Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]22.01.22 16:17

Salon

Przestrzeń iście uniwersalna, używana w celach najróżniejszej maści. Mówi się, że ściany mają uszy - wobec tego ściany tegoż salonu nieraz podsłuchiwały burzliwe, poważne obrady domowników, przemowy nestorów i przysięgi członków rodu. Znacznie częściej jednak dane im było słuchać poposiłkowych rozmów i rozmówek wracających z jadalni Longbottomów, wszelakich żartów, szlacheckich zabaw, potem przepięknej gry pewnego młodego lwa na fortepianie czy to w samotności, czy podczas rodzinnych wieczorków, ale także ciszy potrzebnej graczom Czarodziejskich Szachów do osiągnięcia pełnego skupienia. Młodzi przyjmują tu wizyty przyjaciół i więcej-niż-przyjaciół. Starsi obserwować mogą poczynania młodszych na treningowym polu, rozciągającym się za oknami wykusza. Jest to najbardziej barwne, przytulne i wygodne miejsce w zamku.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Salon Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon [odnośnik]02.02.22 1:41
4 stycznia

Chociaż minęła już chwila od czasu tej, niestety, w dużej części pamiętnej nocy sylwestrowej w domu Bathildy Bagshot, Leon nadal jeszcze zlizywał większe i mniejsze rany. Nie udało mu się do tej pory nadrobić odpoczynku i snu, jego czas reakcji był lekko wydłużony – jest to może zawodnik o słabej wyporności, ale to kac moralny, nie fizyczny, najbardziej męczył młodego lorda. W kółko powtarzał sobie tylko, że powinien skończyć imprezę już na tym, co wydarzyło się w ogrodzie między nim a Thomasem. To i tak wyczerpywało już limit nieprzyzwoitości i żenady, jakich można, choć nie powinno się dopuszczać będąc gdzieś w gościach. Wyczerpywałoby też całe pokłady papieru, gdyby prowadził pamiętnik czy powietrze w płucach, struny głosowe i bębenki uszne, gdyby miał z kimś dochodzić do tego, co się właściwie wydarzyło. Ale nie wyczerpie, bo nie będzie dochodzeń, bo nic się właściwie nie wydarzyło. Tym gorzej – żyć z taką tajemnicą, wspomnieniem smaku ust dobrego kolegi, w cichej samotności... Ciężki bagaż.
I właśnie jakby tego było mało! To był dopiero początek i temat jedynie części natrętnych, bolesnych myśli kołaczących mu w głowie bez chwili przerwy. Nie trza było tyle pić... Bo gdyby tyle nie wypił, może nie spędziłby następnych godzin nieudolnie walcząc o względy swojej młodszej kuzynki. To bardzo podobny kaliber sprawy, co romantyczny spacer z kolegą Doe przy blasku świeciorków. Też nijak nie można było stwierdzić co pchnęło go do tego szaleństwa. Były jakieś wyzwania, ohydny bimber, kadzidła, gwiazdy, brokat, chyba zaklęcia, bójka? Musiało być w każdym razie trochę mokro i zimno, bo chłopaczyna złapał katar. Ale to wszystko nie do końca łączyło mu się w całość. W tym wypadku nie było jednak opcji, by zachować ten wybryk dla siebie i schować na dnie jakiejś szuflady wiecznego zapomnienia. Może nie pamiętał szczegółów, ale był przekonany, że swoją miłość wygłaszał głośno i wyraźnie. Boleśnie.
Cóż więc było robić? Trzeba było wziąć za siebie z przeszłości odpowiedzialność. Kobiecie należą się przeprosiny. Musiała czuć się bardzo niezręcznie i niekomfortowo w tej przedziwnej sytuacji. Pewnie najchętniej zapadłaby się wtedy pod ziemię, gdyby nie była Nealą Weasley, która nigdy nie zapada się pod ziemię, bo tak robią tylko tchórzliwe strusie. Zamiast tego dzielnie znosiła jego zaloty i jedynie z grzeczności nie pokazała mu gdzie są drzwi. Tak... Należały się jej przeprosiny.
W tym właśnie celu zaprosił ją do Blyth na pogawędkę przy herbacie. Oczywiście interesowało go także co u niej nowego i jak się trzyma, jednak za punkt honoru postawił sobie poruszenie tego niewygodnego tematu i jak najdelikatniejsze jego zamknięcie.
Siedział przy skromnie nakrytym stoliku w salonie, gotowy na jej przyjście, bo godzina się zbliżała. Chociaż Neala pewnie wiedziała, jak trafić do pokoju dziennego, Leon polecił domowej skrzatce wypatrywać jej przybycia, by grzecznie ją przywitać i tamże odprowadzić.

na stoliku: herbata 5g, kawa zbożowa 10g, 4 gruszki, 4 jabłka (ok. 0,5kg) sucharki, konfitura śliwkowa 100g
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Salon [odnośnik]02.02.22 17:57
Sowa przysłana przez Leona nie zastanowiła mnie jakoś mocniej z początku niż powinna. Chciał się napić herbaty i jak sądziłam, nie ma żadnych powodów, dla których miałabym mu wziąć i odmówić. Lubiłam go. Co prawda, to całe zajście podczas sylwestra było… zaskakujące. Ale naprawdę sądziłam, że herbata, jest jedynie herbatą przynajmniej do momentu w którym kuzyneczka Mare głosu nie zabrała. I nagle okazało się, że herbata nie była jedynie herbatą. Że do herbaty potrzebne były przyzwoitki, tak jak do wsiadania na konia jacyś pomagierzy. I że to wszystko coraz mocniej skomplikowane się robi. Bo zdaniem Mare, Leon zaproszeniem na herbatę nie zapraszał mnie tylko na herbatę, a na randkę. Znaczy spotkanie? Nie wiem co. Ale w ten sposób wykazywał swoje zainteresowanie moją osobą. Ale no to wykazał już podczas sylwestra. Nawet powiedział mi, że jestem zmysłowa choć to niezmiennie nie dawało mi spokoju a na samą myśl różowiały mi policzki.
Ale nie odmówiłam.
W sumie mogłam. Tyle że herbata nie była aż tak wielkim przedsięwzięciem. A jeśli Leon te swoje zamiary miał zamiar prezentować, to mogłam chociaż tą prezentacje je obejrzeć. Przecież tez nie tak, że zaraz wezmę i za mąż wyjdę. Po pierwsze nie byłam pełnoletnia, a po drugie wątpiłam że żona ze mnie będzie raczej marna. Choć z drugiej strony z przyjacielem jak Leon to nie byłaby chyba tragedia?
W końcu nadszedł dzień o którym wspominał, a ja znalazłam się przed wielgachną rezydencją w Blyth przy której czułam się jeszcze mniejsza niż normalnie byłam. Naprawdę nie gubili się w nich idąc na śniadania? Ile wcześniej musieli na nie wyjść? Ta Greengrasów wcale nie była mniejsza. Przed wejściem znalazłam znajomą skrzatkę której zadałam kilka pytań podczas wędrówki, ale w większości mi potakiwała. Może nie miała własnego zdania?
W końcu znalazłam się na miejscu chodząc do pokoju który był większy niż jakikolwiek znajdujący się w Ottery. Wydaje mi się, że zmieściłaby się tutaj cała nasza kawalerka z Londynu.
- Leon. - przywitałam się, rozglądając się wokół. Na stole rzeczywiście stała herbata. - Nie gubisz się w drodze na śniadania? - zapytałam pozwalając pomóc sobie przy zdjęciu płaszczu, choć przecież mogłam zrobić to sama. Zerknęłam na stół na którym rzeczywiście znajdowała się herbata. Herbata, która nagle jak się okazywało miała więcej znaczeń i wcale nie była już tylko herbatą. I kiedy o tym pomyślałam, o tym, że Leon zaprosił mnie tutaj bo ma jakieś zamiary. Jak miała nadzieję Mare - szczere. No ja też bym wolała, żeby te zamiary szczere były. I te zamiary pomalowały mi policzki odrobinę. Poczułam zdradzieckie ciepło na nich. Ale nagle słowa Mare mocniej obijały mi się w głowie. Wybrana panna zatoczyła kółko i kilka razy odbiła się od ścianek głowy. Byłam wybrana? Tylko czy chciałam być? Właściwie... Odchrząknęłam. - Usiądziemy? - zapytałam więc, choć nie byłam pewna, czy to na coś pomoże. Poprawiłam z tego wszystkiego, trochę mimowolnie spódnicę w kolorze czerwonego wina. Nagle w tym wszystkim takim pięknym wydawałam się jakoś zwyczajnie nudna i przeciętna. No cóż, lepiej i tak być nie mogła. Tak jak ja nigdy piękna nie miałam być.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Salon [odnośnik]10.02.22 17:19
Usłyszał narastające echo kroków i niezbyt składającego się dialogu. Zrozumiał, Neala już tu była, i jakoś ni stąd, ni zowąd ogarnęło go dziwne uczucie. Jakby obawa? Zmierzył uważnym wzrokiem najpierw stół: nie no, poczęstunek wyglądał całkiem przyzwoicie. Nie zbyt skromnie, nie z przesadą, ot taka popołudniowa herbata. Może tylko o godzinę za wcześnie, według brytyjskich standardów, ale to nie to go tak zdenerwowało... Rozejrzał się po salonie. Nie, wszystko w porządku, Pestka posprzątała... Tylko on zapomniał zamknąć klapy fortepianu, na którym ćwiczył po śniadaniu, jak zazwyczaj. Zaraz to zrobi. Jak wyglądał? Całkiem normalnie. Czemu miałby się tym zresztą przejmować? W końcu to tylko herbata. Nie, to nie tylko herbata. Miał przecież przeprosić za swoje idiotyczne zachowanie. Czyli lęk przed odrzuceniem i stratą zaufania bliskiej osoby. To może być trudna rozmowa. Choć, z drugiej strony, przyjaciółka taka jak Neala na pewno zrozumie...
Och, gdyby tylko potrafił sam dochodzić do podobnych wniosków na temat swoich uczuć. Ba, gdyby każdy tak potrafił! Może życie byłoby wtedy łatwiejsze... A może wręcz przeciwnie?
Kiedy ujrzał ją w drzwiach, podniósł się z krzesła, podskoczył jeszcze szybko do instrumentu, zamknąć klapę – Czy ja chciałem jej zagrać sonatę na sylwestrze? - i wyszedł jej na spotkanie.
- Neala. – ukłoniwszy się, uprzejmie zaoferował swoją pomoc w zdjęciu płaszcza, zręcznie maskując to lekkie poddenerwowanie spotkaniem, nad którym to chwilę temu dumał.
Uśmiechnął się. Ta błyskotliwa uwaga lekko go rozbawiła.
- Miałem całkiem sporo czasu, żeby nauczyć się drogi. To na szczęście nie Hogwart, niewiele się tu zmienia. – wyjaśnił w drodze do wieszaka, który stał w rogu salonu.
Dwór rzeczywiście był nieprzeciętnie duży, jednak wychowując się w takiej przestrzeni od małego szkraba, jest się w stanie do tych rozmiarów przywyknąć i zapamiętać prawie każdy jej kąt. Prawie, bo w pokojach nestora nie bywa się tak często, ani nie odwiedza się przeważnie członków rodziny w ich prywatnych komnatach, jak nie ma ku temu potrzeby. Co jednak Leon lubił w ich zamku, to brak przepychu, jakiego uświadczyć można w innych siedzibach szlacheckich rodów. Nie potrafiłby znieść widoku złotych zdobień, szczególnie teraz...
- Za pozwoleniem! – odrzekł na propozycję dziewczyny, wskazując na jej krzesło. Za pozwoleniem, znaczy się – nie usiądzie pierwszy. Teraz dopiero zauważył, że domowy skrzat jeszcze stał w progu salonu, niepewny czy jest tu jeszcze do czegoś potrzebny.
- Dziękujemy, Pestko. Możesz nas zostawić! – posłał jej w podziękowaniach uśmiech i przeniósł znów uwagę na swoją gościnię.
- Częstuj się. – zachęcił, po czym sam zajął miejsce przy stole, naprzeciwko niej, kiedy już mógł to zgodnie z zasadami kultury osobistej zrobić.
- Jak się czujesz? – zarzucił temat, nalewając kuzynce herbaty ze dzbanka do filiżanki; nawiązywał oczywiście do wrażeń po zeszłej imprezie – Ja, muszę przyznać, jeszcze nie wróciłem do formy. Już nie mam takiej wyporności, jak kilka lat temu! – zaśmiał się nerwowo, podczas wypełniania naparem swojej filiżanki.
Na sylwestrze, zanim jeszcze sam opuścił gardę, wziął sobie za punkt honoru pilnowanie alkoholowych poczynań swojej kuzynki. Sam jednak próbował już swoich sił w mocniejszych niż kawa czy herbata napojach, kiedy był w jej wieku. Zapomniał wół, jak cielęciem był.
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Salon [odnośnik]10.02.22 20:24
Zawsze zadziwiały mnie wielkością. Potężne rodowe rezydencje, mogące pomieścić tylu ludzi. Zastanawiałam się, czy czasem można się było czuć w nich samotnie. Chyba można było. Chyba wszędzie się dało. Nie nawykłam do nich, chociaż czasem nazywano mnie damą. Do damy, było mi zawsze daleko. Tytuł odziedziczyłam przez krew, ale nie sądziłam, że mi się należał. Nie jeszcze, jeszcze zrobiłam za mało, by móc go przyjąć bez brzemienia. Dlatego nie lubiłam, kiedy go w moją stronę wykorzystywano. Nie miałam pięknych sukien, chociaż na co zwrócił uwagę James raz, miałam więcej, niż on miał, niż miała Sheila. Wszystko było nierówne. Nic nie było takie samo.
Czy żałowałam kiedyś? Nie, nie czułam, że mam czego. Miałam kochającą matkę. Tata też na pewno kochałby mnie tak samo. Miałam Brendana i ciocię i wujka. Miałam możliwość bycia kochaną. Miałam zapewnioną edukację. Czego tak naprawdę mi brakowało?
Mimo to w tych rezydencjach, zawsze czułam się nieswojo. Mimowolnie gorsza, mimo że zasobność portfela przecież nie mówiła o mojej wartości jako człowieka. A co gorsza, dzisiejsza herbata niby wcale herbatą być nie miała. Nikt nie wykluczał możliwość jej obecności, ale…
Zamiast tego wędrując, opowiadałam Pestce jedną z ostatnich przygód, nie byłam jednak pewna, czy w ogóle wagę przykłada do tego, żeby słuchać. W końcu po minięciu miliona komnat - bo pokój żeby to nazwać to było za mało - znaleźliśmy się w tym do którego mnie prowadziła.
Widziałam jak Leon się podrywa, tym działaniem w ruch wprawiając brew samą. Coś mu się przypomniało? Nie byłam pewna. Ukłonił się. Ah tak. W tych pałacach się dyga. Więc złapałam boki winnej spódnicy, by zrobić to, co należało. Pozwoliłam by pomógł mi ściągnąć z ramion płaszcz. Niezbyt nowy, jakąś nitka z rękawa wystawała. Ale nic się jeszcze nie rwało.
- Cóż, goście pewnie jakąś mapę dostają? - zażartowałam, przesuwając palcami po guzikach na rękawach białej koszuli jakby jeszcze sprawdzając, czy zapięte są na pewno. Nie chciałam być niechlujna jakaś taka. Skoro to niby ważne wydarzenie być miało.
Skinęłam krótko głową za to pozwalanie, kierując się do krzesła które wskazał. Usiadłam na nim, nie wsiadając do końca. Tylko tak trochę, żeby było mi wygodnie zapleść nogę za nogę. Zerknęłam na skrzatkę, którą właśnie odsyłał. Więc przyzwoitki być nie miało? Brwi mi drgnęły, ale jakoś się opanowałam i spojrzeniem do niego wróciłam. A potem spojrzałam na stół, kiedy pozwolił się częstować. - Dość rześko, pogoda na zewnątrz przyprawia o nostalgię, ale nie daję się jej podejść. - podzieliłam się z nim. Wzięłam wdech, a później chwyciłam za filiżankę i spodek z herbatą. Tak to powinno wyglądać? Tak miało? Nie byłam pewna. - Jeszcze? - zdziwiłam się unosząc brwi i zatrzymując w drodze filiżankę. - Ale… - zawahałam się. -...ci się podobało? - tak pisał w liście przecież tym który miał związek właśnie z obecną herbatą.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Salon [odnośnik]19.02.22 15:57
- Ach. Nie, nie! Najczęściej ktoś wita gości w holu i zaprowadza, gdzie potrzebują dojść. – dodał jeszcze w odpowiedzi na uwagę o mapach, chociaż może tylko niepotrzebnie tłumaczył inteligentny żart kuzynki?
Wychowywała się wprawdzie w diametralnie różniącym się od tego otoczeniu i nie jest przyzwyczajona do poruszania się po tak dużych... domach... ale też jest mądrą dziewczyną i nie trzeba jej tłumaczyć, jak mieszkańcy wielkich dworów radzą sobie z ich eksploatacją. Ta myśl zrodziła jednak w Leonie kolejną małą obawę – czy zaproszenie na herbatę do swojego wielkiego pałacu biednej kuzynki, jakkolwiek nie byłaby ona pogodzona ze swoją sytuacją materialną, nie jest przypadkiem dużym faux pas z jego strony? Zwłaszcza teraz, gdy ludzie, którzy nie mieli szczęścia urodzić się w zamożnych rodzinach, ciepłych, murowanych domach, dosłownie umierają z zimna i głodu. To właśnie ci bogaci powinni coraz częściej wychodzić ze swoich wielkich bezpiecznych fortec, by zobaczyć jak naprawdę wygląda życie... Z drugiej jednak strony – nie mógł się przecież do niej wprosić. Czy powinni spotkać się gdzieś na jakimś neutralnym gruncie? Zafrasował się.
Efekt tych skomplikowanych przemyśleń na temat wydarzeń i uczuć nie mających tak właściwie nigdy miejsca i czasu – lecz czy to właśnie nie sprawami nieistniejącymi ludzie najbardziej się przejmują? - dało się odczytać na jego twarzy. Stąd chyba to niepewne pytanie Neali.
- Hm? Tak, tak, tak! Tak jak pisałem, bardzo ci dziękuję. Zanudziłbym się tu pewnie na śmierć, dziękuję że o mnie pomyślałaś. – sięgnął po swoją filiżankę – Mam nadzieję, że wszyscy wyszli z tego cało i się na siebie nie poobrażali? W pewnym momencie zrobiło się trochę chaotycznie... – uśmiechnął się, gdy przed oczami wyobraźni zamajaczyły mu powidoki popółnocnej masakry – Czy Marcelius nie złamał sobie ręki? – rzucił, po czym spróbował uniknąć oparzenia języka, biorąc mały łyk herbaty.
Za moment będzie musiał zebrać się w sobie, by przeprosić za niestosowne wobec niej zachowanie, jakie było jego osobistą cegiełką dołożoną do „chaotyczności” sylwestrowych zdarzeń.
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Salon [odnośnik]20.02.22 21:00
Kiedy Leon wziął i tak poważnie odpowiedział aż wzięła i uniosłam brwi. Przesunęłam spojrzeniem jeszcze raz wokół w końcu tęczówki umieszczając na nim. Wydymając na chwilę usta.
- Żartuję, Leon. Co ty taki spięty jesteś? - zapytałam, marszcząc na chwilę brwi. Czując jak jednak szyja zachodzi mi czerwienią, bo może jednak ta herbata, nie była tylko herbatą i Mare miała rację, a ja się myliłam. Oh, na Godryka, chyba nie chciałam tego. Chyba, eh, naprawdę nie mogłam jednego popołudnia mieć takiego no - normalnego? Oczywiście że nie, bo los ze wszechświatem uwielbiały uprzykrzać mi życie całe. Tego jak niczego innego byłam pewna całkiem. Nie miałam pojęcia, że Leon właśnie przejmował się swoim przepychem. Ja się nim średnio przejmowałam. Bywałam nie raz i u Archibalda i Mare i tu też, wiedziałam jak żyją. Ale nie zazdrościłam im jakoś tego. Moja mała kawalerka z Brendanem była tym, co nam wystarczyło. Dom w Ottery cioteczki był jak posiadłość w porównaniu do niej. Zresztą mało rozsądne byłoby tęsknić za czymś, czego nigdy się nie miało. A mając tyle… cóż z pewnością znalazłabym dla tego lepszą płynność. Ale to nie moje zmartwienie było. Zajęłam wskazane miejsce łapiąc za herbatę. Jakieś dziwne to spotkanie było. Niby piliśmy tą herbatę ale miałam wrażenie, że o coś całkiem innego chodziło. Uniosłam ją do ust, zadając wcześniej pytanie.
- Problem żaden. - spokojnie stwierdziłam, upijając trochę i odkładając na trzymany spodek filiżankę. Mare mi kiedyś pokazywała jak to się robiło. Więc co nieco wiedziałam. Chociaż po co, to nie do końca rozumiałam. Herbatę się po prostu piło, nie wiem po co tych zasad do niej tyle było. Kompletnie niepotrzebne. Zaśmiałam się na tą chaotyczność. Trochę, to było małe określenie, ale nie zmieniałam tego w tym momencie. Uniosłam znów filiżankę, ale zamarłam z nią w połowie drogi unosząc na niego spojrzenie. Przekrzywiłam głowę.
- Wyleczyłam mu ją. Nie powinien mieć większych problemów. - stwierdziłam wzruszając łagodnie ramionami. Bo rękę owszem, złamał, ale pozwolił też żebym mu pomogła przy tym trochę, zanim stałoby się coś poważniejszego. Odłożyłam herbatę na stół, opierając się plecami o krzesło, ale jakoś było mi nadal niewygodnie. Podniosłam się, przesuwając po pomieszczeniu, obserwując mijane przedmioty z zainteresowaniem. - Nie brakuje wam niczego? - zapytałam odwracając głowę od globusa przy którym stałam. - Znaczy nie wam, ale ludziom na ziemiach waszych. - sprecyzowałam pytanie, podchodząc do jednego z dużych okien. Devon miało blisko sąsiadów, dwa hrabstwa broniące granic. Northumberland tak jak ziemie kuzynki Mare były odosobnione prawie całkiem. Stąd też nasuwało się właśnie to pytanie.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Leon Longbottom [odnośnik]31.03.22 2:00
- Ach! No tak, przepraszam, jeszcze wolno myślę, nie złapałem żartu! – zaśmiał się lekko dla niepoznaki. Nigdy nie był zbyt dobrym kłamcą, o wiele lepiej radził sobie w sytuacjach, w których mógł mówić prosto z serca, przekonywać do swoich racji, a nie naginać perspektywę, wolę innych podstępnym fałszem. A teraz, gdy się denerwował... Łatwo było go przejrzeć.
Dziwił się jednak, że sama nie poruszyła tematu, który jego męczy już od samego sylwestrowego poranka. Rozmawiała z nim jak gdyby nigdy nic...
- Przychodzą do nas wieści o strapieniach mieszkańców częściej niż kiedykolwiek...
Może nie pamiętała? Nie, to niemożliwe. Skoro on pamiętał... Nie mogła przecież być bardziej pijana od niego. A nawet jeśli – nie powinno mieć to wpływu na działania chłopaka.
- Staramy się wszystkiemu zaradzić, reagować na czas, ale nie jest to takie łatwe...
Miał być jej opiekunem, powinien stanowić wzór do naśladowania, nie zagrożenie, od którego trzeba uciekać czy natrętność, od której trzeba się opędzać.
- Jeśli chodzi o towary, sam nie wiem, chyba jest tak samo ciężko, jak i w innych hrabstwach wspierających wuja Harolda...
Musiał przeprosić. Neala wyczuła już zresztą, że coś jest z nim nie tak. Nie było więc już chyba sensu nadal kryć się ze swoim podejrzanym poddenerwowaniem.
- A jak w Devon...?
Należało zachować się jak mężczyzna, wstać i wyartykułować swoje myśli, zrzucić balast wstydu, ciążący od tych kilkudziesięciu godzin na szlacheckim sercu.
- Nealo... – zaczął, wstając od stołu – Ja... Przepraszam za to wszystko, co wyrabiałem na imprezie... I to co mówiłem... Mój stan, to że byłem więcej niż wstawiony, odurzony jeszcze jakimś kadzidłem, pod wpływem tego dziwnego napoju, który zdecydowanie nie był zwykłym alkoholem, a też mam jakąś dziwną dziurę w pamięci, w połowie imprezy... – złapał się, że głupio wylicza te wszystkie rzeczy, których przecież miał nie wyliczać, bo niczego nie zmieniają – ...to wszystko mnie nie usprawiedliwia! Więc no, wróć! Nie było tego. – podszedł powoli do dziewczyny - Przepraszam za to wszystko, co wyrabiałem na imprezie i mówiłem. Moje zachowanie było godne pożałowania, nie chciałem narobić ci wstydu ani wprawić w zakłopotanie. Nie chciałbym, żeby wydarzenia z tamtej nocy wpłynęły negatywnie na nasze relacje, bym przestał być dobrym kuzynem, na którego zawsze możesz liczyć... To znaczy, o ile kimś takim byłem... Przepraszam, yym... W każdym razie – proszę, przyjmij moje najszczersze przeprosiny. – zakończył pokornym skinieniem głowy, położywszy prawą dłoń na lewej piersi.
Jak to było z tym mówieniem prosto z serca? Że lepiej mu wychodzi, tak?
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
neala weasley [odnośnik]31.03.22 18:34
- Najlepszym się zdarza. - odpowiedziałam, marszcząc lekko brwi w zastanowieniu. Bo zastanawiałam się, co się z nim dzisiaj działo? Jakiś taki zdenerwowany był. Może tą herbatą się denerwował, skoro ona ważna miała - mogła być? Nie byłam pewna, na razie jednak postanowiłam nie pytać, tylko obserwować. Nie poruszałam sama tematu sylwestra, właściwie to nie myślałam o nim za dużo. Znaczy dobra, trochę myślałam. Wiele rzeczy mnie na nim zaskoczyło. Po pierwsze to ta żona, po drugie to to bicie, po trzecie w sumie słowa Leona też. Wysłuchała więc tego, co miał do powiedzenia na temat braków i strapieniach. Cóż, widać było, że wszędzie teraz podobnie jest a to nie znaczyło nic dobrego. Odetchnęłam, a może westchnęłam bardziej. Z pewnością nie było. Na zimę przygotowywaliśmy Devon jak się dało całą jesień a i tak wuja mówił, że wiele rzeczy brakowało i zwyczajnie nie było po prostu. Trudno było zrobić coś z niczego. Właściwie nie trudno - a niewykonalnie. Pierwsze z praw magii brzmiało przecież, że nie dało się tak czegoś z niczego zrobić no i jakby nie patrzeć prawdą to było. Ale nie można się było poddawać. Zawsze jeszcze była nadzieja i zawsze była jeszcze szansa.
- Nie wiesz? - powtórzyłam po nim odrobinę marszcząc brwi. Dziwne to było stwierdzenie, bo jak nie wiedział jak u nich jest to jak z innymi je porównywać można było. Ale nie wytknęłam tej nielogiczności w chwili tej konkretnej. Kiedy zapytał o Devon uniosłam najpierw tą filiżankę i napiłam się, zastanawiając się chwilę. - Brakuje nam głównie leków, jedzenia też wiele nie ma, ale człowiek z człowiekiem się dzieli. - z drewnem też nie było za kolorowo, ale chociaż ci co mogli mogli zaklęciem się wspomóc. Trzymałam ten spodek i tą filiżankę i zastygłam tak, wędrując za Leonem spojrzeniem kiedy podniósł się i tak poważnie zaczął z tą Nealą. Zastygłam, bo przeraziłam się nagle, że on wstaje po to, żeby wziąć i klęknąć. Herbata herbatą, ale oświadczać się tak od razu i nagle?! Co ja miałam teraz zrobić? Oczywiście Oczywiście, że sprzysiągł się przeciw mnie cały świat! Odłożyłam ten spodek na stół, a niego położyłam filiżankę. Ręka mi zadrżała i herbaty wylało się sporo na niego. Kolejność też nie taka była. Ale jak zaczął mówić - przepraszać, żeby być dokładnym to mina mi trochę zrzedła. Tam każdy nawyprawiał przecież. Splotłam dłonie na kolanach zaciskając jedną na drugiej. Uniosła brwi na to całe nie było tego. Właśnie było, teraz nie być miało? Mina rzedła mi bardziej jeszcze, no jasne Neala, że to było tylko pijackie gadanie nic więcej. Ta herbata tylko herbatą miała być. Zmarszczyłam brwi czując jak złość mnie trochę ogarnia, czerwień i tak kwitła mi na policzkach. Odwróciłam wzrok na tą filiżankę i spodek na którym wylałam jej trochę przypadkiem. - Więc nie miałeś tego na myśli co powiedziałeś. O tym że z-zmysłowa jestem. - słowo ledwie mi przez gardło przeszło. Oczywiście, że nie byłam. Głupia, lustro miałam. Nie byłam taką Eve, czy Finley, czy Demelzą. Zamrugałam kilka razy tak na wszelki wypadek. - I całować też się iść tak naprawdę nie chciałeś tylko… - właśnie co. - … tak gadałeś? - upewniłam się, czując się teraz kompletnie… Upokorzona chyba. Bo jak inaczej. Przyszłam tutaj na herbatę. HERBATĘ. I nagle okazywało się, że wcale nie na to przyszłam. Znaczy na to, ale nie na to. Powinno mi ulżyć, że to jednak nie taka herbata. I ulżyło w jakiś sposób, bo postanowiłam, że żadnych chłopaków i w ogóle. Zmieniać tego nie zamierzałam. Ale jednocześnie chyba nie chciałam słuchać że byłam jakąś pomyłką. Że tak wyszło przypadkiem, bo alkohol. Super, naprawdę świetnie i fajnie. Czym innym mogłabym być, jak nie tym właśnie. Nic tu było po mnie dzisiaj jednak.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Salon [odnośnik]03.04.22 19:39
Wydarzenia zaczęły eskalować bardzo szybko. Emocje sięgały zenitu. Chłopak swoimi słowami spowodował lawinę mieszanych uczuć, niebezpiecznych pytań, niewygodnych prawd...
- Zaraz... A... Ty chciałaś? - teraz to już nic nie rozumiał, jeszcze chwilę temu znajdował się na przeprosinowej herbatce, lecz pytania i zachowanie jej kuzynki rzuciły na tę sytuację nowe światło. Czy ona myślała, że zaprosił ją na randkę? Czy ona... Chciała żeby zaprosił ją na randkę?
W przeciągu dosłownie kilku sekund, Longbottom wykonać musiał w myślach szereg kalkulacji, a w sercu odnaleźć prawdę co do swoich uczuć względem młodej Weasley. Nigdy nie myślał o niej w kategoriach życiowej partnerki, to na pewno. Jego zachowanie na imprezie to okropny błąd, niekonsekwencja. Spowodowana zapewne nie tylko stanem odurzenia, ale także faktem, iż Leon od długiego czasu był już samotny, a Neala przestała być małą dziewczynką... Była małą kobietką, chociaż pewnie obraziłoby ją to określenie. Wkrótce będzie dojrzałą, wspaniałą kobietą, żarliwą, oddaną wyższym ideałom, wyjątkową...
Ale gdyby miało do czegoś między nimi dojść... Nie, nie potrafiłby. Była dla niego jak młodsza siostra. Jak spojrzałby potem Brendanowi w oczy? To zresztą nie czas na romansowanie. Powinien skupić się na wojnie. Gdy przestaje pracować, właśnie takie głupie, niesmaczne pomysły przychodzą mu do głowy.
Wziął głęboki wdech. Oby go zrozumiała. Westchnął ciężko.
- Dawno nie byłem na imprezie, zeszło ze mnie trochę i się zagalopowałem... Przepraszam, namieszałem ci w głowie... Chciałem to wszystko naprawić, dlatego cię tutaj zaprosiłem, ale wyszło chyba jeszcze gorzej. To nie... Znaczy się... To nie było tylko „takie gadanie”. Gdyby to nie była prawda, pewnie bym tak nie mówił... Zresztą, wyczułabyś raczej gdybym kłamał, nie jestem w tym zbyt dobry... Ja uważam... Uważam że jesteś piękną, mądrą kobietą... O szlachetnym, dobrym sercu... I ogromnej sile woli... Która wiele w życiu osiągnie i skradnie wiele serc... I która na pewno nie powinna się przejmować tym, co myśli na jej temat jakiś tam stary kuzyn, co ją zaprasza do siebie na herbatę... Zawsze byłaś i będziesz dla mnie ważna. Jestem dumny z tego, jak sobie radzisz w tych trudnych czasach... Wiesz, że zawsze możesz na mnie polegać i że jestem blisko, gdybyś mnie potrzebowała... Ale nie w tym sensie. Powinnaś teraz szaleć i spotykać się z rówieśnikami, a nie przejmować się jakimiś nudziarzami w ćwierćwieczu, jak ja. Ze mną... Nie wyszłoby to nam... Ale jestem przekonany, że chwila moment i przydarzy ci się jakaś wyjątkowa, wartościowa relacja... W końcu jesteś zmysłowa! – uśmiechnął się na koniec niepewnie, trochę jakby smutno, że musi sprawić zawód kochanej kuzynce.
Z oczu biła mu jednak opiekuńczość i prawda. Chciał dla niej dobrze. Gdyby miała się wściec – zasługiwał na to. Zasługiwał pewnie nawet i na strzał w policzek. Jakakolwiek byłaby cena prawdy, wolał ją zapłacić niż fałszem wyrządzić dziewczynie jeszcze większą krzywdę...
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Salon [odnośnik]12.04.22 0:05
Zmarszczyłam brwi niezadowolona, że na pytanie, pytaniem odpowiada. Zacisnęłam wargi i zmarszczyłam odrobinę brwi. Chciałam? Raczej nie, ale sprawę wyjaśnić należało. Miałam swoje postanowienie własne i jego trzymać się zamierzałam. Tylko dlaczego tak mnie to zdenerwowało?
- Mare mi pisala, że herbata, to nie jest tylko herbata. Mówiłam że herbata to herbata tylko. - powiedziałam marszcząc brwi. Bo po to przyszłam, upewnić się, że herbata to ani poważna nie jest ani zabawna i żadną sprawą też nie jest. No i nie była. Rozdmuchało się to wszystko. I może przeszłoby bokiem, gdyby Leon nie wstał. Gdyby nie wstał i nie zaczął mówić. Przeprosiny to było jedno, ale z każdym kolejnym zdaniem czerwieniałam coraz bardziej. Że na imprezie dawno nie było i to impreza była tą winną? Że ja byłam tylko wieczorną pomyłką, tak? Namieszał?! NAMIESZAŁ?! Nic a nic nie namieszał, bo ja się obroniłam w porę postanowienie swoje solenne przyjmując. No, wyszło gorzej, żeby wiedział, że właśnie tak było. Uniosłam brwi jeszcze wyżej, czując, że chyba mi już para wychodzi nosem. To nie było tylko takie gadanie a przed chwilą mówił, że było to jak w końcu?! Zacisnęłam dłoń w pięść. Żarty sobie robił. Kolejny mądry. Komplementy teraz mi mówił, żeby mi nie było przykro? Litował się nade mną, kolejny, wspaniały, z brzmiącym w oddali głośnym ale. Patrzyłam na niego z uniesionymi brwiami niedowierzając w te brednie wszystkie którego gadał. Skradnę wiele serc? Dobre sobie, na razie każdy z tego gatunku - jak jeden mąż - potwierdzali słowa Paprotki, że jak uważna nie będę, to będą po moim deptać raz za razem dla własnej rozrywki. I choć wiedziałam, że Leon stara się jakoś uratować to, co do uratowania jeszcze było, to jego słowa przynosiły zgoła odwrotny skutek. O proszę. Pojawiło się też i ono. Magiczne ale. Musiało przecież paść w końcu. Uniosłam wyżej brodę. Nie zależało mi przecież wcale, ale tak upokorzona dawno już nie zostałam. Wybaczyłabym mu. Złość mi w końcu przejdzie. Choć będę mu mieć za złe. Ale to ostatnie słowa sprawiły, że brwi powędrowały mi jeszcze wyżej by zaraz opaść w gniewnym grymasie. Niech sobie wsadzi to wszystko nie powiem gdzie nawet! Poderwałam się gwałtownie z miejsca. - W buty sobie te wszystkie słowa wsadź. - powiedziałam oburzona całkiem. Stanęłam ze swoim siedziskiem i z wysiłkiem lekkim przesunęłam go w jego stronę gwałtownie - najgwałtowniej jak mogłam. - Brakuje tylko, żebyś… - zaparłam się i popchnęłam na chwilę urywając z wysiłku. -...mnie jeszcze poklepał po głowie! - obeszłam fotel. - Że na imprezie dawno nie byłeś?! To jest twoja linia obrony? I jeszcze śmiesz mówić mi, że miałeś to na myśli, ale jednocześnie że nie? To w jakim innym sensie chce się kogoś całować, jak nie w TAKIM?! - wydarłam się, mając w kompletnym poważaniu czy ktoś to usłyszy czy nie. Złapałam za herbatę i weszłam na ten nieszczęsny fotel, przechylając filiżankę, której zawartość wylałam mu na głowę. Ale nie, to jeszcze za mało było. Więc zeskoczyłam porywając też tą jego. - Komplementy z litości to najgorsze co mogłeś wybrać. - uniosłam brodę wyżej. Nie potrzebowałam jej - litości. Nie wracałam już na fotel, tylko z rozmachem chlusnęłam mu nią prosto w twarz. - I nie waż się. NIE WAŻ SIĘ, LEON. Kiedykolwiek nawet zabierać słowa w kwestii mojej zmysłowości, urody i wszystkiego innego. - powiedziałam oddychając ciężko. - Zabraniam Ci. Rozumiesz?! ZABRANIAM. - uniosłam ręce i popchnęłam go w złości, cofając się o kilka kroków. - Jestem wściekła, nie chce na razie na ciebie patrzeć. - orzekłam, obracając się na pięcie, włosy podskoczyły mi gwałtownie kiedy kierowałam się do wyjścia. - Odprowadzę się sama. I odezwę się, JEŚLI kiedyś mi przejdzie. - zapowiedziałam, nie spoglądając nawet na niego. Byłam wściekła. Byłam upokorzona już całkiem. Pewnie, świetnie pośmiać się ze mnie. To zawsze była fajna sprawa. Głupot nagadać i uznać, że przepraszam załatwi wszystko. Nie czekałam dłużej, przyspieszając na korytarzu, który zdawał się dłuższy niż wcześniej i ciągnął się niemiłosiernie.
Głupia była cała ta herbata.

| zt?


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach