Wydarzenia


Ekipa forum
Szkocja, Styczeń 1958 r.
AutorWiadomość
Szkocja, Styczeń 1958 r. [odnośnik]14.05.22 1:32
Dzisiejsza przemiana nadeszła niespodziewanie i była wręcz karygodna, gniewna i niezwyczajna, trwająca zdecydowanie krócej niż zwykle. O ile udało się kobiecie, mimo swoistego szoku, dobiec do kajdan, o tyle nie zdążyła już zapiąć w pełni całej tej plątaniny łańcuchów i zabezpieczeń, a więc gdy tylko jej druga strona się wydostała, zapewne nie miała większego problemu przed uwolnieniem się z potrzasku i ucieczkę na wzgórza Conic Hill, a następnie dalej, gdzie tylko łapy niosły.
Teraz jednak zbliżał się świt, a wraz z nim czas na odnalezienie drogi do domu, gdyby tylko bestia myślała logicznie i trzeźwo, to z pewnością odpuściłaby pościg, którego się właśnie dopuszczała. Jednak od tylu lat nie miała takiej okazji jak dziś, tyle lat była ukrywana przez swojego nosiciela, a dziś wreszcie zażywała odrobiny wolności. Natknęła się na mężczyznę kilka godzin po tym, jak opuściła swoje ziemie, a instynkt kazał się zatrzymać i zaatakować. Niestety ciężar ciała wilkołaka utrudniał ciche poruszanie się, a człowiek okazał się być na tyle czujny, by prędko zauważyć, że coś na niego poluje. To wtedy właśnie zaczął się cały pościg, choć już pierwsze oznaki świtu nie dawały o sobie zapomnieć, a wilkołak powinien szukać osłony, bezpiecznego schronienia, gdzie jej nosicielka będzie mogła przetrwać powrót swojego ciała i świadomości. Niestety pragnienie było silniejsza, ta przemożna chęć ukrócenia życia swojej ofierze była piękną perspektywą ziszczenia dzisiejszej nocy, jednak człowiek nie dał się tak szybko złapać. Już prawie go miała, gdy udało się zsynchronizować ruch łap tak, by choć musnąć pazurami łydkę mężczyzny, chcąc zranić i poczuć ten doprowadzający do obłędu zapach krwi. Próbowała to zrobić, ale czy jej się udało? Wydawało się jej, że czuła zetknięcie jej łapy z innym ciałem, ale czy faktycznie do tego doszło? Tego nie mogła być pewna, bowiem zmysły skutecznie wariowały, spojrzenie się rozmywało, w uszach słyszała coś na wzór dźwięku uderzania w bęben, a węch wciąż wskazywał obecność zapachu mięty, choć tak naprawdę nigdzie jej wokół nie było, ot była to ulubiona roślina ludzkiej części istoty.
Zaczynało się.
Początkowo wcale nie odpuszczała, ba, zwiększyła swoje szaleńcze tempo, jedynie po ciężkim i głośnym oddechu można było uznać, że coś się wydarzyło, że zaszła jakaś zmiana. Bestia jednak najwyraźniej nie miała instynktu samozachowawczego, zamiast tego wolała poświęcić wszystko pokusie. Nawet, gdy ból zaczynał wwiercać się w jej głowę, gdy poczuła pierwsze złamane żebro, gdy jej oczy nie widziały już nic poza ciemnymi plamami. Była tak skupiona na celu, tak oddana i harda, że nawet nie zważała na siebie. Osłabła, pierwsze potknięcie zignorowała, drugie już skutecznie wywołało skowyt, ale to trzecie sprawiło, że zwierzę padło do przodu, ryjąc swym ciałem w śniegu, wytrącając prędkość własnym ciężarem, który nagle niemal całkowicie przestał się poruszać.
Wilkołak wił się w bólu, próbując przyjąć pozycję bezpieczną, ochronić w brzuch i wtedy właśnie po lesie rozległ się chrzęst łamanych kręgów, które poruszały się widocznie pod skórą. To właśnie wtedy zwierzę straciło świadomość, a jej prawowita właścicielka miała zaraz ją odzyskać, by czuć każdą kość, każdy rozdzierający ból. Jeszcze nie przyszło jej się dowiedzieć, że dziś nie przyjdzie jej obudzić się na swoich ziemiach.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : 11 +2
UROKI : 5 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Szkocja, Styczeń 1958 r. Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Szkocja, Styczeń 1958 r. [odnośnik]15.05.22 20:55
Palec wskazujący i kciuk przetarły zmęczone chłodnym wiatrem oczy. Poprawił kołnierz pod szyją. Ciało kołysało się miarowo na końskim grzbiecie. Śnieg chrupał przy każdym kroku zwierzęcia. Obłok ciepłego powietrza wydobywał się z chrap. Wiatr ze świstem grał na pniach wyrastających z zamarzniętej ziemi. Świt jeszcze nie nastał, lecz śnieg odbijał błękitny półmrok od swej powierzchni sprawiając, że wcale nie było już tak ciemno. Nie mógł jednak czekać dłużej. Dzień wcześniej otarł się o grupę zwolenników obecnie panującego Malfoya. Musiał być w ruchu, nie mógł czekać dłużej.
Ostatecznie to poczucie samotności i monotonia podróży pozwoliła mu zrozumieć, że na swoje nieszczęście jednak nie był sam. Warstwa śniegu ugięła się z chrzęstem pod czymś większy, cięży, innym. Nie pasowało to do rytmu podróży. Instynktownie sięgnął po różdżkę spowalniając, a potem zatrzymując wierzchowca. Włosy na karku zjeżyły się w napięciu. Kolejne uderzenia serca, warkot i wszystko stało się aż nazbyt oczywiste. Pięty pogoniły eatonana. Tylko to, że nie stał po łydki w śniegu uratowało mu życie. Kształtna kula futra, szponów i zębów z łoskotem opadła w miejsce w którym się znajdował. Wilkołak. Krew zaszumiała w uszach.
W półmroku manewrował lejcami. Ścieżka była przysypana śniegiem, nieprzewidywalna. Wiedział, że musiał jak najszybciej wydostać się poza las i wznieść w powietrze. Skierował apodyktyczne drewno pau ferro za plecy wypowiadając kilka inkantacji na oślep. Expulso, Commotio, Aeris. Czy trafił, czy jedynie roztrzaskał jeden z nagich pni...? Zaryzykował. Obejrzał się za siebie i zobaczył, jak wilkołak odbił się od ziemi i wielkim susem szybował w jego stronę. W akcie desperacji Skamander szarpnięciem lejc złamał linię końskiej szyi zmuszając zwierzę do gwałtownego, nagłego manewru. Wierzchowiec zgodnie z oczekiwaniami nie mógł zachować równowagi - przewrócił się zrzucając jeźdźca. Tylko dzięki temu wilkołak nie wyszarpał mu zębami krtani. Szponiasta łapa jednak przygwoździła go do ziemi. Pazury przebiły się przez zimowy materiał szaty jak przez masło, a potem to samo uczyniły z ludzką skórą - Expulso! - wyciągnął różdżkę, niemalże stuknęła w tors bestii czubkiem. Musiał zyskać dystans. Caeco- posłał jeszcze by zdezorientować, a potem biegł. Nienawidził biegać. Tym bardziej, kiedy był do tego zmuszany przez wilkołaka.
Nie był pewien czy to było piętnaście minut, czy półtorej godziny nieustannego biegu przeplatanego zaklęciami. Wreszcie... Pomyślał patrząc na słońce które wzeszło na horyzoncie, słysząc bolesny skowyt - na wpół zwierzęcy, na wpół ludzki. Cały był zapocony i zmęczony. Nawet gdy udało mu się unormować oddech wciąż czuł nieprzyjemny chłód w płucach. Wiedząc, że zagrożenie minęło, zaczął powoli wracać do miejsca w którym ostatni raz widział swojego konia. Teraz jeszcze bardziej odczuwał potrzebę zmiany okolicy.
Kiedy wracał po częściowo zatartych przez zawieję śladach swojej pogoni natrafił dość szybko na sprawcę niebezpiecznej sytuacji. Kobieta leżała w śniegu. Zaczerwieniona skóra prowadziła z góry przegraną walkę o ciepło. Anthony nie patrzył jednak na nią ze współczuciem. Był pełen pretensji, wyrzutu i niechęci. Spoglądając na nią z góry, trzymając różdżkę wyraźnie nad czymś się zastanawiał, kalkulował, a może nawet walczył. Ostatecznie westchnął ciężko i sięgnął po kobietę. Przerzucił ją mało finezyjnie przez zdrowy bark, tak, że zwisała głową w dół - Zacznij się szamotać, a puszczę. Nie będę się oglądać za siebie. - zapowiedział nie wiedząc, czy jest świadoma sytuacji czy nie.

***

Resztkami sił znalazł miejsce na obóz. Rozpalił ognisko. Kobieta którą znalazł miała w tym momencie na sobie jedną z jego koszul. Nie był zadowolony. Trudne banickie warunki życia sprawiły, że był w posiadaniu trzech. Teraz miał w zasadzie półtorej. Nie wiedział jeszcze jak miał traktować tą o poszarpanym i okrwawionym lewym rękawie. W tym momencie siedział przy ognisku i próbował sprać ślady śniegiem. Wilkołak w ludzkiej skórze leżał zaś ze związanymi ciasno rękami i nogami pod moherowym pledem. Pachniał koniem i potem.
Skamander po tym, jak zdał sobie sprawę, że lepiej nie będzie wysuszył koszulę zaklęciem, złożył i schował do torby. Potem dorzucił do metalowego kubka garść śniegu przygotowując przysmak każdego buntownika - wrzątek. Wokół panowała typowo zimowa szaruga. trudno było powiedzieć czy było to popołudnie, wieczór, czy ranek.


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Szkocja, Styczeń 1958 r. [odnośnik]21.05.22 23:35
Ból rozdzierał jej ciało, kość łamała się za kością, ścięgna pękały bez żadnego wysiłku, zupełnie jak zbyt naciągnięte struny skrzypiec przy nadmiernym szarpnięciu. Syknęła głośno przy podnoszeniu, gdy kolejna kość chrupnęła echem. Chciała protestować, wbić pazury w ramię nieznajomego, wywołać cierpienie i odzyskać swoją wolność, móc dogorywać w samotności, ale umysł był na tyle pusty, że żadna komenda ostatecznie nie została wywołana, nawet jeżeli bardzo się starała.
Obcy głos zaszemerał w jej uszach i choć nie rozpoznała słów przez rozdzierający ból, tak starała się nie ruszać. Mogła mieć kłopoty, ale teraz nie była w stanie myśleć o ucieczce, będąc całkowicie bezbronną i choć jej ciało nie uznawało braku ruchu przy kolejnym łamaniu kości i telepaniu się z bólu, tak najwidoczniej musiała wstrzymać własne odruchy na tyle, by nieznajomy zaniósł ją tam, gdzie chciał.

***

Nie pamiętała nic, prócz bólu i osłabienia, które spadło na nią nagle, wyciskając powietrze z płuc. Poderwała się niespodziewanie, choć chwiejnie, nie spodziewając się skrępowanych rąk i nóg, które skutecznie wprawiły jej ciało w bujnięcie się. Coś nie grało, zdecydowanie. Marszcząc brwi i wysilając wciąż pokracznie działający wzrok, zlustrowała otoczenie, poczynając os siebie; pledu, który częściowo zrzuciła i koszuli, która była jej całkowicie obca. W pierwszym momencie sądziła, że to Everett napotkał jej ciało w bezruchu na swej drodze do pracy, ale teraz była pewna, że to nie to. Na szczęście była na tyle oswojona ze swoją nagością po pełni, że nawet teraz nie czułaby się z tym źle, a ubiór jedynie nadawał jej jeszcze większej pewności siebie, mimo prowizorycznych kajdan.
Im szerzej patrzyła, tym więcej obcych elementów dostrzegała. Gdzie była i skąd tu się wzięła? Pamiętała, jak nie udało jej się zapiąć w łańcuchy, wiedząc, że wilkołak pokona to połowiczne zabezpieczenie, pamiętała swój lęk przed nieznanym, ale teraz… Była zdezorientowana i wściekła. Ten pchlarz zawsze wracał do domu, za każdym razem, gdy udało mu się wyślizgnąć w pierwszych latach, więc co się stało teraz? Szukała wzrokiem, aż jej oczy odnalazły twarz mężczyzny, który stał koło oślepiającego ogniska. Ogień, kolejna rzecz, której wilkołacze zmysły się obawiały, ale ona nie truchlała, przezwyciężając tę manię. Była wściekła, nie tu powinna się znaleźć i za swą niedolę miała tym razem kogo obwiniać. Kto nakarmi aetonany? Zawsze ona robiła to robiła, jako jej swoisty rytuał, gdy mogła pobyć z nimi chwilę sam na sam przed kolejnym, ciężkim dniem pracy. Musiała czym prędzej się stąd wydostać i wrócić do siebie.
Nie była mu wdzięczna za ogrzanie i uchronienie przed niechybnym zamarznięciem wśród okolicznych śniegów. Las zwykle był dla niej łaskawy, czerpała z niego mentalną siłę i spokój. Tym razem jednak znalazła się w potrzasku i to nie z własnej winy, przynajmniej tak też podejrzewała- Co to ma znaczyć? – mruknęła z oburzeniem, cofając się mozolnie i obserwując mężczyznę poirytowanym spojrzeniem. – Szaleju się najadłeś? Rozwiąż mnie parszywy troglodyto! – warknęła, szamocąc dłońmi, aż piekły ją nadgarstki, ale wciąż to był ledwo docierający do jej zmysłów ból, przynajmniej teraz, po przemianie. Prawdopodobnie zdzierała skórę do krwi, ale nie zważała na to, dopóki nie była w stanie poczuć, bądź zauważyć barwiącej sznur krwi. Była zbyt wściekła, każde zniewolenie wprawiało ją w coś pomiędzy szokiem, a szaleństwem. Odebranie wolności było rzeczą najgorszą, najbardziej plugawą, straszniejszą od śmierci, dlatego była tak okrutnie zła. – Nic ci nie uczyniłam – dorzuciła jeszcze, choć miała wrażenie, że musiała wyrządzić mu jakąś krzywdę, skoro znajdowała się w takim potrzasku. Zacisnęła mocno zęby, próbując się oswobodzić mimo bólu. Była zażarta w czynach, uparta do granic, a i miała swoje własne motywacje, te najbardziej skupione na własnych powinnościach i właśnie dlatego wiedziała, że nie ustąpi staraniom o odzyskanie wolności, nawet mimo kolejnym cierpieniom. W tym momencie, gdyby oczywiście miała wolne ręce, to z pewnością by go rozszarpała, a tak... Bez różdżki i wolnych dłoni mogła jedynie złorzeczyć i nie szczędziła tego, gdyż Szkockie wybredności płynęły potokiem.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : 11 +2
UROKI : 5 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Szkocja, Styczeń 1958 r. Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Szkocja, Styczeń 1958 r. [odnośnik]29.05.22 17:44
Z nieprzytomną kobietą ciężko się podróżowało, lecz to uszkodzone (z jej powodu!) lotki eatonana stanowiły prawdziwą bolączkę. Dystans, jaki mógł pokonać w ciągu dnia uległ wyraźnemu skróceniu. Płynny, podniebny lot był też mniej męczący niż naziemny kłus. Skamanderowi zależało jednak na tym by się oddalić. Nie był w końcu pewien, czy dziewczyna się "zerwała", czy umyślnie puściła się "luzem" w las, a może ktoś jej będzie szukał? Jeżeli tak - to z jakimi zamiarami? Nie chciał nadstawiać karku. Oddalił się na tyle na ile pozwoliły mu możliwości.
Patrząc w trzaskający ogień zastanawiał się co powinien zrobić dalej. Dziewczyna była problemem, jak i niebezpieczeństwem - dla niego, siebie i wszystkich dookoła. Moment w którym odzyskała człowieczeństwo stał się dość niezręczny. Nie potrafił odebrać jej życia podciągając to pod samoobronę, ani też dobić nazywając to miłosierdziem. Bycie mordercą z zasadami nie było proste. Wojna, wbrew pozorom, wcale tego nie ułatwiała. Ostatecznie to krótka refleksja dotycząca sojuszu z wilkołakami przechyliła szalę na jej korzyść, choć sama świadomość jego istnienia średnio trafiała do aurora właśnie przez takie sytuacje jak dziś - jak miał uważać wilkołaki za skuteczne narzędzie, siłę do walki, skoro te nawet same siebie nie potrafiły kontrolować...? Już dawno wycenił użyteczność tych stworzeń - trochę tępe, obusieczne ostrze. Nie wiedział czy była jednym z tych przynależnych do Zakonu, czy też miała predyspozycje by się takim stać. Zastanawiał się, a na wpół wytopiona bryłka śniegu unosiła się na powierzchni wody co rusz, hipnotyzująco zmniejszając swoją objętość. To jednak niemrawy ruch więźnia przyciągał spojrzenie.
Kobieta powoli wychodziła z oszołomienia. Ciężkie, moherowe okrycie zsunęło się ukazując dość skąpe i prowizoryczne. W zasadzie w świetle paleniska Skamander niechętnie musiał przyznać, że jego koszula była bardziej rozciągnięta i wymięta niż sądził. Wilczyca wydawała się przez to drobniejsza, a towarzyszący jej letarg dodawał jej leniwej miękkości. Można byłoby się nawet pokusić o stwierdzenie, że cała scena była przyjemna dla oka gdyby tylko kobieta nie otworzyła ust i gdyby nie był dobitnie świadomy tego, jak była niebezpieczna.
Anthony zmarszczył brwi w niezadowoleniu. Gdzieś w połowie jej pretensji oparł łokieć na udzie, a brodę na zwiniętej w pięść dłoni. Wiła się jak ryba wyrzucona na ląd próbując się bezskutecznie wyswobodzić.
- Pilnuj języka. Nie jest to część ciała z którą nie można się rozstać - przestrzegł, chcąc jednocześnie chłodną i niewzruszoną postawą przypomnieć, że zgodnie z konwenansami to osoba niespętana miała pierwszeństwo w zadawaniu pytań skrępowanej. To nie było spotkanie przy kawie i rurkach z kremem. Na razie zignorował wcześniejsze pytania, skupiając się zaraz na jej ostatnim zapewnieniu. Nie mógł powstrzymać rozbawienia więc zaśmiał się lekko. Przesunął dłonią po brodzie w zastanowieniu.
- Nic mi nie uczyniłaś... - powtórzył po niej smakując raz jeszcze absurdalnego wydźwięku tego zlepka słów. Spoważniał. - Jak więc myślisz. Jestem łotrem uprawiającym dziwnego rodzaju zbieractwo polegające na wyciąganiu kobiet z zasp po pełni i niechybnie stałaś się moją kolejną, niewinną ofiarą którą zrzucę do piwnicy gdzieś między opałowe drewno, a truchła poprzedniczek? A może widziałem jak kogoś zabijasz, ledwo sam uszedłem z życiem i się teraz właściwie zastanawiam, czy dostarczyć cię do rodziny nieboszczyka na osąd, czy samemu osądzić? Hm...? - Uniósł lekko jasną brew wyżej dając jej chwilę na krótka refleksję. Oczywiście sposób w jaki się wysławiał świadczył, że rzeczywistość naturalnie skłaniała się ku drugiemu scenariuszowi. Czuć było w głosie aurora szczery żal. Nie był on związany ze śmiercią wymyślonego towarzysza - to było kłamstwo. Po prostu otarł się dziś o śmierć i nie był zadowolony, że niedoszła zabójczyni nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo zmuszała go do walki o życie. Był więc trochę... złośliwy. Nie było na jego twarzy grama rozbawienia. Kłamał, a chłodny i podszyty nutą złości ton miał utwierdzić czarownicę w błędnej myśli. - A może masz inny pomysł dla którego jesteś spętana jak prosie w środku niczego? Chętnie posłucham, cokolwiek by to miało znaczyć - rzucił cierpko, kwaśno parafrazując jej własne słowa i odwracając je przeciwko niej samej. Bystre, zielone oczy wlepiały się w nią w oczekiwaniu na to co powie, zrobi, jak się zachowa.

|turlam na kłamstwo III


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Szkocja, Styczeń 1958 r. [odnośnik]29.05.22 17:44
The member 'Anthony Skamander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 35
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szkocja, Styczeń 1958 r. Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Szkocja, Styczeń 1958 r. [odnośnik]09.06.22 18:54
Mężczyzna, którego kontur zaczynał nabierać odcieni i barw, wyglądał jej na dziwnie zafrapowanego sytuacją w której się znalazł, a może i było to jej złudne, pierwsze spostrzeżenie, które ośmieliła się wysunąć we własnych myślach. Była jednak surowa i stanowcza w swych osądach, w tych czasach, gdzie wojna szalała w Anglii, zbliżając się niebezpiecznie do granic jej ojczyzny, była pewna tego, że nie może się wahać, ani w czynach, ani słowach, a tym bardziej myślach. Musiała być zdecydowana, bo a nóż niegdyś wojna zawita pod jej drzwi i zmusi ją do uczynienia kroku, podjęcia jakiejkolwiek decyzji,  choćby tej, która wymagałaby ukorzenia się do działania dla czegoś poza własnym interesem. Myśl o potencjalnym ujawnieniu się nie napawała jej chęcią wsparcia wojennych batalii, dlatego trzymała się od tego możliwie jak najdalej. Jej życie należało do niej, to ona podejmowała decyzje i choć było to egoistyczne, zamierzała tak trwać na tyle długo, na ile tylko była w stanie.
Była wilkołakiem, a lata bezlitosnej praktyki, wizyt brygadzistów o świcie i cały gmach wokół jej klątwy spowodował jedynie, że uniewrażliwiła się na własną nagość. Owszem, wciąż nie pochwalała oczu skierowanych ku jej odkrytemu ciału, ale też i nie wprawiało jej to w oburzenie, przynajmniej nie wtedy, gdy wiedziała, że przebyła długą, bolesną drogę, aby móc wrócić do swojego ciała, tego, które znała od zawsze. Nie skuliła się więc pod wzrokiem obcego, nie okazała przyzwoitej nieśmiałości, była w końcu okryta, może zaledwie leciwą koszulą, ale jednak na tyle, by czuć się względnie komfortowo. Już więzy sprawiały jej większy dyskomfort niż to oceniające spojrzenie, któremu wyszła naprzeciw własnym, złożonym z szeroko otwartych, choć nie do końca jeszcze widzących, stalowoniebieskich oczu. Czuła się tak, jakby w tej chwili próbowano podjąć decyzję, czy jest bardziej człowiekiem, czy tym wilkiem, który wcześniej szarżował pochłonięty instynktem. W tej postaci miała coś z obu, bowiem jej nastrój był rozjuszony podobnie do wilka nocą.
Zmarszczyła brwi przy wydźwięku tej pierwszej wymierzonej w nią oszczędnej groźby, zastygając na chwilę, zaledwie kilka niewymiernych sekund w których jej mięśnie spięły się w wyrazie nieprzejednanego buntu, dyktowanego pod wrzącą krew w żyłach Szkotki. Zanim jednak kolejne cierpkie słowa zdążyły opuścić jej usta, powstrzymała ich potok przygryzieniem języka, nie robiąc tego z uwagi na ewentualne przelęknienie się jego słowami. Potrzebowała czasu, wystarczająco dużo, by pomyśleć, a jej własny gniew, jej bezsilność i irytacja, które w kumulacji wywołały potok cierpkich oskarżeń, miały jej to zapewnić, skupić uwagę na samej rozmowie, bezsensownych słowach. Nie mógł jej zastraszyć perspektywą wyrządzenia jej krzywdy, nie istniała bowiem żadna potencjalna ścieżka, której się lękała; wszystko, co mogła, straciła już lata temu, wraz z częścią własnej wolności, którą parszywie zawłaszczyła sobie likantropia.
- Jesteś nielogiczny – skwitowała nonszalancko, bez choćby cienia zawahania. Znała siebie, jak i bestię, którą trzymała pod skórą, walczą z nią niejednokrotnie w chwilach przemęczenia o każdą chwilę przewagi nad ciałem. Wilk nie był syty, nie zdążył się więc posilić. Rozejrzała się wokół, już zupełnie teatralnie, jedynie dla elementu tego absurdalnego spektaklu. Pokręciła głową z zawodem, jakby naprawdę spodziewała się czegoś lepszego po nieznajomym. Jeżeli chciał kłamać, musiał wymyślać kłamstwa tak, by dało się w nie uwierzyć, znaleźć prowizoryczne dowody, bądź wymyśleć historyjkę w których nie będą one potrzebne. – Ciało – powiedziała cicho, uśmiechając się krzywo, to przecież było tak oczywiste. – Gdzie jest to ciało z którego z mojej winy uszło życie? – Skrzyżowała spojrzenie z mężczyzną, a stalowoniebieskie tęczówki uważnie pochwytywały jego wzrok, jakby chciała widzieć jego oczy, obserwować je, gdy będzie kłamać, iść za ciosem, bo nie spodziewała się po nim niczego więcej. Postanowiła ułatwić mu zadanie, prostując tę sytuację odrobinkę bardziej, jedynie dla własnej satysfakcji, choć wciąż pozostawiając sobie kilka cennych kart w kieszeni. – Zaprowadź mnie tam, gdzie ono jest. Jeżeli mój osąd miałby być sprawiedliwy, może nawet zakończyć się śmiercią, to tym bardziej mam prawo zobaczyć skutki mojego okrucieństwa – uniosła wyżej brodę, odsłaniając przed nim jedynie tyle, ile chciała mu pokazać. Nie obawiała się, ba, gdyby faktycznie zamordowała niewinnego, to niemal z wielką ulgą oddałaby się w ręce sprawiedliwości, nie bała się jej, a jedynie ta ścieżka, choć brutalna, mogła jej pozwolić odzyskać coś, czego pragnęła niezmiennie już ponad osiem długich lat. Dopóki jednak żyła, nosząc ciężkie brzemię własnej klątwy, to miała zamiar z nią walczyć, pełnię za pełnią, aż do momentu słodkiego ukojenia, które nadejdzie wraz z dniem jej wiecznego spoczynku, czy to w ciągu najbliższych dni, lat, czy dopiero na starość. Trzymała się dzięki pracy, poświęcając każdą pojedynczą chwilę swojej hodowli, zwierzętom za które była odpowiedzialna, obowiązkom, które spoczywały na jej ramionach. Radziła sobie z samotnością po śmierci rodziców, uporała się z nienawiścią do brata, który zdradził rodzinne więzy w noc w którą pozbawił ją wolności, próbując zamordować w amoku wilkołaczego szału, a ostatecznie, zupełnym przypadkiem, obdarowując ją tym nad czym sam nie panował. Przepracowała traumy, nauczyła się życia na nowo, odrobiła lekcje z życia i wzięła się do pracy i zrobiła to wszystko sama, nie oglądając się na nikogo, nigdy nie prosząc o pomoc, choć przez pierwsze trzy lata pełnie odbierały jej zmysły do tego stopnia, że powrót do pracy odpokutowywała na własnym zdrowiu. Była zwykłą kobietą, żyjącą w całkowitym zaciszu Szkocji, wykonującą swoją pracę i żyjącą z dnia na dzień, jak reszta społeczności. Wyszarpała sobie samodzielnie tę niewielką namiastkę normalności i nie zamierzała teraz dać jej sobie odebrać.
- Dlaczego jestem spętana w środku niczego? – uniosła jedną brew, powtarzając to pytanie w najbardziej przyziemnym retorycznym tonie. – Cóż, skoro już tak ładnie prosisz o moje założenia, to nie śmiem odmówić – gorycz spłynęła z jej języka wraz z zaciętością słów, które opuszczały jej usta. Przekręciła związane, ścierpłe nadgarstki, pozwalając sobie na kilka dodatkowych chwil przerwy, jakby musiała poprawić swoją pozycję dla wygody, która należała się przy długich opowieściach, co jeszcze bardziej podkreślało jej aroganckie podejście. – Skoro zakładasz, że kogoś zamordowałam, to znaczy, że napatoczyłeś się na moją drugą stronę medalu, co w sumie dodatkowo potwierdza fakt, że mam na sobie fragment odzieży, który prawdopodobnie należy do ciebie. Zapewne próbowałam wyrządzić ci krzywdę, choć uznajesz zarazem, że nic ci nie uczyniłam, więc pozwolę sobie założyć, iż moje sumienie jest czyste. Jestem tu tylko dlatego, że nie potrafiłeś uśmiercić bestii na miejscu, bo gdy przybrała na powrót ludzkie ciało, uznałeś, że może jednak był to czysty zbieg okoliczności, przypadek. Poddałeś w wątpliwość swoją pierwotną myśl i postanowiłeś to sprawdzić, zaciągając mnie właśnie tu, a przez swoją przezorność spętałeś mnie… Jak to określiłeś? – udawała, że próbuje przypomnieć sobie to konkretne określenie, którym ją uraczył, choć przecież tak naprawdę pamiętała je doskonale. – Jak prosię, tak. Właśnie dlatego tu jestem. Sprawdzasz, testujesz, a może już powoli zaczynasz żałować, że mnie wtedy nie zabiłeś – przechyliła głowę, kończąc swój wywód ze zbłąkanym uśmiechem, który nie sięgał jednak oczu. Czy żałowała, że nie udało jej się zabezpieczyć na czas? Owszem. Jednak nie uważała, że doszło do tragedii. Nie wyglądał na rannego, nie dostrzegła nic, ani jednego śladu, który mógłby świadczyć o tym, że zrobiła mu coś, czego mogłaby żałować. Żył, a więc powinien się na tym skupić zamiast próbować ją zwodzić, wymuszać na niej poczucie winy, którego nawet nie zamierzała wziąć do siebie.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : 11 +2
UROKI : 5 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Szkocja, Styczeń 1958 r. Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Szkocja, Styczeń 1958 r.
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach