Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Róża i Whisky - Październik 1951
AutorWiadomość
Róża i Whisky - Październik 1951 [odnośnik]12.01.22 19:56
Róża i Whisky - Październik 1951 CarefreeUnlawfulCat-size_restricted

Wierzch rękawa jej szaty był nieco zakurzony od tego, że przeciskała się po szkolnym wieczornym korytarzu, żeby dotrzeć do tego bardzo oddalonego od wieży, a potem wsunąć się do nieużywanej klasy. Zauważyła ślady dopiero teraz, gdy otarła nim twarz. Czuła zmęczenie, ale jednocześnie wiedziała, że nie było szans, żeby teraz odpuściła. Nie bez powodu się tu spotkali.
- Jeszcze raz. - Powiedziała, wyciągając przed siebie różdżkę i mierząc do stojącego naprzeciwko niej chłopaka, chociaż to nie on miał być celem jej zaklęcia. - Co zmieniamy i w co? - Czuła, jak krew buzuje jej szybciej w żyłach, niosąc za sobą szum. Czy to jednak również był szum adrenaliny, czy może miarowa ulewa za oknem. Październikowy chłód pomału wdzierał się do zamku, ciągnąc po łydkach, wspinając się po kręgosłupie, żeby raz po raz, wstrząsać ciała dreszczem. Powinna była pomyśleć, by ubrać się nieco cieplej. Z drugiej jednak strony nie chciała wzbudzać podejrzeń nauczycieli, gdyby ich razem złapano. Nikt nie powinien pomyśleć, że chcieli się wymknąć np. do Zakazanego Lasu.
Calypso miała już 16 lat, a stojący naprzeciwko niej Gryfon był w ostatniej klasie, ale mimo wszystko, w jej oczywiście mniemaniu, nie mogło to wcale oznaczać, że będzie od niej lepszy. Co z tego, że zdążyła poznać więcej zaklęć? Ona całe wakacje ćwiczyła tylko po to, żeby móc dać mu popalić. Co prawda w ostatnim zabiegu okazała się gorsza — nieznacznie, bo nieznacznie, ale jej “diamentowy pierścionek” nie miał jednego z oczek, a w dodatku nie miał tak ładnego połysku, jak ten wyczarowany przez chłopaka.
Oczywiście to nie było tak, że cały czas była gorsza. Miała swoje momenty triumfu, ale nie była pewna, czy on traktował to równie poważnie, co ona. Calypso chciała być najlepsza w transmutacji. Powodów było wiele — chciała, żeby rodzice mogli być dumni z córki. To raz. Dwa, to to, że ta przeklęta wila, Evandra Lestrange, również chciała specjalizować się w transmutacji, a po tym, jak rok temu odbiła Calypso chłopaka, lady Carrow nie umiała jej tego wybaczyć i postanowiła pokonać ją na polu naukowym. Czemu więc to nie z nią, a z młodym lordem z McMillanów rywalizowała teraz w pustej klasie? Cóż... W życiu by tego aż tak bardzo na głos nie przyznała, ale lubiła go. W dziwny sposób to okazywała, ale traktowała go jako przeciwnika jedynie w kwestii transmutacji, ceniąc sobie przy tym sztukę, jaką operował już w szkole. Nie byłaby sobą, gdyby nie uczyła się na własnych i cudzych porażkach.
- Nie podpuszczam cię Quetntinie, ale czegoś mniejszego niż pierścionek już nie wymyślisz. - Dorzuciła, uśmiechając się pomimo zmęczenia. Tak naprawdę oboje powinni być już dawno w swoich dormitoriach, ale najwyraźniej nie tylko ona czerpała przyjemność z tych ich potyczek.
- Chyba że wolisz przerzucić się na obronę przed czarną magią? - Zarumieniony policzek zdradził, że myśl o niewinnym pojedynku wydała się jej równie ekscytująca. Pytanie jednak, czy znajomy był gotów pojedynkować się z dziewczyną. Ostatecznie oboje pochodzili z szanowanych rodzin szlacheckich i obowiązywał ich pewien kodeks zachowań.
Z drugiej jednak strony... Tu zupełnie nikt ich nie widział.



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 5 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Róża i Whisky - Październik 1951 [odnośnik]13.01.22 17:37
Przeciągnąłem się zmęczony, ale zadowolony. Robiło się coraz później i zaczynałem odczuwać, która jest godzina. I już miałem się żegnać, gdy zorientowałem się że została wymierzona we mnie różdżka. No w takiej sytuacji nie mogę wyjść na tego, który się szybciej zmęczył. Na pewno nie przy Calypso!
- Dobrze, ale to ostatni raz. Księżniczki już o tej godzinie powinny spać. - uśmiechnąłem się szeroko. Właściwie nie wiem dokładnie czemu zgadzałem się na te spotkania. Czy chciałem poprawić swoje zdolności. Nie. Na ocenach mi nie zależało. Byle zdać. A póki grałem w Quidditcha ojciec wydawał się nie zauważać moich ocen jakie by nie były. Czy zależało mi na uwadze Calypso. Pf! Nie. To znaczy lubiłem ją i czułem się dobrze w jej towarzystwie, czułem z nią nić porozumienia skoro oboje byliśmy szlachetnej krwi, ale to wszystko. Czy nie chciałem jej dać tej satysfakcji czucia się lepszą ode mnie? Oczywiście, że tak! I mimo, że była młodsza to nie odstawała za bardzo od moich umiejętności, nigdy bym tego nie powiedział na głos. Jeszcze by tu na moich oczach obrosła w piórka. Może kiedyś, jak skończę szkołę i nasze drogi się rozejdą, wreszcie jej to przyznam.
Prychnąłem słysząc wyzwanie i od razu się ożywiłem. - Coś mniejszego? - zastanowiłem się na głos i potarłem brodę. Mi zawsze sprawiały trudność większe rzeczy, ale różni ludzie mają różne upodobania. Może gdy znajdę coś NAPRAWDĘ małego... Rozejrzałem się. Ja nie znajdę nic mniejszego? To patrz to. - Ha! - Powiedziałem tryumfalnie wyrywając dwie, na oko dwu calowe, nitki z mojej szaty. Położyłem je na stole. Prawie ich nie było widać. No dobra to będzie ciekawe. Uniosłem brwi rzucając wzrokiem wyzwanie Calypso - Mówisz i masz. Ty możesz wymyśleć w co mamy to zmienić. - zaplotłem ręce na piersi dumny z siebie, że mniejszej rzeczy bym tu nikt nie znalazł. - Wierze w twoją kreatywność Carrow. - mrugnąłem do niej i oparłem się o stół za mną, przyglądając się uważnie dziewczynie i czekając na jej pomysł.
- Obrona przed czarną magią będzie za głośna. - zmarszczyłem nos z grymasem na ustach. Ostatnie czego mi brakowało to obecności ojca, gdyby nas ktoś przyłapał. Pozatym nie wiedziałem czy przypadkiem nie wie, że jestem słaby w OPCM i nie chce mnie zetrzeć na proch, a tego nigdy bym nie zaryzykował.
Quentin Macmillan
Zawód : Lord, Asystent w Macmillan's firewhisky
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10915-quentin-macmillan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11029-skrytka-bankowa-2392#337704
Re: Róża i Whisky - Październik 1951 [odnośnik]16.01.22 21:52
Wiedziała jak go zmotywować. Czy może raczej, nie do końca umożliwić mu wyjście z sali. Wiedziała, że ambitny chłopak nie odpuści, a może nawet poczuje przyjemny dreszcz na myśl o tym, że jest mierzona w niego różdżka. Ona przynajmniej tak miała. Lubiła odrobinę ryzyka, którego nie było zbyt wiele w szlacheckim życiu. Może on, jako chłopak, miał jeszcze coś z życia. Ona większość czasu się nudziła, gdy nie było w pobliżu braci, którzy mogliby za nią poręczyć i zabrać ją na przejażdżkę, czy też potrenować szermierkę. To wcale nie było tak, że zajęcia typowo kobiece były zupełnie nudne, ale z pewnością każdy przyzna, że nauka gry na instrumencie, zwłaszcza w wieku nastoletnim, nie należała do najbardziej porywających zajęć.
Może dlatego nocna eskapada z młodym lordem wydawała jej się aż nadto ekscytująca. Na jego komentarz machnęła głową, odrzucając gęste włosy z oczu i uśmiechnęła się.
- Spokojnie księżniczko, zaraz wrócisz do swojej wieży. - Odgryzła się. Nie obrażał się, a potrafił odgryźć. Za to go ceniła. Nie był delikatnym chłopczykiem z ego jak jej zastawa porcelanowa. Może dlatego właśnie z nim spędzała tyle czasu? Przecież to nie dlatego, że jej się podobał? Pff. No oczywiście, że nie! Chciała mu jedynie utrzeć nosa. No i się czegoś nauczyć. Wspólnie spędzony czas był jedynie dodatkiem do tego wszystkiego. Za nic by się nie przyznała głośno, że całkiem fajnie wyglądał, jak przeczesywał te ciemno blond włosy. Taka jej mała fanaberia. Tak sobie to przynajmniej tłumaczyła. Bo jej jako lady wypadało mieć różne widzimisię.
Przyglądała się z lekką satysfakcją, gdy próbował wymyślić zadanie, jakiemu oboje mieli stawić czoła. Okazało się jednak, że jak zawsze miał głupie (genialne) pomysły. Nitka z ubrań.
- Taki cwany jesteś Q.? To, co powiesz na to. Zamienimy kolor Twojej szaty na niebieski. No dobra... nitki z szaty. Jeśli mi się uda, to przez tydzień chodzisz z szalikiem Krukonów. - Powiedziała, opierając się dłońmi o stół, naprzeciwko niego, żeby posłać mu spojrzenie zachęcające do podjęcia wyzwania.
Zmiana koloru wcale nie była tak prosta. - Mogę ci dać nitkę ze swojej szaty i zobaczymy, jak pójdzie tobie. A nagrodę możesz sobie wymyślić. - Dorzuciła, w zasadzie pewna wygranej. Nie było w zasadzie czego się bać. Pod warunkiem, że chłopak nie rzuci zaklęcia lepiej od niej.
- Wiedziałam, że tego się przestraszysz... - Powiedziała specjalnie, żeby nieco wybić go z pewności siebie, a potem ostrożnie pociągnęła za granatową nitkę swojej szaty ze zdobnego symbolu Krukonów. Położyła przed nim.
- Gotowy? - Podniosła na niego migotliwe od świec, zielone spojrzenie.

W bezsensownym turlaniu możemy sobie rzucić po zaklęciu Acus i zobaczyć, czy któremuś z nas wyjdzie, a jeśli obojgu, to kto miał lepszy wynik <3



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 5 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Róża i Whisky - Październik 1951 [odnośnik]17.01.22 20:46
Uśmiechnąłem się marszcząc nos, co miało jej pokazać jak bardzo "zabawna". Dobrze, że była wyluzowaną dziewczyną i można było z nią pożartować, a nawet czasem odgryźć. Może dla tego nie potrafiłem na nią patrzeć jak na kogoś więcej. Za bardzo przypomniała moją siostrę. Właściwie to by się idealnie wpasowała jak moja młodsza siostra.
Przytkało mnie, gdy najpierw usłyszałem, że chce zmienić kolor mojej szaty. Oszalała ta kobieta. Ja w barwach Krukonów. Matko przecież koledzy, by mnie wyśmiani. Nie miałabym życia przez następne 3 lata. Ale potem odetchnąłem głośno, kiedy sprostowała, że chodzi o zmianę koloru nitki. Ale potem dodała, że karą będzie noszenie granatowego szalika. - Oszalałaś kobieto! - stwierdziłem na głos kręcąc głową. Potarłem brodę poważnie zastanawiając się nad tym zakładem. Koledzy na pewno się będą śmiać, a Leon to nie da mi żyć. Z drugiej strony jeśli ich wkręcę, że to jakieś trofeum... Tak to by całkiem nieźle wyszło. Chwila... Czemu ja się zastanawiam! Przecież nie wymięknę przed dziewczyną! Moja ręką poszybowała w jej kierunku. - Zakład stoi. - Poczekałem, aż uściśnie mi rękę przypieczętowując tym nasze małe zawody. I że jeszcze ja się boję!? Pf... Cwaniara się zrobiła z niej. Wiedziała gdzie skutecznie ukłuć. Przypatrzyłem się jej z pod przymrużonych powiek. Skąd wiedziała jak mnie podejść? Byłem, aż tak przezroczysty czy tak dobrze mnie znała? Czy aż tak opuściłem przy niej gardę? Ciężko było mi w cokolwiek z tego uwierzyć. Szybko odgoniłem od siebie te myśli. Nachyliłem się bardzo blisko jej twarzy - Oj ja już sobie wymyślę nagrodę. - powiedziałem z zawadiackim uśmieszkiem spojrzałem jeszcze głęboko w oczy i odsunąłem się. Podwinąłem rękawy i podniosłem różdżkę, którą wcześniej odłożyłem na stół. - Ponieważ nazwałaś mnie przed chwilą księżniczką to ja zacznę. - uśmiechnąłem się i wycelowałem w moją nie moją nitkę. Pierwsze zaklęcie jakby w ogóle nie trafiło. Spojrzałem szybko na Calypso i zanim zdążyła zareagować rzuciłem to samo jeszcze raz. I teraz byłem usatysfakcjonowany wynikiem. - Teraz ty. Śmiało. - uśmiechnąłem się do niej jakby nigdy nic, opierając się o stół z tyłu.
Quentin Macmillan
Zawód : Lord, Asystent w Macmillan's firewhisky
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10915-quentin-macmillan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11029-skrytka-bankowa-2392#337704
Re: Róża i Whisky - Październik 1951 [odnośnik]18.01.22 13:46
Przy innych potrafiła zachowywać się, jak na damę przystało. To on potrafił wyzwolić w niej chochlika, który nie wiadomo skąd się brał. Nawet nie do końca pamiętała, kiedy zaczęli rzucać sobie wyzwania. Z charakterami tak zaczepnymi, jakie oboje posiadali, nie było szans nie doprowadzić do jakiegoś starcia. Jej bracia byli zdecydowanie inni od niego. Nie, że byli zupełnie sztywni, czy poważni, ale różnica wieku między nimi była spora, dlatego też nie na wszystko mogła sobie pozwolić.
Zupełnie jej nie przeszkadzało, że Quentin patrzy na nią w taki, a nie inny sposób, bo przecież najważniejsza była wiedza. Calypso była pod tym względem typową Krukonką. W dodatku rok wcześniej przeszła pierwszy nastoletni zawód serca i chyba pozwalała sobie jedynie na taką dziwną sympatię względem chłopców — dusiła ją w sobie głęboko, żeby przypadkiem nie wyszła na jaw. Zupełnie jakby to było coś złego. A może po prostu chciała siebie chronić? Wiedziała bowiem, że złośliwa półwila ze Slytherinu gotowa była gotowa odbić jej obiekt westchnień i to bez najmniejszego problemu. Calypso nie zamierzała więc ryzykować i zawsze, kiedy nawet czuła odrobinę mięty, to starała się to stłamsić do tego stopnia, że sama nie wiedziała, co właściwie czuje.
Dlatego uśmiechnęła się z satysfakcją, gdy zobaczyła przerażenie na jego twarzy. Niby był od niej starszy, a dawał się podchodzić jak dziecko. Pewna swego uścisnęła dłoń chłopaka, patrząc mu w oczy. Dopiero gdy niespodziewanie znalazł się zupełnie blisko niej, poczuła, jak na jej policzki wstępuje mimowolny rumieniec. Miała nadzieję jednak, że w półmroku sali ta niezamierzona reakcja jej ciała, w dodatku zupełnie nic nie znacząca, umknie jego uwadze.
Korzystając z tego, że wciąż był blisko, zniżyła głos i próbując pokazać spokój, odparła.
- Nie boje się. W czerwonym mi do twarzy, chociaż nie przewiduje przegranej. - Powiedziała, cofając się zaraz, żeby móc patrzeć, jak rzuca zaklęcie.
Pierwsze mu nie wyszło, ale w zasadzie nie podali zasady, że nie można spróbować drugi raz. A no właśnie... Drugie było imponujące. Aż Calypso poczuła, jak nieco pewności siebie z niej ulatuje. Odprowadziła go wzrokiem, dopóki się nie cofnął, jakby chciała się upewnić, że nie będzie próbował jakichś machlojek. Wycelowała różdżką, wymruczała inkantację i...
- Szlag.... - Zaklęcie co prawda wyszło za pierwszym razem, ale kolor był wyraźnie bledszy i nitka skręciła się, jak jej włosy na wilgotnym powietrzu. Wydęła usta w minie niezadowolenia i spojrzała na niego, wyraźnie zła. Ale nie na niego, a nie siebie. Nie lubiła przegrywać.
- Zaraz musimy się zbierać, więc jak chcesz swoją nagrodę, to mów, co mam zrobić. - Dobrze, że serio wyglądała dobrze w czerwonym, bo przypuszczała, że Gryfon zrobi wszystko, żeby rozsławić swój dom. Cofnęła się dwa kroki, tak by plecami móc oprzeć się o chłodną ścianę klasy i skrzyżowała ramiona na piersi.



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 5 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Róża i Whisky - Październik 1951 [odnośnik]18.01.22 22:43
Prychnąłem gdy stwierdziła, że nie boi się przegranej. Przecież każdy się boi, w mniejszej lub w większej części. To to nas napędza do rozwoju, chociaż porażek nie da się uniknąć. A może tylko ja tak mam?
Na chwilę się przestraszyłem, gdy zaklęcie wyszło jej za pierwszym razem. Zamurowało mnie. Dobra była skubana. Ma ogromny potencjał. Ale gdy przeklęła zbliżyłem się, aby się przyjrzeć jej nitce. Była trochę bledsza niż moja. Matko, jedyna dzięki bogom. Gdybym przegrał zapadłbym się pod ziemię. Spojrzałem Calypso w oczy. - Może chcesz spróbować jeszcze raz? - ledwo zdążyłem się spytać, to stwierdziła, że pora się zbierać. Spojrzałem na nią miękko. Czyżby dała mi wygrać? Kochana... Może w takim wypadku, będę dla niej wyrozumiały? Nie tam. Jestem pewny, że ona nie chciałaby taryfy ulgowej. Szczególnie, że wyglądała uroczo jak się tak dąsała z skrzyżowanymi ramionami na piersi.
Schowałem różdżkę za pazuchę i uśmiechnąłem się do niej. Podszedłem do niej. - Nie dąsaj się. Złość piękności szkodzi. - poczochrałem jej włosy i przystawiłem palec do ust, zastanawiając się nad moją nagrodą. Było tyle możliwości! Zastanawiałem się chwilę nad czymś nie za bardzo chamskim, ale nie mogłem nic wymyślić. Może to była kwestia późnej godziny, albo z natury nie byłem kreatywnym człowiekiem. W końcu postanowiłem w pewnym sensie ukraść jej pomysł - Przyjdziesz na kolejny mecz w tym. - ściągnąłem krawat, który do tej pory wisiał mi rozwiązany na szyi i przełożyłem na jej szyje. Popatrzyłem na nią chwilę napawając się w głębi duszy wygraną. - No i będziesz mi oczywiście kibicować uśmiechnąłem się. Tak... To będzie miłe. - Możesz też zrobić wielki baner z moim imieniem. Nie obrażę się. - wyszczerzyłem się. To by było coś. Ale nie wiem czy nie ma za to jakiś kar... I przede wszystkim czy komukolwiek się przyznawała, że się mnie zna.
Pociągnąłem ją i objąłem ramieniem za szyję mierzwiąc włosy. Była dużo niższa i prawie chowała mi się pod pachą. Śmiesznie. - Choć księżniczko. Bo nie wstaniesz jutro na zajęcia. I oczywiście ja będę temu winny! - udałem oburzonego, cały czas się uśmiechając.
Quentin Macmillan
Zawód : Lord, Asystent w Macmillan's firewhisky
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10915-quentin-macmillan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11029-skrytka-bankowa-2392#337704
Re: Róża i Whisky - Październik 1951 [odnośnik]19.01.22 15:22
To, co mówiła, a to, co w niej siedziało, to dwie różne rzeczy. Oczywiście, że nie chciała przegrać, ale wcale nie oznaczało to, że akurat przed nim zamierzała się do tego przyznawać. Miała w sumie nadzieję, że w jakimś stopniu swoją pewnością siebie nieco wybije go z rytmu, ale nie udało się. Niestety musiała przełknąć gorzki smak porażki. Bo ostatecznie przecież wygrał. A to, że jeszcze chwilę temu się tak przechwalała, sprawiało, że jedynie czuła ukłucie w swoją dumę. Ale musiała przyznać, że poszło mu bardzo dobrze i w jakimś stopniu przyglądanie mu się przy zaklęciach, było zajęciem przyjemnym i z pewnością pomocnym w jej własnym dążeniu do bycia lepszą.
- Nie... Zaklęcie wyszło, więc bez sensu, żebym próbowała jeszcze raz. - Mruknęła wyraźnie niezadowolona, przez chwilę nawet na niego nie patrząc, jakby bała się, że na jego twarzy dostrzeże satysfakcję większą, niż byłaby w stanie ją znieść. No i naprawdę robiło się późno. Już było po ciszy nocnej, więc i tak nie powinni zbytnio przedłużać. Swoją drogą powinni chyba pomyśleć, żeby spotykać się nieco wcześniej, bo takie wykradanie się z wież mogło sprowadzić na nich dodatkowe kłopoty. Ale z drugiej strony, nocne eskapady dodawały im jakiegoś poczucia ryzyka. A przynajmniej ona lubiła ten stan. Dużo mniej zaś lubiła fakt, że świetnie się bawił, grając jej na nerwach.
Gdy tylko skończył czochrać jej włosy, momentalnie zaczęła je wygładzać. Jeszcze, gdyby kogoś spotkali na korytarzu, to by pomyślał, że robili coś niestosownego.
- Nie musisz mi przypominać, że złość piękności szkodzi, a ja nie mam czym szastać. - Burknęła w odpowiedzi, bo przecież nie raz już słyszała taki tekst w swoją stronę. Ale cóż się dziwić, gdy chodzi się do szkoły z półwilami.
A zaraz też zrozumiała, jak wielki błąd popełniła, poddając mu pomysł z zakładem. Obserwowała, jak zdejmuje krawat i nie drgając nawet, pozwoliła mu założyć go sobie przez głowę. Wywróciła oczami, żeby zaraz utkwić w nim spojrzenie.
- Ale tylko na mecz w tym przyjdę. I obyś nie pożałował tego, o co prosisz... - Powiedziała i lekko pociągnęła za jego krwawt, poprawiając go na własnej szyi. - Lepiej wygląda na mnie, ale pachnie tobą. - Powiedziała, nie chcąc mu dać do końca satysfakcji, byle tylko wbić mu malutką szpileczkę. Niestety on znów zabrał się za czochranie jej włosów, więc ona w odpowiedzi wysunęła się spod jego ramienia tak, by spróbować sięgnąć blond czupryny i również ją zmierzwić, tak by jego włosy prezentowały spory nieład. W połączeniu z rozpiętą pod szyją koszulą i zamienionymi krawatami przedstawiali dość podejrzany obrazek. Teraz było jednak ważne, żeby nikt ich nie złapał.
- Chodź już książe - Dodała, uchylając drzwi i ruszając niespiesznie korytarzem. Część drogi musieli pokonać wspólnie, więc musieli zachowywać się jak najciszej. Nagle, gdzieś w pobliżu piątego piętra, Calypso usłyszała kroki. Zerknęła szybko na Quintona i przyłożyła palec wskazujący do ust. Poczuła, jak serce jej przyspieszyło, a dodatkowo jej ciało przeszedł dreszcz ekscytacji. Złapała ostrożnie jego nadgarstek i pociągnęła za sobą we wnękę w ścianie, gdzie mogli ukryć się za wielką zbroją. Uśmiechnęła się z zadowoleniem, bo chociaż kroki zbliżały się, a oni mogli wpaść w kłopoty, to i tak wydawało jej się, że to całkiem niezła przygoda.



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 5 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Róża i Whisky - Październik 1951 [odnośnik]20.01.22 20:07
Wzruszyłem ramionami. Skoro nie chciała próbować jeszcze raz, nie będę nalegał. Przez myśl przebiegła mi myśl, że umyślnie pozwoliła mi wygrać. Jeśli to była prawda, nawet jeśli nie była, to następnym razem ja dam jej wygrać. O ile będzie chciała się spotkać jeszcze kiedyś. Bo co jeśli to ugodziło w jej dumę i obrazi się na śmierć?! Kobiety są nieprzewidywalne, z nimi to nigdy nie wiadomo.
Przewróciłem oczami na jej komentarz. No właśnie o tym mówię. Próbujesz żartować, a one wszystko obracają tak, że wygląda jakbyś je obraził. Eh... Zapomniałem się w tym całym traktowaniu Calypso jak dobrego koleżkę. Przecież ona była dziewczyną, a wszystkie dziewczyny mają fioła na punkcie swojego wyglądu. - Chodziło mi o to, że masz tyle urody, że grzechem byłoby ją stracić. - uśmiechnąłem się łagodnie, próbując ją trochę ugłaskać. Na szczęście nie musiałem kłamać, bo Cal była ładna. Do twarzy było jej w tych rudych włosach. No i ogólnie była urocza.
Uśmiechnąłem się szeroko jak poprawiała mój krawat. Dlaczego niby miał bym tego pożałować. Wtedy mnie oświeciło. No tak. Nie wiem gdzie podziałem resztę krawatów! Ugh... faktycznie tego nie przemyślałem... Trudno pożyczę od Leona. Albo mu ukradnę. Na pewno nie zauważy. Mimo wszystko to będzie naprawdę miłe zobaczyć jak Cal mi kibicuje. Miałem tylko nadzieję, że nie będzie robiła to aż tak wbrew swojej woli. - Oczywiście, że pachnie mną głuptasie. Przecież to mój krawat. - zmarszczyłem brwi i dotknąłem jej nosa. - Możesz go sobie zatrzymać jak tak bardzo ci się podoba. - mrugnąłem do niej. Niech też coś ma z przegranej. Będzie się mogła chwalić koleżanką.
Pozwoliłem potargać swoje włosy i ruszyłem z nią do wyjścia. Nie zawracałem sobie głowy ich poprawianiem i tak zaraz miałem położyć się do łóżka i zapaść w cudowny sen. Większość drogi pokonaliśmy w ciszy i tylko stukot naszych butów, był naszym wrogiem. Właśnie ziewałem, przeciągając się z przymkniętymi oczami, gdy zostałem pociągnięty za rękę. Zaskoczony nagłym znalezieniem się we wnęce za zbroją, spojrzałem dziwnie na Cal. Co ona... Na czułości jej się nagle zebrało? Dopiero po chwili usłyszałem zbliżające się kroki. Zamarłem wstrzymując powietrze.
Quentin Macmillan
Zawód : Lord, Asystent w Macmillan's firewhisky
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10915-quentin-macmillan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11029-skrytka-bankowa-2392#337704
Re: Róża i Whisky - Październik 1951 [odnośnik]23.01.22 23:20
Calypso wiele zawdzięczała temu, jaki miała charakter. Wiedziała, że w zestawieniu z wilami, nie miała większych szans, jeśli o urodę, dlatego nie do końca umiała przyjmować takowe komplementy. Nie wynikało to z tego, że była łaska na komplementy. Wysłuchiwała ich jednak z pewną dozą ostrożności. Z jakiegoś powodu jednak miała nadzieję, że ten od Quintona nie wynikał jedynie z tego, że chciał ją pocieszyć, że była głupsza od niego, ale przynajmniej w miarę ładna.
Ale chociaż nieco boczyła się, to wszystko było to jednak jedynie sztuczką, bo nie umiała się na niego zbyt długo gniewać. Cholerny Gryfon miał w sobie czar, który sprawiał, że nie potrafiłaby odmówić kolejnego spotkania na pojedynek, nawet jeśli poprzednie wyzwanie zakończyliby w “gniewie”.
To zabawne, że dostrzegali swoje zalety w tym właśnie momencie, gdy musieli rywalizować. Czy może raczej chcieli. Z drugiej jednak strony, te ich pojedynki... Nigdy nikomu nie powiedzieli, że się na takowe umawiali, zupełnie jakby to było tylko ich momenty. Ona nie mówiła braciom, a czy jego siostra wiedziała? Nie miała pojęcia. Nigdy ich jednak nie naszła, więc całkiem możliwe, że o tym wszystkim wiedzieli tylko oni we dwoje.
- Dziękuje... - Zerknęła na niego nieco speszona. Bo ostatecznie przecież należało za tak miłe słowa podziękować. - Też wolałabym, żebyś nie zbrzydł. Wtedy walki straciłyby część uroku. - Przyznała nieco nieporadnie, ale chyba był na tyle bystry, że wyłapał sens jej wypowiedzi?
W każdym razie miała zamiar odebrać sobie w pewnym sensie część swojej wygranej podczas meczu. Skoro chciał kibicowania, to je dostanie. Ciekawe tylko, co na to jego koledzy z drużyny.
- Żebyś wiedział, że zatrzymam. - Powiedziała. - Jak trofeum. - Stwierdziła, dając mu w pewnym sensie podpowiedź o tym, co może go czekać.
Jednak czego nie przewidzieli, że w pewnym sensie znajdą się w tarapatach, bo ktoś postanowi patrolować jeden z tych korytarzy, który oni obrali za drogę powrotną. Widziała jego zdziwienie w oczach, ale chyba szybko zdał sobie sprawę z tego, dlaczego znaleźli się w takim, a nie innym miejscu. Owszem, może i za zbroją nie mieli zbyt wiele miejsca, więc stali nieprzyzwoicie blisko siebie, ale to było albo to, albo szlaban z miejsca. Chłopak musiał z tym sobie jakoś poradzić. Kroki zbliżyły się, a Calypso zaczęła dostrzegać światło, najpewniej z różdżki lub lampy. Wcisnęła się możliwie najbardziej za zbroję i spojrzała na Quintona. I chyba wtedy mógł dostrzec coś, czego nie okazywała zbyt często. Chyba naprawdę bała się, że wpadną zaraz w tarapaty. Zdała się na niego — niech on decyduje, co robią. Ona próbowała, póki co opanować nerwowy oddech, miała wrażenie, że nawet on jest bardzo dobrze słyszalny pośród śpiącego zamku.



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 5 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Róża i Whisky - Październik 1951 [odnośnik]24.01.22 19:37
Uśmiechnąłem się dumnie i poprawiłem szaty i włosy. Czyli uważała, że jestem przystojny. Nie to, żebym był próżny, ale... zawsze miło usłyszeć miłe słowo. - Dzięki księżniczko. - mrugnąłem do niej. Calypso była wporządku. I wygrać dała, i czasem powiedziała coś miłego i nie obrażała się AŻ TAK. Byłem bardzo ciekaw jej miny kiedy będzie musiała mnie dopingować na meczu. Uśmiechnąłem się pod nosem jak potwierdziła moje myśli. Trofeum ha! Dobrze... niech ma dziewczyna coś z życia. Byle by zaraz o mnie nie rozpowiadała wszystkim. Jeśli będzie mówiła, że to krawat JAKIEGOŚ gryfona, nie mam z tym najmniejszego problemu. A jeśli powie, że to mój... Wszystkiego się wyprę!
Słyszałem coraz bardziej zbliżające się kroki. Zerknąłem w dół na Calypso i zobaczyłem, że się bardzo zdenerwowała. Jej oddech przyspieszył i ja zacząłem się bać, że nas wyda. Musiałem działać. Na szczęście potrafiłem jasno myśleć w takich sytuacjach. Nie czułem paniki, która by mnie paraliżowała, a adrenaline, która przyspieszała myślenie i refleks. Od razu przyszło mi coś do głowy. Na szczęście nie schowałem różdżki gdy wracaliśmy, więc teraz wycelowałem ją w najdalszy punkt korytarza z którego przyszliśmy. Nie miałem dobrej pozycji, wiec przycisnąłem dziewczynę do siebie wycelowałem jeszcze raz i wyszeptałem zaklęcie - Cantis - i jak na zawołanie po korytarzu rozniósł się piękny kobiecy sopran. Wow. Ciekawe w co trafiłem, że ma taki piękny ton głosu. Tak jak przewidziałem osoba, która szła w naszą stroną od razu pobiegła w tamtym kierunku. Było na tyle ciemno, że nawet nie zauważyłem kto to dokładnie był, ale gdy się wystarczająco oddalił, po cichu wyciągnąłem nas zza zbroi i pociągnąłem Calypso do biegu. Przebiegliśmy za róg korytarza i gwałtownie nas zatrzymałem, nasłuchując. Śpiew już ucichł, ale kroki się nie zbliżały. Odetchnąłem i puściłem rękę Cal. Nawet nie byłem świadomy, że ją cały czas trzymałem. - Udało nam się. - szepnąłem z uśmiechem. Przeciągnąłem się. W tym momencie się powinniśmy rozstać i każdy powinien iść do swojego dormitorium. - Dobranoc księżniczko. - powiedziałem z uśmiechem i ruszyłem po cichu do swojej sypialni, co chwilę ziewając.

zt
Quentin Macmillan
Zawód : Lord, Asystent w Macmillan's firewhisky
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10915-quentin-macmillan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11029-skrytka-bankowa-2392#337704
Róża i Whisky - Październik 1951
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach