Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kuchnia z jadalnią
AutorWiadomość
Kuchnia z jadalnią [odnośnik]27.10.21 20:16

Kuchnia z jadalnią

Kuchnia z jadalnią nie zawsze były połączone; gdy kupował ten dom, na parterze stół i krzesła ustawiono w dodatkowym pomieszczeniu mieszczącym się za kuchnią. Dla zaoszczędzenia przestrzeni zrobił tam pomniejszy gabinet, uznając kuchnię za wystarczająco przestronną i zdecydowanie bardziej przytulną z oknami wychodzącymi na wschód. Kiedy odwiedzają go goście, życie toczy się głównie tutaj - w samotności częściej przebywa w gabinecie oraz w sypialni.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Kuchnia z jadalnią [odnośnik]18.12.21 1:16
Elric & Jayden

5 marca 1958

« Cierpienie jest istotą życia i wobec tego nie przychodzi do nas z zewnątrz, lecz jego niewysychające źródło tkwi w każdym »
Kto by się spodziewał, co?
Znamienne słowa miały być niejako tematem przewodnim profesorskich myśli, gdy po raz kolejny życie nie przestało go zaskakiwać, a rzeczywistość okazała się dziwniejsza niż fikcja. Nic więc zaskakującego, że złapał za pióro, szukając pomocy. To był dość spory akt desperacji i doskonale zdawał sobie z tego sprawę, jednak Jayden wiedział, że musiał po prostu powiedzieć komuś, co się działo. Zrzucić z siebie narastającą gromadę przemyśleń błądzących po jego umyśle, bo czuł nadchodzące szaleństwo, jakie mogło go dopaść przy dłuższym milczeniu i trzymaniu przeżyć w sobie. Musiał się też przyznać, że napisanie listu od razu do Elrica nie było odruchem. Instynktownie wszak kierował wszelkie swoje myśli i szukał wsparcia u Roselyn, Maeve, a wcześniej także u Mony. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek ta możliwość miała mu zostać odebrana. Razem z Cyrusem i Evey. Razem z kolejnymi sylwetkami kojarzącymi mu się z bezpieczeństwem oraz zaufaniem całkowitym. Teraz nie mógł do nich pójść z wiadomych powodów. I nie mógł także stanąć twarzą w twarz z przyjacielem oraz własnymi myślami na trzeźwo. A przecież musiał to z siebie wyrzucić. Opanować szalejący w nim chaos, odciąć myślenie. Znaleźć wyjście dla tłoczących się wciąż lawin, jakie jedynie coraz silniej go przytłaczały. Nawet z ojcem nie mógł porozmawiać czy z mamą, skoro oni także uczestniczyli w tym spisku.
Odzyskanie więc kontaktu z Lovegoodem wydawało się wręcz zbawieniem. Zesłaniem z niebios przeznaczenia, w jakim mógł szukać pomocy. I chociaż nie potrzebował jej w czysto fizycznych sprawach, odkąd zaczął codziennie ćwiczyć, mentalne wsparcie było jak najbardziej potrzebne. Ostatnie spotkanie w schronisku uzmysłowiło astronoma, że swobodna rozmowa nie była okazywaniem słabości. Wręcz przeciwnie — pomagała ćwiczyć charakter. Jak bardzo jednak miała uszlachetnić samego profesora, skoro z trzeźwą głową wiedział, że nie był w stanie zrzucić z siebie ciężaru? Na szczęście starał się nie myśleć o tym zbyt usilnie. Przygotowując się do wyjścia, zapisał na kartce krótką wiadomość dla domowniczek z informacją, gdzie miał być i żeby się nie przejmowały. Kolacja czeka w piecu. Usprawiedliwiony i rozgrzeszony z domowych obowiązków wziął przy okazji trochę suszonej jagnięciny i kilka garści suszonego indyka, które zresztą sam przyrządził, nie wiedząc za bardzo, czym innym można było zagryźć alkohol. Nie chciał zresztą zrzucać na przyjaciela większych przygotowań, skoro sam się mu wpraszał i jeszcze miał zapewne spędzić u niego noc, wtulając zmęczoną głowę w kanapę. Była sobota, nie miał też nocnych zajęć w Hogwarcie. Chłopcami zajęli się rodzice, więc z czystym sumieniem mógł się deportować pod wyznaczony adres. Od sympozjum zarost pokrywał profesorską twarz — przestał, chociaż na chwilę przejmować się spięciem i pracą, skupił na domu i swoim zdrowiu, a równocześnie pozwolił na rozluźnienie obyczajów. Pierwszy raz od dłuższego czasu otulił się ciepłymi swetrami, zaprzyjaźniając się równocześnie z tym nieco krzywym, który zrobiła mu na Święta Roselyn. U Elrica pojawił się w innym, ale jego tymczasowa prezencja zdecydowanie różniła się od typowo eleganckiego profesora. - Kto by się spodziewał, co? - rzucił od progu, wymijając równocześnie przyjaciela, gdy tylko ten zrobił mu miejsce w drzwiach. Przekazał mu także butelkę bimbru, jak do tej pory bezpiecznie zajmującego miejsce w kieszeni płaszcza. - Dość mocno schłodzony. Mam też trochę suszonego mięsa, które przerabiałem jakiś czas temu. Mam tego tyle, że nie wiem, kiedy to zjem... - mówił, żeby zapełnić swoje nieco obijające się o głowę myśli i zepchnąć je na dalszy plan. Spakowane w papier paski indyka i jagnięciny znalazły się na kuchennym stole, czekając na zajęcie się nimi przez gospodarza, chociaż profesor złapał jeden z nich i odgryzł kawałek, żując w widocznym przesyceniu emocjami.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Kuchnia z jadalnią [odnośnik]22.01.22 21:47
And we could run away
Before the light of day
You know we always could

Dom Elrica na obrzeżach Doliny Godryka był naprawdę niewielki i nie zajęło mu wiele czasu uprzątnięcie go na wizytę przyjaciela. Pomagał fakt, że nie należał też do przesadnych bałaganiarzy, jak sugerować mógł stereotyp starego kawalera - chociaż nie miał żadnej kobiety, która opiekowałaby się kuchnią i zajmowała gospodarstwem pod jego nieobecność, starał się, żeby chociaż raz w tygodniu wszystko zamieść, powycierać. Nawet okna mył sam, czerpiąc prostą przyjemność z wpadających przez nie promieni zimowego słońca. Nie potrzebował do tego czarownicy - i był też zdania, że nie będzie potrzebował czarownicy siedzącej w domu, gdy już zdecyduje się spotykać z którąś na poważnie. Kobiety żądne przygód, zdolne, inteligentne mieściły się w jego mniemaniu nawet wyżej od tych opiekuńczych i spokojnych.
A przynajmniej do takiego wniosku doszedł niedawno.
Zanim Jayden pojawił się na progu chaty, w jadalni stół był już nakryty kraciastym obrusem, w wazonie stały kwiaty - ususzone, bo ususzone, ale skąd miałby o tej porze roku wytrzasnąć świeże? Nie wiedział, nie znał się na tym. Wiedząc, że przyjaciel ma zamiar dostarczyć alkohol, postawił na stole dzbanek z sokiem malinowym, narobił też kanapek z chrzanem i sałatą, lepsze to niż nic, chociaż kromki wydawały się już nieco obsuszone na skórkach.
- Wow, wow, wow, a kto to się pojawił na moim progu - rzucił wesoło, tak jakby nie był na tę wizytę przygotowany; pod pewnymi względami może i nie był, nie spodziewał się przecież, że kiedykolwiek zobaczy Jaydena w takim wydaniu, nieogolonego, ubranego po ojcowsku, a nie profesorsku. - Widzę, że dobrze się trzymasz - Wymienili braterskie uściśnięcie dłoni zanim przejął butelkę z bimbrem i postawił obok uprzednio przygotowanych kieliszków. - Mięso się przyda do tych kanapek z chrzanem, może zabiją nieco smak nienajświeższego chleba - mruknął, zapraszając Jaydena do swojej małej, przytulnej kuchni i wskazując ręką, by siadał, gdzie mu wygodnie; czy to na tapczanie pod oknem, czy na jednym z drewnianych krzeseł zasłanych poduszkami w różnych wzorach i kolorach.
W kącie na żerdzi spokojnie drzemała Marlena, pochylając ciężką głowę w kierunku specjalnie podstawionej drugiej i wyższej żerdzi. Momenty, gdy przysypiała, były wybawieniem w lutym, gdy co chwilę brało jej się na obwieszczanie deszczu. Nigdy nie sądził, że dobrze mu się będzie żyło z lelkiem wróżebnikiem, ale już sobie nie wyobrażał jak wyglądałby jego dom bez jej ustawicznego skrzeczenia.
- To jak, zaczynamy od kieliszka, czy od opowieści? - spytał Elric, opadając na krzesło z najbrzydszą, najbardziej wysiedzianą poduszką.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Kuchnia z jadalnią [odnośnik]05.02.22 16:13
« Cierpienie jest istotą życia i wobec tego nie przychodzi do nas z zewnątrz, lecz jego niewysychające źródło tkwi w każdym »
Odsapnięcie po zapracowanym początku roku było mu potrzebne. Nie zajmował się jednak tkwieniem w miejscu, a utrzymywał zarówno umysł, jak i ciało w szyku. Korzystał z czasu, jaki posiadał i jaki mógł oferować nie tylko swoim synom, ale również Melanie. Wizja nadchodzących zmian widniała na horyzoncie, a Jayden potrzebował, aby wykorzystać dane mu momenty w całej możliwej pełni. Wiedział, że w swoim zapracowaniu nie zajmował się dziećmi na tyle, w jakim stopniu tego potrzebowały, dlatego właśnie zamierzał skupić się na nich. Rodzicielstwo bywało męczące i zdecydowanie nie należało do prostych, lecz z każdym dniem radził sobie coraz lepiej, a pomoc, jaką otrzymywał od rodziców i Roselyn była niezawodna. Nie chciał jedynie brać. Chciał również dawać od siebie, dlatego gdy tylko mógł, brał Melanie ze sobą — czy to do krawca jak ostatnio, czy nawet do Killarney, gdy szli po zakupy. I chociaż dom profesora znajdował się dobre dwie godziny spaceru od miasta, mała Wrightówna nie narzekała. Zawsze brała zresztą ze sobą swoją dziecięcą miotełkę, na którą mogła wsiąść, gdy zbytnio się zmęczyła. Była dobrym dzieckiem. Była wyjątkowym dzieckiem. Jak ślepym trzeba było być, aby tego nie dostrzegać?
- Powiedzmy - mruknął jedynie na komentarz przyjaciela, ale nie dodawał nic więcej. Zsunął z ramion płaszcz, przyjmując przyjemne ciepło wnętrza. - Przytulnie tu masz. - Miał nadzieję, że Elric miał cieszyć się tym domem najdłużej, jak się dało. Dolina Godryka wciąż w jakiś sposób zachowywała niezależność, ale na jak długo? Ile jeszcze? Czy w ogóle brał pod uwagę opcję opuszczenia Somerset? Miał jakiś plan awaryjny? Jako kawaler przyzwyczajony do podróżowania zapewne nie czułby specjalnie oporów przed ruszeniem dalej, ale... Czym innym było wysiedlenie przemocą, a czym innym dobrowolne. Usiadł jednak na tapczanie, czując, jak sprężyny ugięły się, gdy tylko na nie opadł. Zerknął jeszcze na stworzenie przy swoim boku. - Jak tam Marlena? Nie poszukuje może kawalera? Orion mógłby być zainteresowany — odkąd zaczęło się robić cieplej, znika nawet na parę dni - rzucił, patrząc na śpiącą samicę lelka i przyrównując jej rozmiary do osobnika, który wybrał dom profesora na swoje własne mieszkanie. Była drobniejsza i może miała bardziej zakrzywiony dziób, ale prezentowała się równie spektakularnie. Niektórzy wciąż widzieli w tych pełnych manifestu samotnikach zwiastun śmierci, lecz Jayden nigdy nie był przesądny. Był zresztą wyjątkowo dumny z faktu, iż irlandzki feniks znalazł miejsce akurat w Theach Fáel. I to sam. Nikt go nie kupił, nie łapał. Orion był dzikim zwierzęciem, które zdecydowało się samoistnie na symbiozę z ludźmi. Wciąż nieśmiały i uważny z wyraźną wdzięcznością przyjął udostępniony mu strych, gdzie profesor przygotował mu miejsce na legowisko, a okrągłe okno dachowe pozwalało mu na swobodne opuszczanie domostwa wedle własnej woli. Nawet Steve zaczął akceptować jego obecność, chociaż czasami sokół potrafił dziobnąć lelka na znak karcenia. - Pisałeś do Maeve? - Jayden oderwał wzrok od ptaszyska i spojrzał na przyjaciela, pamiętając ich ostatnią rozmowę. Dziewczyna wciąż znikała, ale profesor nawet jej nie zatrzymywał ani o nic nie wypytywał. Chciał, aby czuła się bezpiecznie pod jego dachem, lecz zdawała sobie dobrze sprawę, iż nie pochwalał tego, co robiła. Tego, jakie decyzje podejmowała.
To jak, zaczynamy od kieliszka, czy od opowieści?
Zanim odpowiedział, spojrzał na przyjaciela spod lekko pochylonej głowy. - Wciąż nie jestem przekonany do pomysłu picia, ale chwilowo mój ojciec zostawił w mojej głowie dość duży chaos, z którym nie mogę sobie poradzić. - Nie kłamał. Wiadomość wciąż odbijała się w jego umyśle, jakby próbowała znaleźć odpowiedniego dla siebie miejsca, chociaż nie było to jeszcze możliwe. Nie namyślając się za dużo, Vane wziął duży łyk alkoholu, czując, jak gorzkawy posmak zapalił mu się wpierw na języku, a później także w gardle. Skrzywił się solidnie, ale nie pożałował. Ból w końcu sprawiał, że odczuwało się życie bardziej bezpośrednio, nieprawdaż? - Moja mama jest w ciąży - powiedział w końcu, nie podnosząc nawet wzroku na swojego gospodarza. - Ojciec powiedział mi to parę dni temu. - Nie odezwał się więcej, tylko nalał kolejną porcję bimbru. W takim tempie nie miał dożyć do rana, ale czy nie taki też był zamiar?


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Kuchnia z jadalnią [odnośnik]13.02.22 18:40
Nie potrzeba było nadzwyczajnej spostrzegawczości, by zauważyć, że profesora bardziej niż zwykle dręczyły prywatne demony. Nie, żeby Elric się tego nie spodziewał po tym jak przeczytał oszczędny w słowach i zagadkowy list. W niespokojnych czasach niewiele trzeba było, żeby człowiek się podłamał, ale chociaż mogli korzystać ze wsparcia przyjaciół - tak jak dzisiaj, przy butelce. Kto mógłby ich winić za taką potrzebę odpoczynku i oczyszczenia głowy z niechcianych myśli? Cholera, każdy na to zasługiwał.
- A i owszem, lubię ten dom - przyznał ze wzruszeniem ramion.
Nie był przywiązany do jednego miejsca, biorąc pod uwagę jego dzieciństwo na walizkach oraz późniejsze podróże zdążył już przyzwyczaić się do ciągłej zmiany scenerii. Tutaj też nie mieszkał bardzo długo, ale lubił dom na uboczu Doliny za bliskość na wpół magicznego miasteczka i spokój, z którego korzystali razem z Marleną - jak dotąd jedyną kobietą w jego życiu.
Cóż, być może on też skrywał własne demony.
A skoro już mowa o Marlenie przysypiającej na żerdzi, czuł się zaskoczony pytaniem Jaydena, do tej pory nie zastanawiał się bowiem nad tym, czy potrzebowałaby partnera. Fakt, była relatywnie młodym lelkiem, ale być może dobrze zrobiłoby jej towarzystwo przy licznych nieobecnościach wiecznie pracującego Elrica?
- Nie jestem pewny... można by spróbować spotkania, ale Marlena jest już do mnie całkiem przywiązana i jeśli to by oznaczało, że Orion się wprowadzi to... - gwizdnął przeciągle. - Wiesz przecież, co się dzieje jak nadchodzą deszcze, a nadejdą i myślę, że szybko. Jeden koncert to i tak sporo, a co dopiero duet. - Odstawił bimber i przysiadł na jednym z krzeseł przy suto (jak na obecne warunki) zastawionym stole. Właściwie nie pamiętał, kiedy ostatnio miał okazję zastawiać ten stół, ciągle jadał w biegu albo we własnej sypialni, z czego dumny nie był, ale wieczorami niejednokrotnie bywał rozleniwiony.
Pytanie o Maeve go zmartwiło i zawstydziło; zupełnie zapomniał o napisaniu tego listu, choć powinien to zrobić już dawno, jeszcze zanim Jayden poruszył ten temat. Oparł łokcie na blacie i wbił w przyjaciela spojrzenie pełne szczerej skruchy.
- Zamierzałem... i nadal zamierzam. Ale jeszcze nie, zrobię to wkrótce i od razu do ciebie potem napiszę - podsumował po dramatycznej pauzie, a potem westchnął i uśmiechnął się niemrawo. Sam od dawna nie pił równie mocnego alkoholu, ale byli u niego w domu, cholera, co złego mogło się stać? - Każdy czasem musi się napić, wiesz o tym, Jay. Może w naszym wieku już nie wypada, ale przecież nie robimy tego w barze. Cokolwiek tu zostanie powiedziane, zostanie w tym miejscu. - Spojrzał kątem oka na lelka. - Marlena jedna świadkiem. Opowiadaj, a ja rozleję.
Jeśli temat dotyczył ojca Jaydena, nie wątpił, że stało się coś poważnego. Cholera, gdy ostatnim razem widział Ethana, wydawało się, że wszystko jest w porządku. Ale kto wie, co czaiło się za zamkniętymi drzwiami. Gładkim ruchem wręczył przyjacielowi pełną szklankę, a potem sięgnął po własną, nie wahając się długo przed wzięciem dużego łyku. Im dłużej człowiek się wahał, tym gorzej wchodziło. Paliło jak diabli, ale to dobrze, bo w innym wypadku pewnie gorzej przyjąłby wieść, jaką zaraz obwieścił Jayden.
Początkowo wypuścił z ust niezbyt uprzejme i niezamierzone prychnięcie rozbawienia, trochę niedowierzania. Szybko jednak spoważniał i pokręcił głową, żeby odegnać pierwsze sekundy najmocniejszego szoku.
- Jak to się stało? Znaczy, och Merlinie... - Przyłożył palce do oczu i potarł mocno powieki kciukiem i palcem wskazującym. - Wiem jak to się stało. Ale jak ty się z tym czujesz? - To było najważniejsze.
Powstrzymał się jednak przed wyrażeniem na głos myśli: to dziecko będzie młodsze od twoich trojaczków!



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Kuchnia z jadalnią [odnośnik]08.04.22 18:33
« Cierpienie jest istotą życia i wobec tego nie przychodzi do nas z zewnątrz, lecz jego niewysychające źródło tkwi w każdym »
Czas mijał, a zegar wybijał kolejne mijane minuty. Jedna za drugą. Słowa padające między mężczyznami stawały się częścią błahej rozmowy, która miała ich zaprowadzić dalej. Tam, gdzie zdawało się, że wszystko to nie miało tak naprawdę znaczenia w dłuższej perspektywie. Wszak biorąc pod uwagę fakt, iż wojna rozsiadła się okrakiem na Anglii, obywatele mieli zdecydowanie inne problemy aniżeli te natury egzystencjalnej. A jednak było inaczej. Musiało być inaczej. W końcu wciąż byli ludźmi — wciąż ulegali tym samym mechanizmom, pomimo braku pokoju za oknami. Być może doceniając trywialność bardziej aniżeli kiedykolwiek indziej.
Ale jak ty się z tym czujesz?
Kolejny, spory łyk alkoholu sprawił, że szklanka została opustoszała. Nie odpowiedział od razu. Nie wiedział, co nawet miałby odpowiedzieć. Jak się czuł? Jaki był? Przerażony? Zaniepokojony? Kompletnie wytrącony z równowagi? Rodzice mieszkali w Londynie, lecz nie podporządkowywali się systemowi — a przynajmniej nie wychylali się zbytecznie ani też nie kusili losu. Żyli, trwali. Tak, jak było można. Jayden chciał, aby się stamtąd wyprowadzili, ale nie słuchali. Nie chcieli go słuchać, a on nie mógł nic z tym zrobić. Bo i co mógł zrobić? Zmusić ich do tego? I gdzie by mieli mieszkać? Z nim i chłopcami? Razem jeszcze z Sheltą, Maeve? Rose i Melanie? Pokręcił głową do własnych myśli, wiedząc, jaki to byłby ciężar. Westchnął i odchylił się, by oprzeć się całym ciężarem ciała o tył kanapy, na której siedział. - To za dużo. Jeśli coś im się stanie, nie poradzę sobie z czwórką dzieci, El. - Ryzyko było duże. W końcu ile osób musiało już uciekać z miasta na wieś? Ile można było robić dobrą minę do złej gry? Jego rodzice nie byli szaleńcami — nie wspierali nikogo, ale mieszkając w Londynie, nie mogli być całkowicie bezpieczni. Co jeśli nie byliby w stanie opiekować się małym dzieckiem? Nie byli starzy, ale sprowadzanie dziecka na taki świat... Teraz... Czy nie było samolubne?
Kolejny głęboki oddech i zimna szklanka oparta o gorące czoło. - Czasem się zastanawiam - urwał na moment, wpatrując się w nieistniejący punkt gdzieś na lewo od niego, zupełnie jakby dostrzegł tam coś wyraźnie interesującego. - Czy postępuję słusznie. - Znów cisza. Krótka. Przerwana przez niego samego. - Mówiłeś o swojej przyjaciółce. Nie pytałem, nie chcę pytać dalej. Ostatnio jednak spotkałem się z jednym z jej towarzyszy. - Wspomnienie spotkania z Tonksem pozostawiło profesora brudnym. I nie z powodu tego, co powiedział czy zrobił Michael. Nie. Chodziło o to, co zrobił sam Jayden. Co powiedział.
Wolałbym jednak, aby moje dzieci były martwe niż wychowywane przez Zakon.
Wtedy mówił to w gniewie, jednak wierzył w to całym sobą. Gdy emocje opadły i patrzył na śpiących synów, zatrząsł się od własnych myśli. Bo sęk w tym, że sam nie wiedział, czy było to kłamstwo, czy prawda... - Co jeśli się mylę? - podjął, kierując w końcu wzrok na Lovegooda. - Co jeśli powinienem był wsiąść na statek i wypieprzać z tego kraju? Zabrać wszystkich i nie oglądać się za siebie? - To rozwiązałoby wszystkie problemy, prawda? Bezpieczeństwa, troski, niewiadomej. Jednak za jaką cenę to wszystko?


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Kuchnia z jadalnią
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach