Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Shrewsbury
AutorWiadomość

Shrewsbury

Shrewsbury, obecnie tętniące życiem miasteczko, to jedno z najstarszych ludzkich siedlisk w Shropshire. Siedziba znana starożytnym jako Scrobbesburh - fort w krzewach, dała nazwę zarówno miastu, jak i samemu hrabstwu. Niedaleko znajduje się wioska Wroxeter, jedna ze stolic okupujących Wielką Brytanię Rzymian, którym zdarzało się ukradkiem współpracować z okolicznymi druidami i czarodziejami. We wczesnym średniowieczu samo Shrewsbury stało się miejscem walk Walijczyków i Anglików. Ostatecznie wojnę o te ziemie wygrali ci drudzy, a miasteczko przeszło pod wpływy lordów Avery. Ci rządzili tutaj żelazną ręką i ukrywali przed mugolami rzymskie ruiny, domy czarodziejów, oraz piękną architekturę. Dumnym lordom na rękę była obecność poległych w dawnych wojnach duchów — te zadomowiły się w mieście, roztaczając wkoło posępną aurę i zniechęcając niemagicznych do osiedlania się w Shrewsbury. Dlatego, pomimo długiej historii, pozostało niewielkim miasteczkiem o pięknej architekturze i bujnych krzewach, pięknie kwitnących wiosną. Po wybuchu wojny ze Shrewsbury zniknęły ślady mogolskiej obecności, coraz chętniej osiedlają się tu czarodzieje, duchy ucichły, a te bardziej złośliwe zostały przepędzone. Plac targowy tętni życiem, a do cichego niegdyś miasta coraz częściej przyjeżdżają handlarze ingrediencjami, świstoklikami i talizmanami, wiedząc, że znajdą tutaj wpływowych klientów.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Shrewsbury Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

12.03

Znał to miasto na pamięć. Chodził na dni targowe wraz z rodzicami, pan ojciec kupował tutaj wszystkie księgi, jakie wpadły mu w ręce, pani matka z zachwytem chodziła po florystach (nawet, o zgrozo, mugolskej ekscentryczki, która nie bała się poltergeistów - gdy ojciec spuścił ją z oczu), a Cornelius wraz z Solasem biegali wśród krętych uliczek i nawoływali duchów. Septimus uczył go tutaj uśmiechania się do dziewcząt tym uśmiechem nonszalanckiego artysty, a potem klepnął w tyłek Robertę Runcorn i musieli uciekać.
Przez ostatnie kilka miesięcy wiele się zmieniło, choć historyczne budynki pozostały te same. Niektóre nie były już po prostu skryte za zaklęciami, ukrywającymi je przed mugolami. Nie było już mugoli. Nigdy nie osiedlali się tutaj chętnie, ale teraz można było odrzucić wszelkie pozory. Na zaproszenie władców tych ziem, ministerialni łowcy duchów przepędzili te bardziej agresywne, a Cornelius osobiście zadbał o to, by rozreklamować Shrewsbury jako przystanek handlowy dla przedsiębiorców w Londynie.
Dzisiaj w mieście miał się odbyć pierwszy od wieków w pełni czarodziejski dzień targowy. Od rana na ulicach błyskały zaklęcia, nikt nie przejmował się już ani iluzjami ani niemagicznym rozstawianiem straganów. Policja kręciła się przy głównym placu, na którym zbudowano drewnianą scenę. Cornelius dawno nie przemawiał na małomiasteczkowych jarmarkach, ale dzisiejszego wydarzenia nie traktował w kategoriach chałtury, którą odstawiłby gdziekolwiek indziej. Powracał do rodzinnych stron, by opiewać triumfy wojny w Shropshire, a u boku miał gwiazdę estrady. Shrewsbury powróci dziś do średniowiecznego rytmu comiesięcznych targów, ale to on, Rzecznik Ministerstwa Magii i syn tej ziemi, wytyczy ten rytm. Wśród dźwięków patriotycznej piosenki i płomiennej przemowy.
Prowadził Valerie pod rękę, zachowując pozory oficjalnej relacji pomiędzy politykiem i jego gwiazdą. Ilekroć krzyżowali spojrzenia, po ustach błąkał się lekki uśmiech, a w oczach tliło wspomnienie wspólnej nocy.
-Wyspana? - szepnął jej do ucha, pozwalając by kosmyk jasnych włosów załaskotał go w nos. Dobrze, że zaprosił ją do domu przedwczoraj, nie wczoraj.
Gdy zbliżyli się do sceny, Cornelius wyprostował się i wygładził czarną szatę. Powitał policjantów skinieniem głowy i promiennym uśmiechem, który utrzymywał się na jego twarzy, gdy podał Valerie dłoń aby mogła wygodnie wejść na scenę.
-Sonorus. - skierował różdżkę na siebie zanim podążył za Valerie i odchrząknął nerwowo, czując, że zaklęcie nie zadziałało. Po kilku próbach rzucił je w końcu perfekcyjnie, zbyt dumny by poprosić o pomoc policjanta. Zmył z twarzy wyraz zażenowania i z triumfalnym uśmiechem wszedł na scenę, dołączając do skrytej za kulisami Valerie. Zerknął na nią kontrolnie - czy też potrzebowała wzmocnienia głosu? Chyba nie, trenowała przecież... emisję, tak?
Machnięcie różdżki, ściśnięcie dłoni narzeczonej, opuszczenie dłoni, kilka kroków do przodu, kurtyna uniosła się w górę.
Wydawał się nieco innym człowiekiem - pogodnym i zachwyconym zgromadzonym na placu tłumem, ludźmi przewijającymi się wśród straganów i handlarzami, którzy odruchowo skierowali głowy w ich stronę.
-Szanowni państwo, co za piękny poranek w Shrewsbury! - zagrzmiał ze sceny, ciepło i serdecznie. -Jestem Cornelius Sallow z Sallow Coppice, Rzecznik Ministerstwa Magii i syn Shropshire, a towarzyszy mi gwiazda berlińskich i angielskich scen, pani Valerie Vanity! Jej śpiew inauguruje pierwszy dzień targowy w oczyszczonym Shrewsbury, powrót do przedwiecznej tradycji, gdy do miasta nie miał wstępu żaden niemagiczny - a strzegły nas nie duchy, a nasze własne różdżki!


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
Family, duty, p o w e r
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Shrewsbury Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155

Powrót do góry Go down

Shrewsbury było naprawdę ciekawym miejscem na mapie całego Shropshire. Vanity nie odwiedzali go często — znacznie bliżej było im do innego miasta targowego, znajdującego się pod bezpośrednią protekcją rodu Avery Ludlow — lecz Valerie pamiętała podekscytowanie, jakie wywoływało w niej słuchanie przy kolacji ojca, który oznajmiał żonie oraz czwórce swoich pociech, że w następnym tygodniu wybierają się właśnie tam, na magiczny targ. Nie zdarzało się to często — ojciec traktował podobne wypady raczej jako formę nagrodzenia swoich domowników; sam wybierał się tam nader często, na tyle ile pozwalał mu jego własny, wypchany występami po brzegi kalendarz. Gdy ten delikatnie się rozluźnił, Valerie zaczęła natomiast uczęszczać do szkoły, przez co jeszcze więcej podobnych okazji przeszło jej koło nosa.
Dzisiejsza wizyta była jednak szczególna. Nie tylko dlatego, że odwiedzała pierwszą od wieków wyłącznie czarodziejską odsłonę dni targowych. Po raz pierwszy znajdowała się tu poniekąd na własnych warunkach, nie pod ciężką kuratelą ojca, lecz znacznie łagodniejszą opieką nieoficjalnego narzeczonego. Opieką, która w dzisiejszym dniu miała nosić wyłącznie ślady łączącego ich profesjonalizmu. Gdyby nie prośba, którą złożyła Corneliusowi dwa dni wcześniej, pewnie nie przyszłoby jej do głowy występowanie w takim miejscu i okolicznościach. Byli jednakże ponad ocenianie scen pod kątem wielkości — satysfakcję potrafili odnajdywać nie tylko na samych szczytach swoich karier, czy to w Ministerstwie, czy na największych i najbardziej prestiżowych deskach tego kraju — dziś chodziło o coś innego.
O sukcesy, o obowiązki względem ojczyzny, o rodzinę.
O moc, o honor, o nieugiętość.
O miłość.
Pozwalała prowadzić się pod rękę, zachowując stosowny odstęp, stosowny dystans. Wszystko w imię wyższego dobra; nie tylko Cornelius odnajdywał dziwną satysfakcję w nazywaniu się synem Shropshire, podświadomie analogiczne powiązanie z rodzinnym hrabstwem pozwoliło Valerie wytrwać niemal dekadę spędzoną w Berlinie. To poczucie obowiązku sprawiało, że odnajdywali jeszcze jedną płaszczyznę, na której mogli się do siebie zbliżyć.
Jeżeli przedwczorajsza noc nie dała rady tego uwypuklić.
— Tak, dziękuję — mam jednak przeczucie, że mogłabym sypiać jeszcze lepiej, gdyby... — A jak pana samopoczucie? — odpowiedziała mu szeptem, uśmiechając się przy tym w sposób mogący przez postronnych zostać odebrany za bezwzględnie uprzejmy. Cornelius jednak zaglądał już w jej oczy, potrafił rozpoznawać prowokujące iskierki, niecierpliwe chochliki. Ale to dobrze, zadowolenie kochanki po wspólnej nocy świadczyło tylko na korzyść kochanka.
Przed ponownym podaniem Corneliusowi dłoni, poświęciła chwilę, by upewnić się, że jej dzisiejszy strój prezentował się odpowiednio. Szata, którą na siebie przywdziała była pokłosiem ostatnich zakupów z Amelią; materiał damskiej szaty (współgrający stylistycznie zaskakująco dobrze z tą, którą miał na sobie Cornelius) był koloru ciemnego, przygaszonego bordo. W bardziej skąpym świetle z powodzeniem wydawałby się czarny. Szata była odpowiednio taliowana tak, by podkreślać kształtną sylwetkę śpiewaczki, a jednocześnie nie przeszkadzać w swobodnej emisji głosu.
Gdy w jego asyście wspięła się na scenę, skierowała różdżkę na siebie. W istocie trenowała emisję głosu, lecz śpiew nie polegał wyłącznie na tym, by zdzierać gardło, starając się dostrzec głośnością do wszystkich zebranych. Opery były budowane specjalnie pod kątem odpowiedniego niesienia dźwięków, na otwartym terenie nie mogła na to liczyć.
Sonorusprzyjemny prąd magii rozlał się po jej ręce, przepłynął przez różdżkę, a Valerie wiedziała, że zaklęcie będzie działać odpowiednio. Nie mogła go zawieść.
Gdy przemawiał, pozostawała w stosownym dystansie. Uwielbiała obserwować go w jego żywiole. Od czasu pamiętnego spaceru w ogrodach Preen Manor imponował jej swoim obyciem, doborem słów do okazji i szeroko pojętą charyzmą. Jeżeli dodać do tego siłę charakteru... Artyści uwielbiali takich typów. A Valerie nie była w tym wypadku wyjątkiem. Skłoniła się skromnie w odpowiedzi na przedstawienie, przykładając dłoń dzierżącą różdżkę — kolejny symbol, była przecież czarownicą i w Shropshire nie musiała obawiać się podłych mugoli — do mostka.
— To niesamowity zaszczyt móc wystąpić tutaj, w Shrewsbury. Gdy tylko otrzymałam zaproszenie, wiedziałam, że to właśnie przed państwem, pragnę zaprezentować premierowe wykonanie mojej nowej piosenki. Ku pamięci bohaterów Shropshire — krótkie spojrzenie posłała w kierunku Corneliusa, bowiem to jego sprawką było jej zaangażowanie. Miała nadzieję, że piosenka przypadnie do gustu nie tylko tłumu, ale także i jego.
— Sprawiedliwość zawsze nas prowadziła.
Wśród północnych nizin i południowych wyżyn,
Narodziła się dumna i odważna straż.
Tak długo, jak mamy takich bohaterów,
Wróg nie splami naszych ziem.

Melodia była spokojna, lecz wpadała w radości wysokich rejestrów. Valerie czuła się jak ryba w wodzie, mogąc popisać się ekspresją stonowaną, odpowiednią do wydarzenia, jednakże na tyle nacechowaną pozytywnie, by zaszczepić jego część także w zgromadzonych.
— Tego chcą lordowie i ich lud,
To sprawiedliwość dziejowa.
Narodziła się nowa, młoda siła.
Dziś są nad Severn,
Jutro nikt nie wie gdzie.
Ale wszystko, co jest w Shropshire,
na pewno w nim pozostanie.

Kontynuowała, przyspieszając nieco melodię. Dłoń dalej pozostawała przy sercu, zgodnie z modłą wykonywania piosenek o tematyce patriotycznej.
— Bitwa za bitwą przemijają,
W głębi duszy każda bitwa wciąż jest żywa.
Dopóki mamy takich bohaterów,
Wszyscy będziemy bezpieczni.

To ukłon również w stronę Corneliusa, który słusznie wytknął napotkanym w Preen Manor Bagnoldowi i Morganowi brak aktywnego działania. Chciała, by wszyscy, którzy pragnęli przyczynić się do chwały ich ziem, poszli za śladem bohaterów, których mieli przed sobą, wokół siebie.
— Nawet gdy przeciw nam tysiące,
ojczyzna doda nam sił.
Dopóki mamy takich bohaterów,
Wszyscy będziemy bezpieczni.


you tried to change, didn't you?
closed your mouth more, tried to be softer, prettier, less volatile, less awake. you can't make homes out of human beings. someone should have already told you that.
Valerie Vanity
Valerie Vanity
Zawód : Wschodząca gwiazda czarodziejskiej piosenki
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
delicate in every way but one
OPCM : 6
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759

Powrót do góry Go down

Choć nie przyznał tego jeszcze Valerie na głos, to również czuł się w Shropshire… synem marnotrawnym.
Ją los wygnał do Berlina, w dodatku nie z jej wyboru. Wciąż gotowało się w nim na myśl, że to cholerny romans Septimusa doprowadziły do konundrum z Kruegerami - i na myśl, że to we własnej miłostce Valerie upatruje przyczyn przymusowego ślubu, biorąc na siebie ciężar całej winy. Tak, pozwoliła się uwieść (tak wygodniej było mu o tym myśleć, choć nie miał pojęcia, dlaczego dała się uwieść akurat kalece z tamtego ohydnego domu na posępnym wzgórzu), ale karą za to byłoby małżeństwo, po prostu. Może nawet ze mną. Krueger, brutalny Franz Krueger - to już kara za grzechy Septimusa. Obiecał mu, że nikomu nie powie, ale jak długo mógł ze złoscią rozmyślać o cierpieniu narzeczonej? Powstrzymywała go chyba nie tyle obietnica, co świadomość, jak blisko są ze sobą brat i siostra - i że prawda złamałaby jej serce.
W przeciwieństwie do Valerie, Cornelius sam wybrał swój los. Wyjechał. Karierę budował w Londynie, nie na dworze Averych. W przypływie młodzieńczej głupoty zdradził nawet wszystkie wartości, które reprezentowali panowie Shropshire - poddając się pożądaniu (i czemuś więcej) do mugolki. Do kogoś, kogo niekrępujący się w wyrażaniu swoich poglądow Avery, jawnie uważali za istotę gorszą od czarodziejów. W dodatku spłodził dziecko, rozcieńczając czystą krew i przekazując magiczne talenty potomstwu szlamy. Dopiero niedawno - gdy Marcelius groził na promenadzie własnemu ojcu i mozolnie budowanej karierze - uświadomił sobie, jak niebezpieczna jest magia w niewłaściwych rękach. Choć nie traktował idei Czarnego Pana tak poważnie jak inni jego sojusznicy, w wojnie upatrując przede wszystkim obrania zwycięskiej strony i okazji na wspięcie się na szczyt, to może Lord Voldemort miał rację - do wielkości, do magii, przeznaczeni byli jedynie nieliczni.
Na pewno nie akrobaci.
Tak czy siak, ten problem był już rozwiązany. Nikt się o nim nie dowie. To nie młodzieńczy romans budził teraz w Corneliusie wyrzuty sumienia, a fakt, że po śmierci Solasa rozluźnił - nie do końca z własnego wyboru - więzy z rodzinnym hrabstwem. Ojciec nie chciał mieć z nim nic do czynienia, matka zwariowała, Cornelius przestał więc bywać w Sallow Coppice i podróżował do rodzinnych stron (szczególnie po uciążliwej blokadzie teleportacji w Londynie) jedynie w ważnych sprawach, na wezwanie lorda Avery na przykład. Teraz, gdy wybuchła wojna, zamierzał odpokutować to zaniedbanie i pokazywać się tu częściej, korzystając z własnej rozpoznawalności. Zadbać o patriotyczne nastroje mieszkańców, bowiem jak przekonał się w Preen Manor, nie każdy czystokrwisty czarodziej ze Shropshire pożytkował energię na sprawy pożyteczne. Wypędzić stąd szlamy, wcielić w życie wszystkie ideały Averych, uczynić magię jawną i celebrowaną, przywrócić miasteczkom dawną świetność. Precz z iluzjami, z duchami i ostrożnością - Shrewsbury miało dziś zając swoje należne miejsce jako jedno z czarodziejskich centrów hrabstwa, miejsce spotkań kupców z całej Anglii, tętniące życiem i wszelkimi usługami - od magicznych szat po cenne ingrediencje.
-Doskonale, dziękuję. - przerwał toczący się w głowie monolog patriotycznych myśli, by odwzajemnić spojrzenie Valerie. Uśmiechnął się równie uprzejmie i przyzwoicie jak ona, ale lekkie drgnięcie kącików ust zdradzało szczerość i czułość tego gestu.
Valerie rzuciła zaklęcie już na scenie - zanotował w pamięci, że wystarczyła jej tylko jedna próba. Spyta ją później, czy zna się na transmutacji lepiej od niego.
Odsunął się o krok, by uwaga tłumu skupiła się tylko na Valerie. Na jej głosie. Nigdy jeszcze nie stał przy niej na scenie, obserwował ją tylko z publiczności. Gdyby towarzyszył jakiejkolwiek innej artystce, pilnowałby wymuszonego zachwytu na własnej twarzy, świadom, że musi dać przykład publiczności. Teraz nie musiał jednak udawać - Valerie była profesjonalistką w każdym calu, na scenie była czarująca, zakochał się chyba w jej prezencji i ciele jeszcze podczas berlińskich koncertów. Najpierw w tym, a potem, w tym, co zdradzała już tylko jemu, nie publiczności - stalowym charakterze, czułym spojrzeniu, słodkich pocałunkach.
Piosenka doskonale wpasowywała się w jego oczekiwania, poprosił zresztą Valerie aby pokazała mu pierwsze wersje tekstu i poczynił kilka uwag. Mile podłechtało jego dumę, że uwzględniła (nawet bez jego sugestii) rzekę Severn, miejsce odbite rebeliantom przez jego skromną osobę. Tekst tekstem, ale dopiero na scenie kompozycja wybrzmiała w pełni - optymistycznie, ze spokojną mocą, niosąc zapał i nadzieję. Choć nie znał się na muzyce, na technikaliach kompozycji, gamach i rejestrach, to znał się na emocjach - a w śpiewie Valerie wyczuwał te, które chciał dziś przekazać mieszkańcom rodzinnego hrabstwa.
-Brava! - zaklaskał jako jeden z pierwszych, gdy melodia umilkła - zarazem dając publiczności sygnał do krótkich oklasków. Nim nadmiernie się rozwlekły, wystąpił do przodu.
-Rzeka Severn należy do nas i tak pozostanie - ale niech to nie uśpi naszej czujności, bracia i siostry. Jesienią rebelianci podnieśli rękę na nasze ziemie, urządzili kryjówkę przy naszej rzece. Nie przegnała ich stamtąd zima, choć mroźna i surowa - zrobiłem to ja wraz z innymi odważnymi czarodziejami. Zniknęli w blasku zaklęć i piorunów, ale zagrożenie nie śpi. Cieszmy się dziś tym, że możemy świętować dzień targowy, podziwiać wyroby czarodziejskich rzemieślników i jawnie korzystać z magii - i pamiętajmy, że to zasługa naszych lordów. Panowie Avery od wieków wierzyli w słuszność idei, w które uwierzyła już cała Anglia - czystość krwi, magia, odwaga. Zero tolerancji dla słabości, dla szlam - był w Shropshire, na ziemiach najbardziej nienawistnej ze szlacheckich rodzin, musiał używać tutaj takich słów aby trafić w gusta patriotów - -i ich sympatyków. Pierwszy kwietnia rozpoczął Noc Oczyszczenia w Londynie. Przed rocznicą tego wydarzenia, oczyśćmy Shropshire całkowicie. - wzniósł do góry zaciśniętą pięść, zagrzewając obywateli do walki. Mugole mieli czas opuścić hrabstwo, ale wciąż kryły się tutaj nieliczne niedobitki. Najpierw Shropshire, potem cała Anglia - jeśli mieli przekonać obywateli do walki na froncie, musieli najpierw zadbać o bezpieczeństwo w domu. -Jako Rzecznik Ministerstwa Magii, przypominam, że szmalcownicy są u nas zawsze mile widziani i godziwie opłacani. - dodał z zachęcającym uśmiechem, opuszczając dłoń.
-Niech na ich cześć rozbrzmi pieśń wojenna. - skłonił się lekko, nie przedłużając zbytnio swojego interludium. Zerknął na Valerie, a choć na twarzy wciąż miał maskę dla publiki, to w jego spojrzeniu mogła rozpoznać pewną łagodność. Wiedział, że nie chciała słuchać o pogromie niemagicznych, ale chodziło o bezpieczeństwo ich domu, tak trzeba. Pieśń zaś nie miała mówić o obecnym rozlewie krwi (sztuka nie powinna być tak drastyczna), a gloryfikować przedwieczne bitwy, toczone przez Averych na tych ziemiach.


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
Family, duty, p o w e r
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Shrewsbury Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155

Powrót do góry Go down

Shrewsbury

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach