Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Painted handprints / 30.03.1958
AutorWiadomość
Painted handprints / 30.03.1958 [odnośnik]18.04.22 20:32
Paint me a horror or a sweet, sheltered dream.
30 marca 1958, dom Bathildy Bagshot


Tym razem chylące się ku zachodowi słońce musiało obejść się smakiem, pozostawione na pastwę losu przez soczyste czerwienie, dziewczęce róże czy żółcie. Była tylko szarość. Lichota gdzieniegdzie przetykana wstęgami przydymionego błękitu i słabego, prawie niedostrzegalnego fioletu, chociaż nawet one nie miały szans zaistnieć w starciu z warstwą deszczowych chmur, z jakich siąpiło już od przynajmniej dwóch godzin. Ulewa zacinała pod nierównym kątem, szarpała gałęziami drzew, wprawiała w ruch dzwonki czasem goszczące na werandach domów w Dolinie, zupełnie jakby świat był na coś zły - i w ten sposób, agresywny, gwałtowny, mokry, chciał podkreślić swoje niezadowolenie. Celine patrzyła na to z okna sypialni na piętrze. Pokoju niegdyś należącego do starszej pani, której już z nimi nie było. Szramy pozostawione na psychice nakazywały ostrożność; kiedy chciała nacieszyć oczy ogrodem albo sąsiedztwem, może po prostu po to, żeby przypomnieć sobie, że naprawdę była poza więzieniem, robiła to zza półprzezroczystej zasłony, przez ostatnie miesiące nauczona nie bycia. Cichości podobnej duchom. Poruszania się w cieniach, bo światłem i środkiem mogli przechadzać się tylko ci, którym było bliżej do człowieczeństwa, oraz ci, którzy wciąż mieli w sobie jakąś godność, nie obawiali się kary za choćby zbyt raptowne zatrzepotanie rzęsami.
Dzisiaj robiła dokładnie tak samo. Obserwowała posępną pogodę zza kotary, poniekąd traktując ją jak welon, który odsłaniała odrobinę mocniej tylko na widok psów biegnących wzdłuż ulicy albo dzieci pędzących do domów, niby przypadkiem wpadających w każdą większą kałużę po drodze. Urocze. Beztroskie. Dobre. I ciepłe, mimo mrozu, który sięgał bladej skóry przy ostrzejszym powiewie wiatru wślizgującym się pomiędzy ramy okienne.
A kiedy uznała, że już dość - Celine westchnęła cicho i krokiem tak bezszelestnym, tak stłumionym, wyszła z pokoju, na spiralnych schodach kierując się w dół, w stronę salonu, kuchni, miejsc, gdzie mogli znajdować się inni domownicy. Eliksiry od Yvette pomogły nieco odetchnąć. Koszmary pokryła mgła, prawie tak szara jak niebo za oknem, ale to nie znaczyło, że przestała bać się samej możliwości tego, że wrócą. Nieważne jak bardzo broniła się przed drzemką w ciągu dnia i próbowała wyczekać odpowiedniej pory, za każdym razem, gdy przykładała głowę do poduszki, niepokój kładł kres szybkiemu zaśnięciu i skazywał na godziny przewracania się z boku na bok. Gdyby nie mikstury wzmacniające i uspokajające, pewnie dziś byłaby w o wiele gorszym stanie.
Ale w stanie - powinna być lepszym. Skoro otrzymała tyle pomocy, skoro miała wokół siebie miłych ludzi, skoro od ratunku z pociągu minęło już tyle czasu. Skoro w listach nadchodziły słowa pełne miłości i tęsknoty. Nie potrafiła im tego wynagrodzić. Nie umiała. A to sprawiało, że gdy sen nie nadchodził - czuła złość. Mimowolną i wyniszczającą, wyciskającą z kącików oczu bezsilne, pełne niezrozumienia łzy. Gniew łaskotał ją w palce, podjudzany magiczną naturą. Gniew - na nikogo innego, tylko na siebie samą. Na Tower, że pozwoliło jej odejść. Na dziwne esy floresy, których szlakiem wciąż płynęły jej myśli; przypominały koszyk z wełną, do którego wpadł kot i wszystko ze sobą poskręcał, zostawiwszy kołtun na kołtunie i ją gdzieś na końcu nitek, próbującą to wszystko rozsupłać, ułożyć kolorem do koloru; bezowocnie.
- Cześć, Tom - nagle odezwała się w salonie, głosem, który już samą melodią świadczył o delikatnym uśmiechu, jakim upstrzone były wargi półwili. Zatrzymała się w progu, w żółtej sukience i błękitnym swetrze, obu rzeczach należących do Bathildy Bagshot, tej drobnej, niewysokiej staruszki; a rozmiary i tak były na nią teraz za duże. - Chcesz coś ze mną namalować? - zaproponowała i lekko przechyliła głowę do boku. Pesymizm sugerował, że odmówi. Pomyśli, że to zabawa dla dzieci, którymi od dawna nie byli; poza tym z pewnością miał już coś lepszego do roboty. Może szukał Dyni, który podkradł mu rybę, jaką zamierzał usmażyć sobie na obiad? Albo na kolację. Tutaj wszystko było możliwe. - Znalazłam w składziku na piętrze jakieś stare farby i prześcieradło. Do spania już się raczej nie nadaje, ale mogłoby udawać płótno - dopiero teraz postąpiła kilka kroków do przodu, z rękoma splecionymi przed sobą, z sercem przygotowanym na odmowę. No powiedz. Powiedz, że nie chcesz. Po co w ogóle zawracam ci głowę, przeszkadzam, zajmuję czas, odrywam od innych zadań? Podświadomie szukała tego w codziennym życiu - ciosu, który roztrzaskałby resztę szkła, z jakiego było zbudowane jej głupie serce, jakiegoś potwierdzenia, że wolność wcale nie oznaczała akceptowania jej wśród normalnych ludzi. Nawet takich jak on. Naznaczonych podobnymi bliznami i podobnymi doświadczeniami.


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 5
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Painted handprints / 30.03.1958
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach