Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Hiszpania, 1952
AutorWiadomość
Hiszpania, 1952 [odnośnik]02.01.22 22:13
1952, Hiszpania

Dziwaczne, jak nawet powietrze poza granicami państwa potrafiło być inne. Te u wybrzeży Hiszpanii było jednak o wiele bardziej pełne morskiej bryzy, a czasem mogła przysiąc, że wyczuwała nawet smak pomarańczy niesiony od sadów. Piasek był też o wiele bardziej miękki niż ze znanych jej plaż, sprawiając, że krótka wycieczka brzegiem wydawała się o wiele dłuższa, kiedy przesypujące się drobinki czyniły jej krok nieco chwiejnym. Nie przeszkadzało jej to jednak, bo w takich chwilach kochała te momenty samotności, kiedy nie musiała chować się pod cudzą skóra, pozwalając aby rdzawe loki rozwiewała letnia bryza, a kołnierzyk o wiele za dużej koszuli łaskotał szyję i policzek. Zerwała nawet jedną z pomarańczy gdy przechodziła obok drzewa, skórki rzucając ostrożnie gdzieś na boki, nie przejmując się też sokiem, który spływał na jej dłonie. Nie sądziła, że pokocha takie chwile pełne samotności, ale tka właśnie się stało, kiedy słodkie ćwiartki pomarańczy trafiały do jej ust.
Nic co dobre nie trwa jednak wiecznie, i chociaż wiedziała, że powinna właśnie zawrócić, kątem oka zwróciła uwagę na błysk w okolicy. Odruchowo przygarbiła się, nie wiedząc, co to w zasadzie było, ale doskonale wiedziała, że nie mogła od tak teraz odejść i zawrócić, aby nikt nie zwracał na nią uwagi. A jednak, była tutaj, a jej charakter przypominał ten ciekawskiego zwierzęcia który potrzebował znalezienia czegoś do zabawy, nie zamierzając odpuszczać. Czy teraz więc Lavinia miała zadecydować się na podejście w nieznajomy teren? Oczywiście, że tak.
Sunęła ostrożnie, nie mając nawet najmniejszego pojęcia, czy właśnie powinna zrobić coś jeszcze, czy może sięgnąć już od razu po różdżkę. Wycierając dłonie z soku, zbliżyła się do linii drzew, nasłuchując, jak coś zbliżało się w jej stronę – i w momencie, kiedy wyszła zza pomarańczowego drzewka (no może w sumie raczej drzewa, bo było już całkiem spore), wpadła na tego ktosia który biegł w jej kierunku. Od razu uniosła różdżkę, próbując przyjrzeć się osobie na którą wpadła, chociaż w ciemnościach nie było to najłatwiejsze. Rysy wydawały się jednak znajome, a postawa przypominała jej nieco czasy szkolne…
- Travers. – Spojrzała na niego, nie mając pojęcia, co dokładnie tu robił w tej chwili i w sumie czemu. I niekoniecznie ciesząc się na jego obecność. Zwłaszcza, że usłyszała również coś za nimi, tak jakby…ktoś się zbliżał.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Hiszpania, 1952 [odnośnik]08.01.22 1:34
Bagaż doświadczeń wtedy nader nie obciążał barków młodego lorda, który na braterskim okręcie pływał zaledwie od pięciu lat. Dość długich i intensywnych, trzeba przyznać - wszak nie tylko przez nepotyzm stał się Pierwszym Szalonej Selmy; miał zaiste wiele okazji, by dowieść, że talent do żeglugi płynął w jego krwi. Była to jedna z pierwszych samodzielnych wypraw Rodachana w odległe terytoria. Manannan powierzył mu swoją łajbę, pokładając wiarę w zdolności młodszego brata, który po wielokroć dowiódł swej wartości. Choć daleki był do uzyskania kapitańskich papierów, to właśnie dzięki zaufaniu mógł rozwijać swoje pasje, obejmując komendę nad załogą w tej szalonej gonitwie za skarbem i mitem.
W słonecznej Hiszpanii poszukiwał skarbów nikłej wartości materialnej. Spisane na płótnie pozostałości starożytnych Basków miały znaczenie historyczne dla obeznanego mitologa, który poszukiwał materiałów źródłowych do pracy nad historyczną księgą o przekładzie regionalnych wierzeń na czarodziejski świat. Nie mógł jednak poświęcić tylu tygodni w podróży, nie zwożąc do domu licznych łupów i pamiątek, z których utrzymywała się załoga Szalonej Selmy. Pech chciał, że na obcym lądzie nie był jedynym drapieżnikiem i niemal otarł się o śmierć, padając ofiarą agresji ze strony lokalnej pirackiej bandy.
Pogoń trwała od dłuższej chwili. Ciskające w niego zaklęcia uszkodziły lewy bark i znacznie utrudniły ucieczkę, lecz magiczne zdolności tuszowania śladów pozwoliły choć na chwilę zgubić pościg. Jego ludzie już dawno zostali pojmani; był jedynym zbiegiem z wrogiego obozu, świadom, jak niewiele czasu zostało mu na uratowanie załogi i braterskiego okrętu. Nie miał żadnego planu, lecz talenty transmutacyjne poszerzały wachlarz sprytnych rozwiązań, dzięki którym miał szansę bezkrwawo uwolnić swoich ludzi, z których pomocą wyrżnąłby sobie drogę ucieczki. Teraz jednak czuł na plecach oddech śmierci, bo wroga banda wciąż była blisko - i choć nie wiedziała jeszcze, gdzie się znajdował, demaskacja była kwestią czasu. Musiał znaleźć kryjówkę i opracować skuteczny plan.
Ku zaskoczeniu, kiedy tak biegł pośród drzew z różdżką w dłoni, zatrzymał się błyskawicznie, gdy dostrzegł przed sobą kobietę - z początku myślał, że lokalną. Wymierzył w nią różdżką, tedy dostrzegł znajomą twarz; chwila, czy to nie była Lavinia?
- Na krakenią maciorę, współpracujesz z nimi? - wydyszał, nie spuszczając z niej różdżki, jakby obawiając się, że pamiętliwa szkolna ofiara wykorzysta jego kryzys, by odegrać się za te wszystkie przytyki i przemoc. Wyglądała na skonfundowaną, jakby zupełnie nie rozumiała, o czym mówił, więc założył, że ona również nie chciałaby się z nimi konfrontować. - Tu nie jest bezpiecznie. Nie interesuje mnie, jak pechowy splot zdarzeń sprowadził Cię na moją ścieżkę, nie chcesz tutaj zostać - Tobie także dobiorą się do skóry. - powoli spuścił z niej różdżkę, jakby w geście dobrej woli i przylgnął do drzewa, za którym mógł się skryć, gestem dłoni sugerując podobny ruch, a palec na ustach sugerował zachowanie ciszy.
Rodachan Travers
Zawód : Kapitan Zemsty Kruka Padlinożercy
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5/65
SPRAWNOŚĆ : 15/5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10852-rodachan-travers https://www.morsmordre.net/t10900-badb-catha#332054 https://www.morsmordre.net/t10903-w-ciemnej-grocie-blyszczy-skarb https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10902-skrytka-bankowa-nr-2382#332058 https://www.morsmordre.net/t10901-rodachan-travers
Re: Hiszpania, 1952 [odnośnik]06.02.22 23:03
Obiecana wolność nie była do końca tym, co sobie wymarzyła. Ciężko było powiedzieć, aby miała jakiekolwiek wymagania albo oczekiwania, wiedząc jedynie, że bycie mężczyzną naprawdę sporo zmienia. I ułatwia. Nie musiała martwić się, że ktoś, widząc ją w tej „gorszej” dzielnicy postanowi napaść ją aby wykorzystać ją w zaułku, mogła jedynie przejmować się tymi, którzy chcieli napaść ją i zabrać jej pieniądze (na szczęście po jej wyglądzie można było spokojnie stwierdzić, że nie posiadała absolutnie żadnych). Nie musiała martwić się, że cudze ręce złapią ją tam, gdzie nie powinny, a ona nie będzie mogła zareagować. Że czegoś jej odmówią, zepchną ją na stronę albo będą udawać, że to nie jest prawda, bo była kobietą.
A jednocześnie ciężar strefy, w której była, dalej pozostawiał ją w tej samej sytuacji. Nie urodziła się szlachciurę, który nawet jakby wypiął się na swoje obowiązki, wciąż by dostawał wszystko podane na złotej tacy. Urodziła się tą, na których tacy ludzie żerowali, nie mając żadnych oporów przed tym że zgnieść takie osoby i wdeptać je w ziemię, chociaż i ich przodkowie żarli z misek jak psy i srali pod siebie jak wszyscy. Nie zależało jej na tym, żeby być bogatą, nie miała ambicji do mieszkania w pałacach, a wystarczyłoby jej do szczęścia po prostu trwanie przy kimś, kto ją wspierał. W zamian za to harowała ciężej, musiała się ukrywać i obserwowała, jak nagradzani są ludzie tylko za to, że istnieli.
Teraz właśnie patrzyła na człowieka, któremu miała ochotę głównie ukręcić kark. Nie umiałaby tego najpewniej zrobić od tak, nie gdyby nie był dla niej poważnym zagrożeniem i musiałaby wybrać pomiędzy swoim a jego życiem we wspólnej ich walce, ale to wcale nie zduszało jej uczuć i niechęci. Była jak tygrys, zamknięta w klatce zbyt małej jak dla niej, robiła więc wszystko, by chociaż odrobinę nadgryźć pręty i przecisnąć się na zewnątrz.
- Wsadziłeś głowę do morza na zbyt długo, Travers? – warknęła, mimo wszystko zniżając ton, jakby rzeczywiście jej umysł wyławiał zagrożenie z zewnątrz. Odruchowo odsunęła się parę kroków, nie patrząc jednak na różdżkę Rodachana, nie skupiając się też nawet na tym, że właśnie w nią celował, nieco kuląc się kiedy usłyszała głosy zza drzew. Miała ochotę obnażyć zęby, jak zawsze kiedy tylko przestawała czuć się komfortowo, jednak najwidoczniej jej niezapowiedziane towarzystwo jeszcze nie powiedziało ostatniego słowa.
- O kim ty gadasz? – Uniosła brwi, ale gdy tylko zasygnalizował zachowanie ciszy, sama wsunęła się za drzewo – była dość wysoka jak na kobietę, ale łatwo było odjąć sobie paru centymetrów aby dogodnie schować się i znaleźć schronienie tam, gdzie pierwotnie byłoby ciężko. – Idziesz po swoich ludzi? – Tak założyła, że skoro uciekał, to kierował się do portu aby odnaleźć załogę. Nie miała pojęcia, że jego ludzie zostali złapani, podejrzewała więc, że oboje zwiną się z miejsca i problemu już nie będzie.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Hiszpania, 1952
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach