Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Szopa
AutorWiadomość
Szopa [odnośnik]03.04.22 22:49

Szopa

Nieco zaniedbana, pomału przywracana do stanu dawnej światłości, niewielkich rozmiarów szopa, która pełni funkcję pomieszczenia gospodarczego. Znajduje się ona za domem na skraju ogródka i linii drzew. Prowadzi do niej urocza, kamienna ścieżka wzdłuż, której posadzone zostały kwiaty. Do budynku przylega kurnik.


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Re: Szopa [odnośnik]20.05.22 21:03
12 KWIETNIA

Dochodziła druga nad ranem; księżyc tęsknie zaglądał przez firany do pokoju gościnnego na piętrze Syreniej Laguny, który od pewnego czasu zajmowała Celine, chociaż blady blask lunarnej tarczy tym razem nie zapraszał do spania (do czego i tak by nie doszło, od środka rozpierał ją niepokój, napinał i rozluźniał mięśnie w błędnym, zapętlonym kole przypominającym węża pożerającego własny ogon), ale przyglądał się - czemuś innemu niż zwykle. Nie przestraszonej twarzy, nie zamyślonemu, mętnemu spojrzeniu, nad którym czuwała kotara długich rzęs, a najprawdziwszej różdżce ujętej w drobnych dłoniach. Jej własnej. Nowej.
W dniu, gdy w Tower of London odebrano jej magiczne narzędzie, poczuła się jakby straciła rękę. Żadna czarownica nie powinna przechodzić rozstania z integralną częścią zaklętego drewna, nasyconego energią płynącą ze źródła rdzenia, i żadna czarownica nie powinna czuć się tak bezsilnie po jego odebraniu. Do tamtego momentu półwila nie zdawała sobie sprawy jak trudno było się bez niego obejść, nie musiała robić tego wcześniej. Wspomnienia sprzed zakupu różdżki na Pokątnej jakieś dziesięć lat temu zdążyły zatrzeć się z czasem, został po nich tylko popiół; z kolei po szkole zaniedbała praktykę czarów, pochłonięta artystycznym rozwojem. Kto miał czas myśleć o jakimś flippendo czy innym balneo, kiedy trzeba było przygotować drugą parę puent na zajęcia ze specjalnie zaproszonym, gościnnym maestro baletu? Och, na pewno nie ona. Co najwyżej wykorzystywała fae feli, żeby oprószyć włosy srebrnym pyłem przed występami, capillus do zaplatania misternych koków, oraz chłoszczyść każdego wieczora przed snem, żeby nazajutrz mieć czyste ubrania. I tyle.
A potem, po ucieczce z okropnego pociągu, nie w głowie było jej sięgać po zaklęcia, jakiekolwiek. Bała się ich, abstrakcyjnie, irracjonalnie, w pamięci wciąż mając świeże obrazy kolorowych wiązek ciskanych w jej kierunku przez strażników i ból, które zadawały po zetknięciu ze skórą. To, i jeszcze więcej; takie zdradzieckie kurwy jak ty nie zasługują na magię, powtarzały usta wykrzywione w wulgarnych, kpiących uśmiechach.
Może właśnie dlatego zwlekała z poproszeniem o pomoc w zdobyciu nowej różdżki, aż do momentu, kiedy zasugerowano jej, że zdobyć taką powinna. Yvette znów stanęła na wysokości zadania; list posłany znajomej arystokratce (co najpierw wywołało u Celine atak paniki) sprawił, że niejaka lady Mare Greengrass uprzejmie zgodziła się wesprzeć starania uzdrowicielki i zaaranżowała spotkanie z przedstawicielem rodu Ollivander, który po zapoznaniu się z charakterystyką półwili spod pióra Baudelaire zjawił się w umówionym miejscu wraz z selekcją narzędzi, które jego zdaniem mogły sprawdzić się w nowej roli, w nowej dłoni. Teraz - Celine biczowała się w myślach za to, że nie okazała mu większej wdzięczności. Przecież nie musiał tego robić, z pewnością będąc zajętym człowiekiem. Patrzyła lękliwie, połowicznie schowana za ramieniem Yvette, onieśmielona stekiem nawarstwionych traum i nieufnością, z jaką spoglądała na nieznajomych.
Różdżki jednak nie dało się zmylić; docierała dalej, głębiej, przebijając się przez ostatnie przeżycia aż do tego, co z Celine oryginalnie stworzyło Celine. Na wezwanie jej stępionej nieużytkiem magii (i stłamszonej strachem duszy) odpowiedział dziesięciocalowy grenadill, który w ciemnościach pokoju wyglądał na zupełnie czarny. Pulsował w nim rdzeń pyłu ze skrzydeł elfa - i w pierwszym odruchu półwila nie mogła nie pomyśleć o wróżkowym pyle, narkotyku, który teraz tak wiele z jej problemów mógłby rozwiązać, odjąć tak wiele trosk, rozluźnić tak wiele mięśni... Ale wymuszona przez aresztowanie czystość utrzymywała się aż do dziś, może dlatego, że jej brak również przywodził na myśl Grimmauld Place. Przeszłość. Blacków, których nie chciała znać ani pamiętać. Ostatnim razem ćpała w Parszywym za pieniądze z pracy u ich rodziny.
Jej ciało drgnęło nagle, samoistnie, przeszyte głębokim dreszczem, który przebiegł przez całą długość kręgosłupa i Celine, znów zlękniona, nie mogła nie zastanawiać się czy to dlatego, że trzymana w długich palcach różdżka uznawała, że nowa właścicielka nie była jej godna. Nic dziwnego. Nawet jeśli nie, to tylko kwestia czasu, przecież takie jak ona nie zasługiwały na magię... Drżący w piersi oddech zaświszczał przy wydechu; czarownica ostrożnie obróciła grenadill w dłoniach, od kilkudziesięciu minut nieruchomo leżąca w tej samej pozycji na (zbyt miękkim, jej materac w celi był surowszy) łóżku, po czym przysunęła różdżkę bliżej piersi, niepewnie pozwalając jej oprzeć się o materiał białej koszuli nocnej, nieopodal serca.
- Przepraszam... - szepnęła; że jesteś moja.

zt


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Szopa
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach