Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Zamek w Warwick
AutorWiadomość
Zamek w Warwick [odnośnik]01.11.21 12:36
First topic message reminder :

Zamek w Warwick

W mugolskich kręgach powszechną wiedzą jest, że okazały zamek w centrum Warwick stanowił historyczną twierdzę Warwickshire, albowiem w średniowieczu odbywały się tam jedne z najkrwawszych, a przy tym niezwykle jednostronnych bitew. Władający nim hrabia dzielnie odpierał liczne ataki nie musząc ubiegać się o pomoc swych sojuszników, albowiem położenie budowli, murów oraz w części otaczająca go rzeka pozwalała im skutecznie rozprawiać się z agresorami. Straty w ludziach zniechęcały do kolejnych napadów, które z czasem zupełnie zanikły pochłaniając za sobą najlepszych, wojennych strategów. Wieloletni spokój oraz rzekome zawieszenie broni uśpiło czujność rodu, który to zawierzył jednemu z najbardziej zaufanych i najwyżej postawionych dowódców, jakoby hrabia został otruty podczas wystawnego przyjęcia w sąsiednim hrabstwie. Po latach okazało się to kłamstwem mającym jedynie zmusić do walki na otwartej przestrzeni, którą niezaprawieni w boju wojownicy przegrali z kretesem.
Mieszkańcy zamku już nigdy nie zaznali tej samej stabilności i poczucia bezpieczeństwa, a licznie zmieniający się władcy nieuchronnie doprowadzali twierdzę do ruiny. Zdrady, egzekucje, pragnienie zawłaszczenia ziem na dobre zmieniły losy tego niegdyś wyjątkowego miejsca, które z czasem zostało okrzyknięte jako przeklęte i goszczące jedynie śmierć. Negatywne odczucia wzmocniły nowe fortyfikacje wybudowane w trakcie wojny stuletniej, a także późniejsze przekształcenie części zamku na więzienie dla politycznych jeńców.
Obecnie tajemnicą jest, co dzieje się za murami zamku. Plotki jedynie podsycały ciekawość, lecz każdy kto próbował je zweryfikować wkrótce zostawał uznany za zaginionego w niejasnych okolicznościach.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Zamek w Warwick [odnośnik]03.01.22 8:22
The member 'Sigrun Rookwood' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 33
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]03.01.22 9:12
Tarcza uchroniła go przez mugolską bronią. Zobaczył jak coś odbija się od niej, a później dziurawi strażnika, który podniósł tę broń przeciwko niemu. Niestety, drugie zaklęcie było chybione. Wziął głęboki oddech, czasu mieli coraz mniej, ale musieli działać. Spojrzał w kierunku Sigrun, która wzniosła mur pomiędzy nim i strażnikami. Skinął jej głową. Musieli się stąd wynosić jak najszybciej, teraz udało mu się uniknąć przykrych skutków zaklęcia. To mógł być on, to on mógł mieć dziurę w klatce piersiowej i głowie. Musiał się skupić i stworzyć im nową możliwość.
Spojrzał na ścianę, na gruby mur, z którego chwilę wcześniej odłupał kilka fragmentów. Musiał w końcu ustąpić, mur na pewno dało się jakoś rozkruszyć, zniszczyć i dać im drogę ucieczki. Zupełnie nową możliwość, nową szansę. Uniósł różdżkę celując w dokładnie to samo miejsce co przedtem - Deprimo - powiedział głośno i wyraźnie, w pełnym skupieniu. Nie poczuł jednak tego, co powinien. Dlatego tym razem skupił się bardziej, jeszcze intensywniej na inkantacji zaklęcia i skutecznym ruchu dłoni. - Deprimo - rzucił po raz drugi, całkowicie pochłonięty czynnością, którą wykonywał. To była ich szansa, jeśli tylko uda im się opuścić zamek, wyjść z niego, później będą się zastanawiać co dalej. Pchanie się w paszczę lwa nie miało najmniejszego sensu, a strażników było zbyt wielu. Jeśli wyjdą przeciwko nim, przyjdzie do starcia z tą śmiercionośną bronią... Faktycznie mogli mieć marne szanse. Przed chwilą na własne oczy widział co ta broń potrafi zrobić. Rozumiał więźniów, którzy mówili, że szanse są marne, a całość jest misją samobójczą. Nie mogli myśleć w ten sposób, na pewno istniała możliwość, która pozwoli im przerwać działania cholernych mugoli i zwyczajnie uwolnić ich wszystkich. Żaden czarodziej nie powinien być uciemiężony przez tych, którzy tak po prostu nie mają do tego najmniejszego prawa. Przybyli tu po to, aby dołożyć wszelkich sił do odbicia ich. Tego musieli się trzymać.

Rzuty



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]06.01.22 2:32
Tristan
Czarodziej pozostał sam na placu bitwy, gdzie zbierała się coraz liczniejsza grupa żołnierzy gotowa do szturmu na zamek. Każdy na dziedzińcu zdawał sobie sprawę z wtargnięcia wroga i zgodnie z wolą składanej przysięgi gotów był oddać życie za jej wyzwolenie. Czaili się, dowódcy nawoływali do walki i wydawali jasne rozkazy, które Tristan doskonale słyszał, podobnie jak czarodzieja próbującego uporać się z ogarniającym go mrokiem. Mężczyzna wodził wzrokiem, ze wszystkich sił starał się przypomnieć sobie zaklęcie mogące przepędzić nieznane mu moce, jednakże każdy pomysł szybko skreślał. Przypuszczał, że stracili więźniów, domyślał się jak wielkie może ponieść tego konsekwencje, lecz wówczas skupił się tylko i wyłącznie na wrogu, jaki doprowadził do wielkich kłopotów.
Grupa uciekinierów ze wszystkich sił starała się możliwie szybko oddalić od zamku, ale kajdany znacznie to utrudniały. Antonia, zgodnie z wolą Śmierciożercy, nieustannie zachęcała do szybszego stawiania kroków, robienia tego w sposób równy oraz uważny, aby przypadkiem nikt nie przewrócił się i nie pociągnął za sobą innych. Jak im szło pozostawało zagadką, albowiem mur zasłaniał widoczność nawet Rosierowi, dla którego utkana z mrocznych mocy ciemność nie była żadnym ograniczeniem.
Uderzenie pięścią w ścianę nie wywołało bólu, lecz krótkie pieczenie na skutek rozciętej skóry. Krople krwi przebiły się przez rozerwaną koszulę i zaczęły wolno spływać po palcach. Tristan za wszelką cenę pragnął przywołać pradawną moc, ducha jaki wcześniej spędzał mu sen z powiek na skutek swej nieprzewidywalności. Łaknął posoki, żywił się nią, podobnie jak ludzkim cierpieniem i błaganiem o litość. Gdzieś głęboko w sobie poczuł jak ta na nowo w nim ożywa, przekracza kolejne bariery umysłu chcąc wyrwać się na zewnątrz i zebrać krwawe żniwo. Kamień opleciony szkarłatnymi żyłkami momentalnie rozgrzał się parząc skórę, po czym rozbłysnął czerwonym blaskiem. Zaraz po tym zapadła cisza, którą przerywały jedynie krople deszczu uderzające o ciała oraz mury.
Powietrze zadrżało złowrogo. Mężczyzna, jaki wcześniej oddał w jego kierunku strzały rzucił karabin na mokrą trawę i zaczął oddalać się na ślepo. Towarzyszący mu czarodziej nie poszedł w jego ślady, lecz z jego ust nie popłynęło żadne zaklęcie – wydawał się przestraszony, zagubiony i pozbawiony celu, który wcześniej był klarowny. Dwójka mugoli jaka wcześniej oddaliła się w poszukiwaniu rzekomego wroga również zdecydowała się wycofać. Ciszę przerwał skowyt silnika, Tristan dostrzegł jak znajdujący się za kierownicą żołnierz na oślep stara się ruszyć opancerzonym pojazdem i w ślad za nim poszli kierowcy mniejszych jednostek. Wcześniej nie opuszczali swej pozycji, nawet nie wysiedli z pojazdów, a zatem zapewne zdecydowali się złamać bezwzględne rozkazy.
Pradawna moc coś uczyniła, wysłuchała prośby, ale Rosier jeszcze nie wiedział co tak naprawdę miało miejsce. Momentalnie poczuł ucisk w skroniach, krótki, acz wyjątkowo nieprzyjemny ból. Usłyszał śmiech dochodzący gdzieś z odmętów jego umysłu, który składał się na krótkie słowo – strach. Ile to wszystko potrwa? Czy jeszcze więcej osób uległo tajemnej mocy? To pozostawało zagadką.

Luca
Młody, stroniący od strachu czarodziej nie spodziewał się, co czeka go za murami twierdzy. Wiedziony ambicją i pragnieniem pomocy pozostawał w potrzasku, a od tragedii dzieliło go jedno zaklęcie. Jedna tarcza, jaka musiała go usłuchać, aby jego nazwisko nie zostało wpisane na listę ofiar ataku na Zamek w Warwick. Inkantacja nie wymagała wielkich umiejętności, lecz w podobnej sytuacji liczyła się nie tylko precyzja, ale przede wszystkim czas reakcji. Kraniec jego różdżki rozbłysnął, a zaraz po tym światełko zniknęło, jakoby magia tylko na moment chciała mu przypomnieć o drzemiącym w nim potencjale. W tej samej chwili kule bezlitośnie wbiły się w ciało nie dając mu żadnych szans. Z otworu w czole poleciała stróżka krwi i zabrała ze sobą ostatnią łzę, która bezwiednie pojawiła się w kąciku oka. Luca padł na ziemię, a jego różdżka przetoczyła się po posadzce.

Elvira, Maghnus
Dynamiczna sytuacja nie działała na ich korzyść; czas tykał, a oni nie tylko mieli towarzystwo w postaci żołnierzy na niższym piętrze, ale wypełnionego posiłkami dziedzińca. Elvira tylko pobieżnie przejrzała zdobyte dokumenty, więc nie była w stanie wywnioskować z nich nic więcej, podobnie jak Maghnus, który skupił się na czerwonych punktach X. Być może jego przypuszczenia były słuszne wszak obydwoje mogli się domyślać, że nikt nie trzymał w sejfie bezwartościowych papierów. Z własnego doświadczenia wiedzieli, iż na przykład w Gringottcie nie przechowywano skarpetek ani sałatki wielowarzywnej na przyszłe święta.
Uzdrowicielka widząc uchylone drzwi od razu otworzyła je i posłała w kierunku mężczyzny celne zaklęcie. Ten warknął pod nosem czując, że coś dzieje się z jego stopami i podjął próbę poruszenia nimi, ale na nic się to zdało. Nie wyglądał jednak na zaskoczonego, a tym bardziej przestraszonego ich widokiem. Tego samego nie można było powiedzieć o kobiecie, która nerwowo oblizywała dolną wargę i pocierała kciukami kłykcie. Wędrowała przerażonym spojrzeniem od Elviry i Maghnusa do żołnierza, choć to na Multon zdawała się zatrzymywać wzrok najdłużej. Unosiła przy tym lekko brwi, jakoby chciała jej coś powiedzieć, przekazać niewerbalnie jakiś znak. Wbrew woli czarodzieja na jej nadgarstkach nie pojawiły się kajdany.
Elvira skutecznie zamknęła zamek w drzwiach pomiędzy schodami, a gabinetem.
-Oczywiście, że nie- odparł na pytanie ochrypłym głosem. -Proszę usiąść i się rozgościć- dodał z kąśliwym uśmiechem, po czym wskazał dłonią miejsca po drugiej stronie stołu. -Widziałem, że już dostaliście się do moich planów. Proszę nie zrozumieć tego jako groźby, lecz jeden zły ruch, kolejny czar, sprawi że takowe się ziszczą- rzucił po krótkiej chwili. Maghnus zauważył, że ten nieustannie jedną z dłoni trzymał pod stołem. -Napijecie się czegoś?- zaproponował i przeniósł na kobietę ostre spojrzenie. -Zadbaj o mych gości- warknął znacznie zimniejszym tonem, który nijak miał się do tego używanego w stosunku do oponentów. Zaraz po tym ponownie skupił swą uwagę na gościach.
Momentalnie jego twarz skamieniała. Przepełniony pewnością siebie wzrok zastąpił strach i drżenie ciała. Coś właśnie się stało, ale nikt w tym pomieszczeniu nie mógł wiedzieć co dokładnie. Kamień zawieszony na łańcuszku delikatnie zadrżał.

Zachary, Sigrun, Mathieu
Przy więziennych celach czas zdawał się na moment zatrzymać. Słychać było jedynie kołyszący na posadzce granat oraz głośne bicie serca przerażonego żołnierza. Dla mugoli był to wyrok śmierci, lecz dla czarodziejów test, próba własnych możliwości, kiedy stres i adrenalina biorą górę w swej wybuchowej mieszance. Zachary zachował zimną krew – pewnym tonem rozkazał ochotnikom ucieczkę, a sam wyciągnął przed siebie różdżkę i wypowiedział inkantację. Ta echem rozniosła się wzdłuż ścian wraz z pędzącym promieniem, który bezbłędnie rozbił się o powierzchnię niewielkiego, acz śmiercionośnego przedmiotu. W pierwszej chwili nie mógł wiedzieć, czy przyniosło to jakikolwiek efekt, lecz z sąsiedniego pokoju jego uszu doszło głośne, pełne złości przekleństwo. Mimo to Sigrun wolała dmuchać na zimne i zmieniła mugolską broń w malutką poduszkę do igieł.
Zwarcie szyków pozwoliło im w końcu ruszyć. Mathieu nieugięty w swej decyzji ponowił próbę przebicia ściany i choć wcześniejszy, niezwykle celny promień nie przyniósł spektakularnych efektów, to wyraźnie naruszył konstrukcję grubych murów. Gdy tylko błysk światła zaklęcia zderzył się z kamienną ścianą podłoga zadrżała, a z sufitu poleciał kurz i pył. W unoszącej się szarości Rosier dostrzegł upragnioną wyrwę, przez jaką zmieścić mogła się jedna osoba na raz. Musiała przy tym nieco się nagimnastykować, lecz wyjście było na wyciągnięcie ręki. Po krótkim przypływie entuzjazmu zobaczył jednak coś więcej – po drugiej stronie nie rozciągało się niebo, skąpane w ciemności pola i rzeka, acz nieprzenikniona czerń, znany mu mrok czarnych kłębów mgły. Żaden z obecnych nie mógł wiedzieć, że odpowiedzialny za nie był Tristan.
Czar Sigrun nie przyniósł zamierzonego efektu.
-No już idziemy- rzuciła kobieta, jakiej Zachary obiecał pomóc, do więźnia, który leżał na podłodze z obłędem w oczach. Wyraźnie zmęczona, acz pełna motywacji przeciągnęła jego ramię wzdłuż swojego i szarpnęła, aby spróbował chociaż ustać na własnych nogach. Zawtórował jej inny z więźniów, jaki wcześniej nie wyrywał się w rozmowie. Być może poczuł powiew wolności, szansę na ucieczkę, która może nigdy więcej im się nie przytrafić. -Ruszać się, te kurwisyny dalej są za ścianą- krzyknęła ostrzegawczo, po czym skupiła wzrok na koledze będąc rad, że nie tylko ona zdecydowała się zaufać trójce przybyszów.
Kamienie znajdujące się na szyjach całej trójki delikatnie zadrżały. Sigrun mogła odczuć nawet lekkie pieczenie, jakoby artefakt na moment się rozgrzał. Pradawne moce zaczęły was nawoływać, mącić w głowie i próbować przedrzeć się do umysłu. Pragnęły wolności.
Nikt nie wiedział co się właśnie stało, lecz sąsiedniego pokoju nie opuściły już żadne strzały, a tym bardziej bliżej nieznane czarodziejom przedmioty. Uzdrowiciel kątem oka dostrzegł jak więzień, który był w najlepszym stanie, momentalnie zrywa się na nogi i biegiem udaje do pomieszczenia, skąd poleciał granat. Tuż za progiem znika wszystkim z pola widzenia odskakując w bok.
-Autorytet, spryt, szybkość. Trzy cechy, trzy osoby- rozbrzmiał rozweselony, znajomy głos. Mężczyzna owinięty abają Zacharego zaciskał dłonie na otwartych kratach i najwyraźniej wyjątkowo dobrze się bawił lub po prostu postradał zmysły.


Rozpoczynamy turę numer 14
Czas na odpis: 7.01.2022 / 22:00

Czas trwania zaćmienia: 3/9
Elvira +14 2/2 - Magicus Extremos
Prastigiatio - ST przejrzenia iluzji przez czarodzieja: 39

Każdemu przysługują dwie akcje.

Elvira, Maghnus- jeżeli podejmiecie próbę rozmowy z Majorem proszę o możliwie szybki kontakt w celu utworzenia szafki, gdzie takowa zostanie w sprawny sposób rozegrana. Pamiętajcie jednak, że wtedy poprzedza ona wszelkie inne akcje np. zaklęcia. Jeżeli natomiast chcecie podjąć inne działania, to obowiązuje was powyższy termin na dodanie odpowiedzi w tym temacie.  

Mapa:

Żywotność i EM:

Ekwipunek:

Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]06.01.22 4:01
Odnalazł dłonią kamień, gdy tylko poczuł jego ciepło. Rozgrzany gorąc, ciepło, nie zdołał jej przywołać, zacisnął palce mocniej, na krótko spoglądając na rozdarcie, napięciem mięśni chcąc wycisnąć z siebie więcej kropel. Słyszał ją. Czuł ją. Była blisko, ale nie zdołała wydostać się na zewnątrz, coś ją zatrzymało - co? Gotów był utorować jej drogę, odsłonić umysł, ale mimo to, coś stało je na drodze. Jak nałożony na pysk kaganiec, trzymana smycz, niepozwalająca odbiec zbyt daleko. I nie był to on, obrócił między palcami kamień.
Powietrze drżało niespokojnie, coś było nie tak. Przeniósł spojrzenie na mężczyznę z karabinem, upuścił broń i odszedł, na dziedzińcu zaczął się rozgardiasz. Warkot silników mugolskich maszyn nie miał nic wspólnego z dyscypliną, zapanował chaos. Zatoczył się, kiedy poczuł ścisk w skroniach, ten śmiech, ten chichot, znał go przecież tak dobrze, wyjdź. Wyjdź, moja piękna. Spójrz na ten krajobraz. Spójrz, jak możesz się tutaj nasycić. Chciał ją poczuć, była gdzieś w jego ciele, czuł ją, zbliżającą się do jego jaźni, umysłu, nie potrafił sam opuścić kurtyny, która oddałaby jej stery. Nie w pełni. A jednak czuł, że słyszała jego wołanie. Co było kluczem do jej więzienia - czy kamień, który trzymał w dłoni? Czy krew, której czuła zbyt mało? Syciła się nią. Pragnęła jej. Musiała być głodna, kiedy karmiła się ostatnim razem? Od wyjścia z tamtych lochów, dławił ją skutecznie. Tak rzadko pozwalał sobie na to, by ją usłyszeć. Teraz ją nawoływał. Teraz chciał jej na to pozwolić, nasycić głód. Na warunkach, które sam postawił: choć każda mądra księga świata przestrzega przed paktowaniem z pradawnymi bytami. W ciszy miał wrażenie, że słyszy bicie własnego serca. Widział, co działo się na placu. Strach. Strach, mówiła. Widziała strach, nie krew, a nie tym się karmiła. Nie tego pragnęła, choć i to ją bawiło. Chciała tego, chciała krwawych żniw. Nie poddał się, nie tak szybko. To szaleństwo mogło trwać wiecznie lub parę chwil, a ile czasu miał on? Jakie ryzyko był gotów ponieść?
- Vulnerario - wypowiedział inkantację krótko, ostro, mierząc różdżką w czarodzieja, który wcześniej wydawał rozkazy. W krtań, pod kątem, gdzie u każdego pulsowała najbardziej widoczna i najoczywistsza tętnica. Serca mógł nie zdołać odnaleźć, a potrzebował hojnej zanęty na potwora. - Słyszysz mnie - stwierdził, nie pytał, bo on czuł ją. - Jesteś tu - mówił dalej, nieświadomie wstrzymując oddech szukając jej obecności. Otaczający go żołnierze przestali zwracać na niego uwagę, ale i tak o nich nie dbał. Zachowanie tych ludzi wynikało z chaosu. To, co nosił w sobie, nie było tak wysublimowane. Nie potrafiło szarpnąć za te struny. To nie było jej. - To nie strachu pragniesz. Podano do stołu, moja piękna - zwrócił się do niej, jeszcze raz obracając kamień między palcami, aż w końcu zacisnął na nim okrwawioną pięść, zamierzając przywołać jego moc raz jeszcze. Zaigrać z mocami, o których nie miał pojęcia i których nie rozumiał. Nie rozumiał nic z tego, co działo się wokół niego. Nic z chaosu, który widział. Ale moc była intrygująca, a możliwości wciąż nieznane. Czarny Pan zaoferował im potęgę, której przepływ zamierzał poczuć całym sobą. Krew, tego pragnęła, krwi. Brudnej, szkarłatnej, karmazynowej, rozlanej. Świeżej. Młodej i starej. W tym śniegu, tu. Teraz. - Teraz - powtórzył szeptem, mocniej ściskając kamień, skupiając się na tym, co bilo od niego, na czerwieni żył, czerwieni krwi i czerwieni śniegu przed sobą.

absorbcja :/



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

o b e y

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 9 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]06.01.22 4:01
The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 83

--------------------------------

#2 'k10' : 10

--------------------------------

#3 'LH: Opętanie' :
Zamek w Warwick - Page 9 WzSeVbh
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]06.01.22 22:36
Świadome napięcie mięśni utrzymywało godną, wyprostowaną sylwetkę Zachary'ego przez cały czas. Z równą mocą ignorował ból, który sobie zadawał, jednocześnie biorąc go za trwałe oznaki tego, że starał się nadgonić upływający czas i cało wyciągnąć z opresji nie siebie, lecz więźniów, których mugolska i zdradziecka, czarodziejska krew przetrzymywały w zamku Warwick. Jedynie nikłą część własnej uwagi zwracał ku piekącym stawom, gdy poruszał się, a każdy kolejny krok mierzył ostrożnie i z należytym szacunkiem do własnego ciała nawet wtedy, gdy czynił to szybko i w sposób, który dla osoby trzeciej był działaniem całkowicie pochopnym, może nawet niezorganizowanym i nieprzemyślanym. Potencjalnych uczuć z zewnątrz nie brał pod uwagę. Będąc świątynią samego siebie, delikatną równowagą, podejmował kroki mające uratować choć garstkę z osadzonych, a przy odrobinie większego wysiłku oraz współpracy, także i jego, Mathieu oraz Sigrun.
Determinacja, którą w sobie posiadał, ku ogólnemu zaskoczeniu, zbierała dobre owoce. Magia słuchała poleceń młodego szajcha, a także pozostawała silna. Czuł gorąc bijący z drewna, kiedy posłał wiązkę Confundusa w przedziwny obiekt, w całości kierując się przeczuciem, potencjalnym zagrożeniem, które mogło nastąpić, gdyby owalny przedmiot uderzył w podłogę. Nie miał przy tym pewności, czy obrana droga odniesie skutek, mając jedynie nikłą wiedzę, iż to konkretne zaklęcie sprawdzało się przy wypaczaniu działania nie tylko magicznych przedmiotów, ale i mugolskich wytworów z równie skutecznym efektem. Ten właśnie oceniał wzrokiem, z wyraźnym dystansem spoglądał na tę rzecz, nie wiedząc, czy lada moment nie zadziała. Siarczyste przekleństwo dobiegło go wtedy z pomieszczenia dalej, stając się finalnym potwierdzeniem, które upewniło go, że wybrał właściwy sposób na unieszkodliwienie, nie czyniąc przy tym zniszczeń.
Mając pewność, że wszyscy przedostali się do pomieszczenia za Zacharym, pozostał jako ostatni, ledwie kątem oka patrząc na tego, którego uleczył jako ostatniego, jak czmycha naprzód, odskakuje i chowa się. Zdrajca, sformułował krótką, niebywale prostą myśl, robiąc kolejne kroki do tyłu, nie odwracając się do pozostałych.
Idźcie dalej — zwrócił się do uwolnionych więźniów, jeszcze na moment spoglądając na oszalałego mężczyznę, ponownie poruszającego temat trzech cech i trzech osób. Nie odpowiedział. Poruszył barkami nieznacznie, rozluźniając mięśnie wokół. Jeśli chciał tu zginąć, nie mógł nic na to poradzić. Innej diagnozy nie był w stanie postawić. Nie miała ona z resztą większego znaczenia. Grupa, która chciała żyć wolno, już stanowiła sukces. Zajęcie zamku, realizowane przez Tristana i pozostałych, miało finalnie położyć kres więziennictwo; prawdopodobnie. Póki co, najważniejszym elementem pozostawało bezpieczne wydostanie się poza mury obiektu oraz zabezpieczenie tyłów, które spadło na Zachary'ego. — Serpensortia — podjął klątwę na ustach, krańcem różdżki wskazując na otwarte przejście do pomieszczenia, do którego zbiegł uwolniony więzień, z którego nadleciał tajemniczy przedmiot. Jeśli mógł jakkolwiek utrudnić przeciwnikom próby ataku podczas ewakuacji, to tylko w taki sposób. — Serpensortia — raz jeszcze wywołał inkantację, wskazując na to samo miejsce, licząc, że dwa węże okażą się wystarczające do wywołania odpowiednio długiego spowolnienia, wszak jemu samemu pozostało już tylko wycofać się do pomieszczenia, w którym mieli znajdować się pozostali.

wołam o dwa węże i na każdego po 1k8



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]06.01.22 22:36
The member 'Zachary Shafiq' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 16, 41

--------------------------------

#2 'k8' : 1, 7
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]07.01.22 21:41
Nie mogła być świadoma rozgrywającej się pod podłogą tragedii; utraty cennego sojusznika zaledwie pół godziny, jeśli nie mniej, od wejścia do zamku. Nie czułaby żalu, nie uroniłaby łzy, ostrzegała ostatecznie o niebezpieczeństwach misji, ale śmierć czarodzieja oddanego właściwym ideom zawsze była niepodważalnym dramatem.
W rzeczywistości gdy usłyszała strzały Luca i jego ofiarność nie przeszły jej przez myśl. Zbyt była skupiona na tym, co rozgrywało się przed jej oczami, na mężczyźnie bez wątpienia będącym majorem oraz pięknej i spłoszonej kobiecie. Dostrzegała subtelne sygnały, jak zwykle czuła na to, co nieoczywiste. Bezwiednie zacisnęła wąskie usta i powoli poruszyła palcami wolnej od różdżki ręki. Przymusowa prostytucja, niewolnictwo? Gdyby kobieta okazała się mugolem, niewiele by to Elvirę obeszło, nie rozpatrywała mugolskich samic w tych samych kategoriach co czarownic, niemniej jednak musiała mieć na uwadze każdą ewentualność.
Tak czy siak kobieta - pralinka? - mogła być im później przydatna. Pamiętała słowa Tristana.
- Hmm - mruknęła tylko w odpowiedzi na zaskakujący spokój majora. Choć dłoń świerzbiła ją od trzymanej w ryzach mrocznej mocy, złe przeczucie oraz narastający od wielu minut stres podpowiadały jej, że nadszedł moment, w którym należało zachować ostrożność. - Czarnej kawy bez cukru i mleka - odpowiedziała w końcu, zdobywając się na lekki, ostry na krawędziach uśmiech.
Nim usiadła na krześle po przeciwnej stronie stołu, rzuciła Maghnusowi porozumiewawcze spojrzenie. Chyba był dość bystry, aby zrozumieć, że plany, które próbował rozszyfrować mogły oznaczać najgorszą możliwość. Nie mogli pozwolić na zniszczenie zamku, na którym zależało Czarnemu Panu. Powoli oparła łokcie na stole, bawiąc się różdżką, przekładając ją między palcami. Pozostawiała ją na widoku, uznała to za kompromis między schowaniem jej do kieszeni a podejrzanym ściskaniem pod stołem. Wysokim butem próbowała za to dyskretnie sięgnąć do nogi nieznanej kobiety, lekko kopnąć ją w kostkę, zwrócić na siebie uwagę.
Zaraz jednak stężało powietrze, mężczyzna zamarł w przestrachu, a Elvira miała przelotne wrażenie, że musnął ją lekki powiew magii - dopóki nie zrozumiała, że to odłamek kamienia na jej piersi drży. Z szybko bijącym sercem sięgnęła do niego, jakby nagle przypomniała sobie o tym, że w ogóle go ze sobą zabrała. W ostatnim momencie zmieniła ruch i podrapała się po szyi, udając, że cały ten czas miała taki zamiar - aby nie zwrócić uwagi na odłamek, pozostający wszak ukryty pod ubraniami. Myślała o nim jednak, intensywnie, z nadzieją, z tęsknotą.
Musieli otrzymać je w jakimś celu i być może popełniała błąd tak długo ignorując ich złowieszczą potęgę. Może musiała po prostu zaufać temu, co zadecydował Czarny Pan. Poddać się jego mocy.
Właśnie w tej chwili, uznając drżenie odłamka za znak.


i am coming
for everything
they said
i could not have
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]07.01.22 21:41
The member 'Elvira Multon' has done the following action : Rzut kością


'LN: Splamienie' :
Zamek w Warwick - Page 9 W7og4vj
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]07.01.22 21:42
The member 'Elvira Multon' has done the following action : Rzut kością


'k8' : 5, 4, 1, 7
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]08.01.22 0:10
W zamku roiło się od strażników posiadających śmiercionośną broń. Nie widział innego sensowniejszego wyjścia z tej cholernej sytuacji jak przejście poza standardowymi drogami. Z każdego pomieszczenia, korytarza... dosłownie z każdego miejsca mógł im nagle wyskoczyć ktoś, kto będzie miotał w nich z broni lub zdrajca, który podniesie różdżkę przeciwko nim. Ta droga, może nie najprostsza, była całkiem niezłym wyjściem z sytuacji. Entuzjastycznie podchodził do sprawy, przynajmniej do momentu aż ujrzał ciemność rozpościerającą się za wyrwą w murze. Znał ją, znał ten rodzaj magii, ten mrok, który pochłaniał wszystko wokół. To nie najlepszy pomysł, aby wypuszczać więźniów w kompletną ciemność, ludzi tak spragnionych wolności i swobody, pragnących ucieczki od uścisku, w którym się znaleźli. Stracili nadzieję, stracili jej resztki, ale póki oni tutaj byli - mieli szansę. Oby na ich drodze nie stanęło zbyt wiele niespodzianek.
- Magicus Extremos - wypowiedział zaklęcie, na wszelki wypadek, jakby jego towarzysze potrzebowali wsparcia. Teraz oni wszyscy mogli tego potrzebować, dokładnie to było im w tym momencie potrzebne. Spojrzał na Sigrun, później na Zachary'ego, a na końcu na więźniów. - To jedyne wyjście, nie będzie ono jednak proste. Za murem panuje ciemność, przez którą niczego nie będziecie w stanie dostrzec. - zwrócił się do nich, to jedyna ich możliwość. Z jednej strony byli odgrodzeniu murem stworzonym przez Sigrun, z drugiej mieli drzwi, za którymi czaili się wrogowie - wyrwa stworzona przez niego w murze była jedyną z opcji, która im pozostawała. - Nie chcecie tu zgnić, a my nie zamierzamy do tego dopuścić. To jedyna szansa na to, abyście mogli odzyskać wolność i razem z nami stawić im czoła. - dopowiedział patrząc na kobietę, która najwyraźniej postanowiła im zaufać. Przeniósł spojrzenie tęczówek na mężczyznę, który po raz kolejny powtórzył jak mantrę. Więzienna cela odebrała mu zmysły? A może to jemu samemu umykało coś oczywistego.
Kamienie drżały, wzywały ich... moc była silniejsza, niż mogliby sobie wyobrazić. Chciały pokazać wszystkim, że są warte więcej niż całe złoto świata. Skupił się na nim, dopiero zryw więźnia sprawił, że oderwał od kamienia wzrok. Może to właśnie był ten znak, że powinien użyć kamienia? Ujął go w dłoń, skupił się, niech ta moc się uwolni... niech wszyscy to zobaczą. Przecież ta moc miała być ich wsparciem, ich dodatkową bronią. Może tego nie dostrzegali? A może powinni po prostu dać się ponieść możliwościom, które oferowały.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]08.01.22 0:10
The member 'Mathieu Rosier' has done the following action : Rzut kością


'LN: Splamienie' :
Zamek w Warwick - Page 9 BqSDXkJ
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]08.01.22 3:00
Tristan
Rechot demona umacniał się za każdym wezwaniem Tristana. Był dźwięczniejszy, bardziej zuchwały, niekiedy przerażający, jakoby całą swą energią i pewnością chciał wypełnić ciało swego żywiciela. Zakorzenić w głowie, zmysłach, wszelkich komórkach nerwowych, nad którymi kontrolę już niejednokrotnie udało mu się przejąć. Wiedział, że nie dzieliła ich już bariera utkana ze strachu i  siły świadomości, albowiem uwierzył. Dał wiarę mocy i potędze zaklętej w na pozór niewinnych kamieniach, jakie otwierały drogę do władzy nad całym śmiertelnym światem. Każdą istotą, duszą, umysłem. Wołała go, Tristan od razu rozpoznał jej głos. Morrigan pozdrowiła go jak starego przyjaciela i poszła z nim z ochotą i razem, jako równi sobie, w sam środek bitwy.  
Ciemnozielony promień pomknął w kierunku wroga, który obezwładniony strachem nie był gotów stawić jemu czoła. Ostrze przebiło jego krtań i odbiło blask księżyca na samym czubku jego głowy. Mężczyzna chwycił się za gardło i zatoczył nie będąc w stanie zrobić nic. Przecięte struny głosowe uniemożliwiły krzyk, słowa pożegnania – odszedł zapomniany w obrębie murów, jakie zgodnie z planem Rycerzy Walpurgii miały stać się ich piedestałem. Wizytówką potęgi, sławy i panowania nad hrabstwem.
Na znak, niczym najwierniejszy druh, ruszyła zaraz po nim. Rosier mógł mieć pewność, że na moment śmiech ucichł, jakoby demon, dowód najmroczniejszej magii opuścił jego ciało, aby dać przedsmak swej siły. Wykonać swe zadanie, choć stroniła od rozkazów. To ona dowodziła. Wpierw dostrzegł ciemną poświatę pośród utkanego przez siebie mroku, a zaraz po tym znów zapiekły go skronie, intensywnie oraz bezlitośnie i choć chciał zmrużyć oczy, przymknąć je mimowolnie w celu stłamszenia bólu, to duch mu nie pozwolił. Kazał patrzeć, obserwować, być naocznym świadkiem potęgi, z jaką gotów był igrać. Cienie przemieściły się, kamień rozgrzał się pod powierzchnią skóry i wtem Śmierciożerca już wiedział, że nie miał na nic wpływu. Dym otoczył dezertera, towarzysza martwego czarodzieja; wpierw nienaturalnie wykręciły się jego dłonie, następnie stawy kolanowe przemieściły się do środka z głośnym chrupnięciem, które zdawało się przyćmić warkot silników, a finalnie siła pochyliła go ku przodowi przecinając skórę wzdłuż kręgosłupa. Trwało to chwilę, ledwie mrugnięcie powieką, lecz dla Tristana było to niczym przedstawienie – długie, sycące ukryte pragnienia i żądze. Żołnierz padł na mokrą trawę, podobnie jak kilku kolejnych w jego najbliższym otoczeniu. Nie było już komu prowadzić pojazdów. Zasięg mgły pozostawał wolny od wrogów, nie widział w jej obrębie żadnej żywej istoty, a ponadto poczuł nagły przypływ sił.
Duch nie przestawał się śmiać, nasycać zastanym widokiem. Przywitała się z Arawnem jak z najdroższym bratem, bo choć to on był bogiem śmierci, to ona królową umarłych.

Elvira, Maghnus
Major obezwładniony strachem na skutek mocy kamienia nie przypominał siebie sprzed chwili. Jego twarz wyrażała nic innego jak przerażenie, a drżąca palce lekko stukały w blat stołu. Oblizał nerwowo wargę, rozejrzał się po pomieszczeniu, jakoby w poszukiwaniu ucieczki, ale w drzwiach stał wróg – dwóch, pewnych siebie i bezwzględnych oponentów, jacy jego zdaniem nie cofnęliby się przed niczym, aby osiągnąć swój cel. Powiódł wzrokiem do kobiety, zlęknionej duszy sięgającej do przestronnego barku, w którym znajdowały się przeróżne trunki. Multon na próżno mogła tam znaleźć herbatę, czy kawę – najwyraźniej w tej kwestii dogadałaby się z mugolami. Na domiar złego poczuła, jak czar przestał działać.
Przyjęcie zaproszenia było odważne, bo choć jakiekolwiek pertraktacje wydawały się fikcją, to zdobyte dokumenty i pamięć o celu misji zmusiły do nagłej zmiany planów oraz podejścia. Być może nie zawsze mord zapewniał stuprocentową skuteczność. Pierwsza zasiadła przy stole Elvira, która zaraz po przekroczeniu progów bogato urządzonego pokoju poczuła woń ognistej whisky, czyżby to w niej lubowali się tutejsi dowódcy? Nie było to jednak wszystko, bowiem jej nozdrza wypełniła woda kolońska, znajomy zapach przywodzący na myśl wszelkie, najskrytsze pragnienia. Na próżno mogła szukać papierosowego dymu, ten nie unosił się w powietrzu podobnie jak nie odnalazła wzrokiem lawendy, choć mogła sobie dać prawą rękę odciąć, że znajdowały się tuż obok. -Niestety nie mam kawy- szepnęła kobieta. -Majorze, czy mogę udać się po nią do naszych parzygnatów?- spytała, choć nie skierowała wzroku na mężczyznę. Oplotła dłoń wokół butelki, z jakiej zapewne najczęściej pijał dowódca, po czym uzupełniła niskie, zdobione reliefem szkło.
-Jak myślisz moja droga, może iść dla Ciebie po kawę?- rozbrzmiał wśród ścian znacznie mniej pewny głos, choć cień ironicznego uśmiechu zdawał się przemknąć przez twarz Majora. -Moi goście są dla mnie zawsze najważniejsi. Wasz komfort i poczucie domowego ogniska- kontynuował, ale Elvira jak i Maghnus mogli dostrzec nerwowe ruchy dłonią skrytą pod blatem stołu. -Chciałaś mi Pani zadać jakieś pytania, natomiast skoro takowe nie padły pozwolę sobie wykorzystać moment- zamilkł na moment w lekkim zastanowieniu. Być może grał, a być może faktycznie myślał jak dobrze zacząć. -Nie leży mi angaż w waszą wojnę, lecz wykluczenie naszych ludzi było najgorszym z możliwych ruchów. Dlaczego tak bardzo pragniecie rozlewu krwi? Zależy wam na władzy? Funtach?- spytał spoglądając wprost w oczy dziewczyny, która zdawała się wziąć na własne barki ciężar dyskusji.
Lord przekroczywszy progi poczuł na pozór irytujący kurz unoszący się sponad starych pergaminów. Na myśl mu przyszedł ogród o poranku wypełniony kwiatami bzu, z których leniwie spływały krople deszczu. Z dala słyszał uderzanie fal o kamienny brzeg. Przez moment zdawał się zamyślić, poddać wypełnianemu uczuciu ciepła i bliskości, a jego nieobecny wzrok skupił się na pustej ramie obrazu znajdującej się po lewo od wejścia.
Elvira na moment stłumiła uporczywe myśli, po czym sięgnęła dłonią do kamienia. Pragnęła na dobre rozbudzić w nim zaklętą moc, odnaleźć ducha gotowego wspomóc ją w dość trudnej sytuacji. Gdy tylko dotknęła palcami szmaragdowe żyłki poczuła jak te zapulsowały, zajęły jeszcze większym ciepłem niżeli wcześniej. Momentalnie włosy zjeżyły się na jej karku, była przekonana, że czuje na nim czyiś oddech. Obróciwszy się przez ramię mogła upewnić, że nie należał on do Maghnusa. Serce przyspieszyło rytmu, dłonie mimowolnie zacisnęły w pięści. Coś się właśnie działo, coś o czym nie miała większego pojęcia. Bytowanie z demonem  wymagało doświadczenia, a ona jedynie stanęła na jego drodze. Ból w skroniach potęgował się z każdą chwilą, ale przez zmrużone oczy mogła dostrzec jak Major ponownie wpada w roztargnienie, a jego oczy wypełniają się strachem. Wielkim, przeraźliwym – znacznie bardziej panicznym niżeli chwilę wcześniej.

Zachary, Sigrun, Mathieu
Uzdrowiciel wiedział, że wrogowie czyhający za winklem byli gotów posłać kolejne strzały, dlatego sięgnął po mroczną magię, w której być może nie miał wielkiego doświadczenia, ale nie była mu obca. Pierwsza próba spełzła na niczym, natomiast druga była już znacznie bardziej obiecująca. Ciemnozielony blask pojawił się na krańcu jego różdżki, kształtował i rozciągał na kształt podłużnej kreatury zrodzonej z czarnomagicznych mocy, lecz finalnie rozmył się w powietrzu pozostawiając po sobie jedynie wspomnienie. Więźniowie spojrzeli na Zacharego, lecz w ich wzroku nie było krzty rozbawienia, tudzież satysfakcji niepowodzeniem, albowiem sami trafili tutaj poprzez popełnione błędy. Nawet najlepszym takowe się zdarzały.
-Pomożecie mi, czy będziecie stać jak te słupy?- rzuciła kobieta, która choć nie miała jednej z dłoni starała się dźwigać na swych barkach rannego więźnia. Pozostała czwórka nie była w stanie przemieszczać się o własnych siłach, leżała na ziemi nie mogąc  nawet utrzymać głowy w pionie. -Może mają inne plany, ratowanie naszych dup to na pewno nie był priorytet- warknął w złości na komentarz dziewczyny drugi z czarodziejów, jaki opuścił swą cele. -No raz, dwa. Ja pierdole człowieku, coś ty żarł. Łój żeś chłonął przez ostatni miesiąc?- mruknął pod nosem holując następnego z ledwie przytomnych pojmanych.
Początkowo przeraziła ich ciemność, kłębiący się mrok będący tajemnicą, lecz zaklęcie Mathieu, a także jego słowa wzbudziły w nich pewność, że w odmętach nie kryła się jeszcze większe tragedia tylko upragniona wolność. Świeża, rozkoszna i najważniejsza w życiu każdego człowieka. Skinąwszy głową lordowi stanęli po obu stronach wyrwy i wolnymi ruchami przeciskali wpierw jednego czarodzieja, a następnie drugiego. -Deszcz, panowie, deszcz!- krzyknęła kobieta biorąc haust rześkiego powietrza.
Rosier nie poprzestał na własnej magii. Zapragnął ponownie rozniecić w sobie płomień ducha, który miał pomóc im pokonać wrogów, przejść trudy dzisiejszej misji. Zacisnął palce na kamieniu, a w jego głowie pojawił się cichy szept, głosik namawiający go do zaufania, oddania i bezwzględnej lojalności. Być może nie uzyskał tego, czego chciał, ale poczuł nagły przypływ sił, werwy do działania i motywacji, która pchała go w sam środek walki. To samo uczucie rozpaliło się w sercach Zacharego oraz Sigrun – wiedzieli, że zegar tykał, a czas działał na ich niekorzyść.
Wszyscy poza Rycerzami Walpurgii poczuli momentalny przypływ osłabienia; kobieta zmrużyła powieki tracąc nieco entuzjazm, natomiast mężczyzna posłał krótkie spojrzenie całej trójce. Demony były urażone, a zatem znalazły swe ofiary.
Momentalnie uszu wszystkich doszedł huk strzałów. Jeden, drugi, trzeci, czwarty – zdawałoby się, że słychać je było nieustannie i blisko, zbyt blisko. Zachary mógł lekko wychylić się zza ściany i przez otwarte drzwi dostrzec jak dwóch żołnierzy, którzy prawdopodobnie próbowali rozprawić się z nimi granatem, bezlitośnie pozbyło się pozostałych w celach więźniów. Na ich mundurach znajdowała się krew, podobnie jak na kamiennej posadzce.
Trzy cechy, trzy osoby; pozostało mierzwiącym wspomnieniem.


Rozpoczynamy turę numer 15
Czas na odpis: 9.01.2022 / 23:59

Czas trwania zaćmienia: 4/9

Magicus Extremos - Sigrun, Zachary: +8 | 1/2
Prastigiatio - ST przejrzenia iluzji przez czarodzieja: 39

Każdemu przysługują dwie akcje.

Tristan został uzdrowiony o 24PŻ z uwagi na kamień Mathieu, Luca nie dostał nic, bo kto umarł ten nie żyje.
Elvira, Maghnus- pozostaje ostatnia szansa na rozpoczęcie dyskusji z Majorem. Ponadto nastąpiła aktywacja pułapki Amormortem na skutek wejścia do gabinetu Majora. ST przełamania - 60.  

Mapa:

Żywotność i EM:

Ekwipunek:

Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]08.01.22 22:26
Wolność była czymś co zwyczajnie im się należało. Nikt nie miał prawa pozbawiać jej czarodziejom, a tym bardziej nie mugole wspierani przez zdrajców własnej krwi. To właśnie ci zdrajcy wybrali drogę bycia piesków mugoli, to ich świadoma decyzja, która nie dawała im prawa popełniać czynów, które popełniali. Rycerze zjawili się tutaj z jasnym celem, który początkowo majaczył gdzieś w oddali, a teraz stawał się coraz wyraźniejszy na horyzoncie. Każdy, kto znajdował się w więzieniu tym zamku miał wybór. Byli Ci, którzy pragnęli wolności i chcieli po nią sięgnąć, byli też Ci, którym więzienie odebrało zmysły i stracili resztki nadziei. Kobieta wyrwała się do walki o własną wolność, wraz z nią drugi. Oboje podjęli walkę o tych, którzy nie byli w stanie opuścić więzienia o własnych siłach. Rosier spojrzał na Rookwood, musieli działać wspólnie, aby pozwolić im ów wolność odzyskać. Uważając na swoją różdżkę pomógł im transportować tych, którzy nie mieli sił przemieścić się sami.
W końcu udało im się przecisnąć przez stworzoną przez niego szczelinę. Mrok, tak dobrze mu znany był nieprzenikliwy, musieli uważać, chociaż to dawało im pewnego rodzaju ochronę przed widokiem z góry. Pytanie na jak wiele im starczy, jak długo będą mogli korzystać z tego przywileju. - Ciszej. - powiedział do pozostałych. Lepiej nie zwracać na siebie uwagi, tym bardziej, że w oddali słychać było dźwięki wystrzałów śmiercionośnej broni. - Musimy ostrożnie się przemieszczać. - zwrócił się do przyjaciela. - Accio miotła - zacisnął palce na arganowym drewnie różdzki, próbując przywołać miotłę należącą do Sigrun, a którą wcześniej zostawił pod murem. Liczył na to, że zaraz znajdzie się przy nim. - Musimy opuścić ten teren. Jedną osobę wezmę na miotłę, Zachary? Poradzisz sobie z pozostałymi? - spytał. - Polecimy wzdłuż rzeki, aż na bezpieczny teren. - powiedział, zwracając się do wszystkich, którym udało się opuścić zamek. - Spróbuję Ci pomóc. Fortuno. - zwrócił się do jednego z więźniów i Shafiqa jednocześnie, musieli mieć jak najwięcej sił, zanim ruszą w drogę.

Dramatyczne rzuty



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]08.01.22 23:45
Cena, jaką przyszło im zapłacić za zwłokę, za niewystarczającą współpracę była... adekwatna. Tyle Zachary mógł stwierdzić jasnym, spokojnym spojrzeniem i logicznym rozumowaniem, mając za efekt dwie klątwy, które nie powiodły się i nie stały tymczasową barierą spowalniającą przeciwnika. Rychła ewakuacja z tymi, których mieli ze sobą miała być trudna. Bez dwóch zdań; co do tego nie miał absolutnie żadnych wątpliwości.
Oddaliwszy się, jedynie ułamkiem uwagi zarejestrował krzyki kobiety pozbawionej dłoni. Bez większego entuzjazmu, bez cienia wątpliwości wycofał się i zabrał do pomocy w przeciskaniu więźniów przez dziurę w murze. Ich jedyna, całkowicie bezpieczna droga ucieczki, jak szybko ocenił, była wąska, mieściła ledwie jedną osobę na raz, a czas gonił, pędził i uciekał, wystawiając całą ewakuacyjną kampanię na straty. Tylu, ilu się udało uratować, musiało przeżyć. Mogli stracić ręce i nogi, lecz Zachary stawiał sobie jasny, prosty cel w dostarczeniu najbardziej rannych poza obręb zamku. Nie myślał, nie wracał myślami do tego, co robił Tristan, Elvira czy Maghnus. Nie spoglądał na Sigrun, omiatając ją przelotnym spojrzeniem, tylko po to, by wrócić do ciężkiej pracy własnych mięśni i przecisnąć ostatniego z więźniów na chłodną, otwartą przestrzeń skąpaną w ciemnej mgle. Huki i strzały wywołały mocniejsze napięcie we wszystkich tkankach Shafiqa. Zachary wiedział, że mugole i ich broń zbliżali się. Nie zatrzymał ich klątwami i nie było już czasu na podejmowanie kolejnych prób. Jedno, jedyne zadanie, które musieli wykonać. Nic więcej nie miało mieć znaczenia.
Jako ostatni przecisnął się przez otwór w zamkowym murze. Mimo ciemności, która przesłaniała większe pole widzenia, na swetrze poczuł pierwsze krople wspomnianego deszczu. Na szczęście znajdowali się dość blisko siebie, na tyle, by mogli się wzajemnie widzieć. Odziana w obojętność twarz Zachary'ego niewiele mówiła.
Trzeba ich opatrzyć — stwierdził w odpowiedzi, zerkając na przyjaciela jedynie przez krótką chwilę, nim przykucnął przy jednym z nieprzytomnych, by choć powierzchownie i z wielkim trudem ocenić rozległość obrażeń. Obrócił w palcach różdżkę, w myślach układając wyjątkowo rozległy szereg działań mających posłużyć za kurację przywracającą zdrowie oraz siły. Zaraz też porzucił ten logiczny ciąg, gwałtownie skracając wszelkie dodatkowe czynności, wręcz odrzucając je. Niedostatek czasu oraz warunki nie pozwalały na zbyteczne zabiegi. — Curatio Vulnera Horribilis — wyrecytował powoli inkantację, powoli przesuwając krańcem różdżki wpierw od twarzy, z wolna przechodząc na szyję oraz tors. Każdy krok w dzieleniu się uzdrawiającą mocą stawiał przemyślanie, starając się utrzymać skupienie wystarczające, aby podziałało z żądanym przez Shafiqa efektem. Czuł przepływ magii. Różdżka przyjemnie grzała w palce oraz pobolewające stawy. Nie oceniał jednak efektów. Odsunął się, stając na wyprostowanych nogach ledwie na kilka krótkich oddechów, rozprostowując mięśnie, wyciągając ścięgna, po czym podszedł do drugiego z nieprzytomnych i począł kreślić kolejny gest różdżką, szepcząc: — Surgito — z lekkim zmrużeniem oczu, ruch opierając na tym, czego uczył się, stawiając pierwsze kroki na ścieżce uzdrawiania. I być może mocne spojrzenie w przeszłość odebrało mocy skupienia, należytej determinacji, by osiągnąć zamierzony efekt. Nie oceniał tego. Wstał z obojętną miną i począł wolną ręką szukać latającego dywanu, który spoczywał w którejś kieszeni.
Znajdźmy przyczółek przy najbliższej linii drzew. Długi lot dywanem na niewiele się zda, jeśli nikt nie będzie w stanie mnie osłonić — zwrócił się do przyjaciela. — Rzeka podobno jest przeklęta. Przekroczymy ją w ostateczności. Rozbijemy prowizoryczny obóz, żebym mógł was dokładnie zbadać — stwierdził jeszcze, nim zacisnął palce na wspomnianym dywanie.

rzuty na zaklęcia



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732

Strona 9 z 14 Previous  1 ... 6 ... 8, 9, 10 ... 14  Next

Zamek w Warwick
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach