Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kuchnia II
AutorWiadomość
Kuchnia II [odnośnik]09.04.22 12:39

Kuchnia

Przestronne pomieszczenie, które przez długie lata utrzymywane było w miarę w eleganckim porządku – wszystkie sprzęty noszą ślady zużycia, ale wciąż są zadbane, pochowane w dębowych szafkach z klamkami z mosiądzu. Centrum kuchni stanowi zlew oraz piekarnik z ciężkiego żeliwa. Pod sufitem Yvette rozwiesiła nieco ziół do ususzenia, co nadaje nie tylko klimatu, ale również przyczynia się do przyjemnego zapachu po całym pomieszczeniu i okolicach. Z kuchni można przejść do małej spiżarki, gdzie racjonowane są produkty, a po środku pomieszczenia znaleźć można drewniany, szeroki stół, przy którym może usiąść parę osób.




Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Kuchnia II [odnośnik]09.04.22 23:18
2 kwietnia 1958

Nie żyję.
Jednocześnie czuję się bardziej żywy niż przez ostatnie miesiące. Długo nie mogłem zasnąć, co i rusz zerkając na najnowsze wydanie Walczącego Maga. Za każdym razem chciałem się upewnić, że faktycznie widnieje tam moje imię i nazwisko. Na początku nie zastanawiałem się co to oznacza, ale list Herberta we wszystkim mnie uświadomił. Nie żyję, a więc nie istnieję. Nie istnieję, a więc nikt mnie nie szuka. Już nie jestem wart pięciu tysięcy galeonów. Dla Ministerstwa nic nie jestem wart – i chyba nie mogłem dostać lepszego prezentu na nadchodzącą wiosnę. Z lekkością w sercu ubieram długie ciemne spodnie i jasnobrązowy sweter, pod który nakładam białą koszulkę. To wciąż nie są moje ekscentryczne ubrania w kolorach tęczy z Pokątnej, ale mimo wszystko czuję się w nich lepiej. Możliwe, że to też dzięki bardzo długiej kąpieli, podczas której o mało nie zamarzłem, ale czułem potrzebę kategorycznego zmycia z siebie rybiego odoru, który towarzyszył mi od kilku dni – a może ten zapach tylko zagnieździł się w moim nosie przez długie godziny pracy. Stanąłem przed lustrem, żeby ogarnąć swoje włosy (o kilka centymetrów za długie, ale ciągle nie mogłem się zebrać do podcięcia), i dopiero wtedy zauważyłem, że schudłem. Kości policzkowe miałem jakby wydatniejsze, a spodnie nie opinały mnie w pasie tak mocno jak zazwyczaj. Pogładziłem się po brodzie, czując pod palcami zaczątki zarostu. Nie dało się ukryć, że ciągły stres i kiepska dieta nie sprzyjały zdrowemu stylowi życia. Westchnąłem cicho – na to na razie nie mogłem nic poradzić. Czułem jednak, że od dzisiaj będzie tylko lepiej. Narzuciłem na plecy kurtkę-pilotkę z ciemnobrązowym futrzanym kołnierzem, wsadziłem do kieszeni różdżkę ze świstoklikiem, a także miniaturowy pantofelek, który dorwałem kiedyś na Festiwalu Lata. Omiotłem spojrzeniem chatę, pożegnałem się z psem, i czym prędzej opuściłem Oazę.
Nie jestem niewdzięczny. Cieszę się, że istnieje takie miejsce jak Oaza. Mam szczęście, że mogłem się tam skryć i wieść w miarę spokojną egzystencję. Z tym że egzystencja to już dla mnie za mało. Musiałem umrzeć, żeby w końcu to zrozumieć i postanowić coś z tym zrobić. Niech wizyta u Thalii będzie pierwszym krokiem ku powrotowi do normalności.
Docieram pod wskazany adres bez większych problemów. Pogoda jest dzisiaj ładna, ale w powietrzu wciąż czuć chłód. Nie od razu podchodzę do drzwi. Najpierw rozglądam się po okolicy, nie mogąc wyjść z wrażenia jak tu jest... pięknie. Jestem pod wrażeniem, nie spodziewałem się tutaj takich widoków. Stoję przez chwilę plecami do drewnianego domu, spoglądając na pagórek otoczony wodą. Zamykam na chwilę oczy i biorę głęboki wdech. Dawno nie oddychałem pełną piersią. Uśmiecham się pod nosem – ale jestem głupi. Naprawdę z dnia na dzień uwierzyłem, że w tym szaleństwie jest metoda. Podświadomie czuję, że się mylę, ale nie mam już siły być realistą. Bertie na pewno kazałby mi się ogarnąć. On zawsze patrzył na świat optymistycznie, choćby nie wiem jak było źle. Muszę wziąć z niego przykład, bo jeszcze zacznie mnie nachodzić we śnie. Wkładam dłoń do kieszeni i łapię za miniaturowy pantofelek; niewinne oszustwo, ale dzisiaj chcę się poczuć normalniej, bardziej jak Florian sprzed roku.
W końcu podchodzę do drzwi wejściowych i wystukuję na nich skoczny rytm. Cieszę się, że miesiąc wcześniej los znowu rzucił mi Thalię pod nogi, a nasza znajomość wydaje się tak samo bliska jak przed laty, choć przecież nie widzieliśmy się tak długo.
Dzień dobry, Florean Fortescue – przedstawiam się, kiedy drzwi stają otworem. – Przechodziłem obok i pomyślałem, że zajdę – dodaję w żartach, kłaniając się lekko.


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 35
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia II E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Kuchnia II [odnośnik]19.04.22 0:30
Potrzebowała chociaż jednego dnia na odpoczynek. Jedno dnia, w którym wystarczyło jej próbowanie dojścia do siebie. Nie musiało to być długo, po prostu jedna chwila gdzie mogła się schować. Potrzebowała własnego miejsca, takiego, w którym nikt nie zamierzał ją obrazić, zjeść, warknąć, zrobić jej krzywdę, po prostu mogła odpocząć. Jej przestrzeń, której w sumie nigdy nie miała, a teraz mogła się nią nacieszyć. Na chwilę chociaż, bo współdzieliła ją z Yvette i nie mogła mówić o tym, aby jakikolwiek fragment domu był jej własnym osobistym, zwłaszcza jeżeli mowa była o mieszkaniu z kotem (mieszkanie zawsze było kota, nie na odwrót!). Kiedy Florean zechciał wpaść, zaproponowała mu ten właśnie dzień, chociaż musiała przyznać – całkowicie zapomniała o tym, jak szybko mijał czas od porannej porcji wrzątku.
Siedziała w ogrodzie, nie przejmując się nawet siąpiącym deszczem ani tym, że brudziła właśnie dłonie przegrzebywaniem w doniczkach. Nawet nie miała pojęcia, czemu uznała że to byłby dobry dzień na przygotowywanie miejsca pod sadzenie ziół, ale nawet praca w chłodnych warunkach nie przeszkadzała jej. Uśmiechnęła się jeszcze do kota, który wpatrywał się z niezadowoleniem w pogodę na zewnątrz, niezbyt szczęśliwy ponurym kwietniowym dniem, ale z drugiej strony, chyba też cieszył się że nie musi znosić tego z gromadą kotów a w odosobnieniu, gdzie jedzenie miał pod nosem i drapania wystarczająco dużo.
Pukanie zwróciło uwagę Thalii – nawet nie zdawała sobie sprawy, ze to już ta godzina, dlatego czym prędzej przebiegła przez tylne drzwi, gorączkowo przenosząc się z miejsca na miejsce aby ostatecznie złapać jakąś przygotowaną wcześniej szmatkę aby jakkolwiek wytrzeć swoją twarz. Westchnęła cicho, pędząc w stronę drzwi i otwierając je z uśmiechem, wcale nie przejmując się jeżeli jakieś resztki ziemi zostały na jej palcach i policzkach, które brudziła specjalnie tylko po to, aby kot spojrzał na nią z zaciekawieniem. Spoglądał raczej z rozczarowaniem, więc niespecjalnie mogła powiedzieć aby plan się jednak udał, za to teraz mogła spoglądać na Floreana – z zaciekawieniem, uprzejmością, i ani trochę z żalem ani przeprosinami w radosnym spojrzeniu.
- Dotarłeś. – Westchnęła cicho, przekraczając płynnie próg tylko po to, aby przytrzymać mocno Fortescue w swoich objęciach. Może nawet dłużej niż by wypadało, ale przynajmniej mogła nacieszyć się że żyje, i nikt nie zrobił mu krzywdy. Wierzyła w jego umiejętności, ale wszystkie bledły przy przewadze liczebnej.
- Flo, wejdź, wejdź! Widzę, że nie tylko ja zaszalałam przy siedzeniu na zewnątrz! Potrzebujesz może ręcznika? Albo może nawet herbaty, też się znajdzie. – Westchnęła lekko, wciskając Floreana do środka i uśmiechając się, zrobiła co w jej mocy aby jednak ugościć nowego towarzysza w domu. Pangur od razu zainteresował się gościem, machając białym ogonem aby z zaciekawieniem obwąchać nowego przybysza.
- Częstuj się czym tam chcesz ze spiżarki. Mam nadzieję, że wszystko w porządku poza tą twoją śmiercią. – Może byłoby to dla niej zabawniejsze gdyby nie widziała duchów przez każdą sekundę swojego życia. Poprawiła jeszcze kolorowy islandzki sweter, a zaraz po nim spinki we włosach które przytrzymywały jej burzę rudych loków. – W sumie jeżeli chcesz coś przygotować to spiżarka stoi otworem.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Kuchnia II [odnośnik]26.04.22 20:36
Obudziłem się z poczuciem ogromnej ulgi, jakby spadły ze mnie wszelkie ciężary, dotychczas boleśnie przygniatające mnie do ziemi. Dawno nie czułem się tak lekki, dlatego nieszczególnie przejąłem się deszczem, który nieprzyjemnie siąpił w całym kraju. Kurtka nieco mi nasiąkła wodą, a włosy przykleiły się do czoła, ale nawet nie było mi szczególnie zimno. Mógłbym tak stać jeszcze długo, ale mimo wszystko ucieszyłem się, widząc naprzeciwko Thalię. Objąłem ją równie mocno, ciesząc się, że nic jej nie jest – a już wkrótce, choć jeszcze o tym nie wiedziała, miało jej być jeszcze lepiej. Przyjemnie odgrywało się rolę posłańca dobrych wiadomości i mogłem mieć tylko nadzieję, że takich miłych chwil będzie w naszym życiu coraz więcej.
Wszedłem do środka (czy też zostałem wepchnięty przez Thalię) i od razu zdjąłem z siebie mokrą kurtkę, odkładając ją na wolny wieszak. Poprawiłem biały podkoszulek pod jasnobrązowym swetrem, który niesfornie wyszedł mi z jednej strony ze spodni. – Nie, nie kłopocz się, wysuszę się zaklęciem – odparłem, po czym wyciągnąłem z kieszeni swój wierny kawałek platana (wierny nieprzypadkowo, bo noszący w środku sierść psidwaka) i szybko przeleciałem nim po głowie. Włosy wyschły dość szybko, choć trochę sterczały każdy w swoją stronę – cóż, coś za coś. – A to...? – Zapytałem, wskazując na białe stworzenie, które wpatrywało się we mnie niepokojącym spojrzeniem. Wyciągnąłem rękę, żeby go pogłaskać po głowie, ale kot odruchowo jakby się skrócił, żebym go nie dosięgnął. Westchnąłem cicho. Może czuł ode mnie Norvela? Swoją drogą, miałem nadzieję, że zje potrawkę z kaszy gryczanej, którą mu ugotowałem przed wyjściem – nieszczególnie wyszukane i bardzo wegetariańskie danie, ale w tej chwili nie miałem dla niego nic innego.
Wiesz co, nie chcę zapeszać, ale naprawdę jest w porządku – odparłem zgodnie z prawdą. Niby wciąż nie miałem normalnej pracy ani porządnego dachu nad głową, ale miałem nadzieję, nową, jakby silniejszą, wiarę w to, że wkrótce będzie lepiej, a przede wszystkim siłę, by coś zmienić. – I mam dla ciebie dobrą nowinę – dodałem enigmatycznie, unosząc zawadiacko brwi. Nie chciało mi się wierzyć, że Thalia tak długo zmaga się z klątwą, i to właśnie taką. Krótkie wytłumaczenie Steffena mi wystarczyło, bym się przeraził, a ona przechodziła przez to każdego dnia. Czy widziała kogoś teraz, w tej chwili? Obok mnie? Zamiast mnie? Nie chciałem dać po sobie poznać tych przemyśleń, dlatego szybko odwróciłem wzrok w stronę spiżarni. – Oddajesz zapasy w dobre ręce – zaśmiałem się, zerkając co ma w środku. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to ryby i omal nie dostałem mdłości – już nie mogłem na nie patrzeć. Miała też jednak dorodny kawałek mięsa, trochę warzyw, kaszę, pieczywo... Dało się z tego zrobić porządny obiad. – Hmm – zamyśliłem się, ważąc w dłoni kawał brokułu. Zagryzłem usta, myśląc intensywnie nad jakimś smacznym przepisem, choć, umówmy się, nawet najlepsze danie smakowało nijak przez powszechny brak przypraw. Tego brakowało mi najbardziej. Soli. Pieprzu. Liścia laurowego. – Mogę ci zaproponować bitki wieprzowe z kaszą i brokułami – odparłem, nabierając autentycznej ochoty na gotowanie: dawno nie miałem do dyspozycji takich produktów. – W ramach uczczenia mojej śmierci – dodałem, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Chyba niewiele osób uważało to za dobry żart, ale ja bawiłem się świetnie.

Kasza dla psa
[bylobrzydkobedzieladnie]


not a perfect soldier
but a good man



Ostatnio zmieniony przez Florean Fortescue dnia 14.05.22 10:11, w całości zmieniany 1 raz
Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 35
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia II E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Kuchnia II [odnośnik]08.05.22 1:02
Gotowa była na śmierć w każdym momencie, jakkolwiek groteskowo to brzmieć nie mogło. Nie chodziło tutaj o bohaterskie męczeństwo ani o poświęcenie sprawie, raczej o fakt, że w jej fachu bezpieczeństwo tematem było bardzo oględnym. Gdy woda zmywała cię z pokładu, nikt nie tęsknił ani nie wzdychał przesadnie, robiąc wszystko aby nie podzielić twojego losu. Od kiedy jednak nieustanie towarzyszyły jej zjawy, w tym wszystkie którymi upamiętniła piórami na naszyjniku, a tym bardziej ona, nie czuła się pewnie. Nie czuła się komfortowo. Nie czuła się dobrze wiedząc, co straciła, każdego dnia, przed jej oczyma. Żarty o śmierci wydawały się ciężkie, słowa nie spływały tak gładko. Wszystko wydawało się ciążyć, niczym kotwica sunąca po dnie ciągnąć za sobą. Nie mogła zabraniać Floreanowi jego poczucia humoru, ale nie mogła go jednocześnie go podzielić. Może kiedyś, ale nie dziś.
- Wiesz, że jeżeli chodzi o ciebie to żaden kłopot. – Machnęła ręką, nigdy nie widząc jakiegoś wielkiego problemu w pracy, którą wykonać miała dla przyjaciela. Brak opieki we własnym życiu sprawiał, że wszelką dobroć w drobnych bądź sporych gestach przelewała na innych, bo w tych czasach tym bardziej było to potrzebne. Z lekkim rozbawieniem przyjrzała się, jak zainteresowany nowym towarzystwem Pangur spoglądał na Floreana, ocierając się dla wyznaczenia sobie nowego człowieka, cofając się jednak przed dotykiem.
- A to Pangur, domownik ze schroniska. Nie lubi jak się go podnosi i będzie próbował zjeść wszystko, co skórzane, więc zalecam obrotne unikanie kota. I tak się będzie próbował ślinić o każdą kromkę i każdy drobny widok jedzenia. Spokojnie, karmimy go. – Uniosła dłonie, jakby zaraz miały tutaj paść oskarżenia, uśmiech jednak zdradzał, że takowych się po Floreanie nie spodziewała. Przesuwając się z jednej części domu do kuchni sprawdziła jeszcze, czy wszystko jest w porządku, a przynajmniej dopóki nie dotarła do spiżarki którą mogła otworzyć przed panem Fortescue.
- Doprawdy? – spojrzała na niego, gdy wspomniał, że wszystko jest dobrze, przez chwilę wahając się zanim nie wyciągnęła dłoni aby ścisnąć ją mocniej na jego ramieniu. Kiedy wspomniał o niej samej, brwi powędrowały w górę z zaciekawieniem, chociaż jeszcze do końca nie wiedziała co miał na myśli. Ich ostatnio omawianą sprawę, wątpliwości, coś jeszcze? Spokojnie czekała na dalsze informacje, na informację o menu kłaniając się uniżenie, z teatralnie poważną miną na przecinanej dwoma bliznami twarzy.
- Monsieur, kuchnia jest do pańskiej dyspozycji. – Pierwsze słowo naznaczyła okropnym francuskim akcentem, za co pewnie Yv sprałaby ją łyżką, musiała więc cieszyć się, że obecnie jej tu nie ma. Pewnie już wypytałaby biednego Floreana jakie ma plany na przyszłość i kiedy oświadczy się Thalii. – Brzmi przepysznie, bierz co ci pasuje. Znaczy może nie wszystko, ale skoro chcesz uczcić swoją śmierć, to mam coś specjalnego… - Podniosła się, dodając sobie kilka centymetrów metamorfomagią aby sięgnąć do szafki i wyjmując z niej parę czerwonych owoców. – Co powiesz na pośmiertne truskawki?



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Kuchnia II [odnośnik]14.05.22 11:01
Zaciekawiony rozglądałem się po wnętrzach, chcąc wyciągnąć z nich jak najwięcej wiedzy o Thalii na lądzie. Jeszcze w Hogwarcie miałem okazję dobrze poznać Lavinię, a potem nasłuchać się opowieści (czasem pewnie wyssanych z palca!) o Thalii-marynarzu. Zastanawiałem się jak bardzo się zmieniła przez ten czas – i czy w ogóle się zmieniła, bo na razie sprawiała wrażenie tej samej ciepłej osoby, choć może trochę porywczej. Zaśmiałem się krótko, obserwując jak Pangur dalej siedzi w bezpiecznej odległości ode mnie, przyglądając mi się uważnie. Wytrzymałem jego wzrok przez jakieś pół minuty, jakbym chciał z nim wygrać jakiś konkurs o dominację, ale jego kocie spojrzenie było nie do przebicia. – Mój pies też jest wiecznie głodny – rozumiałem te problemy właścicieli zwierząt. A choć Norvel nie mieszkał ze mną jakoś szczególnie długo, już nie potrafiłem sobie wyobrazić, żeby miało go nie być.
Tak ciężko w to uwierzyć...? – Zapytałem, widząc wątpliwości na jej twarzy. Wiem, że z boku moje słowa mogły wydawać się szaleństwem, bo przez ostatni rok straciłem w zasadzie wszystko na co pracowałem, ale naprawdę zaczynałem czuć się lepiej. Materialnie wciąż miałem tyle co nic, ale przynajmniej psychicznie zacząłem widzieć światło w tunelu. – Wiem, że... wciąż jest ciężko, ale... – wzruszyłem ramionami, nie do końca wiedząc jak ubrać swoje myśli w słowa. – Nie wiem, może to naiwne, ale mam wrażenie, że będzie lepiej – odparłem, uśmiechając się co prawda niemrawo, ale Thalia musiała zauważyć tę nadzieję w moich oczach. Trochę optymizmu w tych poplątanych czasach.
Cała kuchnia? Spokojnie, trafiła w dobre ręce – odparłem, zostawiając te wszystkie przykre tematy za sobą. Podwinąłem rękawy swetra, od razu zabierając się do pracy. Zacząłem wyjmować wszystkie potrzebne składniki i odkładać je na pusty blat nieopodal. Wtedy dostrzegłem jak Thalia dodaje sobie kilka centymetrów, ot tak, jak gdyby nigdy nic. – Niesamowite – powiedziałem oczarowany, a kilka ziemniaków w międzyczasie sturlało mi się z blatu. – O! – Szybko się schyliłem, żeby je podnieść, zanim jakiś inny stwór niż Pangur postanowi je zjeść. A Thalia w międzyczasie wyczarowała truskawki. Truskawki! Kiedyś jadłem je codziennie, przygotowując popularne lody truskawkowe, a teraz nie potrafiłem sobie przypomnieć, kiedy ostatnio miałem ten smak w ustach. – Jeżeli chcesz zużyć tak cenny owoc na to wątpliwej renomy wydarzenie... To kimże jestem, żeby się temu sprzeciwiać? – Odparłem, kłaniając się równie elegancko, co Thalia chwilę temu. – Może upchnęłaś tam jeszcze szampana? – Zażartowałem, wyjmując ze spiżarni brokuł i zacząłem się rządzić w kuchni, sięgając po kilka garnków i patelnię. Oparłem się wygodnie pośladkami o zlew i zabrałem się za obieranie ziemniaków.
Pamiętasz jak rozmawialiśmy ostatnio o duchach? – Ostatnio wyczułem, że to nie jest dla niej wygodny temat, ale teraz byliśmy sami, więc miałem nadzieję, że uda mi się od niej więcej wyciągnąć. – I to o czym mi powiedziałaś... chociaż nie powiedziałaś za wiele – dodałem szybko, niejako się na nią skarżąc. – ...nie pasowało mi do takich normalnych duchów – przyznałem, wrzucając przekrojonego ziemniaka do garnka. Szło mi to całkiem sprawnie, ale obrałem już tyle ziemniaków w swoim życiu, że chyba mógłbym to robić nawet z zamkniętymi oczami. – Skontaktowałem się z moim przyjacielem, który zna się na klątwach i doszliśmy do wniosku, że najprawdopodobniej ciąży na tobie Klątwa Oka – przerwałem na moment pracę, chcąc przyjrzeć się jej reakcji. Ja chyba poczułbym na jej miejscu ulgę, że w końcu wiem co mi dolega, ale Thalia mogła zareagować zgoła inaczej. Klątwa brzmiała poważnie.


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 35
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia II E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Kuchnia II [odnośnik]15.05.22 23:28
Czym miał być dom, jak nie przedstawieniem tego, co dana osoba nosiła ze sobą i mogła w końcu pozostawić na miejscu? Ewentualnie jakimś przedstawieniem duszy, ale nie wydawało się, aby to było prawdą, przynajmniej w wypadku Thalii – a mimo to, pomieszczenie wydawało się urządzone całkiem przyjemnie, nie tylko dlatego, że widać w nim było cudzą rękę, ale również przez wzgląd na poświęcenie uwagi otoczeniu przez pannę Wellers. Dostrzec mógł więc Florek gdzieniegdzie porozwieszane dzwonki z muszelek i drobnych bursztynów, drobne figurki wyrzeźbione z drewna, znajdujące się na jednej półce, tłoczące się dookoła jakby chciały przytulić się nawzajem. Kolorwa pozytywka, nosząca wyraźne ślady malowania we wzory, które zdecydowanie nie należały do angielskich tradycji. Mała budka dla ptaków wywieszona za oknem, ręcznie pomalowania niezbyt udolnie w kolorowe wzory, ale ktoś zdecydowanie zadawał sobie trudu aby poświęcić nad nią czas. Dużo drobnych rzeczy, które nie składały się w całość z domem, ale patrzono osobno dawały pewien obraz.
- Pangur przyzwyczai się do ciebie bardzo szybko. Przygarnęłam go tak w połowie lutego, jeszcze uczy się przebywania z ludźmi. No i robi czasem się dramatyczny, ale zobaczysz, za jakiś czas będzie siedzieć na kolanach i łasić się do ciebie o głaskanie. – Parsknęła cicho, wyciągając dłoń aby poczochrać kota za uszami, mierzwiąc mu futro co spotkało się z bardzo niezadowolonym miauknięciem. Zaśmiała się cicho, przechodząc tymczasem wraz z Floreanem do dalszej części domu, mrugając w zastanowieniu kiedy zadał swoje pytanie.
- Tak i nie. Wróciłam wczoraj z Islandii i wiesz, znalazłam tam dwie osoby których spotkać się nie spodziewałam, ale które przywiozłam do domu. A które uznano za zaginione albo martwe. Po prawdzie, czułam się jak taki przewoźnik, ale zamiast zmarłych to przywożę zmarłych do żywych? Wiesz co mam na myśli, prawda? – Podrapała się po głowie, szukając jakiegoś odniesienia, które Florean mógłby kojarzyć. – Trochę jak walkirie! One nie były smętne, tylko dawały radę przewozić wojowników i jeszcze potrafiły walczyć! Myślisz, że pasowałabym na jedną? – W tonie głosu rozbrzmiewało rozbawienie, miała więc nadzieję, że Fortescue nie popsuje jej tych myśli. Zaraz jednak łagodniej uśmiechnęła się, szturchając go lekko dłonią w ramię.
- Ale cieszę się, że u ciebie lepiej. Naprawdę. – Chciała go widzieć częściej takiego – z dawnym zapałem, uśmiechniętego, mającego wiele pomysłów. Może jeszcze w bardziej kolorowych ubraniach, za którymi szczerze tęskniła, ale nie zamierzała na nie nalegać. Ostatnia była do mówienia komuś co ma nosić albo jak dobierać ubrania. Zaśmiała się jeszcze na truskawki, chociaż cicho i krótko, zaraz kładąc dłonie na biodra.
- Przyjmuj albo nie, nie ma narzekania. – Uniosła brwi na jego dalsze słowa, przenosząc się jeszcze w pobliże stolika na którym znajdowały się przygotowywane produkty. Przesunęła jeszcze dłonią po mięsie, zastanawiając się, czy specjalna okazja oznaczała, że teraz będą świętować tylko takie. Miała wrażenie, że jej urodziny minęły gorzej niż te, które spędzała w sierocińcu. Tam przynajmniej niektóre dzieci zmawiały się i budowały jej z piasku torty – wtykali wtedy patyki pionowo, udając, że to świeczki i bawiąc się w ich zdmuchiwanie.
- Wiem, że żartujesz, ale jakbyś potrzebował szampana, na pewno byłabym go w stanie zdobyć. Nie byłby tani, ale wiadomo, że to zawsze coś. – Poruszała znacząco brwiami. Życie bywało łatwiejsze kiedy można było myśleć o sobie jako o przemytniku. Niezbyt bezpieczna praca, ale w tym czasie zapewniająca dziwaczną stabilność jakiej wielu nie miało.
Skrzywiła się lekko, kiedy zaczął temat jej problemów. Naprawdę nie wiedziała, czemu tak szybko przeszli do rozmowy na ten temat, a gdy tylko zaczął mówić o szczegółach, dłonią przejechała po skórze, paznokciami zaczepiając o ramiona jakby temat powodował dyskomfort na polu fizycznym jak i psychicznym.
- Nie opowiadam o tym na lewo i prawo – burknęła na jego zastrzeżenia co do jej opowieści. Jakby jemu było łatwo opowiadać o czymś takim, a co dopiero w momencie kiedy po latach bez kontaktu, jedyne co robiła na ten moment to dopraszała się o pomoc. Kiedy zaś wspomniał o konkretnej klątwie, zwiesiła głowę, przygryzając palce i mając ochotę przez chwilę nie odpowiadać. Albo dłużej, niż chwilę.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Kuchnia II
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach