Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kina Huxley
AutorWiadomość
Kina Huxley [odnośnik]10.04.22 22:26

Alickina "Kina" Huxley

Data urodzenia: 28 październik 1926
Nazwisko matki: Krueger
Miejsce zamieszkania: Piwnica na Crimson Street 48, "Nora"
Czystość krwi: Półkrwi
Status majątkowy: Nędzny
Zawód: Najemnik, włamywacz, była dziwka
Wzrost: 164 cm
Waga: 55 kg
Kolor włosów: Ciemne
Kolor oczu: Ciemniejsze
Znaki szczególne: Brzydko rozciągnięta przez czas blizna po ugryzieniu na lewej łydce, blada blizna po ranie ciętej pod prawą piersią, ślady przypalania papierosami na obu przedramionach


When you're born in a burning house, you think the whole world is on fire.

Dolly była nadzwyczaj piękną kobietą. Była? Musiała być. Tak ją zapamiętałam, ale mówiąc szczerze, nie pamiętam zbyt wiele.
Alickina jest drugą córką Dolly Krueger i Christiana Huxley, a szkockie imię zawdzięcza rodzinie od strony matki. Nie cierpi go prawie tak samo jak nie cierpi ojca, a ten - rzecz jasna - nigdy nie zwykł nazywać jej inaczej. Dla siostry była Kiną, dla matki była Kiną, właściwie dla wszystkich jest Kiną, niezależnie od tego, czy żyją, czy tak jak większość jej najbliższej rodziny - już nie. Matka bardzo się troszczyła o swoje córeczki, a Kina bardzo ją kochała. Kiedy myśli o niej, czuje zapach ciężkich perfum z piżma i duszących róż. Czuje smak kremowej czekolady, słyszy melodię akordów wypływającą spod delikatnych palców tańczących po klawiszach. Dolly była piękna, była mądra i zdolna. Pianistka znana w małym kręgu, pełna marzeń o karierze, której nie mogłaby stworzyć w małżeństwie z tyranem. Była też siostrzyczka, trzy lata starsza. Siostrzyczka, która nigdy nie stała się niczym więcej niż chodzącym kłębkiem strachu i wątpliwości, ale trudno jest nie kochać kogoś, z kim dzielisz troski, ból i poniżenie. No i ojciec: ten, który przeżył. Dziecięca część wyobraźni Kiny podsuwa czarne oczy wyprute z ciepła, ciężką białą rękę o krzywych palcach zaciskającą się na skórzanym rzemieniu. Lubił bić, lubił też pić. Nigdy nie spełnione ambicje ministerialnego urzędnika, który zawsze wyobrażał sobie siebie na szczycie w najważniejszych gabinetach (ale nigdy tego nie osiągnął, nigdy, bo był półkrwi, bo był złośliwy i nie potrafił zjednać sobie ludzi) zatruwały całą ich rodzinę od korzeni. Kina myśli, że to dlatego Dolly poroniła drugą ciążę, tę, która miała uczynić ją bezpłodną, ale nie uczyniła. Mogła nawet wziąć Rue, byle nie urodzić mu drugiego dziecka, nie winiłaby jej, bo na jej miejscu zrobiłaby to samo. Ale trzecia ciąża przyszła, ciężka i nieproszona, Dolly się nie cieszyła, a Christian tak, bo miał mieć chłopca. Owszem, Kina zawodziła go od dnia narodzin i chciała czynić to już zawsze.
Niektórzy ludzie nie zasługują na to, żeby ich kochać.
Prawdziwym rodzicem dla dwóch dziewczynek zawsze była tylko Dolly, więc gdy tajemniczy przypadek ciężkiej choroby pozbawił ją życia na kilka lat przed Kinowym listem z Hogwartu, miłość uleciała zupełnie z domu w deszczowym miasteczku hrabstwa Hampshire. Zostały tylko zakurzony fortepian zasłonięty białym prześcieradłem, skórzany rzemień, drzwi od pokoju zamykane na cztery spusty oraz niespełnione ambicje. Ojciec przystawał łaskawie na uległość siostrzyczki, uczynił ją swoim oczkiem w głowie, a Kiny nienawidził, bo ona nienawidziła jego. Zawsze dawała mu powód do tego, żeby dostać. Nie nosiła się dobrze, marudziła, obrażała, lubiła krzyczeć, wrzeszczeć aż bolały ją płuca. To od tego wrzasku zwielokrotnionego chaotyczną mocą popękały kiedyś wszystkie okna w gabinecie ojca. Potem popękała też skóra na plecach Kiny. I od tamtej pory już zawsze, gdy objawiała się jej magia, działo się to po to, by zamknąć na cztery spusty drzwi pokoju przed ojcem. Tylko magia chciała jeszcze Kinę bronić; siostrzyczka za bardzo się bała.
Wiele lat musiało minąć, żeby Kina zrozumiała to i owo. Ojciec kochał matkę miłością, w której nie było ani krztyny czystości i otruł ją, gdy dowiedział się, że nie była mu wierna. Kina nie była jego córką, ale żeby ją oddać, musiałby to najpierw ujawnić. A nic przecież nie było tak ważne w życiu mężczyzny jak jego dobre imię.


Blizny
Opowieść pierwsza

Blizna na lewej łydce jest brzydka, pełna wypukłych i zapadniętych nierówności, białawo-różowa. Uprawiając nierząd ukrywała ją pod czarnymi rajstopami seksownie zapiętymi na stabilnych podwiązkach. Nie pozwalała ściągać ich łapczywym dłoniom; ten jeden warunek, na który mogła sobie pozwolić mimo upodlenia, drobina prywatności, którą chciała zachować dla siebie. Blizna jest stara, zniszczona złą pielęgnacją i upływem lat. Przypomina dzieciństwo zbrukane piętnem przemocy, pierwszą mierną próbę ucieczki z domu. Jej przyczyna jest banalnie prosta i nie ma w niej niczego magicznego. Nie stanowi śladu po ugryzieniu wilkołaka, nawet nie psidwaka. Zwykły zdziczały pies wbił ostre zęby w nogę dziewczynki błąkającej się samotnie po wsi. Kiedy wróciła do domu we łzach, smarkach i krwi, dostała lanie, zwyczajny bandaż, zwyczajne zioła na ból. Jak mugol. Gorączkowała przez tydzień zanim wezwano uzdrowiciela, który zajął się raną jak należy. Blizna jednak pozostała, musiała pozostać. Ojciec powiedział, że to nauczka na przyszłość. Nie możesz uciekać, nie możesz się buntować. Ta pierwsza blizna dla Kiny jest bezsilnością. Nie cierpi jej i chowa przed własnym wzrokiem, ale nigdy nie próbowała jej usuwać. Czasami bliznę lepiej nosić na zewnątrz; tam jest jej miejsce i nie ma ona dostępu nigdzie indziej.




You'll never escape from this sad, sad house.

Jeśli będziesz niegrzeczna, nie pójdziesz do Hogwartu. Tyle razy to słyszałam. Wezmę list i wrzucę do ognia. Wypiszę cię ze szkoły i będziesz uczyć się w domu. Dopóki się nie nauczysz. Czego? Tylko tego nigdy się nie dowiedziałam.
Magia Kiny objawiła się wcześnie, nie miała innego wyjścia, jeżeli chciała czuć się choć odrobinę bezpieczna i wartościowa. Nie potrafiła zrobić wiele z przypadkowymi zrywami wściekłej mocy, ale te dni, gdy zatrzaskiwała ojcu drzwi przed twarzą lub rozbijała kieliszek, który trzymał w dłoni, przywołują ciepłe, słodko-gorzkie uczucia. Za każdy taki wybryk potrafił odpłacić twardym uderzeniem ojcowskiej ręki, ale przez chwilę, najkrótszą w świecie choćby, to Kina była górą, bo potrafiła go zaskoczyć. Siostrzyczka nigdy nie czarowała tak zajadle, u niej to zawsze były tylko lewitujące gałązki i ciastko rosnące w rękach. Czas, gdy starsza z córek poszła do Hogwartu zostawiając Kinę samą w domu na trzy lata był najgorszy. Nie rozpamiętuje go, bo rozpamiętywać nie chce, czasem jednak, gdy bezsenność udręcza ją, zsyłając następnie w odmęty kolejnego koszmaru, odnajduje się znowu w tym samym ciemnym, spowitym dymem pokoju z ojcem i jego kochanką na kolanach. Patrzą na nią jak alchemik patrzy na korzeń, który za chwilę potnie, a ona znowu czuje, że brak jej tchu. Ale potem zwykle się budzi.
Mimo wszystkich gróźb i kpin, do Hogwartu pojechała mając jedenaście lat i już tak została aż do siódmej klasy. Nie wszystkie jej książki miały nowe okładki, ale postawiła stopę w zamku ubrana w schludny i własny mundurek, z ciasno zawiązanym warkoczem, cicha i posłuszna, jak przystało na córkę swego ojca. To że taki stan nie będzie trwał długo, miało się okazać za jakiś czas, podobnie jak to, że Hogwart będzie dla niej domem, o jakim dotąd mogła tylko marzyć.
Trafiła do grupy najambitniejszych i nie od razu przyjęli ją jak swoją, bo nie miała czystej krwi, a dzieci bywają złośliwe - im bogatsze, tym złośliwsze, rzecz jasna. Minęło trochę czasu zanim nawiązała pierwsze przyjaźnie, ale zrobiła to, doszukując się gdzie tylko mogła kolegów takich, którzy staną za nią, gdy będzie mieć problemy. Okazało się to nieodzowne, bo już na drugim roku ciasno związany warkocz poluźnił się i rozsupłał, szata zaczęła powiewać w biegu, a krzywo zawiązany krawat zwisał smętnie na szarawej koszuli. Została jedną z tych dziewcząt, z którymi młodzi, niedojrzali chłopacy lubią się przyjaźnić i psocić, choć za kilkanaście lat staną się mężczyznami pogardzającymi brakiem manier. Takich dziewcząt, z którymi nie chodzi się pod ramię do Hogsmeade tylko z miotłą na plecach na mecze quidditcha - do drużyny bowiem trafiła szybko jak na dziewczynę, na czwartym roku, do końca szkoły latając jako ścigająca. Pierwszego chłopaka, z którym mogłaby w sekrecie się całować, spotkała Kina, gdy miała lat szesnaście. Oboje byli niezręczni co przyjmowała ze złością. Nienawidziła czuć się niezręcznie tak samo jak nauczyła się nienawidzić strachu i bezbronności. To na fali tej frustracji stała się niedobra, pozwalając mu całować się tam, gdzie inni uczniowie mogli ich zobaczyć. Któregoś razu dostała za to szlaban, list od opiekuna domu poszedł do ojca, a ojciec był wściekły, więc zerwała z chłopcem i nie wróciła na wakacje do domu. To był pierwszy raz, gdy się na to zdecydowała, spędzając lato w Londynie na gigancie, czasem śpiąc u koleżanek z roku, a czasem wynajmując pokoje w Dziurawym Kotle za pieniądze, które zarobiła rozkładając książki w śmierdzącym kurzem antykwariacie i szorując gary w kuchni za barem. Od ojca dostała jeden jedyny list, w którym informował ją o tym, że w domu nie będzie dla niej już nigdy miejsca. Co zaskakujące, Kina nie poczuła wtedy nic. Blizny na plecach i nogach goiły się, stając bladą siateczką ścieżek malującej się przed nią jasnej przyszłości. Potem te blizny też znikły, wystarczyły odpowiednie zioła i trochę uporu. Zniknęły również ścieżki.
Hogwart skończyła z przeciętnymi stopami, nie wyróżniając się naprawdę z żadnych przedmiotów poza obroną przed czarną magią i urokami. Na transmutację nie dostała się już po sumach, na runy tak samo. Myślała wtedy, że to mimo wszystko wystarczy. Wiedziała, że aurora z niej nie będzie, ale marzyła jej się posada ministerialna tam, gdzie nie dosięgną ją nawet lepkie macki ojca - w czarodziejskich służbach policyjnych, jako funkcjonariusz, ktoś, kogo by się szanowało i obawiało. Wzbudzanie lęku nie wywoływało w niej jednak tyle satysfakcji co fakt, że nikt nie będzie w stanie dobrać się do niej.
Och, kto by się poważył odbierać młodym ludziom marzenia?


Blizny
Opowieść druga

Ojciec miał rzemień ze smoczej skóry, który kiedyś musiał służyć do czegoś innego, ale w domu Huxleyów stał się symbolem kontroli. Kina nie przypomina sobie, by ojciec kiedykolwiek podniósł na nią różdżkę, może z obawy przed konsekwencjami, gdyby się wydało, a może dlatego, że wolał czuć siłę w ręce i upokarzać po mugolsku. Karał z jego pomocą regularnie do momentu, gdy wróciła z czwartego roku i potem jeszcze kilka razy, kiedy się napił. Zawsze bił po plecach i nogach, nigdy po głowie i po rękach, bo za bardzo widać. Czasem kazał liczyć na głos i stać jak struna, innym razem uklęknąć. Wciąż pamięta strach, jaki czuła jako dziecko - strach, który z czasem zaczął powszednieć i znikać. Kiedy jako piętnastolatka zapyskowała do ojca przy jego kolegach z pracy, dostała za to wieczorem, bo po przyjęciach Huxley zawsze najłatwiej unosił się gniewem. Zauważyła wtedy, że nie roni już ani jednej łzy, że nawet nie jest przestraszona. Zła, to na pewno. Była tak cholernie zła. Kiedy dorosła i odeszła, wszystkie te blizny zaczęły znikać jedna po drugiej, bo leczył je czas i jej zdeterminowane wysiłki w nawiązywaniu dobrych relacji z małymi lokalnymi zielarzami. Nie zostawiła ani jednej, najmniejszej. Rzemień ze smoczej skóry zniknął z jej życia na zawsze.




My biggest enemy is me.

Baba policjant jest dla mnie jak urząd łączności z centaurami. Niby jest, ale tak naprawdę na gówno się zdaje.
Świeżo po skończeniu Hogwartu wiedziała już doskonale jak smakuje bieda. Przerwy letnie i świąteczne spędzane na dorabianiu sobie w kuchni i spaniu na siennikach różniły się znacznie od wygodnego ojcowskiego materaca w Hampshire, ale nigdy nie żałowała decyzji o szybkim usamodzielnieniu się. Siostrzyczka została w ich starym domu ze strachu przed wielkim światem, a stary Huxley znalazł jej szybko męża porządnego i przeciętnego. Od tej pory ich kontakt stał się sporadyczny, mimo lat spędzanych na zwierzaniu się sobie nawzajem pod kocami i dokazywaniu w ogrodzie. Kina nie mogła jej wybaczyć zdrady, jaką był powrót do ojca, a Siostrzyczka nigdy nie zdołała pogodzić się z tym, kim Kina była, jest i będzie.
Mimo braku rodzinnego wsparcia oraz ograniczonych środków do życia starała się jak mogła, by dostać na roczny kurs Czarodziejskiej Policji. Spełnianie marzeń jeszcze wtedy wydawało się łatwe - w końcu udało już uciec się ze znienawidzonego domu. Dalej mieszkała kątem na piętrze Dziurawego Kotła, spóźniając się z opłatami i odpracowując z miotłą po nocach, ale przynajmniej była tam, gdzie zawsze chciała się znaleźć i wierzyła, że kiedy już zacznie pracę i znajdzie mieszkanie wszystko będzie się układać. Na kursie nie miała łatwo. Kobieta bez rodziny, kobieta biedna jak mysz. Po prostu kobieta. W dominująco męskim towarzystwie doliczyła się jedynie paru podobnych sobie odważnych czarownic, ale tylko z jedną udało jej się nawiązać koleżeńskie relacje. Poza tym miała pod górkę, zmuszona słuchać opryskliwych i seksistowskich uwag przełożonych, którzy ciągle wątpili w jej kompetencje. Reagowała milczeniem, choć ojcu w domu już dawno by się odgryzła. Zagryzała język do krwi, ponieważ miała pragnienie - pragnienie władzy i stabilizacji.
Byłaby skończyła ten kurs, zostały jej do tego zaledwie dwa miesiące, gdyby nie ten jeden raz, gdy starszy od niej funkcjonariusz zdecydował się wyżyć na niej w dniu, który i tak był wyjątkowo ciężki - musiała wynieść się z pokoju, za który nie miała jak zapłacić w sezonie słabszych obrotów pubu i nie wiedziała jeszcze, gdzie się podzieje. Baba policjant jest dla mnie...
Poniosło ją pierwszy i ostatni raz. Tygodnie ćwiczenia samoobrony awaryjnej na wypadek utraty różdżki nie poszły na marne, gdy pięścią podbiła mu żuchwę jeszcze zanim zdążył do końca się wyśmiać. Powróciła do niej złość i nienawiść kumulowana w dzieciństwie, za co zapłaciła najwyższą cenę. Uderzenie przełożonego nie mogło skończyć się inaczej niż wydaleniem z kursu. Wyjaśnień o kpinach i pogardzie nikt nie słuchał - złość uleciała, została bezradność, brak dachu nad głową i bieda bez perspektyw. Byłaby jednak przeklęta, gdyby wróciła do Hampshire, do ojca, który nie był jej ojcem i rodziny, która widziała w niej nieudacznicę.
Potrafiła sobie radzić, nie byłby to pierwszy raz, gdy jej położenie stało się beznadziejne, prawda? Lekkie przymieranie głodem było do zniesienia, jeśli nadal miała swoją dumę. Cóż z tego, jeżeli z i tak ubogiej kobiety stała się pariasem? Wciąż istnieli mężczyźni, którzy chcieli ją dotykać, podkręceni jej złością i pozorowaną dzikością. Wystarczyło tylko trochę się wysilić, trochę zaprzeć w sobie, oddzielić głowę od własnego ciała. Wszystko zaczęło się od zapyziałego lokalu, w którym zbierała kufle i wywalała na zbity pysk awanturujących się pijaczków, wykorzystując surowość nabytą na kursie policyjnym. Choć technicznie rzecz biorąc była bezdomna, dostawała za to marnego knuta na godzinę, podczas gdy jej męskiej płci współpracownik zarabiał sykla. Starsza prostytutka, która nagabywała ją jednej nocy w prawie pustym barze zapewniała o tym, że nikt nie miał prawa winić jej o to, że chciała tylko przeżyć. Że mogła pracować lżej i krócej, przestać żywić się suchymi obierkami. Niepotrzebne były jej żadne skończone kursy, żadne zobowiązania, nigdy też nie wróci pod pieczę ojca. Kiedy jako dziewiętnastolatka zaczęła się kurwić, nie planowała wszak, by trwało to dłużej niż czas wymagany do odłożenia galeonów na mieszkanie. Czasem czystych sykli, czasem funtów wymienianych w banku - czym się w końcu różnił mugol od czarodzieja, jeżeli w spodniach mieli dokładnie to samo? Znalazła schronienie i chleb w kamienicy kurew pełniącej funkcję taniego burdelu działającego na granicy półświatka, w cuchnącym łóżku czuła się silniejsza, nagięła wszak wszelkie reguły i w tej utracie jakichkolwiek zahamowań poczuła się wolna. Przez chwilę.
Każde złudzenie bowiem prędzej czy później pękało jak bańka mydlana.
A potem pojawiło się mieszkanie w piwnicy na Crimson Street, jej własna nora, pojawiła się gotówka na gin i mięso, te same znajomości - londyńskie ladacznice - ci sami klienci. Rutyna. Puste słowa o powrocie na kurs policyjny, na który nikt by jej już pewnie nie przyjął i wszechogarniająca obojętność.


Blizny
Opowieść trzecia

Początki w biznesie miastowych prostytutek nigdy nie są proste, choć tak łatwo jest wpaść w obieg, gdy jest się osamotnioną dziewczyną bez grosza przy duszy. Czasami od cienkiej czerwonej granicy oddziela tylko jedna rozmowa w barze, jeden uśmiechnięty jegomość, jedna burdelmama. Tak łatwo skusić się na złoto, gdy jest się głodnym i samotnym, a to przecież tylko seks, żaden wysiłek. Takie myśli kotłują się w dziewczęcych głowach tylko do momentu, gdy pojawi się pierwszy on. Klient utrapienie, klient sadysta. Dziwki nie mają ochrony kurtyzan, nie są odziane w aksamit, nie pachną różami. Ciężkie łapska potrafią zacisnąć się na ich gardle, trzeba umieć się obronić przed tymi, którzy chcą wziąć więcej niż zapłacili albo tymi, których pociąga kobiece cierpienie. Nie zawsze się da. Taka specyfika. Takie jest życie. Tylko pierwszej blizny po nim Kina nie zdecydowała się unicestwić uzdrowicelskimi machinacjami. Cienka linia pod piersią, efekt Diffindo, tak prosta, tak niewiele znacząca. Kiedy rozbiera się przed lustrem, ogląda swoje mięśnie, swoje blade ciało i przypomina sobie wszystkie powody, dla których musi stawać się silniejsza niż już jest.




The whole question here is: am i a monster or a victim myself?

To już koniec. Nie wrócę tu. Jestem za stara, za stara jestem. Znajdź mi co innego do roboty. Znajdź co innego, Vi. To koniec, rozumiesz mnie?
Osiem lat spędziła jako prostytutka w burdelu na Crimson Street. Wielu ludzi poznała przez ten czas, a żadnego nie dałoby się nazwać porządnym. Podziemny Londyn, Londyn latarni i cuchnących brzegów Tamizy, rządził się własnymi prawami, które przez ten czas zdołała sobie doskonale przyswoić. Zamiast przyuczać się do podjęcia na nowo próby dołączenia do policji zaczęła uczyć się od starszych dziwek jak wyciągać portfele ze spodni zajętego sobą mężczyzny, jak przerzucać paczki i wiadomości za dodatkowe monety i gdzie uderzyć kolanem by zrzucić z siebie niechcianego adoratora. Wciąż marzyła o tym, że zostanie policjantem, ale chyba już w to dłużej nie wierzyła. Nie miała czasu na marzenia, bo przetrwanie pochłaniało ją każdego dnia. Jedna wojna przemknęła jakby obok niej, bo Grindelwald czy kto inny, podziemie niewiele się zmieniało. Egoistycznie zajęta sobą ani myślała angażować się w pomoc prześladowanym, choć prawo wciąż pod pewnymi względami pozostawało jej pasją. Ale kiedy znaleźć czas na pasję? Myśleć i czytać mogła tylko wczesnym rankiem i do południa, a zwykle włóczyła się wtedy, poznając "swoje" miasto od podszewki, podsłuchując i wchodząc wszędzie tam, gdzie jej nie przegoniono. Nie miała innej rozrywki, a wiedziała, że popołudniem znów będzie wić się we własnej pościeli wyczerpana bezsennością po to, by wieczorem wyruszyć do pracy. Eliksiry na sen były drogie, pozwolić sobie na nie mogła rzadko, ale trzymała się hardo, jak przystało na wolnego strzelca. Tak, lubiła tak mówić, brzmiało po stokroć lepiej od samotnicy. Zresztą, bez znaczenia.
Miała dwadzieścia siedem lat gdy ostatecznie opuściła biznes - nie wydarzyło się nic wyjątkowego, nie mogła tłumaczyć się wyrafinowaną próbą zabójstwa ani nawet gwałtem. Po prostu miała dość i dojrzewając do tej decyzji zdecydowała wyrwać się z siatki, która uwiła jej wśród swoich tak komfortowe gniazdko, gdzie pieniądze zawsze płynęły gładko, a za plecami czekał ktoś, komu można by się pożalić. Kiedy wyrosła ze szczeniactwa, przestała widzieć w seksie władzę, zrozumiała wreszcie, że była to jedynie ułuda, którą próbowała się karmić w czasie, gdy brakowało jej zaczepienia w rzeczywistości.
Odkąd zrezygnowała z pracy w burdelu przejęła na siebie obowiązki, z jakimi zapoznała się już wcześniej podczas wieloletniej "kariery". Praca najemniczki, gońca, dostarczyciela nielegalnych przesyłek szybko splotła się z nabywaną długimi wędrówkami wiedzą na temat wszelkich zakamarków Londynu. Na jej korzyść działały pielęgnowane latami sztuczki z kursu policyjnego, które odświeżała i ćwiczyła w tym swoim naiwnym marzeniu o byciu kimś. Wciąż wiedziała gdzie uderzyć, bo tyle już razy musiała robić to pierwsza zanim sama zostanie uderzona; kiedy mugolom wolno jeszcze było przebywać w Londynie, a jej za to nie wolno było wyciągać przy nich różdżki, jeżeli nie chciała spalić całego biznesu przed Ministerstwem. Była silna, choć drobna, najwięcej wysiłku wkładała w to, by nie głodować; głodowanie bowiem uczyniłoby ją słabą, a w tym biznesie słaba nie osiągnęłaby niczego. Zamiłowanie do wędrowania i wpełzania w każdą melinę, w której dało się odnaleźć zlecenie zapewniło jej zwinność, potrafiła się wszak wspinać, skakać, biegać, jeżeli musiała. Czasem nawet, jeśli zapłata była dobra, nurkowała w Tamizie. Ceniła drogo swoje usługi, a już najbardziej te, które wymagały łamania szyfrów. Ręce miała ze złota, lata bowiem spędziła w burdelowej melinie, umiała kantować, umiała podkradać jedzenie, otwierała zamki kufrów swoich klientów, odwracała uwagę, gdy chciała przejrzeć ich kieszeni. Ale i z tego wszystkiego nie dało rady żyć wygodnie w Norze na Crimson Street, biznes był zbyt chwiejny, zlecenia raz obsypywały złotym deszczem, raz narażały na krańcowy głód. Jeżeli chciała kiedykolwiek podjąć się ambitniejszej pracy, wiedziała, że potrzebuje teraz zarabiać więcej i szybciej. Zaczęła od małych włamań przy okazji innych zleceń, a gdy wybuchła kolejna wojna - ta większa, bardziej krwawa, która wstrząsnęła jej wspaniałym Londynem - otworzył się przed nią skarbiec opuszczonych budynków, prawdziwie szczurzych zakamarków i renegatów, którzy umożliwiali wpływowe donosicielstwo.  Coraz częściej pracowała na świeżym powietrzu, dostawała się dalej, głębiej, doskonaląc koordynację i przypłacając porażki bolesnymi obiciami kości i nadwyrężonymi mięśniami. Stawała się coraz zwinniejsza, gdy instynkt obronny zmuszał ją do wpełzania na strychy i belki stropowe, zsuwania się po rynnach i skakania między dachami. Każdy rok, każde mniej lub bardziej udane zlecenie uczyło ją jak wsłuchiwać się we własne ciało i używać go bez krzty niepewności. Tylko w ten sposób miała szansę przebić się na rynku nielegalnych zleceń, na które kusiło się coraz więcej ubogich i głodnych ludzi. Mogła jeszcze wyjść na złoto, musiała to zrobić. Kupić prawdziwe mieszkanie, złapać pracę ze stałym dochodem. Przetrwać.
Bo nic przecież nie liczyło się bardziej niż przetrwanie.


Blizny
Opowieść czwarta

Cienkie papierosy zwijane z bibułek i najtańszego tytoniu zmieszanego z Merlin wie czym przydają się nie tylko do otrzeźwienia myśli dymem, ale też do otrzeźwienia ciała. Kiedy mdli ją ze zmęczenia i kiedy prawie - ale tylko prawie - przytłacza ją stres, wykorzystuje niedopałki do podszczypywania skóry na przedramionach. Papierosy zostawiają okrągłe ślady oparzeń, przypominają o sobie jeszcze przez jakiś czas, ale z upływem dni zawsze się goją. To jest, goiłyby się, gdyby nie robiła ich ciągle więcej i więcej. To jej małe uzależnienie, choć nie widzi w nim nic groźnego - poznała zbyt wielu ćpunów, by nie wiedzieć jak niszczący wpływ na człowieka mają ciężkie narkotyki, od których sama zawsze stroni. Poza papierosami właściwie jest trzeźwa. Alkohol jej nie pociąga, pije tylko okazyjnie, narkotyki ją zniesmaczają, a wyjątki w rzadkich sytuacjach czyni wyłącznie dla Diablego ziela. Uzależnienia osłabiają, wyniszczają człowieka. W większości. Bo jak groźne mogą być małe ranki na skórze, tak nieczarodziejskie, tak drobne, tak przyjemne?



Patronus: Kina nie potrafi wyczarować patronusa.


Statystyki
StatystykaWartośćBonus
OPCM:105 (rożdżka)
Uroki:100
Czarna magia:00
Uzdrawianie:00
Transmutacja:00
Alchemia:00
Sprawność:110
Zwinność:200
Reszta: 0
Biegłości
JęzykWartośćWydane punkty
AngielskiII0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia MagiiI2
KokieteriaI2
KłamstwoI2
SpostrzegawczośćII10
SkradanieII10
Zręczne ręceIII25
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznawstwoI2
Wytrzymałość PsychicznaI5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Neutralny--
RozpoznawalnośćI-
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Brak-0
AktywnośćWartośćWydane punkty
Walka wręczI0,5
WspinaczkaII7
GimnastykaII7
GenetykaWartośćWydane punkty
--
Reszta: 0


Real life's nasty. It's cruel. It doesn't care about heroes and happy endings and the way things should be. In real life bad things happen. People die. Fights are lost.

Evil often wins


Ostatnio zmieniony przez Kina Huxley dnia 28.04.22 16:51, w całości zmieniany 7 razy
Kina Huxley
Zawód : Najemniczka
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Wariatem jest,
kto liczy na łagodność wilka,
na zdrowie konia,
na miłość młodego chłopca
i na przysięgi nierządnicy.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej
whore
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11111-kina-huxley https://www.morsmordre.net/t11158-szczurolap#343501 https://www.morsmordre.net/t11157-nie-podobasz-mi-sie#343479 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11163-skrzynia-pod-lozkiem#343535 https://www.morsmordre.net/t11159-kina-huxley#343508
Re: Kina Huxley [odnośnik]29.04.22 20:41

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam PW lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
trauma z dzieciństwa
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzała: Deirdre Mericourt
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kina Huxley Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kina Huxley [odnośnik]29.04.22 20:42


KOMPONENTYlista komponentów

[06.05.22] Kwiecień/czerwiec

BIEGŁOŚCIbiegłości

HISTORIA ROZWOJU[29.04.22] Karta postaci, -620 PD
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kina Huxley Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Kina Huxley
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach