Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pokój gościnny
AutorWiadomość
Pokój gościnny [odnośnik]17.04.22 19:56

Pokój gościnny

Drugi pokój sypialniany jest większy od jej własnego, ale ten, który wybrała, bardziej przypadł jej do gustu w kwestii umiejscowienia, kolorytu i atmosfery. Choć nie ma większego pomysłu co zrobić z tym niemal pustym pokojem na piętrze, podejrzewa, że zostawi go gościom - nie ma bowiem ani dzieci ani współlokatorów. Gdyby lepiej go oporządzić, można byłoby transformować pomieszczenie w dobrze uposażoną sypialnię lub miejsce spotkań.



i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Pokój gościnny [odnośnik]01.05.22 14:27
W celu przygotowania pomieszczenia na przyjęcie gości w centrum ustawiono stół z ciemnego drewna - zacieki blatu, których nie dało się doszorować do końca, zakryto prostym zielonym obrusem. Na samym środku umieszczono skromny wazonik z ususzoną lawendą, wokół natomiast na talerzach i salaterkach mieściły się potrawy. Najpożywniejszą był gulasz z warzywami i wołowiną, wciąż parujący pod pokrywką, za przystawki i drobne przekąski służyły natomiast szaszłyki z pieczarkami i duszonym rekinim mięsem. Goście mogli uraczyć się także suszonymi śliwkami, bananami i daktylami, przekrojonymi na ćwiartki kawałkami marakui oraz wyłożonymi na spodeczku czekoladkami z wiśnią. Gospodyni wykorzystała zapasy alkoholu, z którego sama od niedawna rezygnowała, wykładając na stół Quintina, Gin oraz zestaw kieliszków w ilości wystarczającej dla zaproszonych gości. Przyniesiona przez Marię kawa, niestety tylko zbożowa, trafiła do słoiczka, obok postawiono natomiast mały dzbanuszek z kozim mlekiem. Na więcej Elvira pozwolić sobie nie mogła, lecz jak na obecne czasy był to poczęstunek bogaty i była z niego dumna. Wykorzystała także najładniejszy zestaw naczyń, które dawno temu otrzymała w prezencie, a z których dotąd nie miała okazji korzystać (nie był to już jednak zestaw kompletny po tym jak przez jej mieszkanie przewinęła się złodziejska szajka).
Ustawione wkoło stołu fotele oraz jedna kanapa nie należały do tego samego zestawu mebli, lecz skompletowano wszystko, co mieściło się w domu, a tapicerki były porządnie umyte i odkurzone. Okna wychodziły na ogród za domem i mimo zbliżającego się zachodu słońce wciąż przyjemnie przezierało spoza firanek. Gramofon wygrywał muzykę klasyczną z płyt niechętnie pożyczonych przez Elvirę od matki. W kominku płonął ogień, zapewniając przyjemne ciepło.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Pokój gościnny 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pokój gościnny [odnośnik]06.05.22 21:39
Maria była cichutką dziewczyną, lecz cichutką w zupełnie inny sposób niż dawniej bywała Elvira. Jako młoda uzdrowicielka zwykła dławić w ten sposób własny gniew i wyrażać obojętność, kuzynka natomiast wydawała się szczerze nieśmiała i zagubiona. Bodło to po części w wizerunek wiedźmiej siły, który chciała Marii zaprezentować, ale równocześnie i czyniło z dziewczyny łatwiejszą glinę do dalszej pracy. Miała wiele zalet, a za największą obecnie Elvira uznawała jej słowność i pracowitość. Praca w kuchni nie poszłaby jej nawet w połowie tak sprawnie bez pomocy, miała też okazję co nieco podpatrzeć z przyniesionych przez kuzynkę książek. Może to najwyższa pora, by nauczyła się robić smaczne jedzenie chociaż dla siebie samej, nie miała już bowiem tak blisko do klubów i pubów Pokątnej. Odpuściła sobie komentarz dotyczący wstydliwości dziewczęcia, które koniecznie musiało zamknąć się w łazience; złośliwe słówka cisnęły się na usta, ale pozbył się ich stres nadchodzącego spotkania oraz fakt, że nie chciała zrażać swojego jedynego pomocnika. Pojawienie się Marii w korytarzu skwitowała jednak pełnym uznania skinieniem głowy.
- Wyglądasz bardzo ładnie. - Na bardziej urokliwy komplement nie umiała i nie chciała się zdobywać, zresztą czas gonił i na progu domostwa zjawiali się pierwsi goście.
- Lady Burke, zawsze punktualnie - Dla nieprzyzwyczajonej do tego typu wydarzeń Elviry pocałunki w policzki byłby niezręcznością, więc tylko uścisnęła jej dłoń tak jak czyniła to na misjach, a potem przyjęła podarunek, odkładając go natenczas na pusty, biały regał, by poczekał na właściwą porę. - Ja również dziękuję, za prezent i za przyjęcie zaproszenia. Poznaj Marię Multon, jedną z moich najmłodszych kuzynek. Absolwentka Beauxbatons, pracuje z jednorożcami. - przedstawiła chowającą się w jej cieniu dziewczynę z użyciem prostych, formalnych słów, kierowała je też następnie do każdej z przyjmowanych kobiet. Dla Marii mogło to być pierwsze takie przyjęcie, była też wyjątkowo młoda.
- Cassandro, mam wrażenie, że nie widziałam cię wieki - Dłoń zadrżała jej nieco, gdy obejmowała nią palce uzdrowicielki, ale prędko wzięła się w garść i ze sztywną nieco wdzięcznością przyjęła bukłak.
Elvira i Maria spojrzały na siebie niemal w jednej chwili, zanim jednak zdążyła posłać kuzynkę po wazę, na progu zjawiła się Odetta, gość, którego bynajmniej nie można było zmuszać do czekania. Licząc w duchu na to, że Maria wzięła sobie do serca jej rady, Elvira przytuliła szlachetną kuzynkę; bez precedensu, lecz uściśnięcie tej bladej, wątłej ręki wydawało się dziwnie nie na miejscu, a całować po policzkach, jak już ustaliła, nie zamierzała nikogo.
- Wyglądasz... - szukała odpowiedniego słowa, przygryzając sobie język do krwi nim zdradliwe "prosiłam!" zdążyłoby wyrwać się z jej ust. Tak jakby choć przez chwilę wierzyła w to, że Odetta się do tej prośby odniesie. - ...jak żywcem wyjęta z portretu. - Dziękując za prezenty, coraz liczniej zapełniające komodę, Elvira wykorzystała okazję, by szepnąć kuzynce do ucha: - Mam dla ciebie pewien drobiazg, który myślę, że przypadnie ci do gustu. Po kolacji będziemy udawać się do ogrodów, zostań wtedy ze mną chwilkę. - Odsuwając się, zdobyła się na uśmiech, starając się przy tym mrużyć powieki na tyle, by nie dostrzegać kontrastu między Odettą a pozostałymi gośćmi, przechodzącymi przez front i hol wejściowy.
Potem omiotła wzrokiem schody i zachęcająco uniosła brwi, wiedząc, że Maria zapamiętała i zrozumie, że wypadałoby wskazać drogę czarownicom, które odwiesiły już odzienie wierzchnie i przeprowadziły monotonny rytuał powitań.
Nadejście Claire Elvira przyjęła z niemałą ulgę, gdyż jej cięty język i nieskrywana prawdziwość były dla osoby zdenerwowanej nową rolą niczym czara wody na pustyni. Przez usta uzdrowicielki przedarło się krótkie i rozbawione westchnienie, gdy przejmowała od kuzynki doniczkę.
- Jak nowo narodzona. Dosłownie. - Obejrzała się przez ramię, by zobaczyć, czy Odetta znajduje się poza zasięgiem słuchu, a potem dodała ciszej: - Jakby mi ktoś trzykrotnie owinął pępowinę wokół szyi. Dziękuję ci za gratulacje i za uroczą roślinkę, choć pojęcia bladego nie mam, co to jest. - Nieco bardziej ironiczny uśmieszek sugerował, że Elvira domyśla się, iż Claire tylko czeka, aż zostanie zasypana pytaniami. Na ten jednak moment była zmuszona wypuścić ją z objąć i oddać pozostałym.
Rosnąca liczba gości na przyjęciu paradoksalnie pozwoliła Elvirze ochłonąć, złapać oddech. Oczekiwanie zwykle bywało gorsze od oczekiwanego, a gdy każdy podejmował dyskusję w grupie, miała czas na chwilę milczącej obserwacji, w czasie której raz jeszcze oczami wyobraźni prześledziła plan wieczoru. Z zamyślenia wyrwała ją Belvina.
Oto jest.
Przygotowywała się na tę chwilę od dłuższego czasu, toteż nic w jej postawie nie mogło sugerować gniewu; uśmiech, ujęcie dłoni i mgiełka perfum lawendowych, która otoczyła kobietę, gdy Elvira się do niej zbliżyła, były tak samo, jeśli nie bardziej słodkie niż przy poprzednich powitaniach.
- Zabiegana? Skądże. Zestresowana? Zapewne, bo już myślałam, że nie przyjdziesz. - Przyjęła podarunek, by złożyć go wraz z pozostałymi, słowem nie wspominając jeszcze o tym, że w ryzach trzymało ją postanowienie. Postanowienie, które, patrząc na mnożące się magicznie butelki, mogło okazać się niemożliwe do spełnienia. - Na pewno znasz Cassandrę, Primrose, być może Claire również. Poznaj więc też moje kuzynki, Marię Multon i lady Odettę. - Wskazała Belvinie drogę do reszty, zostając w holu jako ostatnia i łapczywie podążając za nią spojrzeniem. Gdy kobieta wchodziła po schodach, więcej niż raz zatrzymało się ono na talii i niżej. Dopiero, kiedy głosy kobiet zaczęły cichnąć na piętrze, prychnęła pod nosem i ruszyła do kuchni po wazę do ponczu oraz dodatkowe kieliszki właściwe do serwowanych alkoholi.

Dołączając do grona swoich gości pozwoliła sobie skorzystać z pomocy Marii, gdy tylko młodsza kuzynka do niej dołączyła - miały do przygotowania więcej niż się spodziewała, mimo uprzedniego rozłożenia posiłku, wszystko przez hojność czarownic, która dla Elviry była obecnie tak samo satysfakcjonująca jak szkodliwa. Miejsce na wazę z ponczem znalazło się, gdy tylko przesunęła dzban z suszonym kwieciem na skraj stołu, butelki natomiast najlepiej przyciągały wzrok ustawione w szeregu, prawdziwa gama kolorów i smaków.
- Tatiana, ostatnia z nas, jeszcze nie dotarła. Sądzę, że coś ją zatrzymało, gdyż potwierdziła wcześniej obecność na spotkaniu. - Nawet gdyby starała się brzmieć na zmartwioną, nie wyszłoby jej to wiarygodnie; znała Tatianę na tyle dobrze, by wiedzieć, że jeżeli ktoś miał się spóźnić, to zapewne będzie to ona.
Usiadła na fotelu znajdującym się najbliżej okna, skąd dobrze widziała drzwi. Równocześnie gestem i słowem zaprosiła towarzyszki, by bez skrępowania wybierały sobie miejsca.
- Skoro jesteśmy już w większym gronie, chciałabym jeszcze raz podziękować wszystkim za przyjęcie mojego zaproszenia. Czuję zaszczyt i prawdziwą przyjemność, że mogę was dziś gościć w swoim własnym domu. I mam nadzieję, że podobnych okazji do spotkań w przyszłości pojawi się więcej. Każda z was otrzymała zaproszenie dlatego, że zajmuje specjalne miejsce w moim życiu. Każda z was jest w moich oczach silną, inteligentną i godną wszelkich praw i uciech czarownicą. I pozwólcie, że temu właśnie zadedykuję pierwszy toast. Za silne czarownice obecnego pokolenia i każdego następnego. - Do własnego przywołanego czarem kieliszka nalała ponczu, pozostawiając mocniejsze trunki gościom. Dyniowego specjału Cassandry wstyd byłoby nie spróbować, z czym zaraz zgodziło się jej podniebienie. Choć pozwoliła sobie zaledwie na dwa niewielkie łyki nim oparła łokieć o fotel i elegancko skrzyżowała nogi, skromna ilość alkoholu i tak znacząco wpłynęła na jej samopoczucie. Minęło tyle czasu. - Biorąc pod uwagę, że, jak dostrzegłam, nie wszystkie miałyście przyjemność spotkać się wcześniej, co powiecie na to, by przedstawić się pokrótce? Ułatwi to rozmowę i zacieśni więzi. Belvino, moja droga, może zaczniesz? - Przechyliła lekko głowę na jedną stronę, posyłając kobiecie niewielki uśmiech, jakby pokładała w niej zaufanie. Maria mogła uznać, że jest to przyjacielska próba złagodzenia domniemanego introwertyzmu. W rzeczywistości Elvira jednak przesuwała opuszką palca po krawędzi kieliszka, oczekując odpowiedzi z takim samym zainteresowaniem jak pozostali.
Wciąż była zbyt spięta, by sięgać po przysmaki, które sama wystawiła na stół.

Tura trwa do 10.05 do godziny 21.00! Playlista
Na stole:
Mapka (na miarę moich możliwości):


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Pokój gościnny [odnośnik]08.05.22 18:59
Anglia nie była gotowa na wiosenną aurę; delikatne przymrozki zdobiły okolicę białawym obrusem lodu, mroźny podmuch wiatru chował się między drzewami, kruche obłoki ciepłego oddechu znikały pod naporem rześkości powietrza. Zaproszenie od panny Multon nie było zaskoczeniem – jego ton owszem. Ze starannie kreślonych liter wydobywała się zasadnicza nuta elegancji, coś, do czego Tatiana nie nawykła podczas historii znajomości z Elvirą. Złączone wspólnym przymierzem, postawione obok siebie wobec działań koniecznych, dyktowanych wzniosłą ideą czy zwyczajnym obowiązkiem zakrapianym osobistym interesem; coś w specyficznej, jasnowłosej znajomej wyraźnie się złamało, zmieniło, wygasiło i powstało na nowo.
Nie pytała; ni wtedy i nie kiedy sowa przyniosła list, jakże niepasujący do charakteru do którego mogła przyzwyczaić się w przeciągu kilku intensywnych miesięcy, w których Multon pojawiała się nader często na drodze ich wspólnej ścieżki.
Wszystko się zmieniało – zmienił się ton, zmieniło nieduże lokum na własny dom, zmieniło postrzeganie świata, który ramię w ramię budowały na zasadach narzuconych, choć nierzadko naciąganych wedle własnych potrzeb. Zastanawiała się, jak wiele ulegnie zmianie w ich rozmowach – po samym zaproszeniu doskonale wiedziała, że to nie będzie kolejny z wieczorów, w których panna Multon niesiona dramatyczną chucią i beznadziejnością ułoży na stoliku zestaw składający się z proszku, łyżki i strzykawki. Wiedziała też, że wydarzenia sprzed kilku dni, kiedy na londyńskim niebie zalśniła chwała nowego świata, pobudzona poklaskiem dla bohaterów wojny – w tym jej samej – być może zagrają pierwsze skrzypce, w specyficznej jednak, całkowicie innej, atmosferze niż dotychczas.
Poprawiając płowy płaszcza dywagowała we własnych myślach nad wszystkim tym co czekało – nie tylko Elvirę, co ją samą; co je wszystkie, te które miały zgromadzić się na eleganckim, kobiecym wieczorze stanowiącym pewnego rodzaju ukoronowanie zmian. Kolejnego etapu w życiu, innego dla każdej z nich.
Grafitowa, przylegająca suknia, choć skrzyła się delikatnie, a głęboki dekolt podkreślał obojczyki i biust, miała w sobie więcej z pragmatyzmu niźli ekstrawagancji, do której nawykła Dolohov; bo choć ostatnie wydarzenia, honoraria, jej status który mogła nazywać swoistym awansem społecznym, mogły nakazywać chęć zwyczajowego dlań blichtru, podskórnie czuła w nadchodzącym wieczorze czystą, choć inną od dotychczasowych, szczerość, nawet jeśli gośćmi miały być szlachcianki, zwykle dla kobiet jej statusu onieśmielające- Dolohov nawykła do ich towarzystwa na tyle, by w ich towarzystwie czuć się bardziej niż swojo.
Proste, ciemne włosy z przedziałkiem na środku głowy spływały po plecach; płaszcz spłynął wzdłuż wieszaka, kiedy pojawiła się w domu, potrzebując kilku chwil by zarejestrować własne spóźnienie. Po odpowiednim przebyciu trasy do wyznaczonego pokoju, pełnej głuchego stukotu wysokich pantofli, ściskając niedużą ozdobioną tiulem torebkę, dotarła w końcu do miejsca.
Wzrok podążył po pomieszczeniu; pierw rozpoznała gospodarza całego przedsięwzięcia – specyficzne, jasne pasma włosów trudno było pomylić z innymi, choć w całej prezencji jak i aurze panny Multon, wszystko wydawało się być jakby nie na swoim miejscu. Niedługo potem spojrzenie wyłoniło Cassandrę.
– Szanowne panie – zaczęła, znów zerkając na właścicielkę, później na ułamek sekundy dostrzegając drobną pannicę gdzieś nieopodal niej – Żywię głęboką nadzieję na wybaczenie mojego spóźnienia – nie brzmiała na skruszoną, bardziej na swobodnie rozbawioną i spokojną wobec małego występku. Omiotła spojrzeniem resztę pomieszczenia, dostrzegając zgromadzone kobiety, w tym dwie lady, wobec których skłoniła się delikatnie z życzliwym uśmiechem, podobnym wyrazem obdarzając usadowione nieopodal pozostałe gościnie.
Dostrzegłszy, że to pora toastu, pozwoliła sobie także ująć kieliszek z rozlanym alkoholem – Za nowy początek, moja droga – wiosna dlań wszystkich niewątpliwie niosła coś nowego. Niedługo później w odpowiedniej chwili podeszła do gospodyni przyjęcia, wręczając jej paczuszkę z butelką Quintinu, ozdobny słoiczek z czarną kawą i niedużą paczuszkę orzechów włoskich.
– Mam nadzieję, że nie ominęło mnie wiele? – te słowa skierowała już do reszty, wciąż czując niemalże swędzenie języka w potrzebie wyrażenia... zdziwienia. Wobec Elviry, tego domu, tonu w którym wypowiadała słowa.

zajmuję 6



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?


Ostatnio zmieniony przez Tatiana Dolohov dnia 10.05.22 9:18, w całości zmieniany 1 raz
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 15
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Pokój gościnny [odnośnik]09.05.22 23:30
Chociaż na jej ustach ciągle widniał uśmiech, tak z trudem powstrzymała delikatne uniesienie brwi, kiedy padła odpowiedź. Nie tego się spodziewała, a nawet zaciekawił ją fakt, odczuć Multon.
- Stres na własnym przyjęciu? To chyba niepotrzebne.- odparła ze spokojem, by zaraz pokręcić lekko głową.- Nie mam w zwyczaju ignorować zaproszeń, gdy już trafiają do mnie.- dodała, może trochę na zaś, aby podobne zmartwienia nie towarzyszyły więcej kobiecie, jeśli były szczere. Czasami potrzebowała takiego oderwania od codzienności, poukładanego dnia, który okazywał się całkowicie schematyczny. Praca i dom, nie były czymś na co chciała dzielić każdy jeden dzień, nawet kiedy wprowadziła w swoje życie lekkie zmiany. Poszła we wskazanym przez Elvirę kierunku, słuchając, gdy wymieniała osoby, które znajdowały się wewnątrz. Bez wątpienia miała rację, znała lepiej uzdrowicielkę z Nokturnu. Lady Burke również nie była całkiem obca, a dodatkowo słyszała o niej wiele dobrego, chociaż przez wzgląd na dawne błędy podchodziła z pewną rezerwą do przedstawicieli owego rodu. Niestety Claire, była dla niej zagadką, ale liczyła, że nie potrwa to już długo. Pewne osoby zawsze dobrze było znać. Spłoszona młoda dziewczyna, przestała być tajemnicą już po chwili. Uśmiechnęła się do Marii łagodnie i lekko skinęła jej głową, ciekawa czy takie towarzystwo nie przytłoczy młodziutkiej Multon. Moment później zastanowiło ją powiązanie Elviry z Parkinsonami, gdy przedstawiła Odettę, jako swoją kuzynkę. Nie zamierzała jednak pytać bezpośrednio, mając zamiar z czasem wyciągnąć więcej szczegółów, bądź przy innej okazji spytać Elvirę o to. Była prawie pewna, że kobieta pochwali się, bez większej zachęty. Szlachetna krew w żyłach dla wielu była powodem do przesadnej dumy. Przywitała się z lady, pozwalając sobie na mniejsza swobodę, a większą uprzejmość skierowaną w stronę damy.
Zajęła jeden z wolnych foteli, kiedy wszystkie zostały do tego zachęcone. Słuchała z uwagą wstępu, który zrobiła Multon. Zapraszała ważne dla siebie kobiety? Gdzie więc w tym wszystkim było miejsce dla niej i dlaczego? Nie były ze sobą, aż tak blisko. Milczała jednak, bo nie był to czas na wątpliwości. Wypadało cieszyć się z tego wieczoru w tak doborowym towarzystwie.
- Cała przyjemność bez wątpienia po naszej stronie.- odparła, asekuracyjnie przesuwając wzrokiem po zebranych wokół wiedźmach, chociaż wątpiła, aby któraś miała się z tym nie zgodzić, skoro wszystkie znalazły się tu dziś. Nigdy nie była chętna zabierać głosu za innych, ale dziś w tak niewinny sposób była gotowa zaryzykować. Idąc w ślad za gospodynią, pierwszy toast wolała wznieść ponczem, ciekawa smaku. Odwróciła głowę w kierunku drzwi, kiedy przez próg przeszła zapowiedziana moment wcześniej wiedźma, która miała się spóźnić. Miała ochotę jej odpowiedzieć, żartobliwie i zaczepnie, ale ostatecznie zrezygnowała. Czasami wolała powściągnąć swój humor, nim upewni się, że znajduje się w towarzystwie, które zrozumie i zaakceptuje pewne zadziorności. Upiła łyk, zerkając zaraz na Elvirę, kiedy ta wyciągnęła ją przed szereg, poniekąd zmuszając do powiedzenia czegoś o sobie. To nie było komfortowe, lecz ugryzła się w język. Nie sądziła, że tak zacznie się wieczór. Były dorosłymi kobietami, nie przypuszczała, że potrzebują kółka zapoznawczego, aby odkryć wspólne tematy, które równie dobrze mogły wyjść w trakcie rozmowy za parę minut. Zawahała się na moment, ulotną chwilę, która równie dobrze mogła ująć uwadze zebranych tu czarownic.
- Nie wypada mi odmówić.- stwierdziła, odruchowo unosząc kąciki ust w uśmiechu.- Belvina Blythe, jestem uzdrowicielką w Mungu i coraz rzadziej praktykującym alchemikiem z powodu braku czasu. Niestety doba okazuje się zbyt krótka, aby upchnąć w niej wszystko, co miło byłoby zrobić i jeszcze pamiętać o samej sobie.- podjęła, zastanawiając się na bieżąco, co tak naprawdę może powiedzieć. Nie chciała wchodzić w największą prywatność.- Mnogość zainteresowań, powiązanych z tym czym się zajmuję oraz tych całkowicie odmiennych, sprawia, że mogłabym wymieniać i wymieniać. Jednak miało być krótko, dlatego zrezygnuję z całej tej listy, a część i tak najpewniej wyjdzie jeszcze dziś w trakcie rozmów. W tak doborowym towarzystwie jestem pewna, że pojawią się najciekawsze z możliwych tematów.- dodała, woląc nie rozgadywać się.

| zajmuję fotel nr 5

[bylobrzydkobedzieladnie]



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.



Ostatnio zmieniony przez Belvina Blythe dnia 11.05.22 18:12, w całości zmieniany 1 raz
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Pokój gościnny [odnośnik]11.05.22 18:02
Po przywitaniu się z gospodynią, a więc najważniejszą osobą tego dnia oraz po wręczeniu drobnego upominku w postaci przycisku do papieru, Primrose odesłała skrzata domowego i udała się we wskazanym kierunku do pokoju gościnnego.
Była jedną z pierwszych więc dyskretnie rozglądała się wokół. Posiadanie własnych czterech kątów zawsze miało w sobie coś… niezależnego. Oznaczało, że człowiek osiadł gdzieś, stworzył wokół siebie bezpieczną przestrzeń i chciał ją dzielić z innymi. Lady Burke niezwykle była wdzięczna pannie Multon, że o niej pomyślała i nie miała zamiaru się wywyższać ani pokazywać gdzie innych miejsce. Z tego co zdążyła zauważyć, gospodyni zebrała w swoim domu ciekawe i jakże interesujące towarzystwo.
Zajęła wolne miejsce przy stole oczekując przybycia reszty, a czarownice schodziły się niespiesznie. Istny sabat - pomyślała z rozbawieniem ale też z niemałą obawą. Zdążyła już spostrzec, że to kobiety zwykle były bardziej surowe wobec przedstawicielek swojej płci. Srogie i ostre w wypowiadaniu oceny, zwykle bardzo krzywdzące i podszyte zawiścią.
Nie wiedziała czego spodziewać się po kobietach, jak będą się zachowywać i o czym rozmawiać. Nie zwykła chodzić na spotkania gdzie rozmawiało się “o niczym”. Jako przedstawicielka rodu Burke mówiła często to co myśli, nie owijała w bawełnę, a przede wszystkim nie strzępiła języka na próżno.
Teraz jedynie pozostała jej obserwacja aby zrozumieć w jakie grono wpadła. Z każdą wchodzącą czarownicą witała się uprzejmie oczekując przybycia gospodyni.
-Spóźnienie praktycznie niedostrzegalne. - Zwróciła się do Tatiany kiedy ta uraczyła je swoją obecnością. Nie było jej w Londynie na rozdaniu orderów, a przecież jeden otrzymała co samą Primrose bardzo cieszyło. Powinno być więcej kobiet, które angażują się w działania i pokazuję mężczyznom, że teoria wysnuta przez Mulcibera mija się z prawdą.
Artykuł wciąż stał kością w gardle młodej czarownicy, która miała dość długo jeszcze rozpamiętywać ten paszkwil, jak nazywała rzeczoną teorię.
Wzniosła toast, który podniosła sama Elvira.
-Oby dom zawsze pozostał twoją twierdzą. - Dodała jeszcze, bo tym winien być dom. Miejscem, w który zawsze panna Multon będzie czuła się bezpiecznie. Uśmiechnęła się pod nosem słysząc jak blondynka wyciąga je do odpowiedzi niczym uczennice w szkole aby przełamać pierwsze lody i nie dopuścić do niezręcznej ciszy. Primrose, podobnie jak Odetta od małego była szkolona jak podtrzymywać konwersację i jak ją prowadzić. Jedna z umiejętności młodej damy, którą uważała kiedyś za zbędną a teraz jakże przydatną.
-Przedstawiamy się sobie. - Odpowiedziała Tatianie gdy ta zapytała czy coś ją ominęło, a przecież dopiero zaczynały. -Pozwolę sobie w takim razie zabrać teraz głos. Lady Primrose Edith Burke, jednak w tak zacnym gronie proszę mówić do mnie Primrose, a jak nie jest to przyjemne, to wystarczy Lady Primrose. - Zdawała sobie sprawę, że część kobiet może czuć się niezręcznie więc wolała dać im dwie opcje. -Zajmuje się tworzeniem talizmanów oraz badaniem artefaktów. Poza tym działam na terenie Durham i nie tylko, a czynności jest tych wiele więc nie będę teraz zanudzać. Z panna Blythe miałyśmy okazję się poznać już jakiś czas temu. - Uśmiechnęła się delikatnie do Belviny pozwalając aby inne kobiety zabrały głos.

|zajmuję miejsce 7



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Pokój gościnny E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Pokój gościnny [odnośnik]12.05.22 8:34
Zaśmiała się krótko słysząc słowa Elviry, wcale nie dziwiąc się jej nastawieniu.
- Weź głęboki oddech, a wszystko będzie dobrze - rzuciła na dodanie jej otuchy, wiedząc że żadne słowa nie poprawią jej humoru, póki przyjęcie nie rozpędzi się do własnego biegu. - To dracena, później wszystko ci wyjaśnię. Nawet ty sobie z nią poradzisz - dodała nieco ściszonym głosem, nieznacznie nachylając się ku Elvirze, by dzieląc się drobną złośliwością miała pewność, że dotrze wyłącznie do uszu młodej kuzynki. Nie, żeby nie wierzyła w jej umiejętności, pielęgnacja nie była przecież taka trudna; zwyczajnie Multon wyglądała, jakby potrzebowała spuszczenia ciśnienia.
W pokoju na piętrze zdążyła rozgościć się już wcześniej, poznawszy z grubsza zakamarki domostwa podczas ostatniej lekcji anatomii. Porządek i elegancko zastawiony stół dawały wrażenie, że Elvira poświęciła nieco czasu na przygotowanie tego miejsca do przyjęcia gości. Na widok ułożonych w dzbanie suszonych kwiatów chciała parsknąć śmiechem, urocza ozdoba przywodziła na myśl skojarzenie koła gospodyń, do których zebranym tu kobietom mogło być daleko.
Wsłuchała się w treść oficjalnych powitań kuzynki, nie powstrzymując unoszącej się w rozbawieniu brwi, ale i nie przerywając gospodyni w pełnieniu obowiązków. Podobnych pochlebstw nie musiała słuchać, by dobrze bawić się na przyjęciu, zwłaszcza dostrzegając rząd kolorowych butelek, który już samym wyglądem poprawiał jej humor. Silne czarownice? Godne wszelkich praw oraz uciech? Na krótko zajrzała do króliczej nory, zastanawiając się jakież to uciechy mogłyby łączyć je wszystkie, ale wnet Elvira przyszła jej z pomocą, prosząc kolejne wiedźmy o zdradzenie czegoś o sobie. Kurtuazja poprzedzona toastem była lepiej przyswajalna, Claire musiała odsunąć na bok swoje uprzedzenia, nie chciała być tą największą marudą, a nuż nie będzie aż tak źle.
Pojawienie się spóźnionej panny Dolohov zmusiło Fancourt do skupienia nań spojrzenia. Słyszała jej imię padające ze sceny na placu przy Pomniku Cronusa Wyzwoliciela. Czym była tak zajęta, by nie móc odebrać należnego jej odznaczenia z rąk samego Ministra? Uzupełniwszy swój kielich do połowy ponczem - coby szybko go wypić i równie prędko zastąpić czymś mocniejszym - wzniosła toast, wtórując życzeniom. Zaraz przeniosła wzrok na wahającą się Belvinę, która jako pierwsza została pociągnięta do odpowiedzi. Claire była przekonana, że jest jedną z nielicznych nieznających reszty gości osób. Skoro wszystkie były bliskie Elvirze, nie powinny były trzymać się tego ścisłego grona? Uzdrowicielkę miała okazję dostrzec na początku kwietnia, na wydarzeniach w Londynie. Towarzyszyła wtedy Drew, z którym na przyjęciu w Wenus mieli krótką okazję wymienić się paroma doświadczeniami z dziedziny klątwołamactwa. Nie zdziwiła się słysząc, że brak czasu ogranicza pole do manewru przy zainteresowaniach. Sama była jedną z tych, którym wojna była nie w smak. Przesunęła spojrzenie na siedzącą po przekątnej pannę Burke.
- Widzę, Primrose, że będziemy mieć wiele tematów do rozmów - zwróciła się do szlachcianki już po imieniu, odetchnąwszy z ulgą, że nie muszą sobie paniować. - Claire Fancourt, ja również zajmuję się badaniem artefaktów, tyle że na usługach w Banku Gringotta. Lord Edgar Burke pisał do mnie przed tygodniem w sprawie… współpracy. - Nie do końca wiedziała jak traktować list od czarodzieja, który niejako chciał podkupić ją do własnego biznesu. Choć brosza w kształcie motyla leżała już w honorowym miejscu w gabinecie wraz ze szczegółową rozpiską charakterystyki artefaktu, tak sama Fancourt nie była pewna czy chce porzucić wymarzony Gringott. Sprawa byłaby jasna, gdyby praca w banku spełniała wszelkie oczekiwania nie wahałaby się ani chwili, od razu odmawiając, lecz sprowadzające ją na ziemię argumenty nakazywały zawahać się i nieco bardziej zastanowić nad własną przyszłością. - Jeśli z dzisiejszego przyjęcia wyjdziemy cało, możliwe, że przyjdzie nam wspólnie pochylić się nad jakimś tematem. - Puściła lady Primrose mało dyskretne oczko; wydawała się być wciąż bardzo młoda, a w natłoku tych wszystkich zadań, tworzenia talizmanów i opieką nad Durham, mogła mieć zwyczajnie za mało czasu, by szlifować swoje zdolności związane z badaniem klątw. Jeśli jednak była choć w połowie tak pragmatyczna, co jej ojciec - a może brat czy kuzyn? - znajdą nić porozumienia. - Uwielbiam odkrywać tajniki starożytnych run, w wolnym czasie jeżdżę konno. - Nadal nie zdecydowała się na przydomową stadninę, obawiając się, że z powodu ciągłej pracy może zwyczajnie nie poświęcić jej tyle czasu, ile trzeba. Przysunęła kieliszek bliżej ust, pociągając kolejny łyk ponczu, tym samym dając znak reszcie zebranych, że skończyła z przedstawianiem.

I zajmuję miejsce nr 3
Claire Fancourt
Zawód : klątwołamaczka w banku Gringotta
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if it scares you it might be
a good thing to try
OPCM : 18
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10616-claire-fancourt https://www.morsmordre.net/t10763-atena#326881 https://www.morsmordre.net/t10764-claire#326882 https://www.morsmordre.net/f404-gloucestershire-cranham-the-mulberry-house https://www.morsmordre.net/t10762-skrytka-bankowa-nr-2336#326880 https://www.morsmordre.net/t10765-claire-fancourt#326891
Re: Pokój gościnny [odnośnik]12.05.22 11:41
Zatrzymała się przed Elvirą, która przywitała ją jeszcze w uścisku, samej delikatnie uśmiechając się na komplement panny Multon.
- Dziękuję! Założyłam coś niezobowiązującego, ale cieszę się, że mnie zaprosiłaś. Mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić. – Na wspomnienie odnośnie jakiegoś podarunku jej twarz rozpromieniła się jeszcze bardziej, nie pokazywała jednak po sobie zbytniej radości ani zainteresowania, starając się nie zdradzać po sobie jak zaciekawiona była co tam Elvira mogła mieć dla niej. Mimo to wypadało zapoznać jeszcze resztę gości – spojrzenie najpierw przesunęło się w stronę osób, których nie kojarzyła w pełni, jak Cassandry albo Claire. Belvinę, miała wrażenie, kojarzyła gdzieś z Londynu, ale tego również nie była pewna. Maria natomiast była jej całkiem znaną osobą i kiedy skłoniła się przed nią, Odetta na nowo się rozpromieniła, łapiąc dłoń młodej Multon w swoje własne na krótką chwilę.
- Dobrze cię widzieć, Mario. Mam nadzieję, że u ciebie wszystko w porządku? – Widywały się dość często przy okazji pracy panny Multon w rezerwacie, co jednak nie znaczyło, że Odettę szczerze nie interesowało to, jak czuli się pracownicy dla jej rodziny i jak wszystko pasowało (bądź nie) samym zainteresowanym. W końcu czemu nie usprawnić by czegoś, co mogłoby działać jeszcze lepiej.
Przenosząc się do pokoju gościnnego, zajęła sobie miejsce, podskórnie jakoś odczuwając brak jakiegoś zwierzęcego towarzysza. Czułaby się o wiele pewniej gdyby mogła mieć ze sobą kota albo psa, zwłaszcza że ostatnio widziała całkiem urocze charciki. Może powinna zaproponować Edwardowi możliwość kupienia takich? Mogliby je pięknie ubierać, chodzić z nimi na spacery po Londynie i zabierać je na jakieś małe przyjęcia! Wyrwała się jednak z zamyślenia, spoglądając najpierw na gospodynię, która wydawała się otwierać ten wieczór, potem na Tatianę, uśmiechając się do niej, wiedząc że spóźnienia tak czy inaczej mogły się zdarzać, aby w ostateczności poświęcić się słuchaniu kto się czym znajduje.
O Primrose bardzo dobrze wiedziała, na czym spędza czas, mimo to wysłuchała jej z uwagą. Spojrzenie przeniosła też na Belvinę, zainteresowana jej słowami i wiedząc, że będzie musiała z nią porozmawiać. Być może uda zrealizować się jej wcześniejszy pomysł, a do tego zdecydowanie przydać się mogła opinia i pomoc uzdrowicielki. Ostatecznie jej spojrzenie powędrowało na Claire, tak aby dowiedzieć się co ta może powiedzieć o sobie. W pierwszej chwili zastanawiała się jeszcze, czy Elvira na pewno dobrze zrobiła, zapraszając ją tutaj, bo wydawało się, że na tle pracownic Gringotta, uzdrowicielek czy lady badających artefakty najpewniej będzie wydawała się dziwnym dodatkiem dla towarzystwa. O ile ktokolwiek poza Marią spędzi czas z nią na rozmowie.
- W takim razie pozwolę sobie teraz ja przedstawić się wszystkim zgromadzonym. – Skoro wszystko szło sprawnie, to sama podjęła również temat. – Lady Odetta Eimher Parkinson, ale jak słusznie zauważyła Primrose – posłała uśmiech pannie Burke – w tym gronie wystarczy Odetta. – Nawet sama nie do końca wierzyła, jak łatwo jej było przejść do mówienia jej po imieniu! A jednak! – Jeżeli kojarzycie Dom Mody Parkinsonów, to tam najczęściej można mnie znaleźć, przy przygotowywaniu nowych kolekcji. Gdy mam chwilę czasu dla siebie, biorę udział w wydarzeniach artystycznych, a dla samej siebie przygotowuję również eliksiry, mając w planach kilka nowych pomysłów na badania. – Zakończyła swój wywód, spoglądając w stronę pań które jeszcze nie miały szansy się wypowiedzieć.

Zajmuję miejsce 4


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 7
UROKI : 0
ALCHEMIA : 21
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Pokój gościnny [odnośnik]12.05.22 17:15
Wkrótce w posiadłości Elviry zaczęły pojawiać się kolejne osobistości - co jedna, to bardziej zaskakująca, choć zdawało się, że w rankingu indywiduów bardzo trudno będzie przebić kolejną młodziutką arystokratkę; o ile Primrose była z nimi powiązana wspólną sprawą, o tyle samo znajomość Elviry z lady Parkinson wydała jej się dużym zaskoczeniem. Drogie ozdoby, które nosiła, nie pasowały w żaden sposób nie tylko do towarzystwa panny Multon, ale i pozostałych kobiet, a przede wszystkim tego domu. Obwieszona tymi wszystkimi ślicznymi świecidełkami - czy to były prawdziwe perły? - w mieniącej się sukni odcienia zieleni, budziła niechęć Cassandry. Czy to wigilia, że bawimy się w obecności choinki, Elviro?
A jednak, po nieznajomej twarzy próg posiadłości Elviry przekroczyła znajoma - Cassandra zamarła na krótki moment, spoglądając na twarz Claire, przypominając sobie tamten sen, tamten krzyk, wypalone znaki; była już po, czy jeszcze przed? Po, z pewnością, minęło zbyt dużo czasu.
- Claire - odpowiedziała głucho, dopiero po chwili odzyskując rezon, nie była już tamtą wystraszoną dziewczynką. - Nic się nie zmieniłaś. - I pewnie nawet nie otworzyłaś oczu. Dziwi tylko, że nie nosisz dziś żałoby.
Wśród tego ponurego towarzystwa odnalazła jednak wreszcie przyjazną twarz, uścisnęła przedramię Belviny, kiedy tylko czarownica podeszła bliżej, witając ją wylewniej, niż pozostałych; spodziewała się ją tutaj zobaczyć i miała nadzieję, że uda im się nadrobić stracony ostatnio czas - pozostała u jej boku, kiedy przechodziły do pokoju wskazanego przez gospodynię.
- A co z Wren? - zapytała Elviry, w początkowym zamieszaniu, by nie zwrócić na te słowa uwagi większej ilości gości; kobiety nie kryły przed nią łączącej ich relacji, wydawały się sobie naprawdę bliskie i wyglądało to poważnie. Multon nie zamierzała zaprosić do tego wielkiego domu... współlokatorki? Widziała wtedy tę dziewczynę po raz pierwszy i ostatni, lecz nietrudno było zapamiętać ten niecodzienny widok.  - Tatiano - Ucieszyła się na widok ostatniego gościa, siostra jej kochanka i dla niej była jak młodsza siostra. Dołączyła do toastu, nie odnosząc się jednak do słów Elviry - nie czuła, by musiała komukolwiek udowadniać ani wartość swojej inteligencji, ani też bycie godną jakichkolwiek praw, które wydawały jej się zwyczajnie naturalne. Z westchnieniem spostrzegła, że pozostałe kobiety zdążyły zająć wszystkie fotele: kanapa, która się ostała, nie była bezpieczna, ale z ociąganiem minęła Claire, by zająć miejsce na drugim końcu kanapy, obdarzając czarownicę wyuczonym uśmiechem.
Doskonale wiedziała, kim była Belvina i Primrose, lecz nie miała pojęcia, co działo się przez ostatnie lata u Claire, by ostatecznie z zaskoczeniem przyjąć, że ich ścieżki mogły powiązać się ściślej, niż jej się wydawało. Zawsze była świetna na runach, Cassandra lubiła te lekcje w szkole. Mieli naprawdę dobrego profesora.
- Odetto, czy Elvira jest stałą klientką waszego domu mody? - zapytała, kiedy przedstawiła się arystokratka, wciąż zastanawiając się nad naturą łączącej tę dwójkę relacji. Nie pytała poważnie, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że czarownicy nie było stać na te ubrania: a jednak Odetta była kimś ważnym w życiu Multon. - Prowadzisz badania? - zapytała ze zdumieniem, nie spodziewając się po tej panience jakiejkolwiek ambicji; sporo wiedziała o alchemii, koncentrując się na jej życiodajnej, uzdrowicielskiej mocy, jednak nie sądziła, że będzie w stanie odnaleźć na tej płaszczyźnie wspólny język akurat z nią.
Nie lubiła mówić o sobie, o tym, kim była, większość życia starała się ukrywać, a wszystkie najważniejsze aspekty jej życia nie były sprawami, o których mówiło się niezaufanym czarodziejom. Miała dwójkę nieślubnych dzieci z dwoma braćmi Tatiany, wyrzucono ją ze szpitala świętego Munga, nie dając nigdy legalnych uprawnień do pełnionego zawodu, mieszkała na Alei Śmiertelnego Nokturnu, w otoczeniu tego, co dla czarownic takich jak Maria i Odette było i będzie zakazane. To jej trzecie oko odpowiadało za niedostrzegalny chłód dzielący ją i Fancourt. Gdy kolej padła na nią, uniosła nieznacznie jedną brew, spoglądając na Elvirę, jakby chciała zapytać: czy jesteś tego pewna? Ostatecznie przeszło jej przez myśl, że sama Multon też niewiele o niej wiedziała.
- Ja też jestem uzdrowicielką - wyznała w końcu, oszczędnie, poza jednorożcami i modą mieli tu zaskakująco dobrze wykształcone towarzystwo. - Prowadzę prywatną praktykę - dodała, nieco wymijająco. - Moim usługom również ufa lord Burke - dodała, nieznacznie przechylając głowę, by spojrzeć na Claire. Zatem jeśli na swoim zleceniu będzie potrzebowała medycznej pomocy, ich drogi zejdą się ponownie. Gwiazdy miewają bardzo zaskakujące poczucie humoru.

zajmuję  1




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Pokój gościnny [odnośnik]12.05.22 18:15
Wychowana w odcięciu od... właściwie wszystkich za wyjątkiem najbliższej rodziny, Maria nie była osobą szczególnie przyzwyczajoną do nawiązywania i utrzymywania nowych kontaktów. Wyjątkiem były znajomości zawarte w szkole, chociaż tylko jedna z nich przetrwała próbę czasu i odległości. Całą swoją wiedzę na temat relacji międzyludzkich czerpała z książek — zaklęte w stronicach historie sprawiały, że wszystko wydawało się banalnie niemal proste, lecz gdy przychodziło co do czego, uczucia kotłowały się w sercu, te drżało w odpowiedzi, wypychając resztki powietrza z płuc młodego dziewczęcia, przyglądającego się światu szeroko otwartymi, szarozielonymi oczami, podobna łani skonfrontowanej z nagłym, jasnym światłem lumos. Przynajmniej na moment napięcie ustąpiło z jej postawy, choć wzrok znów miała skromnie opuszczony, to na wargach zatańczył uśmiech — drobny, nieśmiały, a jednak jakiś inny. Pewniejszy? Och, jak wiele można było osiągnąć odpowiednio wymierzonymi komplementami i odrobiną cierpliwości.
Wobec tego, że Elvira wypełniła obowiązek gospodyni i przedstawiła Marię przybywającym czarownicom, jasnowłosej dziewczynie udało się otrząsnąć przynajmniej z jednego szoku. Była za to wdzięczna, jeden z wielu węzłów zaciśniętych w żołądku poluźnił się znacząco, pozwalając jej na opanowanie drżenia, krótką i konkretną odpowiedź na pytanie Odetty.
— Tak, wszystko w porządku — zmusiła się do zwiększenia siły głosu, oczywiście jak na jej możliwości; dla pozostałych gości mogło się wydawać, że mówiła w przeciętnej randze, może odrobinę ściszona. Próbowała jeszcze otworzyć usta, wydusić coś jeszcze — ślicznie lady wygląda, mam nadzieję, że będzie lady zadowolona... Wszystkie stwierdzenia oczywiste, pospolite niemal, takie, które Odetta słyszała od niej niemal przy każdym spotkaniu. Niemniej jednak było to przyjęcie Elviry, nie Marii, więc raz jeszcze schyliła głowę, nim Odetta zniknęła w czeluściach pokoju gościnnego, by następnie odebrać bukłak i zniknąć na kilka chwil w kuchni. Po przelaniu ponczu dyniowego — jeju, pachnie zbyt dobrze na picie... — do stosownego naczynia, prędko powróciła do przedsionka, aby dopomóc gościom w dotarciu na właściwe miejsce.
Powróciła akurat w momencie, w którym nadeszła Claire. Prezentowała się dość poważnie, podobnie większości zaproszonych kobiet, ale Maria ze zdziwieniem zauważyła, że gdy tylko na usta kuzynki wypłynął uśmiech, od razu zyskała na... Cieple? Dobroci? A może to tylko mała Multon próbowała odnaleźć coś dobrego, jakiś punkt zaczepienia, cokolwiek by tylko nie dać porwać się rwącym nurtom tremy.
Skinęła głową, potwierdzając tym samym, że w istocie, była Marią. Dalej jednak nie mogła otrząsnąć się ze znajomego już, choć dziwnie mrowiącego wrażenia, zdziwienia, że ktoś mógł o niej pamiętać. Najpierw Elvira, teraz Claire... Kuzynki emanowały aurą doświadczenia, wydawały się bezpiecznymi kotwicami, zaufanie im chyba nie zrobi jej krzywdy, prawda?
— T—tak, już po Beauxbatons — uśmiechnęła się nieco szerzej, nazwa francuskiej szkoły spłynęła z jej języka w sposób, który potwierdzał jej nabyte umiejętności lingwistyczne. Znów mogłaby powiedzieć coś jeszcze, ale nim się zdecydowała, czas znów je ponaglił, a wraz z nadejściem Belviny nastąpił czas na zajęcie miejsc.
Gdy dotarła do pokoju gościnnego, nie miała zbyt wielkiego wyboru na wybranie miejsca. Właściwie nie miała żadnego. Pustka pomiędzy Claire a Cassandrą wyznaczała jedyną wolną przestrzeń do zasiądnięcia. Niewygodnie blisko dla duszy równie wrażliwej i delikatnej, ale kanapa wyglądała na miękką. Udało jej się przejść obok Elviry, właściwie za jej plecami, aż przystanęła — z wyjątkowo zmieszanym i przepraszającym uśmiechem — obok Vablatsky, by ostrożnie, korzystając z lat sportowej aktywności przecisnąć się między kanapą a stołem, by wreszcie usiąść pośrodku kanapy. Dłonie same ułożyły się na jasnej spódnicy, wygładzając jej materiał, aż zatrzymały się na kolanach, a sama Maria wydawała się siedzieć tak, by zajmować jak najmniej miejsca. Spojrzenie zahaczyło o krawędź obrusu, powoli przesuwając się wyżej, aż napotkało ustawiony wcześniej poczęstunek.
I natychmiast poczęła błagać swój żołądek, by nie zaczął burczeć. Jeszcze nie teraz.
Uwagę od jedzenia odwróciła Tatiana. Jeżeli dla niej suknia, w takim kroju, stanowiła opcję pragmatyczniejszą, chyba nieznający szczególnie życia umysł Marii nie mógł sobie wyobrazić tego, jak w wykonaniu panny Dolohov wygląda ekstrawagancja. Czarownica, choć przeprosiła, nie brzmiała przy tym szczególnie szczerze, ale skoro otrzymała zaproszenie, Elvira musiała jej ufać... Może po prostu warto zignorować ukłucie niepokoju? Pozostali goście zdawali się nie mieć problemu z podobnym zachowaniem, a najlepszym sposobem na przeżycie w tłumie było niezwracanie na siebie uwagi wychodzeniem przed szereg.
Skoro jednak gospodyni przeszła do oficjalnego, zbiorowego powitania, to właśnie na niej skupiła się cała uwaga blondynki. Każda zajmowała specjalne miejsce w jej życiu — Nawet ja? To... To nieprawdopodobne, Elvira jest bardzo miła i pewnie naprawdę lubi te kobiety, ale mnie...? Jakiekolwiek wątpliwości mogły zakwitnąć pod jasną czupryną, uciekły podczas wyliczanki. Nie, Maria nigdy nie była silna, może tylko fizycznie, ale nigdy psychicznie. Inteligentna? Może mądra, trochę zdolna, czasami tak jej mówiono. O godności do wszelkich praw i uciech nie odniosła się nawet, niezbyt pewna, co to w ogóle mogło oznaczać. W każdym razie i do jej kieliszka, trzymanego jeszcze nieco nieporadnie, w drżącej ręce (Maria przeniosła na moment wzrok na Tatianę, chcąc dojrzeć jej manierę i dostosować ją do swego uchwytu), nalany został poncz dyniowy, którego zapach raz jeszcze ją zachwycił. Dobrze jednak, że udało jej się upić pierwszy łyk, postarać się opanować przed skrzywieniem pod wpływem historycznej, bo pierwszej w życiu degustacji alkoholu. Może nie był on zbyt mocny dla dorosłych, ale język Marii jeszcze nigdy wcześniej czegoś takiego nie poczuł. Niemniej jednak, Claire i Cassandra prawdopodobnie mogły wyczuć, że siedząca obok nich Multon poprawiła się na miejscu, chyba zbyt gwałtownie, by był to przypadek.
Słuchała każdej z przedstawiających się kobiet, nawet starając się przyjrzeć mówiącym uważniej. Cassandra nie przedstawiła się, nie wprost, ale wystarczyło wcześniejsze prowadzenie Elviry i to, jak do chyba najbardziej tajemniczej czarownicy zwracała się reszta towarzystwa. Choć nie mówiła wiele, przekazywała więcej informacji niż wielu kwiecistoustych. I był w tym jakiś, niesprecyzowany jeszcze przez Marię, komfort. Chyba nieumyślnie dodała jej odwagi.
— Nazywam się Maria Multon i pracuję w rezerwacie jednorożców w Gloucestershire. W zeszłym roku ukończyłam Beauxbatons. Interesuję się magicznymi stworzeniami, literaturą i... — Quidditchem, chciała dodać, ale w takim szanownym towarzystwie pasja wydawała się jakaś śmieszna, małostkowa, nijaka. Zresztą, i tak te kilka zdań, które przed chwilą powiedziała, było największym nasileniem słów, które wyrzuciła z siebie w ostatnim czasie. — I to wszystko...

| zajmuję miejsce 2


the dream of my life
is to lie down by the slow river
and stare at the light in the trees —
to learn something by being nothing
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożcy
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
there's always been a little sadness
inside my happiness
i've never been able to
separate the two
OPCM : 10
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861
Re: Pokój gościnny [odnośnik]12.05.22 19:39
Nie mogła spóźnić się wiele, ot kilka minut, choć fakt, że wszyscy goście zdążyli już porzucić odzienie wierzchnie i rozgościć się w odpowiedniej sali mógł wskazywać na coś innego; Dolohov jednak wydawała się być całkowicie tym faktem niewzruszona, i moment, w którym wychylała kieliszek nie nosił już w sobie choćby najmniejszego śladu po wpadce czy jakimkolwiek zakłopotaniu. Przechodząc przez pomieszczenie uniosła wzrok, chcąc przyjrzeć się pozostałym osobom; przy Cassandrze zatrzymała się na chwile dłużej, pozwalając sobie na uśmiech, ciepły i szczery, którego w jej wykonaniu rzadko można było ujrzeć. Życzliwie zerknęła również w stronę Belviny, która niedługo później na prośbę gospodyni domu rozpoczęła krótką prezentację; wszystkie będą to robić? Kiedy Blythe mówiła, na moment zerknęła po pozostałych uczestniczkach spotkania, które wydawały się być gotowe podjęcia się pomysłu Elviry.
Zdecydowanie sporo uległo zmianie, nie tylko lokum.
Pannę Blythe kojarzyła, a krótkie streszczenie na nowo odświeżyło pamięć. Następna była lady Burke, którą Tatiana znała – niewybitnie, na tyle jednak dobrze by poznać naturę i potencjał kobiety; należała do grona tych szlachetnie urodzonych, które poza blaskiem sukien wydawały się mieć w sobie coś więcej. Mimo wszystko, jej widok – jak i widok drugiej lady, w której Tatiana rozpoznała Parkinsonównę – dziwił. Dziwił w czterech ścianach należących do Multon, nawet jeśli teraz większych, odświeżonych i dziwnie eleganckich.
Bezustannie bijąc się z przytłaczającym uczuciem dziwaczności sięgnęła znów po swój kielich, przyglądając się kolejno każdej z kobiet, które mówiły kilka słów o sobie. Claire Fancourt była sylwetką za mgłą, kimś zasłyszanym i przeoczonym, równocześnie dobijającym się do pamięci – nie potrafiła stwierdzić, czy ją znała, czy słyszała wcześniej jej nazwisko – próbowała połączyć punkty słysząc o Gringocie, artefaktach, Burkach. Nici były wszędzie, okrutnie zawiłe.
Elvira i Cassandra były jej bliskie, pozostałe kobiety stały za pewną kotarą niewiadomej; przysłuchując się słowom kolejnej szlachcianki, zaczęła zastanawiać się kim ona jest w ich świadomości? Miesiące mijały, Londyn zmieniał się z dnia na dzień, jej nazwisko zyskiwało na wartości, by finalnie wybrzmieć z ust samego Ministra – kim była teraz, skoro już nie egzotyczną marą z mroźnego Wschodu?
Lady Parkinson – i ona zaczęła opowiadać o sobie, a dziwne uczucie dobijające się do myśli nakazało Tatianie przenieść badawczy wzrok na Elvirę – skąd u licha znała się tak dobrze z naczelną projektantką angielskiej mody? Zakładając nogę na nogę spuściła na moment wzrok, zagryzając wnętrze policzka – chwała Ci, Cass, że spytałaś, co tak naprawdę łączy Multon z gwiazdą kolekcji wiosna-lato '58.
Każda z nich zajmowała się czymś innym; były inspirujące czy chciały za takie uchodzić? Naprawdę mogły być tak samodzielne, skupione na swoim, przekonane o kontroli nad światem rządzonym przez mężczyzn?
Prezentację zwieńczyła mała blondynka; Dolohov zdała sobie sprawę, że przeoczyła moment w którym dziewczyneczka wślizgnęła się pomiędzy Cassandrę a pannę Fancourt, zapadła w miękkie siedzisko i kanapy i czekała. Czekała by w końcu wydukać kilka słów, które Tatiana wysłuchała, z delikatnie uniesioną brwią sącząc wyrazisty napój w szklanym naczyniu.
Czy Elvira odnalazła jakąś zaginioną siostrę?
Odpowiedź nie nadeszła, nie wybrzmiało nawet pytanie; kiedy najprawdopodobniej nadeszła jej kolej, odchrząknęła cicho, odrzucając na plecy zagubione pasmo włosów z ramion.
– Skoro przypadł mi zaszczyt zakończenia prezentacji, drogie panie – wypowiedziała, unosząc kącik ust – Mogę jedynie powiedzieć, że jestem kobietą, która uczy się Anglii i cierpliwości wobec niej. W ślad za swoją poprzedniczką – na moment przeniosła wzrok na Marię, krzyżując z dziewczyną pewne spojrzenie – Wyznam, że edukowałam się w Durmstrangu, dawno temu, szmat drogi stąd. Studiując przede wszystkim magię umysłu i jej tajniki - z tego nikt nie jest w stanie nas okraść, nieprawdaż? – brew znów drgnęła ku górze, wraz z tym gestem poszerzył się uśmiech – Do Anglii sprowadziło mnie między innymi to – szczupła dłoń o długich palcach poderwała się z uda; wyprostowała ją, wierzchem do zewnątrz, ukazując między innymi złoty pierścień z pokaźnych rozmiarów granatowym brylantem – Uważam jednak, że trzyma mnie tutaj dużo więcej.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 15
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Pokój gościnny [odnośnik]12.05.22 20:44
Zachowanie pozorów przy Belvinie przyszło Elvirze łatwiej niż odważała się spodziewać, co napełniało ją niemałą satysfakcją. Kobieta była śliczna w sposób, w jaki śliczny może być portret albo puchaty kot siedzący na fotelu przy kominku. Każdy portret można było jednak podrzeć, kota wrzucić do ognia. Dlaczego nawet na te myśli nie ogarniała ją dobrze znana zimna furia, nie potrafiła się domyślić. Może była już zbyt dobra w tę grę? A może przedłużająca się trzeźwość jej służyła?
- Będę o tym pamiętać - uśmiechnęła się, nie patrząc wprost na Belvinę, lecz na schody oraz rozebranych już z płaszczów gości udających się na przygotowany poczęstunek. - Już dawno powinnyśmy zacząć trzymać się razem, Belvino. Łączy nas bardzo wiele. Liczę, że będę w stanie to udowodnić - spojrzała na nią wreszcie, a jeśli błękitne spojrzenie kryło w sobie jakiś cień, można było zrzucić go na karb wciąż utrzymującego się stresu gospodyni. Uśmiech na pięknie pomalowanych ustach pozostawał tak samo czarujący.
Zanim powlokła się za resztą, miała dracenę od Claire, którą niechętnie musiała przenieść do salonu.
- Zdechniesz... - wymamrotała proroczo, zerkając złowieszczo na roślinkę, a potem, upewniwszy się, że jest sama, z niecierpliwością rozerwała paczkę od Primrose, przyglądając się z zaciekawieniem przyciskowi do papieru. Liczyła na coś droższego i bardziej ekstrawaganckiego, nie zamierzała ukrywać, ale przez wzgląd na przyjaźń zdecydowała się używać go w swoim przyszłym gabinecie. Miał ładny amarantowy połysk, który we właściwym świetle mógł przypominać krew.
Na korytarzu piętra zatrzymała ją Cassandra, która wykorzystała widać zamieszanie wokół stołu i przedstawiających się sobie nawzajem kobiet, by zadać jej dyskretne pytanie. Była go ciekawa, dopóki go nie usłyszała. Kąciki czerwonych warg opadły nieco ku dołowi, zadarty nosek wygiął się w sposób wyćwiczony, obnażając na moment kpiącą naturę skrytą pod powłoką grzeczności.
- Też chciałabym to wiedzieć, Cass. Chciałabym to wiedzieć. - Jeśli nawet w jej słowach przebrzmiało coś gorzkiego, nie dała przyjaciółce wyciągnąć z siebie niewygodnych zwierzeń, jeszcze nie teraz, miast tego wskazując jej uprzejmie, by przed nią weszła do pokoju gościnnego, gdzie czekało na nich pogodne wszak przyjęcie.
Pierwsza w oczy rzucała się Odetta w swojej niezobowiązującej kreacji, którą Elvira uprzejmie ignorowała, nie mogąc jednak nie dostrzec mniej lub bardziej rozbawionych spojrzeń pozostałych. Byleby by były tak samo wprawne jak ona w trzymaniu dziś gęby na kłódkę, nie zaprosiła bowiem kuzynki po to, by spotkała się tutaj z kpiną. Merlinie, nie. Chciała natomiast wyciągnąć z Odetty wiedźmę, którą była i którą od czasu do czasu nieśmiało wypuszczała na wolność podczas ich wspólnych lekcji anatomii.
Nie zdążyła właściwie usiąść, a do pokoju wpadła spóźniona Tatiana. Uściskała ją na powitanie, nieco niezręczniej, bo na tle wpatrzonych w nie oczu, ale mimo to nie próbowała ukrywać swojego przywiązania. Nie podejrzewała Tatiany o nagłe porzucenie zaproszenia, ale kto wie, mogła nagle otrzymać zadanie nieznoszące zwłoki, a taką nieobecność byłaby zmuszona jej wybaczyć.
- Dobrze cię widzieć, Tati - powiedziała szczerze, przyjmując (ledwie maskując łapczywość) słoiczek czarnej kawy, butelkę i orzechy. Gestem dłoni pokazała Marii, że nie musi się fatygować, poradziła sobie bowiem sama ze znalezieniem miejsca na zapełnionym stoliku.
Sukienka Tatiany była bardziej wyzywająca niż którakolwiek tutaj i była prawie pewna, że zauważyła rumieniec na twarzy najmłodszej kuzynki, ale sama nie okazała niezadowolenia. Spoglądanie na biust Tatiany stanowiło prezent sam w sobie, a skoro mogły bez słowa tolerować wymyślne fatałaszki Odetty, taki sam szacunek powinny okazać Tatianie. Taki miała plan, aby na jej spotkaniu nikt nikogo nie strofował za formalności czy ubiór. Jako kobiety nie powinny być wobec siebie krytyczniejsze od własnych ojców.
Po wzniesieniu toastu i upiciu niewielkiego łyka ponczu, zaczęła bawić się kieliszkiem, zerkając na kawę, aby nacieszyć wzrok czarnym proszkiem i zapomnieć o tym jak nęcąco i łatwo byłoby unieść krawędź pucharu do ust po raz kolejny. A potem następny.
Musiała trzymać fason. Była wystarczająco silna.
Przekazując Belvinie głos z niemałą satysfakcją przyglądała się jej zaskoczeniu, zawahaniu. Zainteresowanie było jednak prawdziwe, tak samo jak nieme westchnienie po krótkiej i mdło bezbarwnej mowie.
- Od czasu do czasu trzeba znaleźć czas dla siebie, kochana. Mam nadzieję, że odetchniesz u mnie. Wiedz, że drzwi mojego domu zawsze będą stały przed tobą otworem - Nie było trudno brzmieć na szczerze zaoferowaną, gdy w barwnej wyobraźni odmalowały się drzwi ciemnego prosektorium.
Skinęła lekko głową i przeniosła spojrzenie na Primrose, z ulgą i przyjemnością przyjmując jej chęć zwracania się do sobie nawzajem po imieniu. Liczyła na to, że Odetta pójdzie jej śladem.
- Osobiście mogę polecić wykonywane przez Primrose talizmany. - Wzrok Elviry na najkrótszą chwilę zatrzymał się na Marii, by wyczuć, czy dziewczyna przyjmie nowy sposób zwracania się do arystokratek zgodnie z ich życzeniem. - Ich jakość jest najwyższa, a każdy robiony na zamówienie i spersonalizowany. Nie ruszam się z domu bez tego, który wykonała dla mnie - Wzniosła lekko puchar w wyrazie szacunku, nie upijając ani łyka. Nie wspomniała o tym, że jej talizmanem jest brosza z ćmą.
Claire posłała uśmiech nieco bardziej ironiczny niż pozostałym, zdając sobie sprawę, że może sobie na to pozwolić. Niemniej jednak, przyłożyła wolną dłoń do piersi, opierając na obojczykach starannie pomalowane na bordowo paznokcie.
- Nie wiedziałam, że jeździsz konno. Musisz mi kiedyś pokazać jak obchodzić się z koniem - powiedziała z pewnością siebie, nie zauważając nawet niezręczności tego zdania. Choć nie cierpiała zwierząt, było coś pociągającego w myśli o okiełznaniu i zmuszeniu do poddaństwa czegoś większego od siebie.
Pytanie zadała także Odettcie, nie musząc się nawet specjalnie wysilać w ich odnajdywaniu. Być może gospodarowanie przyjęciom nie było aż tak trudne jak dotąd sądziła?
- Jakie projekty budzą teraz twoje zainteresowanie? Ja sama mam na podorędziu kilka szkiców, jestem pewna, że nie jako jedyna - Przechyliła głowę, zerkając na każdego i nikogo z osobna. - Może znajdzie się punkt wspólny.
Kolejne pytanie jak zawsze dociekliwej Cassandry zaskoczyło ją tylko połowicznie. Z jednej strony nie podejrzewała, że kobieta zada je tak szybko i tak otwarcie, ale z drugiej na to przecież czekała. Nigdy nie ignorowała okazji do wspomnienia swojego szlachetnego dziedzictwa.
- Odetta jest moją kuzynką z pierwszej linii. Jej ojciec to brat mojej matki - wtrąciła, choć pytanie nie było skierowane do niej, obnażając w zadziornym uśmiechu białe zęby, ale szybko też zakryła sobie usta sięgnięciem po szaszłyk. Nie mogła pysznić się zbytnio, nie chciała wyjść na próżną przed osobami, na których zdaniu naprawdę jej zależało. - Chciałabym powiedzieć, że jestem ich stałą klientką, niestety moja sytuacja finansowa zdecydowanie na to nie pozwala - dodała pokorniej dla złagodzenia nieco pierwszego wrażenia.
Poza pytaniami Cass nie zostawiła jej żadnego pola do pociągnięcia tematu jej zainteresowań i osobowości, niczego do dodania, co nie byłoby ryzykownie personalne, więc ograniczyła się do komplementu:
- Ufa to mało powiedziane. Jesteś wybitna w tym co robisz.
Wgryzła się w rekinie mięso, kosztując je po raz pierwszy i przeżuwając z trudem, zaskoczona jego fakturą i morskim posmakiem. Czuła się tak jakby ktoś przesączył syf z morskiego dna i wsadził jej do ust, choć być może nie potrafiła po prostu docenić tego rzadkiego rarytasu. Dojadła szaszłyk w bolesnym milczeniu, przyglądając się zawstydzonej Marii. Uśmiechnęła się do niej zachęcająco, sięgając wreszcie - po długiej walce ze sobą - po słoik z kawą, którą wsypała szczodrze do jednej z filiżanek i zalała wodą z dzbanka, podgrzaną przy pomocy czarów.
- Maria niedawno przyjechała do Anglii. Zależy mi na tym, by czuła się w kraju jak najlepiej i by znalazła dla siebie właściwe miejsce. Choćby między kobietami takimi jak my. - Patrzyła na Marię z mieszaniną zastanowienia i zadowolenia, może dumy. Choć powodów do dumy dziewczyna nie dała jej jeszcze wiele, miała wobec niej wielkie plany.
Obróciła się do Tatiany, opierając brodę na dłoni, a potem unosząc wymownie jedną brew. Ta kobieta...
- Śmiem twierdzić, że dużo więcej - powiedziała życzliwie, zerkając z ukosa na brylant, bez zazdrości, ale z jakimś wyjątkowym rodzajem niesmaku.
Potem uniosła triumfalnie filiżankę z kawą, zabierając głos jako ostatnia.
- Choć mnie znacie wszystkie, chętnie podzielę się nowościami. Przeprowadzka do Worcestershire oznacza dla mnie bowiem więcej niż tylko zmianę krajobrazu. Planuję otworzyć tutaj własną praktykę, idąc wzorem najlepszych znanych mi uzdrowicielek. - Przygryzła wargę. - Zajmuję się też, jak niektóre z was może wiedzą, medycyną sądową i, sporadycznie, koronerstwem. Głównie w charakterze badawczym, ale też zarobkowym. W domu, w którym jesteśmy, mieszkał wcześniej alchemik posiadający w piwnicy rozsądnych rozmiarów pracownię. Zdecydowałam się przerobić ją na coś przydatniejszego dla mnie. - Zatrzymała się na moment, uśmiechając do Claire ponad krawędzią filiżanki. - Prosektorium.

Tura trwa do 16.05 do godziny 21.00! Playlista
Na stole:
Mapka (na miarę moich możliwości):

[bylobrzydkobedzieladnie]


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Pokój gościnny [odnośnik]15.05.22 23:37
Powitania trwały, a jej ciekawość nie została zaspokojona, kiedy ciąg zdarzeń ściągnął kobiety do stołu, krótkie prezentacje wydawały jej się sztywne i nieszczególnie przełamywały lody, lecz ona sama nigdy nie należała czarownic otwartych.  
Dyskretnie spojrzała na Marię, która drgnęła pod wpływem wypitego alkoholu; niedawna absolwentka francuskiej szkoły magii nie wyglądała na taką, która korzystałaby z używek przed czasem - i bardzo dobrze, bo te wyłącznie szkodziły sprawności młodego umysłu. Nie wypadało odmówić toastu, ale przecież spożywanie alkoholu nie było nigdy w towarzystwie obowiązkiem; jako najmłodsza mogła się jednak poczuć zobowiązana do pewnych zachowań. To ta myśl pokierowała jej dłonią, kiedy, po tym, jak po słoiczek sięgnęła Elvira.
- Ktoś jeszcze ma ochotę na kawę? - zapytała, spoglądając na siedzącą obok Marię, była jednak gotowa zaparzyć ją dla każdego, kto przytaknął jej pytaniu. Śladem gospodyni zamierzała doprowadzić wodę do wrzenia magią.  - Jakie masz plany na przyszłość? - zapytała dziewczyny, praca z jednorożcami brzmiała jak coś, do czego młoda kobieta raczej prędzej niż później traci niezbędne uprawnienia.
W słowach Tatiany nie usłyszała niczego, co by ją zaskakiwało, widziała też już wcześniej jej zaręczynowy pierścień, choć gdy panna Dolohov zaprezentowała go w pełni, myśli Cassandry znów zbłądziły w kierunku Claire. To nie tak, że nie nachodziła jej melancholia i milcząca kontemplacja własnych życiowych błędów, lecz względem Tatiany, z różnych względów, nie potrafiła żywić negatywnych uczuć. Krótka prezentacja rozmyła jednak dawne wrażenie, jakoby Tatianie było w jej stanie niewygodnie. Pochlebstwom odnośnie umiejętności Primrose nie było potrzeby przytakiwać, wśród Rycerzy Walpurgii były już przecież znane. Ściągnęła brew dopiero, kiedy Elvira wyjaśniła naturę swojego związku z Odettą, szeroko otwarte zielone oczy wyrażały przez kilka sekund bezbrzeżne zdumienie, nie naznaczone ni jedną bystrą myślą.
- Zaskakujące pokrewieństwo - przyznała, przenosząc wzrok na Odettę. Żywiła Elvirę szczerą sympatią, lecz na miejscu lady Parkinson wolałaby, żeby ta prawda nieczęsto wychodziła na światło dzienne. Puściła mimo uszu wtrącenie o finansach, było przecież oczywiste i, w przeciwieństwie do wcześniejszej informacji, nie mogło zadziwić.
- Owszem - przytaknęła, bez fałszywej skromności, pochwałom swojej profesji. Miała już dekadę doświadczenia, nie potrzebowała tych zapewnień, zwłaszcza w gronie, które w zdecydowanej większości zdawało sobie z tego sprawę.
- Apetycznie wyglądają - pochwaliła szaszłyki, którymi poczęstowała się Elvira. - Sama przygotowywałaś? Z czego to mięso? Ryba, prawda? - dopytała z zainteresowaniem, sięgając po jeden z patyczków. Duszona, z bliska sprawiała wrażenie nieco gumowatej.
- Doskonała myśl - pochwaliła Elvirę za plany rozsądnego zagospodarowania jej piwnicy. Obcowanie z martwymi dawno przestało robić na niej wrażenie. - Lecz zanim zrobisz cokolwiek, pamiętaj, by dokładnie przesuszyć ściany i porządnie wyszorować sufit. Alchemiczne opary potrafią sprowadzić wyjątkowo złośliwego magigrzyba, który może zająć twoje przyszłe preparaty. Funga Mortedis to jedna z odmian, żywi się na martwych tkankach. Kiedyś zniszczył mi wszystkie zapasy żabiego skrzeku. - Sama pracowała w piwnicy już od lat, lecz gdy zaczynała, nie miała nikogo, kto mógłby udzielić jej podobnych rad, żałowała. Ton jej głosu był lekki, wizja prosektorium we własnym domu nie przerażała jej, gdy sama mieszkała nad szpitalem. - Wciąż masz dawne wyposażenie laboratorium? Chętnie przejrzałabym zlewki, jeśli nie będą ci potrzebne. - Być może w aparaturze dało się odnaleźć perełki, których Multon nie była w stanie docenić - po cóż wyrzucać coś, co mogło przydać się komuś innemu?




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Pokój gościnny [odnośnik]16.05.22 13:13
- Ja poproszę – zwróciła się w stronę Cassandry, kiedy ta zaoferowała aby nalać komuś kawy. Wydawało się, że tak wiele potraw czekało na nie, na spróbowanie i sama nawet nie mogła zadecydować się, po co sięgnąć pierwsze. I czy w ogóle powinna się objadać, bo jej talia nie mogła na tym ucierpieć. Kawa więc wydawała się dobrym rozwiązaniem, przynajmniej na ten moment, aby sięgnąć po kawę – ta przynajmniej mogła utrzymać ją dłużej rozbudzoną jak i potem nie sięgać po jakikolwiek alkohol z pustym żołądkiem. Spoglądała jeszcze na obecne, nie unosząc nawet brwi wyżej na widok pierścionka znajdującego się na dłoni Tatiany. W końcu więcej rzeczy mogło być wartych zainteresowania niż zaręczyny. To jeszcze nie ślub, o czym sama bardzo dobrze wiedziała.
Elvira skomentowała sprawę zarówno pokrewieństwa jak i domu mody, nad czym Odetta bardziej się nie pochyliła. Skoro na ten moment wszystko było jasne i nie pochylały się dalej nad ich pokrewieństwem, chyba nie było sensu tego roztrząsać. Chociaż w tym momencie spojrzenie jeszcze na chwilę uciekło w kierunku Cassandry, tak jakby chciała jeszcze coś doprecyzować.
- W zasadzie naszą klientelą są rody szlacheckie. W większości zajmujemy się codziennym ubiorem wielu rodów, aczkolwiek to głównie nasze kreacje można zobaczyć też na sabatach. – Była niezwykle dumna z brata, który zajmował się na tegorocznym sabacie suknią lady Nott. Podczas innych okazji też była z niego dumna, ale teraz jeszcze bardziej. Spojrzała jeszcze po pozostałych pannach, zastanawiając się, w jaki dialog mogła się z nimi wdać. Z Marią nie było tego problemu, Claire by chętnie wypytała o jazdę konną, ale może bardziej dyskretnie niż tak teraz. Badania jeszcze zwróciły jej uwagę, kiedy została o nie zapytana.
- Przyznam, najbardziej chciałabym się poświęcić badaniom nad chorobami genetycznymi. Niewielki ze mnie uzdrowiciel, w tym więc potrzebowałabym wsparcia, ale miałabym chęć zająć się niektórymi z nich, tak jak serpetyną. Nie tylko objawowo ale do całkowitego wyleczenia. – Zmarkotniała nieco na myśl o tej chorobie, wracając wspomnieniami do ukochanej siostry, sięgnęła więc po filiżankę aby przycisnąć usta do jej krawędzi. Temat zszedł na jakieś trupy w piwnicy (niehigieniczne to bardzo), ale na nowo przykuł jej uwagę kiedy padło odnośnie sprzętu alchemicznego.
- Albo notatki, jeżeli takowe mogły zostać. – Też sama chciała sprawdzić, co i jak, ale miała poczucie, że w tych oględzinach była całkiem zbędna. Spojrzała jeszcze na Belvinę, uśmiechając się do niej tak jak przystało, chociaż rzeczywiście była ciekawsza czy ta może jej jakoś pomóc.
- Czy mogłabym podpytać nieco o pani pracę?


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 7
UROKI : 0
ALCHEMIA : 21
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Pokój gościnny [odnośnik]16.05.22 17:46
Szczerze powiedziawszy, czuła się zdecydowanie lepiej, niż mogła przypuszczać przed rozpoczęciem spotkania. Kilkukrotnie wyczuła na sobie spojrzenie Elviry, ale ani za jednym razem nie było to spojrzenie karcące, co przyjmowała z przybywającą do niej falami ulgą. Wciąż jednak nie mogła pozwolić sobie na obniżenie uwagi, wydarzyć mogło się przecież wszystko — i czy tylko jej się wydawało, czy w powietrzu wisiało jeszcze jakieś napięcie, poza tym, które źródło miało w jej wrażliwym sercu? Nie, Marysiu, wydawać ci się musi — upomniała się w myślach, gdy po jej prawej wybrzmiało pytanie Cassandry.
— Jeżeli byłaby— — byłaby pani samo cisnęło się na usta, ale wzrok gospodyni przywołany z pamięci nakazywał szczególną ostrożność w doborze słów. Zasady wychowania podpowiadały, że gdy wszystkie przestawiały się z imienia i nazwiska, nie powinno się dalej stosować honoryfikatorów, ale jednak... Cassandra miała w sobie coś szczególnego, pewien rodzaj powagi, niezupełnie chłodnej, który jednak wymagał pewnego podkreślenia. Zrównywanie się z nią, nawet w mowie, nigdy nie przyszłoby Marii do głowy, ale stanąwszy wobec towarzyskiego impasu, przełknęła prędko ślinę, jeszcze raz ściszając głos. Była jednak zwrócona w kierunku starszej czarownicy, ba! Udało jej się nawet na moment podnieść wzrok tak wysoko, by spojrzeć w zielone oczy kobiety. Ich barwa, czystsza przecież od odcienia tęczówek młódki, zadziałała zaskakująco uspokajająco. Do tego stopnia, że po dwóch mrugnięciach, jakby blondynka powracała do niezmąconych przestrachem zmysłów, spróbowała raz jeszcze. — Jeżeli nie byłby to problem, będę bardzo wdzięczna.
Kąciki ust zadrżały momentalnie, jednak niedługo później na pełnych wargach potraktowanych bladoróżową szminką wykwitł uśmiech. Pojaśniała, dumna z podjętej próby, Elvira przecież mówiła, że nie mają się czego wstydzić, że powinny — chociażby z racji nazwiska — nosić głowę wysoko, nie umniejszać sobie i swoim zasługom. Zadanie to było trudne, przerażało nieco swoją wielkością, jak pokój pełen nieznajomych twarzy, ale przecież od czegoś należało zacząć.
— Po pracy trochę szyję — odpowiedziała na kolejne pytanie, nieco już pewniej, głoski nie drżały już tak mocno, chociaż na policzki wystąpił drobny rumieniec, ledwie zauważalny spod tego sztucznego, przygotowanego szminką wklepaną w skórę. — Chciałabym pracować z jednorożcami jak najdłużej, ale... Gdyby coś się stało... — palce lewej dłoni przez moment miętosiły materiał spódnicy, a wzrok Marii na powrót opadł do poziomu krawędzi obrusa. — To myślę, że chciałabym zająć się szyciem — czy to brzmiało poważnie w takim towarzystwie? Trzy uzdrowicielki, dwie damy, ekspertka od starożytnych run w banku Gringotta i kobieta z brylantem na palcu, który — sprzedany — starczyłby pewnie na zakup jej domu i pewnie też tego rodziców, z całym wyposażeniem. Wszystkie były mądre i zdolne, a nawet jakimś cudem nie, mogły mieć dostęp do takiej gotówki, która każdy talent kupi. Czymże były skromne marzenia Marii przy umysłach równie otwartych i lotnych, przy planach wyleczenia serpentyny (!!!), o których mówiła na przykład Odetta?
Bo szczerze powiedziawszy, nie wiedziała na kogo ma nie patrzeć bardziej. Na Tatianę opowiadającą o małżeństwie, koncepcie i wizji, która — gdy w jakikolwiek sposób — miała sięgnąć Marii, kojarzyła się jej z katastrofą, utratą sakralnej niemal czystości, bezpowrotnym zbeszczeszczeniem (a to i tak tylko część obrazów, które podsuwał jej zniechęcający do kontaktów z chłopcami ojciec), czy też na Odettę, która nigdy nie wydawała je się typem osoby zainteresowanej szczególnie medycyną, a teraz deklarowała chęć pokonania jednej z najgorszych chorób, które mogły trawić czarownice? Rewelacja o pokrewieństwie Elviry i lady Parkinson nie była dla niej nowością — przez kilka dni pomiędzy pierwszym spotkaniem kuzynki, a dzisiaj zdążyła już do tego przywyknąć, choć mogła się domyślać, że niewtajemniczoną część towarzystwa taka znajomość mogła wprawić w usprawiedliwione zdziwienie. Może nawet unieść kilka brwi?
Drgnęła, słysząc swoje imię. Skinęła głową w kierunku Elviry, posyłając jej kolejny z uśmiechów, a uzdrowicielka nie mogła mieć wątpliwości, że uśmiech był naprawdę szczery. Tylko najbardziej szkolona w swym fachu aktorka mogłaby próbować odwzorować tę specyficzną mieszaninę wdzięczności, napięcia i sympatii. Niemniej jednak słowa te ośmieliły ją na tyle, by wreszcie przejść do konsumpcji. Zaciśnięty mocno żołądek prosił o posilenie go właściwie czymkolwiek, ale parujący gulasz z warzywami i wołowiną był — według niej — najbardziej pożywnym z dostępnych dań, dlatego to po niego sięgnęła w pierwszej kolejności. W trakcie, gdy porcja trafiała do przygotowanego wcześniej naczynia, skupiła się na moment na pozostałych wystawionych na stole specjałach. Ilość alkoholu była... zaskakująca. Wystarczyłoby chyba na trzy dni!
Jadła cichutko, starając się nie przeszkadzać wszystkim obecnym, a szczególnie niemówiącej Elvirze. Praktyka lekarska? Przecież to wspaniałe! Przynajmniej teraz będzie wiedziała do, kogo powinna się zgłosić, gdyby wydarzył się jakiś wypadek. Worcestershire sąsiadowało z Gloucestershire, nie było więc znowu tak daleko, na pewno bliżej niż do Świętego Munga w Londynie. Szarozielone oczy roziskrzyły się radośnie, gdy kolejna łyżka gulaszu trafiała do jej ust. Przecież jeszcze nie miała okazji jej pogratulować! Kolejne słowa przeleciały jej nieco nad głową — z medycyną miała wspólnego tyle, co nic, chociaż dodatek sądowa sugerował, że była to dziedzina bardzo poważna, koronerstwo nie mówiło niczego konkretnego, ale los pragnął, by Maria nie pozostała długo nieświadoma.
Prosektorium?
Niemal wszystkie kolory odpłynęły z twarzy biednego dziewczęcia, które z trudem przełknęło następną, niewielką porcję gulaszu. Zamrugała kilkukrotnie, próbując przekierować swoją uwagę na ten tajemniczy okaz grzyba, o którym wspomniała Cassandra. Wiedziała coś niecoś z zakresu zielarstwa, może powinna spytać, jak rozpoznać takie coś? Na pewno nie chciała wiedzieć, jak wpływa na preparaty....


the dream of my life
is to lie down by the slow river
and stare at the light in the trees —
to learn something by being nothing
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożcy
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
there's always been a little sadness
inside my happiness
i've never been able to
separate the two
OPCM : 10
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Pokój gościnny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach