Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Stajnia
AutorWiadomość
Stajnia [odnośnik]09.11.21 18:04

Stajnia

To właśnie tu dzieje się najwięcej, od podstawowej opieki nad zwierzętami, przez wszelkiego rodzaju narady, aż do samych transakcji. Stajnia wyposażona jest w szerokie, dwukrotnie większe od zwykłych, boksy - ma to na celu nie tylko zwiększyć komfort samych zwierząt, ale i również zminimalizować ryzyko wypadków skrzydlatych podopiecznych. Budynek układa się w literę T, pozwalając tym samym na stosowne rozmieszczenie koni, dając możliwość tym najbardziej wrażliwym na spokój i nieczęste towarzystwo osób postronnych - zazwyczaj tam nie są wpuszczani ani klienci, ani dorywczo pracujący ludzie.

Cave Inimicum




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : 13
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Stajnia Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Stajnia [odnośnik]08.04.22 21:52
17.02

Arrax był jednym z młodszych ogierów, które od niedawna mogły przysporzyć się w rozwoju hodowli. Gniadosz mógł poszczycić się pięknym ganaszem i wyjątkowo szlachetnymi chodami, ale też i wyjątkowo nagannym, natarczywym charakterem, który przysługiwał co najwyżej źrebięciu. Ze względu na ciągłą chęć rywalizacji i parszywym udowadnianiu swojej ogierzej siły, ten młody opryszek musiał być oddzielany od innych, starszych ogierzych rezydentów, więc gdy przebywał na wypasie, to Meraxes i Vermithor pozostawali w stajniach.
Największym problemem gniadego ogiera był kantar, narzędzie godne miana wielkiego zła, najstraszniejszego z najbardziej strasznych przedmiotów w ludzkich rękach. Teraz jednak był moment zmiany i to nie mały, bo Evelyn kroczyła dumnie udeptaną ścieżką w kierunku łąki, z kantarem w dłoni, zupełnie jakby sądziła, że załatwienie tego problemu będzie dziecinnie proste, tak samo jak oswojenie reszty rezydentów, krótkie dotknięcie, kilka nieznaczących muśnięć i smakołyków na zachętę, by pokonać lęk. Czy to jednak nie było aż zbyt pozytywne wyobrażenie potencjalnego rozwoju wypadków?
Już gdy tylko kruczowłosa pokonała bramę ogrodzenia, aetonan strzygnął ciekawsko uszami i obrócił się w jej kierunku, lustrując ją od góry do dołu, prędko dostrzegając złowróżbny przedmiot w dłoni kobiety. Uszyska od razu powędrowały do tyłu, kładąc się niemal na karku i chowając w bujnej grzywie. Kopyto zabrodziło wielokrotnie w ziemi, a nieprzyjazne, niskie rżenie wydobyte zostało z gardzieli na znak niechęci i strachu przed krzywdą. Co działo się z Arraxem wcześniej, we Francji, z rodzinnej farmy stryjecznego wója Evelyn, z której to ogier pochodził? A może problem pojawił się przy transporcie, w końcu był tak prędko zorganizowany z uwagi na konieczność świeżej krwi i genów w hodowli, więc całkiem prawdopodobne, że pośpiech niósł za sobą konsekwencje…
Niebieskooka uniosła dłonie ku górze, jakby chcąc pokazać, że nie stanowi zagrożenia, a jednocześnie próbując odciągnąć uwagę od swoich powolnych, niemal leniwych kroków, które poczynała wprzód, ku zwierzęciu.  Obserwowała swojego podopiecznego, nie stawiając mu żadnego wyzwania, zupełnie tak jakby był to kolejny zwykły dzień w którym po niego przychodzi, tym razem jednak bez zwyczajowego gwizdania i prośby o podążanie, które tak chętnie wykonywał.
Ogier był zbyt młody, nieobyty z ludzkim podstępem, by zauważyć coś, co kazałoby mu uciekać. Ufał, więc poniekąd był to dobry znak. Pozwolił na to, by się zbliżyła, a więc nie było się czym martwić, aż do momentu, gdy zbliżyła się na tyle, by musnąć jego bok materiałem kantara trzymanego w dłoni. Wierzgnięcie, barankowanie i niespokojnie prychnięcie nie oznaczało jeszcze wojny, może zbyt szybko go oceniła? Ponowiła próbę, trzymając się w pełnej odległości wyciągniętej ręki, gdyby ten postanowił się nagle unieść przodem, ale nic takiego nie nastąpiło, ot jakby strach nie był paraliżującym wrogiem, a niechęć nie była zmorą nie do pokonania, a tylko czczą niechęcią ze wspomnień. Owszem, był u niej już kilka miesięcy, ale czy naprawdę zdążył zapomnieć na tyle, by teraz jedynie próbować ustawić się na swoją modłę?
Ćwiczenie powtarzała wielokrotnie, próbując się przekonać, że to naprawdę już, że coś, co stanowiło barierę, było jedynie mrzonką, chwilową niedyspozycją zwierzęcia, które dało się pokonać przy użyciu tak zwanej dobrej ręki, kogoś doświadczonego, kto nie uczył na siłę, a dawał czas i odsuwał się, gdy wyczuwał taką potrzebę. Podziałało, ale Szkotka wciąż była niepewna i choć zarządziła dzisiaj koniec, zapięła kantar na łbie ogiera i wyprowadziła go z łąk, to była pewna, że ta praca po części zostanie zatarta i trzeba będzie ją kontynuować, choćby przy pracy samego chodzenia na uwiązie, bo z tym wielkiego obycia nie miał.
- Na Merlina, stójże dziaciaku! – szarpnęła uwiązem, próbując poskromić caplującego ogiera, którego musiała przeprowadzić z padoków z powrotem do stajni, a to oznaczało konieczność przejścia koło wypasu dla klaczy. Odkąd miała Arraxa jej problemy z umiejscowieniem poszczególnych pastwisk wzrosły do poziomu krytycznego, a każde przebycie ścieżki przyprawiało kobietę o kolejne siwe włosy. Zgrzytała zębami na brak czasu adekwatnego do ilości zadań, które należało wykonać, choćby do postawienia kolejnego ogrodzenia na tyłach stajni i tym samym przenieść tam ogiery, oszczędzając sobie wielu nerwów na przyszłość. Trzeba było przekuć myśli w czyny zdecydowanie prędzej niż pierwotnie zakładała. Jednak porzuciła te myśli, gdy tylko weszła do stajni i dostrzegła kolejną rzecz, którą należało pilnie naprawić - jak zawsze.

/zt.




It's in your nature to survive


Ostatnio zmieniony przez Evelyn Despenser dnia 08.04.22 23:48, w całości zmieniany 3 razy
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : 13
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Stajnia Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Stajnia [odnośnik]08.04.22 23:47
11.03

Dawno już minął czas kalendarzowych kryć, skrupulatnie zaplanowanych z ogromnym wyprzedzeniem, jak gdyby Evelyn musiała uporządkowywać swój czas już teraz na przyszłe miesiące. Poniekąd tak było – wojna nie oszczędzała, a każdego dnia mogła się rozszerzać i każdy Szkot zaczynał być podejrzliwy, sądzić, że w końcu zawita to też i tu, na spokojne ziemie, które i tak historycznie krwią były skalane aż nadto. Ziemie Despenserów były idealne – położone na wzgórzu z którego widać było każdego przybysza, niezależne, otoczone gęstym lasem i spływającym, świeżym  potokiem pełnym ryb. Mieli też zwierzęta, rasę, która mogła się przysłużyć, więc niebieskooka drżała najbardziej, martwiąc się o jutro, przeglądając gazety, klnąc pod nosem i próbując dość do rozwiązania tej patowej sytuacji. Nigdy się za nikim nie wstawiła, wojna była dla niej bezsensownym rozlewem krwi, bo w jej oczach można było to zakończyć szybciej. Może posiadała oczy niepokornego niedowiarka, kogoś, kto nie rozumie polityki i stara się wszystko wyprzeć, zbić do poziomu maleńkości, ale nie mogła ignorować potencjalnych niebezpieczeństw na granicy. Nawet gdyby próbowała oszukiwać się, że wojna nie istnieje, to jej skutki widywała na każdym kroku. Marże dostawców poszybowały w górę, koszty sprowadzania zwierząt również. Nie mogła się spotykać z kupcami w Londynie, niektórzy z nich zmarli, inni uciekli, bądź obstawili się za którąś ze stron. Życie było trudniejsze i nie szło nijak tego ignorować.
- Nie jest dobrze – mruknęła, obserwując nabrzmiałą nogę jednej z najlepszych, obecnie ciężarnych, klaczy. Cmoknęła głucho, przejeżdżając dłonią po bolącej nodze, jakby właśnie w ten sposób mogła ulżyć cierpieniom zwierzęcia. Aetonan był koniowatym, opierał się na czterech nogach, a jak to zawsze mówiła Evelyn – koń, który nie biega nie żyje. Zmartwienie malowało się w jej zmarszczonych brwiach i grymasie na ustach. Nie widziała pozytywów. Ciąża była zagrożona i musieli zrobić wszystko, by jakoś ją utrzymać.
Zarządziła metodę z pasami, była najbezpieczniejsza, bo wtedy zwierzę mogło być podtrzymywane, a nogi nie utrzymywały pełnego ciężaru, który zwiększał się z każdym miesiącem. Z pracownikiem skrupulatnie przeciągnęła opasane miękkim materiałem pasy przed i za brzuchem klaczy, wspierając je o mocowania na ścianach. Problem był jeden – uziemili klacz na tyle, że ta nie mogła spacerować, więc wszystko musiało być kontrolowane całą dobę, wraz z przepinaniem, spacerami, karmieniem i pojeniem, a to zwiastowało jeszcze mniej snu i jeszcze dłuższą pracę. Kruczowłosa była gotowa się poświęcić, już i tak zaniedbywała własne posiłki, chudnąc w oczach, ale zwierzęta i utrzymanie hodowli na odpowiednim poziomie było dla niej ważniejsze. Wojna mogła odebrać jej pracowników, ale nie hart ducha i zasadniczość w działaniu.
Siedziała tak do wieczora, tu, w stajni, bezpośrednio na kupce siana, opierając się o ściankę boksu, mrużąc oczy i nucąc szkocką melodię, by powstrzymać znużenie i chęć snu. Stała na straży, pilnowała, bo wiedziała, że odpowiada za życie zwierzęcia, które dla niej znaczyło więcej niżeli własne. Jej głowa właśnie zwieszała się kolejny raz, gdy doszedł ją znajomy dźwięk, głos, który rozpoznawała z daleka, który zawsze był w pobliżu, gdy tego potrzebowała.
- Zmienić Cię? – ciche pytanie doszło do niej zza drewnianych drzwi. Rozbudziła się z wolna, spoglądając wpierw na klacz, która na miękkich nogach oddawała się drzemce, była bezpieczna, nic się nie działo. Kobieta wstała powoli, rozciągając zmarznięte, zastane kości, próbując dojść do trzeźwości umysłu, bo przecież było jeszcze tyle do zrobienia, ktoś musiał sprawdzić dokumenty i bilanse.
- Tak… - odpowiedziała niemrawo, ociężałym krokiem wychodząc z boksu, podpierając się na dobrze jej znanych ścianach. Posłała mężczyźnie wdzięczne, choć w pełni zmęczone spojrzenie. – Obudź mnie za dwie godziny, trzeba będzie ją przespacerować, by zapobiec odleżynom – zawyrokowała w niemałym skupieniu i ruszyła w kierunku domu. Dokumenty, zamówienia, klienci – to teraz było na jej głowie, a i przydałoby się odrobinę odpocząć, zanim miną te nieszczęsne godziny, które odliczały do jej następnej zbliżającej się warty. Źrebię się narodzi i już jej była w tym głowa, żeby klacz wytrzymała do porodu i również go przeżyła.

/zt.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : 13
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Stajnia Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Stajnia [odnośnik]09.04.22 0:49
01.04

Myślała, że ma jeszcze dwa tygodnie, ba, była pewna, że utrzyma ciążę do końca, ale brała poprawkę na szczególne okoliczności, w razie gdyby plan się posypał. Wszystko zmieniło się wraz z alarmem, pomocnikiem, który wbiegł bez standardowego rytuału pukania do drzwi i od wejścia krzyczał, próbując ją obudzić jeszcze przed wkroczeniem na górę.
Zdążyła nałożyć jedynie płacz na nikłe, nocne odzienie i czym prędzej pobiegła do stajni, próbując wyjść ze snu, rozbudzić się i odzyskać zdolność logicznego, trzeźwego myślenia. Hodowla jej potrzebowała, ludzie jej potrzebowali, a przed wszystkim ona – Caraxes, która źrebiła się przed innymi, która była przypięta od miesiąca pasami do ścian, odciążając w ten sposób obrzmiałe, bolące nogi, palące mięśnie i ścięgna, negatywny skutek uboczny ciąży, która była jej pierwszą i zarazem ostatnią, by nie narazić tej szlachetnie urodzonej klaczy na śmierć w przyszłości.
Wbiegła do stajni, zahaczając materiałem płaszcza o drzwi, rozpruwając go ponownie, choć dopiero był zszywany przez jej nikłą znajomą, którą poznała we własnej skrytce u Gringotta. Teraz jednak nie liczyły się rzeczy materialne, płaszcz da się naprawić, a nawet jeśli nie, to można było poświęcić monety na nowy. Przekroczyła próg boksu, dostrzegając kiwającą się Caraxes, która pozbawiona pasów próbowała odciążyć swoją nogę, a jednocześnie przeć i zmuszać wszystkie mięśnie do pracy.
- Już, już, ciii… - podeszła do niej wolno, zupełnie zmieniając swoje zachowanie, próbując przeciwdziałać ogólnemu popłochowi, mentalnemu wyczuwaniu stresu przez umysł zwierzęcia. W końcu wszystko było dobrze, prawda?
Klacz oddychała ciężko, jednak trzymając dłoń pod jej bokiem, na sercu, dało się wyczuć jednak nieznacznie przyśpieszoną czynność serca, a to już była szansa na sukces. Spodziewała się bowiem obniżonego tętna i lekkiego zaniku czucia, ale tu też wszystko wyglądało tak, jak powinno, tym bardziej, że po odpowiednim dotknięciu każdej z trzech sprawnych nóg, klacz podnosiła je jak do czyszczenia, choć z niemałym bólem, ale i to winni byli sprawdzić.
Akcja rozwijała się prędko, można było powiedzieć, że ledwie zdążyli podwiązać ogon tasiemką, a już widzieli wyłaniające się kopyta źrebięcia. Musieli czekać, jak zawsze, aby pozwolić matce poradzić sobie samej, aż do ostatniej chwili, ale minuty mijały i zamieniały się w cały szereg skumulowanych minut, aż przeszła godzina, a tu jedynie zarys pyska począł być widoczny. Trzeba było działać.
Evelyn zebrała dwóch mężczyzn, którzy za zadanie mieli przytrzymywać klacz i jednego z którym zaczęła ciągnąć w rytmie parcia nogi źrebięcia, aby pomóc matce wypchnąć go na świat. Nie było to proste, ale musieli pracować w pocie czoła nim klacz przestanie być stabilna, nim się podda i położy, nim dostanie kolki, bądź innych skutków ubocznych tej nieprzychylnej sytuacji.
Z pozoru całe wydarzenie działo się prędko, ale każda z przebywających w stajni osób odczuwała spowolnienie czasu, wytężając zmysły, czekając na polecenie, ponieważ każdy wiedział, że właśnie toczy się gra o życie nie jednego, ale dwóch zwierząt i za zadanie mieli utrzymać oba przy życiu.
Wreszcie akcja zaczęła postępować, a źrebię wysuwało się etapowo, aż zostały do wyciągnięcia jedynie biodra i tylne nogi, pozornie prosta sprawa.
- Jeszcze tylko dwa razy Caraxes, dasz radę – Szkotka zrobiła hardą minę, próbując użyć więcej siły niż była w stanie, przy nadchodzącym skurczu Zaparła się nogami o słomę i pociągnęła przody źrebięcia, niespodziewanie upadając na ziemię. W pierwszej chwili widziała mroczki przed oczami, przyćmiona natężeniem upadku, ale zaraz zorientowała się, że na jej ciele leży coś dużego, ciężkiego i zgoła oślizgłego.
Uśmiech i wzruszenie, radość i płacz, to teraz zawitało na twarz panny Despenser w całej okazałości. Rozerwała błonę na pysku źrebięcia, pozwalając mu wziąć oddech, udrażniając nos i gardło, by ulżyć młodzikowi. Gdy zaczął oddychać, przesunęła z pomocą drobne, choć i tak wyraźnie wyrośnięte ciałko na słomę i zaczęli je pocierać, by oczyścić, nim matka zacznie robić to sama. Oddychał, to było najważniejsze.
Gdy źrebię zaczęło się kiwać, wszyscy wyszli z boksu, pozwalając naturze działać. Mieli tak spędzić resztę nocy – obserwując nowego członka stada, nową nadzieję hodowli, nowe pokolenie w dobytku Despenserów.

/zt.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : 13
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Stajnia Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Stajnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach