Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Zamek w Warwick
AutorWiadomość
Zamek w Warwick [odnośnik]01.11.21 12:36
First topic message reminder :

Zamek w Warwick

W mugolskich kręgach powszechną wiedzą jest, że okazały zamek w centrum Warwick stanowił historyczną twierdzę Warwickshire, albowiem w średniowieczu odbywały się tam jedne z najkrwawszych, a przy tym niezwykle jednostronnych bitew. Władający nim hrabia dzielnie odpierał liczne ataki nie musząc ubiegać się o pomoc swych sojuszników, albowiem położenie budowli, murów oraz w części otaczająca go rzeka pozwalała im skutecznie rozprawiać się z agresorami. Straty w ludziach zniechęcały do kolejnych napadów, które z czasem zupełnie zanikły pochłaniając za sobą najlepszych, wojennych strategów. Wieloletni spokój oraz rzekome zawieszenie broni uśpiło czujność rodu, który to zawierzył jednemu z najbardziej zaufanych i najwyżej postawionych dowódców, jakoby hrabia został otruty podczas wystawnego przyjęcia w sąsiednim hrabstwie. Po latach okazało się to kłamstwem mającym jedynie zmusić do walki na otwartej przestrzeni, którą niezaprawieni w boju wojownicy przegrali z kretesem.
Mieszkańcy zamku już nigdy nie zaznali tej samej stabilności i poczucia bezpieczeństwa, a licznie zmieniający się władcy nieuchronnie doprowadzali twierdzę do ruiny. Zdrady, egzekucje, pragnienie zawłaszczenia ziem na dobre zmieniły losy tego niegdyś wyjątkowego miejsca, które z czasem zostało okrzyknięte jako przeklęte i goszczące jedynie śmierć. Negatywne odczucia wzmocniły nowe fortyfikacje wybudowane w trakcie wojny stuletniej, a także późniejsze przekształcenie części zamku na więzienie dla politycznych jeńców.
Obecnie tajemnicą jest, co dzieje się za murami zamku. Plotki jedynie podsycały ciekawość, lecz każdy kto próbował je zweryfikować wkrótce zostawał uznany za zaginionego w niejasnych okolicznościach.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Zamek w Warwick [odnośnik]09.01.22 14:50
Czul ją całym sobą, a to czucie przerażało, w momencie, w którym zaszło najdalej, w którym wiedział już, jak cienka jest dzieląca ich granica, jak niewiele trzeba było, by przejęła jego ciało, kiedy rechotała gdzieś tuż za lekkim muślinem jego samoświadomości. Bał się: że powierzył jej zbyt wiele, że żądał jej zbyt odważnie, ale Morrigan nie walczyła wcale z nim, a ramię w ramię z nim. Była przerażająca i przerażająca była jej potęga - ale chciał pozwolić się jej ponieść, zaufać, tak jak ufał w to, kim był, czego pragnął i w co wierzył Czarny Pan. Ostrze przecięło gardło czarodzieja, czerwona krew zrosiła biały śnieg, krajobraz wokół okrywał półmrok i aura strachu. Jęknął, cicho, tłumiąc okrzyk bólu, gdy zapiekły go skronie, wzrokiem szukał wpierw utkanej z mroku poświaty, potem jej, dowodów jej obecności i jej mocy. Nie był w stanie zamknąć oczy, coś trzymało jego powieki, jesteś złakniona pochwał i poklasku, moja piękna? Pokaż się, a docenię twoje piękno. Ni ból ni siłą trzymane powieki nie sprawiły, by nabrał pokory, ni wyraźny sygnał od pradawnego bytu, że nie zamierzała być tutaj na jego rozkazy. Chcesz współpracować, moja piękna? Beze mnie nic nie zrobisz, przecież wiesz. Mogę ci zabronić. Głęboko wierzył, że może. Że jest dość silny.
Usta wygięły się w subtelnym uśmiechu, kiedy usłyszał trzask kości. Wygięcie ciała było nienaturalne: szkoda, wielka szkoda, że otaczający go mugole nie zachowali jasności umysłu, która pozwoliłaby im ujrzeć to, co działo się z tymi, którzy stawali naprzeciw nim. Niemagiczni padali trupem, jeden po drugim, różdżka zastygła w jego dłoni, a sytuacja, która parę chwil temu wydawała mu się beznadziejna, tak prędko wróciła na właściwe tory.
- Imponujące - szepnął, po części do siebie, po części do niej, nieustannie mu towarzyszącej. Nie był, nie będzie tutaj nigdy sam. Jej śmiech odbijał się silnym echem, uderzał o czaszkę jak zbłąkana kula, był złowieszczy i przerażał, ale on szukał w tej grozie światła: bo to, w co wierzył, utkane było z najstraszliwszego terroru. Cienie i śmierć i jemu były sprzymierzeńcami, gestem odegnał gęstą mgłę, zamaszystym krokiem ruszając przed siebie, po drodze zatrzymując się przy dowódcy, którego różdżkę zabrał ze sobą. Scenę miał już pustą, wystarczyło na niej stanąć.
Zajęło mu to znacznie więcej czasu, niż sądził i znacznie więcej, niż powinno, na krótko spojrzał na wejście do zamku, Maghnus i Elvira powinni być już daleko, Zachary, Mathieu i Sigrun powinni odnaleźć już więźniów. Czy zdoła ich dogonić? Gdyby przeobraził się w kłąb czarnej mgły: tyle powinno wystarczy, by wsunąć się tam niepostrzeżenie jednym z okien. Wciąż dźwięczały mu w głowie słowa, mętna kpina z Pralinki, kpił z niej tak samo. Pamiętał: transport, skrzynie, towarzyszył przewozowi więźniów. Skierował się w stronę bramy, w której składowali skrzynie z pojazdów, zamierzając sprawdzić te ładunki. Najpierw - należało doprowadzić to do końca. Zajrzeć do skrzyń, zbadać ich zawartość. Gdzieś powinny tam być, chcial je odnaleźć, przeszukać, pootwierać, rozwiać najstraszniejsze myśli, które uparcie kiełkowały w zlęknionym i strwożonym umyśle.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 10 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]09.01.22 14:50
The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 83
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]11.01.22 16:28
Od kiedy tylko weszli do przeklętego gabinetu otaczały ją opary najsłodszych zapachów, mieszając znajomą woń lawendy z mniej lub bardziej tęsknymi wspomnieniami, z zapachem dusznego baru w ciepły, letni wieczór, pożądania, melancholii i spokoju. W przeciwieństwie jednak do Maghnusa, który wydał się dziwnie cichy i oczarowany, Elvirze dodały one sił. Pewność siebie usztywniła wyprostowany kręgosłup, nadała twarzy wyraz zwodniczej łagodności. Nie wiedziała skąd brała się ta aura, ta obecność, którą czuła niemal na karku, instynktownie jednak obarczyła odpowiedzialnością odłamek artefaktu na piersi. Musiał wiedzieć, kto najbardziej byłby w stanie sprowokować ją do wzięcia się w garść i pokazania, że jest godna zaszczytnego miejsca, które otrzymała - powierzonego jej zaufania.
Starała się manewrować rozmową w taki sposób, aby zdobyć okazję do cichego zneutralizowania majora bez ryzyka obrócenia całego zamku w ruinę. Szybko analizując szanse, uznała, że ich najlepszą możliwością jest rzucenie na majora Imperiusa, żeby jednak to się stało, musiała wpierw upewnić się, że nie będzie w stanie zrobić niczego głupiego. Być może Maghnus znał się na zaawansowanych klątwach czarnomagicznych - jeżeli nie, lekka figurka powinna być łatwa do zabrania.
Niestety, nie doceniła możliwości mugoli, zbagatelizowała groźbę, którą uznała za absurdalną, w zasięgu wzroku nie widziała bowiem wroga, a wiedziała, że major zapewne nie miał dostępu do skomplikowanej magii. Reakcja kobiety towarzyszącej mężczyźnie była wystarczającą sugestią. Powinna poświęcić jej wcześniej więcej uwagi.
Ale eliksir już się rozlał.
W ułamku sekundy oceniła efekt swojego zaklęcia, a potem zsunęła się z krzesła i wleciała pod stół, żeby zwinnym ruchem schwycić figurkę żaby oraz dziwny przedmiot, który najwyraźniej znajdował się wcześniej w dłoni majora. Zlustrowała spojrzeniem przyciski, ale żadnego nie dotknęła. Figurkę żaby wepchnęła bezceremonialnie do kieszeni, przedmiot trzymała ostrożniej w lewej dłoni, obawiając się jego działania. W prawej dłoni wciąż miała różdżkę, którą wycelowała w drzwi zanim wypełzła spod stołu.
- Mihiado! - a następne słowa skierowała do Pralinki. - Uciekasz z nami, uratujemy cię. Mamy przewagę. No! Rusz się, kurwa, bo tu zgnijesz! - Nie miała cierpliwości do tego, by w takiej chwili silić się na grzeczność.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]11.01.22 16:28
The member 'Elvira Multon' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 74
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]13.01.22 18:20
Tristan
Mrok, w jakim skąpana była twierdza przerzedził się obnażając ciąg tragicznych wydarzeń. Martwe, powykręcane ciała leżały bezwładnie na dziedzińcu w akompaniamencie warkotu silników pojazdów, które straciły swych kierowców. Pozornie bezpieczny transport więźniów zakończył się fiaskiem, a wszystkie środki zapobiegawcze spełzły na niczym w chwili zetknięcia z mocą Śmierciożercy oraz potęgą odłamków przekazanych przez Czarnego Pana. Tristan ruszył wzdłuż zamku zatrzymując się tylko na moment przy truchle czarodzieja. Jego dłoń zacisnęła się na jego różdżce i dopiero wtem miał chwilę, aby przyjrzeć się twarzy denata. Puste, otwarte oczy wypełnione były bielą, a z lekko rozchylonych ust wydostała się stróżka krwi. Przez zapadnięte policzki uwydatniały się kości, skóra na czole była wyraźnie zmarszczona – jednym słowem mężczyzna przypominał osobę skrajnię wychudzoną. Rosier doskonale zdawał sobie sprawę, że zapamiętał go zupełnie inaczej.
Kierując się wzdłuż budynku dostrzegł żołnierzy ustawionych w szeregi, którzy celowali wprost w drzwi zabarykadowane przez Lucę. Na skutek mocy odłamków wciąż w ich głowach szumiał obezwładniający strach, przerażenie jakiego nie byli w stanie opanować. Drżące karabiny przesunęły się w jego stronę, rozległy się głośne szepty, lecz uszu Śmierciożercy nie doszedł żaden wystrzał. Zamiast tego stało się to, czego nie mógł w żaden sposób przewidzieć.
-Kod zero!- głośny, niczym wzmocniony zaklęciem, krzyk rozległ się wzdłuż murów twierdzy, na których rozstawione były liczne jednostki. -Jeszcze raz powtarzam kod zero, to nie są ćwiczenia!- rozkazy rozchodziły się po skąpanym w grozie dziedzińcu, na co grupy żołnierzy zareagowały właściwie od razu. Każdy z oddziałów odwrócił się plecami do zamku i zaczął wycofywać do odpowiednich stref. Pierwsza znajdowała się po lewej stronie północnej bramy, kolejna u podnóży wschodniej. Na murach, co było widać pomiędzy blankami, zaczęli przemieszczać się kolejni wartownicy, którzy najwyraźniej również zamierzali przyjąć odpowiednią pozycję. Część z nich zniknęła z pola widzenia Tristana, jednakże po chwili ponownie długie lufy upiększały fortyfikacje.
-Tutaj, szybko- mężczyzna wykorzystując chwilę zamieszania pragnął przywołać do siebie Rosiera. Na jego głowie znajdował się hełm, a na ramionach mundur, identyczne do tych, co posiadała wroga armia, jednakże Śmierciożerca dostrzegł znacznie skąpsze odzienie na nogach oraz stopach. Ponadto wydawać by się mogło, że widział już tego człowieka, kiedy zamykał on drzwi do zamku po wniesieniu skrzyń.
-No już- machnął do niego lewą dłonią. Prawy rękaw munduru do okolic łokcia powiewał zgodnie z kierunkiem wiatru.  
Nim Tristan podjął decyzję ujrzał jak wraz z oddalającymi się oddziałami na ziemi zaczynały pojawiać się czerwone oraz zielone światełka.

Elvira
Negocjacje zakończyły się wyjątkowo szybko i Elvira nie mogła wiedzieć, czy aby na pewno wszystko poszło zgodnie z jej dość odważnym, acz szalonym planem. Mimo wszystko zgodnie z wolą kobiety zamierzała pośpieszyć się i czym prędzej opuścić gabinet. Schowawszy figurę żaby, jaka w rzeczywistości była Majorem oraz nietypowy, podłużny przedmiot, wymierzyła celne zaklęcie w drzwi, które z hukiem zostały wyrwane z zawiasów. -Będę tuż za wami, szybko uciekajcie. Nie ma czasu- rzuciła, po czym chwyciła w dłoń szkło przekazane wcześniej Majorowi i rozbiła je o posadzkę. Być może dla uzdrowicielki było to dziwne zachowanie wszak nie miała pojęcia, co dziewczyna wyrabiała, jednakże ona wydawała się zdeterminowana. -Trucizna, wystarczyło go jeszcze trochę pomęczyć lub wznieść toast- wytłumaczyła czując na sobie jej wzrok. Nie miała jak powiedzieć tego otwarcie, tak naprawdę przy Majorze nie mogła nic mówić, dlatego bezskutecznie próbowała nawiązać wzrokowy kontakt. -Ale to nie czas na rozmowy- zawyrokowała wskazując dłonią drzwi, blisko których byli już Rycerze. -Uważajcie na Thomasa, udaje wię- głos się urywał, gdy tylko Elvira przekroczyła progi do kolejnego pomieszczenia.
Coś było nie tak. Uzdrowicielka nie tylko mogła to czuć, ale też widzieć, albowiem momentalnie zapadła zupełna ciemność oraz cisza, a przecież drzwi zostały wyrwane z zawiasów. Sama to uczyniła. Nigdzie nie słyszała też Maghnusa. Błysk ostrego światła oślepił ją na chwilę, a zaraz po tym dostrzegła, że dookoła niej znajdowały się lustra. Lewitowały w powietrzu i krążyły w równym rytmie mogąc wywołać zawroty głowy. Tuż pod jej stopami znajdował się zapieczętowany właz z lekko zarysowanym kształtem, jakiego nie potrafiła odczytać, podobnie jak inskrypcji zapisanej runicznym językiem. Z każdej ze stron zaczęły dochodzić do niej dźwięki, a w odbiciach pojawiać się obrazy, przerażające lub skrajnie przykre wspomnienia, które należały tylko i wyłącznie do niej. W pierwszym widziała podziemia Banku Gringotta i błysk morderczego zaklęcia, jaki pozbawił ją dłoni. Głośny, zrozpaczony krzyk zalał jej umysł, zapiekły ją skronie. W drugim błyszczący Locus Nihil w akompaniamencie bezwładnych ciał uderzających o posadzkę. W trzecim własną sypialnię i zbite lustro; momentalnie zapiekła ją warga, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie wtedy wbiła swe zęby. Inkantacja echem odbijała się od pustych ścian. W czwartym ukazały się rzędy ław i zasiadających na nich czarodziejów, którzy przeszywali ją besztającym spojrzeniem. Miała pewność, że słyszała ciche szepty, kiedy to jeden z mężczyzn zerwał się z miejsca i zmieszał jej osobę błotem. W piątym zaobserwowała znane jej prosektorium, a w nim dwie leżące kobiety – bez problemu rozpoznała własne rysy twarzy i poczuła towarzyszący tamtego feralnego dnia ból. O dziwo w szóstym nie zobaczyła nic poza własną sylwetką i czernią; pustką otaczającą bezwiednie przemieszczające się wychudzone i zniszczone od mutacji ciało.
Obrazy zaczynały przewijać się od początku, nawet gdy tylko na moment przeniosła wzrok na inne z luster. Wiedziała, że musiała przebrnąć przez poszczególne do samego końca, aby finalnie ujrzeć nikły błysk kształtu.



Zachary, Mathieu
Ranni z trudem opuszczali mury więzienia, kiedy Rosier oraz Zachary zajmowali się już sprawami na zewnątrz. Kobieta skinęła głową mężczyźnie wiedząc, że to między innymi do niej była skierowana jego uwaga odnośnie zachowania ciszy. Czarodziej miał rację wszak utkana z magii bariera chroniła jedynie przed zauważeniem, nie usłyszeniem. Nie chcąc tracić więcej czasu Mathieu postanowił przywołać miotłę otrzymaną od Sigrun. Inkantacja rozniosła się echem wzdłuż zimnych murów; Rycerz poczuł, jak drewno trafia wprost w jego dłoń.
Wbrew oczekiwań Zacharego nikt nie widział siebie wzajemnie. Zrodzona z czarnej magii mgła ograniczała widoczność na tyle, że nie był w stanie dostrzec nawet swych rąk. Na szczęście ciemność nie trwała długo, albowiem  nim uzdrowiciel postanowił pochylić się nad kolejnym pacjentem mrok zaczął się rozmywać. Obydwoje wiedzieli, iż to któryś z ich sojuszników spętał plugawe kształty – a zatem na pewno ktoś jeszcze żył.
Niedługo po wypowiedzeniu inkantacji ledwie przytomny pacjent zmrużył powieki, po czym je otworzył. Dłońmi sięgnął swej twarzy i przesunął wzdłuż niej dłońmi starając się złapać koncentrację oraz równowagę. Czuł ból, ale był on niczym w porównaniu do stanu, w jakim znajdował się jeszcze chwilę wcześniej. -Cholibka stary dzięki- mruknął stając na równych nogach. -Nie sądziłem, że jeszcze przyjdzie mi pożyć parę wiosen- dodał przyciszonym tonem. Kolejne wypowiedziane inkantacje nie przyniosły żadnego efektu.
Czarodzieje wspólnie uznali, że należy bezpiecznie przetransportować rannych, choć nie mieli pojęcia co działo się za murami twierdzy. Nie widzieli wojsk, transportu, Tristana w mugolskim mundurze, nie mieli też wiedzy o wizycie u Majora, a tym bardziej negocjacjach, które spoczęły w rękach Elviry. Sigrun pozostała w piwnicach zamku, podobnie jak ostatni z mężczyzn, jaki pomagał jednorękiej kobiecie eskortować więźniów.

Tristan, Zachary, Mathieu
Uszu całej trójki doszedł przeraźliwie głośny huk. Ziemia mocno zadrżała. Ostre jak brzytwa kamienie poleciały we wszystkich kierunkach, kiedy zachodnia część murów oraz zamku została zrównana z ziemią. Po bramie i skrzydle budynku pozostała jedynie wysoka na kilka metrów sterta gruzu. Mężczyzna pomagający ratować więźniów w ostatniej chwili chciał wyskoczyć przez wyrwę, lecz spóźnił się o ułamek sekundy. Krew rozbryznęła się po ubraniach Zacharego jak i Mathieu, a ucięta głowa przeturlała po trawie i zatrzymała na nodze towarzyszącej im kobiety. Nie krzyknęła zgodnie z rozkazem, choć po chwili oddała na ziemię całą treść z żołądka. Sigrun pozostała w środku i nikt nie mógł mieć pojęcia, czy udało jej się przeżyć. To nie był jednak koniec kłopotów. Wybuch sprawił, że w rzece wezbrała się woda, która zaczęła znacznie podnosić swój poziom. Zachary wiedział, ze dzieliły ich sekundy od tego, jak zacznie podmywać gruzy.
Wojsko nie wydawało się być zdziwione wybuchem. Tristan widział jak żołnierze zaczynali formować odpowiednie szyki. Nie atakowali, choć wydawało się to być kwestią czasu. Mieniące światła zajęły już większą część dziedzińca rozciągając się aż po same bramy. Tristan mógł zauważyć w nich nietypową zależność. Strefy wolne od nich to były jedynie te, gdzie ustawione były oddziały mugolskiej armii.  

Dziedziniec:


Rozpoczynamy turę numer 16
Czas na odpis: 15.01.2022 / 18:00

Każdemu przysługują dwie akcje.

Magicus Extremos - Sigrun, Zachary: +8 | 2/2
Tristan - jeśli zdecydujesz się pójść z mężczyzną będzie post uzupełniający.
Zachary, Mathieu - lecą w was i więźniów odłamki kamieni, można ich uniknąć rzutem na zwinność ST = 60 lub w inny sposób.


Mapa:

Żywotność i EM:

Ekwipunek:
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]13.01.22 19:14
Ściągnął brew, wpatrując w twarz zmarłego; wyglądał jak trawiony klątwą lub niszczony inną nieznaną mocą, czy mógł zostać zniszczony w ten sposób w parę chwil, czy za życia coś podtrzymywało iluzję? Nie znał odpowiedzi na żadne z tych pytań, nie miał też pojęcia, co to mogło właściwie oznaczać. Dostrzegł broń, Lucę, martwego, na ich widok odruchowo sięgnął kamienia na swojej szyi, gotów przywołać swoją drogą przyjaciółkę, lecz mugoli wciąż paraliżował strach. Tak samo przerażający co wcześniej. Ale tego - tego spodziewać się nie mógł. Uniósł spojrzenie, szukając głosu, który wydał komendę - komendę, której nie mógł zrozumieć. Ostateczny atak? Przedziwny rytuał? Co oni próbowali zrobić? Kątem oka dostrzegł mężczyznę, usłyszał jego głos - czy mógł mu zaufać? Nie wiedział, nie zamierzał, jednak wpatrując się w przedziwne światła dziedzińca, poczuł przeraźliwy dreszcz wspinający się przez kręgosłup aż do czaszki, gdy na dziedzińcu rozległ się huk; odruchowo zasłonił twarz uniesioną dłonią, z przerażeniem obserwując katastrofę. To próbowali zrobić? Zniszczyć to miejsce? Sytuacja, która jeszcze parę chwil temu wydawała się opanowana, nad którą parę chwil temu odnalazł kontrolę, nagle rozsypała się w pył, dosłownie: zawiedli. On zawiódł. Zamek miał trafić w ręce Czarnego Pana - cały - i to on za to odpowiadał. Czym były te światła, magią, która miała sprowadzić kolejny wybuch? Czy to wszystko lada moment miało stanąć w płomieniach? Czy nie dało się już nic zrobić? Ominął światła, przylegając do ściany - i pomknął za człowiekiem, który go przywołał:
- Mów, kim jesteś - zażądał, władczym tonem, tonem rozkazu, nie miał czasu na zgadywanki; trzymał różdżkę w dłoni i bynajmniej nie żartował. - Już - Jeśli był po właściwej stronie, pojmował wagę zaufania; nie zatrzymał się, ruszył za nim.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 10 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]13.01.22 20:57
Mężczyzna nie odpowiedział od razu tylko widząc, że Tristan przystał na jego prośbę skierował się do drzwi, przez które wkładane były skrzynie i zniknął za nimi. Gdy tylko Śmierciożerca znalazł się w środku od razu je zamknął. -Na piersi pralinki, blisko było. Jestem Hank- rzucił łapiąc oddech. -Nie wierzyłem, że sir się zgodzi, kurwa, już widziałem jak ta kula mnie trafia prosto w łeb. O tu- wydyszał wskazując palcem środek własnego czoła. -W końcu ktoś przyszedł rozprawić się z tymi dzikusami, gdyby tylko sir wiedział, co oni tutaj wyprawiają- kontynuował nie dając mu dojść do głosu. -Pif tu, pif kurwa tam. Lecą te kulki jak obite ryje na bar, a my nie możemy nic z tym zrobić. Dobrze, że chociaż ciepło w dupę w tej garkuchni, inni mają gorzej. To przy młynie robią i pierdolca od tej wody dostają, to jeszcze próbę w więzieniu przechodzą- pokręcił głową opadając na krzesło. -No ale pan dostojny tu przyszedł pewnie nie pytać o nasze samopoczucie. Jak się możemy przydać?- spytał wpatrując się w Rosiera, który dopiero po tych słowach mógł zrozumieć, że nie tylko on skupia na nim swe spojrzenie. Dwóch młodych mężczyzn odzianych w białe, choć brudne kitle stało w wąskim pomieszczeniu, z którego otwierał się widok na kuchnię oraz magazyn. W tym drugim widać było poukładane skrzynie, jedna z nich była otwarta. Na pierwszy rzut oka nie było tam widać nic poza żywnością. Jednak nie tylko pudła wypełniały przestrzeń pomieszczenia, ale i ciało mężczyzny z rozbitą głową, jakiego ktoś pozbawił górnej części munduru. -No taki mały wypadek przy pracy nie. Pilnuje nas tutaj, a że widzieliśmy co się dzieje na dziedzińcu to postanowiliśmy zaryzykować. Gdyby tylko sir widział jak mu przyjebał kotłem, to by w te zacne spodnie narobił ze śmiechu- zaśmiał się, jakby właśnie odpowiedział dobry żart. -Mamy tutaj wyjście do więzienia i do młyna- odezwał się inny, który tylko pokręcił głową w zażenowaniu na entuzjazm kolegi. -Dupa nie więzienie, jakbyś chłopie widział jak to wszystko padło. Bum- świadek zdarzenia wykonał charakterystyczny gest dłońmi. -Co? To źle, bardzo źle.- mruknął ten sam, który opowiedział o drogach ucieczki. -Młyn jest zablokowany przez rzekę, zostaje nam tylko dziedziniec- przesunął brudną dłonią wzdłuż brody.
Przy tej wymianie zdań Tristan mógł przyjrzeć się całej trójce i dostrzec, że każdy z nich pozbawiony był wiodącej dłoni, a na domiar złego jeden miał zakryty oczodół czarną przepaską. -Te światełka to miny. Takie mugolskie bomby, jak pierdolnie to gorzej niż kociołek, w którym mieszała fajtłapa- dorzucił Hank.
-Ty jesteś Tristan Rosier prawda?- po raz pierwszy odezwał się trzeci z mężczyzn. Wyglądał na zakłopotanego - być może zachowaniem swojego kolegi. Na to pytanie cała trójka powiodła spojrzeniem do Śmierciożercy. Atmosfera zdawała się zgęstnieć.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]13.01.22 23:07
Gdyby tylko widział, co tutaj wyprawiają.
Bełkot prostego człowieka odbijał się w jego głowie mało zrozumiałym echem, które wychwytywał tylko jednym uchem, pif paf, jak obite ryje na bar, tyle warte było dla nich czarodziejskie życie, czarodziejska krew? Lekceważył mugolskie zagrożenie, nigdy naprawdę nie stając naprzeciw ich realnie zagrażających jemu, jego bliskim, jak bardzo się mylił? Jak bardzo zachłysnął się pozornym zwycięstwem, sądząc, że wróg nie był już w stanie się bronić? Czy to jego pycha zawiodła dzisiaj Czarnego Pana? Rzeczywistość przesypywała mu się przez ręce jak drobiny suchego piasku, ale nie mógł poddać się panice: nie teraz. Nawet pomimo tego, co widział, czy było ich tutaj więcej? Służyli mugolom? W garkuchni? Jako kuchciki, praczki, dziwki, jako służba? Powrócił ku mężczyźnie spojrzeniem, kiedy skończył mówić, ale wyglądał, jakby wcale go nie widział. Coś w nim pękło. Zatrzymał spojrzenie na zabitym, ale wyjaśnienia nadeszły prędko. Oprawca. Oprawca, którego zniszczyli dopiero teraz, pozbawieni godności, mocy i prawowitego im w świecie miejsca. Nie tak winien wyglądać porządek świata, czarodziej nigdy nie powinien usługiwać mugolowi. W tak upokarzający sposób. Ani żaden inny. Nie zaśmiał się, gdy jego towarzysz zanosił się rechotem, ale wciąż nie zwracał na niego większej uwagi.
- Więzienie wybuchło? - podjął jego słowa, czy Rycerze zdążyli je opuścić, wyprowadzić stamtąd ludzi? Nic nie znajdowało się pod ich kontrolą. Wszystko szło nie tak, jak powinno. A teraz: teraz trzeba było z tego niczego wykuć zwycięstwo, co najmniej tak imponujące, jak tragedia, której był świadkiem. Ci wszyscy ludzie, ci wszyscy żołnierze, ich stroje przesiąkną czerwoną krwią, tak zimną, jak zimny był śnieg okrywający pobliskie połacie.  Zostaną zniszczeni. Zginą. Ta walka skończy się przed świtem, wszyscy obrócą się w pył. Jak? Nie wiedział, ale wiedział, że nie może stąd odejść, póki do tego nie doprowadzi. Okaleczeni. Upokorzeni. Przez kogo? Niemagiczne bydło.
- Miny - powtórzył za nimi, takie bomby, to one zawaliły część zamku. Migotały. Były uruchomione? Czy w ogóle został im jeszcze czas? - Jak się ich pozbyć? - Czy w ogóle dało się je unieszkodliwić? Musieli to zrobić - zanim ci szaleńcy zniszczą wszystko. - Co się tutaj dzieje? - Jednak, te przerażające wieści były prawdziwe? - Kim są czarodzieje u ich boku? To ludzie uzurpatora? - Wciąż miał przed oczyma tę twarz, wysuszoną czymś, czego nie potrafił dostrzec. Przeniósł spojrzenie na trzeciego, kiedy ten wypowiedział jego imię. Długo wierzył, że nie napotka na skurwysyństwo większe, niż jego własne, ale to, co go otaczało, było okrucieństwem, które nie powinno się nigdy wydarzyć. Wtedy, na dziedzińcu, zaznał szoku - ale to było tylko preludium do tego, z czym spotkał się teraz. Co kryło się w otchłani tego miejsca? Może jednak zrównanie go z ziemią było już jedynym wyjściem?
Nie, to by było zbyt proste: zasługiwali na długą i powolną śmierć, na konanie w żałości, krzyku i cierpieniu.
- Czym jest ta rzeka? Dlaczego nie można do niej wejść? - Nic nie słyszeli, spędzając tu tyle czasu? - Nazywam się Tristan Rosier - bardziej powtórzył po trzecim z mężczyzn, niż odpowiedział, nazywam się Tristan Rosier i moim przeznaczeniem jest służyć czarodziejskiemu światu. - Niosę wolę Czarnego Pana - A jego wolą jest zdobyć tę ziemię. - Odzyskacie dzisiaj wolność. Zginą ci, którzy zakpili z magicznej krwi, oko za oko i kość za kość - oznajmił, bez wątpliwości, bo niósł w sercu wiarę, wiarę w słuszność drogi, którą obrał i słuszność przeznaczenia, które słało jego ścieżkę. Ale wiedział, że nie wyjdą stąd dziedzińcem. Nie teraz. - Gdzie jeszcze trzymają czarodziei? - Utrata ręki była dla niego jednoznaczna, próbowali pozbawić ich magii. Pominęli garkuchnię, nie nadając jej większej wartości, a była kolejnym z lochów. Cały ten zamek - był jednym wielkim więzieniem. Które właśnie próbowali wysadzić.
A czas tykał. Zegar wybijał kolejne godziny. Nieubłaganie. Nieustępliwie. Gdyby tylko dało się go...
- Horatio - wypowiedział nagle, przywołując skomplikowaną inkantację; podobno tonący brzytwy się chwytał, im zostało już niewiele. Kolejny mur zamku mógł runąć w każdej chwili. I pogrzebać ich wszystkich. Zaklęcie należało to trudnych, ale musiał teraz wspiąć się na wyżyny i stanąć wobec tego, czego wymagał od niego Lord Voldemort. Stojący przed nim ludzie byli zwykłymi parobkami, mowa tego wygadanego wskazywała na niskie urodzenie; mógł najwyżej wykorzystać ich jako mięso armatnie, a tego robić nie zamierzał. Nie przyniosłoby to wymiernych korzyści. Musiał chwycić za najpotężniejszy oręż, który posiadał. Bez gruzów walących mu się na głowę.

absorbcja tears



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 14.01.22 0:11, w całości zmieniany 1 raz
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 10 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]13.01.22 23:07
The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 88, 61
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]14.01.22 17:07
Wiadomość o truciźnie sprawiła, że w umyśle Elviry zawrzało - zimna wściekłość zmieszana z żalem (nie, nie poczuciem winy, raczej niechęcią do własnej taktyki podejmowania zbyt szybkich decyzji). Była przekonana, że nie mieli czasu do stracenia; być może było go jednak aż nadto. Wyskoczyła spod stołu rzucając kobiecie jeszcze jedno pełne urazy spojrzenie. Gdyby stała bliżej, pociągnęłaby ją za nadgarstek w kierunku drzwi i zrobiłaby to wystarczająco mocno, aby zostawić siny ślad własnych palców na wrażliwej skórze.
Szkło rozbiło się, błyszczące odłamki zasłały podłogę niczym pokutny dywan. To nie miało już znaczenia.
- Jakiego Thomasa? - spytała, odwracając głowę w momencie, w którym obiema nogami znalazła się już za progiem gabinetu.
W głowie jej się zakręciło, oddech spłycił. Jeszcze jeden zimny dreszcz wzdłuż ciała i z ciemności wyłonił się inny świat, miejsce, w którym ucichła wrzawa okrzyków na dziedzińcu, ciężkich kroków, osłabł zapach rozkosznych męskich perfum wypełniający jej nozdrza zaledwie moment wcześniej.
- Co znowu, do kurwy nędzy... - wydusiła sama do siebie, a potem zamknęła łzawiące oczy, gdy ciemność zmieniła się w oślepiające światło.
Gdy znów rozchyliła powieki, otaczały ją lustra zawieszone w próżni, poruszane bryzą, której nie czuła. Przełknęła ślinę, absurdalnie przywołując w pamięci labirynt z Sabatu, konkurencję, którą wygrała w parze z...? A czy to miało znaczenie? Tupnęła mocno stopą we właz znajdujący się pod jej stopami, ale niczego to nie zmieniło. Uszczypnęła się raz i drugi. Jaki rodzaj magii został wykorzystany do tej cholernej pułapki? Nie poczuła ścisku teleportacji. Uniosła rękę i zacisnęła palce na ciepłym kamieniu na własnej szyi, a potem wreszcie spojrzała na swoje odbicia... z przerażeniem zdając sobie sprawę, że żadne nie jest odbiciem prawdziwej postaci. Sięgały głębiej, odzierając ją z najboleśniejszych, najlepiej skrywanych odłamków duszy.
Zacisnęła powieki, przycisnęła dłonie do uszu i wydała z siebie krzyk, przeciągły i agonalny niczym wycie banshee. Podświadomie jednak wiedziała, że nie ma innego rozwiązania niż obejrzenie każdej sceny do końca, jedna po drugiej. Cierpienie, upokorzenie, nienawiść. Czuła fantomowy ból, pieczenie, słyszała echa szeptów. Lewe przedramię ścierpło jej od tego jak zaciskała na nim dłoń, gardło ścisnęło się na widok samej siebie naprzeciw pękającego lustra. Nabrała ochoty, by wyciągnąć figurkę majora i cisnąć nią także i w to lustro, ale szok utrzymał ją w miejscu sparaliżowaną. W ostatnim lustrze nie zobaczyła nic poza własną zdeformowaną sylwetką.
- Nie, nie, NIE! - warknęła, nie przyjmując do wiadomości, że w ten sposób się to skończy, że zostanie kaleką, że to także dołączy do żałosnej kaskady jej najgorszych wspomnień.
Nagle zrobiła się wściekła, wściekła na samą siebie za pozwolenie na to, by kiedykolwiek przytłoczyły ją równie silnie emocje. Wystawiła się na nie, była za nie odpowiedzialna. Nigdy nie powinna dopuścić do siebie niczego innego niż nienawiść.
Zmierzyła się z każdą sceną z zaciśniętymi ustami, nie roniąc ani jednej łzy.
Wreszcie dostrzegła wzór, nikłe zarysy. Niedługą chwilę zajęło jej zrozumienie prawidłowości. Ręka i pogrzeb, upokorzenie. Iks, pewnie runa. Sypialnia i prosektorium. Drew. Kolejna runa? Jako ostatnie połączyła Locus Nihil i dzisiejszą chwilę, a konotacja ta zupełnie jej się nie spodobała.
Kusiło ją spróbowanie teleportacji, coś jednak ją od tego wstrzymywało.
Opuściła wzrok, przyglądając się znakom pod własnymi stopami. Potem przygryzła wargę i zbliżyła się do pierwszego z luster, pierwszego doświadczenia z pogranicza śmierci. Wtedy wszystko się zaczęło.
Wyciągnęła rękę, aby dotknąć tafli.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]15.01.22 20:28
Priorytety. Mieli pomóc tym, którzy tej pomocy chcieli, nie można było namówić kogoś do chęci odzyskania wolności, szczególnie, że warunki były trudne. Mogli pomóc tym, którzy przystali na ich ofertę. Kobieta, która pozbawiona została dłoni, czy pozostali mężczyźni, którzy stali tutaj razem z nim. Miotła Sigrun wylądowała w jego dłoni, a drugie zaklęcie spełzło na niczym. Rozejrzał się.
- Rookwood jes…. – zaczął, jednak nie było mu dane skończyć zdania. W ciemnościach nie słyszał głosu Sigrun, nie był nawet pewien czy była tutaj z nimi. Została w środku? Niestety, jego myśli zostały przerwane wybuchem, który nastąpił. Wszystko się skomplikowało, teraz nie było czasu na zastanawiania się, szczególnie, że bryznęła na nich krew jednego z tych, którym udało się opuścić mury. Umarł nie będąc w niewoli, czując krople deszczu na swojej skórze i chłodne powietrze. – Protego Totalum - rzucił zaklęcie, ale wiedział, że to nie ta moc, nie ta siła, że to spełznie na niczym. Rozkruszony mur, groźne odgłosy, to wszystko było coraz mniej stabilne, coraz groźniejsze dla nich wszystkich. Do tego stracili jednego z nich. Musiał spróbować uchronić chociaż tą osobę, która stała najbliżej niego. - Protego Maxima - wypowiedział głośno, wyraźnie, skupiając się dokładnie na zaklęciu, które właśnie wymawiał. - Musimy się stąd zbierać. Lećmy wzdłuż rzeki, w tamtym kierunku. - powiedział, wskazując ręką, spojrzał na Zachary'ego, później na pozostałych. Nie miał zamiaru pozwolić im tutaj umrzeć, ani tym bardziej odpuszczać. Trzeba było ruszać jak najszybciej. Nie mieli teraz czasu zastanawiać się czy ktoś zginął w tym wybuchu czy nie, czy wrócić do gruzowiska... może gdyby istniała możliwość całkowitego pozbycia się mugoli i opanowania tego miejsca, może wtedy udałoby im się odnaleźć pozostałych. Teraz jednak musieli skupić się na zasobach, które mieli.

Rzucam na Protego Maxima



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]15.01.22 20:28
The member 'Mathieu Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 64
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]16.01.22 8:44
Sytuacja była trudna, choć słowo to nie oddawało w pełni komplikacji, w jakich poruszali się, próbując uratować choćby garstkę więźniów i zapewnić im namiastkę bezpieczeństwa. O pełnych przywilejach płynących z tej możliwości Zachary nawet nie myślał. W ogóle nie brał pod uwagę takiej możliwości, skupiony na priorytetowych zadań wyznaczanych teraz tokiem uzdrowicielskiego doświadczenia. Magia Shafiqa słuchała przez większość czasu, a latami pielęgnowany talent wiernie służył, choć nie miał przekonania, że w drugie z zaklęć włożył wystarczająco dużo woli i siły, by odniosło skutek. Faktem jednak było, że jeden z ocalonych, potraktowanych silnym zaklęciem otworzył oczy. Żył. Był przytomny i najwyraźniej operacyjny na tyle, na ile pozwalały mu jego prowizoryczne opatrunki. Pełnia zdrowia przed każdym z nich wciąż znajdowała się poza możliwościami, które panujące warunki zapewniały. Przede wszystkim nieubłagany brak czasu, stracone chwile na inne czynności, na kroki nieprowadzące ich w żadnym wiodącym kierunku. Teraz jedyną szansą była sprawna ucieczka, przetransportowanie więźniów tym środkiem transportu, który dla wszystkich poza Zacharym stanowił egzotyczną, enigmatyczną i niepewną atrakcję.
Wyciągnął z kieszeni pomniejszony rul tego, co było jego własnym latającym dywanem. Naprędce rozwinął zawiniątko w niedużej odległości od siebie i wymierzył weń różdżką, wolą, umysłem i całym sobą splatając magię Reducio, które sam rzucił jakiś czas temu. Nie wiedział dokładnie, jak wiele godzin upłynęło od tamtej chwili. Jedynie wytężał moc, w myślach powtarzając Finite Incantatem, które miało zerwać magiczne więzy i przywrócić dywanowi jego pełny i dumny rozmiar pozwalający Shafiqowi latać. Czekał cierpliwie, aż dywan rozwinie się, nie patrząc w żadnym innym kierunku.
Pomóż mi — rzucił zdawkowo do przebudzonego więźnia, samemu powoli pochylając się nad jedynym nieprzytomnym, aby w jakiś sposób, wspólnie umieścić rannego na dywanie. — Jedno leci z Ma- — urwał w pół słowa, gdy wybuch zatrząsł zamkiem i całą jego okolicą. Ostatni z więźniów, widział go przez wyrwę w murze, próbował uciec. Chlapnięcie krwią na ubrania, nawet na twarz zostało jedynym sygnałem, który Zachary w pełni odebrał. Nie przywiązał żadnej wagi do głowy toczącej się po ziemi, pozostałości tego, który pragnął odzyskać wolność. Przymknął oczy na ułamki sekund. Spoczywaj w pokoju, wyszeptał w myślach, uchylając powieki z niezmienionym chłodnym i obojętnym spojrzeniem, patrząc na czarownicę wyrzucającą swoje wnętrzności w szoku. Odwrócił głowę w stronę rzeki. Widział wzbierającą wodę, z drugiej strony mknęły na nich kamienie.
Mat, bierz jedno na miotłę i uciekamy — rzucił zdawkowo, wchodząc na dywan. Usiadł na nim, nie czując się komfortowo z faktem, że sterowanie nim będzie utrudnione przy transporcie nieprzytomnego. Pospiesznych ruchem zgarnął frędzle w wolną rękę, czekając aż ostatni z pasażerów umości się za nim. — Siadaj za mną i trzymaj go — padły kolejne słowa, tym razem stanowiący najprostszy rozkaz, jaki był w stanie wydać w tej palącej sytuacji. — Rzeka wylewa, trzymaj się od niej z daleka. Protego Maxima! — Kolejne słowa rzucił już głośno, różdżką mierząc w górę tak, gest kreśląc tak, by w miarę możliwości osłonić choć część dywanu, pasażerów i samego siebie. Tarcza musiała wystarczyć, nim szarpnął lekko za frędzle, zmuszając dywan do zareagowania, uniesienia się w powietrze. Nie patrzył za siebie. Wzrok lekko trzymał się na sylwetce Rosiera, w którym pokładał całe swoje zaufania i całą swoją wiarę, że będzie nawigował go. Raptem parę miesięcy temu to on leżał nieprzytomny, lecz tamta sytuacja była bezpieczniejsza. Cholerny zamek nie walił im się na głowy!



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]16.01.22 15:43
Tristan
-No tak sir, tak mi się wydaje. Było tam w rogu, gdzie wszystko jebło- Hank nie zmieniał stylu swej rozmowy, taki był, prosty, młody chłopak. -A tam nasi byli. Dużo ich, tak myślę. Każdy z nas to przeszedł. Najpierw przesłuchania, jedno, drugie, a przy ósmym traciło się rachubę. Bicie to było najlepsze, co mogli nam zrobić, bo chociaż człowiek na sekundę otrzeźwiał po sierpie na ryj. Pomiędzy kolejnymi posiedzeniami, z jakże miłymi panami strażnikami, trafiło się do klity, gdzie nawet nóg nie szło rozprostować. Każdy by tam zmiękł sir, nie miej do nas żalu. Niektórzy mówili więcej, inni mniej, ale przez to ściągali kolejnych i kolejnych. Warwick opustoszało z czarodziejów, którzy gotów byli iść na wojnę. Olali staruchów, podobnie jak dzieci, nie widzieli w nich zagrożenia, choć jak dla mnie ktoś im wydał takie rozkazy. Łapali głównie młode osoby, a ci co w międzyczasie próbowali przedostać się do Londynu to kończyli na pręgieżu- westchnął przeciągle. -Ja to tam wie sir, straciłem łapę i trudno, da się żyć i bez ręki prawda? On miał gorzej- wskazał na mężczyznę, Rogera, który wcześniej opowiedział o drogach ewakuacji. -Mu to kobitkę w ciąży na jego oczach zadusili, bo nie chciał pisnąć słowa o grupce chłopaków, co się zorganizowali i głosili hasła o nowym, lepszym świecie bez mieszańców i mugoli- opowiedział pokrótce. -Później mu to oko wydłubali, ażeby przypadkiem żadna inna go nie chciała- dodał i wykrzywił wargi w kąśliwym wyrazie, bo choć nie kłamał, to najwyraźniej lubił robić sobie z tego żarty. -Tylko te debile nie wpadli na to, że sobie to oko może wyhodować, co nie- szturchnął Rogera, który najwyraźniej tracił już do niego cierpliwość. -Zamknij się już, od gadania nic nie ugramy, a być może to nasza szansa- zaczął stanowczo. -Nie wiem, ale widziałem jak kiedyś pomiędzy nimi chodzili. Mieli jakieś próby na ewentualny atak, czy coś. Nie wiem dokładnie. Nie możemy stąd wychodzić, śpimy, jemy i koczujemy tutaj, ale lepsze to niż cele w więzieniu, wierz mi. Byli tacy, co próbowali wznieść bunt i zaatakować, ale ich odwaga szybko kończyła się śmiercią. Oni naprawdę nie mają żadnych skrupułów- odpowiedział Tristanowi stąpając z nogi na nogę. -Na własne oczy widzisz, co się dzieje i to podobno nie jesteśmy jedyni. Nim trafiłem do twierdzy słyszałem, że w innych hrabstwach też przetrzymują naszych- zacisnął usta w wąską linię i pokręcił lekko głową, jakby w bezradności. -Pomagają im te parszywe mieszańce. Ich zdaniem należy odpowiadać agresją na agresję, a po tym co stało się w Londynie- przeciągnął ostatnie słowo, a jego tęczówka rozbłysła na moment.
-Tonący brzytwy się chwyta, więc wybrali spoufalenie z mugolami- prychnął pogardliwie, samo jego zachowanie wskazywało, że patrzył na mugoli z odrazą. -Słyszałem tylko plotki. Anomalie wygasły, ale podobno nie tam. Woda się buntuje, porywa ludzi wraz ze swym nurtem, był też przypadek, że jeden z obsługi młyna przyszedł cały poparzony. Miał takie malutkie, czerwone ślady wzdłuż przedramienia i klatki piersiowej- odpowiadał na pytania zgodnie ze swoją wiedzą. Nie zamierzał kłamać, dodawać pewnych kwestii lub wstrzymywać się od głosu. Widział w Tristanie nadzieję na upragnioną wolność.
Gdy tylko czarodziej przytaknął cała trójka zdębiała. Rzucali sobie zakłopotane spojrzenia, choć Śmierciożerca mógł wyczuć nietypową radość, jaka zaiskrzyła w oczach. Hank zerwał się z siedzenia i uśmiechnął szeroko. -Zrobię wszystko co sir rozkaże- skinął głową, a zaraz po nim to samo uczyniła dwójka pozostałych czarodziejów.
Śmierciożerca zdecydował się na niezwykle trudne zaklęcie. Do jego rzucenia nie potrzebna była jedynie ogromna wiedza, ale też czas jaki nieubłagalnie mijał. Momentalnie wszystko stanęło w miejscu – świat zatrzymał się, a wraz z nim trójka nowych towarzyszów. Tristan wiedział, że jego czar nie był perfekcyjny, nie mógł zatem przewidzieć jak szybko wszystko wróci do normy. Nim jednak podjął jakiekolwiek kroki dostrzegł, że w kuchni są lekko uchylone drzwi, choć wcześniej wszystko z pewnością było zamknięte na cztery spusty. Przez szparę dostrzegł skrawek munduru oraz lufę broni.

Elvira
Tupnięcie we właz nie przyniosło żadnego skutku, dziewczyna wciąż stała otoczona przerażającą ciszą i lustrami ukazującymi jej najgorsze wspomnienia. Nie widziała żadnych przebłysków światła, nie dostrzegła też żadnego elementu przypominającego pomieszczenie, w którym była nim trafiła pod skrzydła Majora.
Dotknięcie szklanej powierzchni sprawiło, że poczuła na swych palcach nietypowe mrowienie, jakby prąd, który wspiął się aż po samą szyję. Nie było to bolesne, ale z pewnością niekomfortowe. Jeśli spodziewała się przełomu, to takowy nie nastąpił. Zobrazowana historia zaczęła się od początku, ale w znacznie szybszym tempie. Znak pojawiający się na koniec rozbłysnął jeszcze mocniej niżeli wcześniej i ponownie zmienił się w odmęty Podziemi Gringotta, w jej krzyk i ból rozchodzący się po całym ciele. Mogła krzyczeć i prosić, ale lustra nie reagowały.
Przyglądnąwszy się włazowi mogła odnieść wrażenie, że w zapieczętowanym miejscu znajduje się miejsce tylko na jeden znak.
Czas zatrzymał się w miejscu.

Zachary, Mathieu
Wdarcie się wody na ląd musiało przyspieszyć ewakuację, jaką Mathieu oraz Zachary planowali przeprowadzić. Grupa czarodziejów wykonywała ich polecenia bez zastanowienia – w końcu obiecali im wolność, a do takowej było coraz bliżej. Z gruzowiska nie dochodziły żadne głosy oraz dźwięki, co mogło im zasugerować, że nikomu nie udało się przeżyć wybuchu.
Zachary zdjął zaklęcie pomniejszające z latającego dywanu, który właściwie od razu przybrał właściwe rozmiary. -Się robi- mruknął więzień, a następnie chwycił nieprzytomnego za nogi czekając na sygnał. Taki jednak nie nadszedł.
Przywołana przez Mathieu kopuła obrała właściwy kształt. Magiczne wiązki zaczęły się scalać tworząc przezroczystą powłokę, jednak nim proces dobiegł końca wszystkie momentalnie rozpłynęły się w powietrzu. Czarodziej wiedział, że to zaklęcie było niezwykle trudne i wymagające, a czas jaki miał na reakcję coraz bardziej się kurczył. Nim zdążył wypowiedzieć kolejny czar pojedyncze, ostre jak brzytwa kamienie uderzyły w jego ciało raniąc bark oraz klatkę piersiową. Przez materiał zaczęła przeciekać krew.
Zachary również poczuł ból; odłamek uderzył wprost w jego plecy i przeciął ją w okolicy łopatki. Więźniowie syknęli, jeden po drugim, ale nie zaprzestali wykonywać otrzymanych zadań. Mężczyzna, któremu Rycerz zalecił pomoc w przeniesieniu rannych przyspieszył, aby tylko czym prędzej móc oddalić się spod murów twierdzy. Z jego policzka ciekła świeża krew, ale uzdrowiciel miał pewność, że nie było to nic groźnego. Lecący kamień prawdopodobnie ledwie go drasnął. Żadnemu z obecnych nie stało się nic poważniejszego, ale na tym miało się nie skończyć.
Wezbrana woda zaczęła nie tylko podmywać coraz bardziej ląd, ale i unosić się ku górze pod postacią wielkiej fali. W ostatniej chwili Rycerze utkali magiczne bariery, które uchroniły całą grupę przed przeklętą cieczą. Czuli jednak jak różdżki zawibrowały w ich dłoniach, przeszły dziwną energią, która skumulowała się w okolicy skroni i wywołała tępy, na szczęście chwilowy, ból. Rzeka nie odpuszczała, gnała za nimi.
Czas się zatrzymał.



Rozpoczynamy turę numer 17
Czas na odpis: 18.01.2022 / 18:00

Każdemu przysługują dwie akcje.

Tristan - Horatio jest połowicznie udane, a zatem czas zatrzymuje się na dwie tury. Masz do wykonania cztery dodatkowe akcje. Po nich pojawi się post uzupełniający, chyba że będzie on potrzebny wcześniej. W razie wątpliwości proszę o kontakt.
Zachary, Mathieu - każdy z was musi rzucić dodatkową kością k10.

Wszyscy - z uwagi na zatrzymany czas post Tristana musi pojawić się jako pierwszy.

Jeśli będzie potrzebny post uzupełniający proszę o wiadomość.

Dziedziniec:

Mapa:

Żywotność i EM:

Ekwipunek:
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamek w Warwick [odnośnik]16.01.22 16:47
Nasi byli. Dużo ich. Tortury, przesłuchania, krwawe kary, jak wiele zła jeszcze wyrządzili ci ludzie, jak wiele podłości, jak wiele strasznych nieludzkich twarzy okazali? Brzydził się nimi, wszystkimi i każdym z osobna, brzydził się ich podłością. Łapali młodych ludzi, zdolnych do walki, kwiat młodzieży mający zostać przyszłością świata budowanego na zgliszczach starego, świata urzeczywistniającego wolę Czarnego Pana. Spojrzał na bezokiego, zaduszono na jego oczach jego kobietę w ciąży, wojna była potworna, zdarzenie samo w sobie nie było szokującym - ale fakt, że zrobił to ledwie mugol - przerażał go na wskroś. Ukarali go za oddanie sprawie. Za walkę. Za oddanie. Nie pisnął ani słowa. Pomagają im - oni? Czarodzieje? Szlamoluby, ludzie uzurpatora? Czara goryczy przelewała się coraz boleśniej, pokręcił głową przecząco. Agresja za agresję, co? To im pokaże tę agresję za agresję. Tu i teraz. Woda w rzece była popłuczyną anomalii - służąc Czarnemu Panu nauczył się radzić sobie z podobnymi niezwykłymi zdarzeniami, zapanował nad podobną mocą w wielu miejscach. Rzeka musiała być potężna - ale czy wspólnie nie byli w stanie tego osiągnąć? Gdyby tylko wiedział, gdzie jest reszta, gdyby tylko miał pewność, że Sigrun nie pozostała pod gruzami więzienia...
Czarodzieje obiecali posłuch, ale cóż mogli zrobić? Nie znał ich talentów, po sposobie dobierania słów - nie spodziewał się wiele. Miał przy sobie jedną różdżkę, być może któraś z kalek będzie w stanie jej użyć. Być może. Czy w każdej sytuacji moc przemykała z jednej ręki do drugiej, szukając ujścia? Nie wiedział, nie znał się na tym. Gdyby miał tutaj Multon... Cholera jasna, gdzie ona była? Czy ktoś mógł wydać rozkaz, jeśli major był martwy?
Mamrotane zaklęcie pochłonęło jego koncentrację w pełni, w nerwach, w napięciu, a jednak odniosło sukces; jego towarzysze znieruchomieli, sekundę później pojął, co się wydarzyło, spojrzał na drzwi, uchylone, otworzył je szerzej, z zamiarem wyrwania broni żołnierzowi i wypchnięciu jego samego, już bezbronnego, w kierunku pozostałej trójki. Zdołają się nim przecież zająć.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zamek w Warwick - Page 10 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier

Strona 10 z 14 Previous  1 ... 6 ... 9, 10, 11, 12, 13, 14  Next

Zamek w Warwick
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach