Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Szkocja, Styczeń 1958 r.
AutorWiadomość
Szkocja, Styczeń 1958 r. [odnośnik]14.05.22 1:32
Dzisiejsza przemiana nadeszła niespodziewanie i była wręcz karygodna, gniewna i niezwyczajna, trwająca zdecydowanie krócej niż zwykle. O ile udało się kobiecie, mimo swoistego szoku, dobiec do kajdan, o tyle nie zdążyła już zapiąć w pełni całej tej plątaniny łańcuchów i zabezpieczeń, a więc gdy tylko jej druga strona się wydostała, zapewne nie miała większego problemu przed uwolnieniem się z potrzasku i ucieczkę na wzgórza Conic Hill, a następnie dalej, gdzie tylko łapy niosły.
Teraz jednak zbliżał się świt, a wraz z nim czas na odnalezienie drogi do domu, gdyby tylko bestia myślała logicznie i trzeźwo, to z pewnością odpuściłaby pościg, którego się właśnie dopuszczała. Jednak od tylu lat nie miała takiej okazji jak dziś, tyle lat była ukrywana przez swojego nosiciela, a dziś wreszcie zażywała odrobiny wolności. Natknęła się na mężczyznę kilka godzin po tym, jak opuściła swoje ziemie, a instynkt kazał się zatrzymać i zaatakować. Niestety ciężar ciała wilkołaka utrudniał ciche poruszanie się, a człowiek okazał się być na tyle czujny, by prędko zauważyć, że coś na niego poluje. To wtedy właśnie zaczął się cały pościg, choć już pierwsze oznaki świtu nie dawały o sobie zapomnieć, a wilkołak powinien szukać osłony, bezpiecznego schronienia, gdzie jej nosicielka będzie mogła przetrwać powrót swojego ciała i świadomości. Niestety pragnienie było silniejsza, ta przemożna chęć ukrócenia życia swojej ofierze była piękną perspektywą ziszczenia dzisiejszej nocy, jednak człowiek nie dał się tak szybko złapać. Już prawie go miała, gdy udało się zsynchronizować ruch łap tak, by choć musnąć pazurami łydkę mężczyzny, chcąc zranić i poczuć ten doprowadzający do obłędu zapach krwi. Próbowała to zrobić, ale czy jej się udało? Wydawało się jej, że czuła zetknięcie jej łapy z innym ciałem, ale czy faktycznie do tego doszło? Tego nie mogła być pewna, bowiem zmysły skutecznie wariowały, spojrzenie się rozmywało, w uszach słyszała coś na wzór dźwięku uderzania w bęben, a węch wciąż wskazywał obecność zapachu mięty, choć tak naprawdę nigdzie jej wokół nie było, ot była to ulubiona roślina ludzkiej części istoty.
Zaczynało się.
Początkowo wcale nie odpuszczała, ba, zwiększyła swoje szaleńcze tempo, jedynie po ciężkim i głośnym oddechu można było uznać, że coś się wydarzyło, że zaszła jakaś zmiana. Bestia jednak najwyraźniej nie miała instynktu samozachowawczego, zamiast tego wolała poświęcić wszystko pokusie. Nawet, gdy ból zaczynał wwiercać się w jej głowę, gdy poczuła pierwsze złamane żebro, gdy jej oczy nie widziały już nic poza ciemnymi plamami. Była tak skupiona na celu, tak oddana i harda, że nawet nie zważała na siebie. Osłabła, pierwsze potknięcie zignorowała, drugie już skutecznie wywołało skowyt, ale to trzecie sprawiło, że zwierzę padło do przodu, ryjąc swym ciałem w śniegu, wytrącając prędkość własnym ciężarem, który nagle niemal całkowicie przestał się poruszać.
Wilkołak wił się w bólu, próbując przyjąć pozycję bezpieczną, ochronić w brzuch i wtedy właśnie po lesie rozległ się chrzęst łamanych kręgów, które poruszały się widocznie pod skórą. To właśnie wtedy zwierzę straciło świadomość, a jej prawowita właścicielka miała zaraz ją odzyskać, by czuć każdą kość, każdy rozdzierający ból. Jeszcze nie przyszło jej się dowiedzieć, że dziś nie przyjdzie jej obudzić się na swoich ziemiach.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : 13
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Szkocja, Styczeń 1958 r. Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Szkocja, Styczeń 1958 r. [odnośnik]15.05.22 20:55
Palec wskazujący i kciuk przetarły zmęczone chłodnym wiatrem oczy. Poprawił kołnierz pod szyją. Ciało kołysało się miarowo na końskim grzbiecie. Śnieg chrupał przy każdym kroku zwierzęcia. Obłok ciepłego powietrza wydobywał się z chrap. Wiatr ze świstem grał na pniach wyrastających z zamarzniętej ziemi. Świt jeszcze nie nastał, lecz śnieg odbijał błękitny półmrok od swej powierzchni sprawiając, że wcale nie było już tak ciemno. Nie mógł jednak czekać dłużej. Dzień wcześniej otarł się o grupę zwolenników obecnie panującego Malfoya. Musiał być w ruchu, nie mógł czekać dłużej.
Ostatecznie to poczucie samotności i monotonia podróży pozwoliła mu zrozumieć, że na swoje nieszczęście jednak nie był sam. Warstwa śniegu ugięła się z chrzęstem pod czymś większy, cięży, innym. Nie pasowało to do rytmu podróży. Instynktownie sięgnął po różdżkę spowalniając, a potem zatrzymując wierzchowca. Włosy na karku zjeżyły się w napięciu. Kolejne uderzenia serca, warkot i wszystko stało się aż nazbyt oczywiste. Pięty pogoniły eatonana. Tylko to, że nie stał po łydki w śniegu uratowało mu życie. Kształtna kula futra, szponów i zębów z łoskotem opadła w miejsce w którym się znajdował. Wilkołak. Krew zaszumiała w uszach.
W półmroku manewrował lejcami. Ścieżka była przysypana śniegiem, nieprzewidywalna. Wiedział, że musiał jak najszybciej wydostać się poza las i wznieść w powietrze. Skierował apodyktyczne drewno pau ferro za plecy wypowiadając kilka inkantacji na oślep. Expulso, Commotio, Aeris. Czy trafił, czy jedynie roztrzaskał jeden z nagich pni...? Zaryzykował. Obejrzał się za siebie i zobaczył, jak wilkołak odbił się od ziemi i wielkim susem szybował w jego stronę. W akcie desperacji Skamander szarpnięciem lejc złamał linię końskiej szyi zmuszając zwierzę do gwałtownego, nagłego manewru. Wierzchowiec zgodnie z oczekiwaniami nie mógł zachować równowagi - przewrócił się zrzucając jeźdźca. Tylko dzięki temu wilkołak nie wyszarpał mu zębami krtani. Szponiasta łapa jednak przygwoździła go do ziemi. Pazury przebiły się przez zimowy materiał szaty jak przez masło, a potem to samo uczyniły z ludzką skórą - Expulso! - wyciągnął różdżkę, niemalże stuknęła w tors bestii czubkiem. Musiał zyskać dystans. Caeco- posłał jeszcze by zdezorientować, a potem biegł. Nienawidził biegać. Tym bardziej, kiedy był do tego zmuszany przez wilkołaka.
Nie był pewien czy to było piętnaście minut, czy półtorej godziny nieustannego biegu przeplatanego zaklęciami. Wreszcie... Pomyślał patrząc na słońce które wzeszło na horyzoncie, słysząc bolesny skowyt - na wpół zwierzęcy, na wpół ludzki. Cały był zapocony i zmęczony. Nawet gdy udało mu się unormować oddech wciąż czuł nieprzyjemny chłód w płucach. Wiedząc, że zagrożenie minęło, zaczął powoli wracać do miejsca w którym ostatni raz widział swojego konia. Teraz jeszcze bardziej odczuwał potrzebę zmiany okolicy.
Kiedy wracał po częściowo zatartych przez zawieję śladach swojej pogoni natrafił dość szybko na sprawcę niebezpiecznej sytuacji. Kobieta leżała w śniegu. Zaczerwieniona skóra prowadziła z góry przegraną walkę o ciepło. Anthony nie patrzył jednak na nią ze współczuciem. Był pełen pretensji, wyrzutu i niechęci. Spoglądając na nią z góry, trzymając różdżkę wyraźnie nad czymś się zastanawiał, kalkulował, a może nawet walczył. Ostatecznie westchnął ciężko i sięgnął po kobietę. Przerzucił ją mało finezyjnie przez zdrowy bark, tak, że zwisała głową w dół - Zacznij się szamotać, a puszczę. Nie będę się oglądać za siebie. - zapowiedział nie wiedząc, czy jest świadoma sytuacji czy nie.

***

Resztkami sił znalazł miejsce na obóz. Rozpalił ognisko. Kobieta którą znalazł miała w tym momencie na sobie jedną z jego koszul. Nie był zadowolony. Trudne banickie warunki życia sprawiły, że był w posiadaniu trzech. Teraz miał w zasadzie półtorej. Nie wiedział jeszcze jak miał traktować tą o poszarpanym i okrwawionym lewym rękawie. W tym momencie siedział przy ognisku i próbował sprać ślady śniegiem. Wilkołak w ludzkiej skórze leżał zaś ze związanymi ciasno rękami i nogami pod moherowym pledem. Pachniał koniem i potem.
Skamander po tym, jak zdał sobie sprawę, że lepiej nie będzie wysuszył koszulę zaklęciem, złożył i schował do torby. Potem dorzucił do metalowego kubka garść śniegu przygotowując przysmak każdego buntownika - wrzątek. Wokół panowała typowo zimowa szaruga. trudno było powiedzieć czy było to popołudnie, wieczór, czy ranek.


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Szkocja, Styczeń 1958 r.
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach