Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

[sen] księżniczka na wieży
AutorWiadomość
[sen] księżniczka na wieży [odnośnik]05.05.22 14:31
Wszystko spowijała mgła.
Nieprzyjemna, bladoszara, nie mająca w sobie niczego z fascynującego głębią mroku czarnomagicznego bytu, jakim władała - przypominała raczej lepki, pajęczy całun, przesłaniający widok, utrudniający zaczerpnięcie oddechu, kładący się cieniem na ostatnich rozkosznych doświadczeniach. Zasypiała, pogrążając się w tej wrogiej miękkości, a gdy się obudziła: znajdowała się w zupełnie innym miejscu, szarość ustąpiła ostremu promieniowi słońca, a rzeczywistość sennej marze, utkanej z najgorszych przewidywań.
Pokonano ją. Nie pamiętała jak, ale wiedziała, że stało się to, co najgorsze, najbardziej upokarzające. Obława Zakonu Feniksa, krzyki, inkantacje, świszczące promienie zaklęć, powietrze aż skwierczące od magii. Wściekłość zalewająca ją razem z krwią, obcą, własną; dziwne, obydwa strumienie wyglądały tak samo, mimo różnicy w czystości. Metaliczny posmak szybko zgasł w płomieniach ostrej woni porażki. Było ich więcej, nie dała im rady, nie w pojedynkę, zaskoczona; udało się jej zadać śmiertelny cios dwójce czarodziejów, nie pamiętała, czy na ziemię padł rudawy zdrajca Fox, Percival czy może jakieś Weasleyowe szczenię; to nieistotne, ostatnie, co zapamiętała przed utratą przytomności, było bolesne poczucie pustki. Odebrano jej różdżkę, zitanowe drewno, symbol mocy, ucieleśnienie potęgi - i to jej brak doskwierał jej w ciągu ostatnich godzin przytomności najokrutniej.
Ocknęła się w wieży, surowo wykończonej, zimnej, lecz wyposażonej w twarde łóżko, pusty stolik i kilka obrazów; ot, luksusowa cela, być może na szybko przystosowana do przyjęcia nietypowego gościa. Deirdre rozglądała się po wnętrzu skołowana i obolała; połatano ją, odruchowo sięgnęła do brzucha, który rozcięła mocna klątwa Greengrassa. Po głębokiej ranie została tylko blizna, a po eleganckiej, drogiej kreacji tylko wspomnienie; najwidoczniej uzdrowiono ją byle jak i przebrano ją w prostą czarodziejską suknię. Wspaniałomyślna łaska wroga, dbającego o to, by branka nie wykrwawiła się zanim zostanie wykorzystana ; wzruszyłaby się, gdyby nie pulsujący ból głowy oraz ten gorszy - cierpienie powracającej świadomości, punktującej konsekwencję porażki. Chwiejnie wstała z łożka, przeczesując posklejane krwią włosy drżącą dłonią, po czym ruszyła na obchód swojej wieży. Szukała możliwości ucieczki, przesuwała obdartymi opuszkami palców po okuciach okna, krawędziach murów, framudze drzwi, sięgała za obrazy - jeden z nich był wyjątkowo kiczowaty, półnaga Afrodyta wyłaniająca się z piany; pech czy przeznaczenie? - lecz nie znalazła nic, co mogłoby jej pomóc.
Wtem - po kwadransie? minucie? godzinie? - słyszała skrzypnięcie drzwi, odruchowo sięgnęła za pas pończoch, chcąc wyszarpnąć zza niego różdżkę, lecz palce natrafiły tylko na zgrzebny materiał bielizny. Ponownie zalała ją złość, gorycz, ostateczna furia; odebrano jej różdżkę, fioletowe drewno zniknęło w szlamich dłoniach. Jak mogła się z tym pogodzić? Moment, w którym pozbawiono ją możliwości czarowania napełniał ją okrutnym bólem - mniej cierpiała, otrzymując kolejne obrażenia w wyniku silnych uroków, od zaklęć, które doprowadziły ją do utraty przytomności, godności - a przede wszystkim tego, co stanowiło o jej istnieniu. Była Śmierciożerczynią, czarnoksiężniczką, oddała mrocznej magii swą duszę - a teraz, nie mogła z niej skorzystać. I ukarać pojawiającej się na progu arystokratki tak, jak na to zasłużyła, spółkując ze szlamolubnym zdrajcą. Przemknęła wzrokiem po sylwetce lady, po czym powróciła do kontemplacji obrazu Wenus. Wolała patrzeć na tę dziwkę niż na tą, która szczyciła się mianem lady.
- Interesujący wybór - stwierdziła obojętnie, w ramach przedłużenia powitania, obserwując obraz Wenus; w końcu odwróciła się jednak w stronę lady Mare, mierząc ją spokojnym spojrzeniem. Odważnie. Przychodziła do klatki lwicy i choć pozbawiona różdżki Śmierciożerczyni nie stanowiła już ostatecznego zagrożenia, i tak pojawienie się czarownicy bez uzbrojonej po zęby obstawy mocno ją zdziwiło.
- Lady Mare - powitała ją, przy pierwszym słowie wykrzywiając usta w grymasie specjalnie nieukrywanego obrzydzenia. Ta ruda kurwa nie zasługiwała na miano damy, na władanie tymi ziemiami, na kumulowanie w swych żyłach szlachetnej krwi. Zdradziła swoich przodków, magiczną tradycję, a także przyszłość swych dzieci. Jeśli Zakon Feniksa wygra: będą tarzały się w błocie ze szlamem, niczym świnie, pozbawione możliwości sięgania po wielkość. - Powiedziałabym, że cieszę się na lady widok, ale nie przywykłam do serwowania kłamstw - kontynuowała tonem zaskakująco melodyjnym, uprzejmym, prawie przyjacielskim - gdyby nie lodowate, martwe i w swej pustce przerażające spojrzenie czarnych oczu. Źrenice na dobre zlały się z tęczówką, a koci kształt oka podkreślał tylko zjadliwą żmijowatość spojrzenia. - Nie traktujecie chyba gości zgodnie z protokołem, prawda? Ale czegóż spodziewać się po miłośnikach szlamu... - westchnęła cicho, nonszalanckim gestem wskazując na pozbawioną dywanu podłogę, niewielkie okna, zakurzone obrazy i brak jakichkolwiek ozdób. O nieobecności wina i francuskich przekąsek nie wspominając. - To nie lady męża przedwczoraj pozbawiłam życia, prawda? - zapytała nagle z udawanym, sarkastycznym niepokojem, podnosząc posiniaczoną dłoń do ust, jakby właśnie przypomniała sobie popełnione na ważnym balu faux pas. Wiedziała, że nie, że Elroy żył; nie, inni padli na ziemię bez życia, zmieceni szmaragdową klątwą, lecz Greengrass ustał na własnych nogach. I to on ostatecznie ją pokonał. - Cieszę się, że lady mnie odwiedziła, ale wolałabym porozmawiać z kimś ważniejszym. Decyzyjnym. Nie z panią domu. Chyba, że pojawiła się tu lady by pokazać mi swoje dzieci, chętnie się z nimi zapoznam - kontynuowała nonszalanckim tonem, prawie tak, jakby ona sprawowała tutaj władzę, jakby miała nad czymkolwiek kontrolę. Nie miała, nie wiedziała, co ją czeka, czy ktoś ją szuka - i jak może wydostać się z tej przeklętej pułapki. Na razie była zbyt zmęczona i skołowana, by próbować wymyślić jakikolwiek plan; zdławiła panikę, stłumiła wściekłość; zamierzała grać na czas, nie dając się ponieść histerii. Wyjdzie z tego cało, musiała; dla Czarnego Pana, dla Tristana, dla dzieci, ale i dla dobra czarodziejskiego świata, który musiała ochronić przed terrorystami pokroju męża Greengrassówny.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 40
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
[sen] księżniczka na wieży
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach