Wydarzenia


Ekipa forum
Przed domem
AutorWiadomość
Przed domem [odnośnik]30.04.22 16:51

Przed domem

Okruszek położony jest w lesie, kawałek drogi od najbliższego miasta — Tewkesbury. Do domu prowadzi stara, kamienna ścieżka, szczególnie niebezpieczna gdy pada deszcz. Kamienie, z racji wieku, porośnięte są gdzieniegdzie mchem, a w miejscach czystych ich powierzchnia została już wygładzona w sposób ułatwiający poślizgnięcie się. Przed domem rośnie kilka krzewów niewymagających dużej uwagi właścicielki, utrzymujących się przede wszystkim dzięki panującym wokół warunkom pogodowym. Najbliższa okolica jest cicha i spokojna, a kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się polana, na którą dostęp, z racji nieogrodzenia terenów, pozostaje swobodny.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Having dreams means
at times you'll be faced with loneliness
You have to walk an empty path



Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 18/19 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
with golden hair tangled everywhere
this flower will soon
disappear from me
f r u i t l e s s
blooming crazily
OPCM : 9 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861
Re: Przed domem [odnośnik]01.11.22 20:24
24.06

Po co zwlekać, czekać
Gdy się nic nie zmienia
Moja mama, mówiła
Ostatnia umiera nadzieja



Maria była płochliwym dziewczęciem i Elvira miała pełną świadomość, że niezapowiedziana wizyta wzbudzi w niej w dużej mierze mieszane, jeśli nie negatywne emocje. Chciała ją taką zobaczyć, zaskoczoną, zestresowaną i spontaniczną, zobaczyć jak sobie z tym wszystkim poradzi na własnym polu, a nie tylko w rezerwacie, w którym musiała być gotowa każdego dnia przyjmować obcych. Znała już miejsce położenia malutkiego domku należącego do Marii, a wyłudzenie od pracowników rezerwatu godzin jej pracy nie było wyczynem, gdy miało się takich przyjaciół jak ona. Mogła się porządnie przygotować do tego kolejnego etapu swojej troskliwej opieki, przywdziewając długą burgundową szatę wyszywaną na podszewkach rękawów w maleńkie róże. Na upięte na karku włosy nasunęła kapelusz z szerokim rondem i nie starała się już o więcej ozdób. Były niewygodne i niepotrzebne, istniała granica do której miała zamiar się zbliżać w próbach zrobienia na Marii wrażenia. I tak wyglądała już co najmniej jak zamężna kobieta, a przede wszystkim - dojrzała i godna autorytetu czarownica. Tak Maria miała ją postrzegać, gdy będą konwersować.
Ciekawe jak szybko rumieniąca się młódka zbierze się do kupy i przyjmie ją porządnie, bez jąkania się. Nie była pewna, czy słowo tęsknota było właściwe do tego, co czuła wobec ich dłuższej rozłąki, ale na pewno była ciekawa jej reakcji po tym jak wydała horrendalną kwotę na miotłę dla niej. Wciąż nie do końca wierzyła w to, ile sobie kazali dawać za coś tak durnego jak wyścigowe narzędzie do latania. Teleportacja była znacznie bezpieczniejsza i tańsza.
Stawiając się po południu przed domem Marii Multon mogła mieć tylko nadzieję, że dziewczyna nie wykorzystała wolnego dnia na wycieczkę ani wizytę u znajomych - to byłoby niefortunne i zapewne ją rozgniewało. Nie lubiła, gdy w jej planach coś się sypało. Nie chciała też wyobrażać sobie przyjaciół Marii, o których ta jeszcze jej nie powiedziała. Ich relacja miała opierać się na zaufaniu i rozwijać powoli, ale Elvira nigdy nie należała do kobiet przesadnie cierpliwych.
Ślizgając się na kamykach w swoich niskich obcasach, podeszła pod drzwi, przypatrując się krytycznie miniaturce leśnej chaty. Nie była zła jak na pierwsze lokum, Elvira w jej wieku żyła w gorszych warunkach, bo praktyki uzdrowicielskie nie pozwalały jej na pracę dorywczą - której i tak by nie podjęła, bo to dużo poniżej jej poziomu.
Mimo wszystko, dziewczyna mogła żyć lepiej, gdyby zechciała. Samodzielność w jej stanie ducha nie była jeszcze konieczna, mogła sobie na nią zasłużyć z czasem, gdy dojrzeje.
Lekko zapukała do drzwi, zmuszając usta do życzliwego uśmiechu. W obleczonych w rękawiczki dłoniach trzymała mały wiklinowy koszyk.
[bylobrzydkobedzieladnie]



everyone wants a strong woman
until she actually stands up
suddenly she is too much
she has forgotten her place
Elvira Multon
Zawód : Anatomka, uzdrowicielka, koronerka (wkrótce)
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 17
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
valar morghulis
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Przed domem [odnośnik]04.11.22 20:16
Ostatnim tygodniom życia Marii ciężko było odmówić intensywności. Wydawało się, że czerwiec porwał ją swą falą jeszcze mocniej, jeszcze żwawiej niż zrobił to kwiecień, ale tego młodsza z panien Multon nie mogła się spodziewać, przynajmniej nie na początku. Poza niesamowitym rozkwitem nowych znajomości towarzyszyło jej wciąż naglące uczucie, że powinna odpisać na list, który z początkiem miesiąca przyniosła jej sowa lady Parkinson. Pomimo drogiego prezentu, wszak odnaleźć kakao w dzisiejszych czasach dla osób jej pochodzenia i statusu majątkowego było niezwykle trudno, a także równie pięknych obietnic wzięcia Marii pod opiekę, dziewczyna nie była pewna, czy ta propozycja była dla niej właściwa. Nie miała przecież wykształcenia koniecznego do bycia służącą damy. Pracowała ze zwierzętami, na świeżym powietrzu, nie potrafiła się nawet odpowiednio ukłonić, musiałaby uszyć sobie o wiele więcej porządnych ubrań, a co chyba najgorsze — wyprowadzić się z Okruszka i zamieszkać w jednej z kwater dla służby w Broadway Tower. Lady Odetta pisała, że nie musiała się decydować od razu, że oczekiwała odpowiedzi do czasu jej zamążpójścia, a także, że w stosownym czasie zajmie się także stanem cywilnym Marii.
Marii, która nigdy nie widziała się jako żony i matki, co dodatkowo potwierdziło majowe spotkanie z tym dziwnym dzieckiem, które pomyliło ją ze swoją mamą. Miała być przecież stracona dla świata, przyszłość związać wyłącznie z rezerwatem, oddać się opiece nad jednorożcami całą swą duszą i ciałem.
Kakao spoglądało na Marię wyczekująco, jakby zapraszało ją do skorzystania ze słodkiego dobrodziejstwa. Nie miała mleka, zdążyła przyzwyczaić się do jego braku, ale wciąż mogła zrobić kakao na wodzie. Nalała do czajniczka odpowiednią jej ilość, po czym zaklęciem odpaliła kuchenkę i umieściła czajniczek na ogniu. Przez czas, w którym woda się gotowała, zasiadła przy stole, wpatrując się w paczkę z ciemnym proszkiem.
Zobacz, to kakao, kakao, mogę wypić trochę kakao, prawda? Zobacz, boję się, że może jem za dużo, ale to kakao, kakao, chyba mogę trochę, prawda? Tylko trochę, trochękorzystając z tego, że była w domu sama, zaśpiewała piosenkę, która sama cisnęła się jej na usta. Wysunąwszy palec wskazujący, przesunęła po tej części opakowania, którą oznaczono jako miejsce sugerowanego otworzenia paczki. Drugą dłoń położyła płasko na stole, zaraz opierając o nią podbródek. Zrobiłam wszystko, co miałam dziś zrobić, wszystko, co mogłam. Więc tylko troszkę, odrobinkę kakao. Tak szybko, że nikt tego nie zobaczy. Tylko trochę, trochędodała po chwili, wreszcie przesuwając opakowanie bliżej siebie. Kakao, kakao, mogę wypić troszkę kakao, prawda? Chyba tak, nie sądzisz? Gdy je wypiję, będę taka szczęśliwa i znów mogę mieć siłę ciężko pracować. Chyba mogę trochę, prawda? Tylko trochę, proszę~i tak oto ostatnia "nuta" zbiegła się w czasie z pierwszym piśnięciem czajnika.
Czajnika oraz czegoś jeszcze.
Nie spodziewała się gości, w pierwszej chwili myślała, że niezbyt namolne stukanie było sprawką jednego z dzięciołów, który upodobał sobie jedno z drzew na skraju niedalekiej polany. Gdy podniosła się, aby zdjąć czajniczek z ognia, dźwięk jednak nie minął, ktoś musiał stać u jej drzwi.
Kakao musiało pozostać na stole, czajniczek na przygotowanym miejscu do drobnego wystudzenia wody. W dłoń Marii trafiła jednak jej różdżka. Auror, który pomógł jej w kwietniu, prosił, aby na siebie uważała i nie otwierała drzwi obcym.
Ostrożnie przeszła do drzwi wejściowych. Pamiętała rozkład desek na pamięć, wiedziała, jak stawiać kroki, by nie skrzypnęły pod jej ciężarem. Gdy znalazła się przy nich, skierowała różdżkę na drewniane wrota, szepcząc inkantację zaklęcia.
Abspectusgdy wiązka zaklęcia uderzyła w drzwi, te stały się na moment (wyłącznie dla Marii) przezroczyste, ukazując w pełni sylwetkę stojącego przed nimi gościa.
Elvira?
Nie spodziewała się odwiedzin, także tych składanych przez kuzynkę. Zmarszczyła lekko brwi, nie rozumiejąc sytuacji, w której się znalazła. Nie mogła jednak sprawić, by krewniaczka stała przed drzwiami i pocałowała klamkę. Przecież ostatecznie lubiła Elvirę, a zakupiona przez nią miotła, Zmiatacz 5 stała wyeksponowana w przedpokoju Okruszka, dokładnie naprzeciw drzwi.
Otrzepała fartuszek, który miała na sobie z resztek czegokolwiek, co mogło się na nim zebrać. Dopiero po tym, zbierając się na odwagę i uspokojenie wciąż bijącego w przestrachu serca, otworzyła drzwi, wychodząc kuzynce naprzeciw.
— Elvira? Nie spodziewałam się dzisiaj gości...

| i poglądowo na śpiewanie


Having dreams means
at times you'll be faced with loneliness
You have to walk an empty path



Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 18/19 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
with golden hair tangled everywhere
this flower will soon
disappear from me
f r u i t l e s s
blooming crazily
OPCM : 9 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861
Re: Przed domem [odnośnik]04.11.22 20:16
The member 'Maria Multon' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 22
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Przed domem Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Przed domem [odnośnik]20.11.22 20:25
Chatka Marii była niewielka i nie budząca zbyt dużego wrażenia. Na pewno wyglądała lepiej niż pierwsze mieszkania Elviry w mugolskich dzielnicach Londynu, niemniej jednak w jej przypadku były to tylko trudności na drodze do kariery, wszak jako stażysta-uzdrowiciel biorący swoje obowiązki na poważnie, miała niewielkie szanse na dorabianie. A w przeciwieństwie do nadętych synków polityków, medyków czy handlowców, nie miała możliwości pobierać pieniędzy od rodziny. Nawet od tej jej części, która była obrzydliwie bogata.
Maria już pracowała i chyba nawet chciała pozostać w tej chatce z piernika na najbliższe lata. Rozumiała chęć ucieczki od rodziny, ale nie wątpiła, że wkrótce będzie dziewczynę stać na więcej, jeśli tylko podejmie właściwe decyzje.
Oczekując ciepłego powitania, kołysała koszykiem u ramienia i słuchała melodii umykających przez uchylone okna. Maria chyba lubiła śpiewać, ale Elvira za tym nie przepadała - nie przepadała też za słuchaniem beztalenci i z trudem powstrzymywała krzywienie się, gdy wysokie, fałszywe tony mieszały się z piskami czajnika. Może powinnam kupić jej kredki?
Gdy jednak na progu pojawiła się istotka z rozwianym włosem i kuchennym fartuszkiem, pozbyła się już z ust wyrazu niesmaku i zamiast tego obrzuciła ją długim, oceniającym spojrzeniem.
- Mam nadzieję, że też mam szansę na... kakao - parsknęła lekko, grzecznie, nie dodając, że liczyłaby raczej na mocne i gorzkie niż przesłodzone, które prawdopodobnie piłaby Maria. I w miarę możliwości pozbawione oprawy muzycznej. - Wiem, w ten sposób wyglądają wszak niespodziewane wizyty. Nie mogłam się wprost doczekać, by cię odwiedzić. - Wchodząc do środka bez zaproszenia, zsunęła kapelusz z włosów i odwiesiła go, uśmiechając się na widok miotły. Zadbana i czysta, wyeksponowana. Wygląda na to, że przynęta chwyciła. - Mam dla ciebie kilo cukru, plaster miodu i dwie pomarańcze. Niczego bardziej słodkiego nie udało mi się upolować w Suffolk. Mam tam ostatnio sporo pracy, i tam, i w Sussex, i w Warwick. Och, no i w Durham. - Machnęła ręką, odstawiła koszyk i zatrzymała wzrok na Marii po dłuższej chwili przyglądania się ścianom, podłodze, szafkom i regałom. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam w niczym istotnym? Musiałam włożyć dużo wysiłku w to, by znaleźć moment na spacer do Gloucestershire. W rezerwacie natomiast zapewnili mi, że masz dzisiaj wolne. - A to samo przez się sugerowało, że Maria powinna znajdować się tam, gdzie Elvirze będzie łatwo ją znaleźć.
[bylobrzydkobedzieladnie]



everyone wants a strong woman
until she actually stands up
suddenly she is too much
she has forgotten her place
Elvira Multon
Zawód : Anatomka, uzdrowicielka, koronerka (wkrótce)
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 17
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
valar morghulis
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Przed domem [odnośnik]30.11.22 17:03
Nie zawsze chodziło o to, by żyć w luksusach. Bywały przecież osoby, które bardziej od luksusów życzyły sobie spokoju. Ciszy, którą odnaleźć mogły tylko w niewielkich chatkach na skraju lasu. Do takich właśnie ludzi należała mała Maria — wychowana w podobnych warunkach, nigdy nie pragnęła niczego więcej, choć wiedziała, że ludzie mieszkali w innych warunkach, czasami było im pewnie znacznie łatwiej. Powrót z Akademii Beauxbatons do Okruszka nie był dla niej prosty, ale prędko stanęła na nogi, potrafiła zadbać o swoje małe mieszkanko tak, aby pomimo raczej niewielkich środków, jakie mogła na nie przeznaczyć, prezentował się, jak najlepiej tylko mógł. Maria dbała o swoje rzeczy, o swoje miejsca. I nie lubiła, gdy ktoś wpadał w nie niezapowiedziany, zawłaszczał sobie jej przestrzeń.
Dlatego też Elvira mogła zauważyć, że jej mała kuzynka jak zwykle była przynajmniej delikatnie przestraszona i zdziwiona. Najbardziej zdradzały ją oczywiście otwarte szerzej oczy, których szarozielone tęczówki automatycznie zerknęły ponad ramię Elviry, jakby chciała wypatrzeć, czy kuzynka nie przyprowadziła ze sobą kogoś jeszcze. Wydawało się jednak, że były same, a niespodziewana wizyta niosła ze sobą tylko jednego niespodziewanego gościa, który został wpuszczony do środka dość prędko. Maria wydawała się być lepszą gospodynią niż rozmówczynią.
— Oczywiście, zaraz przygotuję dla ciebie kubek... Ale czy coś się stało? — zapytała, dalej próbując ignorować złe przeczucia, które kwitły w klatce piersiowej, ledwo zdolne do opanowania pod klatką żeber. Jeżeli Elvira zjawiała się w jej domu (skąd miała dokładny adres?) niezapowiedziana, musiało przecież wydarzyć się coś szczególnego, czyż nie?
Gdy Elvira weszła do środka, mogła zauważyć, że cały dom, pomimo widocznej na pierwszy rzut oka wiekowości, utrzymany był w nienagannym porządku. Wnętrze było małe, ale czyste, z kuchni pachniało ziołami. Tylko skrzeczące pod każdym krokiem deski lubiły przypominać o swoim istnieniu, choć zdecydowanie rzadziej skrzypiały pod Marią, która wiedziała, jak poruszać się po nich bez większego hałasu.
Po zamknięciu za nimi drzwi ruszyła przodem, chcąc wskazać Elvirze właściwą drogę do kuchniojadalni (nie, żeby Okruszek był na tyle dużym domem, że można było się w nim zgubić). Gdy znalazły się w środku, stanęła na palcach, aby sięgnąć do jednej z wyższych półek zawieszonych na ścianie. Wyciągnęła stamtąd dwa kubki, do których wsypała po dwie łyżeczki kakao. Te zostały później zalane wrzątkiem, a ich zawartość wymieszana.
— Proszę, usiądź, gdzie będzie ci wygodniej — zaproponowała jedno z miejsc przy szczycie stołu, choć tak naprawdę wszystkie drewniane krzesła oferowały ten sam poziom komfortu. Przed postawieniem kubka przed Elvirą zatrzymała się jednak, słysząc, jakież to prezenty jej przywiozła. Kwestię hrabstw pominęła, skupiając się bardziej na jedzeniu — wszak to ono było największym problemem w czasie wojny. — Ojej, to wszystko dla mnie? — spytała jeszcze ciszej, wyraźnie zmieszana. Policzki pokryły się drobnym różem, gdy jeszcze raz prostowała rękoma fartuszek, jakby pragnąc pozbyć się każdego drobnego zagniecenia. — Jeszcze... jeszcze nie zdążyłam podziękować ci za miotłę, a tu kolejne prezenty... — dodała po chwili, niemal na bezdechu, nie wiedząc szczególnie, co powinna ze sobą zrobić. Na całe szczęście Elvira nadeszła z kolejnym pytaniem, na które mogła odpowiedzieć prosto i niewerbalnie. Dlatego też pokręciła przecząco głową, wszak nie miała dziś nic szczególnie ważnego do roboty. Odpoczywała przed kolejnym dniem w rezerwacie. — Jesteś pewna, że wszystko w porządku? — dopytała ostrożnie, zajmując jedno z wolnych krzeseł.


Having dreams means
at times you'll be faced with loneliness
You have to walk an empty path



Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 18/19 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
with golden hair tangled everywhere
this flower will soon
disappear from me
f r u i t l e s s
blooming crazily
OPCM : 9 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861
Re: Przed domem [odnośnik]16.12.22 22:11
Elvira nienawidziła niezapowiedzianych wizyt. Gości przeszkadzających jej w pracy, burzących porządek napiętego harmonogramu jej kolejnych dni, z których każdy niemal zapełniony był obowiązkami. W czasie wolnym badała zwłoki i wtedy była najmniej chętna do rozmów i wymian uprzejmości.
I byłaby pewnie w stanie zrozumieć niechęć Marii, gdyby nie to absolutne i aroganckie przeświadczenie, że w oczach młodszej kuzynki zawsze jest mile widziana. Poczuwała się do prawa śledzenia jej ruchów i wchodzenia na jej teren bez zapowiedzi. Robiła to dla jej dobra, dla świetlanej przyszłości i życia, które mogła wieść. Jako jej podopieczna, jej uczennica. Uczennica wiedźmy.
W istocie, byłaby w stanie bez mrugnięcia okiem uczynić Marii znacznie więcej niż tylko zaskoczyć niezapowiedzianą wizytą, lecz w chwili obecnej nie był to problem, którym miałyby zaprzątać sobie głowy. Maria uczyła się bardzo wolno i miała humorki godne nastolatki, ale jeszcze jej nie zawiodła. Nie dostatecznie, by zasłużyć na prawdziwą lekcję.
- Czy coś musi się stać, żebym zechciała spotkać się ze swoją ulubioną kuzynką? - spytała z pozornym zaskoczeniem, przykładając dłoń do piersi w łagodnie kobiecym geście. Po zdjęciu płaszcza i odwieszeniu go na wieszak rozgościła się w niewielkiej chatce Marii, wędrując wzdłuż ścian i przesuwając palcami po regałach, czytając oprawy książek i oceniając pomniejsze bibeloty. - Proszę, nie dosładzaj. - wspomniała, gdy Maria ruszyła przygotować jej kakao. Nie pamiętała, kiedy ostatnim razem pozwoliła sobie na kubek czekolady. Kawa była znacznie lepsza, lecz skraść serce kuzynki będzie pewnie łatwiej słodyczą.
Skrzypiąca podłoga drażniła ją w uszy, zapach ziół intrygował, niewielkie, zagracone wnętrze przywoływało niemiłe wspomnienia. Nie była jeszcze pewna co sądzi o tym domku, poza tym, że Marii z pewnością byłoby lepiej gdzie indziej. Usiadła u szczytu stołu, opierając jeden łokieć o blat, by móc wesprzeć brodę na dłoni i uważnie przyglądać się Marii. Próbowała ją rozgryźć, dojrzeć coś więcej poza tym smutno oczywistym lękiem.
- Dla ciebie - przyznała w odpowiedzi na pytanie. - Myślę, że potrzebny był mi w życiu ktoś taki jak ty, Mario. Ktoś... - do kochania? Co za głupie i żałosne kłamstwo. - ...z rodziny, na kogo mogłabym liczyć. I kto mógłby liczyć na mnie. Nie sądzisz? - Wątpiła, by naprawdę mogła liczyć na Marię, ale kto wie, któregoś dnia, gdy już nauczy ją wszystkiego co powinna wiedzieć, wypleni słabe cechy... - Nie przejmuj się tym. Czułam się winna po naszej ostatniej lekcji. Bałam się, że mogłaś całkiem zniechęcić cię do ćwiczeń. Złamałoby mi to serce, gdybyś zraziła się do magii... przeze mnie - Z trudem powstrzymała się od uśmiechu, tak absurdalne było dla niej branie na siebie winy za porażki dziewczyny, wprawa jednak uczyniła jej uśmiech łagodnym. - W większości. A u ciebie? Wydajesz się zestresowana, czy coś cię dręczy? - Odwróciła kota ogonem. Nie zamierzała się zwierzać, nie teraz.
Ze swojej nieoczekiwanej wojny z Cassandrą, z nienawiści, jaką czuła wobec Ramseya za to, że niszczył wszystko nawet wtedy, gdy już myślała, że nie jest w stanie jej zranić. Z głupiej i naiwnej tęsknoty za Lysandrą i równie głupich i naiwnych popędach, które kazały jej wyobrażać ją sobie martwą z nożem do kopert w krtani.
Nie była dobrym człowiekiem.
Ale nie była też potworem. Jeszcze nie.
Nawet jeśli zbliżała ją do tego każda kolejna zdrada.



everyone wants a strong woman
until she actually stands up
suddenly she is too much
she has forgotten her place
Elvira Multon
Zawód : Anatomka, uzdrowicielka, koronerka (wkrótce)
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 17
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
valar morghulis
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Przed domem [odnośnik]15.01.23 22:22
Złe przeczucia nie opuszczały Marii od ponad miesiąca. Niezapowiedziane wizyty zresztą zawsze wiązały się z czymś nagłym, nieprzewidywalnym, a takie niezwykle często było zagrożenie. Ostatnie miesiące zresztą nauczyły jej właśnie tego — uważności, spoglądania na świat i patrzenia na niego, nie tylko udawania, że się cokolwiek widzi. Gdyby nie stało się nic poważnego, logika podpowiadała jej, że kuzynka po prostu sięgnęłaby do pergaminu i pióra, zapowiedziała wizytę. Teraz jednak wydawało się, że wszystko jest w porządku i panikowała chyba... Zupełnie bez powodu.
— Oczywiście, że nie, ale... Nie spodziewałam się — powiedziała na swoje usprawiedliwienie, ledwo chyba ukrywając uśmiech wywołany tym komplementem (nigdy nie była nikogo ulubioną kimkolwiek, może za wyjątkiem Celine, jej potrafiła uwierzyć w tą siostrzaną więź, która je połączyła). Natychmiast jednak postanowiła zabrać się za coś, co pomoże jej sprowadzić myśli na dobry tor. Zrobienie kakao było tylko początkiem. Dwa kubki, odpowiednia ilość przesypana z łyżeczki do kubka, później zalanie wodą. Mleka do tej pory nie mogła nigdzie dostać i zrobiła się z tego powodu nawet odrobinę drażliwa. Do swojego kakao wsypała dodatkową łyżeczkę cukru, to dla Elviry pozostało niedoprawione. Mogła cieszyć się czystym, głębokim aromatem.
Postawiwszy kubek przed kuzynką, sama położyła swój obok, ale nie mogła jeszcze usiąść.
— To kakao, wiesz... — zaczęła odrobinę niezgrabnie, jednakże zaraz skinęła głową w ramach podziękowania i zaczęła przejmować prezenty. Postawiwszy wszystko na blat kuchenny, na moment oparła rękę na biodrze, po czym uśmiechnęła się szerzej. Miała już sposób na wykorzystanie przynajmniej części prezentów. Ale zaczęła mówić, powinna więc dokończyć myśl. Odwróciła się więc na pięcie, spoglądając raz jeszcze na Elvirę. — To od lady Odetty. Wysłała mi list, z propozycją pracy. Chyba... Powinnaś wiedzieć — dodała, podchodząc powoli do leżącego niedaleko stołu koszyka z materiałami. Spomiędzy nich wyjęła kopertę, wciąż miała na sobie lak pieczęci Parkinsonów, ale samo spojrzenie na papeterię dawało pewnie kuzynce wyraźny znak, że Maria nie kłamała. — Przeczytaj, proszę — dodała, podając kuzynce list. — A ja w tym czasie przygotuję nam konfitury, co ty na to? Szkoda, żeby pomarańcze się zmarnowały, a mam jeszcze coś... specjalnego — uśmiechnęła się nieśmiało, mając na myśli zdobyte całkiem niedawno dwie sztuki bananów. Przy odpowiedniej obróbce starczy na dwa słoiczki...
Stanęła przy zlewie, najpierw obmywając obie pomarańcze. Później, przy pomocy niewielkiego nożyka obrała je na cienko. Nie wyrzucała skórek, przełożyła je do rondelka, który zalała wodą, a następnie ustawiła na kuchenkę, aby woda się podgrzała.
W tym czasie podeszła do stołu, przy którym zasiadła. W samą porę, by posłuchać monologu Elviry. Monologu, który w samym swym założeniu był dla Marii niesamowicie miły. Ktoś chciał się nią opiekować, była dla kogoś ważna. Ale nie do końca wiedziała, co powinna o tym myśleć. Ta cała wizyta była bardzo specyficzna, w dodatku ostatnio dowiedziała się kilku... Dość niewygodnych rzeczy. Inne ułożyła sobie w głowie.
— Jesteśmy rodziną — zaczęła uspokajająco (kogo pragnęła uspokoić? Siebie, czy kuzynkę?), biorąc łyk kakao, z którego cieszyła się wcześniej tak mocno, że aż zaśpiewała o tym piosenkę. — Więc zawsze możesz na mnie liczyć — dodała, bo taka właśnie była prawda. Chciała pomóc kuzynce, przynajmniej na tyle, na ile mogła. Nie przynieść wstydu, nie być powodem do pogardy. — I... Też bym chciała na ciebie liczyć, ale... Musiałabym ci zadać jedno pytanie. Tylko proszę, powiedz mi wszystko tak, jak było, dobrze? — nigdy wcześniej nie była Maria aż tak bezpośrednia. Samo to mogło zwiastować, że temat, który zamierza poruszyć, był dla niej ważny. Nie trzeba było nawet patrzeć na dłonie oplecione wokół gorącego kubka, które zaczęły lekko drżeć.
Zmusiła się, by wznieść spojrzenie w oczy kuzynki.
— Słyszałam, co działo się w Londynie. Rok temu w kwietniu. Byłaś tam? — samej Marii wydawało się, że była. Wtedy chyba jeszcze pracowała w Świętym Mungu. I dlatego młodsza z czarownic ułożyła sobie na poczekaniu wersję wydarzeń, która uspokoiłaby jej sumienie. Ale czy... Czy naprawdę mogło tak być? Jak właściwie było?
Nie chciała zamykać oczu. Obraz leżących bez życia na bruku dzieci był zbyt wyraźny, mimo że nie widziała go na własne oczy, poznała tylko z cudzego przekazu.


Having dreams means
at times you'll be faced with loneliness
You have to walk an empty path



Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 18/19 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
with golden hair tangled everywhere
this flower will soon
disappear from me
f r u i t l e s s
blooming crazily
OPCM : 9 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861
Re: Przed domem [odnośnik]23.01.23 13:35
Widziała w Marii wszystkie cechy swojej rodziny, których najbardziej nienawidziła - malutkiego sobowtóra jej matki - bardziej Multon niż Parkinson - z nieco tylko większymi krągłościami tej dziewczęcej sylwetki aspirującej na przyszłą panią domu. Nie wątpiła, że Maria mogłaby o tym marzyć; o troskliwym mężu, gromadce dzieci i ukrytej chatce podobnej do tej rudery, w której mogłaby skryć się przed wszystkimi trudnościami tego świata, wychowując do życia kolejne pokolenia bezradnych czarodziejek. Elvira nie zamierzała jej tego odbierać, nie całkiem. Dzieci były ich przyszłością, wiedziała o tym nawet ona. Ale chciała też dla kuzynki czegoś więcej, chciała wychować ją na czarownicę, z której sama byłaby dumna, gdyby miała córkę.
Podświadomie przelała na nią skrywane głęboko wyrzuty sumienia i tęsknotę do macierzyństwa, wypaczając je jednak w typowy dla siebie sposób - i czyniąc wyzutym z ciepła projektem.
- To nic złego - uśmiechnęła się kątem ust. Widziała to zadowolenie, satysfakcję, którą Maria próbowała ukryć. Znała dobrze poczucie bycia docenionym. - Masz rację zachowując ostrożność. Mnie jednak obawiać się nie musisz. - Nigdy nie będzie musiała, dopóki pozostawała tą grzeczną, ułożoną dziewczyną, która słuchała poleceń.
Czekała cierpliwie, sącząc swoje gorzkie, rozwodnione kakao - może powinna dziecku przynieść też mleko - i słuchając powoli wypowiadanych słów. Dawała jej czas na przyzwyczajenie się do jej obecności, pole do rozwoju zaufania. Uśmiech na jej twarzy można byłoby nazwać prawdziwie ciepłym, gdy wzięła do ręki zaoferowany list. Nawet jej spojrzenie wydawało się zmięknąć, tak była dumna z tego, że Maria przychodziła do niej po radę.
- To wspaniale, że utrzymujecie kontakt i cieszy mnie, że mogłam was bliżej zapoznać. Taka znajomość przyniesie ci wiele korzyści. - Machnęła dłonią, zachęcając do robienia konfitur, czy do czego tam Maria chciała wykorzystać owoce. Sama uważnie przeczytała list. Nuta irytacji zalęgła się w jej piersi na opiekuńczy wydźwięk, jaki Odetta próbowała w nim narzucić. Maria należy do mnie. Zdusiła go jednak, bo sama przecież nie raz ignorowała irytujące cechy młodej Parkinson dla własnych korzyści. - To bardzo zaszczytna oferta, sugerująca, że lady darzy cię zaufaniem. Sama nie dalej jak rok temu pełniłam przez jakiś czas pracę na dworze Selwynów z Essex. - Jej praca co prawda nie była służbą, bo pełniła obowiązki uzdrowiciela, ale dla dziewczyny tak młodej i niedoświadczonej jak Maria służba na dworze była dobrym startem. - Bliskość Parkinsonów oraz moja z nimi przyjaźń dałyby ci możliwość zaoszczędzenia dobrej ilości pieniędzy na przyszłość oraz zapoznania się z socjetą. Przy takiej pomocy myślę, że mogłabyś liczyć na zamążpójście z porządnym czarodziejem czystej krwi. To naprawdę wspaniała szansa. - Nie chciała wypominać Marii na głos jej osłabionego statusu krwi, gdyż dla niej samej był to temat drażliwy. Multonowie szczycili się czystością, więc decyzja jej ojca, aby tę krew rozwodnić była niczym splunięcie w twarz tradycji. - A co ty o tym myślisz, Mario? To przecież najważniejsze. - Nie było najważniejsze, ale dała młodej dziewczynie się wypowiedzieć, zachęcając ją wciąż i wciąż do wyrażania własnego zdania. Nie zamierzała robić z niej buntowniczki, ale chciała wyplenić tę irytującą rodzinną bezradność.
Obserwowała ze swojego miejsca przy stole pracę kuzynki nad zlewem. W kuchni Maria radziła sobie dużo lepiej niż Elvira i czując słodki zapach gotujących się owoców nie mogłaby nie pomyśleć, że sama chętnie miałaby ją przy sobie. Nie byłaby jednak w stanie zapłacić ani zaoferować jej tyle co Odetta, więc zdecydowała się nie odbierać dziewczynie tej szansy. Gdy Maria usiadła wreszcie naprzeciw, sięgnęła przez stół, by schwycić ją za dłoń. To był gest, który podpatrzyła u innych ludzi w kawiarniach i parkach. Mniejsza, gorąca dłoń kuzynki przyjemnie ogrzała jej własne palce, kościste, żylaste i chłodne od trawiącej krew czarnej magii.
- Oczywiście, kochanie - powiedziała miło, unosząc brew i mimowolnie mocniej zaciskając dłoń. Chciałaby na nią liczyć? O czym też to dziecko mówiło? Ile jeszcze prezentów i ofert miała jej złożyć, by wreszcie zrzuciło klapki z oczu?
Pytanie, które tym razem zadała jej Maria zaskoczyło, niepokoiło i posyłało przyjemne dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Wiedziała, że ten moment nadejdzie, oczekiwała go, dlatego dała sobie chwilę czasu, biorąc długi łyk kakao. Drugą dłonią wciąż ściskała palce Marii, a kiedy je puściła, powoli złożyła ręce przed sobą na stole i wychyliła się z powagą, którą niewprawne oko mogłoby pomylić ze smutkiem.
- Byłam, Mario. Mieszkałam tam wówczas, w mieszkaniu na ulicy Pokątnej, pracowałam jako uzdrowiciel. Widziałam ranne dzieci czarodziejów i trupy w Tamizie. - Usta jej zadrżały, może chciała ukryć łzę, a może uśmiech. Ostrożnie sięgnęła dłonią i złapała Marię za brodę, by unieść ją do góry, zmusić, by patrzyła na nią, gdy będzie do niej mówić. Gdy się upewniła, że dziewczyna rozumie, puściła ją znów. - Wojna w istocie trwała już od jakiegoś czasu i konflikt się zaogniał. Na pewno słyszałaś o anomaliach magicznych, które przez długie miesiące nękały cały kraj. Mugolski premier oskarżał nas o to, groził ujawnieniem i odebraniem Ministerstwa, Szpitali, nawet naszych mieszkań. Zostaliśmy zlinczowani, usłyszeliśmy, że anomalie były zamierzonym sabotażem, choć, Merlinie, to była bzdura - Uniosła wzrok do góry, zamrugała, uśmiechnęła się z trudem. - Coraz częściej wybuchały zamieszki, na Pokątnej również. Czarodzieje powiązani z mugolami stawali po stronie swojego premiera i ich Izb, bo liczyli na przejęcie odebranych majątków. Coraz częściej przyjmowałam pod swoją opiekę kobiety zgwałcone, młode panny z dobrych domów, zrujnowane, skazane na bękarty. Zakon Feniksa oskarżył lordów i lady o chaos, podobno to my odpowiadaliśmy za rzezie i mordy, choć w zdecydowanej większości były to prowokacje. Przez anomalie magia się objawiła, Traktat o Tajności zachwiał, ale ci, którzy zapragnęli wreszcie czarować otwarcie, wyjść z ukrycia, bywali aresztowani. Czasem do nich strzelano. Widziałaś kiedyś mugolską broń, Mario? - Elvira przygryzła wargę, położyła rękę na swoim boku, pod prawym łukiem żebrowym, gdzie kiedyś w czasie jakiejś walki ją postrzelono. Wyfiletowała potem tego mugola za jego bezczelność. - Mają takie narzędzia, metalowe, głośne rury, z których lecą ołowiane kule, z taką prędkością, że gdy cię ona dotknie, przeszywa cię na wylot, rozrywając ciało. Wiem, jak to boli, skarbie. Wiem bardzo dobrze. - Docisnęła dłoń do własnego boku, zgarbiła się, a potem usiadła prosto. - Ledwo uszłam z życiem w Bezksiężycową Noc, więc wybacz, że nie zdołam przytoczyć ci wszystkich szczegółów. Ale gdy na ulicach rozpoczęły się walki, nie dało się już określić, kto je rozpoczął. Jedni ci powiedzą, że to czarodzieje wyszli przeciw mugolom, inni, że mugole przeciw czarodziejom. Widziałam co widziałam, więc ja wierzę w drugą wersję. Ich strach i nieznajomość naszej kultury uczyniła z nich szaleńców, a przyjaciele terroryści wykorzystali ich niepewność, by ich podjudzić i zburzyć dotychczasowy porządek. Ile korzyści by im to przyniosło, gdyby taka Odetta została zgwałcona i powieszona. Gdyby wszyscy Malfoyowie zginęli i zostawili skrytki pełne złota. Nie myśl, że ludzie są uczciwi, Mario. Nigdy nie są. - Opuściła głowę, parsknęła niewesoło. - Na koniec to i jedna i druga strona się broniła. Wojna jest brudna i pełna krwi. Ale wygrali czarodzieje, więc mugole musieli się wycofać. Od tamtej pory Londyn jest bardziej czysty i spokojny niż kiedykolwiek. Nikt tam nie musi się bać, nikt nie musi się chować. Choć czasem... jeszcze w grudniu brałam udział w małej akcji niesienia pomocy, zorganizowanej przez różne kobiety z socjety. Lady Burke, Lady Rosier, Lady Black... byłam tam jako uzdrowicielka w obstawie, kiedy damy rozdawały jedzenie na zimę najbardziej potrzebującym. Wtedy z dachów wyskoczyła ta banda obdartych terrorystów i zrzuciła ludziom na głowę śmieci, aby ich wystraszyć i przegonić. - Skrzywiła usta z niesmakiem, a potem złapała znów Marię za brodę, tym razem z dwóch stron, otulając jej policzki zimnymi dłońmi. - Te wspomnienia, te okropności, ten strach, tego się nie zapomina. Nie zamierzałam więcej pozwolić na to, by dzieci czarodziejów żyły w cierpieniu. Dlatego dołączyłam do rewolucji, Mario. Dlatego zostałam Rycerką Walpurgii i działaczką społeczną - powiedziała szeptem, zbliżając do niej swoją twarz, zarumienioną, jasną i pełną pasji.
Och, z jaką łatwością kłamstwa spływały z jej języka. Z jaką łatwością szachowała rzeczywistością, by ubrać ją w szaty, w które przecież gorąco wierzyła. Ledwie pamiętała co dokładnie robiła w Bezksiężycową Noc, ale była niemal pewna, że spędziła tę noc w barze, może na Nokturnie. Gdzieś w piwnicy, pijąc po utracie pracy, śmiejąc się i wychodząc na zewnątrz tylko po to by posłuchać wybuchów i krzyków.
Ale to nie miało żadnego znaczenia dzisiaj - dzisiaj, gdy była rewolucją.

kłamstwo II moją opoką



everyone wants a strong woman
until she actually stands up
suddenly she is too much
she has forgotten her place
Elvira Multon
Zawód : Anatomka, uzdrowicielka, koronerka (wkrótce)
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 17
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
valar morghulis
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Przed domem
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach