Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Front
AutorWiadomość
Front [odnośnik]16.04.22 15:11

Front domu

Niewielki dom zakupiony przez Elvirę w rodzinnym hrabstwie Worcestershire należał uprzednio do anonimowego alchemika, który z uwagi na wojnę musiał uciekać za granicę. Kobieta nie czuje najmniejszych wyrzutów sumienia z powodu zaanektowania mieszkania po zbiegu i szlamolubie - ostatecznie zasługuje na tę posiadłość znacznie bardziej i chce rozwinąć ją do wyższych celów. Od frontu dom posiada widok na rzekę Avon oraz znajdujące się za nią wzgórza oddzielające to miejsce od miasteczka Evesham. Ceglany mur porośnięty zielskiem stanowi dobrą podstawę do przyszłego nakładania czarów ochronnych. Gdy Elvira przybyła tu po raz pierwszy, front miał starannie przycięty trawnik i fantazyjne krzewy, lecz uzdrowicielka nie ma ręki do ogrodnictwa i za jakiś zapewne wszystko stanie się tak dzikie jak jej dusza.



i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Front [odnośnik]01.05.22 14:29
15.04

The rabbits running down the ditch
Oh no, must be the season of the witch


Piętnastego Elvira wstała nad ranem, zanim słońce na dobre zdążyło rozjaśnić horyzont swoim czerwono-żółtym światłem. Rośliny w ogrodzie wciąż jeszcze były pokryte szronem, temperatura oscylowała w granicach zera, a blond czarodziejka krzątała się od pokoju do pokoju, rozdarta między stresem a uporczywym przekonywaniem samej siebie, że jest zbyt dobrze przygotowana, by na stres sobie pozwolić. Po wszystkich upokorzeniach doświadczonych w przeciągu ostatnich tygodni - brutalnej misji na zamku, która pozostawiła ją ciężko ranną, uroczystości dla bohaterów, na której nie była obecna - upatrywała w przyjęciu szansy na pozyskanie spokoju ducha w towarzystwie bliskich sobie wiedźm. Chciała zrelaksować się, rozeznać w świecie, ale także wywrzeć na przyjaciółkach jak najlepsze wrażenie, które mogłoby powędrować dalej w świat. Biorąc pod uwagę, że nigdy w całym swoim życiu nie była organizatorką spotkania dla grupy większej niż dwie osoby, wiedziała, że jest to zarówno sprawdzian jak i pewien punkt graniczny, który musiała pokonać, by stać się kobietą egzekwującą należny sobie szacunek.
Nie byłaby jednak sobą, gdyby rozkoszne wydarzenie nie miało kilku elementów zakulisowych. Naprawdę była dumna z domu, który udało jej się kupić po atrakcyjnej cenie, fakt, że nie mieszkała już w kawalerce na Pokątnej dodawał jej powagi - chciała więc to zaprezentować. Chciała także dowidzieć się więcej o panience Blythe. Zaproszenie do niej wysłane było taktyczne, bo na rękę było Elvirze, by ich stosunki pozostały przyjazne. Im bardziej przyjazne tym lepiej. Otrząsnęła się już z pierwszego szoku jaki wywołała wieść o tym, że bezimienna kobieta, którą darzyła niezmierzoną nienawiścią, którą od wielu tygodni pragnęła zamordować, jest w rzeczywistości jej znajomą od wielu miesięcy. Znajomą, którą zapraszała do własnego mieszkania, z którą piła wino i wymieniała się poufnymi informacjami o sobie. Cóż, jakakolwiek nie byłaby z niej kurewka, teraz było już pewnym, że Elvira nie dopuści, by ich relacje się oziębiły. Wrogów - tych godnych, nie szlamowatych - zawsze trzymała blisko.
Już przed południem dom zalśnił czystością, dodatkowe fotele dostawione w sali dla gości - nie wszystkie tego samego kształtu i barwy, ale zrzuciła to na karb artystycznej aranżacji - płyty oczyszczone i sprawdzone przed wykorzystaniem ich przy gramofonie. Powitała Marię wciąż jeszcze w szacie dziennej, ale już wykąpana, pachnąca lawendą i starannie uczesana. Pomoc młodszej kuzynki w kuchni była na wagę złota, ponieważ sama Elvira nie miałaby najmniejszych szans nie popełnić błędu. Takimi sprawami zajmowały się wszak gosposie i przyszłe żony, nie... ona.
Przygotowując potrawkę warzywną z wołowiną, rekinie mięso doprawione i nabijane na wykałaczki oraz salaterki suszonych owoców, miały okazję porozmawiać. Elvira głównie przyglądała się pracy młodszej kuzynki, wykładając na blacie kuchennym książki kucharskie i krojąc mięso (co okazało się niewiele trudniejsze od preparowania tkanek ludzkich).
- Claire Fancourt powinna nie być ci obca. To córka najstarszej siostry naszych ojców, choć nie wiem na ile utrzymywaliście kontakt, Nathaniel i Miriam rzadko przyjmowali gości - Z niechęcią wspomniała swoich rodziców. - Cassandra Vablatsky natomiast to moja przyjaciółka, jesteśmy w podobnym wieku i obie zajmujemy się uzdrowicielstwem. Sporo się od niej nauczyłam, gdyż prowadzi ona własną lecznicę. - Na razie zdecydowała się pominąć fakt, że lecznica ta mieści się na Nokturnie. - Możesz zapytać ją o córkę, Lysandra ma siedem lat... albo osiem? - zamyśliła się, a potem potrząsnęła głową. - W każdym razie jest Cassandry oczkiem w głowie, na pewno będzie jej miło. Tatiana Dolohov może cię onieśmielić, gdyż jest z pochodzenia Rosjanką i ma silny charakter. Nie przejmuj się niektórymi jej wtrąceniami, nie będzie mieć nic złego na myśli, ponieważ jesteś moją kuzynką i z tego względu będzie odnosić się do ciebie z szacunkiem - powiedziała z kamienną twarzą, w głowie uzupełniając, że cholera, ma taką nadzieję. - Lady Primrose Burke, jak sugeruje nazwisko, jest szlachcianką. Nie obawiaj się jednak, gdyż jest to kobieta mi bliska, inteligentna i wyrozumiała. Jeżeli sama nie zasugeruje inaczej, zwracaj się do niej tytularnie. Wystarczy "lady Primrose", nie musisz używać nazwiska. - Nalała mleka do małego dzbaneczka i wsypała kawę zbożową przyniesioną przez Marię do swojej najładniejszej zastawy. - Teraz słuchaj uważnie, ale nie panikuj. Przybędzie także lady Odetta Parkinson, gdyż złożyło się, że jest moją pierwszego stopnia kuzynką. Na pewno musisz zwracać się do niej z szacunkiem i tytułem, ale nie klękaj, nie całuj jej po rękach ani nie czyń niczego co jest poniżej twojej godności. Na tym spotkaniu wszystkie odnosimy się do siebie z przyjaźnią, nie jesteś tutaj gosposią ani służącą - podkreśliła twardo, mierząc Marię oceniającym spojrzeniem. - Ale jeśli chcesz możesz jej podziękować za pracę w rezerwacie, choć bladego pojęcia nie mam, jaki był jej wkład w twoje zatrudnienie. Prawdopodobnie żaden - powiedziała dość bezlitośnie, przeczuwała bowiem, że arystokratki nie zajmują się sprawami takiej wagi, zbyt zajęte same sobą, bankietami i pracą społeczną. - No i Belvina Blythe - powiedziała wreszcie, uśmiechając się pod nosem, jakby przypomniała sobie jakąś miłą historię tylko jej znaną. W obnażeniu zębów kryło się jednak coś złowieszczego. - Droga mi uzdrowicielka z czasów, gdy pracowałam w szpitalu świętego Munga. Nieco introwertyczna, ale nie oceniaj jej surowo. Wkrótce odkryjesz, że ma także wiele zalet.

Gdy zbliżała się godzina rozpoczęcia przyjęcia, Elvira udostępniła Marii swoją łazienkę i sypialnię, by dziewczyna mogła odświeżyć się po gotowaniu, sama natomiast bez większego skrępowania przebrała się w jej obecności, przywdziewając na siebie elegancką, ale nieprzesadnie wieczorową burgundową szatę z dekoltem w łódkę, rękawami sięgającymi pół ramienia i długą do ziemi. Czarne pantofle na płaskim obcasie muskały złotawe (choć nieco spłowiałe) wykończenia krawędzi, dla podkreślenia wąskiej talii Elvira wykorzystała także szeroki, czarny pas z ładną klamrą. Jasne włosy związane w warkocz zarzuciła na jedno ramię, uwalniając z drugiej strony urokliwy kosmyk okalający blady policzek. Ostała na skromnym makijażu, lekko różowiąc usta i wydłużając rzęsy. Nawet zapięte w uszach kolczyki z taniego kryształu stanowiły tylko drobną ozdobę w kolorze sukni. Była ostrożna na nieznanym sobie gruncie fatałaszków, obawiając się przesady.
Po dopełnieniu przygotowań, udała się do holu, by witać gości przy drzwiach frontowych. Marię zachęciła do czajenia się w pobliżu, dzięki temu miała ona bowiem dobrą okazję do przedstawienia się nadchodzącym kobietom. Elvira raz na jakiś czas ocierała dłonie o szatę, by pozbyć się potu, sztuczny i nieco zarozumiały uśmiech nie schodził jednak z jej twarzy.
- Odzienie wierzchnie możecie zostawić na wieszakach w holu, spotkanie odbędzie się na piętrze, to pierwsze drzwi po lewej stronie od schodów - informowała przybywających, gdy jednak na progu znalazły się szlachcianki, rzuciła Marii dyskretne spojrzenie; je wypadało zaprowadzić.
Nie miała skrzata, ale chociaż miała kuzynkę.

Witam wszystkie piękne panie na przyjęciu w Worcestershire, zwanym sekretnie zlotem czarownic! Zgodnie z założeniami obowiązuje 96 godzin na odpis, co oznacza, że na wiadomości powitalne czekamy do czwartku 05.04 do godziny 12:00! Wiadomości powitalne piszemy tutaj, a następnie można, ale nie trzeba przejść już do pokoju gościnnego, w którym odbędzie się pierwsza część przyjęcia.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Front [odnośnik]03.05.22 21:17
Zaproszenie od Elviry Multon nie było tym czego się spodziewasz kiedy popijasz popołudniową herbatę czytając rozprawę na temat użycia połączenia miedzi i halitu w sztuce artefaktów. Nieukrywane zdumienie malowało się na twarzy lady Burke kiedy czytała przyniesiony przez Maczka list.
Rzec, że się nie spodziewała nie było nadużyciem. Miała okazję współpracować z panną Multon w ramach działań na rzecz Rycerzy, ale przecież nie były ze sobą aż tak blisko. Choć misja w jaskiniach na pewno zbliżyła je do siebie, pokazała siłę kobiet i niezłomność charakteru.
Wielkim nietaktem byłoby nie pojawienie się na przyjęciu więc tego samego dnia nakreśliła parę słów, że z wielką przyjemnością przybędzie.
W dniu spotkania wybrała z szafy, jak zwykle, gustowną czerń, w której ostatnio się lubowała. Dobrej jakości materiał opływał miękko sylwetkę kobiety aż do ziemi, optycznie ją wydłużając, bo przecież Primrose do wysokich nie należała. Przełamaniem czerni były długie, jasne, zwiewne rękawy z haftem w kolorze równie ciemnym co reszta stroju, swoim motywem przypominające kwiaty. Dekolt w szpic ukazywał czarną perłę w srebrnej oprawie, która mieniła się szlachetnym blaskiem.
Gęste, hebanowe włosy upięte zostały w niski kok tuż nad karkiem, a ciemna grzywka jak zawsze opadała na szarozielone ale bystre oczy lady Burke. W uszach pyszniły się kolczyki pasujące do wisiorka, a na jasnej dłoni lśnił rodowy pierścień z zielonym kamieniem, którego nigdy nie zdejmowała z dłoni.
Choć był już kwiecień, tak pogoda nadal ich nie rozpieszczała więc na ramiona narzuciła pelerynę z ozdobnym zapięciem w kolorze szarym, obszytą czarną lamówką. Na dłonie naciągnęła skórzane rękawiczki. Na sam koniec zabrała mały podarek dla panny Multon zapakowany w eleganckie pudełeczko i przewiązany atłasową wstążeczką.
O zalecanej godzinie pojawiła się przed domem i zapukała do drzwi.
-Panno Multon. - Uśmiechnęła się delikatnie. Nie były teraz na misji, obowiązywały je zupełnie inne zasady. -Dziękuję za zaproszenie.
Odwiesiła pelerynę na wskazane miejsce i korzystając z okazji, że jeszcze nikogo nie było podała Elvirze podarunek.
-Mówi się, że do nowego domu należy zawsze coś wnieść. Mam nadzieję, że ten drobiazg przyniesie trochę radości. - Podarunek był ciężki, a jednak dość drobny. -Dziękuję. - Udała się we wskazanym kierunku gdzie miała odbyć się reszta przyjęcia.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Front E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Front [odnośnik]03.05.22 21:56
Zaproszenie od Elviry przyjęła z zaskoczeniem, choć tliła się w tym zaskoczeniu nuta zadowolenia. Dobrze życzyła czarownicy, a wieść o tym, że urządziła się w nowym domu, wydawała jej się szczególnie niespodziewana. Zdumiewał jednak ton zaproszenia: w kręgach, w których się znały, Elvira uchodziło za dość nieokrzesaną. Zastanawiało ją, kto jeszcze mógł zostać zaproszony, spodziewała spotkać się pozostałe kobiety służące Czarnemu Panu, Deirdre, Belvinę, być może Tatianę? Jakieś było jej zdumienie, gdy po przekroczeniu progu dostrzegła lady Primrose Burke.
- Lady - powitała ją od wejścia skinięciem głowy, zsuwając z głowy purpurową chustę, która chroniła głowę przed zimnem i deszczem, lekki materiał opadł na ramiona czarownicy, odsłaniając gruby kruczy warkocz. - Zaskakujący, choć przyjemny oku widok. - Biała haftowana koszula o szerokich rękawach - którą na ostatnią chwilę musiała przeczyścić zaklęciami, po tym, jak Kocmołuch bezczelnie uwił sobie w jej materialne legowisko - wsunięta w czarną spódnicę o szerokich połach, nie była strojem szczególnie strojnym, jednak wpół oficjalne od Elviry wyraźnie sugerowało, że grono gości miało być ściśle zamknięte. Odsłonięty dekolt zdobiło kilka czarnych rzemieni z ciężkimi pobłyskującymi kryształami. Na miejscu miały być same kobiety, być może dlatego ze szczególną starannością wykonała dziś makijaż, z pieczołowitością maskując pudrem zmęczenie pod oczami. Węgiel podkreślał zielone spojrzenie, lekka pomadka dyskretnie rysowała krój ust. Nie pojawiła się z pustymi rękoma: trzymała w ramionach skórzany dwulitrowy, może nieznacznie większy bukłak, który podczas powitań przekazała na ręce gospodyni.
- Elviro - zwróciła się do niej. - Proszę, rozlej to bardziej adekwatnego naczynia - musiałam to jakoś przenieść. Przygotowałam poncz z dyni. - Nie było łatwo, wszystko, co działo się w kraju, znacząco obniżało codzienne zasoby; rum należał do towarów szczególnie luksusowych, ale zalegał w jej spiżarni jeszcze z dawniejszych czasów i uznała, że to świetny moment na jego wykorzystanie. Pękata dynia z kolei aż prosiła się, by wziąć ją na zlot czarownic, niekoniecznie w pierwotnej formie. - Przeurocza okolica i piękne ogrody. Jestem pewna, że będzie ci się tu dobrze mieszkało. - Kątem oka spostrzegła Marię, spoglądając pytająco na Elvirę, to gospodyni powinna ją przedstawić; gdyby tylko była rzadszym gościem zamku Durham, uznałaby, że ma do czynienia ze służką Primrose. Wydawała się jeszcze młodsza od towarzyszącej im damy.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Front [odnośnik]03.05.22 23:13
Już rano miała wrażenie, że przyjdzie jej zrobić coś dzisiaj…tylko wyjątkowo zapomniała, co to akurat miało być. Siedziała, w niezwykłym poirytowaniu smarując kromkę masłem, tylko po to, aby uświadomić sobie, ile to miało kalorii i że w sumie w ogóle nie powinna tego jeść. Otrzepała dłonie, służącą posyłając po jej dzisiejsze zapiski, tak aby ostatecznie dowiedzieć się, że to dzisiaj miała umówione spotkanie z Elvirą. Była już dziewiąta, co oznaczało, że miała bardzo mało czasu na przygotowanie się i zorganizowanie do podróży. Cóż, przynajmniej to było na terenie jej hrabstwa, więc oszczędzało jej to ewentualnej podróży gdzieś przez kraj.
Musiała zacząć od kąpieli, w której musiała się moczyć odpowiednią ilość godzin, zwłaszcza że do tego potrzebne były płatki róż oraz olejki. Dopiero potem mogła zabrać się za wybieranie stroju – zaproszenie wskazywało, że nie będzie to formalne przyjęcie, mogła więc wybrać jakąś suknię z kolekcji która nie była na poziomie sabatu tylko nieco niżej. Postawiła ostatecznie na mocno wyprofilowaną suknię z rozkloszowanymi rękawami obszytymi wzorem, a cała suknia mieniła się kolorem ciemnego szmaragdu, pod co podpasowała swój makijaż. W międzyczasie zdecydować się mogła na perłowe kolczyki, dobierając do tego jeszcze elegancką broszkę z profilem przepięknej czarownicy (nie potwierdzała ani nie zaprzeczała, czy nie była to czasem ona), dwie bransolety które lekko zsuwały się w z nadgarstków kiedy nimi poruszała. Służącej pozwoliła ułożyć misternie splecioną fryzurę, na która ostrożnie nałożyła kapelusz zanim nie spryskała się jeszcze perfumami o odpowiednim zapachu.
Wybierając się z domu, zabrała ze sobą prezenty – których oczywiście nie niosła, bo przecież gdzie by to wypadało, aby dama nosiła swoje bagaże które nie są torebką. Spojrzała na dom z zewnątrz, lustrując go najpierw uważnie wzrokiem, czy aby to miejsce wygląda może lepiej od mieszkania na Pokątnej. Wydawało się o wiele ciekawsze, chociaż dalej zastanawiała się, czy nie powinna polecić Elvirze kogoś na służbę. Dopiero kiedy weszła do środka, rozpromieniła się na widok kuzynki i pochyliła się w jej stronę, gotowa przywitać się z nią jak należy.
- Mam tu coś dla ciebie! – Od razu zaświergotała, najpierw jednak zdejmując odzienie wierzchnie, rękawiczki i kapelusz. Miała kontynuować, ale dostrzegła gdzieś jakiś widok odbijającej się powierzchni, dlatego mogła od razu skontrolować, czy wygląda dobrze, poprawiając nawet nieistniejące niedociągnięcia. – A tak, prezenty. – Sięgnęła po torbę którą niósł skrzat i wyciągając jedną po drugiej, wręczyła Elvirze dwie butelki drogiego wina, jedną butelkę Toujour Pour, jedną Zieloną Wróżkę (wyglądała dość śmiesznie ze swoim kolorem), bombonierkę wiśni w czekoladzie i marcepan. Zadowolona, że przyniosła wszystko, posłała jeszcze pannie Multon uśmiech przed odesłaniem skrzata zanim nie przeszła w dalszą część domu.
- Primorse, bardzo miło cię widzieć – uśmiechnęła się do znajomej zanim jej spojrzenie nie spoczęło na Cassandrze. – My się chyba jeszcze nie znamy?


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 7
UROKI : 0
ALCHEMIA : 21
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Front [odnośnik]04.05.22 17:18
Dzień — dla obu panien Multon — rozpoczął się zapewne sporo wcześniej niż dla szanownych zaproszonych gości.
Zgodziwszy się na pomoc w przyszykowaniu poczęstunku, Maria miała zamiar wykonać swoje obowiązki z takim samym zaangażowaniem i dbałością o szczegóły, jakby robiła to na uprzejmą prośbę (przecież nie rozkaz, czy polecenie, to było ponad nimi) zarządzających rezerwatem lordów Broadway Tower. Słońce nie zdążyło jeszcze wstać, gdy świece rozświetliły niewielką powierzchnię Okruszka, wspomagając ją w działaniach. Z kufra, w którym trzymała swoje ubrania, wybrała dwa zestawy, które ułożyła wpierw na łóżku, zastanawiając się, czy będą pasować do mocnych, wysokich do połowy łydki, wiązanych butów, które nosiła na co dzień. Rozmyślanie nie trwało jednak długo — prędko pojęła, że butów miała jedynie trzy pary. Tę, którą mordowała przez cały okres jesienno—zimowo—wczesnowiosenny, drugą parę przeznaczoną na okres wiosenno—letni oraz pantofelki na szczególne okazje, błękitne z jasną sprzączką, będące częścią jej szkolnego mundurka. Skoro były na szczególne okazje, należało je ze sobą zabrać. Spoczęły więc w skórzanej, szczerze wysłużonej torbie, wraz z najlepszymi ubraniami, które miała do swojej dyspozycji, książką kucharską, odręcznymi notatkami z przepisami oraz puszką zbożowej kawy, o którą prosiła ją Elvira. Na sam koniec, przed samym wyjściem, Maria wróciła się jeszcze do łazienki, do pakunku dorzucając jedyną posiadaną przez siebie szminkę, w kolorze zgaszonego różu — urodzinowy prezent od najstarszej z sióstr. Tak przygotowana wsiadła na miotłę, by wśród zacinającego, mroźnego mimo wszystko deszczu, skryta przed światem przy pomocy własnoręcznie szytego kożuszka, czapki i szalika, przebyć drogę między Gloucestershire a Worcestershire, ostatecznie lądując przed domem kuzynki, nad rzeką Avon.
— Dzień dobry — odezwała się, choć równie dobrze mogło to być szczęknięcie drzwi, czy szarpnięcie wiatru gdzieś za ich plecami. Maria nie potrafiła wyzbyć się skrępowania, które i tak obecne było w trakcie spotkania kuzynek w rezerwacie. Uwagi Elviry o pewności były czymś miłym tak dla ucha, jak i dla serca, lecz pomiędzy zaakceptowaniem a wdrożeniem ich w życie czekała młode dziewczę dość długa droga. — Przyniosłam kawę — dodała jeszcze, powoli wysuwając puszkę z torby, układając ją ostrożnie — tak, by nie narobić przy tym zbędnego hałasu — na kuchennym blacie, raz tylko wznosząc szarozielone spojrzenie na lico kuzynki, by przekonać się, czy spełnione życzenie spotkało się z odpowiednią reakcją. Zawieść bliską rodzinę w tak ważnym dniu...! Przecież to złamałoby jej serce!
Zaraz jednak oddała się w zupełności pracy — znała się na gotowaniu na tyle, na ile pozwalał jej młody wiek i spędzone w szkole lata. Największą trudność sprawiły jej jednak nie tyle potrawy, które miała przy asyście starszej kuzynki przygotować, a zasobność jej spiżarki. Nie pamiętała ostatniego razu, gdy widziała na miejscu tyle jedzenia. W ich rodzinnym domu nigdy się nie przelewało, ale matka nauczyła ją jak stworzyć coś z niczego. Zakupy, które niedawno poczyniła, wybitnie pokazały, na jak niewiele mogła sobie pozwolić. Możliwość zjedzenia czegoś innego niż zupa dyniowa na kościach wołowych czy śledź z cebulą stanowiła niezwykłą okazję.
Przez większą część czasu pracowała w ciszy, jednakże gdy Elvira postanowiła wprowadzić ją w krąg zaproszonych czarownic, skupiła się najmocniej, jak tylko pozwalało jej wciąż trwające gotowanie, wzbierając w sobie na tyle odwagi, by przemówić kilkukrotnie — z siłą głosu mocniejszą od odgłosów trawiących kuchnię.
— Rodzice nie byli zbyt śmiali — zaczęła od kwestii Claire, zawieszając wzrok na bulgoczącej pomału potrawce. — Ale wiem, że Claire istnieje, ma chyba jeszcze brata i siostrę? — dopytała, pragnąc przypomnieć sobie, czy na pewno myśli o dobrej kuzynce. Matka Marii również miała sporo rodzeństwa, lecz w wyniku różnic światopoglądowych jej córkom nie przyszło poznać się z kuzynostwem. Słyszała tylko historię, czasami w pamięci migały imiona, lecz gdyby postawić ich przed dziewczęciem, nie miałaby szansy ich rozpoznać. Kolejni goście przedstawiali się póki co jako zjawy, wizje, wyobrażenia jeszcze bez twarzy, lecz z imionami i nazwiskami. A każda następna sylwetka równie interesująca swą niecodziennością. Zarówno Cassandra jak i Tatiana brzmiały obco, w sposób inny niż Claire. Przyzwyczajona do brzmień języka francuskiego, wobec nagłych wpływów rosyjskich wydawała się być istotnie przestraszona. Zupełnie tak, jakby zapomniała, że Elvira w jakiś sposób musiała się z nimi komunikować, a o nauce języka rosyjskiego w Worcestershire nie słyszało się w ogóle. Jednakże ostrzeżenie o wtrąceniach wydawało się istotne; istotne na tyle, by Maria pokiwała kilkukrotnie głową, prędko, może zbyt prędko, choć nerwowość zdradzały nie tylko pobladłe policzki, ale też delikatnie drżące ręce. Prawdziwie zadrżały dopiero gdy usłyszała o tym, że w tym oto domu w Evesham zawitać mają dwie szlachcianki.
Dwie damy z prawdziwego zdarzenia!
— Ro...Rozumiem... — i dla opanowania drżenia, ściągnięcia myśli z torów paniki, opuściła wzrok na deskę do krojenia, prędko szatkując warzywa. Lady Burke w tym przedstawieniu brzmiała całkiem spokojnie, spokojnie dla Marii oczywiście. Obecność lady Parkinson wydawała się jednak zupełnie absurdalna, podniesiona do jakiegoś chichotu losu, wystawienia serca biednej panny Multon na próbę, bowiem te pragnęło jak najszybciej przebić się przez klatkę żeber, skruszyć je, wydostać się na zewnątrz i pognać, może znów do Okruszka, do Gloucestershire. Elvira prosiła ją jednak o pomoc, w pewnym sensie potrzebowała, a to wymagało najwyższej próby, wykazania się jeżeli nie siłą charakteru, to chociaż obowiązkowością. Wspomnienie o byciu jednym z gości, nie zaś służącą czy gosposią podniosło ją jednak na duchu, choć serce wciąż miała spętane strachem. Belvina z drugiej strony — przedstawiona jako introwertyczka — wydała się teoretycznie najmniej stresującą i chyba paradoksalnie najbliższą Marii członkinią grupy. Po rewelacji o damach była niczym podmuch świeżego powietrza w zakurzonym pokoju. Jakoś to będzie.
Przy pomocy książek kucharskich i zapisków, a także własnego przeczucia i wyczucia smaku udało im się ostatecznie przygotować poczęstunek. Może nie były to dania z najwyższej półki, lecz Maria czuła, że dała z siebie wszystko i miała szczerą nadzieję, że goszczące u Elviry czarownice nie skrzywią się z niesmakiem, a co gorsza nie zatrują się jedzeniem.

Po zakończonej pracy w kuchni, z wdzięcznością skorzystała z zaoferowanej przez kuzynkę możliwości odświeżenia się i przebrania. Początkowo wyjątkowo zawstydzona tym, iż Elvira poczęła przebierać się w jej obecności, cofnęła się do łazienki, gdzie przy zamkniętych drzwiach sama zrzuciła z siebie dotychczasowe ubranie. Gdy powróciła do kuzynki, miała już na sobie błękitne pantofelki, ledwo widoczne spod długiej, granatowej spódnicy zebranej w talii czarnym paskiem, w którą wcisnęła jasną koszulę o białych, wypukłych guzikach i hafcie w polne kwiaty przy kołnierzu oraz na mankietach. Pod szyją zawiązała błękitną wstążkę w kokardę, niesforne włosy zaś zaplotła w warkocze, próbując znaleźć kompromis między stosownym upięciem a ukryciem odstających uszu. Zabraną z domu szminką potraktowała lekko usta, a jej nadmiar zebrawszy na palcu, wklepała w oba policzki, by nawet w razie ponownego zblednięcia, sprawiać przynajmniej pozory zdrowych rumieńców.
Gdy goście powoli zjawiali się w progach domu Maria pomagała każdemu, kto stosownej asysty — jej zdaniem — potrzebował. Skłoniła się przed Primrose, lecz nie odezwała się, bowiem to do Elviry należało jej przedstawienie. Miast tego wskazała uprzejmie kierunek, w którym dama powinna się udać, po drogiej pelerynie i szacie rozpoznając, że miała oto przyjemność z pierwszą z dam, lady Burke.
Po eskorcie Primrose udało jej się wrócić na front domu akurat w czasie, w którym zjawiła się Cassandra. Jej piękny, ciemny warkocz od razu zwrócił uwagę dziewczęcia, choć nie na długo, bowiem gapić się ani nie wypadało, ani Maria nie była na tyle odważna, by sobie na to pozwolić. Po odpowiednim przywitaniu do pytającego spojrzenia panny Vablatsky dołączyło więc kolejne — Maria spojrzała prędko na Elvirę, w niemej ofercie spełnienia życzenia gościa i zajęcia się przelewaniem tegoż, co znalazło się w bukłaku do odpowiedniejszego naczynia.
Nim polecenie zdążyło się skrystalizować, na przedzie domu panny Multon zrobił się niewielki tłok. Pojawienie się lady Parkinson, zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami sprawiło, że serce Marii przyspieszyło rytm, zaś wzrok wbił się w podłogę, gdy chwytając lekko za poły spódnicy, kłaniała się przed Odettą z wymownym szacunkiem. Wielkość przyniesionego przez nią pakunku sprawiła, że miast zblednąć z przerażenia, zaczerwieniła się chyba bardziej, najgorsze pieczenie czując jednak w uszach, gorących jak przygotowana potrawka. Nie przeszkadzała jednak w wymianie zdań, gotowa na pomoc obu kobietom w przejściu dalej, gdyby tylko wyraziły takie życzenie.

| Marysia przyniosła ze sobą kawę zbożową (300g)


the dream of my life
is to lie down by the slow river
and stare at the light in the trees —
to learn something by being nothing
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożcy
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
there's always been a little sadness
inside my happiness
i've never been able to
separate the two
OPCM : 10
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861
Re: Front [odnośnik]05.05.22 11:36
Otrzymane od kuzynki zaproszenie nie było dla Claire zaskoczeniem. Już podczas ostatniego spotkania z nauką anatomii Elvira zaprosiła ją do swego nowego lokum, w którym miała odnaleźć swoją samotnię. Fancourt pochwaliła ją za chęć poszukiwania samodzielności i niezależności, będąc wszak wielką zwolenniczką spełniania marzeń własną ciężką pracą. Z niemałym oddechem ulgi przyjęła dopisek o braku obowiązku formalnego stroju. Jej własna garderoba w dalszym ciągu przepełniona była ubraniami praktycznymi, a nie widowiskowymi kreacjami godnych szlachcianek, które miała wątpliwą przyjemność oglądać na uroczystości rozdania orderów. Bez cienia zazdrości mrużyła oczy od migoczącego złota licznych ozdób, ciesząc się z możliwości opuszczenia przepełnionego blichtrem placu. Stojąc naprzeciw szeroko otwartej szafy przesuwała wzrokiem po kolejnych wieszakach, by wreszcie zdecydować się na białą koszulę z szerokim, rozkładającym się na ramiona kołnierzem oraz wąskie spodnie z wysokim stanem o barwie ciemnego, nieco zszarzałego brązu. Metalowa sprzączka zapiętego w talii pasa miała bliżej nieokreślony, powtarzalny motyw i wraz z subtelnymi kolczykami były tu jedynymi ozdobami. Narzucony na ramiona krótki sweter został jej podesłany przez młodszą siostrę, która na modzie zna się lepiej od Claire. Wyraźny splot wełnianego materiału w kolorze zgaszonej zieleni rzekomo pasował do jej oczu. Nie widząc w lustrzanym odbiciu nic, co świadczyłoby o słuszności argumentu krewniaczki, wzruszyła tylko ramionami i udała się do Worcestershire.
Przekroczywszy próg domu uśmiechnęła się szeroko do gospodyni. W eleganckiej sukience wyglądała naprawdę dobrze, lecz malujący się na jasnej twarzy cień zdenerwowania nie umknął spostrzegawczości Claire.
- Gratuluję, Elviro, to pierwszy dzień twojej nowej drogi życia. Jak się z tym czujesz? - zapytała bez cienia ironii, składając na jej ręce niewielką doniczkę z zieloną rośliną. Fancourt wychodziła z założenia, że wszelkie prezenty powinny być przede wszystkim praktyczne, więc mierząca siedem cali wysokości dracena marginata mogła zarówno pełnić funkcję ozdobną, jak i służyć swoimi liśćmi przy tworzeniu eliksirów.
- Maria, tak? Aleś wyrosła - zwróciła się do młodszej panny Multon, pamiętając ze spotkania z Elvirą, jak ta wspomniała o planowanej obecności kuzynki. Dzieliła je przepaść wieku i nigdy dotąd nie miały okazji, by dłużej ze sobą mówić - no to o czym rozmawiać z dziećmi? O tym, jakie mają oceny w szkole czy kim chcą zostać w przyszłości? Clare wybitnie nie radziła sobie z młodzieżą, o czym od niedawna przypominał jej młody Deimos. - Już po Beauxbatons? Mam nadzieję, że przyniosłaś Multonom dumę. Potrzebujemy w rodzinie więcej silnych kobiet. - Puściła jej oczko, szczerze wierząc, że u boku Elviry młoda złotowłosa nabierze choć trochę charakteru.
- Dzień dobry wszystkim - przywitała się zbiorczo ze wszystkimi obecnymi w domu panny Multon czarownicami, ledwie kojarząc ich twarze, kiedy podążywszy we wskazanym sobie kierunku znalazła się wśród reszty gości. Opanowała uniesienie brwi w zdziwieniu, kiedy ciemne spojrzenie napotkało lady Odettę, lecz nie dlatego, że ją rozpoznała. Ktoś tu nie wie co znaczy kameralna impreza, pomyślała na widok mieniącej się szmaragdami sukni i dopasowanego doń makijażu. Wiedziała że Elvira jest blisko spokrewniona z Parkinsonami, u których pracowały zarówno matka, jak i siostra Claire, lecz nie sądziła, że ktokolwiek ze szlacheckiego rodu miałby chęć pojawić się na jej przyjęciu. Ciemne brwi drgnęły jednak, kiedy przesuwający się dalej wzrok napotkał lady Primrose, którą miała okazję oglądać na scenie przed dwoma tygodniami, gdy odbierała order z rąk samego Ministra Magii. Młoda dziewczyna wzbudziła w Fancourt pewien podziw, bo choć nie miała pojęcia w jaki sposób ta miała okazję się udzielać, to przez samo wyróżnienie, jak i powiązanie z rodem Burke wywołało w klątwołamaczce sympatię do młodej dziewczyny. Obu szlachciankom uprzejmie skinęła głową na powitanie.
Już chciała przejść dalej, by znaleźć sobie miejsce do siedzenia, kiedy zatrzymała się wpół kroku.
- Cassandra - rzuciła do Vablatsky zaskoczonym tonem, jeszcze nie wiedząc czy bardziej dziwi ją obecność czarownicy w tym miejscu, czy też fakt, że po tylu latach wciąż pamiętała jej imię. - Dobrze cię widzieć, świetnie wyglądasz - ... jak na wariatkę, przemknęło jej przez myśl wiedzioną wspomnieniem ich ostatniego spotkania, jeszcze w hogwarckich murach. Przelotna rozmowa, choć tamtego dnia nie miała żadnego wpływu na życie Fancourt, na długi czas pozostawiła pewien niepokój, i choć nie był on związany ściśle z osobą Vablatsky, to jej widok natychmiast przywołał tamto uczucie. Silenie się na sztuczne uprzejmości nie było w jej stylu, a mimo to po głębszym oddechu uśmiechnęła się lekko w nadziei, że gest ten rozwieje naprędce gromadzące się ponure chmury. Była tu dziś, by bawić się w kameralnym towarzystwie, a nie żeby wyjmować z szafy zakurzone trupy.
Claire Fancourt
Zawód : klątwołamaczka w banku Gringotta
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if it scares you it might be
a good thing to try
OPCM : 18
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10616-claire-fancourt https://www.morsmordre.net/t10763-atena#326881 https://www.morsmordre.net/t10764-claire#326882 https://www.morsmordre.net/f404-gloucestershire-cranham-the-mulberry-house https://www.morsmordre.net/t10762-skrytka-bankowa-nr-2336#326880 https://www.morsmordre.net/t10765-claire-fancourt#326891
Re: Front [odnośnik]05.05.22 20:15
Kiedy na parapecie zjawiła się pozornie obca sowa, była gotowa zignorować nadesłany list, spodziewając się, że to nie do niej był kierowany. Większość korespondencji z oczywistych powodów, zwykle adresowana była dla nazwiska Macnair. Dlatego lekkim zdziwieniem i nieskrywaną ciekawością zareagowała, gdy zobaczyła na kopercie swoje oraz wyciągnęła ze środka zaproszenie. Zaczynała powoli przyzwyczajać się do otrzymywania takowych, chociaż zdecydowanie nie na spęd przeznaczony dla wąskiego grona czarownic. Od zawsze miała neutralny stosunek do Elviry, nigdy nie traktując jej jak kogoś bliższego. Przez pewien czas kojarzyła ją jedynie ze szpitalnych korytarzy, jako wiecznie naburmuszoną uzdrowicielkę, którą sporadycznie mijała w pośpiechu oraz przypadkiem, spotykając na swoim lub obcym oddziale. Ostatnie spotkanie przy winie i plotkach, nie wywoływało w niej cieplejszych odczuć, chociaż nie mogła nie przyznać, że Elvira Multon była interesującym towarzystwem do rozmów na tematy, których zwykle nie poruszało się swobodnie i w byle jakim towarzystwie.
Wyrobionym przez czas odruchem, którego nadal nie potrafiła się pozbyć, wygładziła materiał długiej grafitowej spódnicy i przelotnie rzuciła ostatnie spojrzenie w lustro. Granatową bluzkę z długim, przylegającym rękawem i dekoltem w szpic, przysłoniła płaszczem. Na dworze było jeszcze za zimno, by zrezygnować z czegoś wierzchniego, chociaż nie mogła doczekać się wyższych temperatur. Szykując się do wyjścia, starała się ignorować obecność partnera i jego uważne spojrzenie podążające za nią. Nie wiedziała o co mu chodzi, a gdy nie chciał powiedzieć wprost, zwyczajnie odpuściła drążenie. Nie miała na to czasu, poza tym dobrze wiedziała, że skoro milczał, lepiej było dać za wygraną i poczekać, aż innego dnia temat powróci. Tylko wtedy mogła dowiedzieć się czegokolwiek. Upewniła się, że lżejszy niż zwykła nosić makijaż nie zniknął jeszcze w krzątaninie, jaką sobie zafundowała przed wyjściem i dopiero wtedy opuściła mieszkanie. Wyrwanie się z Nokturny oraz samego Londynu przyjęła z pewną ulgą. Mieszkanie gdzieś z dala od stolicy stało się cichym marzeniem, chociaż nie pędziła do jego realizacji. Wykorzystywała za to każdą okazję, by być gdzieś dalej. Właśnie dlatego w dziwny sposób, cieszyło ją, że Multon sięgnęła po tę szansę, znajdując sobie dom w ładnej okolicy po której chętnie się przeszła.
Uśmiechnęła się ładnie, kiedy chwilę po zapukaniu do drzwi, te otworzyły się.
- Elviro, dopiero początek wieczoru, a wyglądasz na zabieganą.- rzuciła na dzień dobry, ciekawa ile razy już kobieta musiała podejść, by wpuścić kolejną zaproszoną osobę.- Coś na dobry początek i może na dzień później, by ukoić w skutkach dnia kolejnego.- żartobliwy ton wyrwał się na pierwszy plan, kiedy podała jej butelkę Quintina i magicznego laudanum. Oby właściwości uśmierzające, tego drugiego trunku nie były potrzebne Multon,. Nie wątpiła, że jak każdy znający się na swym fachu uzdrowiciel, tak i Elvira miała lepsze sposoby na wszelkie niedogodności.
Odwiesiła płaszcz na wskazane miejsce, by zaraz zerknąć na nią.- Piękny dom, oby mieszkało ci się tutaj, jak najlepiej i spokojnie.- stwierdziła z czystej grzeczności, którą przywykła okazywać.
Przechodząc nieco dalej, zawiesiła spojrzenie na obecnych już kobietach. Dwóch bez wątpienia lady, co nie było trudne do rozgryzienia, bo chociaż nie były wciśnięte w strojne suknie rodem z sabatu, to specyficzna maniera pozostawała z nimi. Kolejne dwie nieznajome; drobniutka dziewczyna, wydająca się spłoszona, chociaż mogła to mylnie ocenić i druga starsza chyba nawet od niej samej, zdecydowanie pewniejsza siebie na pierwszy rzut oka. Ze wszystkich poza gospodynią, znała tylko jedną czarownicę, również uzdrowicielkę, której widok ucieszył ją w duchu.
- Dzień dobry.- przywitała się z jeszcze obcym towarzystwem, czekając chwilę, aż to Multon przedstawi znajdujące się wewnątrz wiedźmy. Wypadało jej to zrobić, jako prowodyrce dzisiejszego spędu. Odwróciła głowę w kierunku Vablatsky, by skinąć głową i podejść bliżej niej.- Cassandro, jak dobrze Cię znów widzieć.- miała cichą nadzieję, że nie dostanie dziś bury za to, że dawno jej nie odwiedziła. Mieszkała teraz na tyle blisko, że nie wątpiła, że ta krytyka byłaby całkowicie uzasadniona.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Front
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach