Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Zbudujemy świat, całkiem nowy świat
AutorWiadomość
Zbudujemy świat, całkiem nowy świat [odnośnik]13.04.22 18:39
Z tej miłości barw,
tylko z pięknych barw
Weymouth, 1952

— Jak dobrze, że jesteś! — głos zadrżał w nieudanej próbie opanowania nerwowości, gdy drzwi komnaty Mare uchyliły się lekko, a do środka zajrzała bliźniacza dama. Procella uśmiechała się szeroko i pewnie, po raz kolejny stanowiąc przeciwieństwo swej młodszej siostry. Jedno spojrzenie na najmłodszą córkę lorda i lady Prewett starczyło, by dostrzec, że była niesamowicie przejęta. Stała przed lustrem, wyprostowana nawet bardziej niż zazwyczaj, napięta jak struna stojącej niedaleko harfy. Drżące dłonie przesuwały się powoli po materiale ślubnej sukni. Zgodnie z tradycją była w kolorze jasnej bieli, dość zabudowana jak na porę roku, choć dekolt i długie rękawy stworzone były z misternych koronek przepuszczających powietrze tak, by panna młoda nie ugotowała się w swej specjalnej kreacji. Na szczególną uwagę zasługiwały jednak dwa elementy jej stroju. Ozdobny, wiązany wstążkami gorset zdobny był w srebrne nicie, którymi wyszyto symbole łączących się tego dnia rodów. Paprocie na cześć Prewettów i motyle na cześć Greengrassów. Podobnie rzecz miała się z długim, ciągnącym się za damą welonem. Umocowany został na głowie Mare przy pomocy ozdobnej, srebrnej opaski, wykonanej tak, by miast zwykłej obręczy, przypominała wianek spleciony z paproci, ukoronowany pięcioma jej kwiatami. Jeszcze przez chwilę skrzące w letnim słońcu włosy były barwy bardziej kasztanowej niż płomiennorudej, refleksy mignęły w spiralach loków, gdy Mare odwróciła się na obcasie białych pantofelków ze sprzączką znów w kształcie motyla, aby zwrócić się do siostry raz jeszcze. — Czy już wszystko gotowe? Goście przyjechali? Procello, najdroższa, gdzie Archie i Lorraine? A Roratio? Rodzeństwo Greengrass? — pytania płynęły same, zimne od nerwów palce dotknęły rozgrzanej skóry dłoni siostry, a zielone spojrzenie zawisło w tęczówkach bliźniaczych, choć zawsze płonących bardziej nieokiełznanym ogniem od jej własnych. I gdy śmiech siostry wypełnił głęboką ciszę jej komnaty, odetchnęła z ulgą. Tego właśnie potrzebowała, ostatniego zapewnienia, że wszystko jest w porządku, że nie musi się przecież martwić, ogrody rezydencji czekają, przystrojone podług tradycji i jej własnym wymaganiom, goście zebrali się już tłumnie i wystarczyło przecież podejść do okna, ostrożnie uchylić jedną z jasnych zasłon, by dostrzec, że to nie sen, to rzeczywistość, a ciepłe powietrze przełomu czerwca i lipca łaskocze skórę zbyt pięknie, by była to tylko jej wyobraźnia.
— I lord Elroy, Procello, czy lord Elroy przybył? — Nie zostawiłby mnie tak samej, nie na pastwę losu i drwin, ma dobre serce i jest słownym czarodziejem! Musiała się uspokoić, ale ciasno zawiązany gorset nie pozwalał na szczególnie głębokie oddechy. Wystarczyło jednak, że siostra skinęła twierdząco głową, odpowiadając, że zgodnie z życzeniem ich matki zakwaterowany został w komnacie po przeciwległej stronie dworku tak, by przypadkiem nie dojrzał jej w ślubnej sukni przed ceremonią. Lordowie Weymouth szczególną uwagę przywiązywali tylko do wyszczególnionych przesądów, przede wszystkim wierząc w siłę honoru i elokwencji, lecz nikt nie mógł się dziwić, że wychodząca za mąż panienka szczególnie brała do serca wszystkie przesądy mogące wpłynąć na jej późniejsze stosunki małżeńskie.
Przerwało im pukanie. Serce Mare niemalże wyskoczyło z piersi, a palce zacisnęły się mocniej na dłoni siostry.
— Proszę...? — miękki, choć ściśnięty i zduszony od emocji głos pomknął w kierunku drzwi, które po zgodzie uchyliły się raz jeszcze, a w drzwiach stanęła Claudia — dziewczyna w wieku panienek Prewett, najbardziej zaufana służąca Mare. Dziś również prezentowała się uroczyście, przyszła lady Greengrass zadbała o to, by odpłacić jej za wierną służbę w tym ważnym dla niej dniu.
— Lady Mare, już czas. Lord ojciec was wyczekuje.


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Zbudujemy świat, całkiem nowy świat [odnośnik]26.05.22 23:02
Miał pełną świadomość pochopności swojej decyzji, a jednak odczuwał pewnego rodzaju spokój. Był to obowiązek, który przekładał już wystarczająco długo - wiedział, że czas mu uciekał nieubłaganie i gdyby sam nie podjął decyzji, możliwe że nie tylko ojciec ale i lord nestor osobiście wtrąciłby się w kwestię jego ożenku. Nie podejrzewałby wuja Ofera o złe zamiary - był pewny, że i on rozumiał obowiązki zawodowe. Elroy jednak nie mógł odkładać w nieskończoność i tych związanych z założeniem rodziny i zadbaniem o dobre imię rodu.
A jednak każda kobieta, którą spotykał wydawała się być... Niewystarczająca. Nie oczytana, nie interesująca, a często i nie zapadająca w pamięć - w przeciwieństwie do niej. Choć miała bliźniaczkę, która była równie piękna, różniły się tak bardzo w doborze słów i tych drobnych gestach, uśmiechach i spojrzeniach. To jak lady Prewett dobierała słowa, jej cichy śmiech czy delikatny uśmiech podczas tańca na sabacie były tymi drobnymi elementami, które sprawiły że dzisiaj podróżował do Weymouth, chcąc pojąć za żonę właśnie lady Mare Catherine Prewett, a wkrótce Greengrass.
Żałował, że Lisette nie mogło być tutaj z nimi. Choć podróżował jednym powozem wraz z braćmi, kiedy najmłodsza spośród nich, Delilah podróżowała w powozie z Earleen, uzdrowicielem oraz ich matką, myślami jeszcze momentami wracał do ich najstarszej siostry. Oczywiście, że tęsknili za nią wszyscy, bo z niektórymi stratami trudno było się pogodzić, a jako rodzeństwo zawsze byli ze sobą blisko. Dla niego nie tyle więzy krwi, co wsparcie najbliższych znaczyło wszystko - zarówno przyjaciół jak i rodziny.
- Prawie na miejscu - rzucił jeden z braci znad książki, zerkając przez zasłonki. Elroy wyłącznie przesunął niespiesznie wzrok na kawałek odsłoniętego okna, delikatnie się uśmiechając. Nie miał pewności, nie mógł jej mieć, że podejmował dobrą decyzję, kiedy oświadczył się pół roku wcześniej Mare - kiedy półtora roku temu pisał do lordów i nestorów, oznajmiając swoje zamiary względem panny Prewett. A jednak nie mógł być spokojniejszy, jakby zapewniony o słuszności swojej decyzji. Wiedział jak to było poddać się adrenalinie, kiedy wszystko w głowie buzowało i czuł, że rozsadzi go od środka jeśli nie podejmie żadnej decyzji - złość towarzyszyła mu niemalże całe życie, aż do momentu w którym nie podjął się pracy w rezerwacie. Przez ostatnie dziesięć lat widział w sobie powoli zachodzące zmiany, że powstrzymywał się przed działaniem i że nie był aż tak porywczy jak niegdyś, ale nigdy nie doznał tak dziwnego i czystego stanu. Był szczęśliwy i nie mógł się wręcz pozbyć swojego uśmiechu, czego młodsi bracia nie omieszkali mi wypominać - nawet Earleen, która przecież znała go tak jak nikt inny, dostrzegała tę zmianę.

Rezydencja w Weymouth była inna - po prostu. Przywitał się już wcześniej z rodziną, w szczególności z tą najbliższą, swojej przyszłej małżonki. Ślub w Derbyshire mógłby być problematyczny nie przez wzgląd na organizację, a przez wzgląd na fascynacje smokami - w końcu posiadał wiedzę o tym, co się wydarzyło. Nie rozumiał tak paranoicznego lęku przed stworzeniami, nad którymi panował pieczę całe życie, ale jednak nie miał zamiaru podważać podobnej decyzji co do miejsca ożenku jego i Mare. To była kwestia, w której mógł pokazać się z dobrej strony, tym bardziej przy Prewettach tak doskonale znanych z Festiwalu Lata - organizacja wesela tak blisko ich ukochanego przyjęcia mogła być czymś, co tylko mogło sprawić im radość.
A jemu sprawiły radość kroki po posadzce do odpowiedniej komnaty. Miał wystarczająco wiele czasu na przygotowanie się, a towarzyszyli mu bracia, których kiedy nikt nie patrzył, wciąż trzymały się braterskie żarty i przytyki. Widzieli, że Elroy się nie stresował - że zachowywał wręcz nienaturalny dla siebie spokój, ale nie mógł inaczej. Był szczęśliwy - to już dzisiaj u jego boku miała stanąć lady Greengrass, jego małżonka, która nie została wybrana z przypadku, a z rzeczywistego pragnienia, aby to właśnie ona mogła zostać jego żoną.

W końcu nastał czas. Czekał, nie rozglądając się po ozdobach i kwiatach, po całym wystroju miejsca, w którym mieli złożyć sobie dzisiaj przysięgę, nie spoglądał w stronę gości ani służby, wyczekując tylko na nią - i nawet czekanie zdawało mu się nie przeszkadzać, mając ten dziwny i niepochamowany spokój, że wszystko od tego momentu miało być dobrze.
Prezentował się dostojnie, dojrzale w szytym na miarę białym stroju z zielono-czarnymi elementami i wyszywanymi ciemniejszą nicią motylami. A jednak nie zdawał się być zainteresowany żadnymi przygotowaniami do tego dnia swojej osoby - o wiele więcej uwagi poświęcił chociażby wystrojowi ich wspólnej komnaty, sprowadzeniu do ogrodu roślin, które to jej miały przypaść do gustu, a również i zapewnieniem jej książek - dowiadując się nieco co do jej zainteresowań. To ona miała czuć się dobrze, zarówno dzisiaj spędzając ostatni dzień w posiadłości w Weymouth jak i jutro, kiedy spędzi pierwszy dzień w posiadłości w Derby jako lady Greengrass.
A jednak serce zabiło mu szybciej, zdawało się ignorować melodię, która grała do wyjścia panny młodej i pędziło znacznie szybciej, nie mogąc się doczekać. Nie mógł powstrzymać delikatnego uśmiechu, który grał na jego wargach, wpatrując się z zauroczeniem w swoją narzeczoną, kiedy tylko wyszła prowadzona przez swojego ojca.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : 15
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Zbudujemy świat, całkiem nowy świat
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach