Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Gabinet
AutorWiadomość
Gabinet [odnośnik]18.10.21 23:15
First topic message reminder :

Gabinet

Urządzony gabinet przy Cynthię i pomimo, że każdy domownik jak najbardziej ma wstęp do tego pokoju, przyjęło się że to głównie Cynthia tutaj przesiaduje, zajmując się sprawami finansowymi zajazdu, pilnując aby wszystkie wydatki i ubytki były spisane, aby wszystkie należące się wypłaty zostały wypłacone, a Pod Gruszą miało poduszkę finansową na gorszy czas - nawet jeśli może się wydawać, że aktualne lata nie mogą być wiele gorsze.
Cynthia Skamander
Zawód : zarządzanie zajazdem
Wiek : 42
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Short steps, deep breath,
everything is alright
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 16
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9979-cynthia-skamander-budowa#301678 https://www.morsmordre.net/t10700-borowka https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f402-lancashire-lancaster-zajazd-pod-grusza https://www.morsmordre.net/t10699-skrytka-bankowa-2256#324768 https://www.morsmordre.net/t10702-cynthia-skamander#324789

Re: Gabinet [odnośnik]10.12.21 17:57
Ciepły uśmiech rozjaśnił raczej stoicką mimikę lady Mare, gdy słyszała, z jaką czułością pani Skamander wypowiada się o swoich dzieciach. Przypominała w tym na pewien sposób lady Prewett z domu Selwyn, rezydującą w Weymouth matkę Mare. Raz jeszcze wystawiona naprzeciw matczynej miłości, nie potrafiła przejść obok niej obojętnie. I wtedy do głowy przyszedł jej jeden, oczywisty wniosek. To miejsce wręcz emanowało miłością, przemycaną w drobnych gestach i rzeczach. Dlatego właśnie było tu tak miło, prawdopodobnie dlatego też w jednym, niepozornym miejscu skupiło się tyle dusz. I lady Greengrass padła ofiarą tegoż uroku.
Łagodna postawa pani Skamander umacniała ją w myśli, że starsza od niej kobieta nie mogła mieć złych zamiarów. Sam fakt, że postanowiła wybrać akurat zastawę w paprotki, wystarczył, by dama poczuła się podjęta w najlepszym stylu. Może to miejsce nie przedstawiało podobnych standardów co dworki szlacheckie, lecz sama szczerość i serce, które już zostało jej okazane, wystarczyło, by zrozumiała, że trafiła w dobre ręce.
W odpowiedzi na słowa kobiety skinęła głową, dając znać, że rozumie przekazywane informacje. Faktycznie, "Pod gruszą" w pewien sposób przypominało jakiś wyjątkowo skomplikowany wynalazek. Nie było nim dosłownie, prowadzenia zajazdu nie dało się wymyślić na nowo, jednak skoordynowanie tak dużej ilości ludzi, przygotowanie wszystkiego tak, aby zmieścić się w określonych widełkach czasowych i utrzymać odpowiednio wysoki poziom oferowanych usług było bardzo wymagające.
Dlatego też, gdy tylko Cynthia wyraziła swoje wsparcie dla sprawy, wsparła ją w konieczności pomocy uchodźcom i od razu odrzuciła pomysł pozostawienia ich samych sobie, Mare pozwoliła sobie przerwać na krótką chwilę jej monolog.
— Dziękuję, pani Skamander. To wyjątkowo pokrzepiające, móc zwrócić się do kogoś, kto również rozumie wagę pomocy i odpowiedzialność, jaką ponoszę za godne życie tych ludzi — nie tylko za życie jako takie. Utrzymanie ich w egzystencji było zadaniem dość prostym w swej naturze, pragmatyk potrzebował do tego wyłącznie grupy uzdolnionych uzdrowicieli. Uratowanie godności ludzkiej stanowiło jednak zadanie zdecydowanie trudniejsze. Mare wyrosła jednak wśród ideałów panów Dorset, ideałów, które głosiły przede wszystkim to, że każdy powzięty zamiar ma szansę powodzenia, o ile płynie z głębi serca.
Ab imo pectore.
— Ostatnia grupa liczy czterdzieści osób. Głównie rodziny z dziećmi, choć jest kilkoro osób starszych. Wcześniej... Przykro mi o tym wspominać, lecz nie mam chyba wyjścia. W Lancashire zapewne rozniosły się wieści o tym, co zwolennicy uzurpatora zrobili w Staffordshire — choć rozpoczęła od tonu spokojnego i rzeczowego, im bliżej była poruszenia tematu tragedii piątego stycznia, tym bardziej poważniała. Palce odruchowo zacisnęły się na filiżance, choć ręka nie drgnęła. Tylko spojrzenie opadło gdzieś w dół, Mare pozwoliła sobie na krótkie, lecz przepełnione boleścią westchnienie. — Wcześniej przybyłych udało nam się rozlokować w już dostępnych domostwach. Obawiam się jednak, że napływy mogą się zwiększyć, muszę być przygotowana na każdy scenariusz. Jedno siedlisko może okazać się niewystarczające, choć trudno mi ocenić, ilu potrzebujących zdecyduje się na przekroczenie granicy.
Ze skupieniem obserwowała notującą panią Skamander. Wydawała się być w całości pochłonięta organizacją planu dnia, próbowała podejść do problemu ze wszystkich możliwych kątów. To z kolei uświadomiło Mare, że jej myślenie nastawione przede wszystkim na rozwiązanie najpoważniejszych problemów, wyciąganie wniosków z dostępnych faktów nie brało pod uwagę, tego, że byli to przede wszystkim ludzie. Ludzie różnej wiary, doświadczeń, którzy w wyniku przeciwności losu musieli zjawić się w jednym miejscu i próbować współpracować.
— Myśli więc pani, że przede wszystkim potrzebne im jest poczucie wspólnoty? — głównie to przebijało z jej wypowiedzi. Mare przekrzywiła nieco głowę, obdarzając kobietę kolejną dawką uważnego spojrzenia. Nie chciała być przy tym szczególnie inwazyjna tak, by nie spłoszyć gospodyni. Wyczekiwała więc jakiegokolwiek momentu, w którym Cynthia da jej znać, że czuje się z podarowaną jej uwagą, aby przekierować ją na jakikolwiek inny element pomieszczenia. Albo może delikatnie zmienić temat.
— Czy mogłabym panią prosić o wgląd w księgi rachunkowe zajazdu? Chciałabym przynajmniej oszacować możliwy koszt prowadzenia podobnego przybytku. Przynajmniej do wczesnego lata nie będziemy mogli sobie pozwolić na uprawę własnych plonów, przyjdzie nam więc ściągać je od kupców i dostawców. Chciałabym upewnić się, że wygospodarujemy na ten cel odpowiednie fundusze.


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Gabinet [odnośnik]12.12.21 18:14
Kobieta nigdy nie uznawała tego, co robiła, za wyjątkowe - nie było takie. Prowadzenie zajazdu było jej wpojone od małego, a dobrze naoliwiona maszyna, którą było Pod Gruszą również nie sprawiało kłopotów. To wszystko było kwestią doświadczenia i przede wszystkim chęci. Cynthii serce nie pozwalałoby pozostawić kogoś za drzwiami, szczególnie w taką zimę jaka miała miejsce. Oczywiście, że świat teraz był niebezpieczny! Ale jak mogłaby odmówić komuś pomocy? Kimkolwiek by ta osoba nie była.
Pokiwała zasmucona głową na słowa lady. Dotarły do nich wieści o tym, co działo się w Staffordshire - i wciąż nie rozumiała, nie pojmowała tego kto i dlaczego mógłby czegoś podobnego dokonać. Serce jej się łamało na samą myśl. Nie mogła sobie wyobrazić, żeby cokolwiek podobnego miało miejsce tutaj, w Lancashire. Ale skąd mogłaby mieć pewność?
Wojna przecież rozprzestrzeniała się po całym kraju, skąd mogła wiedzieć, ze nic się nie stanie tutaj w Lancaster? Nie była tego pewna, nie mogła być tego pewna. Mogła mieć tylko nadzieję, że nic się nie stanie - przygotować się w jakiś sposób na najgorsze, jeśli jednak miałoby miejsce. I to tyle. Nie chciała porzucać zajazdu, nie byłaby w stanie i nie wyobrażała sobie tego zrobić, bo tak jak inni przeżywali tragedie przez wojnę, tak czuła obowiązek, aby Pod Gruszą było pewnego rodzaju oazą spokoju dla innych. Miejscem, w którym choć przez moment poczują się zaopiekowani.
- Oh... Tak, rozumiem, ciężko to obliczyć i przygotować się - potwierdziła, kiwając delikatnie głową, wciąż nie do końca pewna tego w jaki sposób mogło jej doświadczenie się przydać. Stanowczo o wiele lepiej potrafiła się odnaleźć na miejscu, robiąc już wszystko, co tylko mogła.
- Bezpieczeństwa, wspólnoty... tak, takiego miejsca, do którego się chce wracać - potwierdziła Cynthia, uśmiechając się delikatnie do lady, wciąż stanowczo onieśmielona swoim gościem. - To nie takie proste podczas wojny, teraz po tych tragediach, które miały miejsce... Ale... jest możliwe. Trzeba się zaopiekować nimi i pokazać, że mogą mieć gdzieś miejsce dla siebie - potwierdziła, kiwając głową, a na kolejne słowa lady Greengrass i prośbę o księgi, podniosła się od biurka, kiwając delikatnie głową.
- Oh, oczywiście, już moment. Akurat z moją cioteczną bratanicą robiłyśmy porządki za zeszły rok w księgach... - wspomniała o Thalii, już po chwili znajdując odpowiednie zapiski i po tym wracając do kobiety, kładąc na biurku jedną księgę za ten rok.
Po tym skierowała się też do jednej z zamkniętych szafek, w której znajdywały się księgi za zeszłe lata.
- Oczywiście w trakcie wojny nie zawsze jest łatwo, i stanowczo mamy mniej osób na wyżywieniu teraz. Ale mam też starsze rejestry, mogą być bardziej adekwatne w kwestii ilości, choć na pewno nie w kwestii kosztów - powiedziała, kręcąc delikatnie głową.
Zaraz przyniosła kilka ksiąg z czasów przedwojennych, również układając je na biurku.
- Mogę również przyjechać i pomóc na miejscu. Mogę wtedy nieco lepiej doradzić i pomóc, widząc na miejscu jak wszystko będzie wyglądało - zaoferowała się zaniepokojona losem tych biednych ludzi. Ludzi i czarodziejów - wszyscy cierpieli na wojnie, poza niektórymi wyjątkami. - Albo mogę zaoferować pomoc moich synów, wciąż wiele się uczą, ale wiedzą jak zarządza się zajazdem. Oh, jestem również pewna, że moje bratanice chętnie pomogą! Thalia, Henrietta, tak, poproszę je również o pomoc - mówiła spokojnie, zajmując z powrotem miejsce na krześle i sięgając po swoją filiżankę z herbatą.


love makes you happy in a house where
love is made

Cynthia Skamander
Zawód : zarządzanie zajazdem
Wiek : 42
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Short steps, deep breath,
everything is alright
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 16
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9979-cynthia-skamander-budowa#301678 https://www.morsmordre.net/t10700-borowka https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f402-lancashire-lancaster-zajazd-pod-grusza https://www.morsmordre.net/t10699-skrytka-bankowa-2256#324768 https://www.morsmordre.net/t10702-cynthia-skamander#324789
Re: Gabinet [odnośnik]12.12.21 20:10
Nie mogła powstrzymać się przed pokiwaniem głową na słowa o trudnościach w obliczeniach i przygotowaniu się na takie przedsięwzięcie. Wszystko było prostsze do zrealizowania, gdy posiadało się czas. Tego luksusu ród Greengrass został pozbawiony z początkiem stycznia, dlatego też Mare nie zamierzała marnować tego, który już im pozostał. Po wczorajszej przygodzie (choć trudno było wyprawę na kamienny most rozpatrywać w tych ramach) z olbrzymem i poszkodowanymi przez niego uchodźcami, a dzisiejszym spotkaniem z panią Skamander Mare udało się wygospodarować jedynie cztery godziny snu. Niewiele, ale wystarczająco, by zachować przynajmniej podstawowe zdolności do analizy faktów, a także zadbać o odpowiednią prezencję.
— Z oczywistych względów nie będę mogła być na miejscu przez cały czas... Nie chciałabym także, by przyszli mieszkańcy kojarzyli sobie to miejsce i ewentualne bezpieczeństwo tylko z moją osobą. Rozumie pani, do czego zmierzam? Chęć pomocy, osobistej pomocy jest we mnie ogromna, ale ze względów logistycznych oraz spoglądając na sprawę przez pryzmat mechanizmów psychologicznych kierujących ludzką psychiką, może się to okazać niezwykle trudne... — jeden z jej chłopców ze Staffordshire, na całe szczęście nie ten sam, który stał się naocznym świadkiem egzekucji w Stoke—on—Trent, odbywał obecnie ostatnie miesiące kursu uzdrowicielskiego ze specjalizacją w magipsychologii. Mare potrafiła spędzać długie godziny na rozmowie z młodym mężczyzną, tak zafascynowanym tematem. I wtedy też przyszło olśnienie. Mogłaby zaangażować go w bezpośrednią pomoc potrzebującym, rozproszyć w pewien sposób opiekę tak, by nie kojarzyła się już z jedną osobą, a raczej zbiorowością. Działanie pod symbolem zielono—czarnego motyla Greengrassów długofalowo przyniosłoby zapewne większy sukces niż robienie to tylko pod osobistym szyldem.
— Och, niezmiernie pani dziękuję — Mare odebrała pierwszą z ksiąg w obie dłonie, jednocześnie kiwając głową na znak podzięki, zupełnie tak, jakby były sobie równe. Cynthia była od niej starsza i pomimo różnicy pochodzenia, ze względu na tę jedną okoliczność należał jej się szacunek. Mare nie miała problemu z okazywaniem go ludziom, którzy odpowiadali jej tym samym. Nie była przecież osobą przepełnioną pychą i potrafiła przyznać rację osobom z większą wiedzą w danej materii niż ta, którą posiadała sama.
Resztę ksiąg ułożyła po swojej prawej stronie, na stosie. Otworzyła tę najbardziej aktualną i przez kilka minut studiowała w milczeniu zapiski. Dodatkowe informacje, których udzielała jej Cynthia, nadawały informacjom odpowiedniego kontekstu. Mare przewidywała jednak, że stworzenie schorniska, obozowiska, bezpiecznej przystani, będzie ich kosztować zdecydowanie więcej niż to, co przebijało się przez rachunki. Wojna wpływała na każdą sferę życia, pieniądz jednocześnie potrafił tracić na wartości, a produkty nabywane za jego pomocą drożały w zastraszającym tempie. Myśl o konieczności zbudowania takiego schronienia od zera sprawiła, że Mare przybrała na kilka chwil naprawdę sfrapowaną minę.
— Mogłaby pani? — dopytała, unosząc brwi w widocznym zaskoczeniu. Nie trwało to jednak długo, gdyż chwilę później na ustach lady Greengrass znów zafalował niezwykle wręcz szeroki uśmiech. Przez moment przestała być damą z sąsiedniego hrabstwa, a stała się po prostu młodą kobietą (ot, może mogłaby być nawet córką Cynthii?), która z radością odbierała ofiarowaną jej pomoc. — Nawet pani nie wie, jak bardzo byłabym pani wdzięczna...
Cynthia Skamander naprawdę zaangażowała się w konieczność pomocy. Nie tylko ona, prędko chciała wysłać na miejsce także swych synów, co Mare przyjęła z kolejną falą ciepłego rozradowania przelewającą się przez jej klatkę piersiową, ale także niewspominane szczególnie do tej pory bratanice. Henriettę i...
Wspomnienie rudowłosej czarownicy z bliznami na twarzy przywołało niespodziewaną falę rozbawienia.
— Thalię miałam już okazję poznać. To niesamowicie uzdolniona kobieta, gdyby widziała pani, jak dzielnie walczyła u mego boku... Jeżeli mogę prosić, proszę, by przekazała jej pani pozdrowienia przy najbliższej okazji. I... lepiej nie podawać jej gęsiny.
Dlaczego Mare wspomniała akurat o gęsinie niech pozostanie jej tajemnicą. Przynajmniej przez chwilę!


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Gabinet [odnośnik]14.12.21 18:12
- Oh, tak, tak, oczywiście, że najłatwiej jest nie utożsamić takiego miejsca z jedną osobą. Trzeba tych ludzi nauczyć jak o siebie zadbać po tym co dopiero przeżyli - potwierdziła, kiwając delikatnie głową, chociaż nie dało się ukryć, że sam zajazd był doskonale kojarzony z jej osobą - i nie dało się tego zmienić w tych czasach już.
Nie do końca wiedziała jak zbudować podobne miejsce od zera. Owszem, kiedy wróciła na miejsce po swojej ucieczce, nie zastała Pod Gruszą w najlepszym stanie, a jednocześnie wcale nie było tak, że zaczynała od niczego. Dorastała w tym miejscu, pomagała od najmłodszych lat - i chciała tutaj pomagać. Chciała, żeby wszystko było w jak najlepszym porządku, żeby ludzie byli bezpieczni. A skoro mogła pomóc w czymś podobnym poza Lancashire, nawet jeśli wciąż obawiała się podróży i tego w jaki sposób wojna przeobraziła krajobraz, nie mogła odmówić pomocy. Szczególnie jeśli taka prośba padała od lady.
Zawsze czuła respekt przed rodzinami szlacheckimi - pewnego rodzaju onieśmielenie. Och, do dzisiaj była raczej cichą i nieśmiałą osobą, mówiącą tylko wtedy kiedy miała na to przestrzeń. Nie wyrywała się ze swoimi myślami czy pomysłami, nie potrafiła podnosić głosu i niejednokrotnie klienci czy kupcy wchodzili jej na głowę.
Cieszyła się, że miała pomoc kuzyna, Henrietty czy swoich synów - a teraz także i Thalii. Czasem nie miała serca, a czasem nie miała na tyle zapartości w sobie, aby pozbyć się natrętnego gościa. Niektórzy byli zbyt pijani, inni zbyt agresywni, a jeszcze kolejni potrafili wbić szpile tak po prosty. Naprzykrzali się innym klientom, czasem próbowali kraść, a ona nigdy nie była w stanie sobie z nimi radzić.
Milczała, pozwalając kobiecie przejrzeć księgi. Jeśli lady sobie zażyczy, zawsze mogła niektóre z ksiąg wysłać do niej, aby ta spokojniej je przejrzała.
Widząc reakcje lady Mare, sama Cynthia nieco się speszyła.
- O-och... Tak, oczywiście, że bym mogła to żaden problem. Zajmuję się zajazdem, wiem trochę jak to wygląda, a tak będzie łatwiej mi doradzić.. - wyjaśniła, spuszczając wzrok na biurko. W końcu sama nie była pewna czy była odpowiednią osobą na takim zadaniu - ale czasem mogła pojawić się po prostu w danym miejscu i pomóc, niezależnie od tego co było dookoła. Mogła pomóc... tak zwyczajnie, będąc i uśmiechając się do innych. Jeśli z czegoś była znana to z opiekuńczości, choć nigdy nie rozumiała kiedy ludzie o tym wspominali na głos. To było bardzo przyjemne, a jednocześnie tak zawstydzające, gdy inni komplementowali to u niej!
- Chętnie porozmawiam z tymi osobami, spróbuję dowiedzieć się też jakie są ich oczekiwania, czego oni by potrzebowali, bo tak naprawdę jest to w końcu równie istotne... - wyjaśniła, a może raczej zapewniła - choć mówiła dość cicho.
Podniosła jednak nieco zaskoczone spojrzenie na lady Greengrass, nie do końca rozumiejąc.
- Oh... Rozgwiazdka... znaczy Thalia nie lubi gęsiny..? - zapytała, chociaż pokręciła delikatnie głową. - Jest naprawdę uczynna. Cieszę się, że zna kogoś jak lady, i na pewno zgodzi się nam pomóc. Jest dzielna... Ah, mam nadzieję, że nie zraniła się, i że lady również nie została raniona w tej walce - powiedziała, wyraźnie zmartwiona. Jej twarz, na której były zaznaczone już wyraźniejsze zmarszczki, od razu to zdradziła. Sama nie wyobrażała sobie stanąć w takiej walce! Wiedziała, że córka kuzyna była odważna - a może nawet nie do końca rozumiała jak bardzo? Ale najważniejsze, żeby była cała i zdrowa. I wróciła do domu po każdej walce.


love makes you happy in a house where
love is made

Cynthia Skamander
Zawód : zarządzanie zajazdem
Wiek : 42
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Short steps, deep breath,
everything is alright
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 16
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9979-cynthia-skamander-budowa#301678 https://www.morsmordre.net/t10700-borowka https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f402-lancashire-lancaster-zajazd-pod-grusza https://www.morsmordre.net/t10699-skrytka-bankowa-2256#324768 https://www.morsmordre.net/t10702-cynthia-skamander#324789
Re: Gabinet [odnośnik]15.12.21 17:58
Choć była przekonana o prawdziwości słów dotyczących przywiązywania się do określonych symboli — czy byli to ludzie, miejsca, znaki, melodie, nie miało to większego znaczenia — tak potwierdzenie uzyskane od Cynthii przyniosło jej delikatne ukłucie smutku. Było to jednak uczucie naprawdę ulotne. Coś w sposobie, w jaki pani Skamander nawigowała w tej rozmowie, delikatnie nieporadne, a przy tym szczere do żywego, zmywało prędko wszelkie negatywne emocje, miejsce pozostawiając wyłącznie dla tych przyjemnych. Ta jedna cecha wystarczyła, aby siedząca po drugiej stronie biurka i przeglądająca uważnie księgi rachunkowe lady Greengrass uznała, że naprawdę trafiła we właściwe miejsce, zaś pomoc, jaką mogła otrzymać od Cynthii będzie naprawdę istotna.
— Oczywiście jeżeli obowiązki nie zatrzymają pani tutaj — zaznaczyła, chcąc tym samym pokazać kobiecie, że wszelkie kierowane z jej strony prośby były wyłącznie nimi. Nie nosiły znamion rozkazu, bowiem nie z pozycji siły Mare chciała zaskarbić sobie ewentualną sympatię "Pod Gruszą". Będąc kobietą, nauczona została przede wszystkim delikatnych form perswazji, a przede wszystkim tego, że dobrym słowem i łagodnością można było zwojować zdecydowanie więcej, niż tupaniem nogą i wymaganiem wszystkiego wyłącznie z racji na swe urodzenie. Szlachta i gmin od lat współżyli w zgodzie, wzajemnie uzupełniali swe braki i odnajdywali się w odpowiedniej harmonii. Tym bowiem właśnie była tradycja — sprawną współpracą pomiędzy warstwami społecznymi, nie zaś koniecznością brutalnej dominacji jednych nad drugimi.
— Będę mogła wypożyczyć kilka ksiąg? — spytała wreszcie. Spokój gabinetu Cynthii dawał odpowiednie warunki do analizy, jednakże niegrzecznym było przesiadywanie w tym miejscu i odsuwanie pani Skamander od jej codziennych obowiązków. W Derby czekał na nią jej własny gabinet, w którego przestrzeni księgi "Pod Gruszą" były równie bezpieczne, a może nawet bardziej, niż tutaj. Miała nadzieję, że czarownica przychyli się do jej prośby. — Oczywiście oddam je w nienaruszonym stanie, przy najbliższej okazji.
Zgoda wyrażona tak otwarcie (choć wciąż niepewnie, Mare nie potrafiła zignorować tych naprawdę chwytających za serce błahostek; przynajmniej starała się utrzymać mimikę w jak najbardziej naturalnym wyrazie, by jeszcze bardziej nie płoszyć kobiety) stanowiła miód na serce arystokratki. Mare z pewnością była krasomówczynią — potrafiła zwracać się do tłumu, używać kwiecistych metafor, sięgać serc, jednakże... Zauważyła dość prędko, że w rozmowie z ludźmi zwykłymi, a zwłaszcza z niemagicznymi trudniej było jej złapać nić porozumienia. Cynthia natomiast wydawała się być zahartowana latami spędzonymi w zajeździe. Lady Greengrass domyślała się, że taka duża ilość gości oznaczała nic innego co równie dużą liczbę osobowości, których umiejętność integracji była kluczową dla dobrej prospery zajazdu. A i możliwość porozmawiania z kimś, z kim przybysze nie odczuwali różnicy pochodzenia, przed kim nie musieli się wcale peszyć, stanowiła dodatkowy atut.
— Jestem przekonana, że jeżeli spyta ją o to pani, nie uchyli się od odpowiedzi — i nie będzie równie enigmatyczna, co Mare, która nie zamierzała zdradzać gęsiej przygody biednej Rozgwiazdki. Cóż za urocze miana! Czy każdy z przebywających tu na stałe posiadał swój własny pseudonim? Przez moment ciekawa była, jakie miano przylgnęłoby do niej, jeżeli miałoby taką okazję, lecz pytanie — podobnie jak odpowiedź w kwestii gęsiny — postanowiła zachować dla siebie. — Wyszłyśmy z tego całe, bez najmniejszych zadrapań, także proszę się nie martwić.
Poprowadziły rozmowę jeszcze przez kilkanaście minut, w których trakcie Mare poinformowała Cynthię o potencjalnej dacie na przyszłe spotkanie; jeżeli nie w miejscu powstającego schronienia, to przynajmniej dla zwrócenia pożyczonych ksiąg. Dopiła swą herbatę i grzecznie zakończyła poczęstunek, na sam koniec komplementując tak napitek, jak i ciasto. Przed zmierzchem, który o tej porze roku zapadał dość prędko, zebrała księgi w odpowiedni pakunek, po czym pożegnała się z Cynthią.
"Pod Gruszą" było naprawdę wyjątkowym miejscem.

| z/t


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Gabinet [odnośnik]04.01.22 16:33
- Oh, nie, nie, proszę się nie kłopotać tym, znajdę czas - zapewniła kobieta, wiedząc doskonale samej, że nie byłaby w stanie odmówić nawet najuprzejmiejszej prośby i sugestii ze strony kogoś w pozycji Mare, jak i ze szczerego przekonania, że zajazd jest sobie w stanie poradzić bez jej krótkiej obecności. Choć ta wizja stanowczo jej nie cieszyła tak bardzo jak powinna - to, że mogłaby nie mieć swojego miejsca w zajeździe było dla niej wyobrażalnym lękiem.
- Oh, oczywiście, żaden problem, może lady zabrać księgi do przejrzenia, poza tegorocznymi - zapewniła Cynthia cicho, z oczywistych dla niej powodów nie mogąc wydać aktualnych ksiąg. W końcu zajazd działał dobrze między innymi na staranność w prowadzeniu rachunkowości.
W końcu zajazd, mimo że zajęcie się ludźmi i roztoczenie nad nimi odpowiedniej opieki było równie istotne co praca od zaplecza - przygotowywanie różnych menu, różnych dań, zajmowanie się rachunkowością, a nawet dbanie o to, aby pokoje były wygodne i odpowiednio przygotowane - raz na jakiś czas również przydawały się w końcu fundusze na odświeżenie pokojów, pościeli czy pewnego rodzaju udogodnienia dla wizytujących w postaci książek czy nawet nowego zestawu magicznych szachów.
Relacje i ich zawieranie dla Cynthii było czymś, co przychodziło naturalnie - w szczególności jej chęć opieki nad innymi.
Spojrzała jednak zaskoczona na kobietę jej słowami, jednak już po chwili uśmiechnęła się delikatnie, kiwając głową. Cóż, z pewnością dopyta o to Thalię, kiedy tylko będzie miała ku temu okazję. Ale cieszyła się mimo wszystko, że ta po swoich przygodach zawsze wracała bezpiecznie do domu - z większymi czy mniejszymi problemami, ale jednak wracała. A to było dla niej najważniejsze, bezpieczeństwo rozgwiazdki. I to, żeby była szczęśliwa - bo przecież nie będzie taka, zamkniętą cały czas w domu. Ciągnęło ją gdzieś tam w świat, na morza i wgłęb Anglii, nie mogła niczym na to poradzić.
Zajęła się przebraniem ksiąg, które Mare mogła użyczyć, a później i ich odpowiednim pakunkiem. W końcu przede wszystkim były to całkiem istotne dla prowadzenia zajazdu dokumenty! Nie mogłaby pozwolić, aby coś się im stało - choć z pewnością istniały magiczne sposoby na odzyskanie informacji w nich zapisanych.
Jednak po wszystkim już odprowadziła lady Greengrass z zajazdu, wciąż nieco onieśmielona ją dzisiejszą wizytą - i mającą nadzieję, że jej próby pomocy rzeczywiście będą miały pozytywny wpływ na pomoc poszkodowanym wojną.

| Zt.


love makes you happy in a house where
love is made

Cynthia Skamander
Zawód : zarządzanie zajazdem
Wiek : 42
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Short steps, deep breath,
everything is alright
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 16
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9979-cynthia-skamander-budowa#301678 https://www.morsmordre.net/t10700-borowka https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f402-lancashire-lancaster-zajazd-pod-grusza https://www.morsmordre.net/t10699-skrytka-bankowa-2256#324768 https://www.morsmordre.net/t10702-cynthia-skamander#324789

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Gabinet
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach