Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Petronica Fenwick
AutorWiadomość
Petronica Fenwick [odnośnik]08.01.22 20:36

Petronica Fenwick

Data urodzenia: 1 I 1939
Nazwisko matki: Fenwick
Miejsce zamieszkania: wybrzeże Tiverton, Devon
Czystość krwi: Czysta ze skazą
Status majątkowy: Ubogi
Zawód: geomantka, początkująca twórczyni świstoklików
Wzrost: sto sześćdziesiąt siedem centymetrów
Waga: pięćdziesiąt cztery kilogramy
Kolor włosów: ciemny brąz
Kolor oczu: ciemnoszare
Znaki szczególne: szlak drobnych piegów biegnący wokół nosa i po policzkach, cielisty pieprzyk przy prawym kąciku ust



Piryt;
gr. pyrites - ‘iskrzący’; pyr - ‘ogień’

Świat na samym początku obszedł się z nią bardzo łaskawie - przyszła na świat z płaczem wieszczącym zdrowie, którego tak życzyli sobie rodzice; obmyto ją czystą wodą i owinięto w miękkie, łagodne dla dziecięcej skóry tkaniny; miała pod dostatkiem jedzenia i picia, a codziennie przebierano ją to w nowe sukienki, kolorem odpowiadającym aktualnemu humorowi mateczki. W rodzinie pieniędzy im nie brakowało, ojciec dbał o nich pod tym względem wyjątkowo mocno, bo jego aspiracje sięgały dalej niż możliwości pierwotnie nadane mu przez jego krew. Była czysta, według powszechnej opinii, zasługiwała więc na równie powszechni szacunek, ale dla niego to wciąż było za mało. Swoje ambicje przelewał na dzieci, na swoje dwie córki, czemu matka, wbrew prawdopodobnie swojemu własnemu sumieniu, była wierna - kiedy rozkazywał, by wróciły do swoich pokojów, matka popychała je porozumiewawczo; gdy chciał, by umilkły, łypała na nie marszcząc przy tym ostrzegawczo pełne wargi. Petrze, bo tak nazywano ją, gdy nie słuchały uszy postronnych i nieznajomych, wydawało się wtedy, że matka jest bardzo potulna względem ojca. Aż za bardzo. Zawsze żyła w jego cieniu, zawsze była na jego skinienie i nakaz, słuchała się go i wypełniała każdą prośbę. Lata później dziewczynka dowiedziała się, że to z powodu jej niedomagania, które nie pozwoliło powić chłopca, jego syna, dziedzica rodu. To sprawiło, że nie chciała go denerwować, nie chciała dać mu choć jednego najmniejszego powodu, by podniósł na nią głos. Ale mimo wszystko - chroniła w ten sposób swoje córki. Choć przed wszystkim uchronić się ich nie dało.
Od początku dopasowywano je do dłoni mężczyzny, który w przyszłości obejmie je i odda z dumą nazwisko - na każdym kroku tłumaczono, jak powinny jeść, stać, siedzieć, oddychać i chodzić; jak powinny się odzywać, jak intonować swój głos w odpowiednich sytuacjach, by nie zostać odebrane jako wywyższające się ani zbyt skromne, każda z tych cech była niepożądana w oczach ich przyszłych wybranków. Uczono je tańca pełnego gracji, bo przecież wśród rodów szlacheckich jest tak popularny i uwielbiany w czasie obleczonych w luksus spędów; uczono je muzyki, literatury i malarstwa, bo przecież wśród dobrze urodzonych inteligencja, lub raczej pewny zasób błahej wiedzy, była tak dobrze postrzegane. Mała Petronica z początku marudziła na te teoretyczne bajania, ale to przecież tak zwyczajne wśród dzieci - przedkładać zabawę ponad czytanie i słuchanie nudnych nauczycieli. Zapał starszej siostry co do nauki dawał jej jednak poczucie, że ten cały elementarz nie może być taki nudny i nie wszystko okazało się sprawiać podobny zawód. Fortepian okazało się być doskonałym przyjacielem - mimo błędów malutkich paluszków, zawsze cierpliwie i z troską pozwalał na kolejne próby, aż te zaczęły przypominać prawdziwe melodie, miast głównie kiksów i krótkich, niezgrabnych etiudek. Polubiła również liczby, bo te zawsze były statyczne, zmieniające się warunki i lata zupełnie ich nie dotyczyły. Na co dzień była małą iskrą przynoszącą lekki powiew świeżości do grona ludzi, dla których obowiązki, odpowiedzialność i zbyt prosty kręgosłup unoszący brodę ku górze, okazywały się często za bardzo obciążające.
Obie, choć obłożone klątwą „nie urodziłam się jako chłopiec”, zdradzały przejawy złotych dzieci - uzdolnionych i sprawnie pochłaniających przekazywaną im wiedzę, a przy tym nie zdradzających oznak nieposłuszeństwa i znających doskonale podstawowe idee wyznawane przez rodziców co do sensowności zachowania czystości krwi i pozbycia się tych, którzy owej zasady się nie trzymali. Były jak piryt. Oszukały wszystkich na tym, jak pięknie wyglądały, w środku kryjąc ziarno, które już niedługo miało wykiełkować.




Baryt;
gr. baryos - ‘ciężki’

Mówiła sobie, że to zaledwie cztery lata. Dwa lata to przecież tak niewiele czasu w porównaniu do tego, ile go już minęło. Bardzo płakała, kiedy machała Ariadnie siedzącej w miękkim fotelu w pociągu wiozącym dzieci wprost do zamku Hogwart. Uporczywie pocieszała się, że nieobecność siostry, jedynej przyjaciółki, to tylko kilka wyjątkowo długich chwil samotności, które przecież muszą mieć kiedyś swój kres.
Dla niej był to ciężar nie do uniesienia.
Okazało się nagle, że bez niej gniew ojca, coraz częstszy, był jak szalejący sztorm, a nie jak podszyta późniejszym śmiechem dziewczynek burza; bała się go, jego ostrej gestykulacji, która niekiedy przypominała powstrzymany w ostatniej chwili raz. Obojętność matki stała się jej największą wadą, której mimo prób nie mogła zmienić - jej uśmiech z dnia na dzień stawał się coraz mniej wyraźny, marniała w oczach, stawała się cieniem samej siebie. Petronica uciekała zatem w słodkie, pocieszające dźwięki fortepianu stojącego w saloniku matki, pozwalając, by miękko zasiadała w swoim ulubionym, noszącym oznaki starzenia fotelu i słuchała, ogrzewała zmysły cichutkimi kołysankami śpiewanymi tysiącem żyłek i kołeczków poruszanych drobnymi paluszkami córki. Uciekała również w książki, szukając w nich obecności Arii, bo ta uwielbiała po nie sięgać, później czytając młodszej siostrze do snu pod ciepłą i szczelną okrywą miękkiego koca albo kołdry, wśród zapachów kwiatów jabłoni i wiśni. Biblioteka, w której tak często przesiadywała siostrzyczka, stała się teraz oazą dla Petry. A w niej - cały regał zasypany traktatami magigeologicznymi i atlasami mineralistycznymi, które trzymano po stryju Timie - wykreślonym z rodu jako jego dumny krewny z niejasnych (według dziadka były bardziej niż jasne) konszachtów z mugolami. Nie powinna była po nie sięgać, zdecydowanie bardziej z powodów pokrewieństwa stryjaszka, niż wzrostu, choć ten też był sporą przeszkodą. Ale dziecięca ciekawość była o wiele silniejsza niż jakieś dorosłe gadanie, więc Petra wyciągnęła w stronę wysokiego regału rączkę, jak do gwiazd, doskonale przecież wiedząc, że to zupełnie bezsensowne. I wtedy obie księgi wyskoczyły z półek jak oszalałe trzmiele, zaraz łagodnie lądując przy małych stópkach i otwierając się na stronach z kolorowymi rycinami minerałów. Były piękne, posiadały przeróżne kształty - od geometrycznych po obłe - i kolory - tych nie mogła nawet zliczyć, choć z liczbami była za pan brat.
Spędziła wtedy nad księgami cały wieczór, aż w końcu usnęła na barwnych ilustracjach, śniąc głęboko o wielkich górach, żłobionych kamieniami rzekach i o skalistych golemach czuwających nad magicznymi stworzeniami. Odnalazła ją guwernantka, przerażona nieobecnością podopiecznej w razie nagłego powrotu państwa Hawthorne. Nie obudziła jej, kiedy zbierała ją z bibliotecznej podłogi, z uwagą przyglądając się dwóm pustym miejscom na najwyższej półce, na których z pewnością musiały mieścić się wcześniej dwie leżące przy dziewczynce księgi. To niemożliwe, żeby weszła po regale, panicznie bała się wysokości, a skoro tak... czyżby w końcu przebudziła się jej magia?
Być może to dlatego ojciec był tak zły na matkę, być może dlatego tak nikła w oczach - nie dość, że urodziła mu dwie córki, to jedna z nich musiała być charłakiem. Gdy się dowiedział, że jednak jego żona nie podarowała mu razem ze swoim posagiem również rodowej hańby, jego gniew zelżał. Bez dobrych perspektyw na przyszłość.




Melilit;
łac. mel - ‘miód’

Petra znów poczuła słodycz życia, gdy w pierwszy dzień rozpoczęcia roku szkolnego ze stołu Krukonów pomachała do niej uśmiechnięta Aria; jeszcze szczęśliwsza była, kiedy Tiara zaprosiła ją na miejsce tuż obok siostry. Były znów razem - bezpieczne i z dala od niepokojącej sylwetki matki i nigdy nieusatysfakcjonowanego ojca. To dało Petrze spokojny umysł, który od samego początku z uwagą słuchał na zajęciach i z chęcią uczył się nowych zaklęć. Ćwiczony od dzieciństwa intelekt chłonął skrzętnie informacje z wielu dziedzin magii, choć nie we wszystkich z nich była wystarczająco dobra, by mogła myśleć o przyszłej karierze łamacza klątw czy aurora, jak co poniektórzy sobie marzyli. Nie brała udziału w pojedynkach, bo to młodej damie nie przystało, ale zdarzało jej się z zaciekawieniem wyciągać brodę ponad ramiona uczniów, gdy jakiś toczył się w jednej z sal. Qudditch natychmiast został spisany na straty, a z lekcji latania została zwolniona, gdy doznała wypadku z powodu lęku wysokości, straciła na miotle przytomność i spadła z gruchotem na ziemię, łamiąc sobie kilka(naście?) kości, co pozwoliło jej na dokładne zbadanie skrzydła szpitalnego wzdłuż i wszerz. Niestety w samotności. Szybko bowiem okazało się, że część uczniów przebywających w Domu Kruka zbyt dobrze kojarzy jej nazwisko z narzekań swoich rodziców i prędko przelali tę samą niechęć na siostry. Ich dziadek potrafił zrażać do siebie ludzi, jego syn - miał podobne upodobania w odmawianiu udzielania specjalistycznej pomocy medycznej czarodziejom o niejasnym pochodzeniu lub traktowaniu ich z okropną wyższością. Niewielu było uczniów rozumiejących, że nie jest swoim ojcem, nie chce nim być i nigdy nie będzie.
Zafascynowały ją numerologia, transmutacja i uroki, z uwagą przysłuchiwała się lekcjom historii magii, nie tylko dlatego, że prowadzone były przez ducha, ale też z powodu poruszania przez niego tematów, które okazywały się być poniekąd jej znane: magiczne przewodnictwo i wydarzenia prowadzące do odkrycia wykorzystywanych do dzisiaj magicznych żył. Poczuła, że księgi stryja to nie tylko błahe bajania, a wiedza wieczna, wciąż aktualna, zapraszająca ją tym gestem tylko do zgłębiania i sięgania dalej, do tworzenia. Po lekcjach często uciekała nad jezioro albo na wrzosowiska, gdzie szukała ciekawych trofeów - kamieni, drobnych minerałów, a czasem i oznak, że gdzieś w pobliżu czają się magiczne wiązki, wiedza ta jednak była jeszcze wciąż za mała, by mogła odpowiednio jej użyć.
Z roku na rok jednak do nauki przykładała się coraz mniej, czytając tylko o tym, co naprawdę ją interesowało - numerologia okazała się bardzo absorbująca, w jakiś sposób ciągnąc za sobą sztukę transmutacji i uroków. Czasy były mroczne i ten mrok czaił się nawet w samym Hogwarcie, dumnie podnosząc morale Ślizgonów, zapraszając gestem szeroko otwartych ramion do odważniejszego gnębienia czarodziejów o innej krwi. Wzbierała w niej złość. Złość bezsilna, bo choć bardzo chciała stanąć w obronie wyśmiewanych i krzywdzonych czarodziejów i czarownic, strach przed sądną ręką i głosem ojca, który o jej wybrykach prędko by się dowiedział, za bardzo trzymały ją w miejscu, zmuszając do bierności. Zawsze miała to sobie za złe.
Egzaminy końcowe zdała, jak się obawiała, z wynikami na pierwszy rzut oka dobrymi, choć na pewno nie wybitnymi. Numerologia, transmutacja, uroki i historia magii poszły jej nad wyraz dobrze, nad nimi skupiała się przecież w ostatnim czasie, ale reszta przedmiotów okazała się ewidentnie tylko Zadowalająca - nie wiedziała, czy dla jej samej, czy jednak wyłącznie dla ojca. Wracała do domu drżąc na całym ciele, mimo uścisku swojej jedynej przyjaciółki, z przerażeniem rozmyślając nad wszystkimi możliwymi scenariuszami gniewu ojca.
Rozkazał jej stawić się wtedy w swoim gabinecie, a gdy zamknęła za sobą drzwi, natychmiast poczuła jak na karku pojawiają się pierwsze dreszcze. Krzyki ojca było słychać na drugim końcu domu, a słowa, jak bardzo był zawiedziony i jak wiele pogrzebała środków na swoją edukację, być może były rozumiane dokładnie i wyraźnie w samej kuchni. To trwało godziny, a ona płakała, zaciskając oczy tak mocno, by nie musieć na niego patrzeć. Do dzisiaj pamięta, jak bardzo te słowa ją raniły, jak wielki chaos po sobie pozostawiły, i jak wielką czuła wściekłość na los, że tak niesprawiedliwie ją potraktował rzucając w rodzinę tak nikczemną. Wybiegła trzaskając za sobą drzwiami, natychmiast kroki podejmując w stronę strychu, wspólnej kryjówki sióstr, gdzie prędko dołączyła do niej Ariadna, chcąc pocieszyć, podnieść na duchu. Powiedziała jej wtedy, że ucieknie, że ma dość, że nie wytrzyma tu ani chwili dłużej. Z tej pełnej złości myśli zrodził się ich wspólny pomysł, powściągnięty nieznośnie mocno przez Arię, ale z obietnicą niedługiego rozwiązania.




Ajschynit;
gr. aeschyne - ‘wstyd’

Zaczęły zbierać pieniądze, jakiekolwiek tylko dostawały - na nowe sukienki, kapelusze i rękawiczki; o nie i tak ojciec nigdy nie pytał, a ich aktualny zasób i tak był zbyt duży, by mógł znać każdy krój i kolor na pamięć. Pakowały najcenniejsze rzeczy w walizki, które pod łóżkiem przykrywały kocami, i starały się nie zwracać na siebie nadmiernej uwagi. Wszystko szło gładko, dziwiły się temu obie, aż w końcu okazało się, że znów coś stanęło na ich drodze ku wolności - pan Hawthorne, z poparciem dziadka, chciał obie siostry szybko wydać za mąż, pozbyć się ich z własnego domu, który i tak doznał już paskudnego uszczerbku na honorze z ich powodu. Każdy z pojawiających się na progu ich domu chłopiec był nową propozycją umowy - tylko w ten sposób Petra potrafiła na nich patrzeć. Jeden był synem wysokiego urzędnika Ministerstwa Magii, ale spotkania z nim wywoływały w niej żywy strach, kiedy mówił o ojcu celowo trującym mugolaków albo bracie wrzucającym eliksiry Garota do domów mugoli, którzy nie uciekli jeszcze z miasta. Następny pluł przy mówieniu, choć twarz rzeczywiście miał gładką i znał cztery języki, a rodzina miała francuskie korzenie i sporo złota w Gringotcie. Kolejni byli do siebie coraz bardziej podobni - tak samo paskudne mieli dusze albo zamiary. Petra coraz bardziej obawiała się, że jeśli nie uciekną w najbliższym czasie, grunt osunie się pod ich stopami. W takich chwilach zwątpienia uciekała w czarno-białą mozaikę dźwięków, rozpraszając melodiami natrętne myśli o ogromnym błędzie i biedzie, jakiej z własnej woli chciały sobie obie napytać. Matka podejrzliwie im się przyglądała w czasie posiłków, przecież za dobrze je znała, ale za mało było w niej animuszu, żeby zapytać, czy coś im czasami nie chodzi po głowach niedobrego. I pewnego dnia nie miała już kogo zapytać.
Za zgodą (własną, choć niebezpośrednią) zostały wydziedziczone, z własnej woli porzuciły dostatnie życie, decydując się na samodzielność od początku do końca. Z ich powodu na rodzinę Hawthorne padł wstyd - wstyd za córki, które ostatecznie okazały się zdrajczyniami własnej krwi. Petra zostawiała dom przerażona do szpiku kości - o siebie, siostrę, matkę, o to, czy będą miały co jeść i co spać, co będą robić? Płakała, mocno zaciskając palce na mokrej od nocnego deszczu dłoni siostry.
Miały siebie. I przyrzekły sobie, że zawsze przy sobie będą.



Fuleryt;
łac. fluere - ‘płynąć’

Lawina późniejszych zdarzeń była wręcz niewiarygodna. Odnalazł je stryjek, ten sam, w którego księgach przed laty tak bardzo zaczytywała się Petra, w treściwym, krótkim liście zapraszając do swojego schronienia w Devon, gdzie czeka na nich suchy kąt i ciepła herbata. Anglię zaczęło pochłaniać widmo głodu, uciekły z domu, a w dodatku tylko jedna z nich przejawiała większe możliwości na rozpoczęcie jakiejkolwiek kariery. Petra, mimo ukończenia edukacji, wciąż nie wiedziała, co ze sobą począć. Stryj w liście zdradził, że ojciec dziewcząt oskarżył go o rzucenie paskudnej klątwy na Merlinowi ducha winne siostry i powtórne znieważenie dobrego imienia rodu. Nie mógł dopuścić (i przede wszystkim nie chciał), by znalazły się w sytuacji jak on przed laty. Bez wahania przystały na jego dobrotliwą propozycję i w lipcu 1957 roku stanęły w progu jego domu trzymając się usilnie za dłonie, jakby tylko one były teraz ich opoką.
Dały sobie nowe nazwisko - Fenwick, panieńskie nazwisko matki - chcąc otworzyć sobie całkiem nową drogę, przetrzeć nowy szlak.
Stryj dał im pokoje, znacznie mniejsze niż poprzednie, ale z ciepłym zapachem rozpalonego blisko pieca; dał łóżka obleczone pierzyną z kurzymi piórami; podarował księgi i swoją wiedzę, wikt i opierunek, choć ubogie, ogromnie doceniane. Petra zainteresowała się tym, czym się zajmował - świstoklikami - z radością i zapałem zaczęła pobierać w tym kierunku u niego nauki. Pomagała mu, podstawy przecież znała, a musiała jakoś na siebie zapracować.

Czuje się jak pisklak wykluwający się z jajka - powoli otwiera skorupkę, niepewnie z niej wygląda na świat dookoła siebie. To wszystko jest inne, nowe, groźne i niebezpieczne, ale dające nadzieję na przyszłość. Na lepszą przyszłość.




Patronus: Jeszcze nie jest zdolna do nadania patronusowi zwierzęcej formy, ale to tylko kwestia czasu, kiedy podejmie się pierwszych prób.

Statystyki
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 51 (rożdżka)
Uroki:104 (rożdżka)
Czarna magia:00
Magia lecznicza:00
Transmutacja:100
Eliksiry:00
Sprawność:20
Zwinność:80
Reszta: 10
Biegłości
JęzykWartośćWydane punkty
angielskiII0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AstronomiaI2
GeomancjaII10
Historia MagiiII10
KłamstwoI2
NumerologiaII10
ONMSI2
Starożytne RunyI2
SpostrzegawczośćII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Savoir-vivreI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Neutralny--
RozpoznawalnośćI-
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I0.5
Muzyka (fortepian)II7
Muzyka (wiedza)I0.5
KrawiectwoI0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
PływanieI0.5
ŁyżwiarstwoI0.5
Taniec balowyI0.5
Taniec klasycznyI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak-0 (+0)
Reszta: 10


Ostatnio zmieniony przez Petronica Fenwick dnia 15.01.22 18:39, w całości zmieniany 5 razy
Petronica Fenwick
Zawód : geomantka, początkująca twórczyni świstoklików
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

when does it get
quiet?

OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10973-petronica-fenwick https://www.morsmordre.net/t11018-przybleda#336834 https://www.morsmordre.net/t10989-dam-ci-cos-cennego#335487 https://www.morsmordre.net/f414-devon-tiverton-dziupla https://www.morsmordre.net/t11095-szuflada-petry#341869 https://www.morsmordre.net/t11023-p-fenwick
Re: Petronica Fenwick [odnośnik]16.01.22 13:49

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam PW lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: William Moore
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Petronica Fenwick Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Petronica Fenwick [odnośnik]16.01.22 13:50


KOMPONENTYKwarc, lapis lazuli;
srebrny gwiezdny pył x2, proszek fiuu;

[17.01.22] - styczeń/marzec
[11.04.22] Kwiecień/czerwiec

BIEGŁOŚCI[10.04.22] Wsiąkiewka (styczeń-marzec); +0,5 PB

HISTORIA ROZWOJU[16.01.22] Karta postaci; -50 PD
[30.01.22] Darmowa zmiana wizerunku
[20.03.22] Spokojnie jak na wojnie: +25PD
[10.04.22] Wsiąkiewka (styczeń-marzec); +30 PD, +0,5 PB
[11.04.22] Zakup świeciorków; -10 PD
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Petronica Fenwick Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Petronica Fenwick
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach