Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Wejście
AutorWiadomość
Wejście [odnośnik]03.04.22 22:57

Wejście

Po otwarciu ciężkich, drewnianych drzwi wejściowych domu wchodzi się prosto na korytarz. Jest on dość przestronny, a wrażenie to potęguje wysoki sufit, odsłaniający belki stropowe. Ściany wyłożone są drewnem i kamieniem utrzymując swojski klimat domu. Wzdłuż jednej z ze ścian stoi podłużna ławka oraz szafa na płaszcze. Koniec korytarza prowadzi do schodów na górę.


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Re: Wejście [odnośnik]03.04.22 23:35
01.04.1958

Wahała się długo, od samego rana chodziła bardziej nerwowa niż zwykle i jak zwykle ktoś musiał za to oberwać. Padło na Jamesa, który napatoczył się tuż przed wyjściem do pracy. Proste pytanie, dlaczego nie spała sprawiło, że zagotowało się w niej. Nie powinna tego robić, wkurzać się na niego, gdy okazywał jakiekolwiek zainteresowanie, ale zwyczajnie nie mogła. Myśli kotłowały się za mocno, bo przecież byłaby idiotką, skończoną kretynką, by nie dopuścić do siebie tej myśli. To mogło być tylko potwierdzenie, przytaknięcie domysłom, które starała się odrzucić. Wolałaby nie, naprawdę ponad wszystko wolałaby nie mieć racji w swoich przeczuciach. Szarpiąc nerwowo rękaw płaszcza, wpatrywała się w punkt gdzieś przed sobą. Desperacko miała nadzieję, że to może jednak zatrucie dokuczało przez parę tygodni? Jakieś choróbsko w końcu przypałętało się do osłabionego organizmu. Mogło się tak stać przecież, miało pełne prawo. Jednak nigdy nie narzekała na zdrowie, mama nie raz jej powtarzała, że była najzdrowsza z całego rodzeństwa, rzadko łapała cokolwiek. Odetchnęła chłodnym powietrzem, próbując opanować nerwy.
Wychodząc z domu, wsunęła dłonie w kieszenie płaszcza, zima już powoli odpuszczała, ale nadal było zimno. Albo może tylko jej dziś? Stres robił swoje. Podróż do Walii zajęła trochę czasu, więcej niż zwykle, gdy jednak zrezygnowała z animagii. Wątpiła, czy będąc kłębkiem nerwów, da radę skupić się na tyle, aby umiejętność zadziałała bez przeszkód. To nie było takie proste, a kiedy uczyła się dopiero, poznawała teoretyczną stronę tej części transmutacji, wielokrotnie ostrzegano ją o konsekwencjach. Dlatego była ostrożna, nie chcąc ich nigdy odczuć na własnej skórze.
Uśmiechnęła się ładnie na widok Yvette, witając z kobietą, gdy tylko znalazła się dość blisko. Umówiły się w pobliżu domu pani Baudelaire, a krótki spacer pokonały w ciszy. Nie chciała mówić jeszcze, dlaczego fatygowała się tak daleko i czemu na propozycję, że to uzdrowicielka pojawi się w Londynie lub Dolinie Godryka, odmówiła od razu. Potrzebował tego, paru godzin straconych, by dotrzeć na miejsce, czasu na przemyślenie. To przyniosło ze sobą spokój, zeszło ciśnienie, które rozpraszało uwagę. Rozejrzała się pobieżnie po pomieszczeniu do którego poprowadziła ją Yvette; małe i przytulne, przynosiło na myśl bezpieczeństwo, nieme zapewnienie, że wszystko jest w porządku, że nie musiała się martwić.
Obejrzała się na nią, skubiąc lekko nitkę przy rękawie bluzki.
- Ja... – urwała, tracąc nieco na pewności siebie. Ostatnio to wcale nie było trudne, ale dziś, było jakby gorzej.- Nie chciałam Ci przeszkadzać dziś, ale potrzebuję kogoś, kto zna się na uzdrowicielstwie i nie znam nikogo innego, co do kogo miałabym pewność, że mnie nie oszuka.- mówiła cicho, ale nic w pomieszczeniu nie zagłuszało jej głosu.- Od kilku tygodni czuję się gorzej, myślałam, że przejdzie samo... ale nie chce i chyba zaczynam się martwić.- nie wiedziała, ile z jej słów da się wyciągnąć, czy miały jakiś sens, ale nerwy znów wracały. Spróbowała złapać oddech, ale ten ugrzązł w gardle na moment.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
Wejście W05eVlm
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Wejście [odnośnik]13.04.22 20:41
Zastanawiała się czy dobrze zrobiła. Już wcześniej, ale po listach, które wymieniła z Marcelem... pękało jej serce. Już dawno nie płakała. Nie tak gorzko i rzewnie, przez ostatnie miesiące tłumiąc w sobie uczucia. Słowa w liście były jednak jak zapalnik, jak ostatnia kropla, która przelała czarę goryczy sprawiając, że wszystko do niej wróciło. Śmierć i cierpienie, którego była świadkiem, Hagrid, Johnatan i Celine. Jej słodka Celine. Jej syn i list od teścia. Czasami po prostu nie miała już sił. Zawiodła tak wiele osób i nieważne jak bardzo by się nie starała dalej nie potrafiła tego naprawić, dalej nie potrafiła tego uniknąć. Nic nie dawało ukojenia. Nawet ten dom. Dopiero słowa listu napisane drżącą, słabą dłonią należącą do jej małej baletnicy. Myślała, że nie żyje. Była pewna. Miała taką nadzieje, bo Merlin tylko wie ile wycierpieć musiała. Gdzie jednak teraz była? Bezpieczna? Cała? Czy dalej w niebezpieczeństwie pozostawiona samej sobie? Mało co spała i jadła rozmyślając o tym w kółko i w kółko. List od Eve dodatkowo ją zaniepokoił. Sama zaproponowała, że mogą zwrócić się do niej w razie potrzeby i miała swe słowa na myśli, po prostu nie przypuszczała, że tak szybko ten moment nadejdzie. Dodatkowo w swym liście dziewczyna niewiele jej zdradziła. Chciała im pomóc. James to młody, porządny i honorowy chłopak. Nie musiał się jej wtedy odwdzięczać, a i tak to zrobił ciężko pracując w lecznicy. Z pozostałą trójką miała mniej do czynienia, ale wszyscy wydawali jej się być w porządku. Byli uprzejmi, starali się jakość przetrwać, jak oni wszyscy. Młodzi, jeszcze zagubieni, żyjący w biedzie i w środku wojny. Nie była w stanie pomóc im tak jakby chciała samej niewiele posiadając, ale jeśli mogła coś dla nich na pewno zrobić to właśnie to - oferując swoje usługi jako uzdrowicielki.
- Nie przeszkadzasz. Cieszę się, że jesteś. - Uśmiechnęła się do brunetki wpuszczając ją do domu. - Jadłaś śniadanie? Napijesz się czegoś? Proszę usiądź. - Zaproponowała kierując ją w stronę kuchni, gdzie od razu nastawiła wodę. Były same. Thalia jeszcze nie wróciła ze swej wyprawy, więc cały dom był tylko dla niej. Z tego też powodu nie miała oporów by zaprosić tu dziś Eve. Obiecała jej, że nie będzie sprowadzać tu swoich pacjentów, no i technicznie tego nie robiła. Eve była jej gościem. Ufała rodzinie Doe, może naiwnie, ale nigdy nie dali jej powodu, aby ich tym zaufaniem nie obdarzyć. - Możesz opisać dokładnie dolegliwości? Jak dokładnie czujesz się gorzej? Jesteś osłabiona? Masz zawroty głowy? Boli cię brzuch? - Zmarszczyła brwi przyglądając się dziewczynie. Była blada, wyglądała na zmęczoną, ale nic innego nie rzucało jej się w oczy. Sama teraz nie wyglądała lepiej.


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Re: Wejście [odnośnik]16.04.22 22:30
Nie przywykła nigdy do zainteresowania obcych ludzi, do okazywanej dobroci i wyrozumiałości. Takich osób było mało, wręcz jednostkowo pojawiały się w jej życiu, by równie szybko zniknąć. Właśnie dlatego trudno było jej zaufać komukolwiek, potrzebowała czasu, aby przekonać się do nowych osób. Uśmiech rozciągający usta i uprzejmość, były pokazowe, sztuczna wesołość nie sięgała ciemnych oczy, które z uwagę obserwowały otoczenie. Nawet pozorne rozluźnienie w sylwetce rzadko odbierało spięcie w mięśniach. Znajomość z Yvette przebiegała podobnie, chociaż o wiele szybciej, zaczęła spoglądać na kobietę przychylnie, a w końcu cichy śmiech nabierał szczerości. Nie oceniała ją za podjęte decyzje, za ucieczkę z Londynu, by znaleźć swoje miejsce tutaj. Może prędzej zazdrościła, że takowe miała, że czuła się dobrze tam, gdzie teraz była i chyba nie zastanawiała nad każdym kolejnym dniem. Chciała z nią o tym porozmawiać, spytać z czystej ciekawości czy tutaj, było lepiej. Wiedziała jednak, że tego nie zrobi, finalnie zamilknie, odwracając spojrzenie. Nie pociągnięta za język, coraz rzadziej dociekała pewnych rzeczy, tępiła mnożące się pytania, skupiając na ważniejszych rzeczach. To z czym przyszła dziś, było o wiele istotniejsze. W tej kwestii potrzebowała odpowiedzi o wiele bardziej niż w czymkolwiek innym.
- A ja się cieszę, że mogę cię znów widzieć.- przyznała szczerze, uśmiechając się nieco swobodniej. W tym momencie nie próbowała być na siłę uprzejmą, to co mówiła, tak po prostu było. Spoważniała odrobinę, kiedy padło pytanie o śniadanie, a jak na złość żołądek zaburczał. Prychnęła pod nosem, nieco nerwowo.- Nie, ale to nic. Trudno teraz o zapasy, a ja nie chciałabym nadużywać gościnności.- odparła. Przywykła do pewnego, znośnego głodu, jadała mało z przyzwyczajenia i konieczności. Ostatnie dni były głównie koniecznością, kiedy w domu w Dolinie pojawiła się kolejna osoba, zdecydowanie bardziej potrzebująca jedzenia.
Z pewnym ociąganiem zajęła wskazane miejsce, obserwując cały czas krzątającą się po kuchni kobietę. Zastanowiła się przez dłuższą chwilę, gdy padła prośba o sprecyzowanie dolegliwości.- Osłabienie i zmęczenie. Zaczynam znów gorzej sypiać. Wróciły mdłości i wymioty, często z rana. Czasami też w ciągu dnia z byle powodu. Na początku lutego miałam już z tym problem, ale to raczej z nerwów. Miałam wtedy trochę kłopotów.- wzruszyła lekko ramionami. Często nie było potrzeba nic konkretnego, aby zawartość żołądka podeszła do gardła, jakiś uciążliwy zapach, smak czegoś, co miała okazję zjeść. Żołądek przyjmował mało, jakby mogła pozwolić sobie na wybredność.- Mam tego już dość ostatnio, nie mam cierpliwości i obrywają za to moi bliscy.- nie chciała się nawet zastanawiać, ile razy odburknęła, kiedy któryś z Doe zainteresował się jej gorszą formą. Czuła się źle, ale ponad wszystko nie chciała zainteresowania kogokolwiek, chciała, żeby dano jej spokój, ale to okazywało się zbyt wielkim żądaniem.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
Wejście W05eVlm
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Wejście [odnośnik]20.04.22 20:53
Nauczyła się nie oceniać. Miała ogromny przywilej urodzić się w zamożnej, czystokrwistej rodzinie, w takiej, której nazwisko coś znaczyło. Nigdy niczego jej nie brakowało, miała przed sobą otwarte każde możliwe drzwi. Nie każdy miał podobną szansę od losu. Poznała wielu ludzi, z różnych warstw społecznych. Takich, którzy o przetrwanie musieli walczyć. Krzywdzące stereotypy w tym nie pomagały. James to dobry chłopak. Pracowity, choć wiedziała dobrze, że był i złodziejaszkiem, jakich wielu było na portowych ulicach. Nie usprawiedliwiała tego, ale rozumiała. On nie miał tyle szczęścia co ona, wielu nie miało, ale jakoś radzić sobie musieli. A już szczególnie teraz... chciała móc im pomóc bardziej, jakkolwiek. Spaliła jednak za sobą wszelkie mosty, pozbawiła sama siebie niemal wszystkich przywilei, niewiele miała do zaoferowania. Gdyby jednak nie skończyła w ten sposób nie dałaby od siebie nic tkwiąc dalej w dawnym życiu za teatralną kotarą.
- Nonsens. Jesteś moim gościem, a pacjentem przy okazji. Sama jeszcze nic nie jadłam, a przyda mi się towarzystwo. - Rzuciła lekko mając nadzieję, że przystanie na propozycje. Choć tyle w końcu mogła dla niej zrobić, a na jej towarzystwo blondynka na pewno narzekać nie będzie. Eve była skryta, co było zrozumiałe, była jednak też sympatyczna i inteligentna. Kimś z kim miło można było spędzić czas. Słuchając opisu objawów dziewczyny zamiast po puszkę z herbatą sięgnęła po tą obok, z miętą. - Mdłości i wymioty faktycznie mogą wynikać z nerwów. - Wymruczała pod nosem w zamyśleniu zalewając zioła. Własna głowa czasami okazać się mogła największym wrogiem. To co się tam działo zawsze wpływało na ciało. Wciąż jednak niczego nie wykluczała, nie gdy symptomy wskazywać mogły wiele innych przypadłości, nie musiała być to nerwica żołądka, a choćby zatrucie pokarmowe, infekcja przewodu pokarmowego, ostry brzuch, ciąża... - Co z biegunkami? Jadasz regularnie? Zmienił ci się apetyt? - Filiżankę przykryła spodkiem dając ziołom czas, aby się zaparzyły, po czym odwróciła się do dziewczyny dokładnie ją studiując. Zakłócony cykl snu, wahania nastroju... - Nie wiń się za to. Czasami każdy musi pobyć nieco drażliwym. - Posłała w jej stronę uśmiech po czym podeszła bliżej chłodną dłoń kładąc na jej czole, później obie przeniosła pod jej żuchwę sprawdzając czy jej więzły chłonne były opuchnięte. - Zawroty głowy? Duszności? Kołatanie serca? Pobolewa cię coś, choćby brzuch? - Pytała dalej swój wzrok zatrzymując na dłuższą chwilę na jej oczach. Zmęczonych, niewyspanych, podkrążonych. Były bardziej osadzone niż powinny, żyłki opuchnięte. - Kiedy ostatnio krwawiłaś? - Zapytała wzrok jak i dłonie przenosząc na ręce Eve, które delikatnie uchwyciła za nadgarstki w swoje sprawdzając puls. Przyspieszony.


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Re: Wejście [odnośnik]02.05.22 0:23
Spojrzała niepewnie na Yvette, kiedy ta najwyraźniej nie zamierzała odpuścić. Rzadko pojawiała się w gościach u kogoś, dlatego dziwnie było jej przystanąć na tę propozycję. Zwłaszcza kiedy wiedziała bardzo dobrze, jak trudno było obecnie zaopatrzyć się w jedzenie. Mimo to w końcu skinęła głową, uśmiechając się niemrawo.- Dobrze, więc bardzo chętnie dotrzymam towarzystwa i pomogę.- odparła, stawiając pewien warunek od siebie. Nie chciała siedzieć i czekać, aż coś dobrego zostanie podane. Nie przywykła do tego, by czekać bezczynnie. Nawet kiedy jeszcze w poprzednim roku mieszkała ze starszą czarownicą w Dolinie, wielokrotnie krzątała się po kuchni wraz z nią. Lubiła to, chociaż teraz paradoksalnie miała ku temu mniej okazji, oddając pole do popisu szwagierce.
Przymknęła na moment oczy, czując przyjemny zapach mięty w powietrzu. Świeżo zalewane zioła pachniały cudownie, a teraz o dziwo nawet lepiej. Słuchała, kiedy uzdrowiciela przytaknęła, że mógł być to wynik nerwów. Stres był nieodłącznym towarzyszem, potęgowany przez strach, który czasami wracał. Denerwowała się wieloma rzeczami, każde potknięcie wśród Doe, odbijało się na niej, nawet jeśli nie okazywała tego otwarcie. Z przyzwyczajenia zachowywała pozory, aż przekraczała granicę za którą nie potrafiła już.- Żadnych.- odparła, ale zastanowiła się już dłużej nad posiłkami i apetytem.- Nie mogę sobie pozwolić na regularność, jest nas w domu czwórka.- stwierdziła w końcu.- I nie wiem. Chyba nie zmienił się, może trochę mniej chce mi się jeść ostatnio... czasami nie wszystko mi smakuje, ale to tylko kaprys. Chyba.- nie mogła sobie pozwolić na wybrzydzanie, dlatego zwykle ignorowała takie momenty, chociaż później organizm mścił się na niej.
Przemilczała kwestię drażliwości, bo sama nie wiedziała, co mogłaby na to odpowiedzieć jeszcze. Była ostatnio zbyt nerwowa i nic tego nie usprawiedliwiało, chociaż z drugiej strony wybryki chłopaków dawały w kość. Cierpliwość szybko pękała, rozpadała się, dając pole do popisu złości.
Uniosła ciemne spojrzenie na kobietę, kiedy ta podeszła. Milczała, obserwując jedynie, co ta robi i ufnie pozwalając na każdy gest.- Żadne z wymienionych.- odparła z lekko wymuszonym rozbawieniem. Nic o czym wspomniała kobieta, jej nie dokuczało, przynajmniej nie kojarzyła, aby pojawiło się w ostatnim czasie. Jednak dopiero ostatnie pytanie sprawiło, że zamarła na moment. Próbując przypomnieć sobie ostatni raz, szybko dotarło do niej, kiedy. Nie, nie. Wychodziłoby na to, że zbyt dawno. Zerknęła w dół, czując, jak Yvette łapie ją za nadgarstki. Czy poczuła, jak przyspieszyło jej tętno? Lepiej, żeby nie.- Wydaje mi się, że w grudniu... ale to niemożliwe.- zmarszczyła lekko nos, próbując panicznie przypomnieć sobie. Naprawdę mogła o tym zapomnieć, nie zorientować się? W tym wszystkim, co działo się przez ostatnie miesiące, było to możliwe, ale żeby aż tak.- Nie wiem... to... – ucięła. Kilka dni przed świętami, tego była pewna.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
Wejście W05eVlm
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Wejście [odnośnik]12.05.22 12:40
Cóż, nie przelewało jej się. Głównie nie przyjmowała pieniędzy za swoją pracę, nie teraz, gdy ludzi nie było stać nawet na pajdę chleba. Musiała jednak z czegoś żyć więc chwytała się też pewnych i płatnych zleceń, które pozwalały jej się jakoś utrzymać. Choć posiadała chwiejną reputację, to wciąż była doświadczonym i dobrym w tym co robi uzdrowicielem, a co najważniejsze była zawsze dyspozycyjna, za co niektórzy byli chętni zapłacić. Zauważyła, że w Walii było łatwiej. Thalia jej pomagała, miały kury, własne zioła, niedługo nawet i warzywa. Wciąż nie było to komfortowe życie, ale miała przynajmniej pewność, że jakoś ten miesiąc przetrwa, a zarobione pieniądze zamiast na jedzenie mogła przeznaczyć na leki i eliksiry dla pacjentów. - Będzie mi niezwykle miło. - Przystała na propozycje z uśmiechem na ustach faktycznie zadowolona z tego, że dziewczyna zostanie na śniadaniu, tym bardziej po usłyszeniu kolejnych jej słów. Spodziewała się, że nie wiedzie im się najlepiej. To było raczej do przewidzenia biorąc pod uwagę okoliczności. Zanotowała w głowie, aby przed wyjściem Eve dać jej kilka rzeczy. Nie będzie tego wiele, ale cokolwiek. - Prócz jedzenia czegoś jeszcze wam brakuje? - Rzuciła niby mimochodem sprawdzając czy szatynka nie jest odwodniona poprzez nałożenie nacisku na skórę jej dłoni kiwając głową na kolejne słowa. Przerwała jednak wszystko, aby przenieść na Eve swój wzrok, gdy w jej głosie pojawiła się niepewność. - Niemożliwe bo nie współżyłaś? - Zapytała wprost oczekując podobnej odpowiedzi. Miedzy uzdrowicielem, a pacjentem nie było miejsca na wstyd. - Wczesne objawy ciąży często mylone są z innymi przypadłościami. Chwiejność nastrojów, mdłości, brak krwawienia mogą wynikać też ze stresu, osłabienia, czy anemii. - Wyjaśniła wysyłając jej przelotny uśmiech, ściskając lekko wciąż trzymaną przez nią dłoń. Nie chciała jej zawczasu niepokoić. Eve była młodziutka, nie miała dzieci, a wiadomość o ciąży w tych czasach... cóż, przerabiała to już, widziała reakcje, całkowicie zrozumiałe oczywiście. Każdy by się niepokoił. - Jeśli nie masz nic przeciwko chciałabym się jednak upewnić przed postawieniem jakiekolwiek diagnozy. Badanie nie potrwa długo, ale będziesz musiała rozebrać się od pasa w dół. Zgadzasz się? - Zapytała nie wiedząc czy ta przystanie na takie badanie i czy w ogóle uzdrowicielka mogła zbadać ją w taki sposób. Nie miała żadnego pojęcia na temat cygańskiej kultury. - Przejdziemy na kanapę, będzie ci tam o wiele wygodniej. Badał cię już ktoś kiedykolwiek w ten sposób? - Mogła, ale nie musiała być to ciąża. Badanie wyjaśni sytuację, a obie kobiety będą wtedy wiedzieć na czym stoją i z czym mają do czynienia.


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Wejście
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach