Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Przed domem
AutorWiadomość
Przed domem [odnośnik]17.10.21 9:52

Przed domem

Przemyślny architekt, który projektował ten dom, ustawił Pustułkę nieco w głębi — nie jest ona daleko od jednej z ulic Doliny Godryka, odchodzi jednak od niej ścieżka, nie tylko pozwalając na odizolowanie części hałasu, ale również pozwala na zagospodarowanie nieco bardziej przestrzeni przed domem, co Richard skwapliwie robi w cieplejszych miesiącach. Brukowana droga prowadzi do białej furtki, a ta z kolei oddziela od kolejnej drogi w stronę domku ze ścianami koloru pomiędzy brązem i pomarańczem, z czarnymi wypełnieniami pomiędzy cegłami, przez co przypomina upierzenie pustułki, po której to miejsce otrzymało swoją nazwę. Mała skrzynka pocztowa, wystawiona jeszcze przed furtką, ma na sobie nie tylko imię Richard, ale również Precel, z łapką corgi odciśniętą tuż pod wszystkimi napisami.

Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919
Re: Przed domem [odnośnik]17.10.21 13:22
16 stycznia 1958
Miał wrażenie, że w tym momencie za bardzo poświęcał się nawet takim najdrobniejszym działaniom. W tym momencie poświęcał się nowemu karmnikowi, bo skoro część z nich zostawała, mógł mieć pewność gdzie dokładnie mogliby siedzieć w przepadaliby za tym miejscem gdzie cisza i spokój głównie królowały. No może nie absolutnie cisza, bo trzeba było wziąć pod uwagę to, że często majsterkował w okolicy, a odgłosy ciętego drewna oraz stuknięcia młotka roznosiły się po okolicy. Miał nadzieję, że nie przeszkadzał swoim sąsiadom i dość często upewniał się co do tego, tak aby nikomu nie przeszkadzać gdyby miał coś ważnego do wykonania. Nie był tym typem człowieka, który chętnie psułby komuś relacje, wieczory, albo cokolwiek innego, co mogło przeszkodzić ludziom w okolicy. Był bardzo bezproblemowy i gdyby był psem, jak obecnie żujący zabawkę Precel, zapewne utrzymywałby się całkiem sam.
Dzieło wydawało się zakończone, dlatego następnego dnia, kiedy mógł pochwalić się nową budką dla ptaków, której farba wyschła, przyniósł drabinę, postanawiając wejść ostrożnie w stronę najbliższej gałęzi. Wydawała się na tyle stabilna, że łatwo było zawiesić na niej karmnik, równoważąc całość. Ostrożnie sięgał po sznurek, z zadowoleniem przyglądając się, jak delikatna ale i wytrzymała konstrukcja znalazła swoje miejsce na jednej z przydrożnych gałęzi. Musiał jeszcze w tym momencie upewnić się, aby dodać tam nieco pożywienia – nie był pewien, czy miał w ogóle jakieś możliwości, jeżeli chodzi o ziarna, ale mógł dopytać innych w miejscowości.
Sam nie zauważył, kiedy przy schodzeniu z drabiny jego noga poślizgnęła się, a następnym razem stopa trafiła w pustkę. Poczuł jedynie, jak leci do tyłu, ale w tym momencie czuł jak drabina spada razem na niego, zwłaszcza kiedy drabina polecała na niego. Cichy krzyk wyrwał się z jego ust, a tępy, pulsujący ból odbijał się teraz w jego głowie. Chciał sięgnąć do głowy, przekonać się, czy czasem nie krwawił waśnie, ale ból dalej przejmował go na tyle, że leżał jeszcze chwilę na ziemi. Może przejdzie z czasem na tyle i będzie mógł odetchnąć i doczołgać się do środka. Wypadku znów chodziły po ludziach.


Ostatnio zmieniony przez Richard Moore dnia 27.03.22 15:03, w całości zmieniany 1 raz
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919
Re: Przed domem [odnośnik]11.12.21 18:13
W Dolinie bywała często. Jej rodzice dbali o utrzymywanie bliskich stosunków z rodziną, z tego też powodu każde wakacje spędzali w Anglii odwiedzając krewniaków. W Somerset właśnie miała część dalekiego kuzynostwa od strony Lovegoodów. Pamięta dobrze te beztroskie lata, zapach igliwia, traw i kwiatów, dłonie czerwone od zbieranych jagód. Dziecięce zabawy, śmiech, chłopców wspinających się na drzewa, dziewczęta robiące dla nich i siebie wianki. Od tego czasu wiele się zmieniło, ale to miejsce wciąż na każdym kroku przesiąknięte było tymi właśnie, słodkimi wspomnieniami. Zastanawiało ją jak wielu dzieciom z Doliny obecnie odebrano teraz możliwość do tworzenia takich wspomnień. Ludzie starali się żyć z dnia na dzień. Jakoś musieli. Widmo toczącej się na tych ziemiach wojny prześladowało jednak każdego, nawet tych najmłodszych. I bez sporu nie każde dziecko miało przywilej posiadania szczęśliwego dzieciństwa, a powodów tego mogło być wiele, żadne nie czyniło jednak sytuacji lepszą.
Dziś zjawiła się tu jednak w sprawach czysto zawodowych, a mianowicie z zamiarem wykonania dwóch wizyt domowych. Pierwszą u małej rodziny, którą męczył jakiś paskudny wirus, drugą zaś u państwa Abinaby – słodkiego, starszego małżeństwa, które ostatnimi czasy podupadło nieco na zdrowiu. Po przebadaniu ich została na chwilę, aby móc z nimi porozmawiać o tym jak im się żyje i nieco o ich przeszłości. Rozczulali ją. Widać było, że bardzo się kochają w ich czułych gestach, w tym jak o sobie mówili, albo jak wzajemnie się przekomarzali. Miło się na nich patrzyło.
Uznając, że jest jeszcze wcześnie postanowiła, że zajdzie jeszcze na chwile do kuzynostwa, więc spokojnym krokiem zmierzała jedną ze ścieżek w kierunku centrum podziwiając porozsiewane po okolicy domostwa, oszronione gałęzie drzew i niebo, z którego miał zapewne zaraz spaść śnieg otulając ziemie kolejną jego warstwą. Zaalarmowana krzykiem obróciła głowę w bok nie będąc jednak w stanie zareagować na czas widząc jak pewien mężczyzna spada z drabiny prosto na ziemię. Nie czekając pobiegła w tamtym kierunku otwierając furtkę i wyjmując różdżkę, żeby jeszcze przed tym jak opadła na kolana obok mężczyzny unieść zaklęciem leżącą na nim drabinę i odrzucić ją na bok. - Wszystko w porządku? - Głupie pytanie. Oczywiście, że nie. Zaniepokojona próbowała wyznać się w sytuacji. Był przytomny. To dobrze. - Uderzył się pan w głowę? - Uniosła dłoń do góry, aby podnieść nieco jego głowę dotykając ją z tyłu. Ułożyła ją z powrotem delikatnie na ziemi zerkając na swoją dłoń i z ulgą nie znajdując na niej krwi. Wciąż mogło jednak dojść do wstrząsu, bądź do urazu kręgosłupa. Szybko zerknęła w dół by upewnić się, że żadna jego kończyna nie była nienaturalnie wykrzywiona, aby znów przenieść wzrok na twarz mężczyzny. - Niech pan na razie nie wstaje. Czuje pan nudności? Może pan poruszyć nogami?


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Re: Przed domem [odnośnik]12.12.21 0:17
Nie sądził, że grawitacja okaże się dziś tak bolesna i niewrażliwa na jego działa, w końcu nie zależało mu na idealnym wyniku a po prostu na utrzymaniu się na nogach. Jak widać nie było to możliwe, bo przeciwności losu czekały gdziekolwiek, nawet nie potrzebował próbującego go zamordować większości Wielkiej Brytanii, po prostu wystarczyło, że spadł z drabiny. Może powinien podsunąć to przeciwnikom osób takich jak on czy reszta Moorów, wtedy daliby im święty spokój i po prostu zakupili drabiny. Westchnął lekko, przypatrując się rzeczom z poziomu gruntu. Gruntu, który wydawał się zbyt zimny, ale jednocześnie wygodny. Wolał skupiać się na nim niż na bólu, który sprawiał, że leżał niemal nieruchomo, nie mogąc nawet unieść porządnie głowy. Usłyszał jednak w pierwszym momencie kroki, za ciężkie jak na Precla, dlatego obejrzał się i spojrzał na klękającą przed nim kobietę. Być może był to moment, w którym przywoływał sobie wspomnienia z wojny, a teraz…teraz patrzył na niego anioł, który chyba przechodził obok. Bardzo szybko jednak dostrzegł, że anioł trzyma w ręku różdżkę, więc chociaż kobieta wciąż była przepiękna, tak urok trochę prysł.
Nie zdążył jednak sklecić sprawnej (ani w ogóle jakiejkolwiek) odpowiedzi, bo zza ogrodzenia już rozległo się szczekanie i przez ogródek w ich stronę pomknęła ruda kula futra, zatrzymując się przy Yvette i Richardzie. Precel wydawał z siebie szczekanie tak głośne, wyjąc co chwilę i obiegając dookoła biedną kobietę, która jeszcze nawet nic nie zrobiła. Mimo to, nie podchodził do niej, chociaż podskakiwał lekko, próbując uratować (w jego mniemaniu był to ratunek) swojego właściciela, drąc się w zamian tak, że chyba we Francji go słyszeli. Nie robił jednak krzywdy kobiecie, zaraz też spoglądając na Richarda który zmarszczył brwi.
- Precel, cicho! – Parsknął na psa, który absolutnie się nie uspokoił, za bardzo zaniepokojony sytuacją. Richard westchnął, spoglądając na Yvettę, nie mogąc powstrzymać się skrzywienia z bólu, ale przynajmniej mając tuż obok siebie kogoś, kto mógłby mu pomóc i w jakiś sposób postawić go na nogi. Ostrożnie postarał się lekko unieść nad ziemię nogę, nie chcąc wstawać ale w ten sposób mogąc sprawdzić, czy w ogóle uda mu się podnieść z ziemi i wydawało się, że wszystko w porządku.
- Tak..mogę poruszać nogami i nie wydaje mi się, abym miał nudności…po prostu boli, ale chyba nic nie jest złamane.
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919
Re: Przed domem [odnośnik]13.12.21 19:58
Spodziewała się wielu rzeczy, ale nie spadającego z nieba mężczyzny. Z jednej strony głupio było jej narzekać z tego powodu, ale z drugiej wolałaby, aby nikt nie robił sobie jednak przy tym krzywdy. Można powiedzieć, że było to dość ciekawe zrządzenie losu biorąc pod uwagę, że to właśnie ona, uzdrowicielka, przechodziła obok. Szczęście w nieszczęściu. Zaalarmowana szczekaniem uniosła szybko głowę do góry spodziewając się, że zaraz naskoczy na nią z zębiskami ogromny pies. Nigdy nie miała zwierzęcia innego od sowy, a Antares postarał się o to, aby być mało przyjacielskim towarzyszem. Z tego też powodu nieco zdystansowanie podchodziła do wszystkich zwierząt. Nie było tak, że ich nie lubiła. Wręcz przeciwnie. Po prostu była ostrożna przy "nawiązywaniu nowych znajomości". Przywiązała się już nieco do swoich palców i wolałaby ich nie tracić. Szalejący wokół niej corgi wydawał się jednak bardziej głośny, aniżeli niebezpieczny. Biedaczek musiał być przerażony widząc swojego pana w takim stanie i jakąś obcą kobietę, którą uznał pewnie za zagrożenie. Nie trudziła się nawet z uspokojeniem go wiedząc dobrze, że dopóki jego pan nie stanie na równych nogach ten nie umilknie. Był w zbyt dużym stresie. - Precel? - Zapytała próbując zwalczyć wykrzywiające się ku górze kąciki ust. - Uroczo. Pasuje mu. - Skomentowała przenosząc swą uwagę z psa, który nie był dla niej większym zmartwieniem, na wciąż leżącego na ziemi mężczyznę. Mógł poruszać kończynami co świadczyło o tym, że najprawdopodobniej nie doszło do urazu kręgosłupa, czy jego rdzenia. Nie czuł też nudności co było dobrym znakiem. Nie był to upadek z bardzo dużej wysokości, śnieg też nieco go zamortyzował, wciąż jednak był dość niefortunny, więc wolała nie ryzykować. - Jeśli pan by pozwolił... - Zaczęła unosząc do góry nieco różdżkę, ale nie wskazując nią w mężczyznę. W tych czasach nikomu nie można było ufać, a już na pewno nie osobie, która akurat mierzyła w ciebie różdżką. Miała dobre intencje, ale przecież nieznajomy nie mógł mieć co do nich pewności. - Jestem uzdrowicielem. Rzuciłabym tylko jedno zaklęcie, żeby upewnić się, że z pańskim kręgosłupem wszystko jest w porządku, aby mógł pan wstać. - Wyjaśniła dalej chcąc go przekonać. Nie chciałaby robić czegoś wbrew jego woli, urazić go, albo zmusić do obrony. Chciała mu pomóc, ale tylko i wyłącznie za jego własną zgodą.


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Re: Przed domem [odnośnik]26.12.21 17:50
Jeżeli miałby wybór na tym świecie, jednak nie kierowałby się w stronę tego, by Yvette poznać poprzez swój własny upadek. Mógł ją zaprosić na coś ciepłego do picia (chociaż tylko Bóg jego ojca wiedział, jak ciężko w tym czasie było porządnie ugościć kogokolwiek), zaoferować jej jakąś pomoc a nie rozkładać się od tak na ziemi jakby drabinę widział po raz pierwszy w życiu. Nie wiedział już, czy to po prostu los postanowił porzucać mu nogi pod kłody, czy jednak to po prostu jeden z tych dni, gdzie nic nie szło po twojej myśli.
Mimo wszystko ból, chociaż wciąż silny, powoli zaczął mijać, pozostawiając go na ziemi kiedy jasnowłosa kobieta badała jego głowę. Dotyk miała delikatny, tak jakby nie chciała go uszkodzić, co z jednej strony doceniał, z drugiej naprawdę chciała powiedzieć, że nie powinna się o niego aż tak martwić. W końcu przecież był to tylko upadek, jakby podźwignęła go na nogi i kazała mu biec do domu, to raczej też by się nie martwił. Ostrożnie spojrzał na Precla, który ostatecznie już postanowił się nieco przymknąć, poszczekując chwilę kiedy krążył dookoła Yvette i Richarda, próbując pokazać swoje niezadowolenie, że NIKT GO ABSOLUTNIE NIE SŁUCHA W TYM DOMU I SAM WSZYSTKO MUSI ROBIĆ. Dopiero poklepanie ze strony Ryśka sprawiło, że usadził się przy nim, kładąc łeb na jego brzuchu.
- Krzykacz z niego straszny, ale nie gryzie. – Żartobliwie pociągnął jeszcze psa za jego duże ucho, obserwując jak ciemny nos chodzi w powietrzu, a pies spogląda na właściciela, co jakiś czas przenosząc wzrok na kobietę. Wydawało się, że przynajmniej już na tę chwilę nie zamierzał nic robić, pozwalając Yvette aby pracowała. Richard też mógł dokładniej przyjrzeć się kobiecie, teraz kiedy jego wybawczyni nie musiała martwić się o obecność psa, wydawała się spokojniejsza.
Różdżka błysnęła w jej dłoniach i już teraz wiedział, że jest czarodziejką, oczywiście, w tych czasach ci pojawiali się w sumie gdziekolwiek. Przez chwilę się wahał, ale ostatecznie nie chciał powiedzieć jej nic więcej. Nie wiedział kim dokładnie była i jaką osobą, dlatego nie mógł oceniać jej gorzej. W tym momencie też chciał po prostu jej zaufać, dlatego posłał jej ostrożny uśmiech.
- Jesteś…uzdrowicielką, prawda? Tak się nazywają lekarze którzy czarują? – Miał nadzieję, ze nie poczuje się tak źle, kiedy to on przyrównał ją do mugolskiego świata, ale jego kuzyni powiedzieli, że wcale nie było to uprzejme. Ale nie chciał jej obrazić, rozumiał po prostu świat po swojemu i miał nadzieję, że nie będzie miała mu tego za złe.
- I żaden pan ze mnie…wystarczy Richard. – Spojrzał na nią, ciekawy jej reakcji. I może jakiegoś dziwnego uczucia gdyby miała właśnie rzucać zaklęcie, bo kto wie, jak to miało wyglądać.
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919
Re: Przed domem [odnośnik]02.01.22 12:46
Niestety, ale większość ludzi miała okazję poznawać w takich, bądź podobnych okolicznościach. No może nie dokładnie w takich, bo z drabiny jeszcze nikt jej nie spadł. To faktycznie była nowość. Ale z racji tego, że głównie jej dni były wypełnione pracą, to właśnie podczas jej wykonywania spotykała nowych ludzi. Niektórych miała zobaczyć raz, a ich drogi miały się już nigdy więcej nie skrzyżować. Z innymi zaś łączyła ją wieloletnia przyjaźń. Może i były to niecodzienne okoliczności, których może i wolałaby jednak unikać, ale przynajmniej mieli co później wspominać. Zerknęła na ich puchatego obserwatora z ulgą, że ten w końcu postanowił sobie przysiąść przestając ujadać. - Niepozorny, ale bohater. - Stwierdziła z uśmiechem błąkającym na jej ustach. Pozwoliła sobie wyciągnąć do niego dłoń pozwalając mu się obwąchać, aby ten mógł jeszcze bardziej się uspokoić stwierdzając, że kobieta faktycznie nie jest zagrożeniem, zaraz po tym ponownie przenosząc całą swą uwagę na leżącego w śniegu mężczyźnie. Musiał już zmarznąć...
Lekarz? Miała już wcześniej do czynienia z mugolami, leczyła ich, więc była zaznajomiona z tym słowem będąc nazwaną w ten sposób już kilka razy. Nie zdziwiła się, że natrafiła akurat na nie czarodzieja. W Somerset było wiele mugolskich rodzin, ale faktycznie ostatnio było dużo łatwiej natrafić na czarodzieja, aniżeli mugola, z cóż... wiadomych przyczyn. - Zgadza się. Przepraszam, powinnam była od tego zacząć. - Wyjaśniła zawstydzona swoją nadgorliwością. - W takim razie wystarczy Yvette. - Oczywiście, z tego wszystkiego też mu się nie przedstawiła. Jej wzrok błądził chwilę po jego twarzy nie wiedząc, gdzie powinna go podziać, w końcu jednak chwyciwszy różdżkę pewniej w dłoni znów zapytała o pozwolenie upewniając się w pełni, nim ją uniosła wyszeptując cicho najpierw jedno, później drugie zaklęcie. - Nic nie jest złamane, nie doszło też do wstrząsu. - Stwierdziła z ulgą chowając szybko różdżkę w kieszeni płaszcza, nie chcąc mężczyzny w dalszym ciągu niepokoić. Zauważyła jego reakcje. Wcale się nią nie zdziwiła. Widok różdżki kojarzył się ostatnio tylko z jednym.
- Przepraszam też, że tak zareagowałam. Upadki mogą być zwodnicze. - Działała instynktownie, bez większego zastanowienia. Pewnego dnia naprawdę wpadnie w ten sposób w kłopoty. podejmowanie ryzyka jednak też wchodziło w zakres jej pracy. Szczególnie, w czasach jak te. Nie mogłaby jednak przejść obojętnie. Zdawała sobie dobrze sprawę, że kiedyś może jej się nie poszczęścić, a ona sama może wpaść na kogoś niebezpiecznego, o złych intencjach i zamiarach, który nie doceni jej pomocy. Przysiadła na nogach odsuwając się nieco, aby mężczyzna mógł w końcu usiąść. Był tylko nieco poobijany, a ona zachowała się jakby co najmniej miał się przed nią wykrwawić. Zarumieniona odwróciła się od niego wyciągając znów dłoń w kierunku Precla z zamiarem pogłaskania go po głowie i grzbiecie. - Masz zaskakująco donośny głos, wiesz?


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Re: Przed domem [odnośnik]07.01.22 21:34
Wolał chyba spotykać się już z tą przeklętą drabiną, niż wcześniej, podczas wojny, kiedy sanitariuszki musiały oglądać niemal najbardziej żałosne zachowania mężczyzn oraz naprawdę obrzydliwe rany. Jakie doświadczenie z tym miała kobieta, tego nie miał pojęcia, ale mimo wszystko starał się nie straszyć jej albo nie wychodzić na niewdzięcznego. Po prostu czasem ból przejmował jego świadomość i nie było to najłatwiejsze, by z tego jakoś wyjść albo w tym się jakoś odnaleźć. Teraz spoglądając na jasnowłosą kobietę mógł ocenić, że nie wydawała się niebezpieczna ani przestraszona, czyli naprawdę już miała doświadczenie z rannymi. Kiedy zaś skomentowała Precla, zaśmiał się cicho, klepiąc zwierzaka po pupie, obserwując jak skonfundowany pies zerka za siebie, zaraz też jednak obwąchując delikatnie dłoń podetkniętą mu pod nos.
- Żaden z niego bohater, raczej szczekacz, ale za to wierny przyjaciel i dobry towarzysz. – Westchnął, przyglądając się psu, aby ostatecznie przenieść spojrzenie na Yvette. Nie wiedział, czy naprawdę efekt zaklęcia nie będzie bolesny, bo czasem słyszał to samo od rodzeństwa, tylko po to aby skończyć wywieszonym gdzieś za okno za kostkę u nogi. Boleć nie bolało, ale było dość żenujące. Na szczęście dla niego wyczuł jedynie lekkie łaskotanie, a kiedy Yvette oznajmiła, że wszystko w porządku, ostrożnie podniósł się, pozwalając sobie na stanięcie na nogach, wyciągając dłoń w kierunku kobiety aby pomóc jej podnieść się z ziemi, aby dłużej nie musiała siedzieć na zimnie.
- Zapraszam na coś do picia, dobrze? Pomogłaś mi, nie chcę w żaden sposób się nie odwdzięczyć. – Schylił się, aby przewróconą drabinę odstawić gdzieś na bok, tak aby nikomu nie przeszkadzała i ostrożnie wchodząc do środka poprosił ją o podążanie wraz z nim, proponując jej rękę aby wejść do środka. – Dziękuję mimo wszystko, pomogła mi pani. W tych czasach wiem, że to dość niepewne. – Westchnąłby, ale w porę opanował się, nie chcąc coraz bardziej dołować nieznajomej która wcale nie przyszła tutaj na to, aby słuchać jego niezadowolenia.
- Zaskakujące, nieprawdaż? Jest taki mały, a ma tak donośny głos.
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919
Re: Przed domem [odnośnik]11.01.22 5:09
Wszyscy medycy, lekarze, pielęgniarki, sanitariuszki, czy uzdrowiciele musieli liczyć się z tym, że będą świadkami scen nietuzinkowych. W tym zawodzie trzeba było być wytrzymałym psychicznie. Niektóre rzeczy mogły obrzydzać, inne śnić się po nocach. Z czasem było lepiej. Dało się do tego przyzwyczaić. Do paskudnych ran, ale też kontaktu z ciałem człowieka. Innego. To oni byli świadkami ludzi obnażonych, cierpiących, a ich misją była pomoc. Miała już za sobą wiele lat doświadczenia, a widziała już chyba naprawdę wiele. Nie wszystko. Coś na pewno jeszcze zdoła ją zaskoczyć, ale wiele. Obserwując jak mężczyzna wstaje na równe nogi uniosła głowę do góry napotykając wyciągniętą w jej stronę dłoń. Uśmiechnąwszy się pochwyciła ją stając naprzeciw mężczyzny. Podziękowała mu puszczając jego dłoń i od razu otrzepując materiał płaszcza z przylepionego do niego śniegu. - Nie chcę robić problemów. - Naprawdę nie chciała się narzucać, z drugiej strony nie wypadało jej odmówić. - Narobiłam więcej szumu, aniżeli pomogłam. - Jej policzki znów przyozdobił lekki rumieniec na myśl o tym jakiego zamętu tu narobiła i to o nic. Mężczyzna wydawał jej się sympatyczny, nie chciała też  wyjść na nieuprzejmą więc się zgodziła podążając za nim w stronę domu. Znów pochwyciła wyciągnięta w jej stronę dłoń zakłopotana bardzo uprzejmymi, dżentelmeński gestami, od których chyba zdążyła się już odzwyczaić. - Obawiam się, że w tych czasach mało co jest pewne. - Odpowiedziała mu cicho wyraźnie będąc niepocieszoną z tegoż powodu. Nie wyobrażała sobie co musiał czuć w związku z tym co się działo. Niepewność, strach, niesprawiedliwość? W końcu nie on był winien toczącej ten kraj wojnie, a najbardziej go ona dotykała. Z drugiej strony, czy właśnie nie tak było z każdą inną wojną? - Ma też tak sporo kobiet. - Rzuciła żartobliwie również chcąc rozładować napięcie. Wraz z mężczyzną i Preclem plączącym im się między nogami, weszli w głąb domu zatrzymując się w kuchni. Pomału zaczęła ściągać z siebie płaszcz z zamiarem zawieszenia go na oparciu krzeszła rozglądając się dookoła. - Piękny dom. - Skomplementowała z uśmiechem na ustach rozglądając się dookoła. Faktycznie, był urokliwy i z zewnątrz i w środku. Przytulny, ciepły, utrzymany w jasnych barwach. - Co to takiego? - Zapytała szczerze zaciekawiona wskazując krótko na kuchenkę. W końcu usiadła przy stole z zaciekawieniem wpatrując się w mężczyznę krzątającego się po kuchni. Jej dłoń odnalazła miękkie od śniegu futro Precla, który chwilowo ulokował się pod stołem. - Mam nadzieję, że takie przygody nie zdarzają ci się za często? - Zapytała nawiązując do sytuacji z drabiną.


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Re: Przed domem [odnośnik]12.02.22 20:23
Pozwolił jej na podniesienie się, ostrożnie pomagając i asystując, na wypadek gdyby potknęła się na śniegu albo poślizgnęła się na lodzie – o nieszczęśliwe wypadki wcale nie było trudno o tej porze roku, dlatego miał szczerą nadzieję, że nie będzie musiał ratować swojej towarzyszki. Nie, że by narzekał, po prostu uważał, że nie byłoby to najbardziej szczęśliwe rozwiązanie, bo na medycynie nie znał się, ani czarować nawet nie mógł aby ją jakkolwiek uratować. Na szczęście w tym miejscu można było odnaleźć się w Dolinie jeżeli szukało się osób z magicznymi talentami, więc i medyk by się znalazł, gdyby Yvette nie mogłaby sama tego dokonać.
- Oh, proszę już naprawdę się tak nie przejmować. Wiele ludzi przeszłoby obok albo udawało, że nic nie widzi i nie mogę się dziwić, w tych czasach to już bardziej niż niebezpieczne. Mam nadzieję, że nie będziesz mieć z tego powodu jakiś nieprzyjemności? – Nie wiedział, gdzie kobieta pracuje, a po Dolinie nie kręcili się tylko ci, którzy byli do wszystkich nastawieni sympatycznie. Za to jednocześnie musiał też myśleć o tym, że kimkolwiek nie była, zawdzięczał jej to, że chciała po prostu zająć się nim i pomóc mu gdy tego potrzebował.
- Niestety. Ale przynajmniej możemy sobie pozwolić na to, aby przynajmniej przez chwile zaznać spokoju i odpoczynku. – Odetchnął, wchodząc do środka i ostrożnie zdejmując swój płaszcz aby zaraz potem asystować Yvette gdy robiła to samo, pozwalając jej wejść dalej i wskazując miejsce w salonie. – Niewiele mam, ale może czegoś się napijesz? W końcu szklanka wody w ostateczności zawsze się znajdzie. – Wstyd mu było się przyznawać, ale nie kojarzył całego inwentarza, który trzymał w domu, najczęściej jedząc to, co dostał od pracy, albo od kuzynostwa.
- To kuchenka, miejsce do gotowania posiłków… - W pierwszej chwili myślał, że się z niego nabija, ale prawda wcale nie była taka oczywista. W końcu jak wielka była przepaść pomiędzy nimi a tym światem. – Na szczęście nie. Było gorzej tuż po wojnie, ale teraz…teraz raczej udaje mi się utrzymać w pionie. Często leczysz nieznajomych?
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919
Re: Przed domem [odnośnik]20.03.22 12:46
Z wdzięcznością przyjęła pomoc mężczyzny czując jak podeszwy jej butów nie przylegają za pewnie do podłoża. Lód na kamiennej ścieżce przysypany został zdradliwą warstwą śniegu, a ostatnie czego potrzebowała to aby się uśliznąć i wylądować na ziemi. Stając na równe nogi puściła asekurujące ją dłonie mężczyzny. - Dziękuję. - Posłała w jego stronę uśmiech by kilkoma ruchami dłońmi wyprostować zmięty płaszcz i ruszyć za mężczyzną w stronę jego domu. - Nie, nie, skądże. - Cóż, w teorii. Każdy dobrze wiedział jaka była kara za pomoc mugolom, za tak zwane szlamolubstwo. Nie obchodziło ją to jednak. Jego życie i zdrowie było w jej oczach warte tyle samo co jej, a nawet więcej. Kłopotów nie będzie mieć dopóki nikt się o niczym nie dowie. Jakoś jej się to udawało zachować w tajemnicy przez ostatnie pół roku.
Nie odpowiedziała, wyłącznie kiwając głową na potwierdzenie. Czasy były niespokojne, nigdzie nie było bezpiecznie. Tu w Dolinie też nie. Nie mogła sobie wyobrazić, postawić się na jego miejscu.- W takim razie woda wystarczy. - Nie chciała odmawiać, bo nie wypadało, ale też nie miała zamiaru nadużywać jego gościnności. Samo to, że zaprosił ją do domu już było miłym gestem. Z bladym uśmiechem na ustach dała swoim dłonią błądzić po sierści futrzaka, który przednimi łapami opierał się o jej udo łasy na pieszczoty. - Oh. Przepraszam, że pytam. Byłam już w kilku mugolskich domach i zawsze ją widziałam, ale nigdy nie miałam okazji się dowiedzieć do czego to służy. - Wyjaśniła zakłopotana słysząc jak odpowiedz na jej pytanie okazała się być trywialna. - Jak to działa? - Wciąż jednak zżerała ją ciekawość. Od kilku lat gotowała sama i zaskakująco dla samej siebie, bardzo polubiła tą czynność, do tego stopnia nawet, że podczas gotowanie wstrzymywała się od używania magii. Nie miała jednak takich sprzętów, które całkowicie pozwoliłyby królować w kuchni bez użycia różdżki. - Taki zawód. - Obiecała sobie, że będzie ostrożniejsza. Pomoc nieznajomym mogła być niebezpieczna, ale przecież na tym właśnie polegała jej praca. Rzeczywistość wokół nich mogła się zmienić, ryzyko wzrosło, ale liczyła się z nim. Była gotowa choćby na ostateczne poświęcenie byleby móc robić to co do tej pory - pomagać. - A ty? Czym się zajmujesz? Jeśli mogę oczywiście spytać. - Strażakiem raczej nie był.


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Re: Przed domem [odnośnik]22.03.22 13:04
Prowadził Yvette przy sobie, tak aby trzymać ją i nie pozwolić jej upaść. Teraz miała czuć się przy nim nie tyle bezpiecznie, co pewnie, wiedząc, że niezależnie od tego, jaka droga była śliska, mogła się go po prostu łapać. Nie było co w końcu martwić się ani o niego – on w końcu uderzył się już raz i gorzej upaść na grunt już nie mógł – ani o jego ubranie, przesiąknięte już niemal czy przebite sierścią Precla, którą ten tak łaskawie zostawiał wszędzie, gdzie tylko się dało. Oglądając się jeszcze za siebie, sprawdził czy niczego nie zostawił, drabiną postanawiając zająć się później. Jeżeli zjawiłby się jakiś złodziej, Precelek na pewno dałby znać o tym z wyprzedzeniem, podbudowany widocznie całkowitym obszczekaniem Yvette i ogłoszeniem połowie Doliny, że oto był człowiek.
- Nie ma za co dziękować, to chyba ja powinienem. – Potrząsnął lekko głową, niemal zaskoczony tym, że tak bardzo wydawała się skromna, nawet jeżeli nie miała żadnych powodów aby taką być. Zajęła się pierwszym rannym człowiekiem i udawała, że to nic? A on…cóż, doceniał odważne kobiety, które dawały sobie radę, niezależnie od tego, co się działo i podtrzymywały swoje zasady, nawet w trudnych chwilach.
Pozwolił sobie odwiesić jej odzienie jeszcze otrzepując je przed tym, zanim zaczepił pętelką o haczyk, tak aby potem nie miała problemu z wyjściem w przemokniętym odzieniu. Uśmiechnął się jeszcze, kiedy spoglądał na Precla który od razu przystawił się do Yvette po więcej głaskania, sam jednak zaraz złapał psiaka, mimo jego mało zadowolonej miny wycierając mu łapy szmatką zanim nie puścił go na nowo, tym razem pozwalając już mu na zwinięcie się w kłębek obok Yvette, z niezadowoloną winą spoglądając na właściciela.
- Wybacz, muszę to robić, inaczej byłoby gorzej przez śnieg. A co do kuchenki…połączona jest z butlą gazową, w niej jest taki specjalny gaz, który sprawia, że pojawia się kontrolowany płomień i dzięki temu jestem w stanie ugotować posiłek. Nie, żebym w sumie umiał zajmować się gotowaniem, ale zawsze miło skorzystać, prawda? – Dlatego właśnie wstawił na kuchni ciężki czajnik, wypełniony chlupoczącą wodą, samemu też przemywając dłonie i jeszcze lekko twarz, tak aby zmyć z siebie ewentualny brud albo kryształki.
- Budowanie. Chociaż możesz sobie wyobrazić, że nieco bez sensu to wygląda, kiedy ja męczę się z młotkiem, a moi kuzyni po prostu machają różdżkami. – Nie brzmiał na złego, raczej rozbawionego, ale wciąż było to dość przykre.
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919
Re: Przed domem [odnośnik]27.03.22 9:56
- Już to zrobiłeś. - Stwierdziła rzucając w jego stronę ciepły uśmiech. Trochę odzwyczaiła się od takiego traktowania jej. Ludzie w porcie byli prości i gruboskórni. Nieszczególnie przejmowali się grzecznościami, a któregokolwiek z tamtejszych mężczyzn ciężko byłoby nazwać dżentelmenem. Richard zaś okazał się być miłą odmianą, poza tym wydawał się być po prostu sympatycznym człowiekiem, na którego towarzystwo ciężko byłoby jej narzekać. - W porządku. Domyślam się, że potrafi zostawić za sobą prawdziwy bałagan. - W końcu nie potrafił wytrzeć swoich łap sam. Nie żeby się zapewne przejmował, że te w ogóle są brudne, bądź mokre. Zaśmiała się krótko, lecz perliście na jego wzmiankę o gotowaniu. Zapewne to jego żona dla niego gotuje. Rozglądnęła się po pomieszczeniu szukając w nich kobiecych akcentów, nie znajdując jednak niczego charakterystycznego, aby wzrokiem znów powrócić do niego przyglądając się jak opłukuje sobie twarz wodą zamaczając przy tym kosmyki włosów, które przylgnęły mu do czoła. Zawstydzona odwróciła wzrok całą swoją uwagę znów kierując na czteronożnego towarzysza, do którego znów wyciągnęła dłoń, o którą ten otarł się zimnym nosem. Może kiedyś sprawi sobie taką kuchenkę?
- Może, ale wciąż nie umniejsza to twojej pracy. Wręcz przeciwnie. Musisz w to w końcu włożyć w to dużo więcej wysiłku i czasu. Ale o tym chyba sam bardzo dobrze wiesz. - Szczerze go podziwiała. Wszystkich mugoli. Wielu czarodziei aż za bardzo polegało na magii, tak jakby nie posiadali dwóch zdrowych rąk. Oczywiście, ich dar był po to, aby z niego korzystać. Tak jak wynalazki ułatwiały życia mugoli, tak magia życia czarodziejów. Życie z nią jednak wydawało się być kobiecie dużo łatwiejsze niż życie bez niej. Takie właśnie było. Co musiał czuć Richard patrząc na swoich kuzynów? Wychowując się otoczony magią, ale samemu będąc charłakiem? Odrzucenie? Niesprawiedliwość? Potrafiła sobie to jedynie wyobrazić czując jak jej serce przepełnia żal. - Magia jest przydatna, ale też zawodzi. Warto jest umieć poradzić sobie bez niej. - Starała się robić jak najwięcej nie używając zaklęć. Magia lecznicza nie była łatwa, szybko wysysała z sił, a ona pracowała całymi dniami, często lecząc wiele osób, na dodatek ze skomplikowanymi obrażeniami. Musiała oszczędzać siły, a źródło, z którego je pobierała nie było niewyczerpalne. - Powinieneś się chyba przebrać. - Zauważyła widząc, że całe jego spodnie były przemoczone. Wystarczyło jedno zaklęcie, ale nie była pewna czy zaproponowanie tego będzie na miejscu, szczególnie, gdy przed chwilą poruszyli taki, a nie inny temat. Ostatnią rzeczą jaką chciałaby zrobić to go urazić. Był przemiły i zaufał jej pozwalając wcześniej rzucić na siebie zaklęcie i zapraszając ją do siebie do domu, a przecież nawet jej nie znał. Wiedział, że była czarownicą, więc równie dobrze mogła stanowić dla niego zagrożenie, a jednak zamiast tego okazał jej gościnę. - Poczekam. Myślę, że ktoś tutaj dotrzyma mi w tym czasie towarzystwa. - Uśmiechnęła się najpierw w kierunku Precla, a później mężczyzny. Nie chciałaby, aby ten się rozchorował.

| ztx2


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Przed domem
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach