Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

I consider myself a reasonable mermaid
AutorWiadomość
I consider myself a reasonable mermaid [odnośnik]25.04.22 21:22

Lipiec 1941 roku, Wyspa Wight
- Mianuję was mężem i żoną! Możecie się pocałować. - Lady Margaret i lord Damien łączą się w pocałunku, nad którym wzdycham rozmarzona. To był ślub wszech czasów! Wielka miłość łączy dwa zwaśnione rody, Królestwo Syren i południową Francję. Para młoda odjeżdża w podróż poślubną powozem zaprzęgniętym w aetonany. Uśmiecham się triumfalnie, kiedy wpychając dwie porcelanowe lalki w zabawkową karocę, macham im na pożegnanie. Lady Margaret i lord Damien wyglądają na zadowolonych (choć próżno szukać na ich twarzach innych emocji), więc podnoszę się z miejsca, ciesząc z dobrze wypełnionego zadania.
- Teraz na całym świecie zapanuje pokój i miłość, koniec! - Kłaniam się nisko przed lustrem, trzymając w palcach brzegi sukienki. Zerkam kątem oka na odbicie, sprawdzając czy wyglądam odpowiednio dostojnie, jak na zakończenie tej niesamowitej opowieści. Nikt nie bije brawa, tylko namalowany na obrazie na przeciwko mojego łóżka psidwak merda ogonem, ciesząc się z finału pięknej opowieści (a raczej tak sobie mówię, bo i po co innego miałby się cieszyć?). - Dziękuję, Alfredzie, to dla mnie wielka nobilitacja - mówię, kłaniając się nisko przed obrazem. ”Nobilitacja”, uwielbiam nowe, poważnie brzmiące słowa, które sprawią, że dorośli zaczną mnie częściej dostrzegać. Moi rówieśnicy są wspaniali, chętnie rozmawiałabym z nimi częściej, ale mam wrażenie, że się stale rozmijamy. Oni bawią się, ścigają na plażę i pływają w morzu, podczas gdy ja zasiadam do kolejnej lektury, jaką podsuwa mi panna Rogers, moja guwernantka. Powtarza, że nie mogę tak często opuszczać swoich komnat, bo mnie przewieje, przeziębię się, dostanę kataru, kaszlu, szkorbutu, suchot i na końcu jeszcze umrę. Chyba boję się śmierci i nie chcę umierać. Nie, póki nie wyjdę za mąż, więc chowam się we własnym pokoju, czekając aż reszta dzieci wróci z zabaw, by posłuchać kto dziś dostał kamieniem w nos (zupełnym przypadkiem, aha, oczywiście), kto dalej cisnął kaczką na wodę, a kto zmoczył nogawki spodni.
Kto by pomyślał, że jestem taka grzeczna i posłuszna? Widzę w uśmiechu psidwaka (naprawdę się uśmiecha, czy tylko chcę go widzieć?), że zachęca mnie do opuszczenia komnaty - on już dobrze wie, że długo w jednym miejscu usiedzieć nie mogę, więc także puszczam mu oczko i ostrożnie uchylam drzwi, wychodząc na zewnątrz. Nudzę się, a więc idę tam, gdzie jest najwięcej dorosłych, którzy mogliby zwrócić na mnie uwagę. Mogę zatańczyć, zaśpiewać i powiedzieć wiersz, byleby mieć trochę towarzystwa, innego od porcelanowych lalek (kocham je, oczywiście, ale ileż można?!). Przechodząc korytarzem przy gabinecie pana ojca, podsłuchuję fragment rozmowy:
- Lord Greengrass, jest już? - słyszę głos ojca.
- Tak, udał się na wybrzeże. Posłać po niego? - odpowiada pan Levine, zaufany służący papy.
- Nie, niech przyjdzie jak już skończy.
Nie słucham już dalej, mknę korytarzem, ignorując zdumione spojrzenia zawieszonych w ciężkich ramach obrazów krewnych. Żaden ani myśli, by wszcząć alarm, uważając że to gestia guwernantki, by mnie pilnować. Czasem zatrzymam się przy cioci Tempest, by w tajemnicy zdradzić jej swoje plany, ale nie teraz, bo dziś nastał szczęśliwy dzień dla Evandry Lestrange - nowy gość w Thorness Manor! Cała aż drżę z ekscytacji, która nie pozwala mi się zatrzymać nawet na chwilę. Wymykam się ukradkiem, jednej ze służących unosząc ku ustom palec na znak milczenia. Wyda mnie? Bardzo prawdopodobne, ale nim mnie znajdą, będę już na plaży. Biegnę co sił, póki nikt nie widzi i nie może zwrócić mi uwagi. ”Panienkom nie można biegać, do nie przystoi! Zwolnij, bo złapiesz zadyszkę! Zatrzymaj się natychmiast, co mówił pan Vane?!”. Pan Ethan Vane to mój ulubiony uzdrowiciel, zawsze ciepło się uśmiecha i mówi mi “panno Lestrange”, co w jego ustach brzmi bardziej poważnie, niż w wykonaniu mojej guwernantki.
Na kilkanaście stóp przed celem zwalniam kroku, czując jak powietrze z trudem dociera do moich płuc. Biorę kilka głębszych oddechów i dalej ruszam już spokojnie, jak na damę przystało. Poprawiam brzeg letniej, błękitnej sukienki. W podobnym do niej kolorze panna Rogers zawiązała mi dziś kokardę na włosach, więc pomimo bucików oblepionych już mokrym piaskiem i mimo zaróżowionych policzków, prezentuję się dziś naprawdę godnie.
- Dzień dobry, sir - odzywam się od razu słowem powitania, dygając zgrabnie, choć zdecydowanie zbyt mocno, niż wymaga tego etykieta. - Czy syreny uraczyły już pana swoją pieśnią? - pytam z zainteresowaniem, używając ulubionego słowa matki “uraczyć”. Brzmi bardzo grzecznie i dystyngowanie; tak, jak powinna mówić każda dama. - Czasami przesiadują na skałach przez całe dnie, a czasem jest tu pusto, tak jak dziś. - Wskazuję ręką w stronę The Needles. - Wstydzą się obcych - dodaję teatralnym szeptem, kiwając głową z powagą. Życie syren nie ma dla mnie żadnych sekretów, każdego dnia przesiaduję na plaży i wypatruję charakterystycznego zmącenia fal. Ciekawostką rzucam tylko dlatego, że mam nadzieję, że tajemniczy lord Greengrass interesuje się syrenami i że w ten oto sposób zawiążemy przyjaźń na długie lata.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: I consider myself a reasonable mermaid [odnośnik]13.05.22 23:34
Przyglądał się przez magiczną lornetkę falom i skałom, starając się wypatrzeć odpowiednich sygnałów. Mimo swojego temperamentu był cierpliwy, a z pewnością cierpliwości nauczyły go pierwsze wyprawy i już kolejne miesiące skupione na pracy w Peak District. Wśród magicznych zwierząt, a w szczególności wśród smoków, czuł się jak w domu, choć dla wielu mogło to brzmieć niczym wyznanie szaleńca. Było w nich coś niezwykłego - coś urokliwego i onieśmielającego, jednocześnie majestatycznego, kiedy tak wzbijały się w przestworza, których były panami.
W wodach przy wyspie Wright jednak to syreny były władczyniami - i chcąc zbadać bliżej ich nawyki, postanowił zwrócić się z prośbą do rodu sprawującego opiekę nad tym niewielkim skrawkiem ziemi. Pogoda wcale go nie zrażała - wiatr czy chłód, choć musiał przyznać że było wyjątkowo ciepło jak na Anglię. Słońce nieśmiało wychylało się zza chmur, a na plaży głównie było słychać szum i trzask obijających się o pobliskie skały fal.
Mimo swojego głównego celu w jakim się zjawił na wyspie i w gościach - ubiór stanowczo świadczył o jego pochodzeniu, będąc po stronie tych elegantszych. Obserwacje syren wiązały się z innym ryzykiem niż obserwacje smoków - wszak nie było potrzeby, aby przy tych wodnych stworzeniach zabezpieczyć się przed oparzeniami jak w wypadku pracy w rezerwacie. Biała koszula, z rozłożystymi rękawami i ozdobnym, dwuwarstwowym żabotem, na której prezentowała się ciemnozielona kamizelka, na której wyszyte były jaśniejsze zielono-złote motyle, sugerujące dość jasno jego pochodzenie. Ciemne spodnie idealnie komponowały się z kamizelką, a brosza na żabocie była w kształcie motyla. Znajdująca się u jego boku niewielka, skórzana torba, pozwalała pomieścić mu najważniejsze potrzebne przedmioty do obserwacji jak lornetka czy notatnik i ołówek, a różdżkę trzymał wciąż ściśniętą w dłoni, nauczony ostrożności na każdym etapie.
Nie dostrzegał jednak stworzeń, które dzisiaj przybył obserwować - był pewny, że zrealizowanie celu nie mogło być proste, słysząc wiele opowieści na temat syren, jednak zawsze gdzieś z tyłu głowy pojawiała się nadzieja na łatwe osiągnięcie celu.
Nie dostrzegł początkowo młodej lady, która zdecydowała się go nawiedzić własną obecnością. Powoli jednak przesunął wzrok, opuszczając lornetkę, przez którą obserwował skały, na dziewczynkę. Nie mógł pomylić sposoby wysłowienia się czy ruchu dziecka z innym niż tym szlachetnie urodzonym - w końcu on sam wiedział jak silnie zasady etykiety są wpajane od najmłodszych lat na dworze.
- Dzień dobry, madame - zwrócił się do niej, zaraz delikatnie kłaniając, choć kątem oka już wodził za dorosłym, spod którego opieki młodociana lady musiała uciec. Nie potrzebował dzisiejszego dnia dodatkowych obowiązków - a w szczególności nie tych, które wymagały od niego sprawowania pieczy nad cudzymi dziećmi.
- Wierzę, że gdybym usłyszał pieśń syren, rozpoznałbym ją i zapadałaby w mojej pamięci, jednak zdaje mi się, że nie miałem jeszcze przyjemności, aby syreny się nią podzieliły z moją osobą - odpowiedział, wracając spojrzeniem do rumianej młodej lady. Może odruchowo pomyślał o tym, jak nieodpowiedzialnym było pozwalanie młodej lady na samotne przechadzanie się przy wodzie, w której znajdywały się syreny - zaraz jednak przypomniał sobie, że te nie stanowiły takiego zagrożenia jak smoki. Pamiętał sprzed kilkunastu lat panikę, kiedy przez nieuwagę i brak ostrożności jego brat został niemalże spalony żywcem. Wtedy też był to pierwszy raz, kiedy ujawniła się jego magia - a jednak serca im wszystkim szybciej zabiły na samą wizję, że mogli stracić brata, ich rodzice syna, a jeszcze inni kuzyna czy wnuka.
Mimo, że syreny nie przypominały w żadnym stopniu smoków - nauczył się poprzez obcowanie z tymi stworzeniami, że nie wypadało lekceważyć żadnych żyjących istot, a wszystkie były podobnie fascynujące. Chęć poznawanie ich i nauki na ich temat przywiodła go właśnie tutaj - na plaże Wright, do rodziny zaprzyjaźnionej właśnie z syrenami.
- Dobrym nawykiem jest nie zdradzanie siebie i swych sekretów przed obcymi, a jednak zaliczam się do tej grupy. Mam nadzieję, że ich brak dzisiaj na skałach nie sprawia zawodu i dla ciebie - powiedział, zatrzymując wzrok na ubranej w letnią sukienkę dziewczynce, po tym znów przenosząc wzrok na otaczające ich tereny plaży.
- Wierzę, że twój opiekun powinien znajdywać się nieopodal? Eskortuję cię do niego, jeśli tylko pamiętasz kierunek, w którym ostatni raz znajdywał się w zasięgu wzroku, madame - zaproponował, w duszy już nie mogąc się doczekać, aby pozbyć się nieproszonego podczas jego obserwacji gościa - a jednak nie wypadało pozostawić młodej damy samotnie tutaj na plaży.
Wyciągnął dłoń do małej lady.
- Wierzę, że nie mieliśmy jeszcze przyjemności, a pewniej jest znać imię towarzysza, lord Elroy Eliah Greengrass - przedstawił się bardziej dla własnego komfortu niż tego dziewczynki - choć zastanawiał się czy nikt jej nie nauczył, aby nie niepokoić gości Thorness Manor. Sam nie wyobrażał sobie zaatakować w podobny nieproszony sposób własną obecnością gości swojego ojca, nawet w wieku w którym się znajdywał, a cóż dopiero te kilka czy kilkanaście lat wcześniej! Wiek dziewczynki wciąż stanowił dla niego zagadkę - potrafiła już chodzić i wyraźnie mówić, jednak z faktu, że lipiec nie był miesiącem, w którym dzieci uczęszczały do szkoły, zakres wieku młodej lady było ciężej zawężać. Była młodsza niż jedenaście lat? A może już dawno otrzymała list z zaproszeniem do szkoły magii i czarodziejstwa?




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : 15
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
I consider myself a reasonable mermaid
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach