Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kuchnia z jadalnią
AutorWiadomość
Kuchnia z jadalnią [odnośnik]27.03.22 19:28

Kuchnia z jadalnią

Według pierwszego planu przestrzennego kuchnia i jadalnia stanowiły osobne pomieszczenia, jednakże nowa pani domu zdecydowała, że konieczne będzie połączenie obu pokoi tak, by stanowiły jedność. Zabieg ten pozwolił na wpuszczenie do kuchni więcej światła oraz powiększył optycznie dostępną przestrzeń. W centrum części jadalnej mieści się solidny stół z ciemnego drewna, przy którym ustawiono sześć krzeseł. Na stole zawsze znajduje się bukiet świeżych kwiatów, najczęściej róż otrzymywanych przez Valerie po koncertach. Pod ścianą południową stoi kredens stworzony z tego samego drewna, co stół, w którym mieści się zastawa stołowa oraz kilka ozdobnych drobiazgów. Część kuchenna wyposażona jest tradycyjnie, choć Valerie czasami miewa problemy z nawigowaniem po niej — większą część posiłków przygotowuje bowiem jej przyjaciółka, pracująca jako niania dla jej córki.


you tried to change, didn't you?
closed your mouth more, tried to be softer, prettier, less volatile, less awake. you can't make homes out of human beings. someone should have already told you that.
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
delicate in every way but one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Kuchnia z jadalnią [odnośnik]19.05.22 7:22
1.04, po odznaczeniach i po bankiecie

Był zmęczony. Drzewa smagane wiatrem wyrastały silne i zdrowe, ale nawet druidzie dęby nie były z żelaza. A choć kochał brylować w towarzystwie, choć znamienici goście zgromadzeni w Wenus mile działali na jego dumę, choć opowiedział Juliusowi Avery o ślubie i z satysfakcją zobaczył u rozmówcy błysk zainteresowania gdy z lśniącymi medalami przypiętymi do szaty opowiadał o pożodze w Bury St Edmunds, choć wychwycił zazdrość na twarzach niektórych mężczyzn gdy tańczył z Valerie, choć widział dobre wina i pyszne desery to...
...nie miał apetytu.
Powinien się cieszyć, powinien. To mógłby być najpiękniejszy dzień w jego życiu i na pewno sprawiał wrażenie, jakby był. Uśmiechał się promiennie, rozmawiał ze wszystkimi, z dumą przedstawiał innym narzeczoną, chętnie opowiadał o wojennych zasługach.
Nie mogą wychwycić w twoich kłamstwach strachu - powtórzył mu dziadek, zanim po raz kolejny spytał ośmioletniego Corneliusa czy jest pewien, że syn służącej rozlał atrament na książkę. Odpowiedział, że tak - bez strachu, choć zawsze bał się i dziadka i (niegdyś) Dirka, gotowego do wybatożenia tamtego dzieciaka.
Teraz też nie okazywał strachu, przed nikim - ale zapamiętał z dzieciństwa jeszcze jedną lekcję.
Że choćby był najlepszym kłamcą, to strach zawsze będzie łatwiej wychwycić bliskim. Dziadkowi i ojcu, ale nie ich kolegom. Dirkowi, ale nie innym domowym pomocnikom. Matce, zawsze matce - patrzyła na niego z troską nawet na peronie, gdy udawał, że jest podekscytowany wyjazdem do Hogwartu równie mocno jak Solas i tylko w głębi serca przeżywał lęki, że trafi do Hufflepuffu.
Dlatego, pamiętając nabyte przez lata lekcje, podświadomie unikał dziś wzroku Valerie.
To ona znała go ze zgromadzonych najlepiej.
To ona wiedziała o jedynej rzeczy, która mogła go przestraszyć.
To jej obiecał, że to już nieaktualne. Pogrzebane, w celi Tower albo na dnie Tamizy.
Jeszcze tylko kilkanaście minut tej maskarady.
Odprowadzi ją do wejścia do domu - a potem wreszcie zostanie ze swoimi myślami sam i coś wymyśli. Zawsze był w stanie coś wymyślić.
Powóz zatrzymał się w Kensington. Cornelius całą drogę patrzył przez okno, ale cały czas mówił, by nie wzbudzać podejrzeń. O ceremonii, o pięknym śpiewie, o tym jak klaskali goście po jej występie, o tym, że po raz pierwszy namiestnikami hrabstw i Londynu zostali ludzie bez kropli błękitnej krwi, tacy jak my, najdroższa.
Słowa były piękne, ale spojrzenie dalekie - czy mogła to zauważyć? Łudził się, że nie. Był przecież tak świetnym aktorem. Co z tego, że od kilku godzin patrzył na lordów i damy, na szwedzki stół i lśniące medale, na usta Valerie i na suknię Valerie, wszędzie tylko nie w jej oczy, nie tak naprawdę? Łudził się, że spojrzenie łapane przelotnie wystarczy, że niczego nie zauważy, była w końcu Valerie Vanity a nie Dianthe Sallow, nie mogła wyczytać z niczyich zielonych oczu jego najskrytszych sekretów, prawda, prawda?
-Dziękuję za wspaniały wieczór, najdroższa. - spojrzał na nią przelotnie, próbując uśmiechać się równie promiennie jak kilka godzin temu, ze sceny. To na uroczystości po raz ostatni podchwycił jej spojrzenie, oszołomiony adrenaliną i radością i jej czystym śpiewem. Po drodze do Wenus emocje opadły, strach stał się silniejszy od radości, trzeba było odwrócić wzrok - nie dać po sobie poznać, że ktoś był w stanie zepsuć ten najpiękniejszy z wieczorów.
Bo nie był, bo wszystko było w porządku, to nadal będzie najpiękniejszy z wieczorów - chociaż gdyby Cornelius czuł się naprawdę swobodnie to odprawiłby powóz i został tutaj na noc. Valerie do tego przywykła, dbali o dyskrecję, za dwa miesiące wezmą ślub i czekali na siebie już zbyt długo, cienie splecione na rodzinnym gobelinie nie mogły już się od siebie rozdzielić i Valerie mogła się spodziewać, że jej zachwycony sukcesem narzeczony będzie miał ochotę poświętować, ale...
-Dobranoc, najdroższa. - musnął ustami jej policzek, gdy zamknęły się za nimi drzwi do hallu. Tylko policzek. Wyciągnął ręce, aby pomóc jej zdjąć płaszcz, ale nie ściągał swojego.
-Zobaczymy się jutro. - obwieścił, zamierzając wrócić do własnego domu.


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia z jadalnią Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Kuchnia z jadalnią [odnośnik]23.05.22 19:37
Kobiety potrafiły być niezwykle wręcz uparte, a Valerie Vanity nie stanowiła w tym przypadku wyjątku. Postanowiwszy sobie, że dzisiejszy dzień, a przede wszystkim dzisiejszy wieczór będą p e r f e k c y j n e (nic mniej, nic więcej, porażki przyjmowała równie ciężko, co jej narzeczony), robiła wszystko, by tak właśnie się stało. Długie godziny przygotowań, by zabłysnąć na czerwonym dywanie, wśród osobowości czarodziejskiego świata, wśród ludzi, którzy prawdziwie coś znaczyli, przy boku, pod rękę z kawalerem dwóch orderów, wojennym bohaterem. Niezliczona ilość lat, kolejna scena, premiera nowej kompozycji, nowego utworu, jutro gazety będą o nich pisać, ale póki co — skryci byli przed świdrującymi spojrzeniami gapiów — mieli przed sobą cały wieczór, wieczór słodkiego, ciągnącego się triumfu.
Triumfu słodkiego, choć zaburzonego czymś gorzkim.
Uśmiechała się pięknie przy boku Corneliusa, skromnie spuszczając wzrok w podziękowaniu za komplementy dotyczące czy to wojennej pieśni, czy sukni (to dzieło Domu Mody Parkinson, w zupełności warte swej ceny), czy zaręczynowego pierścionka. Stąpała lekko po parkiecie, wrażliwa na każdy ruch swego partnera, tak, aby wyglądało, że to on prowadzi, nie ona, choć Cornelius w tej jednej kwestii postanowił oddać jej stery, pod warunkiem, że nikt nie dowie się o ich spisku. To nie pierwsza ich obietnica, nie pierwszy sekret skrywany przed towarzystwem.
Znała Corneliusa Sallowa, choć bał się tego, bał się konsekwencji zbudowanego pomiędzy nimi zaufania. Wygląda na to, że słusznie.
Dusiła w sobie chęć spytania, bankiet to nie moment na smutki. Jeżeli pragnął udawać — dała mu do tego przestrzeń, samej bawiąc się tak, jak na to zasłużyła. Jedyną rysą na szkle tego wieczoru był Cornelius uciekający przed jej spojrzeniem, irytująco wręcz nieobecny, choć z maską przytwierdzoną do twarzy. Maską, którą Valerie znała, której przywdzianie szanowała, jednakże tak długo, jak trwali w przestrzeni publicznej. Ściany miały uszy wszędzie, a w Wenus każdy szept niósł się, jak wojenny okrzyk wzmocniony umiejętnie rzuconym sonorusem.
Spoczęła na miękkim siedzeniu powozu i dopiero wtedy poczuła, jak prawdziwie jest tym wszystkim zmęczona. Zmęczona emocjami, których dziś było przecież wiele, zmęczona tą niezrozumiałą defensywnością Corneliusa, która przynosiła myślom same niebezpieczne scenariusze. Czy zauważył kogoś w tłumie? Czy martwił się nieobecnością Septimusa? Nie mogła, albo może nie zdążyła spytać. Cornelius, w sobie tylko właściwej manierze mówił, mówił, mówił, próbując przykryć złotymi słowami własny lęk. A kobieca intuicja, często spychana przez mężczyzn do miana fanaberii, podpowiadała, że nie powinna dziś pozwalać mu na samotną noc.
Pierwsze ukłucie prawdziwego zaniepokojenia nastąpiło w momencie, gdy wychodząc wspólnie z powozu, Cornelius nie odprawił go, przez co nakazał prowadzącemu go woźnicy na niego oczekiwać. W jasnych źrenicach błysnęło pytanie, ale Cornelius nie widział go, unikając patrzenia w oczy narzeczonej. Nie mówiła nic, licząc, że to roztargnienie, wypili przecież trochę alkoholu, znów tyle emocji, ale tak jak dobrze znała Sallowa wiedziała, że nigdy nie zapominał. Zamknięte drzwi wejściowe pomogły w odzyskaniu choć części humoru, policzek wysunął się do całusa prawie sam, ale nadchodzące po nim słowa nie spodobały się jej już zupełnie.
Będąc w bezpiecznym, znanym przecież ich dwójce domu, nie musieli już ratować się maskami.
Ta Valerie runęła na ziemię.
Pozwoliła mu zsunąć futro ze srebrnego lisa z własnych ramion. To w końcu prezent od niego, zakupiony w Shrewsbury, trochę dla odwrócenia uwagi. Użyje go i w tym celu. Obróciła się bowiem wokół własnej osi, ciężar ciała kumulując na wysokich obcasach, aż zatrzymała się dokładnie przed nim. Obie dłonie spoczęły na jego ramionach, palce zacisnęły się na nich lekko, nie możesz już iść.
— Zobaczymy się jutro, ale gdy otworzę oczy w naszej sypialni — choć ton miała słodki, nęcący, Cornelius znał go przecież, używała go zawsze, gdy pragnęła go o coś poprosić, gdy szczególnie na czymś jej zależało, to spojrzenie miała nieustępliwe, wciąż — przy pomocy przechylonej główki próbując złapać wreszcie jego spojrzenie. — Noc taka jak ta nie zdarza się często. Jaką byłabym narzeczoną, wypuszczając cię od siebie w tak złym humorze? — ciągnęła dalej, palce rozluźniły lekko uścisk tylko po to, by zsunąć z jego ramion wyjściową, wieczorową szatę. Przy pomocy różdżki uratowała ją przed zetknięciem się z podłogą, odwieszając w stosowne miejsce. Przestąpiła kolejny krok do przodu, prawa dłoń na jego lewej piersi. Jak prędko bije twe serce, najdroższy?
— Jeżeli jest jakikolwiek sposób, w który mogłabym ci ulżyć... — wspięła się na palce, drugą rękę zarzucając na jego szyję, potraktowane bordową szminkę usta, słodki, gorący oddech tuż przy płatku ucha. Pachniała mieszanką kwiatów i szampana. — Wystarczy tylko słowo, najmilszy.


you tried to change, didn't you?
closed your mouth more, tried to be softer, prettier, less volatile, less awake. you can't make homes out of human beings. someone should have already told you that.
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
delicate in every way but one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Kuchnia z jadalnią [odnośnik]21.06.22 4:03
Był roztargniony. Znał to uczucie, strach zżerający go od środka i poczucie, że wszystko się waliło. Poczucie braku kontroli i niezrozumienia. Czuł się tak, gdy widział w Hogwarcie jak uczniowie nosili krawaty krzywo (funkcja prefekta i przywilej grożenia im ujemnymi punktami za nieregulaminowy ubiór osłodziły nieco tamtą gorycz), gdy ojciec spoglądał na niego z rozczarowaniem, gdy nie mógł zrozumieć kobiet pomimo czytania ich myśli, gdy w Parszywym Pasażerze zadrwiła z niego nastolatka, a w Derbyshire mugolak, oraz gdy martwi powstawali z grobów, a kończyny odrastały.
To poczucie odbierało mu chęć do życia, a nawet (zwłaszcza?) chęć do cielesnych przyjemności -
choć głos Valerie brzmiał słodko i nęcąco, a jej dłonie kusząco zaciskały się na jego ramionach. Mógłby ją teraz mieć, powinien po nią sięgnąć, była chętne i piękna, a on zasłużył na chwilę odpoczynku i wydawała się to doskonale rozumieć. Zleciłem dla ciebie jego zabójstwo, Valerie, a teraz pokazałem cię światu w dniu, w którym zdobyłem dwa medale - jestem bohaterem, a ty moją narzeczoną, będę kimś wielkim, a ty będziesz gwiazdą, widzisz jak pięknie wszystko się układa? - powinien zapytać z triumfalnym uśmiechem, ale słowa nie przechodziły mu przez gardło.
Nic się nie układało, pewien problem groził ich bezpieczeństwu.
Nic się nie układało, bo Cornelius wciąż był słaby, słaby, słaby, wciąż nie był w stanie myśleć o tym bękarcie tylko jako o problemie, wciąż czuł poczucie winy z powodu krótkotrwałej ulgi, która zalała go, gdy zobaczył syna na scenie. Powinien szybko zaciągnąć Valerie do łóżka, spłodzić kolejnych synów, gdy ma się jedynaka nie myśli się racjonalnie, ale nie. Miał. Ochoty.
Nie dziś. Nie dopóki nie zostanie z myślami sam, dopóki nie wymyśli, co dalej. Może powinien nie robić nic i uwierzyć, że Marcelius ma dość rozsądku, by nie wchodzić mu w drogę - ale do takiego wniosku musi dojść w samotności, a coś w jego wnętrzu krzyczało, że nawet Tower mogło nie nauczyć tego dziecka rozsądku.
Pamiętał błysk w oczach Solasa, gdy ten mówił o klątwach. Niektórzy Sallowowie nigdy nie byli rozsądni, wszyscy byli za to u p a r c i. Niektórzy bardziej niż inni. Wierzysz w klątwy? - chciałby spytać Valerie, ale wtedy musiałby jej powiedzieć, że nie powiedział jej jeszcze o klątwie normandzkiej krwi. Merlinie, powinien.
Jak wychować dziecko, które nie zna strachu?
Przynajmniej Cornelius wiedział, że normandzka skaza nigdy nie dotknęła jego, bo teraz czuł jedynie strach, strach, strach.
Strach, który mieszał w zmysłach - wydawało mu się nawet, że oczy Valerie są jakieś inne, nieustępliwe i zimne. Na pewno tylko mu się wydawało.
-Jestem zmęczony. - zmusił usta do przepraszającego uśmiechu, opanowanego do perfekcji w Ministerstwie, ale wyglądającego mniej przekonująco niż w pracy.
Naprawdę był zmęczony.
-Poza tym - co by sobie pomyślał woźnica o naszej reputacji? - zapytał obłudnie, do tej pory takie konwenanse go nie obchodziły. Obchodziła go reputacja Valerie, rzecz jasna, ale wolałby wymazać komuś pamięć niż rezygnować z chwili przyjemności.
Nie zdążył powstrzymać niezadowolonego grymasu, gdy zsunęła z niego szatę, wymnie się.
-Valerie. - zaprotestował chłodno, cofając się o krok. Zanim się odsunął, była w stanie wyczuć, jak szybko bije jego serce. Nie znała się na anatomii, ale Cornelius nie wiedział, że pewien początkujący magipsychiatra wyjaśniał jej kiedyś z upodobaniem (mężczyźni lubią się chwalić swoją wiedzą - to sama Valerie wiedziała aż za dobrze), że to oznaka emocji - nie zmęczenia.
-Nie dziś. - zdawał sobie sprawę, że teraz psuje ten wieczór nie tylko sobie, ale również jej, ale jego opanowanie miało swoje granice. Od kilku godzin udawał niewzruszonego cudownym wyjściem z Tower swojego bękarta, nie da rady już dłużej, nie przy niej, nie w ciszy domu - gdy nie chroniły go już uśmiechy wymieniane z innymi gośćmi i gwar wokół ich osób.
Jutro, jutro będzie opanowany.
-Przyjdę jutro, najdroższa. Też powinnaś odpocząć. - zaproponował pojednawczo, nachylając się aby złożyć na jej ustach pożegnalny pocałunek, był jej to winien. Nie zdążył - to ona nachyliła się najpierw do jego ucha, gorący oddech, przymknął oczy ze zniecierpliwieniem.
Rozważył w głowie jedno rozwiązanie i dwie opcje - obydwie satysfakcjonujące. Albo oburzona odmówi, pójdzie szybko do domu i będzie miał to z głowy, albo nie odmówi i będzie przyjemnie - ale prędko, i nie będzie widziała jego twarzy.
-Mogłabyś uklęknąć.




I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia z jadalnią Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Kuchnia z jadalnią
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach