposób. Nie miał zamiaru się odzywać, a przynajmniej nie dopóki Kenneth bezpośrednio zapytał o jego ojca. Mathieu ściągnął brwi. Marynarzyk poruszył temat, który nie leżał w jego interesie i którego przy Lordzie najlepiej było nie poruszać, dla własnego bezpieczeństwa.
- To nie Twój interes jaki był mój ojciec. – powiedział spokojnie. Mathieu nie był do niego aż tak podobny. Lord Anselme zakochany był w smokach i to im poświęcał swoje życie. On stawał się inny, walczył, działał i podejmował decyzje. Sprawował pieczę nad Rezerwatem, ale robił to w inny sposób niż jego ojciec. Nie wiedział czy gdyby Anselme żył… podjąłby te same decyzje co Mathieu, podjąłby te same kroki i skierował się tak dogłębnie w stronę mroku. – Pospiesz się. – ponaglił go, nie chcąc dłużej czekać.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Tortuga, 14.01.1958 [odnośnik]01.12.21 10:12
Gadaj tu z takim. Kenneth pokręcił głową z rozbawieniem, pod pachę wcisnął papiery z załadunku jaki mieli dziś zebrać. Czyżby Paniczyk myślał, że będzie go teraz miał na różdżce i cały czas na oku? Jego niedoczekanie, a Pierwszy nie miał zamiaru siedzieć aż do wypłynięcia na statku i czekać aż zostanie postawiony przed Traversami. Traversami, którzy głupi nie byli i wiedzieli co się dzieje; pozwalając na to póki załoga nie podbierała towar, który mieli przywieźć. Nie chciał jednak wyprowadzać Rosiera z błędu, oczywiście Kenneth zbierze burę, ba! Może nawet zostanie na chwilę zawieszony w robocie, ale nic więcej się nie wydarzy. Następnym razem ma być bardziej uważny, ot co.
Marynarz nie był zawodem, który cieszył się wielkim szacunkiem w świecie magicznym. Byli klasą niższą i każdy o tym wiedział.
-Unikanie odpowiedzi też jest odpowiedzią. - Odparł kiedy Rosier uznał, że nie wda się w rozmowę z korzystania z półświatka. Obydwaj dobrze wiedzieli, że żadna ze stron tam jeszcze nie zajrzała, choć mogli sądzić, że jest inaczej. Liznęli ledwie wierzchołek góry lodowej. Nie znali Raskolnikow, nie wiedzieli jakie ma plany, a Kenneth już wiedział. Półgoblinka miała łeb na karku, a on miał zamiar zacieśnić z nią więzy współpracy, która zaczęła się na lodowisku. Walka obydwu stron, każda w imię jakieś durnej idei, obywa stronnictwa były skazane na przegraną, a wytrwa robactwo. Zawsze tak było.
Zatrzymał się gwałtownie i odwrócił się w stronę Mathieu.
-Jesteś aż tak zapatrzony w siebie Rosier, że niczego nie widzisz i nie kojarzysz faktów, co? - Zapytał marszcząc brwi. Nie mógł dłużej znieść tej postawy. -Nie zapytałeś lady Diany, tak zakładam. Wpatrzony w czubek własnego nosa i swoją wielkość. Jesteś żałosny.
Zaśmiał się gorzko czując jak słowa same wypływają z jego ust, jak gniew niczym wściekła morska fala zalewa mu oczy i nie ma już odwrotu od tego co właśnie miał zamiar powiedzieć.
-Lord Anselme Rosier, był moim ojcem. - Skrzywił się wypowiadając te słowa jakby połykał właśnie cytrynę. -Bracie.
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Tortuga, 14.01.1958 [odnośnik]20.12.21 20:27
Czcze gadanie kogoś pokroju Fernsby’ego kompletnie go nie interesowało. Nie akceptował takiego kombinatorstwa, szczególnie, że sam grał z nim w otwarte karty od samego początku. Niezmiernie irytującym był fakt, że został wysłany rejs z kimś kogo Traversowie uznawali za osobę godną zaufania, za kogoś wiernego i uczciwego, a on tak zwyczajnie szastał swoim zachowaniem, bawił się nim i śmiał im prosto w twarz kręcąc interesy na boku. Argumentował to w taki sposób, że nijak nie dało się go zaakceptować. Być może w kwestię wchodziło wychowanie, które zasadniczo różniło się w przypadku szlachetnie urodzonego Rosiera, a Fernsby’ego, który… no cóż. Kierował się jedynie własnymi wartościami i zapatrzony był w swoje potrzeby, choć jak twierdził, chodziło o coś więcej. Bohater, za którego się uważał niewiele wiedział ani o Mathieu, ani o jego działalności, ani w zasadzie o niczym, co wykraczało poza jego skromne granice pojmowania.
Zacisnął szczękę, kiedy zdradliwy gnojek wymówił imię jego matki, a w ciemnoczekoladowe oczy zalśniły. Nic mu do tego kim była Diane, ani kim był Anselme, nie miał prawa interesować się jego rodziną. A może i ich planował wkopać dalekosiężnie dla własnych korzyści? Sądząc po tym czym się zajmował tak byłoby z całą pewnością. Uniósł brew ku górze, kiedy Kenneth stwierdził, że Lord Anselme Rosier był jego ojcem, a Mathieu nazwał bratem. Był jedynakiem, jedynym potomkiem Anselme i Diany i z dumą nosił nazwisko Rosier, reprezentując wszelkie wartości, jakie zostały mu przekazane. A on? Kimże był ten śmieszny marynarzyk? Gdyby w jego żyłach płynęła krew Rosierów byłby wierny przekonaniom i lojalny, nie śmiałby okrywać hańbą tych wszystkich, którzy oferowali mu pracę.
- Kłamstwa i łgarstwa na nic Ci się nie zdadzą, Fernsby. – mruknął. Nie wątpił, ani w szczerość własnego ojca, ani tym bardziej matki. Był pewien, że jeśli spytałby Diane, zaprzeczyłaby tym kłamstwom. Jego matka powiedziałaby mu o dziecku z nieprawego łoża ojca, o bękarcie… ale takie coś nie miało miejsca, więc Rosier ze stoickim spokojem – wszak po to wyruszył w tak daleką podróż, aby opanować własne żądze – spojrzał chłopakowi w oczy i przekręcił lekko głowę. – Wracaj na statek. Tam opowiesz mi grzecznie, kto jeszcze jest zamieszany w ten spisek. – dopowiedział lekko znudzonym głosem. Nie wierzył i nie uwierzy w te kłamstwa. Kenneth nie miał w sobie nic z Rosiera, nie był krwią z krwi… w końcu, gdyby tak było… w Rezerwacie odczytałby przeklętą mapę, prawda?



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Tortuga, 14.01.1958 [odnośnik]24.12.21 0:44
Nie mogli się dogadać. Nie było szansy, jeden i drugi równie uparty nie miał zamiaru odpuścić. Nie chciał wyprowadzać z błędu Rosiera, że przemyt się zdarzał i to za zgodą Traversów póki się ich nie okradało. Oczywiście mieli być dyskretni. Skoro Kenneth nie dopilnował sprawy mógł się liczyć z tym, że Rosier puści farbę. Należało więc Paniczyka przekonać aby za dużo nie gadał, bo to mogło Pierwszego kosztować karierę, a całkiem nieźle mu już szło.
-Kłamstwa i łgarstwa są moją codziennością. - Zgodził się uznając, że nie da po sobie poznać, że w głębi duszy obawia się właśnie o swoją posadę. Nie przed nim. -Problem w tym, że chwalę się na prawo i lewo swoim pochodzeniem. Zapytaj matki komu od lat posyła pieniądze. - Wiedział, że lady Diana nie skłamie i kiedy syn do niej przyjdzie po wyjaśnienia odpowie zgodnie z prawdą. Oczywiście, jeżeli Rosier uda się do niej, bo w swojej bucie i zaślepieniu może uznać, że Kenneth rzeczywiście kłamie, a to sprawi, że nie będzie niepokoił matki. Wtedy, jeżeli miałby ratować własną skórę to sam by udał się do lady Diany z prośbą o wstawiennictwo u jej upartego, niczym Rosier, syna. Pokręcił głową widząc, że czarodziej postanowił traktować go jak przestępcę i nawet zwracał się do niego w ten sposób. Kiwnął głową i szedł spokojnie na pokład w głowie układając już plan tego co powie albo zrobi. Wyrzekł się dawno krwi ojca, który nigdy nim nie był. Był nim ten, który chłopaka wychowywał, a taką osobą w życiu Kennetha stał się wuj. Brat matki opiekując się siostrzeńcem jak własnym synem; sam nie posiadał ani żony ani dzieci. Cały swój czas poświęcał dla krnąbrnego chłopaka stwierdzając, że upór i bezczelność musiał odziedziczyć po swoim ojcu.
W końcu zobaczyli burtę “Brzasku”, który dokonał w porcie i już przyjmował na pokład towary. Marynarz widząc z daleka, że Pierwszy wraz wraz z Rosierem zagwizdał cicho i już chciał coś powiedzieć, ale widząc minę Kennetha zrozumiał, że ma się nie odzywać. Pierwszy nie musiał nic mówić, znał załogę i doskonale wiedział co zrobić by ci trzymali mordy w kubeł, a teraz od tego zależało co dalej zrobi Rosier. Nie chciał go bardziej prowokować.
Następnego dnia mieli wyruszyć w drogę powrotną do Anglii.


|zt x2
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Tortuga, 14.01.1958
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach