Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ian Smith
AutorWiadomość
Ian Smith [odnośnik]04.05.22 20:56

Ian Lugh Smith

Data urodzenia: 10.06.1939
Nazwisko matki: Sheridan
Miejsce zamieszkania: Cork, Irlandia
Czystość krwi: półkrwi
Status majątkowy: ubogi
Zawód: stolarz, lotnik w oddziale łączności "Sowa"
Wzrost: 173 cm
Waga: 65 kg
Kolor włosów: brązowe
Kolor oczu: brązowe
Znaki szczególne: wyraźnie zarysowane mięśnie, podłużna blizna na lewej łydce, wyczuwalne pod palcami wgniecenie z tyłu czaszki



Boyd Smith pochodził z ubogiej rodziny zagorzałych irlandzkich patriotów. Walka o wolność i myśl niepodległościowa były ciągłymi, przewijającymi się przez dom tematami, wobec których nikt nie godził się sprzeciwiać. Jako syn wojskowego, należącego do jednego z oddziałów IRA, pragnął być taki, jak on, lecz wojenna rzeczywistość okazała się być bardziej brutalna, gdy bezpośrednio dotykała najbliższych. Po wybuchu pierwszych walk o niepodległość w obawie przed niebezpieczeństwem matka Boyda wyjechała wraz z synem na obrzeża Dublina, by przeczekać największy szturm, jednak ten zdawał się nie mieć końca. To właśnie wtedy, ukończywszy jedenasty rok życia Boyd otrzymał list z Hogwartu, tym samym wzbudzając w rodzinie wielką konsternację. Szkoła z internatem okazała się być idealnym sposobem na uchronienie dziecka przed życiem na zgliszczach, więc już wkrótce młody Smith wkroczył w nowy, zupełnie nieznany sobie świat.
Pannę Sheridan poznał na czwartym roku podczas żywej dyskusji w hogwarckiej Wielkiej Sali, kiedy to głośno wyrażał swój zawód przegraną wojną domową w Irlandii. Fidelma nieśmiało podzielała jego pogląd, choć wywodząc się z zamożnej rodziny twórców magicznych kufrów mało miała wspólnego ze światem mugolskim. Grzeczna i ułożona, od najmłodszych lat uczona szacunku do pracy nie od razu zapałała miłością do Boyda, lecz łącząca ich sympatia w ciągu kolejnych lat związać ich miała węzłem małżeńskim. Po ukończeniu szkoły oraz po długim boju stoczonym z rodzicami Fidelmy, którzy dla swej najmłodszej córki chcieli lepszego życia, niż u boku pozbawionego liczącego się w magicznym społeczeństwie zawodu czarodzieja - w dodatku pochodzenia mugolskiego - młoda para zamieszkała w Kilkenny. Chcąc zapewnić rodzinie przyzwoity byt Boyd zatrudnił się w browarze Smithwick’s, a Fidelma wykonywała w drewnie pomniejsze zlecenia w domowym zaciszu. Wkrótce po tym doczekali się pierwszego syna, Rodericka, mającego w przyszłości zostać wielką gwiazdą Quidditcha, a także wzorem do naśladowania dla młodszego brata.

Ian przyszedł na świat kilka lat później, kiedy to państwo Smith porzucili już wszelkie nadzieje na powiększenie rodziny. Chłopiec był bardzo ruchliwym i ciekawym świata dzieckiem, dla którego dyscyplina okazała się być trudną do przyswojenia lekcją. Niechętnie podchodził do obowiązków, składania ubrań czy nauki algebry; wolał spędzać czas na świeżym powietrzu, wśród własnych marzeń. Pani Smith z niezadowoleniem kręciła głową, prawiąc liczne morały i próbując nakłonić Iana do większej powagi, goniąc go do pracy przy drewnie. Proste czynności, choć nie wymagały wielkiego talentu, nie były dlań satysfakcjonujące, więc wykonywał ją z nadąsaną miną. Widząc że upomnienia są nagminnie lekceważone, pan Smith zmienił wobec syna techniki wychowawcze, coraz częściej groźnie unosząc nań rękę, co pogłębiało między nimi przepaść. Tylko starszy brat wzbudzał w nim zaufanie oraz wielką sympatię, kiedy wracając do domu w przerwach wakacyjnych i świątecznych, opowiadał chłopcu o nieograniczonym potencjale Hogwartu, tajemnych przejściach, sprawianych kolegom psikusach czy wreszcie o meczach Quidditcha, w których to młody Ian kochał się zasłuchiwać. Już wtedy pragnął być taki, jak on - zwinny, wysportowany, będący duszą towarzystwa, gwiazdą szkolnej drużyny. Śledził wyniki meczów, uczył się taktyki w teorii. Widząc że Ian wpatrzony jest wyłącznie w brata, państwo Smith polecili Roderickowi, by to on zasugerował młodemu, że z pracą nad sobą nie musi czekać do dnia przyjęcia do Hogwartu. Ian nie domyślił się fortelu i skupił na ćwiczeniach poprawiających siłę oraz zwinność, nie tylko podczas rzucania piłką w ogrodzie, ale i pomagając matce w warsztacie. Coraz chętniej nosił ciężkie skrzynie, ciął drewno i zbijał deski, z wolna kształtując i ukierunkowując swój zapał oraz pracowitość.

Zdobywane podczas pieszych wędrówek czy wspinaczki po drzewach siniaki oraz zadrapania goiły się na nim wolniej, niż w przypadku innych, obdarzonych magicznym talentem dzieci. Ian złościł się, że przez długie lata magia nie chciała się w nim przebudzić, tym samym przynosząc rodzinie żal oraz zwątpienie, czego starali mu się nie okazać. Sytuacji nie poprawiał także fakt, że najmłodsza pociecha państwa Smith, trzyletnia Georgina, z szerokim uśmiechem na dziecięcej twarzy dotykiem maleńkiej dłoni przemieniała drewniane klocki w słodycze. W rok przed jedenastymi urodzinami Ian podsłuchał rozmowę rodziców, którzy zmartwieni stanem syna planowali wysłać go do mugolskiej szkoły. Chłopiec wpadł w tak wielką furię, że wykrzykując przepełnione wściekłością słowa, jego głos zatrząsł fundamentami domu, odbijając się szerokim echem po najbliższej okolicy. Boyd i Fidelma Smith początkowo przerażeni nagłym wybuchem syna, odetchnęli z ulgą.



Mimo posiadania wygórowanych oczekiwań wysnutych na podstawie opowieści starszego brata, Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart okazała się przekraczać wszelkie wyobrażenia. Tiara Przydziału nie wahała się długo nad swoim wyborem, Ian Smith zasilił szeregi Domu Gryffindora. Zachłysnął się niezwykłym otoczeniem, natychmiast dając się porwać nowemu, magicznemu światu. Prędko zdobył pierwszych przyjaciół, którzy zauroczeni beztroskim nastawieniem oraz entuzjazmem, chcieli pozostać w jego towarzystwie. Z wiecznie poirytowanego dziecka, które nie miało pewności czy jego marzenia mogą się ziścić, stał się chłopcem roześmianym, żądnym przygód, podtrzymującym tendencję do wpadania w tarapaty. Szkolne przedmioty nigdy specjalnie go nie interesowały, wszystkie egzaminy zdając na przeciętne noty. Odnajdywał się wyłącznie na zajęciach z zaklęć, kiedy odkrył z jak wielką łatwością przychodzi mu rzucanie uroków, transmutacja czy obrona przed czarną magią. Smykałkę miał także do numerologii, której waga była mu latami wpajana przez matkę, łudzącą się że syn porzuci plany o sportowej karierze i wniknie w przemysł meblarski Sheridanów. Ian nie miał jednak zamiaru zmieniać marzeń, zwłaszcza że Roderick błyszczał już w drużynie Jastrzębi z Falmouth - miał być taki, jak on, a nawet lepszy!
Kiedy tylko dostał taką możliwość, dołączył do szkolnej drużyny Quidditcha, odznaczając się wyjątkową zwinnością i szybkością. Do treningów przykładał się zdecydowanie bardziej, niż do eliksirów czy historii magii, lecz wybiórczość zainteresowań sprawiła, że zdobywając pozycję ścigającego nie tylko zaczął odnosić sukcesy na boisku, ale i popularność poza nim. Podczas ćwiczeń z Roderickiem coraz lepiej radził sobie z taktyką, a nowymi pomysłami dzielił się z drużyną, która kilka lat później obrała go za swojego kapitana.
Quidditch nie był jedynym sportem, do którego Ian zapałał sympatią. Prawdziwej euforii doświadczał zawieszony w powietrzu, szukał więc różnych sposobów, by szlifować swoje umiejętności. Spędzając wakacje u rodziny matki w Cork po raz pierwszy zobaczył czarodziejów ścigających się ze sobą na miotłach. W samych wyścigach nie było nic zjawiskowego, tyle że gnali oni między płonącymi obręczami beczek, dokonując ryzykownych manewrów, celem zdobycia punktu za przerzucenie piłki przez ostatnią z obręczy. Mimo sprzeciwu rodziców Ian spróbował swoich sił w Aingingein i okazał się być w tym niezwykle dobry. Drobna postura, czujne spojrzenie i brak strachu na myśl o poparzeniach zaskarbiły mu sympatię kibiców tego irlandzkiego sportu. Gromkie brawa i uznanie w oczach wytrawnych graczy sprawiły, że od tamtej pory brał udział w rozgrywkach podczas każdego rodzinnego zjazdu.

Odnoszone w sporcie sukcesy wzmogły u Smitha pewność siebie. Świetnie czuł się będąc w centrum uwagi, więc chodził szkolnymi korytarzami ze stale przyklejonym do twarzy uśmiechem. Uwielbiał wprost opowiadać ciekawostki z meczów, czasem nieco podkolorowując dla lepszego efektu, okraszając je dodatkową gestykulacją, która porwie grono słuchaczy. Znał swoje umiejętności i lubił się przechwalać, ale nigdy nie przypisywał sobie cudzych zasług, zawsze uznając i szczerze chwaląc sukcesy innych. Wśród swoich fanów odnajdywał wiele dziewczęcych spojrzeń, na które odpowiadał z radością, ale i malującym się na twarzy rumieńcem. O ile zagrzewanie współgraczy do walki przed meczem czy namówienie kilku kumpli na realizację głupich psikusów nie stanowiło dla niego żadnego problemu, tak podczas rozmów z płcią piękną zdawał się zupełnie tracić głowę. Gdy tylko któraś naprawdę mu się spodobała, silił się na żarty, często na tyle mało śmieszne, by spotkać się wyłącznie z rozbawionym chichotem. Nie mogło być jednak aż tak źle, skoro jedna zgodziła się z nim wyjść do Hogsmeade! Tak bardzo przejął się przyjętą propozycją, że poprosił znajomego z roku, by nauczył go tańczyć. Spędził długie godziny na ćwiczeniu kroków oraz improwizacji, dając pokaz swojemu uporowi - Taniec to też sport, nie może być trudny!. Na odbywającej się w miasteczku potańcówce może i zabłysnął na parkiecie, lecz znajomość kroków, piruetu i poczucie rytmu nie zagwarantowały mu całusa. Do dziś przy płynącej z radia muzyce przytupuje do taktu i rusza biodrami, a nuż jeszcze kiedyś ta umiejętność mu się przyda.

Latem 1955 roku nieszczęśliwy wypadek w browarze Smithwick’s odebrał im głowę rodziny. Przytrzaśnięty wadliwym, rozsypującym się już kotłem warzelnym Boyd Smith zginął na miejscu. Wdowa otrzymała rekompensatę, lecz kwota była na tyle niska, że nie sposób odłożyć z niej oszczędności ani utrzymać się przez dłuższy czas. Fidelma Smith nie uległa namowom rodziców, którzy stale naciskali na jej powrót do rodzinnego Cork, uparcie twierdziła, że poradzi sobie z utrzymaniem domu i żałobą. Śmierć najstarszego Smitha odcisnęła na Ianie swoje piętno, bo choć nie pałał doń wielką miłością, to nadal był jego ojcem. Młody chłopak zamknął się w sobie, stał się bardziej milczący i niechętnie dzielił się swoimi emocjami. Starał się być wsparciem dla młodszej siostry, która mając zaledwie kilka lat, nie do końca rozumiała zaistniałą sytuację. Tamten lipcowy dzień był pierwszym na Ianowej ścieżce dorosłości i już wkrótce miał się o tym przekonać.
Sytuacja nie poprawiła się po powrocie do szkoły, gdzie wieść o tragedii przetoczyła się przez rówieśników, wywołując weń mieszane uczucia. Coraz głośniejsze były głosy zwracające uwagę na pochodzenie Smitha, a rzucane na korytarzu zaczepki nie pozostawały bez odzewu. Wdawał się w kolejne bójki, uparcie bronił imienia rodziny, nie godził się z atakami na mugolską społeczność. Po otrzymaniu kilku szlabanów za pojedynki nie widział w działaniu nauczycieli zrozumienia, zaczął chwytać za miotłę i uciekać w powietrze. Tylko w bezkresnej przestrzeni odnajdywał spokój, wszelkie przykre, męczące myśli spychając na skraj umysłu. W samotności stawiał sobie kolejne wyzwania, stale podwyższając poprzeczkę. Niestraszne mu były trudne warunki, zarówno śnieg, jak i burzowe chmury. Pędził przed siebie, ćwicząc ryzykowne zwody czy ścigając się z czasem. Raz na silnym wietrze stracił panowanie nad miotłą i wyrżnął w drzewo na skraju Zakazanego Lasu, twardo lądując na ziemi, a nim stracił przytomność zdążył tylko wystrzelić w niebo snop czerwonych iskier. Kilka następnych dni spędził przykuty do łóżka w skrzydle szpitalnym. Opiekun domu nie krył niezadowolenia, każąc go surową reprymendą oraz ujemnymi punktami. Te ostatnie były dla Gryfonów powodem do dąsów, ale nie trwały one długo. Kiedy po wyjściu ze szpitala Ian dostał od matki wyjca, wszystkim zmroziło krew w żyłach, nikt nie chciał znaleźć się na jego miejscu.

W maju 1956 roku przez Wielką Brytanię przetoczyła się fala Anomalii, a kierujący się gorącą głową Smith chciał porzucić edukację i wrócić do domu, by pomóc podupadającym na zdrowiu matce oraz siostrze. Wyraźny sprzeciw stawił wtedy Roderick, obiecując że mimo natłoku treningów, znajdzie czas, by dorobić na boku i pomóc rodzinie. Ianowi nie spodobało się zachowanie brata, nie chciał być odsuwany od poważnych spraw. Nie mógł zrozumieć dlaczego wśród wzmagających się na wyspach niepokojów on miał tkwić zamknięty w szkolnych murach z nosem w książkach. Nie zdołał się jednak postawić, posłusznie słuchając brata. Niezadowolony pozostał w Hogwarcie, tyle że zamiast skupić się na nauce i nadchodzących egzaminach, nadal oddawał się przestworzom, tym samym niemal zawalając część przedmiotów.
Niechętnie wrócił na ostatni rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa, podczas wakacji doskonale widząc jak trudna była sytuacja w rodzinnym Kilkenny. Roderick rzadko bywał w domu, stale zajęty własnymi sprawami. Matka z trudem wiązała koniec z końcem, nawet biorąc kolejne zlecenia na wytwórstwo mebli. Nadal uparcie odmawiała przeprowadzce do Cork, czemu Ian przestawał się dziwić, dostrzegając na jej twarzy determinację. Nie mogła opuścić miejsca, w którym założyła wspólny dom z ukochanym mężczyzną, a powrót do rodziny traktowała jako przyznanie się do porażki. Tylko mała Georgie nadal uśmiechała się szeroko, nie mogąc doczekać się dnia swoich jedenastych urodzin i wyprawy do Hogwartu, nadal nieświadoma ogromu niepokoju, jaki opanowywał Europę. Tego roku nie oszukiwał się już, że wszystko będzie dobrze. Nie, kiedy w kwietniu Londyn został zalany krwią niewinnych ludzi. Wściekły Ian nie potrafił pogodzić się z tą sytuacją, otwarcie nawołując rówieśników do podjęcia działań - bezskutecznie. Czuł się niezrozumiany, nie wiedząc dlaczego inni nie chcą się wychylać, kiedy na ulicach giną kolejni ludzie. Z czasem przestał nawet odpisywać na listy Rodericka, który starał się hamować jego buntowniczy nastrój. Gryfon nie rozumiał zachowania brata, przecież był przeciwny tym wszystkim szykanom, w jego żyłach płynęła mugolska krew, skąd więc ta ostrożność? Nie rozumiał jej, nie chciał rozumieć.
Podszedł do ostatnich egzaminów, otrzymując wysokie oceny z przedmiotów, do których się zwykle przykładał - obrony przed czarną magią, transmutacji, uroków oraz numerologii. Bez większego entuzjazmu odczytywał wyniki, wiedząc już, że w otaczającym go świecie, w zbliżającej się wielkimi krokami przyszłości, nie mają już żadnego znaczenia.



Ukończenie szkoły i oficjalne wkroczenie w dorosłość wiązało się z powrotem do Kilkenny na stałe, a zastana na miejscu sytuacja brutalnie obdarła go z resztek nadziei na dobrą przyszłość. Roderick nie wywiązał się ze swych obietnic, rzadko bywał w rodzinnym domu, pozostawiwszy matkę i siostrę na pastwę losu, które nie mogły utrzymać się z jednej pensji. Ian nie chciał przyjąć żadnych tłumaczeń o kiepskim stanie rynku pracy, jak i kraju w ogóle. Ślepo wierzył że nadal można coś z tym zrobić, wszak wystarczy włożyć weń trochę wysiłku. Nie rozumiejąc przedstawianych argumentów skłócił się z bratem, który dotychczas jawił się w jego oczach niczym mentor. Tamto wydanie Walczącego Maga wpadło mu w ręce przez przypadek, a znaleziony artykuł natychmiast zmroził krew w żyłach. Kontaktu z Roderickiem nie było już od kilku tygodni, Ian nie kibicował bratu, kiedy ten posłał tłuczek w kierunku oddziału Magicznej Policji. Nie było go wtedy na trybunach podczas towarzyskiego meczu Jastrzębi z Falmouth z Tajfunami z Tutshill, nie widział fali aresztowań, nie usłyszał krzyku sprzeciwu. Nikt nie spodziewał się, że Roderick zostanie stracony, panująca w domu żałoba pochłonęła wszelką nadzieję na lepsze jutro. Mimo wcześniejszej niechęci do brata Ian rwał się do walki, chciał pomścić jego oraz wszystkich innych niesprawiedliwie osądzonych. Na drodze stanęła mu matka, lecz nie wdając się w kłótnie, nie rzucając oskarżeniami. Zalała się łzami kiedy żal trawił jej serce, nie mogła stracić kolejnego syna. Po raz pierwszy widział ją w takim stanie, bezbronną i bezradną, załamującą ręce, błagającą, by został w domu i nie mieszał się do walki. Ian z trudem przystał na jej prośbę, nie chcąc być dlań kolejnym ciężarem i powodem do zmartwień. Smith zacisnął mocno zęby i poświęcił się pomocy matce przy kolejnych zleceniach na magiczne wyroby stolarskie, to w pracowni spędził całe wakacje szlifując swoje umiejętności. Niestety zamówień nie było na tyle, aby zapewnić im wszystkim godny byt, zwłaszcza że Georgie nie rozpoczęła nauki w Hogwarcie przez wzgląd na strach o jej bezpieczeństwo w murach tej szkoły. Mroźna zima nikogo nie rozpieszczała, z trudem, lecz wspólnie podjęli decyzję o przeniesieniu do rodziny matki w Cork.

Porzucił plan na karierę sportową, z niechęcią spoglądał nawet w kierunku stojącej w dzielonym z kuzynostwem pokoju miotły. Quidditch, Aingingein i wyścigi straciły na znaczeniu, lot w przestworzach nie przynosił już radości ani spokoju. Skłóciwszy się z miotłą, musiał znaleźć nowy sposób na oczyszczenie myśli. Odkurzył dawne zainteresowania sięgając po pergamin i kawałek węgla. Początkowo szkicował wyłącznie projekty zamówionych mebli, na szorstkiej fakturze kreśląc proste, schematyczne kreski. Prędko poszedł o krok dalej, odnajdując w czerni palców ukojenie nerwów. Widząc pochylonego nad rysunkami Iana, mała Gerogie zachęcała brata do dalszych ćwiczeń, prosząc o tworzenie wymyślanych przez siebie stworzeń czy portretów bliskich. Spędzany wspólnie z siostrą czas był jednym z nielicznych momentów, kiedy mógł zapomnieć o troskach dnia codziennego.

Podwinięty ogoń, pochylona głowa i trzymanie się bezpiecznego planu dalekie było od przynoszenia Ianowi satysfakcji. Tłumił w sobie gniew związany z bezsilnością i niezrozumieniem. Z wypiekami na twarzy śledził wszystkie wiadomości, szukając choć cienia szansy na zażegnanie wojny. Gwałtowny sprzeciw obudziła w nim świadomość, że śmierć Rodericka nie została pomszczona, a cholerni zwolennicy Ministerstwa Magii siali spustoszenie na coraz to większym terenie. Nie chcąc już dłużej godzić się z własną bezczynnością, w tajemnicy przed Sheridanami zaczął wymykać się w domu w poszukiwaniu tych, którzy mogliby wprowadzić go w plan działania. Drobne kłamstwa nie sprawiały mu trudności, tłumaczył je sobie koniecznością niezbędną do zapewnienia rodzinie bezpieczeństwa. Nie raz słyszał o dzielnych wojownikach niestrudzenie walczących o wolność, ale bez sprawdzonego kontaktu znalezienie ich graniczyło z cudem.

Zaraz na początku lutego w pracowni rzemieślniczej zrobiło się prawdziwe zamieszanie. Przyszła pilna prośba o pomoc w przemeblowaniu świetlicy wiejskiej na potrzeby mieszkalne. Na wzgórzach Quantock znaleziono mugoli, żyjących w trudnych warunkach obozowych. Sheridanowie nie chcieli angażować się w wojnę ani obierać stron, lecz kiedy chodziło o ludzkie życie nie odmawiali. Ian zerwał się wczesnym rankiem, by w pocie czoła pracować przy zbijaniu łóżek oraz szaf, a kiedy należało dostarczyć je na miejsce, sam też wybrał się do Doliny Godryka. Na widok tych wszystkich umęczonych twarzy schorowanych, pogrążonych w tragedii ludzi ponownie zapłonął w nim ogień niechęci do swojej bezczynności. Matce obiecał trzymać się z daleka, ale zgodził się przecież tylko dlatego, że nie chciał jej zostawiać samej. Teraz w Cork była wśród reszty rodziny, dlaczego miał nie stanąć do walki w imieniu wolności? Zaangażował się w pomoc mugolom, więc dnie dzielił pomiędzy pracą w warsztacie a wizytami w Somerset. Nareszcie miał okazję, by poznać tych, którzy bardziej aktywnie są zaangażowani w działania rebeliantów. Wypytywał o możliwość dołączenia do tych, którzy pomagali Haroldowi Longbottomowi i nie musiał daleko szukać. Podczas jednej z krótkich przerw rozmawiali o Quidditchu, Ian wspomniał o swojej szkolnej karierze, równocześnie zaznaczając, że porzucił już marzenia o wielkiej sławie. Towarzyszący mu wtedy czarodziej polecił, by mimo to zgłosił się do Oddziału Łączności “Sowa”, uciekając się do drobnego oszustwa, jakoby walki odbywać się miały w powietrzu. To przekonało Iana, żeby przemóc swoją niechęć do latania, lecz już pierwszego dnia okazało się, iż droga ta nie będzie wcale łatwa, a osób chętnych do podcięcia mu skrzydeł jest więcej, niż się spodziewał.
Rodzina w Cork nadal nie wie, że młody Smith w każdy wolny dzień zamiast odwiedzać potrzebujących, uczestniczy w szkoleniach dla lotników. Ian stale zwleka z decyzją, obawiając się reakcji matki, ale kiedy zostanie mu przydzielona pierwsza przesyłka, nie może jej przecież pozostawić w niewiedzy.



Patronus: Ian nie miał jeszcze okazji, by wyczarować Patronusa.

Statystyki
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 122 (rożdżka)
Uroki:62 (rożdżka)
Czarna magia:00
Uzdrawianie:00
Transmutacja:31 (rożdżka)
Alchemia:00
Sprawność:160
Zwinność:180
Reszta: 0
Biegłości
JęzykWartośćWydane punkty
angielskiII0
gaelicI1
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
KłamstwoI2
KokieteriaI2
NumerologiaI2
PerswazjaI2
SkradanieI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznawstwoI0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Neutralny--
RozpoznawalnośćI-
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Sztuka (rysunek)I0.5
Magiczne stolarstwoII7
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleIII25
QuidditchII7
Taniec współczesnyI0.5
AingingeinII7
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 12
Ian Smith
Zawód : n/d
Wiek : 18
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Ian Smith [odnośnik]Wczoraj o 12:39
Podbijam! Tutaj zgłoszenie rozwoju, a tutaj rezerwacja wizerunku.
Ian Smith
Zawód : n/d
Wiek : 18
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Ian Smith
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach