Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pokój gościnny
AutorWiadomość
Pokój gościnny [odnośnik]17.04.22 19:56
First topic message reminder :

Pokój gościnny

Drugi pokój sypialniany jest większy od jej własnego, ale ten, który wybrała, bardziej przypadł jej do gustu w kwestii umiejscowienia, kolorytu i atmosfery. Choć nie ma większego pomysłu co zrobić z tym niemal pustym pokojem na piętrze, podejrzewa, że zostawi go gościom - nie ma bowiem ani dzieci ani współlokatorów. Gdyby lepiej go oporządzić, można byłoby transformować pomieszczenie w dobrze uposażoną sypialnię lub miejsce spotkań.



i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Re: Pokój gościnny [odnośnik]31.05.22 18:25
Wsłuchując się w słowa Primrose nie pozostawało jej nic innego, jak przytaknąć skinieniem głowy. Nie sądziła, by pytająca o klątwy czarownica robiła to z żywego zainteresowania tą dziedziną magii, a dla samego poznania rozmówców i podtrzymania konwersacji. Już chciała wyłączyć się z rozmowy, czując że pałeczka została przejęta, kiedy przytaczany przez lady Burke przykład wzbudził jej ciekawość. Ściągnęła brwi, myśląc już intensywnie nad potencjalnymi rozwiązaniami i kombinacjami rozwikłania tej trudnej zagadki.
- Chętnie zerknęłabym na nią okiem - przytaknęła po krótkim namyśle, czując że natura odkrywcy jest w niej silniejsza, niż strach przed wypadkami. - Ryzyko jest nieodłączną częścią tej pracy, wypadki się zdarzają. - Czarodziej parający się klątwami, który nigdy nie dostał skutkiem ubocznym prosto w twarz, nie mógł istnieć. Nie można było uczyć się wyłącznie na cudzych błędach i zapisanej w księgach teorii. Wyłącznie poprzez praktykę, docieranie się z magią i szlifowanie wyczucia można było dojść do wprawy, a nawet mistrzostwa, jednak miało to swoją cenę.
Ciemne brwi czarownicy drgnęły ku górze na dźwięk słów Tatiany, gdy wspomniała o swoim bracie. Jakie miała doń nastawienie, czy był jej bliski, czy stanie w kontrze to nagromadzającego się w zastraszającym tempie napięcia? Claire mogła odetchnąć z ulgą słysząc o narcyzmie i obsesji, choć nie mogła wyjść z ponurego przeświadczenia, że te cechy są jednakie dla wszystkich przedstawicieli tej płci. Na twarzy klątwołamaczki pojawił się natomiast pewien uśmiech, kiedy słysząc o wymienionej między lady Burke a szanownym autorem tekstu korespondencji, oczami wyobraźni mogła zobaczyć jak spotkanie tych dwojga może się potoczyć.
- Sądzę, że oburzonych jest wiele, tylko czy otrzymane pisma jakkolwiek wpłyną na zmianę jego postrzegania? - Przeniosła wzrok to na Elvirę, Primrose to znów na Tatianę, pytającym spojrzeniem sugerując, że wątpi w sukces tego przedsięwzięcia. - Urażona duma lubi obierać jeden kurs. Ciekawi mnie jednak jaką obierze taktykę podczas bezpośredniej rozmowy. - Na łamach magazynu można było sobie pozwolić na puszczenie wodzów fantazji i śmiałe opinie. Każdy stawał się odważny w chwili, w której nie musiał mówić otwarcie, twarzą w twarz z obrażanymi przez siebie osobami.
- Jakbym miała pisać artykuły, to na pewno nie do Czarownicy - prychnęła na pytanie Odetty z nutą pogardy w głosie, kiedy jej myśli wciąż krążyły wokół wspomnianego wcześniej artykułu. Wprawdzie gazeta ta rzadko kiedy wpadała w jej ręce, lecz wystarczyło zaledwie kilka pobieżnych spojrzeń, by z łatwością wywnioskować jaki panuje trend wśród tematów zamieszczanych tam treści. Idealna zapchajdziura, rozrywka jaką zapełnić można wolne kilka minut, oderwać się od prawdziwej rzeczywistości, by choć na moment zanurzyć się w tej warstwie powierzchowności, ale żeby tkwić w niej na stałe, w nieświadomości? Bez sensu. - Zastanawia mnie teraz, w nawiązaniu do artykułu z Horyzontów Zaklęć, czy trafiają tam teksty wychodzące spod kobiecej ręki czy też jest to część obrazu, jaki mężczyźni chcą nam wmówić jako jedyne słuszne zajęcia, które nie pozbawią ich potomków umiejętności magicznych - nie kryła sarkazmu, czując że towarzyszące jej czarownice mogą się z nią zgodzić. Z pewnym żalem spojrzała na dno swojego kieliszka, widząc jak łatwo wchodzi dyniowy poncz, a jak bardzo wciąż drażnią ją podejmowane tematy. Sądząc że to kwestia niedostatecznej zawartości alkoholu, sięgnęła po butelkę z ginem i uzupełniła nim swoje naczynie, sugestywnie unosząc ją także w kierunku siedzącej obok Odetty. - Nie chce mi się wierzyć, że umysły kobiet zajęte są wyłącznie modowymi trendami i magią miłości. Już samo spojrzenie na zebrane tu dziś czarownice nasuwa wniosek, że to naprawdę niewielka część ich zainteresowań i mało ma wspólnego z prawdziwym życiem. - Jak często bywa się u modystki, by zakupić nowe stroje? Ile razy w ciągu dnia czarownica zastanawia się nad powodzeniem swojego romantycznego życia i siły związku? Nawet obecna tuż obok Odetta Parkinson, z zewnątrz sprawiająca wrażenie skupionej głównie na garderobie, mówi o planach na badania z dziedziny magomedycyny - dlaczego o tym nie można przeczytać w Czarownicy? Czyżby i ona redagowana była przez mężczyzn?
Claire Fancourt
Zawód : klątwołamaczka w banku Gringotta
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if it scares you it might be
a good thing to try
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10616-claire-fancourt https://www.morsmordre.net/t10763-atena#326881 https://www.morsmordre.net/t10764-claire#326882 https://www.morsmordre.net/f404-gloucestershire-cranham-the-mulberry-house https://www.morsmordre.net/t10762-skrytka-bankowa-nr-2336#326880 https://www.morsmordre.net/t10765-claire-fancourt#326891
Re: Pokój gościnny [odnośnik]31.05.22 20:09
Odpowiedź młodziutkiej Marii przytaknęła temu, co pamiętała z czasów szkoły. Kolejne pokolenia przekraczające progi Francuskiej Akademii, najwyraźniej nie zmieniały bardzo pewnej specyfiki Angielskich uczniów. Część chyba pozostawała szablonowa, odnajdując się wśród Gryfów, ale i Ona i Maria były przykładami odbiegającymi od tego. Mogła powyliczać również innych, ale nie chciała myśleć o tym teraz. Zamiast tego zastanowiła się krótko nad pytaniem, które usłyszała chwilę później.- Nie do końca. Chociaż na pewno uczy cierpliwości w sztuce, bez znaczenia czy w zakresie magomedycyny czy typowo artystycznej.- odparła w końcu. Dużo dawali również sami nauczyciele w szkole i cicho liczyła, że w tej kwestii nic się nie zmieniło. Młoda czarownica była dla siebie wyraźnie surowa, lecz nie powiedziała ani słowa. W jakimś stopniu nie zdążyła, gdy pozostałe kobiety wyprowadziły pannę Multon z błędu, zapewniając, że było tu dla niej miejsce i dla podobnych zainteresowań. W końcu nie każda musiała parać się trudnymi profesjami, takimi, które wymagały lat ciężkiej nauki i bolesnej nauki na ewentualnych błędach. Słuchając dalszych rozmów, postanowiła nie wtrącać się przez chwilę, zamiast tego obsłużyła się, by nalać sobie lampkę Quintina. Upiła nieduży łyk, przezornie wzbraniając się przed większym i to był chyba dobry pomysł. Nagłe słowa Elviry sprawiły, że zamarła na ledwie moment. Spojrzała w jej kierunku, słuchając bez słowa. Chęć, by wymusić grzeczny uśmiech starła się z ukłuciem zdenerwowanie. Wspomnienie o poprzednim związku, sprawiło, że przeciągnęła swe milczenie.
W końcu jednak kąciki jej ust uniosły się raz jeszcze, chociaż minimalnie mniej swobodnie.- Nie przesadzałabym z tym bólem.- stwierdziła z lekkim rozbawionym prychnięciem.- Ale fakt, kobieca duma zawsze cierpi, gdy coś nie kończy się na Naszych zasadach.- dodała, wzruszając ramieniem. Przechyliła nieco głowę, kiedy padło w punkt, kim jest ów partner.
- Trafione idealnie.- podjęła ostrożnie, tłumiąc niezadowolenie z powodu tego, co właśnie usłyszała.- Odważne słowa, droga Elviro. Nie sądzę, aby wybrał ponad swój poziom, a raczej w końcu opamiętał się, by nie wybierać poniżej własnego.- nie wnikała w poprzednie związki Macnaira. W cichej umowie, nie dopytywali o swoją przeszłość i póki co, obojgu pasowało to zbyt mocno, aby cokolwiek zaburzyć z jakichkolwiek powodów. Delikatnie skrzywiła się, na wspomnienie artykułu w Czarownicy. Miała niestety okazję zapoznać się z nim, bo chociaż ta konkretna gazeta nie była przez nią namiętnie czytała, tak tym razem trafiła w jej ręce. Czuła, że seria pytań o ślub to kwestia czasu.- Gdyby tylko było o czym mówić, najpewniej pochwaliłaby się na wstępie.- przyznała żartobliwie. Nie miała ani pierścionka, ani planów na ślub. Wiedziała, że teraz co innego jest priorytetem i w żaden sposób nie próbowała się domagać poważniejszych deklaracji.
Tatiana miała rację w swej opinii i to nie podlegało dyskusji. Wyciągnęła na wierzch największą wadę mężczyzn. Czasami zastanawiała się skąd w nich takie przekonanie o swej przewadze, gdy jedyną naprawdę zauważalną różnicą była siła fizyczna. Każda z zebranych tutaj kobiet udowadniała, że potrafiły być dobre w swym fachu i poświęcać swój czas dla tego, co je interesowało. Czy miały mniejszy potencjał magiczny? Najpewniej nie, lecz męski świat nie pozwoli im tego udowodnić zbyt szybko.
- Horyzont Zaklęć, nie był dotąd krzywdzący dla kobiet. Jednak teraz, sądzę, że nie prędko pojawi się tam jakikolwiek tekst napisany przez czarownicę. Najpewniej zbyt wielu mężczyzn przyklasnęło temu, co znalazło się w najnowszym artykule i nie dadzą wiary kobiecemu słowu od razu.- odparła na słowa Claire.- Krzywdzące opinie najdłużej utrzymują się w pamięci.- to nie był odkrywczy fakt, a prędzej oczywistość. Przeniosła uwagę raz jeszcze na Primrose. Wydawała się z nich wszystkich najbardziej zacięta, aby uzyskać odpowiedzi i oby naprawdę je dostała.
Spojrzała na Odettę, która chyba jako jedyna zdradziła większy entuzjazm do artykułu Czarownicy.
- Bez wątpienia w jakiś stopniu nakreślił nieobecnym, co ich ominęło. Chociaż nie całkiem trafnie.- skomentowała zaraz. Nie wypadało wymagać wiele od takiego pisma, a jednak czuła się trochę tym rozczarowana.- Niestety nie, ale może kiedyś się to zmieni.- dodała. Nie miała aspiracji, aby widzieć własne artykuły w gazetach, lecz może to nie taki zły pomysł.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Pokój gościnny [odnośnik]01.06.22 1:26
Pokiwała głową, kiedy Odetta wyjaśniła kwestię swoich zainteresowań - ze zduszonym w sobie zawodem. Pytając ją o rodzaj badań, którym się poświęca, nie spodziewała się, że dziewczę dopiero zastanawia się nad dziedziną, którą wybierze. Była już przecież dawno po szkole: i choć na naukę nigdy nie było za późno, to droga do naukowej kariery wydawała się być przed nią jeszcze daleka. Nie chciała jej jednak podcinać skrzydeł, toteż nie skomentowała tych słów w żaden sposób. Było to niezwykle trudne, gdy zadeklarowała chęć zaleczenia serpentyny, nie mając nie tylko doświadczenia naukowego, ale i medycznego wykształcenia. Zresztą, na pewnie na żadną ze znanych czarodziejom chorób nikt nigdy nie poświęcił tyle złota, co na badania nad serpentyną - chorobą możnych kobiet. Przypadłość cechowała się też rzadkością występowania. Kiedy rzucała wyzwanie sinicy, miała całe mnóstwo obiektów badawczych: miniony kataklizm sprawił, że stała się w tamtym czasie powszechniejsza od grypy. Może sama Odetta była chora i stąd wzięły się jej marzenia? Nie potrafiła ocenić zasadności wniosków Odetty, dekada doświadczenia, którą mogła się pochwalić, nie imponowała w wykonywanym przez nią wymagającym zawodzie: czarodziej uczył się przecież całe życie. Nigdy też nie miała pod opieką pacjentki z serpentyną. Zainteresowanie Elviry uznała za uprzejmość, Multon wiedziała więcej od niej o tego typu schorzeniach.
- Zastanawiałaś się może, czy nie zacząć od czegoś prostszego? - zapytała, zwracając się do Odetty. Wielu czarodziejów pragnęło sukcesów podanych na tacy, ją życie nauczyło, że słaby z niego szef kuchni. Nie była pewna, czy Odetta zdawała sobie sprawę z tego, jak mozolną pracą było zdobywanie wiedzy i doświadczenia. Pomyślała, że nikt dotąd nie brał jej na poważnie, skoro nie wyprowadził jej z błędu: a może rzeczywiście tliło się w niej coś więcej, niż śliczna buzia i śliczna sukienka?
- Dziś jesteśmy tu we trzy, lecz daj wiarę, że czarownice częściej postrzegane są jako pielęgniarki, niżeli uzdrowicielki - przytaknęła słowom Claire, zwracając się do Marii. Trudności w dążeniu do własnej niezależności i spełnieniu marzeń były naturalne, lecz ciężka praca, upór i bystry umysł pozwalały osiągać sukcesy. Musiała przyznać, że zaproszone przez Elvirę grono było dziś interesujące. - Bardzo ładna - przyznała, przyglądając się haftom noszonym przez dziewczynę. - Uszyłabyś dla mnie podobną? - zapytała, bo pierwszy krok był przecież najtrudniejszy. - Wydaje mi się, że mówicie szyfrem - dodała, spoglądając to na Marię, to na Belvinę, gdy zaczęły rozmawiać o harpiach i gryfach. Nie znała charakterystyki francuskich domów.
- Naturalnie - przytaknęła Elvirze, gdy dopytała o grzyba. - Ale jeśli jest już zauważalny dla oka, znacznie trudniej jest się go pozbyć. Dla pewności niezależnie od mojego werdyktu powinnaś dokładnie wyszorować sufit, najlepiej z dodatkiem silnego wywaru. Może czosnek niedźwiedzi i kora wiggenowa? Świetnie odkażają - zapewniła, na własnym doświadczeniu, upijając łyk kawy. Z zainteresowaniem spojrzała na Elvirę, kiedy zapytała o ostatnie Horyzonty. Miała je w domu, ale przeważnie przeglądała wyłącznie strony związane z magomedycyną, pozostałe jej nie interesowały. Czy przeoczyła coś istotnego? Zamrugała dwukrotnie, słysząc słowa Primrose, ze zdumieniem. Cóż za cymbał mógłby napisać coś podobnego? - O... - wypowiedziała bezwiednie, gdy odpowiedź na zadane w myślach pytanie odnalazła w wypowiedzi Elviry, przez chwilę spoglądając na nią z bezwiednie rozchylonymi ustami. Nie, oczywiście, że Elvira nie znała Ramseya, żadna z tu obecnych nie znała go tak dobrze jak sama Cassandra: która wiedziała, że wypowiadane tu słowa wcale do niego nie pasowały. Musiała jednak przyznać, że dłuższy czas temu musiał dość mocno uderzyć się w głowę, czy oprócz zaników pamięci doskwierały mu inne dolegliwości intelektualne?
- Był kontrowersyjny, pewnie pisał go stażysta - odpowiedziała Odettcie, nieco chłodniej, niż planowała, wzburzona mniej jej słowami, a bardziej kwestią dokonań swojego kochanka. Przeglądała Czarownicę, głównie w poszukiwaniu kulinarnych inspiracji, ale nie umknęły jej uwadze niesprawiedliwe inwektywy skierowane ku Primrose. Mówiąc o stażyście po prawdzie też myślała o stażystach Mulcibera. Nie odezwała się ni razu, gdy arystokratka przedstawiła sens swojej korespondencji z Ramseyem.  
- Elviro, masz może ten egzemplarz? - zapytała bez przekonania. - Wydaje mi się, że przekartkowałam go do nowych sposobów leczenia groszopryszczki i pominęłam wcześniejsze strony - przyznała, chciałaby sądzić, że zaszła tutaj zbieżność nazwisk, ale słowa Tatiany nie pozostawiały żadnych wątpliwości.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Pokój gościnny [odnośnik]02.06.22 20:48
Niewiele pozostało już ze stresu, który Elvira odczuwała przy początku przyjęcia. Choć nie minęło wiele od kiedy nerwowo poprawiała poły sukni w holu swojego nowego domu, szybko przyszło jej się przekonać, że kobiety się dogadują, uszanowały jej nieszczególnie skromny ale też i nie wykwintny plan podwieczorku, a nawet - do samego końca największa niewiadoma - sama jest w stanie zachować chłodny umysł w towarzystwie kobiety, która ukradła jej sprzed nosa jedynego mężczyznę, na którym kiedykolwiek jej zależało.
Uśmiechała się do niej, wznosiła toasty.
Oczywiście, że żywiła urazę. Oczywiście, że nienawidziła. Ale samą nienawiścią nie zdziała niczego poza ściągnięciem na dno samej siebie. Zemsta, tak jak alkohol, najlepiej smakowała na zimno. A alkoholu wszak nie mogła już mieć, musiała więc karmić obsesyjną naturę czym innym.
Z niejakim znużeniem słuchała historii o Beauxbatons, którymi wymieniały się Belvina i Maria - chociaż coś niebezpiecznego w piersi Elviry żądało, by zakazała młodszej kuzynce uśmiechania się do wiedźmy, zdusiła głosy irracjonalności. Niech rozmawiają, niech się nawet, cholera, zaprzyjaźnią. Jak Cassandra, nie miała większego pojęcia o strukturze szkoły francuskiej, ale jeśli dzięki temu młoda Multonówna wprawiała się w dyskusjach, niechże rozprawia choćby i o tym.
Większe zainteresowanie - nie tylko jej, ale większości zgromadzonych - budziły śmiałe pomysły rzucane przez Odettę. Przechyliła głowę, słysząc pytanie Cass, ale cierpliwie czekała aż odpowie na nie sama kuzynka. Niespecjalnie wierzyła w powodzenie takiego badania, ale nie chciała odbierać Odettcie nadziei, gdy sama miała w duszy tak wielkie pragnienie przełamywania granic niemożliwego. Może to rodzinna cecha? Wsparcie kuzynki, o ile nie będzie kosztować jej zbyt wiele cennego czasu i zasobów, byłoby na rękę im wszystkim. Miłym zaskoczeniem pozostawało, że arystokratka z rodu Parkinsonów jest w ogóle zainteresowana badaniami naukowymi. Poza tym, Elvira lubiła być uznawana za specjalistkę w tej dziedzinie, nawet jeśli nigdy naprawdę specjalizacji nie ukończyła.
- Dokładnie, Cassandro. Nie chcę nawet wspominać ile razy mylono mnie z pielęgniarkami lub praktykantkami w czasie, gdy byłam już uzdrowicielem z pełnymi uprawnieniami. - Przewróciłaby oczami, gdyby jeszcze zależało jej na tym, co kiedyś myślała na jej temat garstka idiotów z Munga. Och, jakże wiele się zmieniało gdy upływały lata. - Wezmę sobie też do serca twoją radę. Kora drzewa Wiggen zdrożała niemiłosiernie, może uda mi się znaleźć zamiennik w aptece? Wybacz, w tym towarzystwie nie ja znam się najlepiej na alchemii, będę musiała zdać się na cudzą wiedzę.
Uśmiechnęła się lekko, trochę tajemniczo, jakby wiedziała coś, czego nie wiedziały jeszcze pozostałe z kobiet. Niemniej jednak, dość szybko dołączyła do kolejnej rozmowy, porywając filiżankę i dopijając kawę do końca. Mogłaby zaparzyć jeszcze jedną, by zgrywać pozory powodów, dla których nie sięga po alkohol, ale czy to było tego warte? Podirytowana ograniczeniami, co chwilę zwilżała czymś gardło. Jej pęcherz zapewne wkrótce za to odpokutuje.
Maria przyciągnęła wzrok wszystkich własnoręcznymi haftami na koszulce i nawet różowy rumieniec na policzkach nie mógł jej odebrać tej dobrej próby zawalczenia o uwagę. Nieco uspokojona jej godnym zachowaniem Elvira z przyjemnością zgodziła się, by po przyjęciu, być może jutro, dziewczyna przejrzała jej szafę w poszukiwaniu czegoś, z czego dobrze byłoby zdjąć miarę. Jeszcze większą przyjemność sprawiło Elvirze zdanie Primrose na temat utworzonego w Evesham azylu dla kobiet. Taki wszak miała zamiar, tego poszukiwała, gdy odważyła się stać gospodynią przyjęcia.
- Nawet nie wiesz jaką radość mi sprawiłaś tymi słowami, Prim. - Nie wiadomo w którym momencie w szczupłej dłoni Elviry znalazł się na powrót kielich z ponczem, który uniosła do szlachcianki w geście przyjacielskiego toastu. - Chciałabym, aby dla nas wszystkich ten dom pozostał azylem, o którym wspomniałaś. - Puściła oczko do Tatiany z powodów początkiem niejasnych nawet dla niej. Dopiero po chwili, gdy odczuła pieczenie rumu w gardle, zdała sobie sprawę, że próbowała przyjaciółce wynagrodzić dotychczasowe zmieszanie, jakie musiała wzbudzić swoją przemianą.
Niektóre rzeczy musiały pozostać nieodwracalne, niezależnie od najlepszej woli. Inne z problemów natomiast stawały się projektami. Spojrzała na Belvinę. Odetta mogła mieć więcej racji w stawaniu na czele przeciwnościom niż sama ośmieliłaby się mniemać.
Szybko przyszło Elvirze wyprostować plecy i unieść brodę, aby z lekko uniesioną brwią poprawić się w słowach, które na języku okazały się bardziej cierpkie niż Zielona Wróżka.
- Wybacz mi, Belvino, moje słowa kryły w sobie surowość, na którą twój luby nie zasłużył, miały jednak jak najlepszą intencję względem ciebie - Wybacz, Belvino, wybacz. Przesunęła językiem po zębach, ciesząc się smakiem słodkiego owocu, który przed chwilą schwytała w palce, by zdusić gorzki posmak żalu. - Jesteś uzdrowicielką z wieloletnim doświadczeniem, to wysoka pozycja wymagająca równie wysokiego poziomu życia. Nie sądź, że jestem jakkolwiek przeciwna twojemu szczęściu - Zakołysała nogą, przesuwając błękitem spojrzenia po pozostałych kobietach, krótko, by po tej przerwie powrócić wzrokiem do rozmówczyni. W głowie jej szumiało, choć nie piła. - Przebrzmiały przeze mnie echa zaszłych dni, o których nie wypada mówić w tak przyjemną porę. - Subtelnie jednak, w sposób zamierzony, nacelowany na to, by Belvina była w stanie to dostrzec, przesunęła palcami po bliźnie na odsłoniętej części ramienia. Bliźnie, której pochodzenie było kobiecie znane. Ranie, którą sama leczyła.
Nie mogłaby znaleźć lepszego wytłumaczenia.
Jasny sprzeciw wobec sugestii Czarownicy o nadchodzącym ślubie poprawił Elvirze humor na tyle, że odważyła się na jeszcze jeden łyk ponczu, odkładając go następnie i sięgając po misę z potrawką. Nie była głodna, po prawdzie nie miała większego apetytu, nie chciała jednak, by goście pomyśleli, że nie zje własnego dania. O czym by to świadczyło?
Poza tym, zdolności Marii dobrze było jeszcze zweryfikować.
Zejście tematu na jakże kontrowersyjny temat artykułu w Horyzontach Zaklęć pozwolił złagodzić jej złość. Choć kocopoły Mulcibera ją oburzyły, doświadczenie zgodności zdań i wspólnej antypatii było trzeźwiące i przyjemne. Rozbawiły ją nawet chichoty Tatiany, a choć zdawała sobie wcześniej sprawę z jej specyficznego pokrewieństwa, zdążyła o nim zapomnieć.
- Brat? Cóż, chyba właśnie stałaś się pośrednikiem i informatorem, moja droga. - Uśmiechnęła się do niej znacząco, z lekkim sarkazmem. - Narcyzm i obsesja... och tak, brzmi właściwie - wymamrotała ciszej, bębniąc paznokciami po podłokietniku i przysłuchując tyradzie wyraźnie zaangażowanej Primrose. Jaką miała nadzieję, że inteligentna arystokratka nie odpuści tej walce, której sama Elvira nie mogła już podjąć. - Nie sposób się z tobą nie zgodzić. Poinformuj mnie proszę o efektach swojej rozmowy z panem Mulciberem. Obawiam się, że sama nie będę mogła zaoferować podobnej - nie precyzowała, była jednak zafascynowana jej determinacją. - Z tego samego powodu, o którym wspominasz, jestem zdania, że kobieta nie powinna być kreowana przez męskie fantazje i oczekiwania, lecz przez własne. Tylko w ten sposób staje się czarownicą wykorzystującą pełen potencjał. - Ugryzła się w język, gdy niemal dodała; potencjał czystej krwi. Niechętnie w takich chwilach spoglądała na Marię, choć półkrew wciąż była przecież stanem godnym. Nie doskonałym, ale godnym. Co nie znaczy, że wszyscy w towarzystwie musieli o tym wiedzieć.
Uśmiechnęła się, widząc, że Claire sięga po gin.
- Kuzynko, miej na uwadze, że to właśnie pismo zaowocowało ofertą spotkania. Trzeba podejmować ryzyko, by osiągnąć rezultat, wiesz przecież. - Konwersacyjny ton pozostawał koleżeński, lecz wiedziała, że słodzeniem łatwiej było Claire do siebie zrazić niż zachęcić. Skinęła jednak głową z aprobującym westchnieniem, gdy kuzynka dodała własne słowa aprobaty wobec żeńskich kompetencji i perspektyw. Nie mogłaby sobie wymarzyć lepszego towarzystwo na to spotkanie.
Maria miała okazję nasiąknąć prawidłowymi postawami, choć nie haczyły one jeszcze gwałtownie o tematykę wojenną. Tym przyjdzie jej się zapewne zająć na własną rękę. Dzisiejszy wieczór należał się swobodnym rozmowom i rozrywkom.
Uniosła brew, gdy Odetta pochwaliła opisy z Czarownicy, ukradkiem obserwując też Primrose, siedzącą po drugiej stronie stołu i zapewne także po drugiej stronie wachlarza zdań na temat owego artykułu. By rozwiać niepewną atmosferę, odpowiedziała Cassandrze.
- Oczywiście, powinnam znaleźć jeden egzemplarz Horyzontów w salonie. Pozwól, że przyniosę ci go, gdy skończymy grę. - Obwieszczenie pierwszej rozgrywki przyspieszyło nieco puls Elviry, której zależało na dobrym samopoczuciu gości. Nie pokazała jednak stresu inaczej niż drobną zmarszczką w kąciku ust. Różdżką trzymaną na podorędziu ściszyła nieco melodię dobiegającą z gramofonu i przywołała do siebie dwie drewniane szkatuły, które dotąd czekały na swą kolej na komodzie w rogu pokoju. - Przygotowałam kilka propozycji, pierwsza jest jednak jedyną, która wymagałaby udziału każdej z nas. Pozostałe, w ogrodzie i na parterze, są zupełnie swobodne i dostosowane do zainteresowań, a ta... rzekłabym, integracyjna? Wprowadzająca dobry nastrój. Niejako kompetycyjna, gdyż w jednej z tych dwóch szkatuł znajduje się mały i symboliczny upominek dla tej z nas, która pod koniec zdobędzie największą liczbę punktów. - Szkatuły nie były duże, pomalowane nieco już przestarzałą farbą. Jedną trzymała na kolanach, drugą położyła na stoliku w miejscu wazonu, który na ten czas odstawiła pod stolik. - Miałyśmy już okazję chwilę ze sobą porozmawiać. Otóż, w tej szkatule znajdują się skrawki pergaminu, osiem piór oraz atrament, który po kilku sekundach od napisania staje się niewidzialny. Każda z nas dostanie pięć skrawków, na pięć rund. Podczas każdej z rund, a będą one tematyczne, każda z nas napisze jakiś prawdziwy fakt, coś, co przyjdzie jej na myśl. Gdy atrament stanie się niewidzialny, dopiero wówczas włożymy je do szkatuły, przemieszamy, potem będziemy losować i odczytywać napis zaklęciem Aperacjum. Gra polega na tym, by zgadnąć która z nas mogła napisać to co przeczytamy. Przegrywając będziemy musiały upić pół szklaneczki dowolnego alkoholu... jeżeli, rzecz jasna, nie budzi to niczyjego dyskomfortu. - Przygryzła wargę, dotąd bowiem nie zastanowiła się nad tym, nie przyjmując do wiadomości, że ktoś mógłby odmówić alkoholu. - Wygrywając zdobywamy punkt. Po pięciu rundach zobaczymy, czy ktoś jasno obierze prowadzenie. Jeśli nie, cóż, przygotowałam jedną rundę uzupełniającą - Wzruszyła bezwiednie ramieniem, niekontrolowany nerwowy tik.

Tura trwa do 06.06 godzina 21.00!Playlista
Na stole:
Mapka (na miarę moich możliwości):

Gra odbędzie się w szafce, krupierem gry będzie za swoją uprzejmą zgodą Thomas Doe! Ja wymyśliłam kategorie, ja też założę szafkę i napiszę tam pierwsza, natomiast odpowiedzi wysyłamy do Thomasa, który po rzuceniu przez nas kością k8 wrzuci je według numeru z konta lusterka! Jeśli padnie na naszą własną odpowiedź lub powtórzy się numer, obowiązuje zasada jednego w dół aż do wolnego numeru. Posty w szafce z założenia powinny być krótkie, to dynamiczna gra.

[bylobrzydkobedzieladnie]


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Pokój gościnny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach