Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

[SEN] Koszmar różne ma formy
AutorWiadomość
[SEN] Koszmar różne ma formy [odnośnik]08.01.22 14:40
Balansowałam na krawędzi koszmaru i pamięci,
niezdolna rozstrzygnąć, co jest czym.


Minęły nieco ponad dwa lata od dnia ślubu, a pobudka w ciepłej pościeli u Jego boku, nadal pozostawała czymś niewyobrażalnie przyjemnym i wyjątkowym. Wtulając się w męski bok, czując obejmujące ją zaborczo ramiona, wiedziała, że była na swoim miejscu. Tam, gdzie powinna, nigdzie indziej i z nikim innym. Nadchodzący dzień zmusił ją jednak, aby się podnieść i pozostawić go samego na kilka minut. Jego oraz prawie dwuletniego chłopca. Nakładając sukienkę na smukłe ciało i poprawiając włosy, czuła ten przyjemny spokój. W końcu odetchnęła głęboko, zapinając na kostce drobne zapięcie butów i popchnęła zaraz drzwi wozu, by wyjść na dwór. Uniosła wzrok w górę, słońce wisiało już na niebie zapowiadając ładną, bezchmurną pogodę. Dzień był ciepły od początku, te wakacje były idealne pod tak wieloma względami. Tabor stał w okolicy od prawie miesiąca, kolorowe wozy zajmowały całkiem pokaźną powierzchnię, ale okoliczni mieszkańcy nie mieli z nimi problemu. Nie wytykali palcami, nie krzyczeli, jak w innych miejscach. Przyjemna odmiana. Chciała tylko na moment podejść do dwóch wozów zajmowanych przez Vause, przywitać się z siostrą i rodzicami, a później wrócić do siebie, do własnej codzienności. Nie wszystko poszło zgodnie z planem, bo drogę powrotną pokonywała z pokaźnym plecionym koszem wypełnionym jedzeniem. Nie chciała, aby tak było. Była zaradna, mogła sama zadbać o męża i syna. Niestety, kłótnie z rodzicielką były dla niej przegrane za każdym razem i bez względu ile miała lat; dziewięć czy dziewiętnaście, musiała kapitulować.
Przystanęła na moment, by zawiesić spojrzenie na przyjaciółce, która akurat pojawiła się w zasięgu wzroku. Pomachała jej i wciągnęła w krótką rozmowę, bo na więcej żadna nie miała czasu. Nie ruszyła się z miejsca, zauważając kogoś jeszcze, kto był jej równie bliski. Przyjaźnie damsko-męskie ponoć nie miały prawa bytu i prędzej czy później musiały się popsuć. W tym przypadku tak nie było; tu było łatwiej, poprawniej i do bólu zwyczajnie. Posłała mu łagodny uśmiech, który pogłębił się, gdy odwzajemnił ów uniesienie kącików ust. Spieszył się, pewnie znów musiał się czymś zająć i nie chciała mu przeszkadzać. A jednak kiedy mijał ją, łapiąc na moment spojrzenie, poczuła coś dziwnego, czego nie potrafiła nazwać. Jakiś dziwny ciężar w trzewiach i cień tęsknoty.
- James! – zawołała za nim, aby obejrzał się na nią. Widząc pytające spojrzenie, rozchyliła wargi chcąc coś powiedzieć, ale słowa jakby utknęły w gardle. Zmarszczyła lekko brwi, nie kryjąc zmieszania i zaraz pokręciła głową.- Eeee... nic. Przepraszam.- delikatnie skuliła ramiona, by podkreślić przepraszający ton. Sama nie wiedziała czemu go zatrzymała, miał swoje obowiązki z którymi musiał się uporać i własną rodzinę, a ona zabierała mu niepotrzebnie czas.
Wróciła do wozu, odstawiając na bok kosz. Pochyliła się nad dziecięcym łóżeczkiem, by poprawić cienką kołderkę otulającą synka. Spał jeszcze smacznie, dlatego złożyła tylko pocałunek na czole malca i spojrzała w kierunku Ich łóżka, by zaraz podejść bliżej.- Wstawaj śpiochu.- rzuciła pogodnie, ale nie widząc żadnej reakcji, zsunęła z nóg buty i weszła na pościel.- Mam dobre śniadanie, które zmarnuje się, jeśli będziesz spał dalej.- odezwała się znów, siadając obok niego i opierając dłoń na męskim brzuchu okrytym kołdrą. Czym innym mogła go kusić jak dobrym jedzeniem? - No chodź- szepnęła miękko, składając lekki pocałunek na jego policzku i zaraz zatrzymując się tuż przy uchu w które chciała szepnąć coś równie kuszącego. Zawahała się, ale nie wiedziała czemu. Nie miała pojęcia, co jej nie pasowało, lecz coś zdawało się obce i nie na swoim miejscu. Nieznośny niepokój rozlał się po wnętrzu, drażniąc w sposób, którego cały czas nie potrafiła określić. Przeniosła dłoń na pościel tuż obok i wsparła się na ręce, przyglądając mu. Kiedy otworzył oczy, uśmiechnęła się niemrawo, by zaraz wstać i rozłożyć przyniesione jedzenie.-Pójdźmy gdzieś z małym. Później... em... wieczorem.- oparła dłoń na koszu, marszcząc delikatnie nos z niezadowoleniem. Piękny obrazek poranka, zdawał się blednąć.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Im bardziej chcesz,
tym mniej dostajesz
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
[SEN] Koszmar różne ma formy VwFYDiA
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: [SEN] Koszmar różne ma formy [odnośnik]09.01.22 22:27
Zapach w wozie łączył w sobie wszystko co kojarzyło się z domem, swobodą i pewnego rodzaju bezpieczeństwem. Choć czasem wkradało się poczucie nudy, poczucie, że czegoś tutaj brakowało. Że może kobieta, która właśnie siadała na brzegu łóżka, wcale nie była tą jedyną - że może powinna być kimś innym? Nie powinna, była jedyna w swoim rodzaju. Przecież innej by nie poślubił, a jednak coś w tym obrazku nie pasowało. Ciemne włosy, ciemniejsza karnacja, ciemne oczy. Były piękne, nie mógł zaprzeczyć, jednak jakby nie były przeznaczone jemu.
A jednak spokój go ogarniał, pewnego dziwnego rodzaju. Nawet jeśli czuł niepewność.
- Mhmmm.... - mruknął gardłowo, zaraz się przeciągając w pościeli. Odgarnął kołdrę, wciąż jeszcze zaspany, ale szeroko uśmiechnięty. Może nieco rozczochrany, ale nie mógł na nic narzekać.
- Już wstaję, wstaję nooo.. Późno wczoraj wróciłem przecież.. - powiedział, podnosząc się rzeczywiście do siadu, ale wciąż absolutnie nieprzytomny. Zawsze wydawał się być gdzieś nieobecny, myślami oddalony - chociaż może najczęściej w kierunku gadziów? Może gdzieś jeszcze dalej. - Spacer? A może nad wodę? Jest niedaleko taki strumień, bardzo przyjemny, nie wiem czy widziałaś już... O, możemy zabrać też Jamesa, co o tym myślisz? Może wybiorą się z nami tak grupą, wiesz, raźniej? Dzisiaj chyba pomaga przy koniach tylko do południa...
Chociaż po chwili, jakby nigdy nic rzeczywiście siedzieli przy stole, a Thomas już ubrany, choć w pełni rozczochrany, zagadując ich syna z uśmiechem. Zafascynowanego wyraźnie nową zabawką w postaci jednej z bransoletek Eve, które gdzieś złapał wszędobylską rączką.
- Oddasz mamie? Chodź, no śmiało... - rzucił, próbując chłopcu zabrać przedmiot, a jednak kiedy to nie zadziałało, zaraz Thomas wyciągnął się do swojej harmonijki, sięgając po nią. Z pewnością zawsze, kiedy grał, nie było to nieprzyjemnym doznaniem - choć w nieodpowiednim nastroju instrument mógł być drażniący.
Ale teraz dźwięki harmonijki nie brzmiały jak ona - były bardziej niepokojące i wyjęte z kontekstu, momentami wydawały się przypominać skrzypce, a momentami były ostre i nieprzyjemne, jakby chcąc ostrzec i zwrócić na siebie uwagę. Ale Thomas się uśmiechał i kiwał żwawo w rytm, zerkając na małego Doe wesoło, chociaż może to on się właśnie zgrywał? Udawał, że wszystko było w porządku - że wszystko szło dobrze, nawet kiedy tak nie było. Zbywał problemy lekką ręką, nie martwiąc się tym co przyniesie przyszłość. Choć może powinien zacząć?
A jednak ich syn się cieszył, chętnie oddając mamie bransoletkę i zaraz wesoło klaszcząc w swoje dłonie w rytm melodii, zupełnie jakby nie dostrzegał niepokojącego zabarwienia dźwięków - jakby wszystko było na swoim miejscu. Dziwne uczucie, że coś było nie w porządku, nie opuszczało pomieszczenia, a melodia wydawała się je w pełni wypełniać i przytłaczać.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
[SEN] Koszmar różne ma formy AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: [SEN] Koszmar różne ma formy [odnośnik]10.01.22 1:26
Przyglądała mu się, gdy niechętnie podnosił się z łóżka, by później więcej uwagi poświęcić dziecku. Biorąc malca na ręce, zerknęła raz jeszcze w kierunku męża. Coś wisiało w powietrzu, ciężko osiadając na barkach, mimo że uśmiech ciągle unosił kąciki jej ust. Pozwoliła synowi zdjąć ze swojego nadgarstka bransoletkę, by chwilę zajął się czymś, a ona mogła uporządkować myśli i odegnać przeczycie oderwania od codzienności.
- Widziałam. Mówiłam ci, że byłam tam dwa dni temu z małym.- odparła, by lekko pokręcić głową.- Znów nie słuchasz...Jamie. Zawahała się, gdy na języku zagrało nie to imię, co powinno. W myślach zabrzmiało tak naturalnie i swobodnie, jakby powtarzała je wielokrotnie.- ... Tommy.- dodała, spoglądając na niego ponad stołem.- Możemy, zawsze lepiej, abyśmy byli w grupie. Skoro chcesz zabrać brata to i Sheilę. Myślę, że nacieszyła się już mężem.- nuta rozbawienia wkradła się do głosu, kiedy wspomniała szwagierkę, która od ledwie paru tygodni mogła cieszyć się byciem żoną. Pamiętała te początki, pierwsze dni i tygodnie, gdy nowa codzienność wkradała się do rutyny dnia.
Obserwowała z rozbawieniem, kiedy Thomas próbował przekonać ich syna, aby przestał bawić się bransoletką. Spoważniała, dopiero gdy zaczął grać na harmonijce. Przywykła do przyjemnych melodii, dlatego teraz czuła, jakby każdy dźwięk ocierał się nieprzyjemnie o skórę. Echo skrzypiec nabierało na sile podobnie jak potęgujący się niepokój. Miała wrażenie, jakby niewidzialny smyczek ślizgał się po każdym nerwie w jej ciele, sprawiał ból i wzbudzał niezrozumiałą tęsknotę. Milczała, wpatrzona w męża i malca, klaszczącego do muzyki. Nie wymagała wiele od dziecka, ale czy tego nie słyszał? Brzydka melodia nie docierała do dziecięcych uszu?
- Przestań.- rzuciła ostro, odchylając się odrobinę, jakby chciała uciec od tego dźwięku.- Przestań grać.- dodała zaraz, podnosząc się gwałtownie. Nie mogła zrozumieć, nie potrafiła pojąć, co miało miejsce.- Zajmij się jedzeniem, Tommy.- poprosiła delikatniej. Wzięła syna na ręce, gdy zaczął płakać, ale również, żeby nie przeszkadzał już swojemu ojcu. Uśmiechnęła się lekko, składając pocałunek na czole dziecka i wyszła z wozu. Potrzebowała powietrza, musiała zachłysnąć się nim, by uspokoić szaleńczo bijące serce. Unosząc spojrzenie na niebo, nuciła pod nosem starą cygańską piosenkę, zerkając zaraz na synka i oglądając się przez ramię na męża.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Im bardziej chcesz,
tym mniej dostajesz
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
[SEN] Koszmar różne ma formy VwFYDiA
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: [SEN] Koszmar różne ma formy [odnośnik]10.01.22 2:19
Podniósł na nią wzrok jakby w oczekiwaniu, kiedy się zawahała. Wpatrywał się w nią, samemu nie wiedząc nawet na co czekał. Jakby jego imię w jej ustach brzmiało... Źle? Jakby był pewny, że zaraz ładnie zupełnie inne, nie jego. I że tak powinno być.
Ale na upomnienie, uśmiechnął się jedynie. Szeroko i radośnie, jakby jego obawy zniknęły. Wszystko było w porządku, nie miał się czym przejmować.
- Tak, w grupie będzie raźniej, kiedy.... - zawahał się, chcąc wspomnieć imię. Jeanie? Kerry? Nie był pewny, może miał na myśli Marcela? Steffena? Castora, Aidana... Kogo miał na myśli?!
- ...słońce mocniej przygrzeje to trochę się ochlodzimy - zmienił temat płynnie, wciąż z uśmiechem. Zawsze tak robił, zawsze udawał i kręcił do takiego stopnia, że można było podejrzewać każde jego słowo o bycie narzędziem manipulacji. Nawet teraz.
Chociaż nie zrozumiał w ogóle, kiedy padło żądanie, aby przerwał grę. Odjął harmonijkę od ust bez większego zrozumienia, odkładając ją już po chwili na miejsce, choć całkiem niepewnie.
Ułożył usta do zawołania do żony, czymś przyjemnym i zdrobniałym, czymś co mogłoby poprawić jej humor, ale jedyne co opuściło jego słowa było:
- Ej... Eve, wszystko w porządku? - zapytał, mimo wszystko już po chwili skupiając się rzeczywiście na jedzeniu. Ale zerkał w jej kierunku bez zrozumienia, jakby jej obraz miał mu dać jakąś odpowiedź na... Na właściwie na co?
I mimo, że nie grał już na harmonijce, ta wydawała się nie przestawać wydawać dzianych dźwięków. Nie była ruszana, nikt na niej nie grał, a mimo to wydawała dźwięki. I stawała się jakby większa, leżąc na stole obok ręki Thomasa, który znowu zdawał się tego nie dostrzegać.
Za to piękna pogoda i wręcz bezchmurne niebo zaczynało przybiersx szarawe odcienie, a później coraz to intensywniejsze granatu i czerwienie, pomarańcze jakby płomieni. A mimo wszystko nikt zdawał się nie dostrzegać tego. James stał przy konkac, Sheila była zajęta rozwiązaniem prania, a w tłumie innych cyganów wydawało się, że nagle jest zbyt wiele blond głów. Loki, proste, krótkie i długie, jaśniejsze i ciemniejsze, ale wszystkie blond o jasnej cerze.
- Hej, Eve, idziemy nad strumień? - zapytał Thomas, teleportując się obok Eve, choć w ręce nawet nie miał różdżki. Nim dziewczyna zdążyłaby się obejrzeć na ich wóz, nie było go tam. Stali kawałek dalej od powozów, a za nimi szli już Sheila i James z własnymi rodzinami.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
[SEN] Koszmar różne ma formy AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: [SEN] Koszmar różne ma formy [odnośnik]10.01.22 14:41
Przytaknęła mu z wahaniem, kiedy zmienił temat, gdy podobnie jak ona umilkł na moment, by odezwać się zaraz znów. Może w innych okolicznościach, posłałaby mu nieufne spojrzenie, doszukiwała się, że coś ukrywał. Jednak teraz i tu, czuła, że nie powinna. Bała się spytać, tonąc w emocjach i odczuciach, jakie nie miały grama sensu. Gdzie podziała się ta sielanka? Dlaczego nie czuła się już tak dobrze, patrząc na chłopaka, który był jej mężem, którego kochała. Kochała? Musiała, powinna... chyba.
Nie wyjaśniła mu ostrego tonu, nie przeprosiła za zbyt gwałtowną reakcję. Zamiast tego z trudem walczyła z potrzebą ucieczki. Stres narastał, im dłużej słyszała harmonijkę i skrzypce, im bardziej ten drugi instrument rozbrzmiewał w powietrzu.
Milczała, gdy padło pytanie.
Nie, mój ukochany Tommy, nie jest w porządku. Nic nie jest.
Kołysała się delikatnie, próbując uspokoić płaczącego synka i z ulgą przyjmując ciszę, gdy zamilkł. Mimo to nie przestawała nucić cicho, starając się skupić na tym, a nie tej przeklętej harmonijce. Panikowała, czuła to... tylko dlaczego. Ciemne tęczówki przeskakiwały po wszelkich niepasujących do reszty szczegółach. Kolory na niebie kojarzyły jej się z ogniem i im dłużej wpatrywała się w nie, tym bardziej po głowie kołatało się poczucie straty. Jaka tragedia mogłaby dotknąć ją i jej rodzinę? Odrobinę mocniej zamknęła ramiona wokół dziecka, instynktownie chcąc je chronić.
Drgnęła nerwowo, słysząc głos Thomasa tuż obok. Spojrzała na niego zaskoczona, ale skinęła głową.- Idziemy.- odparła z lekkim uśmiechem, odrobinę wymuszonym. Zdezorientowanie wzięło górę, ale umknęło jej ledwie mrugnięcie później.- Weźmiesz...? – urwała, spoglądając nieco w dół. Nie miała już malca na rękach, dłonie były puste, chociaż przecież dopiero chwilę wcześniej tuliła dziecko.- Co do...- umilkła znów, by zaraz rozejrzeć się i zauważyć tylko więcej zmian. Nie było go i nie było wozu tuż za plecami. Uniosła wzrok na chłopaka, ale nie wydawał się zaniepokojony i może to sprawiło, że po myślach rozlało się wrażenie, że wcale nie musiała szukać. Wsunęła dłoń w dłoń Thomasa, splatając ich palce razem. Zerknęła w kierunku Sheili i Jamesa, patrzyła na ich rodziny, jej męża i jego żonę. Odrealnienie nie ustępowało. Zamrugała, chcąc skupić się i być obecną tu i teraz, lecz wtedy dostrzegła przed nimi strumień, skrząca się wodę. Zacisnęła mocniej palce na dłoni Thomasa, szukając wsparcia w tym dotyku, chociaż nic się przecież nie działo.- Tommy? – odezwała się cicho, podnosząc na niego ciemne spojrzenie.- Chodźmy gdzieś indziej.- poprosiła wręcz szeptem.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Im bardziej chcesz,
tym mniej dostajesz
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
[SEN] Koszmar różne ma formy VwFYDiA
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: [SEN] Koszmar różne ma formy [odnośnik]10.01.22 22:57
Wypierał to z myśli, nie chciał tego zauważyć? Możliwe, że brak odpowiedzi ze strony swojej żony potraktował jako zapewnienie, że wszystko było w porządku. Uśmiechał się, spokojnie i radośnie, a jednak było to tak niepokojące w obliczu tego, że zdawał się nie dostrzegać niebezpieczeństwa ciążącego na niebie. Wszystkie znaki i wybuchy po prostu były przez niego ignorowane - przez wszystkich. Tak nie powinno być, nie powinni tak podchodzić do każdej z tych ostrzegających flag.
A jednak Thomas zupełnie jak gdyby nigdy nic zgodził się wziąć na ręce ich syna, który już po chwili zniknął. Chwycił jej dłoń, prowadząc spokojnie i zaraz ruszając dalej za strumień, kiedy tylko o to poprosiła.
- Jasne, chcesz iść gdzieś dalej? Może do wiśni, rośnie niedaleko? - zapytał, zaraz zerkając jej stronę z uśmiechem. Gdzieś nieopodal za to wybuchł jakby płomień, w lesie. Ale ani Sheila, ani James, ani ich rodziny kawałek dalej zdawały się tego nie dostrzec. Rozmawiali i śmiali się, mieli sielankowy wieczór - czy może popołudnie? - kiedy Thomas ciągnął swoją żonę za dłoń przez strumyk, asystując jej aby przypadkiem nie poślizgnęła się na kamieniach. Nie dało się w nim wyczuć czegoś nie na miejscu, tej troski i zmartwienia. A jednocześnie był cały nie na miejscu. To nie on powinien trzymać jej dłoń.
Zaraz jednak, kawałek dalej, znów musieli przejść przez strumyk. Kolejny wybuch z boku lasu, trzask płonących gałęzi i nagły duszący dym, który po chwili zniknął.
- Jasne, chcesz iść gdzieś dalej? Może do jabłoni, rośnie niedaleko? - powiedział jakby niezrażony, a kiedy Eve się obróciła - znów dojrzała ich rodzinę. James grał na skrzypcach, które bardziej przypominały dźwięki harmonijki. Jego żona tańczyła dość nieporadnie, jej blond loki były tak kontrastowe na tym obrazku - zarówno na ciemnym niebie jak i przy wyglądzie pozostałej części rodziny.
Jednak szli. Przecież odeszli na pewno kawałek już dalej.
A tymczasem pojawił się kolejny strumień.
- Jasne, chcesz iść gdzieś dalej? Może do gruszy, rośnie niedaleko? - znów powiedział Thomas, a po chwili kolejny wybuch nastąpił od strony, z której przyszli; od strony gdzie były ich wozy. Ale nikt nie spojrzał, nikt nie zwrócił uwagi, kiedy to na ziemię zaczęły spadać czarne krople, wsiąkając w ziemię z nieprzyjemny swędem pożaru.
- Jeanie, chcesz iść gdzieś dalej? Może do śliwy, rośnie niedaleko? - znów zapytał, ciągnąc dziewczynę, a on wydawał się być jakiś naturalniejszy. Bardziej ucieszony? Możliwe. O wiele żywszy, o wiele bardziej... spokojny?
Jednak przechodząc przez rzekę obrócił się do Eve, jakby samemu przez moment nie rozumiejąc, na kogo patrzy i dlaczego trzyma ją za dłoń. Jakby to nie jej oczekiwał w tym miejscu. Wpatrywał się w nią przez dłuższy moment jakby próbował przyporządkować gdzieś jej osobę, ale spełzło to na niczym. Z nieco mniejszym zapałem znów powtórzył pytanie:
- Eve, idziemy?



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
[SEN] Koszmar różne ma formy AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: [SEN] Koszmar różne ma formy [odnośnik]14.01.22 23:53
Nadmiar bodźców zaczynał przytłaczać, obojętność Thomasa na to, co działo się na około, budziła niepokój. Jak mógł nie zauważyć tego wszystkiego? Otoczenie było inne, nienaturalne... On był tak samo oderwany od tego, co pamiętała. Czy może jednak nie?
Słysząc pytanie, utkwiła w nim spojrzenie ciemnych oczu i przytaknęła.
- Możemy.- szepnęła niepewnie, odwracając zaraz głowę, kiedy uszy dobiegł wybuch. Wbiła wzrok w płomienie, nieśmiało wychylające się zza drzew, kumulujące gdzieś niedaleko. Dała się pociągnąć za rękę, szła posłusznie za nim, jakby straciła własną wolę. Czuła się coraz bardziej obco, jakby nie miała na około bliskich jej osób, nie miała męża. Przeniosła brązowe tęczówki na Thomasa, swojego męża. Nie, to nie ty. Jimmy... Zadrżała lekko, kiedy myśl rozbrzmiała i niosła ze sobą tylko chłód, który otulił jej ciało. Zerknęła na swoją rękę, widząc gęsią skórkę, która pojawiła się, ale tylko u niej.
- Tommy? Nie jest ci zimno? – spytała z wyraźnym wahaniem, zaciskając mocniej palce na jego dłoni. Przechodząc raz jeszcze przez strumień, przystanęła na moment. To samo, ten sam dźwięk i coś, czego się nie spodziewała. Dym wdzierający się do płuc, lecz znów drażniący jedynie ją. Zakaszlała ciężko, osłaniając usta i nos przedramieniem. Chciała się zatrzymać, stanąć w miejscu, ale nie pozwalał jej na to... ten, który szedł tuż przed nią. Zerknięcie przez ramię, sprawiło, że na moment bezwiednie stawiała kroki.
- Tommy, nie. Stój! – rzuciła, ale i tym razem nie dała rady zatrzymać go w miejscu. Chciała stąd uciec, coraz bardziej walczyła, by wyrwać dłoń z pozornie tylko znajomego uścisku.- Puszczaj.- syknęła moment, przed kolejnym wybuchem, kolejnymi płomieniami i ponownym pytaniem.
- Jeanie? – zamrugała, nie mogąc przez kilka sekund dopasować imienia do kogokolwiek. Brzmiało znajomo i obco równocześnie. Nie należało do niej, ale do kogoś na pewno. Świadomość przyszła moment później, a w oczach błysnęło zaskoczenie.- Thomas, zostaw mnie.- wycedziła ze złością. Wpatrywała się w niego, kiedy stanął tuż przed. Ledwo zarejestrowała fakt, że nagle stali po kolana w wodzie. Nie czuła różnicy temperatury, woda była nijaka, jakby wcale nie istniała...
Zamrugała powoli, słysząc swoje imię.
- Nie.- burknęła, spinając się i wyrywając dłoń z jego uścisku. Uderzyła go dłońmi w klatkę piersiową wrzucając do wody, a samej cofając się. To tylko koszmar... to tylko sen. Była tego coraz mocniej świadoma. Ignorując chłopaka za sobą, obróciła się w kierunku brzegu, chcąc tam iść, właśnie tam.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Im bardziej chcesz,
tym mniej dostajesz
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
[SEN] Koszmar różne ma formy VwFYDiA
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
[SEN] Koszmar różne ma formy
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach