Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

[SEN] Take my heart pull it apart
AutorWiadomość
[SEN] Take my heart pull it apart [odnośnik]01.02.22 17:48
Pająk przemykał po ścianie na cienkich nóżkach. Hector przechylił głowę w bok, przez chwilę wodząc za stworzeniem jasnymi tęczówkami. Było w jakiś sposób piękne. I pracowite, tego nie można mu odmówić. Spuścić go na chwilę z oka, a w laboratorium pojawi się srebrna pajęczyna.
Szkodnik.
Otwarta dłoń szybko uderzyła w ścianę, po pająku została jedynie ciemna plama. Machnął różdżką, posprzątać truchło, a potem starannie umył ręce.
Z przeciwległego końca komnaty dobiegło ciche pochlipywanie. Silencio musiało przestać działać. Zastygł, jakby rozważał coś w myślach.
Może niech popłacze i pokrzyczy, jeszcze przez chwilę. Pozwoli to im oszacować, jak bardzo jest świadoma. Ściągnął obrączkę - złoto szczęknęło, gdy gwałtownie odłożył pierścień na metalową tacę.
Powoli naciągnął na ręce czarne rękawice. Na początku kariery dłonie drżałyby mu z ekscytacji, ale już dawno poradził sobie z tym odruchem i nadmierną emocjonalnością. Dzisiejsze zadanie wymagało absolutnej precyzji - ręce i spojrzenie miał nieruchome.
Sprężystym krokiem podszedł do stołu operacyjnego. Jedno spojrzenie wystarczyło, by oszacować, ze otumanienie zniknęło już z oczu jasnowłosej kobiety, przywiązanej do mebla za kostki i nadgarstki. Była zakneblowana, ale zaczęła szlochać i mieć problemy z oddychaniem.
-Oliverze, jakiej dawki eliksiru użyłeś? - przechylił lekko głowę, długo mierząc półwilę powłóczystym spojrzeniem. Zdawał się całkowicie niewrażliwy na jej piękno - teraz, związana i zapłakana nie była nawet atrakcyjna, ale nawet w normalnych okolicznościach Hector nie reagował na ich urok.
Potem podniósł wzrok, by skrzyżować spojrzenia ze swoim asystentem.
-Jeśli połowy fiolki to będzie przytomna. - powiedział bezbarwnie, choć Oliver pewnie doskonale o tym wiedział. Usta drgnęły lekko, chyba w czymś w rodzaju pełnego aprobaty uśmiechu. -Serce będzie pompować więcej krwi. Może uzyskamy nawet pięć dawek. - jej strach był im potrzebny. "Od trzech do pięciu" z jednego serca, musieli zrobić wszystko, by zmaksymalizować dawkę.
-Twój mąż kupi od nas towar, madame. - gdyby nie zimny, bezbarwny ton, słowa można by uznać za kpinę. -Ciekawe, czy da mu więcej rozkoszy niż wasze małżeństwo. - zwracał się do niej, wiedząc, że jest świadoma, ale podniósł spojrzenie na Olivera, ciekaw, czy wyczuje cień dowcipu.
Podobno zdradzała ich klienta z jakimś kuglarzem. Niektórzy wierzyli, że dziewice wile dawały więcej narkotyku, ale ta była już żoną kogoś, i tak została skażona. Jej mąż nie umiał wybaczyć zdrady i Hector chyba trochę go rozumiał. Pozostał jednak z Beatrice, z wygody. Ktoś musiał zajmować się jego pierworodnym, a on nie miał do tego cierpliwości.
-Drętwota. - niech będzie świadoma, ale musiała być nieruchoma. Odłożył różdżkę i ujął w dłoń skalpel, by rozciąć jej dekolt sukni.
Wyprostował się i zastygł, z typowym dla siebie namysłem.
-Oliverze. - głos był chłodny niczym skalpel, ale czy blondynowi się zdawało, czy w jasnych oczach dostrzegł cień czegoś cieplejszego? -Czyń honory, pierwsze cięcie. - nie pozwalał mu na to wcześniej, nie do dzisiaj.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: [SEN] Take my heart pull it apart [odnośnik]02.02.22 16:24
Z przeciwnego kąta komnaty Hectorowi i pająkowi przyglądała się kolejna para nieruchomych oczu. Punktowe światło padające na stół nie docierało do oczu skrytych za szkłami okularów, przez co trudno było dojść do tego, jakiej barwy były nieruchome tęczówki, w tej chwili dodatkowo w zdecydowanej większości ustępujące swego miejsca rozszerzonym w ciemności źrenicom. Oliver siedział nieruchomo — na krześle z ciemnego drewna, które zazwyczaj przystawiane było do znajdującego się za jego plecami biurka.
Nie drgnęły kąciki ust, nie drgnęła nawet jedna komórka — trzask spowodowany śmiercią pająka zastał go niemal groteskowo obojętnego. Skupiony był bowiem na czymś zupełnie innym. W prawej dłoni spoczywał złoty, kieszonkowy zegarek. Rytmiczne stukanie przeskakujących wskazówek przez długi czas było jedynym, najgłośniejszym dźwiękiem w pokoju. Teraz gdy związana wila zaczynała się przebudzać, Oliver z satysfakcją stwierdził, że zajęło jej to i tak niespodziewanie długo. Specjalnie podawał połowę fiolki, by wybudziła się odpowiednio wcześnie. Kapryśna, zdradziecka paniusia spóźniła się o dwieście czterdzieści osiem stuknięć.
Szczęknięcie odkładanej przez Hectora obrączki stanowiło znak i zbiegło się w czasie z drugim, tym razem spowodowanego zamknięciem zegarka. Normalnie Oliver wsunąłby go do kieszeni czarnej kamizelki, tym razem jednak najpierw wstał z miejsca, a następnie umieścił go w kieszeni spodni. Odsunął krzesło na powrót pod biurko, typowe biurko pedanta i perfekcjonisty, minimalna ilość dokumentów ułożona od linijki, złotawy kluczyk wsunięty do zamykanej szuflady.
Nie minęło dużo czasu — uważne umycie rąk, czarne rękawiczki wsuwane na dłoniach — gdy znalazł się obok stołu raz jeszcze, tym razem odpowiadając na werbalną zaczepkę swego pracodawcy. Zawsze pytał o to samo, choć dobrze znał odpowiedź. Gdyby nie łącząca ich więź wzajemnego zrozumienia mozolnie stawiana na gruncie nauki, uznałby to za coś niezwykle irytującego. Teraz jednak przypisywał takiej dociekliwości znamiona niezwykle ciekawskiego droczenia się.
— Pół fiolki. I tak jest po czasie — punktowe światło na moment odgrodziło dostęp do szarobłękitnego spojrzenia, skrywając je za jasną barierą odbitego promienia. Jasne loki poruszyły się wraz z głową, którą przechylił w kierunku lewego ramienia, jednocześnie udostępniając Hectorowi wgląd w pełnię swojej mimiki. Nie, żeby mógł z niej wiele wyczytać — Oliver był osobą powściągliwą, nastawioną przede wszystkim na wykonanie zadania.
Wreszcie jednak zsunął spojrzenie z naukowca, kierując je na leżącą przed nimi kobietę. To nie było nic osobistego, nic związanego z wilami. Oliver po prostu nie lubił kobiet. Wszystkie w pewien irytujący, namolny sposób przypominały mu jego żonę; w drobnych gestach kryły delikatności, w słowach przemycały chichoty, a — co najgorsze — czasem potrafiły być upiornie głośne. Nie znosił wrzasków, nie znosił krzyków, tylko królowa precyzja zmuszała go do odmierzenia idealnej dawki tak, by strach pobudzał serce do pracy. Pięć dawek. Nie mniej.
Widok zapłakanej blondynki był irytująco nieznośny. Kazał myślami wracać do jego własnej obrączki, schowanej w zamykanej na złocony kluczyk szufladzie biurka. Zmusił też do kolejnego drgnięcia, źrenice zwęziły się na moment, ale półwila nie mogła się temu przyglądać zbyt długo. Czarna płachta przykryła jej twarz dokładnie w momencie, w którym Oliver i Hector znów zmierzyli się spojrzeniami. Zazwyczaj ostre rysy twarzy młodego mężczyzny złagodniały, powłóczył momentalnie spojrzeniem za płachtą — jeżeli każesz, zdejmę — ale później znów skupił się na jasnych, chłodnych tęczówkach mentora. Mentora, który odkładał różdżkę i chwytał za skalpel, a rolą asystenta było zrobienie tego samego.
Zgięte w łokciach ręce utrzymywał w górze, tym razem skupiając się na precyzji ruchów prezentowanych przez Vale. Pamiętał ekscytację, którą czuł za pierwszym razem. Nie z rozcinanych gorsetów i sukni. Te nigdy go nie interesowały, wszystko, co znajdowało się na stole, było dla niego brudne i w ostatecznym rozrachunku poddawane zostało neutralizacji.
Matki, żony, siostry, córki i kochanki.
W świecie nauki nie było sentymentów i świętości.
Wzniósł wzrok na dźwięk swego imienia. Ton nie odbiegał od normy, ale...
Te iskry.
Tym razem jego kąciki ust drgnęły, a może to tylko nerwowy skurcz mięśni twarzy?
— Dziękuję, panie Vale — wdzięczność w jego głosie zabrzmiała groteskowo nie na miejscu. Nie, gdy wciąż słyszeli łkanie, choć klatka piersiowa nie poruszała się już chaotycznie, a ciało nie drżało. Przez umysł przemknęła myśl, że mógłby ją nastraszyć. Przyłożyć zimny skalpel do piersi, ale nie naciskać od razu.
Głupota.
Nie miał na to czasu. Jeszcze trochę a Hector się rozmyśli.
Przystąpił do akcji od razu. Widział, jak robił to Vale, nie mógł więc czuć się spanikowany. Rozpoczął od nacięcia. Piętnaście centymetrów w dół. Na dobry początek. Później zwiększenie nacisku. Sekunda, druga, trzecia.
Trzask.
Hector dobrze wiedział, że to mostek ustąpił pod siłą nacisku. A jeżeli nie widział efektu pracy swego asystenta, wystarczyło, że przyjrzał się jego twarzy. Po raz pierwszy od dawna rozciętej ostrym, przepełnionym satysfakcją uśmiechem.[bylobrzydkobedzieladnie]


słońce nadal jest tuż nad głową, deszcz dotyka jeszcze mnie. wiatr odbija się mi o dłonie, noc pozwala zbliżyć się. jeszcze mamy odwagę, siłę i oddechu starczy nam. Niebo wisi wciąż tuż nad głową, jeszcze mamy czas.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
muszę to przespać
p r z e c z e k a ć
przeczekać trzeba mi
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: [SEN] Take my heart pull it apart [odnośnik]03.02.22 4:23
Podczas rozmowy kwalifikacyjnej najpierw zwrócił uwagę na jego oczy. Czujne i nieruchome, jak u drapieżnika. Błyszczały zza okularów, a szkła zdawały się odgradzać Olivera od świata, ale nie od Hectora. Doktor Vale podtrzymał wtedy spojrzenie jasnowłosego młodzieńca i przez całe pięć minut żaden z nich nie cofnął wzroku. Kontakt wzrokowy przerwało dopiero pukanie do drzwi sekretarki. Hector zadał potem Oliverowi kilkanaście wnikliwych pytań, chcąc zbadać jego wiedzę i doświadczenie. Decyzję o zatrudnieniu podjął jednak wtedy, w ciągu tamtych pierwszych pięciu minut. Gdy Oliver nie cofnął wzroku.
Nie lubił być obserwowany, ale jego spojrzenie mu nie wadziło. Nie czuł we wzroku Olivera żadnych emocji, żadnej oceny, wyrzutów, rozczarowania, oczekiwań. Czuł tylko uważność - i widział ją potem w jego gestach, w idealnym odwzorowaniu tego jak sam Hector trzymał skalpel i porządkował laboratorium. Czuł się zauważony i w jakiś sposób mu to schlebiało, a w jakiś przyjął to jako naturalną część życia i pracy - neutralną i znajomą, inną od natarczywego spojrzenia pracodawców i znudzonego wzroku żony.
-Skoro jest po czasie, to musiałeś nie doszacować wagi pacjentki. - zauważył sucho, oczywistą oczywistość. Skrzyżował spojrzenia z Oliverem, jakby ciekaw jego reakcji. W niebieskich oczach błysnęły iskierki porozumienia - choć droczyli się z pokerowymi twarzami, w jakiś sposób było to... miłe. Zbliżone do rozrywki.
Mógłby patrzeć na niego jeszcze długo, bez odwracania wzroku, ale musieli skupić się na półwili. Z zaciekawieniem obserwował jednak reakcję Olivera w odpowiedzi na daną mu szansę - drgnięcie ust (z zaskoczenia, radości?), cieplejszy ton głosu.
-Doktorze Vale. - pochwalił go odruchowo, oblizując dolną wargę. Pan było suche, nijakie, a doktor podkreślało jego pozycję i... rymowało się z Hector. Czasem w myślach zagłuszał pierwsze zgłoski, wyobrażając sobie, jakby to było gdyby Oliver zwrócił się do niego po imieniu swoim cichym, niskim głosem, nigdy niedrażniącym wrażliwych uszu. Hectorze Vale.
Nie patrzył już na twarz półwili, choć ta wydawała się jeszcze bardziej przerażona obecnością Olivera. Dotykiem skalpela, siłą nacisku. Nie spuszczał wzroku ze smukłych dłoni asystenta, jakby sprawdzając, czy robi wszystko dobrze.
Podniósł oczy, gdy uznał, że tak. Dostrzegł pęknięcie na kamiennej twarzy Olivera, rzadki i zimny uśmiech. Kąciki ust Hectora drgnęły lekko, ale szybko się opanował. Spojrzał na twarz półwili.
Oczy miała nieobecne, jakby omdlała.
Potrzebowali jej adrenaliny.
-Rennervate. - wycedził, a w jasnych oczach sparaliżowanej kobiety dawczyni śnieżki pojawiły się iskry bólu.
-Teraz, Oliverze. Zacznij wycinać serce. - nie przejął dowodzenia, najwyraźniej zamierzając dziś pozwolić asystentowi na wszystko i przekonać się, jak sobie poradzi.
Nie zamierzał jednak mu tego ułatwiać.
Opuścił wzrok na ręce Olivera, na klatkę piersiową wili.
-Moja żona też mnie zdradza. - powiedział cicho, obojętnie, bezbarwnie, na pozór bez związku. Uporczywie wpatrywał się w nadgarstek asystenta, jakby chcąc się przekonać czy zaskakujące słowa w jakikolwiek sposób zachwieją jego koncentracją, poskutkują drgnieniem dłoni.



We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: [SEN] Take my heart pull it apart [odnośnik]13.02.22 12:55
Bywali ludzie, którzy w ciszy czuli się niezręcznie; bywali i tacy, którzy w bezruchu tracili rozum, nie potrafili być sam na sam ze swymi myślami, lecz Oliver do nich nie należał. W trakcie kwalifikacyjnej rozmowy, przez długie godziny wspólnej pracy, z samego rana, gdy słońce jeszcze nie wzeszło i wieczorem, gdy ściągał z wieszaka marynarkę lub płaszcz — za każdym razem nieruchome oczy wydawały się być gotowe do momentalnego pochwycenia spojrzenia tych drugich. Nie tylko pochwycenia, ale też wytrzymania. Autorytety nigdy nie robiły na nim większego znaczenia. Nie do końca mógł zrozumieć pomysł odwracania wzroku tylko dla wykazania szacunku. Jeżeli ktoś nie mógł znieść tego, że drugi człowiek zaglądał mu w oczy bez strachu, powinien postarać się bardziej by ten strach wzbudzić.
Gdyby nie nieco mocniejszy ruch klatki piersiowej sugerujący nabranie głębszego oddechu, nic w postawie Olivera nie zasugerowałoby, że słowa doktora Vale w jakikolwiek sposób na niego wpłynęły. A wpłynęły, w dodatku niezbyt pozytywnie; nie lubił, gdy nieprzewidziane zmienne wpływały na jakość jego pracy, ale powstrzymał się przed szeregiem reakcji mogących naruszyć gładką powierzchnię maski. Nie drgnęła więc dolna powieka, kącik ust nie przesunął się dalej, usta nie ułożyły się w wąską kreskę, a palce wciąż pozostały rozprostowane, nie zaciśnięte w pięść.
— Każda pacjentka przejawia szereg indywidualnych cech, które wpływają na działanie eliksiru — znów nie cofnął spojrzenia, pochwycił nawet iskry odbijające się w tym jego, jednakże szarobłękitne spojrzenie pozostało matowe w kumulującej się w nim złości. Odwróciłby się w kierunku rozciągniętej na stole kobiety, przyjrzałby się jej może z tym rozdrażnieniem, nawet tutaj musisz wszystko zniszczyć.
Złagodniał dopiero przy stole. Może to zaufanie, które zostało mu okazane, może fakt, że jeszcze chwila i własnymi rękami i skalpelem wymierzy sprawiedliwość. A może to wtrącenie doktora? Skinął mu głową w milczeniu, może następnym razem. Teraz był skupiony na czymś zupełnie innym i to musiało na moment zająć większość jego uwagi. Na Vale mógł patrzeć całe dnie, pierwsze wydobycie serca półwili mogło mieć miejsce tylko raz.
Skalpel zatrzymał się pomiędzy palcem wskazującym a środkowym, Oliver potrzebował obu rąk. Szczupłe, długie palce wcisnęły się w przerwę w naciętym mostku, gdzieś nad jego głową rozbrzmiało zaklęcie, kusiłoby raz jeszcze spojrzeć na mentora, ale palce złapały pewnie za kości, cała siła skupiona na jednej czynności. Rozwieranie klatki żeber przypominało rozszarpywanie paczki przyniesionej przez sowę. W środku tej oczekiwał na nich naprawdę cenny prezent.
Ale Hector wpatrywał się w jego nadgarstek i uznał, że akurat teraz był najwygodniejszy problem by zdradzić się ze swymi matrymonialnymi problemami. Nie teraz.
Trzymaj mnie z daleka od klatek, w chłodzie kontroliniski głos rozlał się w śpiewie w milczącej przestrzeni sali, coś błysnęło w szarych tęczówkach Olivera, gdy nachylał się nisko nad tym, co niedługo przestanie być żywym organizmem, miodowe loki kołyszące się miękko w rytm jego ruchów. Czy to odpowiedź na wyznanie Hectora? Biegnij w ciemności, może dotrzesz do przeznaczenia.
Czy tylko bardzo specyficzna forma wzbudzenia w półwili dodatkowego niepokoju?
Błysk skalpela, odbił światło, gdy powracał do właściwej pozycji. Ruchy Olivera były przemyślane, nie spoglądał nawet na jej twarz — to zadanie Hectora, utrzymywanie jej w odpowiedniej kondycji, dopóki nie zakończy swego działania. Jeszcze niedługo, cięcie za cięciem, nie było nad czym się zastanawiać, widział to przecież tyle razy. Aż wreszcie wymowne pluśnięcie, półtorej sekundy, dłoń poza zasięgiem wzroku, aż wreszcie...
Triumfalne szarpnięcie. To koniec.
— Niezaspokojone potrzeby — odezwał się wreszcie, już bez śpiewnych nut. Po wcześniejszym zimnym uśmiechu nie było już śladu. Ale zamiast tego mógł wreszcie spojrzeć w oczy starszego mężczyzny, ignorując jeszcze przyklejone do twarzy kosmyki, stres uciekał z niego w nieco inny sposób niż u zwykłych ludzi, a wycinanie serca było samo przez się dość intensywnym przeżyciem. — Szukają ujścia w obiekcie zastępczym. Czekam, odliczam dni do tego, aż moja się puści. Przynajmniej będę pewien, że choć raz wszystko z nią w porządku.
Słowami ciął Oliver powietrze tak szybko i sprawnie jak przed chwilą tkanki kobiety ciął skalpelem. Co na to Hector? Na tak odważną przecież odpowiedź swego asystenta, jednocześnie do bólu rzeczową, a z drugiej tak osobistą? Musiał przecież wiedzieć, że Oliver nie był przywiązany do żony, że wolał spędzać noce tutaj, ucząc się jeszcze wiecej, doskonaląc to, co już potrafił. Gdyby którykolwiek z nich czuł cokolwiek do swej żony, nie spędzaliby w tym miejscu tak dużo czasu.


słońce nadal jest tuż nad głową, deszcz dotyka jeszcze mnie. wiatr odbija się mi o dłonie, noc pozwala zbliżyć się. jeszcze mamy odwagę, siłę i oddechu starczy nam. Niebo wisi wciąż tuż nad głową, jeszcze mamy czas.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
muszę to przespać
p r z e c z e k a ć
przeczekać trzeba mi
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
[SEN] Take my heart pull it apart
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach