Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Komplikacje z kroplą smutku
AutorWiadomość
Komplikacje z kroplą smutku [odnośnik]03.05.22 20:41
Komplikacje z kroplą smutku Original

Rok pański 1957, Lato


Put the money in the bag
Or we will shoot
Empty out the vault
And me and my doll will be on our way


Żadna przyjemność, ale obowiązek. Tak to miała odbierać, sama sobie zresztą narzuciła to motto, bo - tak samo jak z burdelem - nigdy nie planowała czynić z tego pracy na stałe. Człowiek potrzebował przetrwać, więc robiła wszystko z tym jednym celem w głowie, nauczyła się bowiem dawno, że na niczyją pomoc liczyć nie może, koniec końców człowiek zawsze zostawał sam i od własnej jego siły zależało czy życie go nie przerośnie. Nie czuła wyrzutów sumienia z powodu swojej - z braku lepszego słowa - kariery, gdyby była taka przewrażliwiona, podcięłaby sobie żyły jeszcze wtedy, gdy się puszczała. Teraz było jej lepiej, łatwiej. Zrobiła krok do przodu i w dobrym kierunku, a później dotrze dalej, kiedy tylko się odkuje. Wojna stanowiła na to perfekcyjną okazję. Gdzie się odkuć, jeśli nie na wojnie?
A jednak, chociaż sobie wmawiała, że wszystko robi z obowiązku, wiedziała, że po prawdzie czerpie też z tego ponurą przyjemność. Z seksem tak nie było, nauczyła się go znosić i lekceważyć - więc dopiero teraz rozumiała, co to znaczy przyspieszone bicie serca, róż na policzkach i mgiełka ciepłego oddechu. Wreszcie żyła naprawdę, a nie tylko jedną nogą. Uzależnienie od adrenaliny siedziało w niej od zawsze i dlatego podjęła spaloną próbę z policją, ale jakiś zamiennik w końcu musiał się znaleźć, wystarczyło, że przestała tchórzyć i chować się za spódnicą burdelmamy. Teraz polegała tylko na sobie - i ile jej to zapewniło swobody.
Najwięcej zysku przynosiły zlecone włamania i donosicielstwo, napady przyjmowała za rzadko, by wliczać je w rachunki. Wciąż się do nich przekonywała, powoli przekraczając kolejne granice, raz za razem, bo przecież gdy już przekroczyło się ich tyle, jaką różnicę stanowiła jedna więcej?
Włamania na własną rękę czyniła okazyjnie, głównie wtedy, gdy bardzo potrzebowała pieniędzy, ale też by nie wyjść z wprawy i nie stracić zaufania kontrahentów.
Port był o tyle charakterystycznym polem, że łatwiej tu było znaleźć niezabezpieczony dom i uniknąć władz, ale z drugiej strony jeżeli już dało się przyłapać mieszkańcom, można było skończyć z obitą mordą albo w Tamizie.
To ryzyko było podniecające.
Rynsztok i złamana goleń były jej zdaniem lepsze od Tower, prędzej się zresztą obroni przed oprychem niż przed policjantem wyszkolonym w czarach. Myśl o tym, że mogłaby stać po drugiej stronie tego układu była zarówno niewygodna jak bolesna. Dlatego o tym nie myślała.
Mieszkanie, które sobie upatrzyła mieściło się na piętrze magazynu z rybami, wejście było w bocznej alejce, jak już weszło się po skrzypiących przyściennych schodach. Obserwowała to miejsce od jakiegoś czasu, wiedziała, kiedy mieszkańcy idą do pracy, kiedy wracają i co ile mniej więcej pracownicy magazynu wychodzą na papierosa albo odlać się do rzeki. Była dobrze przygotowana, miała płaszcz ciasno spięty w pasie, wystarczająco krótki by się nie plątał między nogami. Kaptur na rozpuszczonych włosach, spodnie, wysokie buty, a w bucie nóż. Wiele mogło się wydarzyć, nie dało się przewidzieć wszystkiego, ale odważni nie głodują.
Oglądając zamek starych drzwi rzuciła zaklęcie, by wyczuć, czy w środku ktoś jeszcze został - do końca nie polegała wyłącznie na pamięci. Potem przystąpiła do dzieła; miała różdżkę, miała smar i miała drut z wypustkami, którego używała do rozpracowania zamka zanim decydowała się przerzucić na czary i zostawić po sobie magiczny ślad.
Póki nikt nie przeszkadzał miała przecież czas.
[bylobrzydkobedzieladnie]
Kina Huxley
Zawód : Najemniczka
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Wariatem jest,
kto liczy na łagodność wilka,
na zdrowie konia,
na miłość młodego chłopca
i na przysięgi nierządnicy.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej
whore
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11111-kina-huxley https://www.morsmordre.net/t11158-szczurolap#343501 https://www.morsmordre.net/t11157-nie-podobasz-mi-sie#343479 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11163-skrzynia-pod-lozkiem#343535 https://www.morsmordre.net/t11159-kina-huxley#343508
Re: Komplikacje z kroplą smutku [odnośnik]08.05.22 15:16
Kolory iskrzyły głębią, wyrazistością. Powietrze smakowało słodko, jakby w każdym powiewie wiatru mieszkał rozpuszczony do przezroczystości cukier. Swąd ryb przemieniał się w śliczną woń polnych kwiatów, igrając z wyobraźnią; kamienie pod stopami wydawały się miększe, przypominały ziemię pokrytą źdźbłami nieskoszonej, swobodnej trawy w barwie soczystej zieleni. Tańczyła w tym świecie, lepszym świecie, przyjemniejszym i łagodniejszym - świecie stworzonym z sypkiej radości wróżkowego pyłu, który dosłownie chwilę wcześniej dostał się do jej systemu przez nos, wciągnięty w kącie jednej z obskurnych portowych alejek. Kupiła kolejną porcję za pieniądze z ostatniego ulicznego występu, z bólem serca odliczywszy sumę potrzebną do opłacenia pokoju w Parszywym, bo gdyby nie to, mogłaby przecież kupić więcej. Utopić się w splendorze migotliwej bieli, w krótkotrwałej euforii, którą karmiła się, uzależniona.
Nie poradziłaby sobie bez narkotyków. Tylko one pozwalały zapomnieć.
Lato nie sprzyjało portowi. Gorąc zachęcał co prawda do przywdziewania lżejszych ubrań, ją szczególnie, bo Celine korzystała z każdej okazji do poczucia się jeszcze bardziej ulotną niż zwykle, ale słońce wzmagało rozdrażnienie, podkreślało brud, potęgowało odór infekujący nozdrza w każdym oddechu, sprzyjało gderliwemu niezadowoleniu szeptów podjudzonych do wzburzenia. Tu było inaczej niż w centrum Londynu, gdzie tańczyła na deskach scen, przygotowując się do kolejnych spektakli kulturowych. Tutaj tańczyła przed prostszą widownią. Ciągnącą do niej jak ćmy oczarowane szczerym, ciepłym płomieniem, ciągnącą jak kurz lepiący się do dłoni wysmarowanych miodem. Widownią szybko nauczoną, na szczęście, by nie wyciągać dłoni po nią, zaprzyjaźnioną z tutejszymi wygami, wyjadaczami.
Rozradowana poczuciem bezproblemowej lekkości półwila pląsała po uliczkach z rękoma rozłożonymi na boki, w błękitnej, gdzieniegdzie brudnej sukience, długiej, sięgającej kostek; pozbawionej rękawów. Jedno z ramiączek osunęło się niżej, odsłaniając mlecznobiały bark, nieskazitelny pomimo portowych warunków, w jakich przyszło jej mieszkać, żeby przeżyć. Na twarzy malował się uśmiech. Szeroki, wesoły. Zmrużone oczy skierowane miała w górę, z trudem patrząca na słońce wystające zza alabastrowych, puszystych chmur; aż do uszu dotarł dziwny, chropowaty dźwięk zachęcający do opuszczenia spojrzenia. Zerknęła więc w dół. Ktoś mocował się z drzwiami, kobieta, wyższa o przynajmniej dziesięć centymetrów; na jej głowie tkwił kaptur, ale po sylwetce dało się wydedukować jakiej była płci.
- Zgubiłaś klucz? - miłym, śpiewnym tonem zagadnęła Celine, oparłszy plecy o zimną ścianę kamienicy, do której próbowała dostać się Kina. Pochyliła się potem nieznacznie, w ten sposób próbując dojrzeć jej twarz - nieustannie uśmiechnięta, przyjazna, nieświadoma aktu, do którego dochodziło na jej oczach. - Ja też coś zgubiłam, ale średnio pamiętam co to było. Chyba chustka? Och, tak. Taka na głowę, pomarańczowa, w kwiaty. Stokrotki albo... mlecze? - sięgnęła dłonią ku górze i zastukała palcem wskazującym w brodę, gdy roziskrzone narkotykiem tęczówki zamgliły się wyrazem zamyślenia. Bez wróżkowego pyłu byłaby ostrożniejsza, ale to nic. Port był domem, w domu nie działy się złe rzeczy. Zbyt często. - Widziałaś gdzieś taką chustkę? - ale czy ta chustka w ogóle istniała? Półwili wydawało się, że tak, jednak trudno powiedzieć, czy w pamięci nie zaplątało się odleglejsze wspomnienie, z czasów, gdy miała przy sobie dużo więcej ubrań. A jeśli o ubraniach mowa... - Musi ci być strasznie ciepło - tym samym palcem, z zatroskanym zdziwieniem, wskazała na kaptur przysłaniający głowę nieznajomej, a potem zsunęła go w kierunku płaszcza wiszącego na ramionach.


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Komplikacje z kroplą smutku [odnośnik]11.05.22 15:25
Zamek w drewnianych drzwiach nie był skomplikowany, lekko zaśniedziały, metalowy, starego typu. Rozeznała się już wcześniej, że na wejście nie nałożono żadnych wybitnych zabezpieczeń. Ludzie mieszkający w porcie rzadko mieli umiejętności czy pieniądze na najęcie specjalisty, ale pozostawała czujna, bo w środku spodziewała się chociaż prostego typu pułapki, czegokolwiek, bo okolica przecież nie była bezpieczna, nawet jeśli drzwi nie znajdowały się od frontu ulicy, gdzie kręcić mogli się podchmieleni złodzieje.
Złodzieje od siedmiu boleści, rzecz jasna, nie profesjonaliści tacy jak ona.
Nasłuchiwała uważnie zbliżających się kroków, a po wyjęciu druta pociągnęła mocno za klamkę raz, drugi. No nic, poleci po śrubach. Łatwo było je przykręcić później z powrotem.
Miękki, dziewczęcy głosik nie miał prawa jej zaskoczyć, a jednak to zrobił - jakimś cudem stąpanie tej wiotkiej laleczki było na tyle ciche, że nie wyłapała go mimo skupienia, być może utonęło w szumie Tamizy przepływającej między kamieniami nadbrzeża.
Kina spojrzała na nią krytycznie z góry, strząsając luźny rękaw lewej ręki i opierając dłoń gdzieś w okolicy rozpiętego płaszcza, na pasku, do którego przytroczone miała wszystko, czego spodziewała się potrzebować; parę narzędzi, różdżkę, nóż i swoją sakwę.
- Tak właśnie się stało - rzuciła nieco oschlej niż powinna w tej sytuacji, naciągając kaptur mocniej na czoło, gdy obca próbowała pod niego zajrzeć. Nawet jeśli wciąż mogła spławić dziewczynę wymówkami, nie chciała, by ktokolwiek zapamiętał jej twarz. Zeszła kilka skrzypiących stopni, by stanąć bliżej, wciąż spowita aurą anonimowości. Blondyneczka zachowywała się nieco dziwnie, nad wyraz optymistycznie jak na tę część Londynu, zupełnie jakby spotkały się w sielankowej kornwalijskiej wiosce. Kina nigdy nie była w Kornwalii, ale tak sobie wyobrażała, że to hrabstwo wygląda. - Nie widziałam. - Nie interesowała jej historia zasranej chustki, myślała nad słowami, które zmusiłyby młodą do odwrotu. - Nie dotykaj mnie - powiedziała stanowczo, ale nie warkliwie, chwytając kościsty nadgarstek, gdy tylko sięgnął do jej kaptura. - Nie lubię słońca, mam od niego oparzenia. A ty nie powinnaś się szlajać z odkrytymi ramionami, i w ogóle co to jest za rzecz, że ci ramiączko opada? - Wykrzywiła usta. Idź już sobie. - Kusisz i gorszysz, w końcu cię ktoś złapie i porwie. - Chwilę rozglądała się ponad głową nieznajomej, upewniając się, czy poza drobną niedogodnością teren jest czysty. - Jesteś zaćpana w trzy dupy, co? - mruknęła, gdy znów spojrzała dziewczynie w oczy. Wielkich źrenic i wilgotnego błysku nie szło pomylić, na Crimson Street znała niegdyś sporo ćpunek i każdą tak samo gardziła.
Ale to by wiele tłumaczyło. Dziewczyna była za ładniutka na port, ale jeśli była ćpunką, pewnie miała tu sponsora.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Real life's nasty. It's cruel. It doesn't care about heroes and happy endings and the way things should be. In real life bad things happen. People die. Fights are lost.

Evil often wins
Kina Huxley
Zawód : Najemniczka
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Wariatem jest,
kto liczy na łagodność wilka,
na zdrowie konia,
na miłość młodego chłopca
i na przysięgi nierządnicy.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej
whore
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11111-kina-huxley https://www.morsmordre.net/t11158-szczurolap#343501 https://www.morsmordre.net/t11157-nie-podobasz-mi-sie#343479 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11163-skrzynia-pod-lozkiem#343535 https://www.morsmordre.net/t11159-kina-huxley#343508
Komplikacje z kroplą smutku
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach