Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Salon II
AutorWiadomość
Salon II [odnośnik]05.06.22 22:50
First topic message reminder :

Salon

Pomieszczenie znajdujące się zaraz za korytarzem – w sieni można zdjąć płaszcz i zostawić swoje buty, tak aby potem przejść do salonu. Piecyk umieszczony pod jedną ze ścian pozwala na utrzymanie ciepła w większości pomieszczeń w domu. Wygodne fotele i kanapa ozdobione zostały przez Yvette narzutkami i poduszkami, które Yvette przyozdobiła drobnymi haftami. Thalia za to zadbała o wystrój, umieszczając dużo muszelek w okolicy, a także dbając, aby w dało się w tym miejscu odnaleźć świeże kwiaty, oraz szczapy drewna do palenia w kominku.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Re: Salon II [odnośnik]08.07.22 23:11
Martwiła się i o nią. Słuch o Rain zaginął jak i o wielu innych. Ludzie przepadali z dnia na dzień. Bez śladu i bez słowa. Wychodzili z domów i często mieli już do nie wrócić. Tak po prostu. Cieszyła się, że nie była jedną z tych osób, ale czekała je rozmowa. Ta bardziej poważniejsza. Tak jak obiecała nie odpuści, nie ulegnie, będzie bardziej stanowcza, co jednak z Rain? Pomoże jej w tym, czy przeszkodzi? - Wystarczy bycie ostrożnym. - Wysłała jej lekki uśmiech chcąc, aby chociaż na chwilę przestała oglądać się za ramię. Przezorność nie zaszkodzi, oczywiście. Założenie, że są tu całkowicie bezpieczne też było idiotyczne, bo na ziemi takie miejsce po prostu nie istniało. Były tu jednak bezpieczne. Bezpieczniejsze niż gdziekolwiek indziej miałyby być. Celine również. Obie nie pozwolą by cokolwiek jej się tu stało.
Obserwowała blondynkę cały czas wciąż w odrealnionym strachu, że ta zaraz zniknie. Nie przeżyłaby tego. Nie drugi raz. Tak wiele nieszczęścia doświadczyła jeszcze przed tym co wydarzyło się w Parszywym, przed zamknięciem jej w Tower, a teraz? Jaką historię nosiła na swym ciele, w umyśle i w duszy? Czy rany te kiedykolwiek się zagoją? Czy istniało lekarstwo, które mogłoby jej pomóc? czy ona mogła? Ogarnęło ją zwątpienie. Obiecała sobie, że już jej nie zawiedzie, ale co jeśli nie będzie wiedziała jak tego nie zrobić? Jak jej pomóc? Będzie przy niej, postara się, zrobi wszystko, ale czy to wystarczy? Czy właśnie tego Celine potrzebowała? Właśnie jej? - Nie gryzie. - Uśmiechnęła się na czułe wyznanie dziewczyny. - Chyba że meble. - Westchnęła rozglądając się po pomieszczeniu, ale nie zauważając w zasięgu wzroku białej sierści. Pewnie gdzieś zaspał, albo ich usłyszał decydując jednak, że goście go nie obchodzą i wrócił do swych kocich spraw. Czasami ją irytował. Wchodził na blaty, sikał do butów, niszczył meble, ale za grzanie jej nóg nocami wybaczała mu wszystko.
Spojrzała na Marcela wsłuchując się w jego słowa, odpowiadając w końcu też na jego własne spojrzenie. Rozumiała. Pokiwała głową na ten znak z ulgą przyjmując do informacji, że ludzie, którzy chcieli ją skrzywdzić już o niej nie pamiętali. Nie wiedziała jak tego dokonał. Tego wszystkiego. Był sam? Ktoś mu pomógł? Nie było to teraz ważne. Może i wcale. Oboje byli cali. Celine była tu teraz z nimi. Uratowana. Zakuło ją w sercu na wieść, że został zdradzony. Przez bliskich przyjaciół... Jak wiele cierpienia jeszcze i on mógł znieść. - Tu dojdzie do siebie. - Zapewniła pewnym tonem, bo dołoży wszelkich starań, aby tak właśnie było.
Celine w podobie jej samej spoważniała. Widziała każdą emocje, która wypłynęła na jej twarz jak na dłoni. Była taka bezbronna, krucha, niepewna, że serce samo rozdzierało się na ten widok. Uniosła drugą dłoń, aby obiema móc ująć tą należącą do Celine. Uniosła ją składając na niej pocałunek. Oddanie. Tym właśnie był dla niej ten gest. Uchyliłaby jej teraz nieba jeśliby tylko mogła. Znów położyła ich dłonie na blacie stołu szukając spojrzeniem jasnych oczu. - Zostaniesz tu tak długo ile będziesz chciała. Nie będziesz zawadzać. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo cieszę się, że tu jesteś.   - Przekonywała mając nadzieję, że zrozumie, że naprawdę jest tu mile widziana, że nie potraktują jej jak tamci ludzie. - Najważniejsza jesteś teraz ty i to abyś wróciła do pełni zdrowia i sił, rozumiesz?   - Nic się teraz nie liczyło. Tylko to. Tylko ona.
Puściła w końcu jej dłoń, aby mogła spokojnie zjeść samej chwytając za kubek, ale nie upijając z niego choćby łyka. Z rosnącą gulą w gardle słuchała słów Marcela. Kolejne wyznanie musiało nie być dla niego proste. Spojrzała na niego i jedyne co mogła ujrzeć to szczerą skruchę i żal. Był dobrym człowiekiem. Nie chciałby brać udziału w czymś takim. To Celine jako pierwsza zabrała głos, a ona nie śmiała jej przerwać. Odwróciła wzrok wbijając go w toczącą się w wychodzącą z kubka parę. To był ich moment. Osobisty, intymny, zupełnie jakby w pokoju byli sami, a rozmowa toczyła się tylko między ich dwójką. Nie patrzyła, ale słuchała. Jej twarz złagodniała, kąciki uniosły się w górę, a serce znów zakuło, tym razem jednak nie z bólu, czy z żalu. Gdy skończyli znów uniosła głowę odnajdując spojrzenie Marcela. Co mógł zobaczyć w tym należącym do niej? Nie gniewała się. Nie była obrzydzona, zirytowała, nie osądzała. Rozumiała. Znalazł się w sytuacji bez wyjścia, a i tak zrobił to co należało. Jeśli cokolwiek miała czuć to wdzięczność i podziw. - Mam nadzieję, że zostaniesz? Musisz wypocząć. Mamy tylko jedną sypialnie gościnną, ale zaścielę ci kanapę.


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 30 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Re: Salon II [odnośnik]10.07.22 17:47
Gdyby łudziła się, że jedynie Ministerstwo byłoby jej problemem, pewnie byłaby bardziej zrelaksowana, ale przemytnicy nie byli jedną wielką szczęśliwą rodziną, a ludzie nie wpadali do siebie na popołudniowe herbatki. Można było zadrzeć z niewłaściwą osobą i wtedy pojawiał się znacznie większy problem niż rząd, a świat pełen brutalności mało kiedy wybaczał. Starała się załatwiać wszystkie sprawy pod inną postacią i pod innymi danymi, tak aby nigdy nie naprowadzić nikogo w to miejsce, ale nikt nie był nienamierzalny. Tym bardziej musiała tego pilnować, jeżeli w tym miejscu mieli pojawiać się też Zakonnicy i ich przyjaciele, zwłaszcza że wielu osobom, z tego co kojarzyła, bardzo zależało na prywatności. Marcelowi, mieszkającemu w Londynie, podejrzewała, że również,
Rzuciła smutne i małooptymistyczne spojrzenie Yvette kiedy ta wyrażała nadzieję, że wystarczyło być ostrożnym, rozważając to w perspektywie wcześniejszego darcia się Marcela po okolicy. Rozmowa kręciła się jak Pangur za swoim ogonem i zrezygnowała z dalszej kontynuacji tego wątku, chociaż zatrzymała się jeszcze nad słowami Marcela, zwłaszcza pod koniec.
- Co oznacza, że ją „wystawili”? Jakieś szczegóły? Kto to był i czy wie o tym miejscu? – Jeżeli to był ktoś, kogo znała ona albo Yvette, dobrze byłoby uważać na jakieś poszczególne zaproszenia albo osoby wypytujące o ich ostatnich gości. Albo o ewentualne osoby kręcące się w pobliżu, nawet jeżeli Marcel zarzekał się, że nikt o tym miejscu ani o pobycie Celine nie wie. Skoro jego bliscy przyjaciele go zdradzali, to czym mieli mieć w czymkolwiek pewność w jego słowach? Czy wiedział w ogóle o czym mówi?
- Przy mnie nigdy nie gryzie. – Rzuciła rozbawione spojrzenie Yvette. Pangur wydawał się bardzo dobrze bawić, czasem zachowując się o wiele bardziej niegrzecznie przy Yv, jakby specjalnie próbował zgrywać niewiniątko kiedy Thalia na niego spoglądała, odpuszczając sobie jakiekolwiek pozory. Może po prostu był impem pod przebraniem i tylko czekał na okazję. Ale mimo wszystko obydwie go kochały, nie planując białego futrzaka jakkolwiek wymieniać. I najlepiej dać mu ładować się na kolana gdy tylko nachodziła go ochota na czułości.
Usiadła już, spokojniejsza że wszyscy mieli co do jedzenia i picia, owijając się ostrożnie narzuconym na siebie naprędce kocem i uważnie słuchała, co Marcel ma do powiedzenia na ten temat. Wypowiadał się bardzo ostrożnie, podejrzewała że nie chce mówić o szczegółach przy Celine. Rozumiała czemu, sprawa była bardziej skomplikowana, zwłaszcza jeżeli współpracować z tymi ludźmi miał z własnego wyboru. Wiedziała też, że nie wystarczy się popłakać Carringtonowi aby nagle się zaczął zachowywać, aczkolwiek dobrze byłoby porozmawiać nieco szerzej na ten temat – jeżeli to byli ci sami ludzie, których Thalia kojarzyła ze swojej własnej wyprawy, być może do tego całego przemytu kobiet było o wiele więcej problemu niż początkowo sądziła. Jeżeli mogła dostać jakieś szczegóły, mogło to być o wiele bardziej pomocne, ale też mogło się okazać o wiele bardziej niebezpieczne.
- Bez przesady, Marcel może zająć moje łóżko a ja się prześpię na kanapie. – Ciekawe, czy w ogóle w tym cyrku mógł doświadczyć nieco więcej wygód. Przyczepy nie były złe, ale nie był to luksus domu. – Tylko jeszcze może mi pomóc z przyniesieniem drewna do kominka, oczywiście po zjedzeniu. – Spojrzała jeszcze na Carringtona znacząco. Była pewna, że Yvette zajmie się Celine odpowiednio, a ona musiała jeszcze poruszyć ten temat handlarzy. Nie w szerokim gronie jednak, a jeszcze musiał skończyć swój posiłek, od czego zdecydowanie nie zamierzała go odciągać.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Salon II [odnośnik]10.07.22 22:36
Wodził wzrokiem po twarzy Yvette, potem Thalii, kiedy Celine obiecywała pomóc im w codziennych obowiązkach, nie było to żadnym zaskoczeniem, ale naprawdę bał się, że historia zatoczy koło, a tamte zdarzenia zostaną powtórzone. Doe go zawiedli, choć ufał im bezgranicznie. Yvette i Thalii nie znał nawet w połowie tak dobrze jak ich. Dostrzegał jednak więź łączącą panią Baudelaire z Celine, a ta więź wydawała się gwarantem jej bezpieczeństwa. Czy rzeczywiście nią była? Kiwnął głową, kiedy obiecała, że Celine dojdzie u niej do siebie. Thalię nie wiązało z Zakonem Feniksa więcej, niż Jamesa, czy mógł liczyć na jej dobre serce? Minione zdarzenie poważnie zachwiało jego zaufaniem, bo jeśli najbliżsi mu nie byli pewni, pewny nie mógł być nikt.
Czy on był? Nie, bynajmniej, gotów był pracować dla tych ludzi. Zabawa w podwójnego agenta mogła mu nawet nie wyjść, ale wcale nie musiała. To był czysty przypadek, że je odnalazł, szczęśliwe zrządzenie losu. Ale pojawił się tam w zgoła innym celu i gotów był spłacić swój dług: przed którym ocalił go cud.
Dosłownie.
Otworzył szerzej oczy, kiedy dostrzegł szkliste spojrzenie Celine. Zawiódł ją? Oczywiście, że tak, nic go nie usprawiedliwiało. Nie znał całej prawdy. Niewiele wiedział. Popełniał błędy. Opuścił spojrzenie, kiedy zakryła usta dłońmi, nie potrafiąc spojrzeć jej w oczy. Pamiętał spojrzenie tamtego człowieka, kiedy patrzył na portret Sheili. Na kolejne przewracane między oślizgłymi palcami portrety pięknych dziewczyn. Przerażała go myśl, co by się z nią stało, gdyby pociąg sięgnął celu. Kiwnął głową, kiedy poprosiła, żeby więcej tak nie robił. Nie, nie chciał. Nie chciał mieć nic wspólnego z tymi ludźmi. Było mu wstyd, że wplątał się w to w ten sposób. Nie odsunął dłoni od jej dłoni, choć nie miał odwagi pochwycić jej własnej. Zgiął palce, splatając je razem z jej, odczytując ten gest jak gest przebaczenia. Nie odsunęła się od niego, nie przestraszył jej, nie wzgardziła nim. Nie znaczyło to wcale, że nie czuł się z tym źle - a jednak jej słowa niosły ulgę.
- Zawsze uważam - odpowiedział cichym szeptem, bo nie to było teraz istotne. A ona, jej świeże rany, i wszystko to, czemu nie zdążył zapobiec i do czego sam doprowadził. Słysząc głos Yvette, obawiał się unieść spojrzenie i ku niej - kochała Celine, czy osądzi go teraz? Nie było tego w jej oczach, ani osądu, ani obrzydzenia, ani niechęci, ani złości.
- Jeśli to nie problem - odpowiedział jej krótko na propozycję noclegu, niepewnie, była noc, a on przebył daleką drogę. Jeśli będzie musiał - wróci do siebie, ale wiele oddałby za możliwość odpoczynku. - Daj spokój - dodał zaraz, kiedy usłyszał słowa Thalii. Był tu jedynym mężczyzną, źle czułby się, zajmując jej łózko. - Kanapa mi wystarczy. Nie ja tu jestem w potrzebie - Celine potrzebowała opieki, nie on.
- No, jasne - odpowiedział Thalii zdawkowo. - Powiedziałem gościowi, który ją wydał, dokąd ją zabieram, żeby nie zapomniał wydać jej po raz drugi. Ty tak robisz? - Był zmęczony, wciąż nerwowy na samo wspomnienie zdrady - otwarta rana wciąż krwawiła. Czy Thalia brała go za idiotę? Nie opowiadał przecież nikomu o tym, gdzie mieszkała Yvette - po co miałby to robić? - a ona sama wspominała, że jest to miejsce trudne do odnalezienia. - To nie jest ważne - nie chciał rozmawiać o Doe'ach. Zawiedli go. Nie chciał o nich teraz pamiętać. - Nie jestem pewien, kim on jest, ani co zrobił. Jeśli ktoś będzie jej szukał u moich dawnych przyjaciół, to oni będą mieć kłopoty, nie wy - zakończył ze zdecydowaniem, kiedyś myślał, że wie, kim jest Thomas, dziś już wiedział, że nie wiedział o nim niczego. Usunięte wspomnienia nie mogły pozwolić pociągnąć za nią pościgu. Celine była już bezpieczna, a on nie chciał o rozdartych ranach rozmawiać z kimś, kto trzymał wobec niego niezrozumiały dystans.
- Pewnie, pomogę - odpowiedział bez zawahania, kiedy poprosiła o pomoc przy drewnie. Talerz pustoszał, wkrótce nie pozostała na nim ni kropla zakupy, otarł usta rękawem koszuli - powoli będą pewnie kłaść się do łóżek. - Trzeba zrobić coś jeszcze? - Przeniósł wzrok na Yvette, mieszkały tu we dwie, jako samotne kobiety. Jeśli tylko mógł się na coś przydać, mógł to zrobić. W podziękowaniu. Wdzięczności. - Mam rzeczy Celine - dodał, odchodząc od stołu; wrócił się do miotły, przy którym pozostała uwiązana jego sakwa. Zabrał ją, podchodząc do Yvette. - Dokąd to zanieść? - dopytał, gotów przenieść jej rzeczy w wyznaczone miejsce.

w worku, oprócz ubrań i drobiazgów, była piersiówka należąca do Celine.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali



Ostatnio zmieniony przez Marcelius Sallow dnia 13.07.22 18:49, w całości zmieniany 1 raz
Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 3 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Salon II [odnośnik]11.07.22 14:42
Nawet jeśli Yvette kłamała, a mogła to robić, mogła zaszczepiać fałszywe przekonanie o swojej radości w nadziei, że prędzej czy później sama również w to uwierzy; nawet jeśli, Celine była jej za to ogromnie wdzięczna. Jej aksamitne zapewnienia tak bardzo pasowały do miękkiego spojrzenia i dłoni niechętnych do rozłąki z chudziutkimi palcami półwili, które wciąż miała z nią splecione, wyobrażając sobie, jak tworzą razem węzeł nie do rozdarcia. Nie do przecięcia.
Nie bez powodu spośród wszystkich emocji miłość smakowała najsłodziej, nawet ta przeżywająca bolesne rozłąki, ta, która łamała serca i budowała je od nowa w świeższej architekturze; one również zostaną zbudowane w ten sposób? Chociaż Celine nie wybiegała spojrzeniem dalej niż za następną godzinę, zlękniona, że za chwilę wpadnie tu ktoś, kto zawlecze ją z powrotem do Tower lub zabije na miejscu, skręcając kark, rachując kości i oddzierając skórę od mięsa, pozwoliła sobie sądzić, że ta króciutka godzina mogła być przyjemna. Że była tego warta - strachu przed tym co będzie dalej. Chwila z Yvette w zamian za resztę życia spędzoną za kratami, w kleszczach zimnego, wilgotnego kamienia i rozgorączkowanych dłoni. Zniosłaby wtedy ten los, mając w pamięci ostatnie pocałunki kropiące policzki i pożegnanie w uścisku niemal matczynych ramion, prawdziwe pożegnanie. Podziękowała jej teraz bez słowa, skinieniem, bladym uśmiechem, który zadrżał w kącikach ust. Baudelaire jeszcze nie wiedziała, że za jej kuzynką ciągnęły się pasma jakichś przedziwnych przygód, że przyciągała nieszczęścia jak magnes, jednocześnie obwiniając się o to, co spotkało Marcela; ale gdy się dowie, wtedy zmieni zdanie. Na pewno. Niestety.
Został zdradzony, czy zdradził również ją? Konszachtami ze skorumpowanymi ludźmi pełnych oślizgłego grzechu? Nie, na pewno nie. Ta myśl nawiedziła ją tylko w pierwszym odruchu, gdy wyjawił okoliczności swojej obecności w tamtym wagonie, jednak ten czar prysł, a może po prostu zdusiła w sobie wątpliwości. Nie mogłaby stracić do niego zaufania. Nie tylko dlatego, że naraził życie nie raz, a dwa (w każdej chwili mógł spaść z miotły podczas podróży i zrobić sobie krzywdę!), nie dlatego, że był jej przyjacielem - a dlatego, że w głębi duszy chyba go kochała. Od pierwszego dnia, gdy zobaczyła go na scenie, podbijającego powietrzną przestrzeń wypełniającą namiot cyrku; od chwili, gdy poznała jego piękno i smak jego bólu, tęsknoty; a potem stworzyła sobie jego wyobrażenie w areszcie i nie była już pewna, czy postrzegała żywego Marcela przez jego pryzmat. Ale to nie miało znaczenia. Wybaczyła mu dzisiaj; ostatni raz ścisnęła lekko jego dłoń i poprawiła się na krześle, wpatrzona w talerz niedojedzonej zupy. Ile jeszcze ciemnych tajemnic w sobie nosił? Do czego został zmuszony, a na co zdecydował się samodzielnie, będąc jednak przypartym do muru przez okoliczności? Chciałaby o to zapytać, ale nie teraz, nie tutaj. Nie byli sami. Nikt inny nie wiedział - chyba -, że poznał ciężar więziennych kajdan.
Uderzyło w nią zmęczenie - podróży, emocji, niepewności, trwającego przez kilka godzin lęku przed spotkaniem z ukochaną Yvette i możliwością zderzenia się z murem odmowy, która skazałaby ją na następną tułaczkę. Półwila przymknęła powieki i odetchnęła głęboko, walcząc z ciałem odmawiającym posłuszeństwa. Żołądek dalej przewracał się z góry na dół, a gula w gardle, stworzona chyba z żelaza, rozgościła się tam bez pytania o pozwolenie i ściskała struny głosowe.
- Mogłabym skorzystać z toalety? - zapytała z trudem po tym, jak gospodynie obiecały Marcelowi tak bardzo zasłużony nocleg; tylko bolała ją myśl, że chłopiec, nie, młody mężczyzna, przerzucający się z Thalią nerwowymi uwagami, będzie musiał jeszcze dźwigać drewno na opał, zamiast od razu wskoczyć pod koc. Ale potem pomyślała - że to może dobrze, kanapy zwykle znajdowały się w salonach, tam gdzie kominki, a to znaczyło, że wyśpi się przy jego życiodajnym cieple, przy płomieniach kołyszących ciało do odpoczynku. - Jeszcze raz dziękuję - dodała łamliwym szeptem, podnosząc się z krzesła; dziękowała im wszystkim i każdemu z osobna.
Sama zaszyła się w łazience na dłuższą chwilę; woda pociekła z kranu, zagłuszywszy ciche łkanie, które tym razem miało oczyścić ze skumulowanych myśli, uczuć, gdy znalazła się z dala od innych, od przyjaciół. Katharsis. Celine usiadła pod ścianą, podciągnęła kolana pod brodę i zamarła tak na kilka minut, w chaosie przeżyć, w obłędzie paniki sączącej się w dół policzków za pomocą transparentnych kryształków. Zaraz będzie lepiej, to zaraz zniknie, powtarzała w myślach, aż ciążące na niej smutki zatarły się w najświeższej pamięci, pozwoliwszy, by dygoczącymi dłońmi obmyła twarz, przeczesała palcami zmierzwione przy płaczu włosy i zakręciła wodę w kranie - i poszukała Yvette.

zt :pwease:


she turned her face up

to the starlit sky

Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 5 +3
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Salon II [odnośnik]14.07.22 5:58
Problem leżał w tym, że nikt nie był teraz bezpieczny gdziekolwiek by się nie udał, gdziekolwiek by się nie skrył. Mogli zmniejszyć ryzyko, być ostrożniejsi, ale lepiej niż inni wiedziała, że wszystkich i tak czekał ten sam koniec. Pozostało im tylko odciągać go w czasie. Jednym z powodów jej wyprowadzki z Londynu była właśnie kwestia bezpieczeństwa. Chroniła ją krew i nazwisko, ale na jak długo? Ile czasu by minęło zanim ktoś by ją sprzedał zarządcy portu? Zanim ktoś zainteresowałby się tym, że pomaga ludziom, którzy opuścili Tower? Co jeśli ktoś by ją rozpoznał? Dowiedział się jakich ma "przyjaciół"? Z drugiej strony mogła kompletnie nie przyciągnąć uwagi kogokolwiek. Kto w końcu dbał o uzdrowicielkę z parszywego, śmierdzącego portu? Nie miała jednak zamiaru czekać i sprawdzić co nadejdzie. Rozglądnęła się kolejno po twarzach wszystkich zgromadzonych przy stole z dziwnym ukłuciem w sercu zastanawiając się czy dane im będzie... wyrzuciła gorzką myśl z głowy nie śmiąc jej nawet dokończyć, nie chcąc nad tym się zastanawiać.
Mówiła prawdę. Poczuła ulgę, niewyobrażalną ulgę na wieść, że jej słodka Celine żyje, a teraz dodatkowo rozpierało ją szczere, czyste szczęście, na fakt że miała zostać tu z nią na dłużej. Oczy znów jej się zaszkliły, ale odgoniła łzy chcąc być silną za nie dwie nawet jeśli nie były one wyrazem smutku, a radości. To miał być jej dom, ona miała nim dla niej zostać - schronieniem, przystanią. Gdziekolwiek nie zdecyduje się kiedyś udać, Yvette miała nią dla niej pozostać. I ona nie wybiegała daleko w przyszłość, nie w tych czasach, a już na pewno nie w swoją. Celine było jej jednak łatwo jej sobie wyobrazić. Zdrowszą i silniejszą. Z rumianymi, pełnymi policzkami. Uśmiechniętą w tańcu. Szczęśliwą. Zbierającą kwiaty na łące, oddającą się rytmowi codziennych obowiązków, śpiewającą, zabawiającą dzieci. Nie wiedziała co ją spotkało, może miała nigdy się tego nie dowiedzieć, a swą wiedzę złożyć wyłącznie z domysłów, ale wierzyła, chciała wierzyć, że uda im się to przezwyciężyć. Razem. Że obie postarają się o taką przyszłość. Ciepłą, otuloną feerią barw, zapachem miodu dodawanego do herbaty i jaśminu rosnącego w ogrodzie.
- Żaden. - Odpowiedziała szczerze chcąc, aby porządnie odpoczął i nabrał sił. Ślepiec zauważyłby jak bardzo był zmęczony. Nie tylko fizycznie. Może przede wszystkim nie fizycznie. - Wystarczy miejsca dla wszystkich. - Dodała z uśmiechem na dalszą wymianę zdań chcąc załagodzić napiętą atmosferę. Choć tyle mogły dla niego zrobić. Zaoferować nocleg, ciepłe jedzenie i choć odrobinę troski. Nie chciała naciskać. Rozumiała, że nie chciał mówić o tym przy Celine, odniosła jednak wrażenie, że część rzeczy chciał zachować dla siebie. Otwierała już usta, aby zawetować propozycję Thalii z drewnem do kominka, ale szybko zrozumiała co naprawdę kobieta miała na myśli. Miała nadzieję, że gdy zostaną już sami, nie dojdzie między nimi do gorszego zgrzytu, niż ten który mogła zaobserwować do tej pory.
- Nie, dziękuję. - Nawet jeśli znalazłoby się dla niego coś do zrobienia, to absolutnie nie miała zamiaru go tym obciążać. Nie musiał im się odwdzięczać za cokolwiek. Nie zrobiły dla niego w końcu nic. Doceniła jednak pytanie i chęć pomocy. - Przygotuję ci posłanie i przyniosę ręczniki, gdybyś chciał się nieco odświeżyć. - Wstała razem z nim od stołu zasuwając za nimi krzesła. - Na górę, ale zaraz się tym zajmę. - Zapewniła go skoro i tak musiała samej iść na górę, aby pokazać Celine jej pokój. - Idźcie. Tylko proszę wracajcie szybko. - Rozumiała, że Thalia chciała z nim pomówić, ale Marcel musiał też odpocząć. Spojrzała na przyjaciółkę prosząco i wymownie, po czym całą swą uwagę przeniosła znów na Celine. - Oczywiście. Pokażę ci gdzie jest. - Zaoferowała uśmiechając się czule, starając się przekazać w spojrzeniu, że wcale nie musiała im dziękować. Za nic. Cieszyła się z tego, że tutaj była, że mogła się nią zająć. Była też wdzięczna Marcelowi za wszystko co dla niej zrobił, za to, że ją tu do niej przyprowadził. Gdy wszyscy zniknęli spoza jej pola widzenia ona korzystając z chwili zajęła się umyciem naczyń, zaścieleniu kanapy upewniając się, że ogień w kominku wypali się dopiero późnym rankiem, ulokowaniem drobnego kameleona na fikusie przy oknie w pokoju gościnnym i zaniesieniem tam rzeczy Celine, które pozostawiła nietknięte nie chcąc naruszać prywatności dziewczyny. Rozpakuje się sama jak już nieco odpocznie. Zadomowi... a przynajmniej na to liczyła, że poczuje się tu bezpieczna, szczęśliwa, kochana, tak jak na to w pełni zasługiwała.

| zt fluffy


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.

Yvette Baudelaire
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 30 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466
Re: Salon II [odnośnik]16.07.22 18:04
Chciała powiedzieć, że cierpliwie znosiła wszystko, ale wszyscy już chyba byli zmęczeni, chąc odpocząć. Każdy bronił tego, co uważał za słuszne – Celine Marcela, Marcel siebie i przyjaciół, Yvette wszystkich a Thalia bezpieczeństwa. Nikt chyba poza Yvette nie miał jednak cierpliwości do tego, aby wszyscy mogli rozmawiać bez rozdrażnienia – ale przynajmniej jedna osoba pilnowała aby znajdowało się tu ciepło ogniska domowego.
- Celine będzie mieć pokój, nie będziemy jej trzymać na kanapie. Dlatego oferuję ci abyś mógł się wyspać w łóżku. – Nie przeszkadzała jej kanapa, zwłaszcza po tylu latach spędzonych na statku, a jednocześnie nie zamierzała narzekać. Co miałaby zrobić, przerzucić go przez ramię i zanieść do pokoju? Jak chciał spędzić czas tutaj, nie przeszkadzała mu, chociaż każdy z domowników który nie mógł zamknąć drzwi musiał liczyć się też z ewentualnym towarzystwem Pangura, który na pewno wstanie jakoś w środku nocy aby pokręcić się po miejscu, ponarzekać komuś nad uchem że jego miska jest pusta albo ewentualnie spróbować pogryźć jakieś rzeczy ze skóry, które z jakiegoś powodu wydawały się ciekawe.
Zmarszczyła brwi, żałując, że jednak nie zapaliła drugiego papierosa. Nie chciała przeszkadzać młodym dymem, ale jednak zdecydowanie pomogłoby to uspokoić nerwy. Normalnie sprawy rozwiązywała za pomocą bójki, ale nie wypadało nagle bić się z Marcelem. Jeszcze sprałby ją nastolatek i chyba byłoby gorzej. Zresztą, nie chciała mimo wszystko iść w tym kierunku – dla Yvette głównie, dla Celiny trochę też. Dla Marcela zwłaszcza, ale on na pewno tego nie doceniał, uważając ją za…dobra, już nawet nie wiedziała za kogo.
- Jak już przestaniesz się obrażać to pomyśl, że nie tylko ty znasz swoich przyjaciół – a jeżeli któryś z nich nagle będzie potrzebował pomocy i pod tym pretekstem zjawi się tutaj, nie płacz z tego powodu. – W końcu ledwie wczoraj odwiedziła ich Eve Doe, więc kto wie, kiedy jeszcze któryś z przyjaciół wpadnie tutaj w odwiedziny. Jeżeli uważał, że Celine tutaj nikt nie znajdzie, czy będzie jej tu bronić czy już da sobie z tym spokój, skoro była tutaj?
- Spokojnie, nie będę nikogo przemęczać. – Cieszyła się, że Yvette zrozumiała, czemu chce zabrać Marcela na rozmowę. Na pewno nie zamierzała siedzieć w szopie dłużej, niż to konieczne, a sama też chciała pójść spać. – Zostaw wszystko, posprzątam jak przyjdę. – Wiedziała, że Yv chciała iść i zająć się Celine, mogła więc sama pozmywać. Za to podniosła się, na nowo łapiąc płaszcz i sięgając po klucz do domu.
- Szopa jest zaraz na tyłach…
zt wszyscy



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Salon II
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach